Sign in to follow this  
Followers 0
Grubciu

Legion Śmierci - 30

8 posts in this topic

Znowu długa przerwa, co? ;-; 

No ale dzisiaj już jest rozdział. I oby kolejny był jak najszybciej xD 

Tyle problemów miałem dzisiaj z wrzuceniem tego rozdziału, że masakra. Mam nadzieję, że wszystko będzie ładnie śmigać, bo nie chce mi się po raz n-ty sprawdzać. Wybaczcie :/

Miłego czytania. Na koniec zachęcam do oceniania i komentowania :)

 


 

Iris siedziała, trzymając wilczka na kolanach i go głaskała. Oboje wyglądali na zadowolonych. W końcu się odezwała.

 

-Jak go nazwiesz? (Iris)

-Nazwę? Nie wiem… Nie jestem zbyt kreatywny. Nawet nie będę próbował, bo palnę coś tak głupiego, że jeszcze ode mnie ucieknie. Może Ty masz jakiś pomysł? (Danon)

-... (Iris)

-Iris? (Danon)

 

Popatrzyłem na nią. Zarówno ona, jak i wilczek patrzyli między drzewa. Zwierzak zaczął szczerzyć kły, a twarzy Iris wyrażała powagę i skupienie.

 

-Co jest? (Danon)

-Otaczają nas. (Iris)

-Otaczają? Kto? (Danon)

-Nie wiem. Ale sądząc po aurze, to jacyś nieumarli. (Iris)

-Skąd Ty to… Aaaa. [Wykrycie]. Zapomniałem o tej umiejętności. (Danon)

-Po pierwsze nie mów głośno, o moich zdolnościach. Im mniej osób o nich wie, tym lepiej. Po drugie szykuj się do walki. Pośród nich są dwie mocniejsze aury. (Iris)

-Racja. Wybacz, czasami za dużo gadam. (Danon)

-Czy ja dobrze słyszałam? Powiedziałeś, że za dużo gadasz? (Iris)

-Ta… Ale… - przerwała mi. (Danon)

-Nieważne. Szykuj się. (Iris)

 

Wilczek zeskoczył z jej kolan i zaczął warczeć. Iris wstała i podniosła swoją tarczę.

 

-Ehhh… A dopiero się dogadaliśmy… Cały mój spokój poszedł się jebać. (Danon)

 

Dobyłem katanę.

 

-To gdzie oni dokładnie są? (Danon)

-Okrążają nas od strony tamtego zniszczonego wozu. (Iris)

-Całkiem dokładny opis. (Danon)

 

Ruszyłem powoli przed siebie. Nie musimy się obawiać paru nieumarłych, bo raczej, oprócz Iris i strażników, jesteśmy całkiem silni. Nie chciałem z nimi walczyć, no ale skoro atakują, to trzeba pokazać, kto jest silniejszy.

Kiedy szedłem z dobytą bronią, reszta obozu zorientowała się, że coś jest nie tak. W końcu, po co miałem sięgać po katanę, jak nie żeby walczyć? Porzucili oni swoje zajęcia i również zaczęli szykować się do walki.

Nagle między drzewami zaczęli pojawiać się nieumarli. Same szkielety zakute w całkiem ciężkie pancerze, wyposażone w tarcze i jednoręczne miecze.

Strażnicy ustawili się w pobliżu Iris, żeby ją chronić. Co ciekawe Maćko w ogóle nie zareagował. Nawet nie popatrzył na przeciwników.

 

*Wcześniej też nie walczył...*

 

U mojego boku pojawiła się Xentia.

 

-Wygląda na to, że nie będzie tak spokojnie, jak byśmy chcieli. (Xentia)

-No, na to wygląda. (Danon)

 

Szkielety zaraz po wyjściu za linię drzew zaczęły biec w naszą stronę. Nagle wybiegł jeden większy od reszty szkielet, trzymający wielki młot bojowy. Pojawiając się, rozwalił drzewo, które stało mu na drodze.

