Siemaaaa!!! 

Na czytniku pojawiło się kilka rozdziałów THE SCHOLAR'S REINCARNATION. Niebawem będzie ich więcej, czytać możemy na -> http://bsmoki.pl/FoOlSlide-master/

 

 

Asasyn

Autor - Asasyn
  • Content count

    249
  • Punkty

    8050 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    25

Asasyn last won the day on April 8

Asasyn had the most liked content!

Community Reputation

705 Mistrz Srebrnej Gwiazdki

5 Followers

About Asasyn

  • Rank
    Wyższy Mag
  • Birthday

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. ,,Gotowi ? No to raz….dwa…..TRZY !!!’’ ,,Aeeeekkkkk !!!’’{{…}} ,,Pchać, pchać ! Jeszcze trochę ! I…..WRESZCIE !’’ Głęboko odetchnąłem po tym jak Dwójka i reszta zdołali odepchnąć zwłoki krasnoluda. Huh, co za kawał ciężkiego bydła. I do tego jeszcze śmierdzącego…. W każdym razie podniosłem się z ziemi i podszedłem do ściany, przy której kopał krasnolud. Ze stworzonego przez niego wyłomu wciąż unosił się jasnoniebieski blask, który rozświetlał obszar tej mini-jaskini. Jednocześnie czułem od tego dziwną obecność, jakby skoncentrowanej many czy czegoś podobnego. Podszedłem bliżej, aby się przyjrzeć. I wtedy zobaczyłem to. Jasnoniebieski blask pochodzący jakby od wewnątrz, gładka powierzchnia bez żadnych skaz. Przestałem oddychać, jak zrozumiałem co to jest. Flogiston ! Flogiston, jeden z bardziej pożądanych surowców tego planu. Zgodnie z tym, co mówił stary mag najprościej rzecz ujmując flogiston to czysta mana w swej fizycznej, stałej postaci. Nie można go użyć do rzucania prostych, bezpośrednich zaklęć, a umiejętność odpowiedniego ,,wchłonięcia’’ go nie jest ani powszechna, ani tym bardziej łatwa. Bywa wręcz, że może spowodować wypływ krwi z otworów ciała maga. Mimo tych wszystkich minusów flogiston jest ceniony, jako że przydaje się w procesie tworzenia run, zaklinania broni i przygotowywania wielokrokowych czarów. Dlatego każdy pragnie zdobyć dostęp do tego minerału, a jego ceny zawsze utrzymują się na wysokim poziomie. Widząc te ,,niebieskie złoto’’ przed sobą, natychmiast się uśmiechnąłem. Przez ten cały czas jednym z głównych problemów naszej grupy było zdobycie źródła dochodu. Broń i uzbrojenie od goblinów oraz szkieletów nie była znowu aż taka zła, jednak na dłuższą metę potrzebowaliśmy czegoś lepszego. To miał zapewnić nam przywołany przez Quasita Wędrowiec, ale oczywiście w zamian za coś. A rzadki flogiston idealnie się na to nada. ,,Trójka ! Zdejmij wszystko z tego krasnoluda ! Reszta zabezpiecza okolice !’’- krzyknąłem na swoich ludzi, jednocześnie samemu zajmując się dalszym kopaniem w tej ścianie. Jako że nie miałem żadnego kilofa ani nic podobnego, musiałem używać do tego odłamków narzędzia krasnoluda i swoich pazurów. Przez pół godziny użerałem się z tą skałą. W tym czasie Nr. 3 już dawno rozebrała trupa do naga i posortowała jego rzeczy, a nawet zaczęła go powoli konsumować. Chociaż naprawdę nie wiem, co może być dobrego w tej śmierdzącej kupie gówna, to śmiało, niech je. Przynajmniej nie pozostawimy żadnych dowodów…… W każdym razie trochę to zajęło, jednak w końcu udało mi się odkopać porządny fragment flogistonu. Następnie musieliśmy wrócić spowrotem do naszej kwatery głównej, co ze względu na odległość i dźwiganie naszego zwiększonego bagażu znowu zabrało nam sporo czasu. Mimo to, było warto. Było warto, chociażby po to aby zobaczyć kolejny okaz z serii ,,(nie)czarujących uśmiechów Quaka’’. ,,Hrrr, to….to….’’- jąkając się, Ouasit ściskał bryłę flogistonu w swej prawej ręce. Jego wzrok co chwila przesuwał się pomiędzy trzymaną grudą a mną. Gdy ostatecznie zdołał opanować swoje emocje, przemówił podnieconym głosem-,, Skąd to masz ? Czy jest tego więcej ? Jak duże są złoża ?’’ ,,Spokojnie, spokojnie’’-odpowiedziałem, próbując powstrzymać jego ekscytacje. Następnie pokrótce wyjaśniłem mu wszystko, starając się niczego nie pominąć. Gdy skończyłem, mina Quaka trochę zrzędła. ,,Hrr, krasnolud to wykopał ?’’{Quak} ,,Nie. JA to wykopałem’’ ,,Ale to on to znalazł ?’’{Quak} ,,Tak. Na dodatek nie kopał nigdzie dookoła, a raczej dokładnie wiedział o położeniu rudy’’ ,,Hrr, to może znaczyć tylko jedno. Był zwiadowcą, a jego misją było sprawdzenie tego miejsca pod względem możliwości zasiedlenia’’{Quak} Niedobrze. Jeśli słowa Quaka są prawdziwe, to prędzej czy później możemy spodziewać się kolejnych krasnoludów. ,,Hrr, nieważne’’{Quak} ,,Nieważne ?!’’ ,,Tak, nieważne. Nawet jeśli faktycznie będziemy mieli nieproszonych gości, to i tak jesteśmy za słabi do wykonania jakichkolwiek ruchów. Naszą jedyną nadzieją jest to, że przybędą jak najpóźniej i będziemy mieli czas na wzrost. Jeśli to się nie stanie, musimy zachować jeszcze większą ostrożność i liczyć na konflikt’’{Quak} ,,Konflikt ?’’ ,,Hrr, między krasnoludami a szkieletami. Zapomniałeś ? Nieumarli są równie znienawidzeni co my, a może nawet i jeszcze bardziej. Krasnoludy zaś należą do ras humanoidalnych’’{Quak} No tak. Istoty fizyczne na tym planie dzieli się zazwyczaj na trzy kategorie: humanoidalną, demihumans i heteromorficzną. Do tej pierwszej zalicza się ludzi, elfy i oczywiście krasnoludy, a także niektóre ich podgatunki (choć nie wszystkie). Według Kultu Światłości humanoidy to praworządni właściciele tego planu, zaś pozostałe dwie grupy to przybysze z zewnątrz lub twory Ciemności. Z tego powodu przedstawiciele demihumans i heteromorfów muszą być albo zabici, albo podporządkowani humanoidom. Przy okazji, podział ten nie obejmuje nas, demonów, a także nieumarłych. My jakoby nie posiadamy fizycznych ciał jako takich, a raczej ciała astralne. Cokolwiek to znaczy, i tak jesteśmy niczym więcej niż najeźdźcami, wymagającymi jak najszybszej eliminacji. ,,Sądzisz, że dojdzie do walki pomiędzy nimi ?’’ ,,Sądzę ? Nie. Ja to wiem. Krasnoludy może i są mądrzejsze jako rasa od elfów i ludzi, ale ich ciekawość i chciwość zawsze góruje nad ich zdrowym rozsądkiem. Prędzej czy później przybędą tu, a wtedy nie zadowolą się żadnym podziałem bez przelewu krwi. Zapragną posiąść wszystko. Hrr, tak przynajmniej mnie nauczono’’{Quak} ,,Tsk, to mamy czekać i nic nie robić ?!’’ ,,Hrr, nie, nie’’-powiedziawszy to, Quak znowu zaprezentował swój pełny uśmiech-,,Dzięki tobie i twojemu…hrrr….znalezisku coś zrobimy’’ ,,Co ?’’ ,,Przywołamy Wędrowca’’{Quak}
  2. ,,Zarządzenie ministerstwa edukacji o tym, że trzeba napisać wypracowanie nt. edukacji zdrowotnej, tj. wpływy alkoholu, tytoniu itp. na organizm''-tak nam powiedział wuefista na lekcji
