Sign in to follow this  
Followers 0
Adirox

Tom 6 Rozdział 9 - Masashi Arato

Lista rozdziałów

1 post in this topic

- Ech... To było szybkie. - skomentował Kazama, po tym jak zregenerowany wstał z ziemi i rozejrzał się wokół.

 

Nie dostrzegał już jakichkolwiek śladów po Erganie, ani po grupie, która go obserwowała, a zarazem nie zdawała sobie sprawy z tego, że on o nich wie. Jednak nim

zdążył opuścić epicentrum eksplozji, której był autorem, usłyszał cichy dźwięk.

 

„Hm? Co to?” Zastanowił się i wytężył swoje zmysły. Wtem zdał sobie sprawę z tego, że słyszy płacz dziecka.

 

- Dz... Dziecko? Tutaj? Gdzie do jasnej cholery? - zadał sobie to pytanie ze zdziwieniem, którego wcale nie chował i zaczął podążać za płaczem, lecz wynik tego go

całkowicie zaskoczył.

 

Końcowym wynikiem jego poszukiwania źródła płaczu, okazało się epicentrum wybuchu, które opuścił na samym początku i krążył wokół niego w poszukiwaniu źródła.

 

„Pod ziemią?” Zadał sobie to pytanie w myślach i przyłożył ucho do ziemi, lecz nie było żadnego sygnału, by dźwięk dochodził spod niego, mimo że zaczął się nasilać.

 

- Co do kurwy? - powiedział zdezorientowany tą sytuacją, po czym nagły ból głowy sprawił, że przykucnął, próbując przetrzymać ból. - Ustało? Co to miało być?

 

Nie rozumiejąc sytuacji, postanowił opuścić pole bitwy tak szybko jak to możliwe, by uniknąć konfrontacji z bratem Aortha.

 

W tym samym czasie po drugiej stronie miasta…

 

- Co to miało być? - zapytał siebie po tym jak dziwna moc, wyrzuciła go wysoko w powietrze, wskutek czego wylądował w tym miejscu.

 

- Raz, dwa, trzy... - gdy te słowa ledwo co dotarły do jego uszy, usłyszał nagle eksplozję, która sprawiła, że od razu zwiększył swoją czujność.

 

Idąc cicho pomiędzy drzewami, unikał kontaktu z czymkolwiek, przez co mógłby dać się wykryć i zupełnie jak duch szedł w kierunku regularne wypowiadanych słów.

 

- Raz, dwa, trzy... Krwawy Trójząb... - nieudany efekt utworzenia nowej broni przez Sartiona zakończył się porażką. - Połączenie Trójzębu z magią krwi to jakiś niewypał.

Nie mam żadnych pomysłów jak rozwinąć magię krwi. Co by na moim miejscu zrobił Kazama?

 

Słysząc ostatnie słowa syrena, osobnik kryjący się w cieniu drzew nagle postanowił się ujawnić, a na jego twarzy widniał delikatny uśmiech.

 

- Znasz Kazamę Ryujiego? - zapytał spokojnie, chcąc tylko się upewnić, czy aby dobrze zrozumiał sytuację.

 

- Kim jesteś? - Sartion był wyraźnie zaskoczony pojawieniem się nieznajomego.

 

Natychmiast dobył swój trójząb i skierował go ku osobnikowi przed sobą. W tej samej chwili krople deszczu zaczęły spadać z nieba, sprawiając, że wartość bojowa

Sartiona podniosła się w jednej chwili o cały poziom.

 

- Szlag... To dość niekorzystne. Ten cholerny Ergan przegiął z tamtym słupem ognia. - powiedział cicho pod nosem, po czym spojrzał Sartionowi prosto w oczy. - To jak,

łączy cię coś z Kazamą, czy nie? Pytam, bo nie wiem czy mam cię zabić, czy olać.

 

- Nie twoja sprawa. - odpowiedział Sartion, nie spuszczając oczu z wroga.

 

- Owszem moja. Jestem jego przyjacielem i tak się składa, że relacje między nami trochę się pogorszyły. - powiedział w ogóle, nie traktując Sartiona poważnie.

 

- Na tyle by zabić mnie, jeśli mam z nim coś wspólnego? - zapytał z nutką pogardy w głosie.

 

- Nie, nie, nie, aby cię zabić wystarczy mi za powód ta magia krwi. - oznajmił, po czym w jego dłoni pojawił się miecz.

 

Atmosfera wokół tej dwójki stała się napięta. W tej chwili obaj mierzyli się wzrokiem i czekali na ruch przeciwnika, gdy nagle krople deszczu zatrzymały się w powietrzu.

 

Obaj ruszyli w tym samym momencie sprawiając, że uwolniona przez nich energia starła się ze sobą i niczym żywe istoty walczyły o dominację na tym niewielkim polu

walki.