 

-Ehhh… Ale mi się nie chce. Jak usiadłem, złapał mnie leń… Jak trzeba, to trzeba. (Danon)

 

Już miałem zerwać się do biegu, ale obok mnie przeleciał świetlisty promień, który uderzył w grupę truposzy. Odwróciłem się i zobaczyłem, że Atra, szczerząc się, biegnie w stronę atakujących i machała swoim mieczem, wysyłając podobne promienie w stronę szkieletów.

 

-Widzę, że komuś się to podoba. Nie ma tego złego, nie? (Danon)

-Ta… (Xentia)

 

Całkiem blisko mnie przebiegł Scythe i rzucił się prosto na wielkoluda.

 

-Kolejny… Chyba możemy usiąść i popatrzeć. (Danon)

-... (Xentia)

 

Atra swoimi atakami masakrowała całe grupy trupów, a Scythe bez większych problemów pozbył się swojego oponenta, a następnie dołączył do masakry pionków. Nagle z drzew wyleciał promień, skierowany w elkę. Ona zrobiła tylko lekki unik, żeby go uniknąć, co oczywiście się udało.

 

-Widać, że zna się trochę na walce i jest całkiem pewna siebie. (Xentia)

-Chyba? Nie wiem, ale skoro tak mówisz. W sumie całkiem niezła okazja, żeby zobaczyć ich możliwości. (Danon)

-Tyle dobrego, chociaż na razie, nie podoba mi się to, co widzę. (Xentia)

-Dlaczego? (Danon)

-Wydają się bardzo silni. Jeśli nagle zaatakują nas, to będziemy mieli wielki problem. (Xentia)

-Może? Po co od razu zakładać, że nas zaatakują? Bądź bardziej optymistyczna. (Danon)

-Może to Ty powinieneś im mniej ufać? (Xentia)

-Może? Obyśmy się nie dowiedzieli, chociaż z drugiej strony… (Danon)

-Co to ma znaczyć?! (Xentia)

-Nie spinaj się tak. Tylko żartowałem. (Danon)

 

Atra nie przejmując się szkieletami, ruszyła w kierunku maga, który ją zaatakował. Jej twarz mówiła - jak ten jebaniec śmiał we mnie strzelić?!

Ona biegła w stronę drzew, a między nimi pojawiła się sylwetka lisza, który cały czas atakował elkę i zmierzał w jej stronę.

 

-Wkurwiła się. Będzie zabawnie. (Scythe)

-Niedobrze. To arcylisz. Potrafią być naprawdę potężni. (Xentia)

-W takim razie patrz uważnie. Zobaczymy, co zrobi. (Danon)

 

Góra mięśni rzuciła się w wir masakrowania truposzy, a Atra coraz bardziej zbliżała się do lisza. Żaden jego atak nie był dla niej wyzwaniem. Odbijała je wszystkie, jakby były niczym groźnym.

Kiedy była od niego oddalona o około metr, cięła mieczem, pozbawiając go ręki trzymającej kostur, a następnie wbiła mu go w korpus. To, co zrobiła dalej, było całkiem niespodziewane. Nie… Tego nikt by się nie spodziewał. Puściła miecz i złapała lisza za drugą rękę, a następnie ją wyrwała. Potem zaczęła wyrywać mu żebra. W czasie kiedy to robiła, jego pierwsza ręka zdążyła się zregenerować. Próbował ją zaatakować, jednak ona od niechcenia złapała za tę rękę i ją również wyrwała. 

 

-Miał być potężny. (Danon)

-... (Xentia)

-Nigdy bym nie wpadł na pomysł rozrywania lisza “żywcem” na kawałki. Chyba się nieźle wciągnęła.

 

Elfka w kółko wyrywała liszowi żebra, a kiedy któraś z jego rąk zdążyła się zregenerować, to ją również bezlitośnie oddzielała od reszty “ciała”.

