Siemaaaa!!! 

Na czytniku pojawiło się kilka rozdziałów THE SCHOLAR'S REINCARNATION. Niebawem będzie ich więcej, czytać możemy na -> http://bsmoki.pl/FoOlSlide-master/

 

 

sQubany90

Autor - sQubany90
  • Content count

    80
  • Punkty

    475 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

sQubany90 last won the day on March 15

sQubany90 had the most liked content!

Community Reputation

62 Myśliwy

2 Followers

About sQubany90

  • Rank
    Doświadczony Świeżak
  • Birthday

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

330 profile views

Profile Song

  1. Przygody Promi'ego nie będą sie pojawiać przez najbliższe 2-3 tygodnie. Muszę zaliczyć przedmioty zawodowe bo nie zdam :(.
  2. Rozdział 11 Narada trwa, a na dole trwały walki. Pomimo tych walk statek nie był atakowany. Prawdopodobnie dlatego ze sam nie brał czynnego udziału w walce. Promi, Gustav i kapitan statku który miał na imię Cody, omawiali plany pomocy dla posterunku, który zapewniał dostawy zaopatrzenia na polu bitwy. W czasie tej narady załoga Promi’ego została mocno zmieniona. A raczej uzupełniona w 3 nowe kompanie ( 1 kompania to 60 – 110 ludzi ) oraz 2 patrole ( od 3 – 15 ). Natomiast, jeśli chodzi o oddział Gustav’a to zostały one jedynie uzupełnione do 2 kompani. Ich łączna ilość ludzi tworzyła batalion ( 300 – 700 ). Były to nadzwyczajna sytuacja, kiedy tak młodzi dowódcy dostali pod swoją komendę tylu ludzi. Od wylądowania opłynęło już ponad 1 godzina. Po tej godzinie drzwi mostku się otworzyły, co było jednoznaczne z tym że narada się skończyła. I tak było od razu wyszli z mostku Gustav i Promi. Skierowali się do hangaru gdzie doznali szoku, około 660 ludzi czekało na ich przybycie. Dwóch żołnierzy podeszli do nich jak tylko się pojawili. - Dowódco Promi jestem kapitan Rex, ja, 3 kompanie i 2 patrole będziemy pod pana rozkazami. - Ja natomiast służę pod panem, ja i 2 kompanie czekamy na rozkazy. - wyjaśnili obaj z kapitanów. - Dobrze, ale jak będziemy się przemieszczać. Jest nas zbyt dużo? - Zapytał Promi podziwiając inny typ zbroi, który mieli na sobie kapitanowie. - Proszę się nie martwić został nam przydzielone nowe helikoptery. W zasadzie to nie są helikoptery, tylko kanonierki. Służą do przewozu ludzi w jednej można zmieścić około 30, a mamy ich na tym statku ponad 300. Więc spokojnie starczy. - Wyjaśnił Rex. - Rozumiem, więc ładować się na te kanonierki i lecimy, co nie? - Spojrzał na Gustava, Promi. - Tak, słyszeliście ładować się i lecimy. - Rozkazał Gustav. - TAK JEST! - odpowiedzieli wszyscy stojąc na baczność. Po wykrzyczeniu żołnierze rozbiegli się do kanonierek, jedynie Cody i Rex zostali. Byli oni 2 dowódcami po Gustavie i Promi’m. Więc musieli być przy nich czy im się to podoba czy nie. Chwile później 22 kanonierki wyleciały z PLZ’tu w kierunku posterunku. Lot był dość nieprzyjemny, gdyż wokół latały pociski artyleryjskie jak i zwykłe pociski. Lecz nie było to coś co mogło zagrozić kanonierkom. Lot trwał a zagrożenie ze strony latających pocisków narastała. Promi przez większość czasu się nad czymś zastanawiał, ale w końcu coś powiedział. - Czy jakiekolwiek media wiedzą o tym co się tu dzieje? Czy raczej co o tym mówią, bo tu jest tak jakby regularna wojna. - Zapytał się Promi każdego. - Dowódco, obywatele zostali poinformowani ze aktualnie jest tu wybuch wulkanu. - Wyjaśnił Rex. - Ludzie to naprawdę łyknęli? Chyba nie są aż takimi idiotami? - Nie wiem, ale wiem ze większość i tak ignoruje te wiadomości. - Rozumiem, czyli wszystkiego możemy się spodziewać. - Rzekł ściskając rączkę. - Tak d … ( przerwał na chwilę ) Dowódco za chwilę lądujemy, jakieś rozkazy? - Zapytał z grzeczności, ale też by ocenić swojego dowódce. - … zrobimy tak, na początku zabezpieczymy cały posterunek. Następnie obydwa patrole mają zbadać pobliski teren, mają wyszukać strategiczne punkty takie jak : wzniesienia, doliny, urwiska i tak dalej. Jak już upewnimy się ze posterunek jest bezpieczny wyruszymy w głąb walk, spróbujemy dojść do centrum walk gdzie walczy generał Rick. Może być taki plan? - Spojrzał na Rex’a i Gustav’a, spodziewając się sprzeciwu czy śmiechu. - Spodziewałem się jedynie ze zabezpieczymy posterunek i nie będziemy dalej ingerować w walkę, jak jak tak chcesz to dołączymy do ciebie. Cody poinformuj naszych żołnierzy o planie. - Już ich informuje. - odszedł od nich by nie przeszkadzać. - Co sądzisz Rex o planie?? - Zapytał troszkę się denerwując. - Tak jak dowódca Gustav nie spodziewałem się czegoś takiego, widzę ze lubi pan zmieniać plany. - To źle? - Jeśli mogę być szczery, moi ludzie jak i ja sam miałem nadzieje ze pójdziemy walczyć. Pan jak moi ludzie mają taki sam charakter, pójdą za panem. - Cieszę się. A teraz, za ile dolecimy?? - Dowódco, jakieś 3 minuty temu dolecieliśmy czekamy na pozwolenie do lądowania. - Macie to zezwolenie lądujcie!! Na co wy czekaliście, jeśli mamy razem pracować to po robocie musimy się lepiej poznać. Wylądowali natychmiast, i od razu rozpoczęli walkę. Kanonierki wylądował na tymczasowym lądowisku, dzięki temu tylko z jednego kierunku mogli do nich strzelać. Miało to też swoje wady, było one za małe by wszystkie w tym samym momencie mogły wyładować żołnierzy. Zmieściły się tylko 3 w tym samym momencie. Żołnierze wroga zaczęli się wycofywać, nie mieli już przewagi liczebnej dzięki której wygrywali dotychczas. Nie oznaczało to ze nie powrócą. Promi rozstawił 2 kompanie na północnym-wschodzie gdzie Gustav swoje kompanie na północnym-zachodzie okrążając tym samym cały posterunek. Ta 1 kompania było jako wsparcie dla obydwojga. Po rozstawieniu Promi wysłał swoje 2 oddziały patrolowe na zwiad. W tym czasie Gustav rozkazał żołnierzom odpocząć, ale być czujnym, gdyż wróg może zaatakować w każdym momencie. Wróg ostatecznie nie zaatakował, w tym czasie patrole wróciły i opisały dokładnie miejsce gdzie mogą być prowizoryczne pułapki. Mając te informacje Promi razem z Gustavem mogli dostać się do serca walk praktycznie beż żadnych niespodzianek, jednak i tak pomimo tych informacji coś możę się stać. - Rex poinformuj kompanie ze za 20 min wyruszamy. Niech się przygotują, powiedz im żeby zabrali przy okazji coś przeciwlotniczego. Coś czuje ze się przyda. - Powiedział kończąc ostrzyć swoją broń. - Rozumiem, coś przeciwlotniczego może być cokolwiek tak? - Zapytał dla pewności. - Tak, i niech zabiorą pokarm i opatrunki . - Rozumiem, już wszystko załatwiam. Powiadomię również dowódce Gustav’a. - odpowiedział odchodząc. - Tak powiadom ich. Minęło 20 min, wszystkie kompanie były gotowe do wymarszu. Jednak brakowało jednej osoby tą osobą był Gustav. Po odczekaniu 7 min jeden żołnierz go zobaczył jak biegnie z toi toi’a. - JESTEM! - wykrzyczał biegnąć w stronę Promi’ego. - Fajnie. - Powiedział zniesmaczony – Tak więc WYMARSZ! THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Na dole wygląd Rex'a i Cody'ego
