Siemaaaa!!! 

Na czytniku pojawiło się kilka rozdziałów THE SCHOLAR'S REINCARNATION. Niebawem będzie ich więcej, czytać możemy na -> http://bsmoki.pl/FoOlSlide-master/

 

 

Zagadka

Autor - Zagadka
  • Content count

    419
  • Punkty

    8455 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

Zagadka last won the day on February 22

Zagadka had the most liked content!

Community Reputation

421 Mistrz Srebrnej Gwiazdki

About Zagadka

  • Rank
    Półbóg
  • Birthday December 12

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1165 profile views

Profile Song

  1. Jeszcze żyję, a to rozdział ode mnie - Rei jesteś pierwszą kitsune jaką poznałam. Szkoda, że jesteś taka zła. Ale jesteś ładna, dbasz jakoś o swoją cerę? - (Ris) Muszę jakoś się uspokoić… może zechce rozmawiać o tym. - Nie bardzo~~ Dbam o siebie jak każda kobieta~~ i ty też masz piękną cerę~~ a że mam jeszcze do kompletu ciało na pewno nie będę się nudzić~~ - (Rei) To źle brzmi. Boje się co zrobi gdy dowie się, że mam ogonek. Teraz go nie widać, bo jest schowany pod ubraniem, a nie wiem co ona planuje!!! - Ja piękną? Przesadzasz, jestem strasznie blada, a moje oczy w tym nie pomagają, są całe szare jakbym była ślepa, a ty masz za to piękne oczy w odcieniu złota! - (Ris) Poważnie te oczy są piękne, rzadko spotykane pośród ludzi. A nie chwila, ona jest kitsune. - Jak dla mnie jesteś piękna i tyle~~ A co do moich oczu to~~ - (Rei) He? - To? - (Ris) - Czy na pewno są złote? - (Rei) W tym momencie zatrzymałam się, Rei stanęła obok mnie, a ja złapałam ją za policzki i przybliżyłam jej twarz do swojej, wpatrując jej się prosto w oczy. - Tak są złote. Nie da się ich pomylić. - (Ris) Tak są złote … było złote, bo są teraz czerwone … czekaj co?! - Co ty robisz ze swoimi oczami? - (Ris) - Potrafię zmieniać ich kolor~~ - (Rei) Oszustwo… - To nie fer… ja też tak chcę! Te moje szare są nijakie i tylko przyciągam uwagę. Jak jechałam do akademii to jakiś chłopak chciał zostać moim przewodnikiem. Myślał, że jestem ślepa… - (Ris) - A dziwisz mu się? Miał okazję zostać przewodnikiem pięknej niewidomej~~ i puść mnie już~~ - (Rei) Nie, nie dziwie się tylko to jest dziwne… jesteś urocza, masz taką gładką skórę… aż chcę się dostać do twojej szyi. Nieee... nie wolno! Wygrasz z pokusą! - Umiem o siebie zadbać! I tak puszcze cię. - (Ris) Jak mówiłam tak zrobiłam. Puściłam Rei. - Pewnie potrafisz, ale on tego nie wiedział i wykorzystał szansę~~ to logiczne działanie~~ - (Rei) Pewnie chciał się zbliżyć by mnie wykorzystać. Dużo jest takich ludzi, a to, że niby jestem ślepa mu tylko by pomogło. - Sorki nie szukam męskich partnerów! - (Ris) He…? Co ja właśnie powiedziałam? Na twarzy Rei pojawił się uśmiech. Ona pewnie to teraz wykorzysta! - Bardzo dziękuję za taką informację~~ NA PEWNO to zapamiętam~~ - (Rei) No i wykorzysta to… no co ja mogę z nią.. Myślę czy czasem nie byłoby jednak lepiej umrzeć. Odwróciłam się w stronę akademii i powiedziałem bez jakichkolwiek emocji. - Może jednak zgłoszę się do ludzi Kościoła? Będzie ognisko, a ja w roli głównej przywiązana do patyka… - (Ris) - Ooooo jesteś zbyt optymistyczna, wiesz? - (Rei) Gdzie tu optymizm? - Niby z której strony? - (Ris) - Liczysz na tak łagodną śmierć? Najpierw tortury, a później pewnie jeszcze wezmą się za twoją rodzinę, w końcu jest chroniona tak długo jak będziesz się uczyć w Akademii, tak to już by pewnie ich zabili. - (Rei) Hmm… - Tu się mylisz. Moja rodzina to zwykli prości ludzie ze wsi. I jak pamiętam rozmowę to ci z kościoła chcieli tylko mnie, a im dać pokutę za grzech, którego się dopuścili. Czyli inaczej mój brat miał iść do zakonu, a mnie chcieli posłać na stos. A co do tortur to pewnie masz rację, ale jeżeli chodzi o ból to jestem przyzwyczajona. - (Ris) Posłałam uroczy uśmiech mojej nowej “przyjaciółce”, uśmiechnęłam się tak, że aż było widać moje kły. - I po tym jak nie