Siemaaaa!!! 

Na czytniku pojawiło się kilka rozdziałów THE SCHOLAR'S REINCARNATION. Niebawem będzie ich więcej, czytać możemy na -> http://bsmoki.pl/FoOlSlide-master/

 

 

Sefcia

Autorka - Seft
  • Content count

    1054
  • Punkty

    17960 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    30

Sefcia last won the day on April 2

Sefcia had the most liked content!

Community Reputation

1191 Mistrz Srebrnej Gwiazdki

About Sefcia

  • Rank
    Wyższy Bóg
  • Birthday August 10

Informacje

  • Płeć
    Kobieta
  • Imie
    Neko Sefcia
  • Wiek
    Tajemnica :*

Recent Profile Visitors

1499 profile views

Profile Song

  1. demony

    Trochę czasu minęło od ostatniego rozdziału, mam jednak nadzieję, że ten też będzie się podobał Rozdział 43 Kiedy się uspokoiłem chciałem już wyjść, ale na szczęście przypomniałem sobie o reszcie duchów. Opowiedziałem o nich Egnie, powiedziała, że wie co z nimi zrobić, ale zmora jest priorytetem, z czym bezsprzecznie się zgadzam. Teraz stoję przed wkurzoną blondynką. Ciekawe czemu jest zła, hehe… -Gdzieś ty był! - to było pierwsze, co usłyszałem po przekroczeniu progu gildii. Iz zrobiła scenę i teraz jesteśmy w centrum uwagi… Czemu mi to robisz, siostrzyczko… -No… Spacerowałem po mieście, hehe… Nie mogę? -Co ja ci mówiłam o wracaniu po ciemku! Miałeś tego więcej nie robić! -Ale! To była ważna sprawa! -Jaka ważna sprawa?! Ja tutaj się martwię, gdzie poszedłeś! Co robiłeś?! -Szukałem duchów. W tłumie wybuchł głośny śmiech, lecz szybko został uciszony. -Co ty robisz… Chcesz być jak ci kapłani, którym odbiło czy co… - złapała się za czoło, a potem przetarła oczy. Wygląda na zmęczoną - Któryś cię o to poprosił? Odpuść to sobie, to nie jest warte zachodu. Tu nie ma wielu duchów - lekceważąco machnęła ręką. Gdybyś widziała to, co ja… -Ale to było naprawdę, naprawdę ważne! -Co było takie ważne?! - zapytała zniecierpliwiona. -Nie mogę powiedzieć… - westchnęła zmęczonym głosem, chyba mi nie wierzy - Gdybym powiedział, to byś się bardzo mocno wystraszyła! - próbowałem ją przekonać - Coś, czego nie widzą wszyscy, a może wyrządzić szkody jest straszne! Ponownie z tłumu dobiegł śmiech. Gdybyście tylko go zobaczyli, to ciekawe czy śmiali byście się tak samo. Zacisnąłem mocno pięści. Robię to dla was, a wy… -Dobra! Spokój! - usłyszałem donośny głos pana Grunda, a moja narastająca frustracja prysła - Mam rozumieć, że stało się coś ważnego, ale to może poczekać. Najpierw zajmę się czymś innym, dobrze? Mistrz gildii kucnął przede mną i poklepał po głowie. Chyba pan nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji… Patrzyłem na niego zły. -Rad, marsz do łóżka! A potem trzeba zająć się tymi szalonymi kapłanami… Szalonymi? Dlaczego szalonymi? Przyznaję, że ich dzisiejsze zachowanie było dziwne, ale żeby od razu nazywać ich szalonymi? -O co chodzi? - zapytałem zdezorientowany. -Ach, ty nic nie wiesz. Kapłan, który odprawiał rytuał odmłodniał i teraz wielu innych szaleńczo poszukuje duchów, by mogli odprawić rytuał, odesłać je i też odmłodnieć. Że co, proszę? To musiał być wpływ bogini… Definitywnie. Ale jeśli upierają się przy tych duchach i wyjdą poza miasto… Bez ochronnego amuletu zmora albo ich zabije albo przejmie i wejdzie do