  3. Rozdział 24 – Czas!! Promi razem z swoim oddziałem wypoczywali po walce. Walka ich wykończyła. To była 1 taka bitwa jaką stoczyli. Lecz czas płynie i nieubłaganie musieli się w końcu ruszyć, niepokoiło także ich to, że posiłki nie przybyły. Nie dostali żadnego komunikatu o walce na powierzchni. - Dobra chłopaki ruszamy, na górze na pewno coś się dzieje. - Powiedział ubierając szal. - Słyszeliście kapitana panowie, do góry dupska. - Słyszeliśmy kapitana, nie musisz tak od razu nami rozkazywać. - Rzekł jeden z żołnierzy. - Panowie, to nie czas na kłótnie, teraz najważniejsze jest wyjście na zewnątrz. - Zrozumieliśmy kapitanie, przepraszamy. - No, kiedy odpoczywaliście ja się trochę tu rozejrzałem i znalazłem przejście. Możliwe, że doprowadzi ono nas do wyjścia, dlatego połowa oddziału pójdzie ze mną a reszta pójdzie drogą, którą tu przybyliśmy. Jeśli któraś z grup wyjdzie pierwsza ma czekać na tą drugą, zrozumieliście?? - Tak! / Oczywiście! / Jak zawsze! ... - To ruszamy. Obie grupy wyruszyły. Promi skierował swą grupę do przejścia, które znalazł. Przejście, którym szedł razem z żołnierzami było spokojne. Nie spotkali żadnych pułapek czy wrogów. Szli tą drogą dość długo - godzinę, dwie. Promi nie wiedział gdzie idzie, ale wiedział, że ta droga musi iść na zewnątrz. Po kolejnej godzinie dotarli do włazu, który prawdopodobnie był wyjściem. Po otwarciu znaleźli się dosłownie 5 metrów od wejścia którędy weszli. Czekała na nich tam już druga połowa zespołu. Odpoczywali, ale nie wszyscy, 1 żołnierz wyglądał za drzwi. Wszyscy byli jakoś przybici. Wkrótce, jak zobaczyli Kapitana i resztę, humor im się poprawił. - KAPITAN! - Wykrzyczał żołnierz. - Co się stało? Od jak dawna na mnie czekacie? - Zapytał. - Myśleliśmy, że nie żyjecie, lecz nie to teraz jest ważne, proszę spojrzeć na zewnątrz kapitanie! - O co ci chod ............ Boże święty miej nas w opiece. Co to jest ? - Zapytał przerażony. - TO WOJNA KAPITANIE. Wokół dawnych gór latał myśliwce, jeden zestrzeliwał drugiego. Krążowniki wroga walczące 1 na 1 z zakonnymi PLZ. Raz wygrywał jeden raz drugi. Na lądzie było prawdziwe piekło, wszędzie trupy, rozczłonkowane zwłoki, spaleni ludzie. A mimo tego obydwie strony bombardowały naziemne jednostki wroga, starając się przy tym bronić swojej strony. Było to rozpoczęcie prawdziwej wojny pomiędzy Zakonem i Organizacji przeciwko Spaczonym. - Co robimy kapitanie!? - Połącz się z najbliższa sojuszniczą jednostką szybko! - wykrzyczał Promi. - Tak! - Majstruje coś przy urządzeniu – Kapitanie jest sygnał! - Mówi oddział 23 będący załogą 13 PLZ’u pod dowództwem Generała Rick’a. Z kim rozmawiam? - Mówi Promi, kapitan niezależnego oddziału do zadań specjalnych 1 PLZ’u pod dowództwem Kapitana statku Artura P. - Oznajmił. - Miło słyszeć głos przyjaciela, jestem Gustav kapitan 23 oddziału. Nie ukrywam przydałaby się nam pomoc, otoczyli nas żołnierze spaczonych. - Da rade, jaka jest przestrzeń lotnicza? - W miarę czysto największe walki toczą się w środku, jakieś 12 km z mojej pozycji na wschód. - Rozumiem lecimy do was, niech moc będzie z wami. - Czekamy. - Wszyscy do helikopterów, lecimy pomóc naszym! - Machnął ręką porozumiewawczo. Promi razem z całym oddziałem ruszyli w stronę helikopterów. Na szczęście wokół ruin nie toczyły się walki, dzięki czemu nie napotkali żadnych trudności. Załadowali cały sprzęt jaki wcześniej rozłożyli i wyruszyli w stronę 23. Przelatując nad teren gdzie walki się skończyły było czuć spalone zwłoki i nie tylko. - Kapitanie, kapitan 23 czeka na linii. - Połącz mnie. - Halo jesteś tam? - Jestem jak tam sytuacja? - Kiepsko, jesteśmy coraz bardziej spychani, jak tak dalej pójdzie nie wytrzymamy nawet 10 min. - Spokojnie będziemy za niecałe 3 min. W tym czasie przygotuj swój oddział, jak tylko dotrzemy rozpoczniemy ostrzał z powietrza. Po czym wylądujemy i zabierzemy was stamtąd. - Rozumiem, już ich powiadamiam. Bez odbioru. - Bez odbioru. Oddział Promi’ego dolatywał już do oddziału 23. Promi rozkazał przygotować broń, żołnierze wyciągnęli i przymocowali przenośny karabin gat-linga. Po dotarciu helikoptery jak i sami żołnierze rozpoczęli ostrzał, który trwał niespełna 15 min. Upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnych przeciwników, wylądowali. - Ruchy, szybciej, szybciej! Zabezpieczyć mi ten obszar. - Rozkazał wykrzykując polecenia. - Haha taki młody a już wie jak podporządkować sobie żołnierzy. Cześć jestem Gustav. - Cześć, Promi jestem. Co tu się dzieje? Byłem razem z oddziałem na przeszukiwaniu ruin, a jak wyszedłem to wojna mnie przywitała. - Ja też nie wiem co tu się stało. Wiem tyle, że cała flota spaczonych zaatakowała jakiś PLZ. Generał nie chcąc tracić krążowników zebrał wszystko co się dało i wyruszył. A później to już tylko dosyłaliśmy posiłków. - Dobra, wsiadajcie resztę mi powiesz w środku. Zbieramy się chłopcy do helikopterów. - My też idziemy chłopaki. Żołnierze obydwu oddziałów zaczęli się wycofywać do helikopterów, zabierając przy tym wszystko co się dało. Jak już zebrali co się dało wysadzili swoje umocnienia. Była to taktyka zapobiegawcza dostaniu się umocnień w ręce wroga. Wznosząc się zobaczyli wrogów, więc poczęstowali ich seria z karabinów. Chcieli kontynuować atak z powietrza, ale Promi im zakazał mówiąc, że nie mają na tyle amunicji, żeby atakować wroga, który im nie zagraża. Kierowali się w stronę PLZ’u, który nie był pod żadnym atakiem wroga. Mogli by tam uzupełnić amunicję, zostawić rannych i się opatrzeć po czym wyruszyć na front. Lot nie trwał długo, ale był pełen przeszkód. Na początku zostali zaatakowani przez myśliwce wroga, które zestrzelili po chwili. Następnie oddział dział przeciwlotniczych ich atakował, tutaj nie dało się nic zrobić jak tylko unikać pocisków. Zajęło im to pół godziny ale dotarli do PLZ. Podchodząc do lądowania byli wypytywani o wszystko co się dało. Była to procedura, którą każdy helikopter musiał odbyć. Lecz w końcu się udało i wylądowali, gdzie powitał ich Kapitan statku. Promi razem z Gustavem poszli na mostek gdzie była narada. A załoga miał uzupełnić amunicję, zatankować statki, zostawić rannych, zjeść coś i się przygotować. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Pod spodem obraz przedstawiający bitwę.