udało im się ciebie złapać na pewno dali im święty spokój, ci sekciarze to w końcu tacy dobrzy ludzie~~ I masz naprawdę uroczy uśmiech~~ - (Rei) Yhym. - Chyba w bajki wierzysz. - (Ris) - Czemu? Masz naprawdę uroczy uśmiech~! - (Rei) … - Ja nie o uśmiechu! Jeden nauczyciel z tej akademii mi pomógł i mojej rodzinie. Nie mogą ich skrzywdzić, nie wiem czemu, ale ci z kościoła bali się tego nauczyciela. - (Ris) - Domyśliłam się, ale jak nie będziesz już uczęszczać do Akademii to już nie będzie chronił twojej rodziny, co nie? - (Rei) Masz rację. Tylko jest jedno ale… - Nie będzie musiał chronić ich już dłużej. Zabije każdego kto się zbliży ze złymi zamiarami. - (Ris) - Ty? (Rei) Nie ty wiesz… - No ja, a kto inny? - (Ris) - Mówiłaś przed chwilą, że myślisz nad powiedzeniem wszystkiego sekciarzom, pamiętasz? Więc jak niby ich ochronisz? Kupiła to… - To był nieśmieszny żart. - (Ris) - No co ty nie powiesz? Uciekłaś od nich taki kawał drogi by się oddać w ich ręce, to miało tak wiele sensu~~ - (Rei) No co ty nie powiesz. - No nie miałoby sensu. - (Ris) - Nom, a że taką miałam zachciankę pociągnęłam temat dalej~~ - (Rei) Ty lepiej nic nie ciągnij… - Dobra musimy się pospieszyć na ceremonię. - (Ris) Perspektywa Rei - Rei jesteś pierwszą kitsune jaką poznałam. Szkoda, że jesteś taka zła. Ale jesteś ładna, dbasz jakoś o swoją cerę? - (Ris) JA?!Jestem zła?! Udam, że tego nie słyszałam… - Nie bardzo~~ Dbam o siebie jak każda kobieta~~ i ty też masz piękną cerę~~ a że mam jeszcze do kompletu ciało na pewno nie będę się nudzić~~ - (Rei) Nie mogę się doczekać, ciekawe czy zaskoczy mnie jeszcze czymś~~ - Ja piękną? Przesadzasz, jestem strasznie blada, a moje oczy w tym nie pomagają, są całe szare jakbym była ślepa, a ty masz za to piękne oczy w odcieniu złota! - (Ris) Złote i nie tylko! - Jak dla mnie jesteś piękna i tyle~~ A co do moich oczu to~~ - (Rei) - To? - (Ris) Możesz nie przerywać? - Czy na pewno są złote? - (Rei) Zatrzymała się i ja też. Nagle złapała mnie za policzek i przybliżyła moją twarz do swojej, wpatrując się prosto w moje oczy. - Tak są złote. Nie da się ich pomylić. - (Ris) Kiedy się tak wpatrywała zmieniłam kolor swoich oczu. - Co ty robisz ze swoimi oczami? - (Ris) - Potrafię zmieniać ich kolor~~ - (Rei) Bardzo fajna zdolność~~ - To nie fair… ja też tak chcę! Te moje szare są nijakie i tylko przyciągam uwagę. Jak jechałam do akademii to jakiś chłopak chciał zostać moim przewodnikiem. Myślał, że jestem ślepa… - (Ris) - A dziwisz mu się? Miał okazję zostać przewodnikiem pięknej niewidomej~~ i puść mnie już~~ - (Rei) Taka prawda i nie patrz się tak na moją szyję, okej? - Umiem o siebie zadbać! I tak puszcze cię. - (Ris) I puściła mnie, wolność! - Pewnie potrafisz, ale on tego nie wiedział i wykorzystał szansę~~ to logiczne działanie~~ - (Rei) Pewnie chciał ją wykorzystać, ale może był to wymierający gatunek tych dobrych? - Sorki nie szukam męskich partnerów! - (Ris) Oooo~~ Bardzo ważna informacja~~ Warta zapamiętania~~ - Bardzo dziękuję za taką informację~~ NA PEWNO to zapamiętam~~ - (Rei) Nagle zrobiła nijaką minę… ? - Może jednak zgłoszę się do ludzi Kościoła? Będzie ognisko, a ja w roli głównej przywiązana do patyka… - (Ris) - Ooooo jesteś zbyt optymistyczna, wiesz? - (Rei) Na pewno mówi to w żartach, ale dlaczego nie pociągnąć tego tematu? - Niby z której strony? - (Ris) - Liczysz na tak łagodną śmierć? Najpierw tortury, a później pewnie jeszcze wezmą się z twoją rodzinę. W końcu jest chroniona tak długo jak będziesz się uczyć w Akademii, tak to już by pewnie ich zabili. - (Rei) Zaraz pewnie dostanę dłuższe wyjaśnienie dlaczego się mylę... - Tu się mylisz. Moja rodzina to zwykli prości ludzie ze wsi. I jak pamiętam rozmowę to ci z kościoła chcieli tylko mnie, a im dać pokutę za grzech, którego się dopuścili. Czyli inaczej mój brat miał iść do zakonu, a mnie chcieli posłać na stos. A co do