  3. Za brak rozdziału w poprzednim tygodniu wincie gościa, który zdecydował o potrzebie pisania wypracowania z wuefu na koniec roku.... Podążaliśmy zgodnie z instrukcjami Trójki, maszerując za niewyraźnych śladach przez niemal dwie godziny. Mimo to nie słyszałem narzekań, jako że reszta wiedziała o moim podnieceniu i tak samo je podzielała. Chociaż nie wiem, czy tak samo je rozumiała…. No ale co ja od nich oczekuję ? W końcu są zwykłymi Impami. Lepiej nie oczekiwać od nich za wiele, bo się można przeliczyć. Tak więc przestałem się o tym myśleć, a zamiast tego skupiłem się na naszej nowej ofierze. Wg Nastis dusze ras humanoidalnych, a zwłaszcza ludzi, są ,,podstawą’’ diety demonów. Dzieje się tak, ponieważ rasy te mają niby idealnie wyważone proporcje. Zarówno liczebność humanoidów, jak i jakość duszy pojedynczego przedstawiciela zawsze jest świetna. Dodatkowo świetni z nich niewolnicy, tudzież sługi. Takie zdanie ma starożytny Lord Demonów, której moc dorównuje Bogom. Ja zaś jestem zwykłym, słabym Impem, a na dodatek byłem kiedyś człowiekiem ! Nie interesuje się takimi bezsensownymi rzeczami. Interesuje się tym, że po pochłonięciu ich dusz moje szanse na przybranie ludzkiej formy i osiągnięciu mojego celu są o wiele większe. Z takim nastawieniem szedłem naprzód, nie mogąc się doczekać nadchodzącej zdobyczy. Wtedy też Nr. 3 dała mi sygnał. Jesteśmy już blisko. Trójka dała mi sygnał, że cel znajduje się po lewej, jakieś 10-20 metrów od nas. Hmm, nieźle. Trzeba przyznać, klasa [Łotrzyk] idealnie do niej pasuję. Kto wie, z czasem może nawet zdoła ją zmienić na wyższą. O ile oczywiście przetrwa i ewoluuje w wyższego demona. Kazałem reszcie zaczekać, a sam udałem się naprzód. Normalnie byłoby to ryzykowne i niebezpieczne, jednak wolę mieć pewność wchłonięcia tej duszy. Dlatego nie biorę ze sobą nikogo, ale przywołuje mojego wilka i ruszał solo. Po kilkunastu minutach bezszelestnego skradania się podszedłem blisko wroga. Zgodnie z moimi przewidywaniami, był nim humanoid. A konkretnie- krasnolud. Miał około półtora metra wzrostu, a ubrany był w grubą kolczugę z symbolem trzech wron w okręgu. Hmm, członek jakiegoś klanu, co ? Nie rozpoznaje symbolu, więc musi pochodzić z jakiegoś pomniejszego i mało wpływowego. Może nawet z jednego z tułacznych ? Zapewne tak, wnioskując z braku jakiejkolwiek brody. Oceniłem jego sprzęt. Poza kolczugą krasnolud miał przy sobie ogromny plecak, a także ciężki kilof żelazny. Nie widział w ciemnościach, więc przestrzeń oświetlała mu świeca przymocowana do jego nosalowego hełmu. Hmm, czy on czasami nie jest zbyt beztroski ? No ale to jego problem, nie mój. Zacząłem się podkradać bliżej. Nie było to zbyt kłopotliwe, bowiem krasnolud zaczął uderzać swoim kilofem o ścianę i odgłosy jego pracy zagłuszały wszystko w pobliżu. Jeszcze trochę….Jeszcze kilka kroków i….. STUK ! STUK ! STUUUK ! Wtedy jednak krasnolud zdołał do czegoś się dokopać. Z otworu, gdzie uderzał wyrwał się jasnoniebieski blask, który na nieszczęście padł prosto na moje oczy. ,,Argh !!!’’ Nieświadomie krzyknąłem na ten niespodziewane oślepnięcie. Oczywiście, usłyszała to moja ofiara. Plan ataku z zaskoczenia poszedł się ruchać, kurwa mać ! Krasnolud miał niesamowicie szybkie ruchy. Nadal trzymając kilof w jednej ręce, sięgnął drugą za plecy i wyciągnął dziwną metalową rurę, pokrytą drewnianą osłoną. Cholera, to broń palna ! Posłałem mojego chowańca do przodu, tak aby jako pierwszy zaatakował krasnoluda. Plan był taki, żeby wilk przyjął na siebie pierwszy wystrzał, a wtedy ja bym podbiegł i go wykończył. No właśnie, był…. Niespodziewanie po wystrzale poczułem się niesamowicie słabo. Nie żeby było to niezwykłe, zawsze bowiem po utracie chowańca odczuwałem lekki dyskomfort. Jednak tym razem był on silnie odczuwalny i dziwnie skonkretyzowany w jednym miejscu. A mianowicie, w okolicy żołądka. Spojrzałem w te miejsce, po czym zauważyłem w tym miejscu ogromną ranę postrzałową, przez którą wylewały się płyny wewnętrzne. Cholera ! Upadłem, nie mogąc ustać na nogach. Mimo że pocisk tylko mnie drasnął, skutki tego rozchodziły się po całym ciele. Urghhhhh, co za ból !!! Tymczasem krasnolud nie marnował czasu. Odrzucając pistolet na bok, chwycił kilof obiema rękami i zaczął się do mnie zbliżać. Gdy był już nade mną, zamachnął się i….. KRAAAKKKK !!! Odgłos pękniętego metalu rozbrzmiał, gdy mający roztrzaskać moją czaszkę kilof zderzył się z włócznią, którą naprędce starałem się zablokować cios. Żelazne kawałki upadły na podłogę, krasnolud z niedowierzaniem patrzył na pozostały mu kij, a ja westchnąłem z ulgi. Następnie, nie czekając ani chwili dłużej, obróciłem broń i dźgnąłem ją wprost niego. Gdyby się udało, ten cios zakończyłby walkę. Właśnie, gdyby. ,,Aaaaaaaaaa !!!’’{???} Ostrze włóczni drasnęło go w oko, jednak nie zabiło. Zamiast tego wywołało to u niego straszliwy ból i krzyk, który po chwili przerodził się w gniew i furie. Pod ich wpływem zdołał wyrwać mi włócznie, cisnąć ją gdzieś na bok i, korzystając z gołych rąk, zaczął mnie podduszać. ,,Nic nie…..stanie….na drodze kuuu….odrodzeniu mojego……klanuuuu !!!’’-mówił, będąc już cały we krwi wypływającej ze zranionego oka, jednocześnie wzmacniając uścisk wokół mojej szyi. Urghhh, co za cholerstwo….Za chwilę ja….Muszę coś…. ,,Kereuk ! Puścić ! Puścić !’’{Nr. 3} ,,Aaaaaaaaaa !!!’’{???} Odgłosy wrzaskomowy Trójki i wystrzelonych z jej łuku strzał rozbrzmiały, a następnie do moich uszu dobiegł krzyk krasnoluda. W tej samej też chwili jego uścisk się mocno rozluźnił, dając mi szansę na próbę jakichkolwiek działań. Spojrzałem szybko po podłodze w poszukiwaniu jakiejkolwiek broni, którą mógłbym chwycić. Cudem, akurat była jedna w zasięgu mojej ręki- ostry kawałek kilofa mojego wroga. Dosięgłem go, po czym odruchowo wbiłem mu go w ucho tak głęboko, jak tylko mogłem. Przeciwnik znów wytrzeszczył oczy ze zdumienia, a następnie osunął się martwy na mnie, przygniatając mnie i moje okaleczone ciało. ,,Kurwa…..’’-krzyknąłem z bólu, próbując zachować przytomność i odciągnąć truposza na bok. Jednocześnie moje ciało ogarnęło niesamowicie ciężkie, ale sycące uczucie. Dusza tego krasnoluda jet teraz moja…..