  4. Rozdział 23 Po przejściu przez gigantyczne drzwi znaleźli się w gigantycznym pomieszczeniu. Miało ono 30 metrów wysokości i 50 metrów szerokości na oko. Na środku znajdował się dość mały stolik, a wokół niego ludzie, którzy przeprowadzali rytuał. A raczej czekali, bo go skończyli kilka chwil wcześniej. Po momencie mały stoliczek się rozpadł a z jego środka ulatniał się czarny, niczym smoła, pył. Chwile później pył się uformował w stwora, niczym z piekła rodem. Bez twarzowy potwór, stojący na czterech łapach. Wszystko oprócz jego maski, która była też jego twarzą, było czarne. Promi razem z podległymi pod nim żołnierzami wpatrywali się w stwora, który po przyzwaniu zmasakrował przyzywających i ich zjadł. Po zjedzeniu ostatniego przyzywającego spojrzał się na Promi’ego i żołnierzy. Po spojrzeniu zaczął przygotowywać się do ataku. - Kapitanie, to End. Trzeba się przygotować na najgorsze. - Wykrzyczał jakiś żołnierz. - Czyli? - Zapytał wstrząśnięty. - Czyli na odwrót. Po za ty… Uważaj kapitanie. - Ends zaatakował. Promi zdołał zablokować atak wyprowadzony przez potwora. Nim Ends zdołał się oddalić, żołnierze go otoczyli i otworzyli ogień w kierunku jego i Promi’ego. O dziwo żadna z kul nie trafiła Promi’ego. Ends po dostaniu tylu kul bezpośrednio w ciało powinien zginąć, natomiast on nie odniósł żadnych obrażeń. Jeden żołnierzy zauważył, że tego typu kule mu nic nie robią, więc poinformował wszystkich innych o zmianie ekwipunku. Już zaraz wyszczy zmienili broń na energetyczną. Promi w tym czasie walczył sam na sam z Endem. Walka nie była zbyt trudna, bo przeciwnik miał jedynie nogi. Prawie mu się udało odciąć jedną z nóg, ale przeciwnik nie był łatwy. Więc nie dość, że uniknął ataku to jeszcze wyprowadził kontratak. Chwile później do walki przyłączyli się żołnierze, którzy od razu otworzyli ogień. Ends, myśląc że to te same pociski, zignorował je. Jednak po chwili całe jego ciało przeszył ból. Spojrzał na rany, które zadały mu bronie energetyczne. Promi zauważył, że Ends się rozproszył, wykorzystał tą okazję i zaatakował. Promi wykorzystał odczepiany nóż ze swojej broni, żeby zadać mu większe obrażenia. Po chwili znalazł się pod nim i odciął mu jedną z czterech nóg, po czym wbił nóż mu w twarz. Od razu Ends kontratakował uderzając nogą z całej siły w rękę Promi’ego. Jak Promi krzyknął to żołnierze aż się przestraszyli. Jego ręka została złamana w łokciu. Widząc swoją rękę wbił Guan dao w tors Enda. Od razu zaczął przekierowywać manę do ciała Enda, lecz on stanął na dwóch nogach. Jego przednia noga nagle zamieniła się w rękę, po czym zacisnęła się na gardle Promi’ego. Nie mając wyboru musiał przestać ładować w niego manę i się uwolnić. Żołnierze mając chwile spokoju zaczęli przygotowywać ładunki wybuchowe. Po tym jak je przygotowali, zaczęli obrzucać Enda i kapitana. Wybuch dał szansę na uwolnienie się i Promi ją wykorzystał. Szybko chwycił swą broń, po czym odciął jego rękę. Widząc potwora bez możliwości ataku wszyscy trochę odetchnęli. Lecz Ends nie zaprzestał atakować. Zaczął wbiegać w ścianę co wszystkich trochę rozśmieszyło. Jednak wbiegał w ścianę po to by zniszczyć swoją maskę. Nagle było słychać jakby coś się potłukło. Wszystkim stanęło serce, spojrzeli na potwora. A on powoli się odwracał mając na sobie jeszcze resztki maski. Chwilę później wszyscy ujrzeli prawdziwą twarz potwora. Jego uśmiech ciągnął się od ucha do ucha susząc przy tym ząbki. Po przyjrzeniu się bardziej zauważyli, że ma w buzi nóż. - Ej co jest z nim nie tak!? - Wykrzyczał Promi – Czy wszystkie Endy są takie? - Spytał ze strachem w oczach. - Kapitanie, to chyba nie jest Ends. Bo gdyby nim był to już dawno powinien zdechnąć. - To co to KUR*A jest?! - Wykrzyczał biegnąc w ich kierunku. - Nie mamy pojęcia. Może by tak zarządzić odwrót? - zapytał zdenerwowany żołnierz. - NIE! Nie dajcie mu podejść do nas. W tym czasie jeden mnie opatrzy, a drugi pobiegnie o pomoc. - Ja pana zabandażuje / A ja pójdę po pomoc. - No. Usztywnij mi tą rękę, żeby mi tak nie latała. A wy strzelajcie, nie widzicie, że do nas idzie? Grupa Promi’go była w dość złej sytuacji. Kapitan miał złamaną rękę, zaczyna brakować naboi a przeciwnik, przeciw któremu walczą jest im nieznany. Żołnierze trzymali tego potwora na odległość, nie pozwalając mu podejść. Po kilku minutach ręka została obandażowana na szczęście. Była to lewa ręka, dzięki czemu Promi mógł walczyć. - Dobra, jak sytuacja?! - zapytał znerwicowany. - Próbował podejść kilka razy, ale mu przeszkodziliśmy. Po za tym zaczyna się regenerować. - Coo!! Czemu mi nie powiedzieliście wcześniej? - Bo nie było jak. - Powiedział oddając strzał w potwora. - Fak fak faaak. Myśl myśl myśl ……. dobra chyba mam plan. Prawdopodobnie jest to najgorszy jaki mógł powstać, ale lepszy rydz niż nic. - Co mamy robić? - Zapytali żołnierze nie spuszczając potwora z celownika. - Na początku pójdę po mój nóż i scalę go. Będziecie mnie osłaniać, po tym jak wezmę go, zaatakujemy. Okrążymy go i wy wtedy rzucicie tą swoją mini atomówką. - Wyjaśnił Promi. - Warto spróbować. - A wiecie gdzie te posiłki. - Nie, niestety nie. - Fak. Od razu zaczęli przeprowadzać swoją taktykę. Połowa żołnierzy uzbrajała bombę, a druga ochraniało Promi’ego. Przeciwnik się nie ruszał, tylko patrzał w sufit. Dzięki temu cały plan poszedł po myśli Promi’ego. Potwór zareagował dopiero wtedy, gdy go okrążyli. Lecz było już za późno, pod jego nogami była mała bomba atomowa. Chwilę później wybuchła rozsadzając potwora na kawałki. Jednak pomimo tego, że jego ciało było całe rozszarpane, przyciągało się powoli do siebie i się scalało. Promi szybko wbił broń w miejsce gdzie się całość regenerowała i zaczął wlewać swą manę. Chwilę później resztki ciała, które się scaliło się rozpadło a stwór został pokonany. - ha … ha ha udało się hahah udało się, żyję. - ledwo powiedział Promi siadając na podłodze. - Gratulacje kapitanie i dziękujemy. - Za co? - Zapytał zdezorientowany Promi. - Za to, że dzięki tobie wrócimy cali i zdrowi. - Hehe nie ma za co, a teraz trzeba to uczcić. Więc się pytam, kto ma wodę. - JA MAM – Wykrzyczeli. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  5. Ehem, tak no fajne, krótkie.