tortur to pewnie masz rację, ale jeżeli chodzi o ból to jestem przyzwyczajona. - (Ris) Posłała mi uroczy uśmiech, i to taki, że aż jej kły były dobrze widocznie, słodka~~ - I po tym jak nie udało im się ciebie złapać na pewno dali im święty spokój, ci sekciarze to w końcu tacy dobrzy ludzie~~ I masz naprawdę uroczy uśmiech~~ - (Rei) Yhym. - Chyba w bajki wierzysz. - (Ris) - Czemu? Masz naprawdę uroczy uśmiech~! - (Rei) Każdy się ze mną zgodzi! - Ja nie o uśmiechu! Jeden nauczyciel z tej akademii mi pomógł i mojej rodzinie. Nie mogą ich skrzywdzić, nie wiem czemu, ale ci z kościoła bali się tego nauczyciela. - (Ris) - Domyśliłam się, ale jak nie będziesz już uczęszczać do Akademii to już nie będzie chronił twojej rodziny, co nie? - (Rei) Nie ma tak wspaniałomyślnej instytucji~~ - Nie będzie musiał chronić ich już dłużej. Zabije każdego kto się zbliży ze złymi zamiarami. - (Ris) - Ty? (Rei) Jeżeli bierzemy pod uwagę twój żart, z którego wyniknęła ta rozmowa to ciebie już nie będzie wiesz? - No ja, a kto inny? - (Ris) - Mówiłaś przed chwilą, że myślisz nad powiedzeniem wszystkiego sekciarzom, pamiętasz? Więc jak niby ich ochronisz? Ta rozmowa zatraciła swój sens - To był nieśmieszny żart. - (Ris) - No co ty nie powiesz? Uciekłaś od nich taki kawał drogi by się oddać w ich ręce, to miało tak wiele sensu~~ - (Rei) - No nie miałoby sensu. - (Ris) Yep. - Nom, a że taką miałam zachciankę pociągnęłam temat dalej~~ - (Rei) - Dobra musimy się pospieszyć na ceremonię. - (Ris) Zachęcam do wyrażania opinii.
  2. Czemu? Wiesz jak ja się męczę pisząc teksty wampira? XDD
  3. Miłego czytania. Gdy znalazłem się po drugiej stronie pierwsze co chciałem sprawdzić to Lira, więc od razu skierowałem wzrok na łóżko gdzie ją zostawiłem. Na szczęście spała jeszcze w najlepsze, a Fanel stojąc na środku przyglądała się śpiącej dziewczynie. (Azazell): “Moja uczennica. Przez przypadek się upiła więc można tak powiedzieć, że ją teraz tak trochę pilnuję.” (Fanel): “Nie musisz się tłumaczyć.” Jak ja się wcale nie tłumaczę. Odwrócił się do szafy i zajrzałem do środka, zacząłem szukać jakiegoś odpowiedniego kompletu w ubraniach po Iro. Bo z tego co widzę są podobnego wzrostu więc na spokojnie ubrania będą pasować. Wybrałem jeden i podałem dziewczynie. (Fanel): “Czemu masz w szafie damskie ubrania?” (Azazell): “Zostały one po mojej żonie.” (Fanel): “Nie będzie zła, że mi je dajesz?” (Azazell): “Nie żyje od piętnastu lat. Tak wiem długo je trzymam ale nie mam tyle siły by się ich pozbyć.” (Fanel): “Przy…” (Azazell): “Chodź. Zaprowadzę ciebie do łazienki i pokaże gdzie będziesz spała. Jakiś czas później. Gdy wróciłem do mojego pokoju po pokazaniu wszystkiego nowemu członku rodziny, chciałem coś ugotować ale nie miałem z czego bo Asura nie powiedział mi po tym jak robił śniadanie, że składniki się skończyły. Hmm… skoczenie do Grubcia i powrót zajmie mi tak z godzinę więc odpada. No to zostaje już tylko jedna opcja! Musimy się w trójkę podzielić tymi kanapkami. Niby jedna przypada na głowę ale i tak jest to mało, więc i tak będę musiał coś wykombinować. Tym to będę się martwił potem bo teraz trzeba się przygotować, nie miałem tego robić ale skoro i tak jestem w domu i mam czas to czemu nie. Usiadłem przy stole i rozłożyłem moje zaklęte karty. Zaczynając od ty służących do ochrony, aż po tę służące do ataku. Muszę przyznać, że mi się już kończą, zostało już tylko 15 sztuk. No cóż trzeba będzie się udać do kuźni ale to potem. Dobra no to co my tu mamy? Jakieś dwie tarcze, jedno przywołanie broni, Trzy karty przywołanie żywiołowa, dwie do otwierania portali i reszta to zwykłe wzmocnione karty do rzucania. Hmm… Biednie. Podczas moich rozmyślań pojawiła się Astrid się w swojej ludzkiej postaci (Azasell): “Chcesz coś?” (Astrid): “Czemu miałabym coś chcieć.” (Azazell): “Bo w tej formie zawsze coś chcesz.” Ciekawe co tym razem… (Astrid): “Nic