 

-Ile można? (Xentia)

 

Xentia znikła i po chwili pojawiła się za liszem, tylko po to, żeby zniszczyć jego rdzeń i na zawsze zakończyć jego “żywot”.

 

-Zepsułaś mi zabawę! Jeszcze nie zdążył się nauczyć, że do mnie się bezkarnie nie strzela! (Atra)

-Wydaje mi się, że nawet jakbyś rozrywała go przez milenium, to i tak by się nie nauczył. (Xentia)

-... Jak na głupiego elfa możesz mieć rację, w końcu to bezmózgi truposz. (Atra)

-Ty też jesteś elfem, więc uważaj na słowa. (Xentia)

-Nawet mi nie przypominaj. Najgorsze co mi się przytrafiło, to właśnie to… (Atra)

-Najgorsze? Przecież jesteś pięknym elfem. No i ślepym, ale to szczegół. (Xentia)

 

Atra machnęła ręką, a z klatki piersiowej Xentii trysnęła fontanna krwi.

 

-O kurwełe. (Danon)

 

Ruszyłem w ich stronę.

 

*Za daleko!*

 

Atra wykonała drugie cięcie, tworząc fontannę w kształcie “X”. Następnie zamachnęła się i pchnęła swoim ostrzem w brzuch Xentii, nabijając ją jak szaszłyk. Ta wypluła sporą ilość krwi. 

 

*No i chuj, no i cześć...*

 

Dzielił nas jeszcze duży dystans. Czas wydawał się spowolnić. Nie mogłem nic zrobić. Xentia jednak miała rację - to ja powinienem mniej w nich wierzyć.

Atra wspomagając się nogą, wyrwała miecz, a Xentia upadła na ziemię. Miecz powędrował w górę i już miał uderzyć, kiedy został złapany przez olbrzymią łapę. Łapę Scytha.

 

-Co Ty odpierdalasz? (Scythe)

-Ruszyła temat tabu! (Atra)

-Co obiecałaś? (Scythe)

-Nieważne! Przegięła! (Atra)

-A Ty jeszcze bardziej. Umówiliśmy się. Obiecałaś. (Scythe)

 

Ruchem ręki wyrwał jej miecz z rąk, przez co ten poleciał kilka metrów od nich. Wbił jej szpony jednej ręki w brzuch, a drugą zaczął wyrywać jej kończyny.

 

-To Twoje ulubione zajęcie, prawda? (Scythe)

-Przestań debilu! Ała! To boli! (Atra)

-Ma boleć. (Scythe)

 

Po tym, jak skończył, walnął nią o ziemię i zaczął iść w stronę miejsca, gdzie wcześniej siedzieli, ciągnąc ją za włosy. Atra ciągle się darła, ale zignorował ją. Ja w tym czasie zdążyłem dobiec do Xentii i sprawdzić jej stan. 

Było bardzo źle! Nie była w stanie pić, więc mikstura odpada. Zacząłem rzucać jak najszybciej magię leczenia. Rany były całkiem poważne i zadane bronią przesiąkniętą elementem, więc ciężko było to uleczyć. Kiedy ja używałem swojej magii, podbiegła do mnie Iris i bez gadania również zaczęła leczyć Xentię. Wspólnymi siłami udało nam się tego dokonać, ale wymagało to od nas sporego wysiłku.

 

-Już z nią w porządku. Będzie tylko przez jakiś czas nieprzytomna. (Iris)

 

Nie odzywając się, wstałem i popatrzyłem na tę dwójkę. Co dziwne, Atrze już odrosły kończyny, a rana w brzuchu zasklepiła się. Stała teraz nad Scythem i okładała go pięściami, ten ją wyraźnie ignorował i patrzył sobie spokojnie w niebo, jak gdyby nigdy nic.