  6. Rozdział 22 Walka na powierzchni trwa w najlepsze, a raczej trwała, bo się skończyła kilka chwil po tym jak Promi zaszedł wroga od tyłu. Załoga Promi’ego nie poniosła prawie żadnych strat. Podczas gdy wszyscy wojownicy Spaczonych na powierzchni zostali wybici, Promi szybko zabezpieczył teren i powiadomił PLZ o zaistniałej sytuacji. Czekał na dalsze rozkazy od centrali i chwilę później je dostał. Mówiły one o tym, że centrala wyśle posiłki, ale i tak ma dalej kontynuować przeszukiwanie ruin. Promi dostał wyraźne rozkazy, więc zabrał 14 ochotników i ruszył w głąb ruin. Reszta miała rozkaz pilnowania wejścia. Mieli także informować Promi’ego o zaistniałych sytuacjach, czy nadeszły posiłki, czy zaatakowali wrogowie. - Kapitanie; czy to możliwe, że spotkamy jakichś magów Spaczonych? - Zapytał 1 z żołnierzy wyjmując nóż z pochwy. - Nie mam pojęcia, a co strach cię obleciał? - Odpowiedział prowokująco. - Nie kapitanie, bo gdyby był mag to zmienilibyśmy broń na energetyczną. - Ooo to już dostaliście broń energetyczną. Na zebraniu mówili, że dopiero w przyszłym roku Zakon zostanie w to wyposażony. - Rzekł poprawiając szal. (Przyp. Promi ma szal, długi mundur i glany) - Tak, jako że jesteśmy jednostką specjalną dostajemy najnowszy sprzęt wcześniej. - Odpowiedział dając sygnał, że przejście jest czyste. - Jednostka specjalna, tak? To jest jakaś różnica pomiędzy normalnymi oddziałami a wami? - Tak i to duża. Normalne oddziały walczą z zwykłymi duchami i wrogami. My natomiast walczymy z Endami i pomagamy w ewakuacji, jeśli jest to potrzebne. - Powiedział przechodząc przez skrzyżowanie. - Czym są Endy? - Zapytał Promi stając i wpatrując się w głąb korytarza. - Endy są to duchy wyższego poziomu. - Rzekł stając za Promi’m. - Oki, a teraz małe pytanie czy tylko ja ich widzę? - Nie kapitanie, nie tylko ty. - odpowiedział sprawdzając broń. - Rozumiem, więc przygotować się do walki. W jednej chwili wszyscy żołnierze przygotowali się do walki, chowając przy tym się za zasłony i sprawdzając łącze. Promi powoli zmierzał w kierunku wroga, mimo to wróg nie atakował. Promi porozumiewawczo machnął ręką dając sygnał, że może być po pułapka. Wtedy zastopowali i czekali na dalsze rozkazy. Promi mruczy coś pod nosem typu „ jeśli zaraz się nie zacznie to pozabijam wszystkich”. Wrogowie nie byli dalej niż 10 metrów od Promi’ego a mimo to nie zaatakowali. Zbliżając się o kolejne 5 metrów przystopował, a wtedy zaczęli ostrzał. Promi przewidział coś tego typu, przez co zdołał uniknąć ostrzału. Po odskoku schował się za najbliższa osłoną jaka była. - Halo alo słychać mnie czy mnie nie słychać? - Zapytał znając odpowiedz. - Ty no nie wie ... tak słychać cię kapitanie! - Odpowiedział zmieniając ton głosu. - CO ty przed chwilą próbowałeś powiedzieć... Zresztą nie ważne, jestem pod ostrzałem, możecie coś zrobić? Jakąś atomówką jebnać czy coś. - Powiedział żartobliwie. - Możemy, proszę o chwilę cierpliwości. - Co, nie, to żart! Dajcie mi tu ogień jakiś, żebym mógł podejść do nich i ich zabić lub pociachać. - Rozumiemy. Po kilku chwilach było słychać w dali tupot biegnących żołnierzy. Biegnąc wyciągnęli bronie i zaczęli strzelać, dając tym samym Promi’emu szansę na zbliżenie. Widząc jak Promi już prawie wyskoczył przestali strzelać. W momencie znalazł się za przeciwnikami chowającymi się za przeszkodą. Jednym ruchem ręki przeciął 7 ludzi w pół, uśmiech który towarzyszył mu podczas zabijana wydawał się samego szatana. Żołnierze przydzieleni do Promi’ego byli weteranami, ale i tak po zobaczeniu tego „uśmiechu” zamarli. - Co jest, co się tak zatrzymaliście. Zobaczyliście diabła? - Zapytał wycierając z siebie krew. - Ni... nie kapitanie! Możemy iść dalej. - wykrzyczeli, pokazując swoją gotowość. - Rozumiem, to chodźmy. - odwrócił się i poszedł przed siebie. Aura jaką wydzielał Promi była niesamowita. Dawała poczucie zagrożenia, ale i też bezpieczeństwa. Żołnierze wokół niego czuli się nader dobrze. Szli ciągle przed siebie do momentu, w którym dostali informacje od zespołu na powierzchni. - Kapitanie. - Co jest? - Przybyły posiłki, właśnie kończą zabezpieczanie całego terenu. Za chwilę ruszą was wspomóc. - Rozumiem, powiedz im, żeby szli ciągle, ale to ciągle prosto. Tak my poszliśmy. - Przekaże. Bez odbioru. - No. - Rozłączył się. – Więc tak, posiłki idą nam pomóc, ale że ja nie lubię posiłków to idziemy prosto przed siebie. - Rozumiemy. - Powiedział jakiś random. Jak powiedział, tak zrobił. Szli prosto przed siebie. Po drodze zniszczyli dosłownie 3 takie same pułapki. Przechodzili przez wielkie hale, sale tortur, sale koronną. W końcu było zauważalne małe światełko na końcu tunelu. Promi w momencie wyczuł, że to pułapka, kazał sprawdzić sprzętem czy coś jest na rzeczy. Jak kazał tak sprawdzili, na drodze było ustawionych kilka pułapek. Lecz nie było to coś nadzwyczajnego, było to zwyczajne zapaście, kolce i gaz trujący. Był jednak jeden problem, nie dało się zniszczyć mechanizmu wyzwalającego pułapki albo przynajmniej przejść obok. Więc Promi po chwili zadumy wpadł na głupi pomysł. - Macie line? - Zapytał Promi wymierzając odległość. - Oczywiście, że mamy. - Powiedział wręczając Promi’emu line. - Za mało, te pułapki łącznie mają jakieś 100 metrów długości. Wszyscy żołnierze, którzy mieli line dali mu i czekali. Promi w tym czasie obwiązał każdego żołnierza wokół pasa liną i połączył ze sobą. - Więc taki jest plan robimy rozbieg i skaczemy, tyle że ja z całej siły. Jak nam się uda to przeskoczymy całą tą pułapkę. A jak nie to zginiemy. - Kapitanie nie da się znaleźć innego sposobu? - Spanikowali. - E tam marudzicie jak pokonamy tą przeszkodę to czeka na nas główny boss. Nie chcecie go pokonać? Bo ja chce. - Próbował Promi zmotywować żołnierzy. - Damy radę, walczyliśmy przeciwko czarmagowi, smogogu i reszcie duchów! A zwykła pułapka ma nas pokonać! Chłopaki, trochę więcej wiary w siebie. - Powiedział ktoś. - W sumie racja, dawajcie. Po chwili motywowania się, Promi razem z żołnierzami wzięli rozbieg i skoczyli. Promi używając około 70% mocy. Nie pamiętał, że posiada dość duże pokłady mocy, przez co nie ominęli tylko pułapki, ale i cała drogę do końca. Przed nimi znajdowały się 5 metrowe drzwi. Promi po przyszykowaniu się otworzył drzwi a tam ... THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  7. Rozdział 21 Promi po przybyciu do Wielkiej Brytanii został przedstawiony Królowej. Promi zachowywał się jak zawsze nie przejmował się statusami. Rozmawiał z Królową jak z starszą