  4. Imię Nr. 1 Wiek 1 rok Rasa Uber Imp Płeć --- Siła 14 Zręczność 17 Wytrzymałość 16 Inteligencja 18 Dusze 56 Pakty 1 Klasa Demon (3) / Czarnoksiężnik (4) Zdolności · Zwiększona Inteligencja · Widzenie w Ciemnościach · Pożarcie Dusz · Metamagia-Wzmocnienie Zaklęcia · Znajomość Roślin · Znajomość Oręża · Manipulacja Maną · Odporność na Kwas · Odporność na Truciznę · Koncentracja Magia · Sfera Umysłu Ø Dezorientacja Ø Telekineza Ø Psychofizyczny Młot Ø Bariera · Sfera Ciemności Ø Ciemność Ø Wilk z Cienia Stojąc nad zwłokami pokonanej bestii, wyglądającej niczym opancerzony kret o rozmiarach dorosłego kundla, spoglądałem na swój status z rozżaleniem. Ech, szmat czasu minął od starć z Nieumarłymi i Kirefrogiem, a mi udało się odzyskać zaledwie trzy dusze. Trzy ! Na 45 straconych... No, ale przynajmniej moje pozostałe statystyki choć trochę więcej wzrosły. Zwłaszcza umiejętności,zdobycie czterech nowych jest całkiem zadowalające. A posiadanie zaklęcia ,,Bariery'', zapewniającą mi słabą, ale zawsze dodatkową ochronę, też jest miłe. ,,Kereuk !!!’’{Nr. 3} Zawołanie Trójki wyrwało mnie z moich rozmyślań. Kiwnąłem głową, wyrażając tak swoją zgodę. Imp uśmiechnął się i zajął się oskórowywaniem mojej dzisiejszej ofiary. Ja tymczasem rozejrzałem się dookoła. Nr. 2, 5 i 6 wprawnie wykańczali towarzysza potwora, a Nr. 4 i mój chowaniec pilnowali okolicy. Słowem, w końcu upragnione spokój i rutyna. ,,Cholerne gówno, nie spokój….’’- przekląłem, nie mogąc powstrzymać się od narzekania na naszą obecną, bardzo nieciekawą sytuację. Po naszej drugiej wyprawie uzgodniłem z Quakiem zaprzestanie badania Xylud. Powód ? Nieumarli rzecz jasna ! Od czasu zdania sobie sprawy z naszej obecności patrole szkieletów się wzmogły, a niektóre zaczęły nawet badać okoliczne jaskinie. Z tego powodu postanowiłem unikać włażenia do miasta, a zamiast tego pokierowałem moich ludzi w stronę otaczających go labiryntów korytarzy. Jak się później okazało, była to słuszna decyzja. Im dalej zapuszczaliśmy się w głąb tej, wydawałoby się, nieskończonej plątaniny podziemnych dróżek, ścieżek i przejść, tym więcej stworzeń napotykaliśmy. I nie były to tylko marne Rogate Szczury, ale istoty znacznie większe i silniejsze. Jedną ze zdobyczy był jadowity wąż, Underviper. Miał około pół metra długości, a średnicę mniej więcej 10 centymetrów. Zgniłozielona skóra była jednocześnie gładka, ale też i niesamowicie wytrzymała. Tylko moja włócznia była zdolna je zabić. Mimo to ich zatrute wnętrza były niesamowicie smaczne. Kolejną zdobyczą były zwierzęta tak pospolite jak Rogate Szczury- Nietoperze Ziębowate. Od reszty swoich krewnych różnią się nieco większą długością skrzydeł, dziobatopodobnymi pyszczkami i spiczastymi uszami (stąd też niektórzy zwą je pogardliwie ,,elfickimi’’). Są przysmakiem Quaka. Trzecią i, jak na razie ostatnią, właśnie spotkaliśmy i zabiliśmy. Były to Tanule, ogromne kretopodobne stwory o mocnych pancerzach, ostrych pazurach i niespodziewanie zwinnych ruchach. Jak na razie to jedyne stwory, z których możemy zdobyć nowe dusze. Niestety, są niezwykle rzadkie i trudne do zabicia. Poza tym polowaliśmy też na Rogate Szczury, gdy nie mogliśmy niczego innego znaleźć. W końcu jeść zawsze coś trzeba (no, może jako demon nie zawsze….), a przy okazji poćwiczy się i poprawi humor z nieudanego polowania. ,,Kereuk ! Jeść ? Jeść ?’’{Nr. 3} Trójka cicho i nieporadnie zaczęła się mnie pytać o pozwolenie, śliniąc się i trzymając w prawej ręce odcięty kawał mięsa. Oczywiście, większość jej ciała pokryta była krwią i jakimiś jeszcze płynami. Mimo to wyraźnie się poprawiła. Jednak…. ,,Tsk. Możesz trochę zjeść. Resztę pokrój i rozdziel dla pozostałych’’ ….Jednak dla mnie wszystko to było całkowicie popieprzone. Od chyba prawie miesiąca jesteśmy uwięzieni pod ziemią, bez realnych szans na wydostanie się na powierzchnie. Brakuje nam dosłownie wszystkiego, a to co mamy jest marnej jakości. Dodatkowo, trudno zdobyć nowe dusze, bo zdobywamy je jedynie od Tanuli, ponieważ reszta zdobyczy jest za słaba nawet na 1 dusze... ,,Kereuk ! Ty ! Jeść ?’’{Nr. 3} ,,Nie, nie jestem głodny’’-chłodno odpowiedziałem na pytanie Trójki, po czym spojrzałem na nią i resztę drużyny-,,Wracamy. Czwórka idzie z przodu, za nim Dwójka, potem ja i Trójka. Piątka, Szóstka ! Bierzecie całego Tanula i idziecie między nami. Wszystko jasne ? To ruchy !’’ Po co się rozpraszać, lepiej przeć naprzód. Póki co skupię się na powrocie do bazy i dalszym przetrwaniu w tym ruinach. Szliśmy więc normalnie z powrotem do tego, co przesadnie nazywaliśmy ,,domem’’, ciągnąc za sobą około 30 kilogramowe zwłoki kreta. Niezły wynik. ,,Kereuk !’’-znów usłyszałem piskliwy skrzek Trójki, a jednocześnie poczułem jak jej ramie dotyka mojego barku i energicznie nim potrząsa. ,,Co jest ?’’ ,,Kereuk ! Coś ! Tam !’’-odpowiedziała, wskazując na jeden z korytarzy. Początkowo chciałem to zignorować, ale w chwili gdy spojrzałem w tamtą stronę, zamarłem. Był ku temu dobry powód, a mianowicie odcisk buta. Pewnie teraz myślicie coś w stylu ,,Pfff, podnieca się zwykłym odciskiem buta’’ ? Ha ! W takim razie jesteście głupcami ! A to dość z prostego powodu. Korytarze wokół Xylud są rozległe, jednak tylko niektóre (jak np. nasz prowadzący do miasta) mają twardą powierzchnie. Większość zaś jest dość miękka, co wg Nastis jest pozostałością po dawnych wodach podziemnych. W każdym razie, odbijają one odciski chodzących po nich istot. Jednak ani my, ani tutejsi nie noszą butów. To z kolei oznacza, że…. ,,…szczęście chyba się do nas uśmiechnęło’’-nieświadomie powiedziałem cześć swoich myśli na głos. Widząc zdezorientowanych podwładnych, uśmiechnąłem się do nich i rzekłem-,,Zmiana planów. Trójka, czy dasz radę śledzić właściciela tych śladów ?’’ Na moje pytanie Trójka również się uśmiechnęła i zaczęła energicznie kiwać głową, skrzecząc coraz głośniej ,,Tak ! Tak!’’. ,,Dobrze. Uspokój się i poprowadź nas. Reszta idzie za mną i Trójką, jasne ?’’-powiedziałem z podnieceniem, po czym przywołałem mojego wilka i ruszyłem naprzód. Z pośpiechu nawet nie zwracałem uwagi na resztę. Ach, ach ! Nareszcie ! Nareszcie jest szansa na porządny posiłek ! Komentować, komentować, komentować proszę !
  5. Niestety, w planach mam na razie zmniejszenie akcji, a skupienie się na fabule i powolnej odbudowie ilości dusz MC
  6. Historia Quaka faktycznie była długa i zwyczajna. ,,Urodził się’’ około roku 966 P.B.M. {od autora: P.B.M.-Post Bellum Magno, łac.,,Po Wielkiej Wojnie’’} w kryjówce podobnej do naszej. Jedyna różnica polega na tym, że najwyraźniej ich miała lepszą lokalizację, a mianowicie stary, zrujnowany zamek na bagnach. Okolica była obfita w ofiary i wszelkie potrzebne dobra, a przy tym nie było żadnego większego zagrożenia dla rozwoju demonów. W czasie przybycia do tego miejsca naszego przyszłego Quasita ta początkowo mała baza przekształciła się już w prawie 200-osobową osadę, z częściowo odnowionymi murami i prowizoryczną kuźnią ! Nazywano ją ,,Tripurą’’. Nie wiedział dlaczego akurat tak i nawet go to nie obchodziło. Liczyło się, że żyło się tam dobrze. Władzę dzierżyła rada złożona z wodza (będącego jednocześnie najsilniejszym demonem), jego trzech zastępców, strażnika Bramy, a także kowala i głównego budowlańca. To oni podejmowali większość decyzji, nadzorowali innych i skupiali większość Niżej w hierarchii znajdowała reszta wyewoluowanych demonów, będących bezpośrednimi podwładnymi jednego z radnych. A na końcu były