Skierowałem się w ich stronę. Kiedy do nich zmierzałem, zacząłem zastanawiać się nad tym, co teraz czuję. Jestem naprawdę wkurwiony, ale… Bardziej od bliskiej śmierci Xentii, wkurwia mnie to, że im zaufałem, broniłem ich, a ona złamała zasadę, o której przestrzeganie ją prosiłem - nie atakować naszych ludzi. I nie mogłem tego zatrzymać…

Atra była do mnie ustawiona plecami, złapałem ją za ramię i obróciłem. Następnie złapałem ją za szal i zbliżyłem do siebie. 

 

-Co to miało być? (Danon)

-Sama się prosiła. Poruszanie tematów tabu, jest złym pomysłem. (Atra)

-Co to, kurwa, było, pytam! Co mnie chuj interesuje jakieś tabu?! (Danon)

-Popatrz, teraz Ty się denerwujesz. Cóż za hipokryzja. (Atra)

 

No i w tym momencie już nie wytrzymałem. Zmieniłem chwyt z szala na jej szyję, lekko ją uniosłem i walnąłem nią o ziemię, jednocześnie lekko klękając. Powiedzieć, że byłem wkurwiony, to bardzo, bardzo duże niedopowiedzenie. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zupełnie jakby nie znajdowała się w tej sytuacji.

Gdyby nie to, że już wcześniej się okazało, że raczej nie jestem jej w stanie nic zrobić, to pewnie zatłukłbym ją teraz na miejscu.

 

-Danon! (Iris)

 

Odwróciłem głowę i spostrzegłem, że to Iris, która zdążyła się do nas zbliżyć, mnie zawołała.

 

-Zostaw, nie warto. (Iris)

 

Popatrzyłem jeszcze raz Atrę, następnie ją puściłem i udałem się poza obóz, żeby trochę ochłonąć. Znowu…

 

Zanim ktokolwiek mógł się odezwać, zniknąłem za drzewami. Udałem się coraz to głębiej w las, aż w końcu trafiłem na małe jeziorko. Miejsce to wyglądało całkiem fajnie i lekko się uspokoiłem, podziwiając widoki.

Zbliżyłem się lekko do niego i usiadłem sobie na ziemi. Siedziałem tak chwilę i podziwiałem widoki, jednak głównym celem było uspokojenie się. Po jakimś czasie usłyszałem za plecami szelest. Nie odwracają się, powiedziałem.

 

-Nie jestem w nastroju do rozmowy. (Danon)

-Mogę się przysiąść? (Scythe)

-Rób, co chcesz. (Danon)

 

Usiadł kawałek ode mnie i też patrzył na jeziorko.

 

-Słuch... (Scythe)

-Powiedziałem, że nie jestem w nastroju na rozmowę. (Danon)

-Dobra. (Scythe)

 

Siedzieliśmy tak jakiś czas. W końcu do reszty się uspokoiłem i uznałem, że całkiem przyjemnie będzie poleżeć, więc się położyłem.

 

-Teraz możesz mówisz. (Danon)

-Chciałem szczerze pogadać. Bez tej narwanej dziewczyny. (Scythe)

-A cóż to możesz mi powiedzieć? (Danon)

-Widzisz, kiedyś byliśmy najemnikami i robiliśmy, co nam się podobało. Nie muszę mówić co, prawda? Część już wiesz. Z tym że ona… Weszło jej to mocno w krew. Chociaż ona od początku była trochę… Wiesz, o co mi chodzi. (Scythe)

-Do czego pijesz? (Danon)

-Uznaliśmy, że skoro dostaliśmy jeszcze jedną szansę, to tym razem spróbujemy z niej skorzystać. To decyzja obojga, ale nie ma możliwości, żebyśmy zmienili się całkowicie. To tak jak byśmy porzucili własne ja. (Scythe)

 

-No i? (Danon)