panią, zachowując przy tym należytą kulturę. Rozmowa stopniowo się kończyła, gdyż do królowej przychodzili co chwilę ministrowie. I tak, po krótszej chwili, Królowa przeprosiła Promi’ego i powiedziała, że kiedy indziej dokończą rozmowę. Promi się tym nie przejął, bo rozmowa z nią była dość nudna. Pytania jakie zadawała były dość standardowe. Były one typu: gdzie mieszkałeś, czym się zajmowałeś, gdzie chodziłeś do szkoły, czy miałeś dziewczynę, ile masz lat i tak dalej. Po powrocie na statek nie było co robić, więc poszedł na mostek zapytać się Artura czy ma dla niego jakieś zajęcie. Nie minęło dużo czasu a Promi miał już zajęcie. Miał zbadać góry, gdzie mogą się znajdować resztki starożytnej cywilizacji. Poszedł więc do hangaru, gdzie czekała na niego drużyna. A wkład drużyny wchodziły: 4 helikoptery bojowe, na jeden helikopter przypadało 2 pilotów i 8 żołnierzy. Żołnierze byli wyposażeni w najnowszą broń energetyczną. Promi na widok ich wszystkich zaniemówił, był podjarany widokiem żołnierzy i helikopterów. Po chwili wpatrywania się podszedł do załogi, a oni zasalutowali, co zdziwiło Promi’ego. - Co? Co wy robicie i gdzie jest kapitan? - Zapytał Promi lekko zdziwiony. - Pan jest kapitanem, na czas tej misji. Nie powiedział panu Kapitan? - Odpowiedział jeden z żołnierzy. - Nie, nie powiedział. - Rozmyślał chwile Promi. - Okej, to zbieramy się. - Tak jest! - Odpowiedzieli bez chwili zawahania. - Tak więc, wszyscy wylot! - Krzyknął przy tym machając ręką. Wszyscy wbiegli do helikopterów i rozpoczęli wznoszenie maszyn w powietrze. Po chwili już wszystkie maszyny były w powietrzu. Lecieli z dość duża prędkością, Promi siedział sobie wygodnie w fotelu i słuchał jak piloci się porozumiewają. Lecieli tak dobre 15 minut, po czym Promi się odezwał. - Więc ktoś wie gdzie są te góry? - Zapytał z założonymi rękami. - To kapitan nie wie? - Odpowiedzieli piloci. - Noo, nie. Ale wy wiecie gdzie są te góry, co nie ? - zapytał Promi przewidując odpowiedz. - Kapitanie, niestety nie wiemy. - Odpowiedział kapitan helikoptera, w którym leciał Promi. Następne sekundy w tym helikopterze był nieciekawe. Promi, który się zdenerwował klną przez kilka minut jak szewc. Piloci, nie wiedząc co robić, zawiesili maszyny w powietrzu i czekali na dalsze rozkazy. Promi kazał połączyć się z Arturem, po chwili Artur odebrał sygnał. - O co chodzi? - Powiedział przeglądając jakieś papiery. - Gdzie są te zasrane góry, o których mówiłeś. - Wykrzyczał zezłoszczony. - Nie powiedziałem ci gdzie są? - Zapytał. - Są w Szkocji. To te które spotkasz jako pierwsze. - Oki, danke. - Rozłączył się. - Wszyscy słyszeli, kierunek Szkocja. - Zrozumiałem/ już zawracam/ lecę/ tak jest. - Odpowiedzieli piloci. Po nawróceniu helikopterów lecieli już w prawidłowym kierunku. Po kilku minutach przelatywali nad miastem, dokładnie nad parkiem. Dzieci w parku machali rękami pozdrawiając ludzi w maszynach. Promi widząc to też pomachał ręką. Dzieci chyba to zobaczyły, bo zaczęły nagle podskakiwać i jeszcze mocniej machały rękami. Matki dzieci trochę się przeraziły, bo w środku dnia zobaczyły 4 helikoptery bojowe zmierzające w stronę gór. Promi widząc, że poszczególne matki zabierają w tej chwili dzieci kazał zwiększyć wysokość, żeby nie straszyć mieszkańców. - Kapitanie, niedługo dolecimy. - Rozumiem, a ile to niedługo? - To jakieś 10 minut. - Odpowiedział po chwili zastanawiania się. - Rozumiem, połącz mnie ze wszystkimi jednostkami. - Rozkazał Promi. - Już. - Za jakieś 10 minut dolecimy do gór. Jak dolecimy to się rozpraszamy w celu poszukiwania ruin. Jak znajdziecie ruiny macie bezzwłocznie powiadomić resztę i oczekiwać w powietrzu na resztę, wszyscy zrozumieli? - Zapytał dla pewności. - Kapitanie, mogę zadać pytanie? - Zapytał jeden z żołnierzy. - Pytaj. - Czy istnieje możliwość wylądowania i zabezpieczania ruin do czasu przybycia reszty? - Jeśli nie zauważycie śladów wrogów macie zezwolenie. Po 8 minutach dotarli do gór, rozdzielili się tak jak kazał Promi. Każdy z helikopterów poleciał w przeciwnym kierunku wyszukując ruin. Latali tak dobre 3 godziny nie mogąc znaleźć żadnych ruin, aż w końcu jakaś jednostka się odezwała. - Cel znaleziony wysyłam współrzędne. Brak aktywności wroga rozpoczynamy zabezpieczanie ruin - Zrozumiałem, bez odbioru. Kapitanie, ruiny znalezione. - Więc lećmy, chce być tam najszybciej jak się da. - Powiedział Promi czując ekscytacje. Po 4 minutach doszło do pewnej okoliczności. - Jed ... proszę o nat ... - K3 proszę o powtórzenie wiadomości, są zakłócenia. - Powiedział zaniepokojony pilot. - Jesteś.. od... trzałem... - Zakłócenia. - Kapitanie chyba są pod ostrzałem. - Wiem o tym już po 1 zdaniu. Połącz mnie zresztą. - Już łącze... proszę mówić. - Jednostka k3 jest pod ostrzałem przez nieznanego wroga. Jednostka k2 i k4 będą atakować z góry ubezpieczając nam lądowanie. - Rozumiem/ Zrozumiałem. Kiedy dotarli zobaczyli jak załoga K3 walczy ze Spaczonymi. Promi od razu kazał rozpocząć odstrzał, lądując przy tym. Po wylądowaniu żołnierze wybiegli z helikoptera zajmując niestrzeżone pozycje. Promi będąc jeszcze na pokładzie kazał lądować pozostałej 2 helikopterów. Jak już wydał rozkazy, dołączył do żołnierzy. - Jak to wygląda? - Zapytał kryjąc głowę. - Jest około 54 przeciwników, korzystają ze zwykłej broni. Jednak są to zwykli żołnierze, magowie prawdopodobnie są w środku ruin. - Rozumiem. Promi podbiegł do helikoptera, zawrócił i zaczął biec. Wziął rozbieg i zanim uderzył w pobliską ścianę, skoczył pokonując tym samym wszystkie przeszkody dzielące go od przecinków. Po kilku sekundach w powietrzu wylądował i zaczął zabijać wrogów od tyłu. Żołnierze widząc jak Promi odcina wrogowi tyły ruszyli do ataku. Z jednej strony Mag Promi, który samym ruchem broni przecina przeciwnika w pół. A z 2 strony 24 żołnierzy zakonu mających broń energetyczną oraz zbroję wspomagającą. Ta walka była już z góry przesądzona, kiedy Promi dostał się na tyły wroga. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Na dole wygląd Helikopterów i żołnierzy zakonu.