oczywiście Impy, służące jako pomocnicy podczas polowań i pracy. Oczywiście, na początku Quak zaliczał się do tej najniższej grupy. Miał jednak szczęście i trafił do drużyny łowców. W ciągu trzech lat zebrał 100 dusz i ewoluował, dzięki czemu awansował też w hierarchii. Kontynuował więc polowania, zyskując jeszcze większy szacunek i poważanie w społeczeństwie. Związał się z niejaką Kadesz i przez dalsze 14 lat wiódł szczęśliwe życie w Tripurze, poszerzając swoją wiedzę, zwiększając siłę i zbierając kolejne dusze. W końcu zebrał dość, aby znów się przemienić i stał się Quasitem. Jednak demony mają takie powiedzenie: ,,Szczęście to zapowiedź nieszczęścia’’. I faktycznie, coś w tym jest. Pewnego razu, podczas powrotu z kolejnego polowania, Quak zastał swój ,,dom’’ całkowicie zniszczony i dosłownie starty z powierzchni ziemi. Nie ostał się nawet kamień na kamieniu, a wszystkie znajdujące się tam demony (w tym ukochana Quasita) zostały zabite. Gdy o tym usłyszałem, szczerze nie wierzyłem w prawdziwość tej historii. ,,Co było zdolne do zabicia ponad 200 demonów ?!’’-wykrzyknąłem, nie mogąc dowierzyć tym informacją. Mimo że Quak mógł trochę przesadzić w swoich opisach, jakoś nie mogłem uwierzyć w ot taką anihilację tylu demonów. Zwłaszcza że wśród nich miało być kilku naprawdę potężniejszych osobników. Jednak Quak spojrzał tylko na mnie złowrogo i wypowiedział jedno słowo: ,,Inkwizycja’’{Quak} GULP ! Nieświadomie przełknąłem ślinę, na chwilę zapominając o wszystkim, a już zwłaszcza o bólu z ran. Nie dziwota zresztą, gdyż na to słowo przeraziłby się każdy zaznajomiony z jego znaczeniem. ,,Hrrr, widzę że wiesz czym jest Inkwizycja, co ?’’- widząc moją reakcję, Quak zapytał głupio się uśmiechając. Kiwnąłem głową na znak potwierdzenia. Jak w ogóle mógłbym nie wiedzieć o czymś tak oczywistym ?! Inkwizycja. Instytucja Kultu Światłości powstała zaraz po Wielkiej Wojnie, która ma tylko jeden cel- utrzymanie wywalczonego podczas niej świata i niedopuszczenie do kolejnej inwazji Otchłani. W imię tego jej członkowie znajdują i zabijają wszelkie plugastwa, sekty czy pozostałości po armiach Lordów Demonów, przy okazji mając pozwolenie na dopuszczanie się dosłownie wszystkiego. I dopuszczają się ! Nawet w opiewających ich pieśniach, balladach i legendach podkreśla się bezlitosność i okrucieństwo działań Inkwizytorów. Często po znalezieniu jednego heretyka podobno morduje się jego krewnych i przyjaciół, a nawet mieszkańców okolicznych miejscowości ! Mimo tego wszystkiego nikt nigdy nie śmiał otwarcie przeciwstawić się Inkwizycji. Każdy bowiem rozumie dlaczego to robią lub po prostu się boi. Zgodnie ze wszystkimi pogłoskami wszyscy Inkwizytorzy to potężne osobistości, z których każda ma przynajmniej dwie klasy na poziomie powyżej 10 ! Dodatkowo, jak już wspomniałem, są oni organizacją założoną przez Kult Światłości, a więc mają pełne poparcie wszystkich legalnie istniejących religii. Tak więc każdy przeciwnik działań Inkwizycji ma zawsze tylko dwie opcje do wyboru: zaakceptować to lub zginąć. Zginąć, wcześniej bądź później, jako wróg świata. Większość wybiera więc pierwszą opcję…. ,,Hrrr, podobno tamtej napaści dopuściła się 10-osobowa grupa pod przewodnictwem młodej kapłanki. Rozumiesz ?! 200 naszych zostało wyrżniętych w pień przez drużynę pod przewodnictwem jakieś smarkuli !!!’’{Quak} Krzycząc, Quak wstał z miejsca, wyraźnie zdenerwowany. Chociaż nie, on nie był zdenerwowany. On był raczej wściekły. ,,Hrrrrrr, po tym razem z resztą ocalałych uciekłem z bagien. Skontaktowaliśmy się z ludźmi Hrabiego i poddaliśmy się jego rozkazom. Przez pewien czas trudniliśmy się różnymi zajęciami, głównie wykonując mokrą robotę. Hrrr, w międzyczasie udało mi się znowu ewoluować, dzięki czemu mogłem rozpocząć nauki’’{Quak} ,,Jakie nauki ?’’ ,,Hrrr, na strażnika Bramy, rzecz jasna. Posłuchaj, strażnicy to u nas ważne osoby, mające za zadanie nie tylko strzeżenie Bram, ale też ich operowanie’’{Quak} ,,Operowanie ?’’ ,,Hrrr, to znaczy pilnowanie, aby nasze posiłki z Otchłani dotarły do tego miejsca, które chcemy aby dotarły. Mimo że obowiązek utrzymania połączeń międzyplanowych należy do silniejszych demonów, to jednak potrzebują one kogoś do pomocy na miejscu. Hrrr, dlatego strażnicy muszą być odpowiednio wyszkoleni. Brak odpowiednich umiejętności może spowodować zakłócenie połączenia, a nawet całkowite jego przerwanie’’{Quak} ,,Eeee……Czyli dobrze rozumiem, że strażnikiem nie może być byle kto ?’’ Quak spojrzał na mnie, po czym westchnąłem, jakby tłumaczył coś oczywistego jakiemuś półgłówkowi. Ej, no weź daj spokój ! ,,Nie, nie może. Hrrr, aby zostać strażnikiem musisz coś tam wiedzieć o funkcjonowaniu Bramy i zasilającej jej magii, znać się podstawy demonologii i kilku podobnych nauk, a przede wszystkim mieć doświadczenie i ogromne pokłady many’’{Quak} ,,Hę ?’’-głupio odpowiedziałem, nie mogąc ukryć zdziwienia. Quasit potrafi posługiwać się magią ? Dotychczas jakoś nigdy jej nie używał, no może poza tą związaną z Bramą. Ale tak to zawsze polegał na swych umiejętnościach łowieckich, więc przyjąłem że tylko je zna. ,,Hrrr, nie zrozum mnie źle, obecnie mam w sobie tylko podstawową ilość magicznej energii i nie mogę korzystać z magii innej niż magia przywołująca’’{Quak} ,,Hę ?’’-znowu ten głupi odruch, tsk-,,Dlaczego ?’’ ,,Dlatego, że aby utrzymać funkcjonowanie Bramy potrzebne jest stałe źródło czystej, żywej many pod ręką. Najefektywniejszą metodą jest więc posiadanie kogoś pełniącego te rolę cały czas. Innymi słowy, mnie, strażnika Bramy’’{Quak} ,,Dlaczego więc nie możesz korzystać z żadnej magii poza przywołującą ?’’ W tej chwili Quakowi ręce opadły, a on sam opadł na ziemie z wyrazem zmęczenia na twarzy. ,,Ech….Jakby nie patrząc, w końcu jesteś tylko Impem, mimo że rzadkiego gatunku….’{Quak} Ej, zalatuje mi tutaj małą obrazą, wiesz ! ,,W każdym razie, nie mogę używać żadnej magii z powodu pełnienia wcześniej wspomnianej roli źródła many dla Bramy. Mogę używać tylko magii przywołującej, ponieważ wtedy mogę korzystać z pomocy Bramy. Hrrr, teraz rozumiesz ?’’{Quak} Kiwnąłem głową. Teraz wszystko rozumiem. Innymi słowy, bycie strażnikiem Bramy to…. ,,…To cholerny ból w dupie’’ ,,Hahaha ! Masz racje, bycie strażnikiem Bramy to cholerny ból w dupie. I to jeszcze jaki ! Hahaha’’{Quak} ,,Dlaczego więc zostałeś jednym z nich ?’’ Quak nie odpowiedział na moje pytanie, zamiast tego najpierw przyjął poważne, niecą nawet smutne oblicze twarzy. ,,Hrrrr, pewnego dnia, gdy odkryjesz granicę swoich możliwości i talentów, być może…..Oby nie, ale…..Być może wtedy przypomnisz sobie swoje pytanie i….I właśnie wtedy poznasz odpowiedź, czemu zdecydowałem się zostać strażnikiem….’’{Quak} Nie bardzo rozumiałem o co mu dokładnie chodzi, ale nie wnikałem w to. Szczerze powiedziawszy, miałem już dość tego wszystkiego i chciałbym odpocząć. Tak więc bez wnikania w głębsze dyskusje, omówiłem pokrótce z Quakiem nasze przyszłe działania, po czym poszedłem spać. Ech, szkoda tylko, że w moim przypadku pójście spać to jak uciekanie z deszczu pod rynne……