nie chcę.” Yhym... (Azazell): “Nie zachowuj się jak Reaneri.” (Astrid): “Eh…” A jednak. (Astrid): “Pozwól mi przychodzić na zajęcia.” Znowu się i to pyta. Eh… (Azazell): “Ile razy mam powtarzać, że... “ Albo w sumie? “Dobra niech Ci będzie.” (Astrid): “Serio?” (Azazell): “A no serio tylko masz jedno zadanie.” (Astrid): “Jakie?” Bardzo proste. (Azazell): “Zaprowadzisz Fanel do Asury by się nią przez chwilę zajął, a także przejmiesz moje obowiązki nauczyciela jakbym nie wrócił do jutra.” (Astrid): “Okej.” No dobra czas się zbierać. (Azazell): “Jest od teraz członkiem rodziny więc bądź miła.” (Astrid): “Jasne.” Wstałem i otworzyłem portal kartą którą bawiłem się przed chwilą. (Azazell): “No to do zobaczenia.” I przeszedłem przez niego do miasta oddalonego jakieś 2000 kilometrów od akademii. No to zaczynamy zabawę… no kurr… gdzie jest moja reszta kard? Perspektywa Astrid Gdy Azazell wyszedł, podeszłam do stołu i pozbierałam jego karty. Ciekawe czy on wie, że je zostawił? Pewnie zorientował się od razu jak przeszedł przez portal ale co tam. Niby mogę mu je przesłać tylko pytanie po co? Drzwi do pokoju się otworzyły a do środka weszła niejaka Fanel. (Astrid): “Cześć mam się tobą na chwilę obecną zająć.” (Fanel): “Gdzie Azazell?” Szczerze to nie wiem. (Astrid): “Poszedł pracować i kazał mi się tobą zaopiekować, a on powinien do jutra wrócić.” Coś czuję, że nie wróci ale to szczegół. (Fanel): “No okej. Oddaje się Pani pod opiekę.” Pani… Nie jestem aż taką stara. Chyba. (Astrid): “Nie pani tylko Astrid.” (Fanel): “Okej.” Szybko się przekonała. (Fanel): “Kim jesteś tak w ogóle?” Kim jestem? Dobre pytanie. (Astrid): “Niektórzy nazywają mnie feniksem cienia, inny zaś duchem, a tak na prawdę jestem tylko cieniem.” Mam nadzieję, że zrozumie. (Fanel): “Aha. Okej.” No to zrozumiała. Dziwna dziewczyna. (Astrid): “A ty kim jesteś?” Dziewczyna spojrzała na mnie. (Fanel): “Cieniem byłego człowieka potem niewolnika i kimś kto chce narodzić się na nowo.” Hmm… Interesujące. (Astrid): “Dobrze trafiłaś. Witam w akademii, tutaj każdy zaczyna nowe życie.” (Fanel): “Obyś miała rację.” Czyżby mi nie uwierzyła? (Astrid): “Mam ją.” Dziewczyna w odpowiedzi tylko kiwnęła głową i usiadła na krześle oraz skierowała wzrok na śpiącą uczennice. (Astrid): “Zaraz powinna się obudzić.” (Fanel): “Wiem.” Wiesz? (Astrid): “Niby skąd?” Spojrzała na mnie i odrzekła. (Fanel): “Mam umiejętności która pozwala zobaczyć mi ludzi w jakim są stanie.” Hmm… ciekawa umiejętność. Była by pomocna znachorom albo kapłanom. (Astrid): “Talent wrodzony czy nabyty?” (Fanel): “Odziedziczyłam po matce gdy zginęła w niewoli.” Czasem się tak zdarza. (Astrid): “Jak masz zamiar wykorzystać tą umiejętność?” (Fanel): “Nie wiem jeszcze.” To też się zdarza. A nawet często. (Astrid): “Nie śpiesz się.” (Fanel): “Okej.” Po tym już nic nie rozmawiałyśmy, usiadłam po przeciwnej stronie stołu i w milczeniu siedziałyśmy przez jakieś czterdzieści minut do czasu, aż obudziła się Lira. (Lira): “Głowa mnie boli.” (Astrid): “Nie dziwie się.” Jak tylko mnie usłyszała szybko otrzeźwiała i spojrzała na mnie. (Lira): “Kim ty jesteś? I czemu jesteś w moim pokoju?” Ona jest… eh ile razy będę się musiała przedstawiać. (Astrid): “Jestem Astrid Vorstiv, a to jest Fanel Vorstiv.” Dopiero teraz zorientowała się, że siedzi tu jeszcze Fanel. (Lira): “Okej… to teraz jeszcze dlaczego jesteście w moim pokoju?” … (Astrid): “Jesteś w mieszkaniu Azazella więc radzę tobie się ubrać i popędzić do siebie.” Na moje słowa zajrzała pośpiesznie pod kołdrę i zaczęła się czerwienić. Dopiero teraz zrozumiała, że jest w samej bieliźnie eh… (Lira): “Allee czczemu jetem ttutaj?” (Astrid): “Azazell upił ciebie przypadkiem i nie wiedział co ma potem z tobą zrobić więc ciebie tu zostawił i sobie poszedł.” (Lira): “Co z niego jest za nauczyciel?!” (Astrid): “Jedyny w swoim rodzaju, a teraz ubieraj się i do siebie