miasta, a jeśli może dowolnie zmieniać opętanych będziemy mieli totalną katastrofę… Samo myślenie o tym doprowadza mnie do bólu głowy… -Rad! -Hm? -Żadne “hm”! Do łóżka! - zdenerwowana Iz wskazała na schody. Dobra, muszę się jutro pozbyć tego ducha! Pobiegłem na schody, zostawiając za sobą tłum. Rano tym razem nie obudziło mnie słońce. Za oknem było szaro i wyglądało jakby miało się mocno rozpadać. Idealna pogoda pasująca do posępnego nastroju duchów. Muszę pamiętać o tej zasłonie i kompletnie zapomniałem o tej uwięzionej zmorze! Tylko czy to na pewno zmora? Czy może inny typ ducha? Dobrze, że przynajmniej jest uwięziony. Gdy już chwyciłem torbę i miałem zejść na dół przypomniało mi się coś. Dzisiaj muszę oddać tą księgę tym dwóm handlarką! Kompletnie zapomniałem! Włożyłem gruby czerwony tom do torby i zszedłem na dół. Przy samych schodach przywitał mnie szczekający i wiercący się Liberge, który co chwilę obracał się w stronę okienka w części jadalnej. -Tak tak. Już idę, żarłoku. Szybko złożyłem zamówienie na solidne śniadanie dla nas obydwu i zająłem stolik pod tablicą pomocników, który stał się moim stałym miejscem. Nie czekałem długo na jedzenie, choć wolałbym by było szybciej zrobione. Po posiłku zwróciłem się do szczeniaka. -Słuchaj uważnie, dzisiaj jesteś mi potrzebny. Będziemy polować na zmorę i musimy ją ubić nie ważne co! Jednak trudno ją znaleźć za dnia więc liczę na ciebie. Mały zaszczekał w odpowiedzi. Poprawiłem torbę na ramieniu, odłożyłem talerze i chciałem wyjść, lecz kilku awanturników mnie zatrzymało. -Co tam, mały? -Urządzamy sobie polowanie na duchy? -Hej, może nas też zabierzesz i podszkolisz? Kpili, po czym roześmiali się. To jest poważna sprawa, a wy… Zacisnąłem mocno pięść, aż paznokcie wbiły się w skórę. Nie pomogę wam, jeśli was dopadnie. Przepadnijcie wraz z wszystkimi, którzy wyśmiewają moją pomoc. Zmrużyłem oczy, patrząc na nich. Przestali się śmiać, zauważyłem, że jeden dostał gęsiej skórki, po czym spojrzeli na mnie uważnie. -No, nie złość się. -Żartowaliśmy przecież, haha. -Nie rób takiej strasznej miny, mały. -Dość! Co wy robicie?! Zostawcie go! - krzyknął ktoś z tłumu. -Hi! Mistrz gildii! -My tylko żartowaliśmy, mistrzu. -To nieporozumienie! -Jeśli macie czas na zaczepianie dziecka i żartowanie z niego, to rozumiem, że macie już wyrobioną dzienną normę misji, tak? A może po prostu lenicie się? Zmiatać mi stąd! Do zachodu słońca macie wykonać trzy misje rangi D! Inaczej nie wpuszczę was do gildii! -Mistrzu! -Trzy misje rangi D to dla nas za dużo! - oponowali. -Nadal tu jesteście?! Zamiast marnować czas na narzekanie przeznaczcie go na wypełnienie misji! Już, wynocha! Albo osobiście się was pozbędę! -Tak! - krzyknęli chórem, po czym zniknęli, wśród śmiechu ludzi wokół nich. -Rad, wszystko dobrze? Co do wczoraj… -Robię coś naprawdę ważnego! Nie zamierzam z tego rezygnować! - krzyknąłem, sfrustrowany. -Dobrze, dobrze, rozumiem. Nie będę cię powstrzymywał, ale chcę byś nie wdawał się w rozmowy z kapłanami o duchach. Dobrze? -Dobra… - odpowiedziałem od niechcenia. -Ach, Rad! - z tłumu usłyszałem głos Iz, która po chwili stanęła u boku pana Grunda - Dziś też będziesz chodził po mieście? - zapytała, na co skinąłem głową - Tylko