  7. Zastanawiam się nad tym. Poprzednik był miły i dał mi nawet swoje konto tam. Aczkolwiek muszę to jeszcze przemyśleć
  8. Przepraszam za tak dłuuugą przerwę, ale wiecie jak to jest….Życie nie oszczędza, szczególnie ludzi takich jak my. Postaram się do wam wynagrodzić, wypuszczając co najmniej jeszcze jeden rozdział w tym miesiącu. Tymczasem czytajcie, cieszcie się, a przede wszystkim wyrażajcie wasze zdanie w komentarzach Ruiny starożytnego miasta demonów Xylud. Obrzeża miasta, wschodnia część. Walka z Kirefrogiem trwała w najlepsze. Żabopodobny potwór nie był najłatwiejszym przeciwnikiem, zważywszy na jego ogromny rozmiar i moje osobiste braki w zdolnościach walki bliskodystansowej. Jakby tego wszystkiego było mało, to ni stąd ni zowąd ta kreatura nagle zaczęła pluć jakąś dziwną cieczą na wszystkie strony. Ach, cholera jasna ! Unik, unik, unik ! W ostatniej chwili udało mi się uskoczyć, kryjąc się za pobliskim stalagmitem. Podobnie postąpili moi podwładni, a także Blase, choć w jego przypadku część cieczy wylądowało na jego nodze. Rezultatem tego było sparzenie kości, a w związku z tym poważne ograniczenie ruchliwości naszego szkieleta. Huh, źle dla niego, dobrze dla nas. Z drugiej jednak strony ten kwas zapewne może być użyty na nas, nie ? Co powinnyśmy zrobić ? ,,Argchhhhhh !!!!’’{Nr. 2} Kiedy nad tym myślałem, do moich uszu dotarł niewyobrażalny okrzyk bólu. To Dwójka krzyczała. Najwyraźniej debil próbował zaszarżować, ale dostał kwasem prosto w brzuch. Tsk, co za gówniany kretyn ! Że też rzucił się prosto pod ostrzał ! No, ale przynajmniej stworzył mi okazję…. Wykorzystując chwilowe zajęcie Kirefroga, natychmiast ruszyłem wprost na niego. Szybko pokonałem dzielący nas dystans i, w momencie gdy bestia odwracała się do mnie, wbiłem jej włócznie wprost w prawe oko. ,,Aaaeeeeeeeeeiiiiiiiiikkkkkkkkkk !!!’’-taki właśnie przeraźliwy dźwięk wydał potwór, gdy zimna stal wbiła się w niego. Przeraźliwy ból ogarniał jego ciało, w skutek czego zaczął na wpół świadomie, na wpół nie wierzgać i trącić się na bok. Ze wszystkich sił próbowałem trzymać się i nie puszczać włóczni, co nie było wcale łatwe. Podczas wiercenia się płaz pluł naokoło swą śliną, wskutek czego krople tej żrącej substancji opadały na mnie. ,,Aaaaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!’’-darłem się na całe gardło z bólu, nie mogąc znieść bólu. Mimo to nie puściłem mojej broni, a wręcz przeciwnie, zacisnąłem uchwyt i próbowałem ją wbić głębiej. Jednocześnie próbowałem użyć mojej magii [Sfery Umysłu}, aby chociaż spróbować odtrącić ten cholerny kwas z mojego ciała. Niestety, Kirefrog osiągnął swój cel szybciej. Ciągłe potrząsanie mną po bokach sprawiło, że dostałem w końcu zawrotów głowy. To z kolei spowodowało, że zacząłem tracić koncentracje. Bestia to wykorzystała, niespodziewanie wyrzucając mnie w górę. Poleciałem wysoko, tak że omal nie nabiłem się na okoliczne stalaktyty. A gdy zacząłem spadać, długi, miękki i nasiąknięty jadowitą śliną jęzor owinął się wokół mnie i ściągnął wgłąb paszczy wielkiej ropuchy…… Cholera, cholera, choleera !!! Jak to się stało ?! Dlaczego ?! Dlaczego ja muszę….w takim miejscu….znowu ?! Nie chce….Nie chce….NIE CHCE TEGO !!!! ,,ROAAAAAARRRRRRR !!!!’’-dziki, krwiożerczy ryk wydobył się z moich niemal przeżartych płuc. Mój wzrok stał się niewyraźny i krwisty, a w resztkach mięśni poczułem nagły przypływ siły. To jest to ! Pokonam go, pokonam, pokonam…..POKONAM !!! [Pożarcie Dusz] !!! Nie ważne ile dusz stracę, nie ważne co poświęce, TO JA ZWYCIĘŻĘ !!!! Moje ciało regenerowało się niezwykle szybko. Szybciej niż się zżerało, szybciej niż działał kwas. Z ledwie odrośniętymi pazurami, kłami i czym tam jeszcze mogłem zacząłem drapać, gryźć i niszczyć co się da. Powoli przedzierałem się przez kolejne warstwy mięsa i płynów, aż w końcu…. ,,Błeeek……Błeeeekkkkkk………Błeeeeekkkkkkk !!!!!!!!’’ …..wyrzygał mnie. Drań dosłownie mnie wyrzygał ! A jakby tego było mało, to jakby nigdy nic skoczył sobie do wody i, po spojrzeniu na mnie przez chwilę, odpłynął. ,,…..’’-oniemiałem wobec tego zachowania, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Wkrótce jednak poczułem gniew i wściekłość na myśl o tym, jak ten cholerny płaz doprowadził mnie do tego stanu. Ale i to wkrótce minęło, bo…..straciłem przytomność i padłem na kolana….. ,,Resztę już znasz-Trójka i pozostali wzięli mnie i razem z Dwójką przynieśli mnie tutaj, gdzie się mną zająłeś’’ Usłyszawszy moją opowieść, Quak lekko się uśmiechnął. Nie był to jednak żaden z jego dotychczas widzianych uśmiechów, ale raczej mina wyrażająca stan głębokiego zamyślenia. ,,Hrrr, rozumiem, rozumiem. Najwyraźniej miałeś niezłą zabawę, co ?’’{Quak} Nie odpowiedziałem nic, bo nawet nie mogłem. W tej chwili leżę ciężko ranny, z wciąż jeszcze nie do końca zagojonymi ranami na całym ciele. Utraciłem 24 duszę, nie zyskałem żadnych nowych, a Impy zapomniały wziąć jakiekolwiek łupy z pola bitwy. I to niby jest zabawa ?! ,,Hrrr, wracając jednak do tematu, co się stało z tym szkieletem ? Z tym…no….Blase’m ?’’{Quak} ,,Tak, Blase’m. Nie wiem. Jak już mówiłem, do głowy im nie przyszło rozejrzeć się i zebrać łupy’’-powiedziawszy to, wskazałem na słuchające nas z boku Impy. Na moje słowa żałośnie spuścili głowy w dół, jakby próbując nie patrzeć mi w oczy, a ich miny wyrażały smutek i zawstydzenie. Trójka miała nawet zamiar się popłakać. ,,Nie wiń ich, hrrr. W końcu dobrze, że chociaż wzięli Cię ze sobą. Hrrr, jednak fakt niewykończenia tego Aura Szkielet nie jest niczym dobrym’’{Quak} ,,Obawiasz się jego pana ?’’ ,,Hrrr, istota zdolna przywołać i zmusić do posłuszeństwa aż trzy Aura Szkielety musi być co najmniej na 5 poziomie klasy [Nekromanta]. Dodatkowo, nie znamy pełni jego sił i środków, jakimi dysponuje’’{Quak} ,,Plus nie mamy teraz zapewne szans na negocjacje z nim’’ ,,HA-HRRR-HAAA !!!’’{Quak} Na moją uwagę Quasit wydał z siebie krótki, ale gromki śmiech, jakbym właśnie opowiedział najnowszy sprośny żart w karczmie. ,,Negocjacje ? Weź mnie nie rozmieszaj, bo….’’-urwał, aby powstrzymać kolejny wybuch śmiechu, po czym ostro na mnie spojrzał i przemówił-,,Słuchaj, jesteś mądrym małym Impem i lubię Cię, dlatego coś Ci wyjaśnię. Demony i Nieumarli nigdy ze sobą nie negocjują, ani też nie współpracują. Jesteśmy tak samo znienawidzeni przez wszystkim dookoła i nasze cele są wspólne, ale wspólne działanie jest dla nas niemożliwę’’{Quak} ,,Czemu ?!’’