bo my też musimy się zbierać.” (Lira): “Okej.” Zeszła z łóżka i zaczęła się ubierać a po jakiś sześciu minutach się z nami pożegnała i poszła do swojego pokoju. (Lira): “No dobra na nas też pora.” (Fanel): “Gdzie idziemy?” Ile pytań dzisiaj… czy nie mogą żyć w milczeniu? (Astrid): “Zobaczysz.” Zamknęłam drzwi od środka, a potem złapałam Fanel za rękę i przeniosłam nas przed dom Asury. (Fanel): “Nie przenoś nas tak nagle!” Taa… Zapukałam do drzwi i je potem otworzyłam. Trzeba mieć choć trochę kultury prawda? Nie wyczułam Asury ale przynajmniej była Kaku która od razu do nas pobiegła. (Astrid): “Cześć Kaku.” Zapraszam co wyrażania opinii i tak dalej...
  4. No co ty nie powiesz. Jak my to z zamkniętymi oczami pisaliśmy. DZIĘKI @Misterium
  5. A no spoko. To miło to słyszeć, że komuś się to podoba
  6. W jakim sensie postarałem? Jak ja to w pół śnie pisałem i następnego dnia nie wiedziałem nawet co napisałem.
  7. Zejście z góry, na której leży akademia do miasta zajęło nam mniej więcej tak z godzinę. Lecz zanim przejdziemy przez bramę jest coś ważnego do zrobienia. No może nie ważnego, ale potrzebnego uczniom. (Azazell): “Stać! Nim wejdziemy do miasta jest mała sprawa, o której zapomniałem.” Odwróciłem się do uczniów. (Azazell): “Nie dostaliście pewnie jeszcze pieniędzy na życie od szkoły, więc będę dla was miły i dam trochę z własnej kieszeni.” Cała klasa patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Przecież ja, ten zły nauczyciel, który ich tylko gnębi, może być chociaż trochę dobry. Ale tak swoją drogą, ja jestem aż taki zły? Przecież ja nic nie robię i to dosłownie nic. Wyciągnąłem moją sakiewkę i powiedziałem, żeby ustawili się w kolejkę parami. Na początku była Jene i jakiś chłopak, którego nie znam imienia. W sumie aż dziwne, że zapamiętałem imię Jene. Hmm… Ile by im dać? A niech mają, mi pieniędzy nie szkoda. Postanowiłem dać każdemu 20 srebrnych monet, niby dużo, jak na jeden dzień, ale niech się rozerwą przed tym, co ich czeka w przyszłości. Dobra. Każdy ma już za co przeżyć dzień, więc przejdźmy do najważniejszego. (Azazell) “Mam w tym mieście coś do załatwienia, więc zostajemy tu na noc w karczmie Jelonek. Musicie wynająć sobie pokój sami, ale chyba poradźcie sobie.” (Jene): “A Pana nie będzie z nami?” (Azazell): “Jak mówiłem, mam coś do załatwienia, przyjdę do karczmy dopiero późną nocą, kiedy wy będziecie już spali.” (Uczeń): “A co ma pan takiego do załatwienia?” (Azazell): “Nie interesuj się, tylko ciesz wolnością, póki jakąś masz. A teraz zostawiam was samych. Pamiętajcie, chodźcie w grupach nie mniejszych niż trzy osoby. Jak zobaczę kogoś samego, to oberwie.” Uczniowie coś tam zaczęli do mnie wołać, ale mnie to zbytnio nie obchodziło. Odwróciłem się i ruszyłem do miasta, gdy nadejdzie noc będzie można się zabawić. Ale teraz wypadałoby coś zjeść, głodny się zrobiłem. Ejj, to jest to! Miasto słynące z wypieków, już wiem, gdzie będę przez następną godzinę. Ruszyłem w stronę cukierni. Nie takiej pierwszej lepszej, tylko do najsławniejszej w Mitho. Cukiernia Płonąca Wiśnia, nazwa dziwna, ale ciasta mają genialne. Miałem kiedyś okazję spróbować dzieła, które wyszło z tego budynku, było pyszne. Po dziesięciu minutach dotarłem do cukierni, gdy próbowałem wejść okazało się, że jest zamknięte. (Azazell): “Serio?” No cóż, tak czasem bywa. Odwróciłem się i ruszyłem w stronę fontanny, po czym usiadłem na jednym z murków. Dobra. Mam jeszcze trochę czasu, zanim się ściemni, więc co by tu porobić? Hmm... Może by tak doczepić się do jakiś uczniów? Nie! To odpada, daj im spokój. Do zmroku zostało jeszcze dużo czasu, a zajęcia brak. Dobra. Siedzenie tu nic nie da, czas się ruszyć. Idąc przed siebie pogrążony w kompletnym zamyśleniu, trafiłem na jakieś zadupie. Dosłownie. Stałem na środku drogi w jakiejś mrocznej części miasta. A nie chwila. Patrząc w górę można zobaczyć coś ala