Sign in to follow this  
Followers 0
Ragoon

Rozdział 6 I polowanie jest. Na ludzi.

2 posts in this topic

 

Uśmiechając się, skinąłem głową.

 

-Dobrze. Spełnimy twoją prośbę. - rzuciłem z pewnością siebie - Tylko co nam dasz w zamian?

 

Stary mag spojrzał na mnie marszcząc swój monobrew.

 

-Dowiesz się w swoim czasie. - odpowiedział z groźbą w głosie - I nie bójcie się, nie skrzywdzę was. Gdybym miał coś wam zrobić, już dawno byście leżeli tu jak te skwarki.

 

Starzec spojrzał wymownie na martwą Śnieżną Ćmę i pokryte już roztopionym lodem niedźwiedzie. Wzdrygnąłem się na myśl o tym, że taki sam los mógł nas spotkać.

 

-Tymczasem, idźcie. Powinniście znaleźć tych durniów przy Wąwozie Skowyjców, jakieś dwie staje na zachód stąd. - rzucił na pożegnianie, ponownie przykładając fajkę do ust

 

*

 

Tak też wędrowaliśmy pospiesznie; żwawo brnąc przez śnieżne zaspy i omawiając plan ataku. Jeśli napotkamy ich w tymże wąwozie, wszystko pójdzie jak z płatka!

 

Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, słońce zaczynało zmierzać ku zachodowi. Było to nam jak najbardziej na rękę.

 

Sam wąwóz był długi; Conajmniej pół kilometra! Mimo to, wciąż znajdował się na terenie lasu, co było na plus. Przy ścianach u góry było sporo dużych kamieni. Już na pierwszy rzut oka można było wywnioskować, że są niestabilne, a co za tym idzie - łatwo będzie je zrzucić.

 

No cóż, przygotowań zbytnich nie było. Omówiliśmy jedynie plan działania i rozsiedliśmy się po przeciwnych stronach drogi.

 

Wyczekiwanie czas zacząć…

 

*

 

Czekaliśmy tak i czekaliśmy. Mroźny wiatr, mknący między drzewami, raz za razem smagał nas niemiłosiernie. Co prawda, mogliśmy rozpalić ognisko, ale to by jedynie nam przeszkodziło w wielkim planie.

 

W końcu, słońce ustąpiło srebrnej księżycowej tarczy. W ciemnym, głuchym lesie echem odbijało się niewyraźne wycie wilków i huczenie sów.

 

Zastanawiam się, ile tak jeszcze będziemy czekać? Minęły już ze trzy godziny!

 

W mroku nocy nawet nie widziałem drugiej strony wąwozu. Jednakże miałem pewność, że Daisuke wciąż tam siedzi. Cały czas bowiem słyszałem ciche skrobanie drewna.

 

Ech… Tyle czasu zmarnowane! A mogliśmy polować i farmić karmę! Cholerny dziadyga…!

 

Wreszcie jednak, w ciemności dostrzegłem migotliwy blask pochodni. Akompaniowały mu rozmowy członków klanu.

 

[W końcu!]

 

Wrzasnąłem w myślach.

 

Na kuckach podszedłem do pobliskiego głazu i przylgnąłem do niego. Czekałem, aż ci ludzie znajdą się pod nim. Wtedy to też zepchnę ten kamulec prosto na ich głowy.

 

Gdy rozmowa rozbrzmiewała dostatecznie wyraźnie, nacisnąłem swym ciałem na skałę. Sekundę po tym usłyszałem, jak Ryu robi to samo po drugiej stronie.

 

W mig za tym zeskoczyłem na dół, dobywając topora.

 

Zszokowani ludzie spoglądali na nas przez chwilę w przerażeniu, ale szybko pozbierali się do kupy.

 

Facet w wielkim, żelaznym pancerzu wydał rozkazy i opuścił przyłbicę. Wziął w ręce młot i rzucił się na mnie.

 

Na szczęście, zbroja spowalniała go. Kiedy był blisko mnie i uniósł broń nad głowę, skoczyłem przed siebie i odbijając się od jego ramienia, opadłem na wojownika w skórzanym pancerzu tuż za nim. Topór bezproblemowo rozłupał czaszkę człowieczka.

 

Podciąłem pobliskiego łucznika i bez zastanowienia rzuciłem się na kolejnego przeciwnika. Chwilę za tym usłyszałem świst strzały i ostatni jęk wydany przez przewróconego strzelca.