pamiętaj… -Żeby wrócić przed zmrokiem, prawda? - dokończyłem - Pamiętam, wrócę wcześniej chyba, że coś mnie zatrzyma. -Rad! -Robię to dla waszego bezpieczeństwa! Okaż trochę wdzięczności! - nie wytrzymałem i wybuchnąłem. Nie to miałem zamiar powiedzieć, ale to ich wina! Ignorują moje starania, myśląc, że to dziecinne zabawy! Pokaże wam jeszcze! Udowodnię, że duchy istnieją i są nawet bardziej niebezpieczne od potworów z misji! Zignorowałem ich zszokowane spojrzenia utkwione we mnie, tak jak i innych osób wokół, i wyszedłem z budynku, nie chcąc dłużej przebywać wśród ignorantów.
  2. Sądzę, że będzie ciekawie Dzięki za rozdział, Bro
  3. Powinno być "krzyknąłem" skoro mówi to Kuro i to jego PV. Dzięki za rozdział i czekam co dalej
  4. Rei tak bardzo w stylu psycholka, aż nie wiem co wymyślił z tym ciałem wampirzycy Ta końcowa rozmowa tak bardzo nie miała sensu, że trochę trudno było to czytać. A to jak Ris powstrzymywała się przed ugryzieniem liska było śmieszne Dzięki za rozdział i jestem ciekawa ciągu dalszego, zarówno u nauczycieli jak i uczennic
  5. Jej, w końcu poczułam fabułę w tym chaotycznym dziele Dzięki Bro \o/
  6. Cóż, nie tylko ciebie. Ale musicie to znieść
  7. No, udało się. Rozdział jest Miłego czytania ^^ Rozdział 42 - Śmiertelny dotyk... -Patrz jak leziesz, dzieciaku! Powstrzymałem się przed okazaniem niezadowolenia, gdy patrzyłem na nich. -Na co się gapisz?! -Szefie, widziałem go razem z tymi dzieciakami. -Ho? - jeden z nich spojrzał na mnie - No to się zabawimy, żeby dać im nauczkę, że z nami się nie zadziera. - uśmiechnął się krzywo i uderzył pięścią w swoją dłoń. Co jest? Zostałem uznany za członka gangu tych dzieciaków? Czemu?! Ja nawet się na to nie zgodziłem! Przebiegłem wzrokiem po nich, wszyscy mieli takie same, niebieskie chusty przewiązane przez lewe ramię. To jakiś znak gangu? Nieważne, nie mam zamiaru teraz się z nimi bić. Obróciłem się na pięcie i ruszyłem w przeciwną stronę. -Patrzcie! Ucieka! -Przestraszył się chłopczyk i ucieka do mamusi! -Za nim! Chłopczyk?! Ja wam dam chłopczyka! Niech tylko ogarnę te wasze zasady, to tak wam nakopie, że stać nie będziecie mogli! Ale najpierw muszę ich zgubić… Gdzie powinienem się ukryć? Do Egny nie wrócę i nie będę jej zaprzątać głowy takimi rzeczami… Do gildii też nie… Zostaje tylko to miejsce, co? Pobiegłem najszybciej jak mogłem, słysząc za sobą wrzaski tych dzieciaków. Zacząłem kluczyć między uliczkami, by ich zgubić. Biegłem i biegłem, nie patrząc za siebie. Wkroczyłem nawet na teren slumsów. Zrobiłem dziwne kółko po pewnej części miasta. Nie wiem, ile czasu mi to zajęło, jednak słyszałem za sobą zmęczone głosy. -Ten dzieciak jest szybki… -Jak on może tak biec… -Za… Nim… Przebiegłem obok wejścia na podwórze, gdzie wcześniej była Jessi, a teraz krążą już tam ludzie. Skręciłem w kilka uliczek i wskoczyłem do niewielkiej dziury w budynku, po czym wstrzymałem oddech. Usłyszałem jak przebiegają obok ciężkie kroki zmęczonych, goniących mnie osób i, gdy zaczęły cichnąć w oddali, odetchnąłem. Sam zacząłem dyszeć, dopadło mnie zmęczenie po takim biegu… -Niezły bieg, aż kurzyło się za tobą - usłyszałem ironiczną wypowiedź i już wiedziałem, kto to - Powinieneś zacząć robić takie biegi dla ćwiczeń. -Daj