-wykrzyknąłem, nie mogąc tego zrozumieć. Przecież zapiski i przekazy z czasów Wielkiej Wojny jasno mówią o uczestnictwie Starszych Liszów, Rycerzy Śmierci i paru innych rodzajów potężnych Nieumarłych w armiach Lordów Demonów. W dodatku, jak zauważył Quak, mieliśmy wspólne cele. Więc czemu ?! Czemu to jest niemożliwe ?! ,,Hrrr, mówiąc w sprawach ogólnych relacji nas z nimi ? Nie wiem’’-jakby nigdy nic Quak wymownie wzruszył ramionami-,,Podobno w przeszłości wydarzył się jakiś incydent i nasi zaatakowali [Zaświaty], powodując wściekłość tamtejszych szefów. Inni twierdzą, że to przez rywalizację o zasoby, czy coś w tym guście. W każdym razie nigdy nie zdarzył się równorzędny układ. Lub przynajmniej ja o nim nie słyszałem’’{Quak} ,,A nierównorzędny ?’’ Na moją uwagę Quak chytrze się uśmiechną ,,Hrrr, jak już mówiłem, jesteś bystry. Owszem, zdarzało się podporządkowanie jednych drugim i na odwrót. Sama nasza Pani Mroku miała podobno pod sobą kilka Wampirów, a podobno sam Hrabia jest…Hrrr, jednak w naszej sytuacji to się nie sprawdzi. Bowiem i my, i oni są za słabi na to’’{Quak} ,,Hę ?’’ ,,Hrrr, w tej chwili jest nas tylko siedmioro i poza mną wszyscy są Impami, najniższymi z Demonów. Brakuję nam dosłownie wszystkiego-wiedzy, informacji, porządnego sprzętu. Nieumarli zaś grzęzną tu, pod ziemią, gdy tymczasem na powierzchni znajduję się obfity w Energię Życiową las. Dlatego priorytetem obu stron jest walka o dominacje i niewielkie zasoby łowieckie. Rozumiesz ?’’{Quak} ,,….’’ Odebrało mi mowę. Wyjaśnienie Quasita było głębokie i zawierało w sobie logiczną prawdę, a przy tym było proste do zrozumienia dla każdego. No, może prawię każdego. Twarz Nr. 2 wyrażała wyraz niewiedzy i nieprzejmowania się tym, a nowi wykazywali lekkie zrozumienie, ale brak zainteresowania. Jedynie Trójka i Czwórka odgadły sens rozmowy i wygląda na zaniepokojone. Ja jednak nie przejmowałem się i skupiłem wzrok na Quaku, chcąc poruszyć pewną nurtującą mnie od pewnego czasu kwestię. ,,Quak, mogę Ci zadać pewne pytanie ?’’ ,,Zamiast pytać o pozwolenie na pytanie, lepiej po prostu pytaj, hrrr !’’{Quak} ,,Skąd to wszystko wiesz ? To znaczy, skąd masz tak rozległą wiedzę ?’’ Quak nie odpowiedział od razu. Po raz pierwszy jego obrzydliwa gęba przestała się szczerzyć, a jego wzrok opadł na skalną podłogę. W oczach widziałem wyraźny smutek i żal. ,,To długa i zwyczajna historia….’’
  9. Nareszcie ! Ktoś odpowiedział ! Dzięki wielkie !
  10. Z okazji Trzech Króli nowy rozdział PS. Ma ktoś pomysł na tytuł ? Prisss ! Tak jak poprzednio, przemierzaliśmy obrzeża miasta labiryntu. I tak jak poprzednio, nie mogliśmy znaleźć żadnej istoty. Ani żywej, ani też martwej. Tch, skąd Quak wytrzasnął te Rogate Szczury ?! Gdzie nie spojrzę nie ma tu nic poza kamieniami i gruzem. Że też od razu zjadłem ten kawałek mięsa...Teraz to dopiero jestem głodny... Mając tego typu myśli w głowie, ja i moja drużyna szybko posuwaliśmy się na przód. Tak jak poprzednio, w pierwszym szeregu poruszali się Nr. 5 i 6. Jednak tym razem towarzyszyła im Dwójka, a zaraz za nim podążała Czwórka. Ja i Nr. 3 znajdowaliśmy się na tyle, jako że oboje specjalizowaliśmy się w walce długodystansowej. Po pewnym czasie przywitał nas jasnobiały błysk kryształu Xylud, a widok znowu zaparł mi dech w piersiach. Mimo wszystko, budowniczowie tego miasta znali się na rzeczy. Nawet taki szarak jak ja może piękno ich pracy. ....Niestety, nie mogę się tym zachwycać. Na nieszczęście jestem teraz demonem i mam zadanie do wykonania. Znaleźć i upolować nowe dusze, przeprowadzić rekonesant, urosnąć w siłę. W przeciwieństwie do poprzedniego, tym razem nie skierowałem się bezpośrednio do głównej części miasta. Zamiast tego postanowiłem rozejrzeć się po obrzeżach, podążając wzdłuż ściany pieczary. Oby tam było coś lepszego do polowania niż szkielety. Skierowaliśmy się na wschód. Zgodnie z regułom wschodzącego Solosa to tam mamy największe szanse na znalezienie jakiś ofiar. I faktycznie, po jakieś godzinie marszu wywęszyliśmy ślady czegoś ogromnego. Czegoś, czego nigdy wcześniej nie widziałem. Kilkanaście minut później dostrzegliśmy coś niespodziewanego-podziemny strumień wody o szerokości około 25 łokci. Pomimo swych rozmiarów było ono dobrze ukryte, tak że nie widziało się go z naszego (i prawdopodobnie też z pozostałych) wyjścia. Zapewne to jedno ze źródeł zaopatrujących miasto. A obok starej i podniszczonej przez czas śluzy irygacyjnej było to czego szukaliśmy. Był to ogromny, ponad 2-metrowy potwór, który wyglądem przypominał gigantyczną żabę. Dodatkowo, cały już ociekał własną krwią, a w jego ciało osadzonych było kilka włóczni. Jednak ku naszemu pechowi nasza ofiara nie była sama…. Imię Blase Wiek 33 lata Rasa Aura Szkielet Płeć Mężczyzna Siła ??? Zręczność ??? Wytrzymałość ??? Inteligencja ??? Dusze ??? Pakty ??? Klasa Nieumarły (???) / Szermierz (???) Zdolności · Wolna Wola · Zwiększona Wytrzymałość · Wyczucie Życia · Redukcja Obrażeń Fizycznych · ??? · ??? Imię Zenom Wiek 14 lata Rasa Aura Szkielet Płeć Kobieta Siła 12 Zręczność 15 Wytrzymałość 18 Inteligencja 27 Dusze 1 Pakty 2 Klasa Nieumarły (3) / Czarownica (2) Zdolności · Wolna Wola · Zwiększona Wytrzymałość · Zwiększona Inteligencja · Wyczucie Życia · Redukcja Obrażeń Fizycznych · Nieumarłe Ciało Magia · Sfera Śmierci · Sfera Ognia Tymi, którzy byli łaskawi doprowadzić bestie zwaną Kirefrog do takiego stanu byli nie kto inni jak nasi niedawno poznani znajomi, Nieumarli. Było ich mniej niż ostatnio, ale na ziemi leżało sporo kości i zardzewianego sprzętu, a na dodatek mieli aż dwa Aura Szkielet. Sytuacja nie wyglądała na zbyt korzystna, ale…. …ale nie było już możliwości bezpiecznego odwrotu. W chwili gdy je ujrzeliśmy, o naszej obecności dowiedziały się też Aura Szkielety. A to wszystko przez ich kłopotliwą zdolność, [Wyczucie Życia]. Tsk, cholerni Nieumarli. Oboje bardzo przypominali mi Erghata, gdyż posiadali podobnie śnieżnobiałe kości i niebieskie ogniki w oczodołach. Na tym jednak podobieństwa się kończyły. Blase miał na sobie stary pancerz łuskowy, na głowie nosił hełm żebrowy, a jako broń miał trochę zardzewiały miecz typu claymore. Zenom zaś nosiła jakieś podarte szmaty, których stan świetności minął wieki temu. Brak broni w obu rękach oraz jakichkolwiek akcesoriów na jej rękach potwierdzał jej status jako użytkowniczki magii. Zanim miałem czas na jakieś dalsze rozważenia, Blase już na nas szarżował. Szybko pokonał dzielący nas dystans i niczym kat podczas egzekucji zamachnął się mieczem w stronę Dwójki. KWANG !!! Nie wiem czy to było szczęście, refleks czy też działanie instynktu, ale