sufit, więc wnioskując po jego wyglądzie znajduje się pod ziemią. Tylko jak ja tu trafiłem? Dobra. Mniejsza z tym, idziemy dalej. Idąc tak bez celu, trafiłem na jakiś plac, na którym był dość duży ruch. Jakiś tajny festyn, czy co? Bardzo szybko dostałem odpowiedź na to pytanie, a było nim to, że plac ten był targiem niewolników i najróżniejszych potworów, zaczynając od tych niegroźnych po urodzonych zabójców. Ciekawi mnie tylko jak oni złapali potwora takiego jak Mantykora? I kto kupi coś takiego? Groźna bestia, która potrafi sama zniszczyć miasto, no ale nie ta, bo to dopiero młode. Głośno tu… Handlarze się przekrzykują, niewolnicy jęczą, bestie wyją, ahh… Już mnie to denerwuje, dlaczego ludzie są tak bardzo głośni? Jak dobrze, że nie jestem jednym z nich. Co innego hałas robiony przez uczniów, a ten tu przez tą bandę. Gdy tak dalej szedłem narzekając w duchu, spostrzegłem coś, czego bardzo nie lubię. A mianowicie młode dziewczyny sprzedawane jako niewolnice. Podszedłem do klatki, w której siedziała jedna. Na oko wygląda tak, jakby pogodziła się ze swoim losem, ale tak naprawdę to pewnie ma ochotę ze sobą skończyć. Ahh… Nie lubię tej części siebie. (Azazell): “Ile chcesz pan za nią?” (Handlarz): “Nie wiem, czy będzie cię stać.” Już mnie denerwuje… (Azazell): “Stać. No to ile?” (Handlarz): “1500 złotych monet.” No to faktycznie drogo. Za tyle to może wyżyć sześcioosobowa rodzina przez conajmniej 80 lat. (Azazell): “Dam ci złotą kartę wartą 1400 złotych monet.” (Handlarz): “1500 ma być.” (Azazell): “1400 maksymalnie, zobacz na nią, nie wiadomo ile jeszcze pożyje.” (Handlarz): “Ahh… Niech Ci będzie.” Wyciągnąłem kartę i podałem ją facetowi, a on zeskoczył ze skrzyni i otworzył klatkę. (Handlarz): “Raduj się, wychodzisz stąd.” Powiedział to ze złośliwym uśmieszkiem, co sprawiło, że mam ochotę nakarmić nim tą mantykorę. Spojrzałem na dziewczynę, która wychodziła z klatki, miała ona tak na oko 18 lat, jakiś 1.70m wzrostu, długie włosy w kolorze płonącej czerwieni, a także krystalicznie niebieskie oczy. Mówiąc w skrócie, była naprawdę piękna. (Handlarz): “Od teraz jesteś własnością tego gentlemana, więc się zachowuj jak na sługę przystało. A Panu życzę miłego dnia.” (Azazell): “Dziękuję, wzajemnie. A na nas już pora. Żegnam.” Niech go ktoś kiedyś powiesi. Ja i moja nowa znajoma ruszyliśmy w stronę wyjścia, bo nie wiem jak ona, ale ja jeszcze trochę i nie wytrzymam, a wtedy krew się poleje. Szliśmy w milczeniu, co trochę psuło atmosferę. Nie to, że mnie to obchodzi czy coś. (Azazell): “Przydałyby ci się nowe ubrania.” Teraz miała na sobie jakieś podarte szmaty, bez butów i cała była brudna, ale co dziwne dobrze odżywiona. Pewnie nie chciał, by schudła i przez to zszedł z ceny, ciekawi mnie tylko jedno. Skoro on tak o nią dbał, to czemu tak łatwo zjechał z ceny? Tego chyba się nie dowiem. (Azazell): “Nazywam się Azazell Vorstiv i jestem nauczycielem akademii, która jest niedaleko stąd. A ty posiadasz jakieś imię?” (Dziewczyna): “Jestem Fanel, Panie.” (Azazell): “Chyba się nie rozumiemy. Jestem Azazell, a nie żaden Pan, od teraz jesteś wolna, nie jesteś już niewolnikiem. Więc mam propozycję.” Na jej twarzy zagościł uśmiech, a po chwili nawet ulga. (Azazell): “Możesz odejść w swoją stronę po tym, jak się umyjesz, najesz i przebierzesz albo zostajesz ze mną i przybierasz nazwisko Vorstiv, stając się moją siostrą.” (Fanel): “Nie mam, gdzie się udać. Więc raczej ta druga opcja, tylko czemu siostrą?” (Azazell): “Bo tak będzie łatwiej ci w życiu, a ja nie będę miał wykładów od dyrektorka i będę miał z kim pogadać prócz Asury. Dobra. Nie chce mi się wracać na piechotę” Złapałem ją za rękę i wciągnąłem do pierwszej lepszej bocznej uliczki, po czym wyciągnąłem jedną z kart i przycisnąłem do ściany jednego z budynków. (Fanel): “Jak to łatwiej? I kto to jest Asura?” (Azazell): “Można powiedzieć, że jestem jednym z