 

- Nie myśl, że tak łatwo mnie pokonasz. - krzyknął Sartion, a wokół jego trójzęba owinęły się wodne węże, które wystrzeliły nim sama broń dosięgła celu.­­

 

Jednakże jego przeciwnik, zupełnie jakby widział przyszłość, z łatwością przemknął między wodnymi wężami, po czym jednym szybkim ruchem skierował swe ostrze ku

szyi Sartiona, lecz nim jej dosięgnęła syren uskoczył do tyłu.

 

"Jest silny." Skomentował, zdając sobie sprawę z mocy swojego przeciwnika.

 

- To wszystko, na co cię stać, nawet w sprzyjających dla ciebie warunkach? - zapytał, patrząc z pogardą na Sartiona, a w jego oczach pojawił się niezmierzony chłód. -

Pokaże ci jak powinno się walczyć.

 

Wraz z tymi słowami spod jego stóp zawiał silny wiatr i w mgnieniu oka pojawił się przed syrenem, gdy jego broń cięła w kierunku lewego ramienia syrena.

 

Choć Sartion był w stanie zareagować na ten atak i zablokować go przy pomocy trójzęba, to odczuł siłę swojego przeciwnika, gdyż odbiła się ona na jego prawej ręce

paraliżem.

 

- Żałosne. - wraz z tymi słowami, młodzieniec nagle opadł na ziemię, a jego broń wydłużyła się tym samym przebijając wątrobę Sartiona, który nie był w stanie

zareagować na ten nagły atak. - Dla ułatwienia powiem ci, że używam elementu powietrza i błyskawic.

 

Sartion słysząc słowa przeciwnika spojrzał na niego ze wściekłością, bowiem arogancja młodzieńca przed nim sprawiała, że coraz bardziej gotował się ze złości,

jednak rana, którą mu zadał sprawiała, iż nie był w stanie się ruszyć.

 

- Dodam też, że nie możesz się ruszyć, ponieważ użyłem na tobie elementu błyskawicy. Nadążasz, prawda?

 

- Ty... - wydusił z siebie Sartion przez zaciśnięte zęby, a jego wyraz twarzy był niczym u demona.

 

- Jeśli to wszystko, na co cię stać, to pozwól, że to zakończę. - w momencie, gdy to powiedział jego broń powróciła do pierwotnego stanu, a następnie rozdzieliła się na

dwa ostrza. - Fajna zabawka, prawda? Mogę dowolnie manipulować jej kształtem, co w połączeniu z moimi zdolnościami w zakresie sztuk walki sprawia, że jestem

wyjątkowo niebezpieczny.

 

"Krwawy... Ech?" Gdy nagle Sartion zauważył, że nie może tkać wypływającej z jego ciała krwi, z szokiem spojrzał na swojego przeciwnika, gdyż wokół jego dłoni

zbierała się jego własna krew.

 

- Jak ty? - zapytał niedowierzając.

 

- Przecież mówiłem, że dla samej zdolności kontroli krwi byłbym skłonny cię zabić. - powiedział, a krążąca wokół jego dłoni krew syrena została przez niego ciśnięta

niczym pociski w kierunku jej właściciela.

 

Krwawe pociski były niczym decydująca broń w walce, gdy każdy z nich wbijał się w ciało Sartion'a, tym samym coraz bardziej go raniąc.

 

- O wybacz, miałem cię złapać, a nie zabijać. - wraz z tymi słowami, po ciele Sartiona znikąd zaczęły przechodzić wyładowania elektryczne, a następnie broń młodzieńca

zamieniła się w łańcuch, który oplótł się wokół sparaliżowanego syrena.

 

- Żyjesz jeszcze? - zapytał z uśmiechem pogardy do swojego przeciwnika, zupełnie jakby uważał go za nic więcej jak robaka.

 

- Ki.. Kim jesteś? - wydusił z siebie z trudem, a wszystkie wypalone elektrycznością rany na jego ciele nagle się otworzyły.

 

- Nie dałem ci prawa głosu, ale skoro tak ładnie prosisz, to ci powiem. Jestem Masashi Arato i tak jak mówiłem jestem starym przyjacielem Ryujiego. - gdy tylko to

powiedział, poczuł jak ktoś się zbliża w ich kierunku i wyraźnie nie miał wobec niego dobrych zamiarów.

 

===============================================================================

 

Zapraszam do komentowania i brania udziału w małej ankiecie :D

 

http://www.strawpoll.me/14642377

 

 

3

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
You are commenting as a guest. If you have an account, please sign in.
Reply to this topic...

×   You have pasted content with formatting.   Remove formatting

  Only 75 emoticons maximum are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

Sign in to follow this  
Followers 0