najwyraźniej Nr. 4 jakimś cudem zdołał zablokować uderzenie za pomocą swojej tarczy. Odgłos zderzenia się metalu o metal rozniósł się po okolicy. Jednak nie wydawało się jakby Czwórka miała jakieś problemy z powstrzymywaniem wielkiego miecza. Na tę sytuacje ogniki Blase zaiskrzyły się mocniej. Nie zmniejszając nacisku swego miecza, uniósł swą lewą nogę i kopnął ją w bok Impa. Cios miał pozbawić go równowagi i pozwolić na zabójcze cięcie claymorem. Nim jednak to nastąpiło, zareagowałem ja. Używając [Psychofizycznego Młota] niespodziewanie odepchnąłem przeciwnika, a następnie napuściłem na niego mojego chowańca, który niczym prawdziwy wilk rzucił się na niego. Wtedy jednak odezwała się nasza magiczka, wystrzeliwując w niego prawie metrową włócznie ognia. Cień tworzący mojego wilka został łatwo zniszczony, a tymczasem kolejne zaklęcie już zmierzało w naszą stronę. Szybko rzuciłem na siebie [Metamagie-Wzmocnienie Zaklęć], a następnie spróbowałem zablokować jej atak za pomocą jednocześnie [Telekinezy], jak i [Psychofizycznego Młotu]. Powstała tak telekinetyczna bariera, której jednak utrzymanie kosztowało mnie sporo wysiłku. Oby była tego warta. BUM ! W chwili zderzenia się naszych zaklęć, rozległ się głośny wybuch, a olbrzymia chmura dymu spowiła nas i obszar naszej walki. W moim umyśle natychmiast pojawiła się jedna myśl- to jest szansa ! Szansa na decydujący atak ! Czym prędzej wydałem moim podwładnym rozkaz zajęcia się Blasem, gdy ja skoczyłem w stronę Zenom. Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki raczej powinna być bezbronna wobec bezpośrednich ataków z bliska. Skoczyłem naprzód. Szybko pokonałem dzielący nas dystans. Blase próbował jakoś mnie zablokować, ale został powstrzymany przez szarżę Dwójki, a następnie jego oraz Nr. 5 i 5 wściekłe ataki. W tej sytuacji nikt nie mógł mnie powstrzymać. Jeszcze chwila i….. …..i w tej właśnie chwili mój instynkt lub coś koło tego ostrzegło mnie o niebezpieczeństwie ! Nie wiedziałem skąd pochodzi to uczycie, ale nie wróżyło nic dobrego. Dlatego postanowiłem mu zaufać i powstrzymałem swój atak, pospiesznie wycofując się do tyłu przy pomocy [Telekinezy]. Jak się okazało, dokonałem dobrego wyboru. ,,Euuuaaaaaa !!!’’ O swoim istnieniu przypomniał ranny Kirefrog, który najwyraźniej w czasie naszej krótkiej walki zdołał pozbyć się większości szkieletów. Bez przywództwa i bezpośredniej kontroli wyższych Nieumarłych stanowili dla niego łatwy cel, a po ich wyeliminowaniu nic już nie stanęło mu na drodze do zaangażowania się w naszą potyczkę. Wykonał więc długi skok na następny brzeg i wykorzystując ogólne zaskoczenie podczas swojego lądowania, wystrzelił swój długi jęzor w kierunku najbliższego wroga- Zenom. Nieumarła została nim szczelnie złapana, a następnie, przy niezrozumiałych wrzaskach jej i Blase’a, dosłownie POŁKNIĘTA ! ,,Krump-krump !’’ Odgłos miażdżonych i zjadanych kości zaszokował mnie. Szybko jednak odzyskałem zmysły i zająłem pozycję do ataku. Co mnie obchodzi los tej Aury Szkielet, nie mam zamiaru do niej dołączać ! Kirefrog odwrócił się w moim kierunku. Patrząc przez chwilę na mnie, oblizał swą górną wargę, a następnie z głośnym rykiem skoczył na mnie. ,,Aaaaaaaa !!!’’-odpowiadając mu swoim własnym rykiem, również rzuciłem się ku niemu. Nie ważne co, przetrwam i wydostanę się z tych podziemi !
  11. Erm....Hej ! W imieniu poprzedniego właściciela tego konta przejmuje pisanie tej nowelki. Mam nadzieję na wsparcie i cierpliwość, jako że to moja pierwsza taka praca. Co do powodów zaczynania od tego punktu, proszę spojrzeć na pożegnanie oryginalnego Asasyna w Informacjach Zaraz po powrocie musiałem zmierzyć się z ciekawskim Quakiem, który od razu po naszym powrocie zaczął zasypywać mnie pytaniami odnośnie wyglądu miasta, jego stanu i zamieszkujących go istot. Co ciekawę, strata dwóch Impów i nasze łupy wojenne raczej nie przykuły jego uwagi. ,,Hrr, a więc zaatakowali was nieumarli ? Hrr, jak na ruiny naszej metropoli nie jest to nic niezwykłego. W końcu różne rzeczy musiały się dziać podczas Wielkiej Wojny. Hrr, być może to pozostałość po jakimś eksperymencie lub ocalały artefakt. Niestety, będzie zapewne niskiej jakości''{Quak} Oby to faktycznie był jakiś artefakt demonów. Już walka z Erghatem była niezwykle trudna. Jakby teraz istnałby ktoś jeszcze potężniejszy, to... Byłby to naprawdę wielki kłopot. ,,A więc co robimy ? Dalej będziemy przeszukiwać te ruiny ? Czy też próbujemy odkopać tunel ?'' Na moje słowa Quasit posłał mi uśmiech, najpewnie litościwy, jakbym mówił o czymś głupim. ,,Przy naszej obecnej sytuacji nie damy rady się przekopać. Nie mamy ani dość siły, ani materiałów, ani tym bardziej osób zdolnych wykopać porządne przejście na powierzchnie. Hrr, z naszymi możliwościami możemy tylko kontynuować eksploatacje podziemi''{Quak} ,,Będzie to raczej trudne patrząc na wyniki pierwszej wyprawy'' ,,Tak, zwłaszcza że będzie coraz gorzej...''{Quak} ,,? Co masz na myśli ?'' Zamiast od razu odpowiedzieć, Quak spojrzał na moją drużynę. Poza Trójką każdy z nich miał mniejsze lub większe rany powierzchniowe, niezagrażające życiu, ale z pewnością dające ból z ich posiadania. ,,Walki między demonami, nawet pochodzącymi z innych planów, należą do żadkości i nie są szczególnie pożądane. Czy wiesz dlaczego ?''-to dziwne pytanie spowodowało u mnie brak słów. Faktycznie, jakoś nigdy nie słyszałem, aby podczas Wielkiej Wojny toczyły się jakieś wewnętrzne starcia pomiędzy demonami. Widząc moje zmieszanie, Quasit lekko się uśmiechnął i kontynuował: ,,To z powodu tego, że nie ważne co, i tak nie otrzymujemy w tym przypadku żadnej duszy z pokonanego''{Quak} ,,Co ?!'' Te słowa uderzyły we mnie jak grom z jasnego nieba. Żadnej duszy ?! Więc zabicie Erghata...Aaaa !!! Cholera, cholera, cholera ! Zmarnowałem na tego gościa aż 22 dusze i nic nie dostanę ?! ,,Hrr, z twojej miny mogę wyczytać, że zdałeś sobie sprawę ze skutków jakie to niesie, nie ? Hrr, bez dusz niemożliwe jest dla nas rozwijanie się i przyszle ewoluowanie. Hrr, a jak zapewne odczułeś na własnej skórze, walka nie będzie najłatwiejsza. Hrr, jednak nie martw się. Hrr, mimo wszystko nie będzie to bezowocne, prawda ?''