-Ja jakoś się trzymam przy tym postanowieniu. W końcu zawsze byłem bardziej powściągliwy i stosunkowo spokojny, ale ona… Potrzebuje w tym pomocy. I trzeba uważać, co się przy niej mówi. A akuratnie Twoja koleżanka trafiła w dwa najczulsze punkty. To są jej jedyne czułe punkty. To jednak nie usprawiedliwia Atry. I na pewno nie pomaga fakt, że o ile ja moją karę jakoś toleruję, to ona ma z tym większy problem. (Scythe)

-Teraz mnie zaciekawiłeś. Kary? (Danon)

-Nasz wygląd. Stałem się potworem, a ona elką. Ona nienawidzi elfów. No i w dodatku straciła swoje oczy, na których zawsze jej zależało, bo uważała, że są “przepiękne”. Jak już mówiłem, jest dziwna. (Scythe)

-Ona straciła oczy, a Ty co? (Danon)

-Swoje ulepszenia, które mi pomagały. Byłem wcześniej nafaszerowany elektroniką. Chociaż właściwiej byłoby powiedzieć, że mój mózg został przeniesiony do maszyny. Dodatkowo moje ręce nie nadają się do delikatnej pracy, więc jakiekolwiek naprawy odpadają. No i kwestia jej oczu… (Scythe)

-Co z nią? (Danon)

-Ja mogę zostać jej oczami. Może wtedy korzystać ze swoich nadludzkich zdolności percepcji. Bo widzisz, to naprawdę mądra i zaradna dziewczyna, a jej umiejętności są nadzwyczaj dobre. Tylko że na zbyt dużo sobie czasami pozwala. (Scythe)

 

-Ciekawa koncepcja. Powiedz mi teraz, do czego ta rozmowa zmierza? (Danon)

-Ty chcesz naszej pomocy, a ja chcę Twojej pomocy. Możemy sobie pomóc nawzajem. (Scythe)

-Nie rozumiesz czegoś, prawda? Nie interesuje mnie wasza pomoc. Powiedziałem już, że też mi się nie podoba, że zrzucono mi was na głowę. Więc to jest jednostronna propozycja. (Danon)

-Czy ja wiem? Jeśli się zgodzisz, to będziesz miał dwóch najlepszych najemników pod słońcem na usługi. Trochę nabroimy, ale wszystko załatwimy. Ty tylko spróbuj dać Atrze szansę i pomóc jej w jej postanowieniu. Jak to zrobisz, mnie nie interesuje. Wiem też, że ciężko będzie to osiągnąć, ale jak nie spróbujemy, to się nie dowiemy. Byłoby szkoda, gdyby znowu umarła, bo nie potrafiła się zatrzymać. Traktuję ją trochę jak młodszą siostrę i dobrze byłoby wiedzieć, że dziewczyna ma się dobrze. No.. a przynajmniej jak pojebaną, młodszą siostrę. (Scythe)

-Powiedzmy, że jestem w stanie to zrobić. Ale jeśli jeszcze raz coś takiego odwali... Naprawdę się dzisiaj wkurwiłem. (Danon)

-Zobaczymy, co da radę z tym zrobić. I jeszcze jedno… Nie było tej rozmowy. Głupio się czuję, rozmawiając na takie tematy. (Scythe)

-Zastanowię się. Porozmawialiśmy sobie, a teraz trzeba wrócić. Idź pierwszy. Jak nas razem zobaczą, to Twój misterny plan pójdzie się jebać. (Danon)

 

Przytaknął, wstał i odszedł w kierunku obozu.

 

*A więc oprócz ratowania tego świata, mam jeszcze uratować psychopatkę, przed jej własnym sumieniem? Kurwa, nie chce mi się… Chociaż w sumie? Challenge accepted. Ale jak jeszcze raz tak mocno odpierdoli, to chyba nie wytrzymam.*

 

Wstałem i udałem się w kierunku obozu. Kiedy tam dotarłem, od razu zagadała do mnie Iris.