  8. Rozdział 20 - A więc... mówisz, żebym zmówił modlitwę tak ? - Powiedział ewidentnie przy tym szydząc z Promi’ego, któremu przed chwilą wywalił kapustę. - Tak, a może, nie wiem nie mam jeszcze broni, żeby o tym mówić. - Odpowiedział Promi widząc żądze krwi od Naczelnika. - A wiesz co, tak się składa, że byłem u tego waszego Majstra i dał mi coś, żebym ci dał. - wyjął zza pleców niepozorną broń. Była to nowa broń Promi’ego, zrobiona przez Majstra. Miała na początku ona niecały metr, ale po wydłużeniu miała ona już 2 metry. Po obu końcach miała ostrze, lecz jedno było większe a drugie mniejsze. Mniejsze ostrze było tak zrobione, że dało się je odczepić w razie potrzeby i było zrobione z Palladu. Natomiast większe było z Orichalcum i było przymocowane na stałe. Każdy element był hartowany kilkukrotnie, żeby tym razem nic się nie zniszczyło. Promi, który dostał broń do ręki wykonał kilka prostych ruchów. Kilka cięć w powietrzu dało mu wszystkie informacje o broni, dzięki czemu wiedział czy mu przypasuje broń czy nie. Przypasowała mu, było to widać po tym jak kieruje ostrze w stronę Naczelnika wyzywając go przy tym na pojedynek. Rick jedynie się uśmiechnął i poprowadził Promi’ego jak i wszystkich gapiów na zewnątrz, gdzie odbędzie się pojedynek pomiędzy tą dwójką. Jako że obok kantyny (stołówki) było wyjście awaryjne, już po chwili byli na zewnątrz, na lądowisku PLZ’tu. Czyli tam gdzie odbędzie się pojedynek. - Tu będziemy walczyć? - Zapytał Promi widząc, że wokół nich jest sporo gapiów. - Nic im się nie stanie? - Ej zejdźcie z platformy, bo będziemy tu walczyć! - Rozkazał Rick wyjmując swoje 2 dwuręczne miecze. - Jesteś gotowy młody? - Zapytał dla pewności. - Ta jestem. Artur daj znak do rozpoczęcia walki. - Niech będzie. Walka odbędzie się na zasadach sparingu. Przegrywasz jeśli przeciwnik będzie w pozycji odebrania ci życia. Albo klepniesz 3 razy ręką o podłogę, są to warunki walki. Wszystko zrozumieliście? - Zapytał dla pewności. - Ja rozumiem, ale nie wiem czy ten stary grzyb to rozumie. - Powiedział złośliwie. - Też rozumiem. Zobaczysz co ten stary grzyb potrafi. - Dobrze, więc zaczynajcie. - machnął ręką w dół. Rozpoczął się sparing. Obydwaj od razu zmniejszyli odległość, która ich dzieliła, po chwili było już widać iskry, które wydobywały się z uderzających o siebie broni. Stopniowo Rick zyskiwał przewagę dzięki swojej szybkości. Jednak Promi też nie próżnował i walczył najszybciej jak się dało, ale i tak Naczelnik coraz szybciej wymierzał ciosy. W końcu doszło do takiego momentu, że Promi’emu udawało się odbić 1 na 42 ciosy. A on dalej przyspieszał z wymierzaniem ciosów. Promi całkowicie wycofał się do defensywy, ale mimo tego to Rick wydawał się bardziej zmęczony. W końcu używał 2 dwuręcznych mieczy, a były to miecze do walki z duchami. Po 3 minutach defensywy szybkość Rick’a trochę zmalała a Promi to wykorzystał i zaatakował. Rick nie spodziewał ataku, przez co znieruchomiał. Promi widząc, że Rick znieruchomiał za niespełna 2 sekundy zaatakował z całej siły robiąc tym samym obrót o 360 stopni, żeby nadać rozpędu swojej broni. Mimo tego Rick widząc zbliżając się broń do jego brzucha w jednym momencie zasłonił się oboma mieczami. Odbijając przy tym atak Promi’ego. - Nie wierzę … - Powiedział sapiąc. - Nieźle młody nieźle, ale za mało w tym doświadczenia i pewności siebie. - Odpowiedział wytykając mu jego słabości. - Czemu ty nie jesteś zmęczony, przecież było widać, że się zmęczyłeś. - Zapytał się siadając. - Ja zmęczony AHAHAHA nie, nie byłem zmęczony po prostu przypomniałem sobie, że mam kupić dla swojej córki upominek. - Odpowiedział podchodząc do Promi’ego. - Ahh … poddaje się, nie mam szans z nim na razie. Walczyłeś ze mną na poważnie? - Na poważnie? Nie, gdym bym walczył na poważnie już w pierwszych 2 sekundach byłbyś martwy. - Odpowiedział śmiejąc się. - Jesteś potworem, najprawdziwszym potworem. - Taka już rola KRÓLA. Okej ja się zbieram zostawię ci towary na naprawę Artur i odlatuje. - Powiedział kierując się do helikoptera nieopodal. - Tak jest! - Wykrzyczał. - Dziękuje za pomoc. Rick szedł do helikoptera, bo chciał już odlecieć, ale podjechał do niego Gobi. Chwile rozmawiali nikt nie wiedział o czym. Po chwili podjechał do Promi’ego. - O co cho Gobi? - Zapytał Promi popijając wodę, którą dostał od Artura. - Odchodzę z Awawą. Wyruszamy razem z Rick’iem może uda mu się ściągnąć ze mnie tą klątwę. - Wytłumaczył Promi’emu. - Rozumiem, jedź, tylko niekiedy napisz. - Jasna sprawa. Rozmawiali jeszcze chwile po czym zbili żółwika i się rozeszli. Promi poszedł do bazy a Gobi z Awawą i Rick’em do helikoptera. Po wejściu do bazy Promi skierował swe kroki do pokoju a Artur do centrum, gdzie zarządza odbudową bazy. TIME SKIP Minął niecały tydzień od sparingu, a odbudowa bazy prawie się skończyła. Artur, który już nie jest tu potrzebny, bo ZAKON przysłał ludzi do obsługi bazy, może spokojnie odlecieć w kierunku Wielkiej Brytanii (Nareszcie). Szybko zapakował wszystkie potrzebne materiały na statek i wymienił rdzenie w silniku statku po czym odleciał. W tym czasie jak trwała podróż do WB, Promi trenował w pokoju. Aktualnie podnosił ciężary o wadze 200 kg, zrobił 3 serie po 20 i po chwili schował sprzęt i trenował techniki walki. Trenował tak jeszcze dobre 3 godziny, czyli do momentu, w którym już nie dał rady. Po skończonym treningu zrobił to co zawszę, położył się na środku sali i czekał aż serce przestanie tak szybko bić. Leżał sobie tak 1-2 minuty, w tym czasie do pokoju wszedł Artur. - Co ty robisz? - Zapytał się. - Czekam aż serce mi zwolni, nie widać? - Odpowiedział z małym uśmieszkiem. - No wiem, ale jak ty trenujesz? - Ponownie się zapytał. - Jak to jak, normalnie ciężko jak widać. - Nie o to mi chodziło. Dlaczego ćwiczysz jedynie w spodenkach, bez koszulki. - Żeby była lepsza termoregulacja ciała i by się nie pojawiły potówki. - I o to mi chodzi. A poza tym za 2 godziny będziemy w Wielkiej Brytanii. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  9. Rozdział 19 Promi powoli przystosowywał się do myśli, że Gobi będzie z nim mieszkał razem z Awawą. Po omówieniu z Gobi’m jak będzie wyglądała ta współpraca, postanowili je omówić jeszcze raz czy aby na pewno wszystko dobrze uzgodnili. - Więc? - Zapytał Promi oczekując odpowiedzi. - Więc tak, jeśli jeden z nas przyjdzie z dziewczyną to ten drugi wychodzi tak? - Odpowiedział. - Tak i co dalej. - Kontynuował Promi. - Dalej, osoba, która przyszła z dziewczyną musi się uwinąć w 2 godziny. A jeżeli nie da rady to napisać do współlokatora, że nie wszystko idzie zgodnie z planem. - Odrzekł i klapnął uchem. - Brawo, po godzinie wałkowania jednej zasranej rzeczy udało ci się zapamiętać. - To nie moja wina, poza tym ja się uczę poprzez praktykę. - Oznajmił Gobi Rozmowa toczyła się przez kilka godzin. Podczas tej rozmowy pracownicy naprawiali uszkodzenia bazy jak i statku. Do naprawy użyli części, które uzyskali po rozmontowaniu zdobytych statków. Prace przyspieszyły kiedy po godzinie dotarły główne siły Zakonu z transportem. Główne siły Zakonu, dowodzone przez Naczelnika Rick’a (i Morty). W skład sił wchodziły 43 PLZ’ty bojowe i 12 transportowych. Owy naczelnik był magiem, który walczył za pomocą 2 dwuręcznych ostrzy. Siła, którą posiadał, była czymś niesamowitym. Jego wygląd nie był jakiś specjalny. 