 

Ha, Ryu działa!

 

Szermierz w lekkiej zbroi spróbował ciąć mnie po ukosie, jednak złapałem ostrze miecza między stylisko, a lico topora. Wtedy to też złapałem tego gagatka za nadgarstek, w którym trzymał broń i wykręciłem mu go, zmuszając tym samym do puszczenia miecza. Szybko założyłem mężczyźnie dźwignię. Zakończyłem jego żywot jednym solidnym uderzeniem w bok szyi.

 

Hohoo, pamięć mięśniowa od Demonicznych Bogów jest OP!

 

Zerknąłem na Daisuke, który właśnie wykańczał człowieka z dwoma toporami.

 

Obaj spojrzeliśmy na ostatnią osobę pozostałą przy życiu; ciężkozbrojnego z młotem.

 

Facet miał na sobie ciężki pancerz zrobiony z jakiegoś białego metalu, a w dłoniach dzierżył młot wielkości dorosłego mężczyzny. Chłop naprawdę musi mieć krzepę, żeby targać coś takiego, a tym bardziej, żeby tym wymachiwać. Stał w osłupieniu i przerażeniu wgapiał się w nas.

 

Nagle, do głowy wpadł mi genialny pomysł.

 

-Ryu, słabe punkty? - zapytałem z uśmiechem na twarzy swojego Watażkę

 

Ten prędko obrzucił wzrokiem postawę wojownika, zamknął oczy i wzdychając odparł:

 

-Biodra, zgięcia kolan, zgięcia łokci. - wymienił szybko Daisuke

 

Lekko poruszyłem toporkiem i pomyślałem o energii, która go otacza. Po tym, ostrze otoczyły zielone płomienie. To była moc Spaczenia.

 

Rzuciłem się przed siebie, wprost na ciężkozbrojnego. Ten w przerażeniu zamachnął się młotem z lewej strony. Jednakże obuch broni zaklinował się, uderzając w ścianę wąwozu.

 

Szybko prześlizgnąłem się pod młotem i uderzyłem toporem w zgięcie kolana wojownika. Woj puścił broń i upadł na kolana w milczeniu. Obrócił głowę i spojrzał na mnie pustymi oczami spod przyłbicy.

 

Wtem, mężczyzna wydarł się wniebogłosy i rzucił hełmem w moim kierunku. O mało co nie trafił mnie nim w głowę!

 

Następnie wstał i zaczął się nerwowo rozglądać dookoła. Cały drżał. Dłonie trzymał blisko ciała. Palce były nienaturalnie zgięte. Z ust wojownika toczyła się piana.

 

Raz jeszcze wrzasnął i zaczął energicznie uderzać głową w kamienną ścianę wąwozu.

 

Byłem zszokowany. Ryu tak samo. Ten facet…

 

Popełnia samobójstwo.

 

Krew bryzgała na wszystkie strony z każdym uderzeniem, barwiąc puch śnieżny szkarłatem. Z oczu mężczyzny leciały łzy. Przeżywał niewiarygodne katusze; Spaczenie niszczyło jego duszę, a on sam - swoje ciało. Nie dziwota, iż zdecydował się zabić.

 

Staliśmy tak w osłupieniu, przyglądając się zbrojnemu.

 

*

 

Męki mężczyzny nie trwały tak długo. Leżał teraz martwy, z rozłupaną czaszką tuż obok swoich towarzyszy. Pięć ciał pozbawionych życia.


 

Próba Spaczenia zakończona niepowodzeniem!

Na wskutek piekielnej mocy Spaczenia, ofiara postradała zmysły i chcąc uchronić się od zostania Demonem, popełniła samobójstwo!

 

Przyznano -20 punktów karmy

Czas odnowienia Spaczenia: 24 godziny


 

Westchnąłem ciężko, spoglądając na truchła. Lekko czubkiem buta trąciłem łucznika. Uniosłem stopę, a następnie gwałtownie opuściłem ją na kark martwego żołnierza.

 

-Yup, definitywnie martwy. - stwierdziłem posępnie

 

Mój wzrok padł na Ryu.

 

-Zbieraj ich rzeczy i wracamy do jaskini. - rozkazałem, drżąc z zimna - Zaraz tu zamarznę…

 

Daisuke jedynie skinął głową i zabrał się za wykonywanie mojego polecenia. Sam po chwili do niego dołączyłem.

4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Arigato 

 

0

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now
Sign in to follow this  
Followers 0