 

-Już Ci lepiej? (Iris)

-Ta. Musiałem chwilę odsapnąć. Nie przejmuj się. (Danon)

-Xentia się już obudziła. (Iris)

-Co z nią? (Danon)

-Jest trochę zdenerwowana, ale nie podjęła żadnej akcji przeciwko Atrze. (Iris)

-Ehhh… Tyle dobrze. Idę do niej. (Danon)

 

Skierowałem się do Xentii. Kiedy do niej szedłem, spostrzegłem, że każdy jest spięty. Cała atmosfera w obozie nie była zbyt przyjemna. Konsekwencje tego, co się wcześniej stało.

 

-Widzę, że już Ci lepiej. (Danon)

-Tak… (Xentia)

-Sam się zastanawiam, kto bardziej się mylił. (Danon)

-Co to znaczy? (Xentia)

-Nie musisz wszystkiego wiedzieć. Nie wiem, co z tym zrobić, więc… (Danon)

-Nie musisz nic z tym robić. Nie potrzebnie złamałam rozkaz i wykorzystałam wiedzę o niej, żeby się z nią kłócić. Czekam na karę za niesubordynację. (Xentia)

-Nie wkurwiaj mnie nawet. Rób, co do Ciebie należy i przestań się z nią w końcu kłócić. Nie macie się kochać. Oczywiście mówię, o miłości platonicznej, więc bez skojarzeń, proszę. Nie macie się nawet lubić. Macie się nie kłócić, nie walczyć między sobą i być towarzyszami broni. Prosiłbym Cię, żebyś zajęła się swoją robotą, bo nie ma tutaj odpowiedniejszej do tego osoby. Możesz? (Danon)

-Tak. Postaram się, ale nie obiecuję, że polubię się z tą morderczynią. (Xentia)

-No to zajebiście. Dokładnie o to mi chodziło. Może to nie najlepsze rozwiązanie, ale z braku lepszego, postarajmy się nie wspominać dzisiejszego dnia. Tak będzie lepiej. A teraz odpoczywaj, rano wyruszamy dalej. (Danon)

Tej nocy atmosfera była całkiem mocno napięta. Dnia kolejnego trochę mniej, jednak wciąż nie było większej zmiany. Cały czas dało się wyczuć nutkę niepewności, ale nie mogłem od nich wymagać, by nagle wszyscy się pogodzili. Wszystko wróciło do normy, kiedy już bez większych przeszkód, dotarliśmy do Stolicy Polskiego Zadupia.

 


 

Zapraszam do komentowania i oceniania.

Edited by Grubciu
10

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo przyjemnie sie czytało! Polecam.

0

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki za rozdział ^^

Ta dwójka jest zbyt OP :P

0

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziękował za rozdział

0

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co ta laska ma do elfów, gwałciły ją czy co.

0

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, Lykanin napisał:

Co ta laska ma do elfów, gwałciły ją czy co.

Jak tak o tym pomyśleć, to nie wytłumaczyłem tego w LŚ-u xD Kto mnie tam wie? Znając Atrę, jest to jakiś bardzo poważny powód. No, a przynajmniej dla niej.

A teraz zupełnie poważnie. Nie podobały jej się historie o pięknych elfach, które były znakomite we władaniu magią. I ich podejście do innych ras. Uznała, że dobrze będzie pokazać im, jakimi są nieznaczącymi bytami w porównaniu np. do niej; i że ich magia nie jest wcale taka wszechpotężna, jak uważają. A to czy elfy faktycznie są takie w tym świecie... Akuratnie to nie ma dla niej znaczenia :D

0

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzięki za rozdział! Może kiedyś rozwiniesz historię tek dwójki w jakimś rozdziale pobocznym?

0

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 godzin temu, alkun napisał:

Dzięki za rozdział! Może kiedyś rozwiniesz historię tek dwójki w jakimś rozdziale pobocznym?

Może. To moja słodka tajemnica :D

0

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
You are commenting as a guest. If you have an account, please sign in.
Reply to this topic...

×   You have pasted content with formatting.   Remove formatting

  Only 75 emoticons maximum are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

Sign in to follow this  
Followers 0