2 metrowy chłop, mocno umięśniony, włosy ścięte na jeżyka i mały kwadratowy wąs. Był znany też jako 1 z 5 króli, chodzących po ziemi. Moc, jaką posiadali Królowie, przekraczały wszelkie możliwe normy. On sam był w stanie podmuchem miecza zabić wszystkich 80 SPACZONYCH. Szybko zaczął sprawdzać stan bazy jak i personelu. Nie zajęło długo kiedy Artur i Rick się spotkali. Po czym wywiązała się rozmowa o tym kto zaatakował, kiedy, z jaką siłą i ile magów zaatakowało. 23 minuty później - Promi masz gościa! - Powiedział Artur otwierając drzwi. - Kogo? - Zapytał Promi ciągle mówiąc o zasadach Gobi’emu. - TO JA! - Rzekł Rick pokazując umięśnienie. - HEJ A TO JA! - Odpowiedział Promi pokazując palcem na siebie. - To jest Naczelnik Rick dowodzi wszystkimi wojskami zakonu i połowicznie organizacji. Na Promi’m to chyba nie zrobiło wrażenia, ponieważ po tym jak się spojrzał na Rick’a to parsknął. Artur jak to zobaczył serce zaczęło mu szybciej bić, bo nikt ze znanych mu osób nie odważył się tak zachowywać prze Naczelnikiem. Chwile później Awawa podszedł i na naszczał na buty Naczelnika. - O ty mała świnko morska. - podniósł Awawe. - E ziomek puszczaj Awawe, nikt nie może go dotykać oprócz mnie. - Powiedział strzelając palcami. - A co mi zrobisz króliku? - Zapytał Rick. - O ja już ci pokaże. - CHWYT – Puszczaj mnie, puszczaj mnie ja mu pokaże. - rzekł do Promi’ego. - Przecież ja cię nie chwyciłem, sam się trzymasz. - Odpowiedział krzyżując ręce. - A faktycznie dobra nieważne. Puszczaj Awawe, bo inaczej cię przerobie na mielonkę! - Krzyknął. Wtedy się stało coś czego nikt się nie spodziewał. Rick, który coraz mocniej ściskał Awawe, puścił go. Awawa od razu podbiegł do Gobi’ego, ale na tym się nie zakończyło. Już po chwili Rick wyzwał Promi’ego na pojedynek. Lecz Promi mu uświadomił, że nie będzie z nim walczyć, bo niema sprawnej broni. Przez ostatni najazd jego nagita się zniszczyła. I aktualnie Majster robi mu nową broń. - A za ile będziesz ją miał? - Zapytał Naczelnik zirytowany sytuacją. - Nie mam zielonego pojęcia. Mogę pójść i się zapytać, ale wątpię, żeby Majster już ją skończył. - Prowadź! - Wykrzyczał znowu pokazując umięśnienie. Promi wstał z podłogi i zaczął iść powoli w stronę Kuźni. Nie spieszyło mu się zbytnio. Po kilku alejkach postanowił pójść nie do Kuźni, ale na stołówkę. Po zmianie kierunku nie zajęło mu długo zanim doszedł do niej. Tak jak każdy pracownik stanął w kolejce i czekał. Po niespełna 21 minutach wreszcie stanął przy okienku. - Dobry. - Przywitał się Promi z szerokim uśmiechem. - A dobry, dobry, co chcieć jo mom tu kapuchę, dzika opendzowałam przed chwilo i mom wszystko inne. - Powiedziała kobieta. - Ło panocki to jo chcieć trochę kapuchy i dziko. - Odpowiedział Promi z cieknącą ślina. - Toki jesteś miły z ciebie chop, że dom ci jeszcze kapuchy zasmażanej. - Rzekła nakładając jedzenie na talerz . Promi po chwili dostał jedzenie i usiadł przy jednym ze stolików. Wybrał specjalnie ten, bo nie było tam nikogo, więc mógł się rozłożyć niczym król. Miał już zacząć jeść kiedy nagle przysiadło się do niego 5 osób i zaczęli go wypytywać o walkę ze SPACZONYMI. Promi niechętnie odpowiedział na wszystkie pytania, bo chciał na początku zjeść, ale irytująca 5 nie dawała mu. Po 7 minutach odpowiedział na wszystkie pytania i mógł wreszcie zjeść. Jedzenie mu na szczęście nie wystygło, ale też nie było ciepłe tylko letnie. Wszystko zjadł wręcz błyskawicznie, najbardziej mu smakowała zasmażana kapusta. Nie minęło nawet kilka sekund, kiedy Promi poprosił o dokładkę kapusty. Tak minęły najbliższe 2 godziny w życiu Promi’ego. - PROMI JESTEŚ TU! - Krzyknął Rick – WIEM ŻE TU JESTEŚ! Promi od razu podniósł rękę mając jeszcze łyżkę w buzi. Naczelnik razem z Arturem szybko podeszli do niego, i zaczęli mu prawić wywód jaki on to nie jest. Promi patrzał na nich i myslał sobie wtedy „Są niczym małpy, które znalazły jedynego banana”. Chodzili wokół niego i mówi, natomiast on nie zważając na nich wciąż jadł swoją kapustę. - A byłeś u Majstra? - Zapytał Artur widząc, że ten wywód do niczego nie prowadzi. - Byłem w połowie a wtedy zgłodniałem i przyszedłem tu i zacząłem jeść. Wiesz jaką mają tu super kapustę, nigdy takiej nie jadłem. - Odpowiedział Promi przełykając kapustę. - Wiem, jest naprawdę dobra, ale nie o tym. Jak to byłeś w połowie? - No byłem w połowie i … - NIE WAŻNE! - Krzyknął rozwalając pięścią stół na pół. Talerz, na którym była kapusta Promi’ego został wywalony na podłogę. Przez sekundę był wstrząśnięty tym, że jego kapusta została zniszczona. A później odwrócił się do Ricka i powiedział. - Zmów modlitwę. - Powiedział z zamiarem zabójstwa. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  10. Rozdział 18 Bitwa trwała już kilka godzin, w tym czasie pracownicy bazy jak i załoga PLZ’u odzyskała panowanie nad bazą i zaczęli ostrzał w Krążowniki wroga. 3 z 8 krążowników zostało zestrzelonych, natomiast reszta została mocno uszkodzona. Na niektórych z nich już są prowadzone walki z celu przejęcia statku przez Zakon. Jeśli Zakon przejął by 2 czy 3 to trochę by się uniezależnił od Organizacji, co by pozwoliło na większą swobodę względem Zakonu. Nie trwało długo zanim pierwszy i drugi statek skapitulował. Wieści o przejęciu statków wroga powiększyło morale, co skutkowało tym, że było więcej ludzi do abordażu na kolejny statek. Po 2 godzinach kolejne 2 statki upadły zmuszając wrogów do odwrotu. Pomimo tego, że wróg się wycofał nie było niczego do świętowania, ponieważ straty jakie ponieśli były dość duże : ponad 60% personelu zostało zabite, uszkodzenia bazy też były poważne. Żeby je naprawić prawdopodobnie będzie trzeba rozmontować 3 z 4 zdobytych statków. Uszkodzenia PLZ’u były małe, ale wystarczająco duże, żeby rozmontować ostatni statek w celu naprawy. Mimo to, że wygrali tak naprawdę przegrali zbyt duże straty personelu oraz sprzętu, do tego żadnych zdobyć. - Promi, co tam? - Zapytał Gobi jadący w jego stronę na Awawie. - Nic, prawdopodobnie mam złamanych