-tu Quak wskazał na dzierżoną przeze mnie włócznie, a także na kolczugę i tarczę Czwórki. No, patrząc na to pod tym kontem, to nieźle polepszyliśmy nasze uzbrojenie dzięki tej potyczce. ,,Poza tym, mimo wszystko mogliście mieć szanse na prawdziwą próbę swoich sił. Hrr, [Doskonalić się można tylko na granicy życia i śmierci], jak głosi przysłowie. Hrr, wpłynie to pozytywnie na wasz późniejszy rozwój''{Quak} Szczerze powiedziawszy, te słowa mną wstrząsnęły. Nie żebym się z nimi zgadzał czy coś w tym stylu, ale mimo to...Quak, naprawdę podziwiam i szanuję twoją postawę. ,,Hrr, w każdym razie wystarczy na dziś. Powinineś wraz z swoją grupą trochę odpocząć i się przespać, zregenerować siły. W razie czego stanę na warcie''{Quak} Zgadzając się z jego radą, kazałem moim podwładnym spocząć, a następnie sam zasnąłem. *************************************************************************** Podczas snu, w sali tronowej. ,,Więc podczas przeszukiwania ruin naszej dawnej bazy natknąłeś się na grupę nieumarłych ? Co więcej, jeden z nich był [Aura Szkieletem] ?''{Nastis} ,,Tak, Pani Lord !'' ,,Hmm...Jeśli te szkielety były przez kogoś przywoływane, musiał to być użytkownik magii na co najmniej 10 poziomie. Z tego przynajmniej 3-5 poziomy w klasie związanej z nekromancją''{Nastis} No pięknie, ledwo co zdołałem ujść z życiem po starciu ze sługą, a już pojawia się wizja konfliktu z jego mistrzem. Ja to dopiero mam szczęście... ,,Wiesz już o tym, że nie otrzymasz żadnych dusz od pokonania tych szkieletów ?''{Nastis} ,,Tak, Quak mi o tym powiedział'' ,,Skoro już o tym wiesz, rozumiesz potrzebę unikania z nimi walki, tak ?''{Nastis} ,,Hę ?!''-to mnie naprawdę zdziwiło. Unikać walki ? Trochę to dziwnie brzmi z ust Lorda Demonów, który kojarzy się z jej umiłowania. W dodatku jeśli nie na nich, to na kogo mamy polować ? Przecież nie znaleźliśmy w Xylud żadnych innych istot. Na moje zdziwienie Nastis westchęła zniecierpliwiona, po czym zaczęła powoli mówić: ,,Słuchasz ? Dobrze. Xylud, mimo względnie małego rozmiaru, było w końcu naszym, demonów Otchłani, miastem. Dlatego z pewnością nadal posiada jakieś pokłady magii w powietrzu, co musiało przyciągnąć lub stworzyć jakieś magiczne bestie. Poszukaj, a na pewno znajdziesz''{Nastis} Na tym zakończył się mój ,,raport'' z naszej sytuacji. Resztę czasu spędziliśmy tak jak zwykle, wyjaśniając mi kolejne tajniki teorii magii... *************************************************************************** Po obudzeniu przywitał mnie znajomy widok kamiennego sufitu oraz narastający od czasu ataku goblinów zapach stęchlizny i duchoty. Tsk, utrata dopływu świeżego powietrza, mimo że niepotrzebna dla demonów, staje się coraz bardziej irytująca. Wstałem, przeciągnąłem się po plecach, a następnie zacząłem błądzić oczami po jaskini w poszukiwaniu Quaka. Nigdzie go nie znalazłem. Ruszyłem więc w stronę wejścia do Podziemi. To jedyne miejsce w jakim może być. Po drodzę obudziłem moich ludzi. ,,Za chwilę znowu wyruszamy. Przygotujcie się'' Na moje słowa ociężale, ale bez sprzeciwu zaczęli z powrotem zakładać swoje ekiwpunki. Trójka i Czwórka nawet pomachiwali trochę swoją bronią, jakby rozgrzewali się przed bitwą. Nieco później dołączyli do nich Dwójka i świeżaki, ale to dopiero po moim spojrzeniu na nich. Tsk, rózwój ich osobowości przebiega bez zarzutów. Już można zauważyć potrzebę przyszłego przypomnienia im ich obowiązków. W każdym razie, widząc ich sam zacząłem własne przygotowywania. Założyłem moją podniszczoną, uzyskaną na goblinach tunikę, kostur wziąłem w swoją prawą rękę, a niedawno zdobytą włócznie założyłem sobie na plecach. Pomimo wielkości w walce zawsze będzie się lepiej spisywać niż zwykły sztylet lub buław. Dodatkowo, nasmarowałem ją trucizną z Pnącego Ziela, więc jeśli faktycznie są tu jakieś żywe istoty to będę miał nad nimi kolejną małą przewagę. Będąc gotowi, pozostawało nam tylko poczekać na powrót Quaka. W końcu nie jestem na tyle głupi lub niecierpliwy, aby pozostawić Bramę bez opieki Quasita. Na szczęście nie musiałem długo czekać. Mając zadowolony uśmiech na twarzy, przyszedł niedługo po skończeniu przygotowań. Cały był we krwi, ale nie swojej, a zdobyczy niesionej na plecach. ,,Hrr, dobry łup''-powiedział, potrząsając upolowanym jedzeniem. Było to sześć Rogatych Szczurów, powszechnie występujących dzikich zwierząt. Są nieco większe od zwykłych szczurów i, jak mówi ich nazwa, posiadają dwa małe, wyrastające z głowy rogi. W moim poprzednim życiu stanowiły one główne źródło mięsa na wsi. Oczywiście, po złapaniu, zabiciu i ugotowaniu ich w gorącej wodzie (mimo wszystko Rogate Szczury słyną z przenoszenia różnej maści chorób i plag). Quak spoczął w okolicznym rogu, opierając się o pobliską ścianę i, jakby nigdy nic, zaczął łapczywie pożerać swoją zdobycz. W przerwie między przeżuwaniem próbował do mnie mówić: ,,[Mlask]...[Klask]...Hrr, znowu....[Mlask]...[Klask]...idziesz....[Mlask]....[Klask]....?''{Quak} ,,Tak''-{Cholera ! Nie dość, że jesz przed naszymi oczami, to jeszcze rozmawiasz ?! Nikt cię nie nauczył, żeby nie gadać z pełnymi ustami ?!}-,,W Xylud na pewno nie mieszkają same szkielety, musi być tam coś lub ktoś jeszcze'' ,,Hrr, podczas polowania spowrotem aktywowałem kilka pułapek....[Mlask]...[Klask]...''{Quak} ,,Dzięki za ostrzeżenie'' ,,Hrr, uważaj na siebie''-odpowiedział Quasit, po czym rozerwał kolejnego Rogatego Szczura na pół i (ku mojemu zaskoczeniu) rzucił mi połowę. Następnie, widząc moje zdziwienie, wesoło odpowiedział-,,Masz to na zachęte. Jak uda wam się coś złapać, przynieście mi część. A ! I jakbyście mogli, to rozglądajcie się za jakimś źródłem wody'' Po tych słowach wrócił do pałaszowania reszty posiłku. Tymczasem ja odwróciłem się i na czele mojej grupy ruszyłem ku Xylud, jednocześnie przeżuwając sobie surowe mięso. Hmm, nawet niezłe.
  12. Niestety, stało się. Dnia 13 grudnia 2017 roku oficjalnie zamykam działalność jako autor ,,Depulsoris''. Moja rezygnacja jest spowodowana problemami zdrowotnymi, uniemożliwiającymi mi dalsze pisanie i publikowanie nowelki. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem. Mam nadzieję, że podobała wam się moja praca i mieliście frajdę z czytania. Jeśli tak, jestem szczęśliwy i dumny, a wam wszystkim dziękuję z całego serca. Również, mam dla was propozycję. Jeśli wśród was są osoby dobre i chętne do pisania dalszego ciągu, to niech do mnie napiszą. Wśród ochotników (jeśli jacyś będą) wybiorę jednego, który zajmie moje miejsce. Wybraniec będzie nowym pisarzem ,,Depulsorisa'', któremu dam pełne prawo do nowelki oraz moje konta na BS i Novelkach. Z góry jednak proszę go/ją, aby w ramach szacunku do mnie zaczęła tam gdzie ja, czyli od 10 rozdziału 1 tomu. Wiem, że to trochę samolubne życzenie (zresztą jak wszystkie moje działania), ale tylko o to proszę. Do zobaczenie w innym wcieleniu
  13. Tu możecie dawać pomysły na kolejne fazy rozwoju demonów (w tym może i bohatera) oraz na kolejnych przeciwników MC PS. Obrazki mile widziane
  14. fajnie, że nowy chapter, ale....czegoś mi po prostu w nim brakuje
  15. to mówię, żeby odrodził się np. w podupadłym rodzinie (klanie, plemieniu), gdzie aby przetrwać do stania się silnym musi knuć, spiskować, zdradzać przyjaciół