spokój, Kifid... Wolałbym raczej byś nauczył mnie walki dwoma ostrzami… -Wątpię, byś potrzebował jakiejś nauki. -Umiesz więcej niż ja, więc byłbyś odpowiednim nauczycielem… -Hm… Nawet jeśli miałbym się na to zgodzić, to tylko w godzinach wieczornych i nocnych. -Czemu? -Mam wtedy większą moc, łatwiej cię będzie uczyć. -A nie dać mi wycisk? -To też. Jeśli naprawdę chcesz, bym cię uczył zacznij tak biegać codziennie jak teraz, dla wytrzymałości i wymyśl sobie jakieś ćwiczenia siłowe, byś był w stanie utrzymać dwa ostrza. -A nie lepiej bym jeszcze mógł nimi machać? -To będzie następne, zawsze będę mógł cię pouczyć, że jesteś za słaby. -Bardzo śmieszne. -Bardzo - miałem wrażenie, że mógłby się uśmiechać. Dobra, powinienem się zbierać. Wstałem obolały i wychyliłem się z dziury, sprawdzając czy na pewno zgubiłem pościg. Uff. Wyszedłem z ukrycia, a potem z małej uliczki na trochę większą i w końcu byłem z powrotem na jednej z bardziej ruchliwych. Co jeszcze mnie dzisiaj spotka… Chodziłem dłuższy czas po mieście, rozglądając się. Przechodząc obok publicznej łaźni, postanowiłem zajrzeć przez okno. Przy jednej z balii siedział mały staruszek. Miał dużą głowę w porównaniu do wychudzonego ciała. Jego broda i długie włosy były w nieładzie. Akurat spojrzał w moim kierunku, po czym schował się za balią. Dziwne. Chciał się przede mną ukryć? Chwilę jeszcze wpatrywałem się w okno i minąłem łaźnię. Szwędałem się po mieście, wypatrując duchów, ale zwykłych dusz nigdzie nie było. Tak jak myślałem są za słabe, by pokazać się w dzień. Jedną, mniejszą bramą wyszedłem poza miasto na pola uprawne i napotkałem tam kilka chat. Wygląda, że pod miastem z tej strony urządziła się niewielka wieś. W gospodarstwach były kozy, kury, i kilka owiec, które chodziły tu i tam, skubiąc trawę. Biegało też kilka dużych psów. I nie mówię tu o zwykłych dużych psach. Najmniejszy miał z metr wysokości, a największy prawie półtorej metra. Z jakiegoś powodu jestem przekonany, że nie powinny tak wyglądać. Coś musiało się stać, coś musiało na nie wpłynąć… Ale czemu o tym myślę? Słońce zachodzi, powinienem wracać, ale duchy widać lepiej w nocy… Siostrzyczka się zdenerwuje, jeśli wrócę późno. Hm? Przez chwilę widziałem niewyraźny kształt przypominający ludzką sylwetkę, ale nie ma go teraz. Przywidzenie? Ale coś mi podpowiada, że powinienem to sprawdzić… Tylko jak mam to zrobić? Jeśli to naprawdę duch, może uda mi się go dostrzec, ale co jeśli to coś innego? Niepewnie ruszyłem w kierunku, w którym domyślnie szedł duch. Hm, sucha trawa? Ale wszystko wokół jest w miarę normalne… Jakiś duch musiał tedy iść, chyba że tą suchą ścieżkę trawy zostawiło coś innego. Idąc tym tropem, przeszedłem obok okna jednej chaty, potem obok drugiej. Obszedłem wszystkie chaty oraz zagrody i spichlerze. Potem ścieżka urwała się na drodze. Gdzie dalej to poszło? Nagle usłyszałem przejmujący krzyk. Pobiegłem tam, to był krzyk kobiety. Stała nad mężczyzną, który miał przerażenie na twarzy. Skóra była nienaturalnie blada, ale kończyło się to na klatce piersiowej. Ręce miały normalny kolor, więc nie rozumiem tego. Kierowany przeczuciem obróciłem się do tyłu i zobaczyłem wiszącą nad polem postać. Zgarbiona, pochylona, jakby spoglądała na