najlepszych nauczycieli, a Asura to mój przyjaciel.” (Fanel): “Aha. Ale czemu mi pomagasz?” (Azazell): “Bo nie lubię widzieć, że taka młoda dziewczyna się marnuje i miałem taki kaprys.” (Fanel): “Kaprys, tak?” (Azazell): “Tak, a swoją drogą jesteś dziwnie gadatliwa, jak na byłego niewolnika” (Fanel): “Umiem szybko się dopasować, a w dodatku czuję, że mówisz prawdę.” (Azazell): “Mogę być dobrym kłamcą.” (Fanel): “Ale nim nie jesteś.” (Azazell): “A no, nie jestem” W tym momencie otworzył się portal z karty, był on czarny jak smoła, przez co wyglądał, jakby wchłaniał światło, a nie nim emitował. (Azazell): “Dobra, czas ruszać.” Złapałem przestraszoną Fanel i wrzuciłem ją w portal, a następnie sam przez niego przeszedłem. Oby Lira jeszcze spała, bo będzie mały problem, jak ją zobaczy w takim stanie.
  8. Ja się nie wypowiem bo nie mam nic do powiedzenia. Moją opinię znasz. Pisz kolejny Rozdział a może wpadnie AK.
  9. Aż się miło czyta. Ludzie niech ten człowiek będzie waszym mistrzem komentarzy.
  10. Kurdee formatowanie się zje...
  11. Dobra. Nie czas na myślenie o jej manie, czas coś wszamać. Jest wczesna godzina, więc Grubciu ma pewnie jeszcze jakieś kanapki. Jeśli nie, to zrobi. Skierowałem się w stronę stołówki, rozmyślając po drodze o planie zajęć czarnej magii. Czy zacząć od prostych sposobów na wykrycie jej? Czy może uczyć o potworach zrodzonych z tej magii? Trudne pytanie. Oj trudne. Gdy tak sobie rozmyślałem doszedłem do stołówki i do pewnego wniosku. A jest on taki, że nie chce mi się ich uczyć, ale muszę, więc zacznę od potworów. Otworzyłem drzwi i prawie dostałem w twarz ze szmaty. Robiąc szybki unik, spojrzałem w miejsce, skąd nadleciał cios. Stał tam jeden z kucharzy Grubcia i bił szmatą jakiegoś ucznia, krzycząc na niego, że tu trzeba przestrzegać kultury i takie tam. Więc zignorowałem to i poszedłem dalej, bo czemu mam się mieszać? Podszedłem do lady i zadzwoniłem dzwonkiem. Po jakiś pięciu minutach wyszła młoda, ładna, kucharka z uśmiechem na ustach. (Kucharka): “Co panu podać?” Ale ona ma uroczy głos… Zostań moją siostrą. Eee okej, nie spodziewałem się takiej myśli po sobie. Azazell, masz szlaban na wieczory z miłymi paniami. <L:No nareszcie to zrozumiałeś> (Azazell): “Jest może Grubciu?” <A:Czemu ty do mnie mówisz skoro wziąłem tabletki? Czy to możliwe, że Asura po raz pierwszy coś spierdolił?> (Kucharka): “Szef jest w tej chwili nieobecny.” <L:Działałyby gdybyś je zażył imbecylu! Przecież sam ci nawet przypominał!> (Azazell): “No dobrze, to w takim razie poproszę kanapki z kurczakiem na ostro.” <A:Hmm… Może zacznę brać ich więcej, by zamknąć tą twoją jadaczkę?> <L:Oj, daj spokój. Daj się trochę pobawić! A poza tym, i tak nigdy ich nie bierzesz!> <A:Koniec zabawy na dziś, marsz do łóżka! I to bez kolacji!> Wyjąłem z kieszeni pudełko z tabletkami i połknąłem dwie sztuki. Nim wróciła do mnie piękna pani kucharz już nie słyszałem Lalei. Podziękowałem kobiecie i wyszedłem ze stołówki z jedzeniem. Tylko teraz gdzie by tu pójść? Och, i tak swoją drogą dalej mam ubrany mundurek, jedną ręką klepnąłem się w udo i całe ubranie zaczęło się zmieniać na moje standardowe ubranie. Dobra, a teraz gdzie by tu pójść zjeść? Może znowu na platformę do góry? Hmmm… A może spróbować w ogrodzie, tak jak to robi Asura? Nie, to ostatnie odpada. W ogrodzie jest zbyt dużo ludzi. Może Lira też jest głodna? Spojrzałem na kanapki, a było ich sześć. Tak, sześć. Dużo jem i co z tego? Ehh… Niech stracę... Ruszyłem do pokoju. Idąc tak korytarzem, przechodziłem obok sal lekcyjnych. Zatrzymałem się przy jednej z nich. A dlatego, że to moja klasa i tego drugiego. Chciałem już wchodzić, lecz usłyszałem rozmowę między uczniami znajdującymi się w środku. (Uczeń): “Mówiłem, że nie przyjdzie. Tylko tracimy tu czas.” (Uczennica): “Mamy teraz teoretycznie zajęcia, więc musimy tu być. Co zrobisz jakby przyszła kontrola, a nas by nie było?” (Uczeń): “To nauczyciel będzie miał przechlapane.” To jest ten moment, kiedy wkraczam. (Azazell): “Wiesz, co? Raczej nie będę miał.” I oto nastała cisza. (Uczennica): “Pan Azazell, my tylko... “ Uciszyłem ją gestem ręki. (Azazell): “Spokojnie. Nic się nie stało. A teraz proszę na swoje miejsce.” Dziewczyna ukłoniła się i powiedziała. (Uczennica): “Już idę.” (Azazell): “Ach, co ja mam z wami zrobić? Moi drodzy uczniowie.” Podszedłem do biurka, położyłem torbę z jedzeniem i stanąłem przodem do klasy. (Azazell): “Chcecie bym zanudzał was, tak jak Asu czy od razu do ciekawych tematów?” (Uczeń): “A jak Pan uważa?” (Azazell): “Dobra, to ja sobie idę. Do jutra. Albo nie.” Gdy już chciałem się odwrócić, zabrać kanapki i wyjść, cała klasa jednocześnie krzyknęła. (Klasa): “Czekaj!!!” (Azazell): “Kurde. Głuchy nie jestem.” (Jakaś uczennica): “Niech pan nie wychodzi.” (Azazell): “Nie zamierzam nawet. Daliście się zrobić w chu… ciula.” (Uczennica): “Aha” (Azazell): “Dobra. Zacznijmy więc od referatów, kto ma niech położy go przed sobą.” Powstał mały szum i po chwili każdy miał przed sobą referat. (Azazell): “No to teraz róbcie to, co ja.” Uniosłem trochę ręce, a uczniowie zrobili to samo. Następnie klasnąłem, a klasa ze zdziwieniem powtórzyła to. Gdy tylko to zrobili ich referaty zaczęły się palić, a uczniowie popadli w lekką panikę. Z uśmiechem na ustach muszę ich poinformować że.... (Azazell): “Brawo. Nauczyliście się czaru, który bardzo mi pomógł.” (Klasa): “Że co!?” (Azazell): “Umiecie już rozpalić ognisko bez zapałek, koniec lekcji na dzisiaj. A teraz co czwarty numer z ławki, wstać.” Coś tam jeszcze protestowali z tym, dlaczego lekcja taka krótka i takie tam. Gdy się wszystko uspokoiło, a uczniowie co czwarty numer stali, postanowiłem ich oświecić. (Azazell): “Te dwadzieścia osób, co stoi, ma zaszczyt pójść ze mną do miasta, więc za dwadzieścia minut przy głównej bramie jest zbiórka” I cisza nastała. Czemu taka nie może być na zajęciach? A ci, co stoją czemu dalej stoją? (Azazell): “Macie pięć sekund, zanim się rozmyślę. Pięć. Cztery…” I w tym momencie zaczęła się bieganina, uczniowie z tej dwudziestki zaczęli wybiegać z sali jeden po drugim. Ja tymczasem poszedłem do biurka po swoje kanapki. Gdy chciałem już je zabrać, coś mnie tknęło i otworzyłem ostatnią szufladę biurka. W niej znajdował się mały dziennik. Otworzyłem pierwszą stronę i zacząłem czytać. Dziennik Nauczyciela Działy: Obrona przed czarną magią Nauka magii Mroczne bestie Zakazana domena: Czarna magia Własność: Iro Ferder - Vorstiv Hmm, wracają wspomnienia. Schowałem dziennik do kieszeni w płaszczu, chwyciłem kanapki i powiedziałem do pozostałych uczniów w klasie. (Azazell): “A wam, żeby się nie nudziło, napiszecie ten referat jeszcze raz, ale tym razem go sprawdzę.” Coś tam pomrukiwali, ale co mnie to obchodzi? Ej, chwila! Iro miała na nazwisko Ferder! Wydaje mi się, że je niedawno słyszałem. Dobra, teraz to jest nieistotne, może mi się tylko wydaje. Zajadając się kanapkami, ruszyłem do mojego pokoju, by zostawić trochę jedzenia, by Lira miała co jeść, jak wstanie. A potem udałem się do głównej bramy. No i fajnie… Jestem dziesięć minut po czasie. No ale cóż, ja mogę. Zbliżając się do bramy, zacząłem liczyć uczniów, było ich dwudziestu, więc mamy komplet. (Azazell): “Dobra. Zbierajcie się, bo ruszamy. Macie iść w parach, więc się dobierzcie albo ja was podobieram.” W ciągu chwili wszyscy byli gotowi, a ja stanąłem na przodzie i ruszyliśmy w stronę miasta. Jak na razie idzie wszystko z planem, a tymczasem. Na moich ustach pojawił się diabelski uśmiech. Czas zapolować. Proszę o naukę, poku... oj to nie to. Proszę o ocenę i komentarze. Przyjmę wszystoo.
  12. O ty śmieciu... LEL
  13. Okey to na 40% będzie
  14. @Grubciu ty... a gdzie dedyk dla mnie
  15. Króliczki to moja specjalność. LEL. więc może będzie jak poprosisz.