coś, niewyraźna przez przebijające się przez nią promienie słońca. W długiej szacie, dopiero po chwili dostrzegłem, że spogląda na swoje ręce. Odwróciła się w tą stronę. Łoł! C-co to jest? Aż się przewróciłem ze strachu. Miała przerażoną twarz jakby to ona się bała, ale ten uśmiech. Wykrzywiony uśmiech… Przerażający… Obróciłem się na chwilę, by spojrzeć na trupa, miał taką samą przerażoną twarz. Gdy z powrotem spojrzałem na pole nic już tam nie było… Co to za makabryczny duch?! Wstałem i po raz kolejny spojrzałem na trupa, teraz jak się przyglądam ma ślady palców na szyi, a na twarzy jest odcisk dłoni… Ten duch… Zabił go, dotykając i dusząc? Ale po co ta ręka na twarzy? Chwila, teoretycznie ten też mógłby stać się duchem, ale nic tu nie lata… Za wcześnie? Czy może ten drugi coś mu zrobił? Duchy mogą zabijać się nawzajem? Powinienem natychmiast powiedzieć o tym Egnie! Jest późno… Ale to jest ważniejsze! Pobiegłem w stronę bramy, a potem przez ulicę. Minąłem jakiegoś kapłana i skierowałem się do zachodniej części miasta, gdzie jest staruszka. Po drodze minąłem kilku kolejnych kapłanów, co było dziwne. Wcześniej nie widziałem żadnego na ulicach dalekich od świątyni. Stało się coś? Na dodatek tak uporczywie się rozglądali… Patrząc na nich, poczułem się, jakbym obserwował drapieżnika wypatrującego zwierzyny… To nie w stylu duchownych, którzy nie walczą. Ech? Kolejna myśl nie wiadomo skąd… Nieważne! Muszę powiedzieć Egnie! W końcu dotarłem na miejsce i prawie wleciałem na stół, który stał na środku. To było tutaj wcześniej? -Uważaj trochę, jest nowy. Ktoś postanowił się go pozbyć, bo drewno ma dużo drzazg, ale mi się przyda. -Stół jest nieważny! Duch! Duch! Wydaje mi się, że zabił człowieka we wsi pod murami! Staruszka milczała, lecz jej zwykle zmrużone oczy otworzyły się szeroko. -J-jak on wyglądał? - zapytała drżącym głosem. -No… Był w długiej szacie, jego twarz… -Twarz? -Tak… Przerażająca twarz, która była niby przerażona, ale uśmiechała się krzywo… Ten duch sam przerażał. Wyglądał jakby się cieszył, że kogoś zabił… -Zgroza… - wymamrotała. -Co? -Zgroza. Duch osoby, która umarła, będąc bardzo przerażona. Często ma swoją twarz, która jest wykrzywiona w przerażeniu. Nienawidzi swoich zabójców lub osób, do których miała wielką urazę. Nienawiść napędza takiego ducha. Jest niezwykle niebezpieczny, bo może dotykać i zabijać żywych. Słysząc to, gwałtownie wciągnąłem powietrze. Myślałem, że nic mi nie grozi skoro mam Kifida i mogę dotykać duchów, ale duch, który może dotykać żywych i ich zabijać… To jest naprawdę niebezpieczne! -Ale… On nie może wejść do miasta, prawda? - zapytałem przerażony. -Jeśli kogoś opęta, wejdzie tu bez problemu. Lecz to raczej rzadko się zdarza. Bardziej wolą zabijać przez dotyk. No to i tak źle… Mamy poważny problem.
  8. Dzięki za rozdział, Shin \o/ Spodziewam się jakiejś akcji w mieście
  9. Fajna 😁 i widać że psycholek to kitsune
  10. za 2-3 miesiące, zależy jak mu pójdzie z weną
  11. ale jak będzie w propozycjach to Gaido o tym nie zapomni
  12. No postaraliśmy się, ale nadal 1 like brakuje
  13. Proponuję dział na one-shoty gdzie każdy będzie mógł wstawiać swoje wypociny (aktualnie coś takiego jest tylko w 18+)
  14. Dowiesz się w nexcie