kilka żeber i mnie tu zostawili wszyscy. - A tam się przejmujesz, ja na krucjacie miałem złamaną głowę i przeżyłem. - Nie da się złamać głowy. - Odpowiedział Promi – A poza tym wygrywamy? - Wygraliśmy, ale mamy katastrofalnie duże straty po naszej stronie ponad 60% personelu nie żyje. - Tyle strat i co teraz? - Zapytał drapiąc się po głowie. - Artur powiedział, że jedziemy do Wielkiej Brytanii tam uzupełnimy zaopatrzenie. - Niech go szlag trafi, a miało być tak pięknie. - Miało nie wiać w oczy nam. - Zaśpiewał Gobi. - CO? - Co? Myślałem, że śpiewamy. Fajne są te piosenki, które masz w tym magicznym pudełku. - Hehe, a znasz bez znieczulenia? - Tak, śpiewamy na trzy. Chwile później Promi, Gobi i Awawa śpiewali. Awawa wydalał jedynie jakieś dziwne dźwięki, mimo to nie zniechęciło ich do zaprzestania. Razem śpiewali przez ponad godzinę wszystkie utwory które pamiętali. Dopóki nie przyszedł po nich Artur. - To tylko na moment nad staw. - śpiewał Promi. - A co by rybom podać tlen. - Kontynuował Gobi. - Ymm ymm ymm. - Kontynuował Awawa. - Co wy robicie? - Zapytał Artur. - Nie widzisz, śpiewamy. A co ty tu robisz? - Odrzekł Gobi. - No dobra, Promi czemu nie przyszedłeś na mostek? - No nie wiem, prawdopodobnie dlatego, że mam połamane żebra i chyba nogę. Może przez to, ale nie jestem w 100% pewien. - Powiedział sarkastycznie. - Po prostu cię nie lubi Promi, przykro mi to mówić. - po czym powiedział chicho – wcale nie. - Dobra rozumiem, poczekaj chwile zaraz przyprowadzę Arianne i ci pomoże. Ta chwila trwała ponad godzinę, więc znowu cała trójka zaczęła śpiewać. Wkrótce przyszła Ariana z Arturem do nich i zobaczyli, że cała trójka się świetnie bawi. - Miłość miłość w zakopanym. - Zaczął Promi. - Polewamy się szampanem. - Kontynuował Gobi. - Ymm ymm ymm. - Dalej kontynuował Awawa. - A ty królową nocy. - Zaczęła pstrykać palcami. - Ooo Pani Arianna chodź usiądź i pośpiewajmy razem. - Zaproponował Gobi. Jednak Ariana odmówiła widząc stan Promi’ego. Szybko otworzyła nosze, które miała i razem z Arturem powoli przenieśli Promi’ego na nosze. Szybko przenosili go do leczniczy i zaczęła go leczyć. W między czasie Artur wraz z załogą starali się naprawić uszkodzenia. Skip time - No możesz się już ruszać, ale nie trenować. Po za tym powinieneś iść do Majstra, mówił że ma do ciebie sprawę. - Powiedziała Ariana. - Rozumiem i dziękuje za wszystko jak zawszę. - Odrzekł Promi uśmiechając się. - Nie ma za co. - Też się uśmiechnęła. Promi, który dopiero wyszedł z leczniczy, skierował swe kroki do kuźni. Po dosłownie 4 minutach już dochodził do niej, ale po drodze spotkał wice kapitana, który mu dziękował za obronę bazy przed SPACZONYMI. Rozmawiali jeszcze chwile po czym zakończyli. W następnej chwili doszedł do kuźni, wszedł i zaczął rozglądać się za majstrem, którego jak zawsze nie dało się znaleźć. Lecz po chwili krzyków ze strony Promi’ego Majster wychylił ten swój ryj za rury. - Ooo nareszcie jesteś, już myślałem, że nie przyjdziesz do mnie. Czekam od tygodnia na ciebie. - Przepraszam, ale pani Ariana nie chciała mnie wypuścić z leczniczy. - Powiedział przepraszająco. - Nic się nie stało, a teraz co do twojej broni. Próbowałem ją naprawić, ale jest zbyt wiele wyszczerbień na ostrzu. Po za tym cała głownia jest zniszczona wewnętrzne. Dlatego chcę się zapytać czy roztopić całą broń i od nowa ją stworzyć. Czy tworzymy nową mniej skomplikowaną, ale twardszą? - Hmm, niech będzie ta nową. A co z Klejnotem? - Zapytał poddenerwowany. - Po prostu go wyjmie. Tak więc jaką chcesz broń. - Odrzekł. - Guan dao dałoby radę, bo nie chce mi się uczyć od początku nowych technik. - Guan dao, tak? Dam radę, nawet wiem jakie ci je zrobię, żeby ci się spodobało i miało mocne pierdol*ięcie. - Powiedział zaciskając pięść. - Dobra, liczę na ciebie. Promi wyszedł z Kuźni i poszedł w stronę pokoju, gdzie nie było ponad tydzień od oblężenia na bazę. Promi stęsknił się za swym pokojem. Po kilku minutach doszedł do pokoju i spotkał tam nieoczekiwanego gościa. Był tam Gobi, który stworzył w rogu pokoju swoje małe łózko, a dla Awawe przyprowadził klatkę. - Co ty tu robisz? - Zapytał krzyżując ręce. - Od dziś mieszkam z tobą. - Odpowiedział. Promi’go zatkało, przez chwile nie był w stanie nic powiedzieć, bo się zapowietrzył. Lecz po chwili zaczął się wypytywać kto mu pozwolił, dlaczego, czemu. Rozmowa trwała dopóki Promi tego nie zaakceptował. Kiedy zaakceptował, że Gobi i Awawa będą u niego mieszkać zaczął tworzyć zasady, których mają przestrzegać. Jeszcze kilka minut był w nerwie, ale kiedy Gobi zaczął śpiewać Promi od razu przyłączył się do niego. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  11. Rozdział 17 Jak to możliwe, że ten mały królik był w stanie zabić jednego ze SPACZONYCH. Jego siła musi być taka sama jak moja lub większa, ale samo jego doświadczenie bojowe jest na bardzo wysokim poziomie. Można to zobaczyć po sposobie w jaki sposób utorował sobie miejsce na przejazd. Będę musiał go sprawdzić w archiwach czy istniał w ogóle ktoś taki jak Paladyn Gobi. - Kapitanie, dobrze pana widzieć, obrona jest gotowa, wystarczy rozkaz a przejdziemy do kontrataku. - Rozumiem. Promi jesteś cały? - Zapytał dla pewności. - Tak, jestem cały, Gobi a co z tobą, jesteś cały? - Noo.. chyba nie. - Poklepał się po plecach. - Coś ci się stało w plecy? - NIE KUR*A BOLI MNIE ZĄB WIESZ, JASNE, ŻE PLECY MNIE BOLĄ GŁĄBIE! - Rozumiem, rozumiem pokaż te plecy. - Przesuń się Promi, ja zobaczę. - Poklepał Promi’ego po plecach. - Okej zdejm tą zbroję króliku, zobaczę co ci się stało. Gobi niechętnie zdjął zbroję i krótką koszulkę, którą miał pod spodem. Na plecach Gobi’ego nie było żadnych ran, więc Artur zaczął szukać kości. Znalazł je po krótkim czasie, ale nie całe tylko połamane w wielu miejscach. Prawdopodobnie złamał się gdy kopia się powiększyła i zabiła jednego przeciwnika. Ciała Gobi’ego nie było w stanie tego wytrzymać i jego kości zaczęły się kruszyć wskutek czego się złamały. - No naprawdę nie sądziłem, że jesteś aż tak głupi króliku. - Szydził z Gobi’ego. - Ha ha ja przynajmniej coś zrobiłem, teraz mamy 1 przeciwnika mniej. - KAPITANIE czekamy na rozkazy. - Przerwał rozmowę tych dwóch. - No tak więc: CZAS MORDOWANIA! - Powiedział z przerażającym uśmiechem. - Nareszcie / dłużej się nie dało / czas zabijać. - Odpowiedziała załoga zgodnym chórem. Po niecałych 2 minutach cała obrona była przygotowana odeprzeć atak wroga. Obrona przygotowana z tego co znaleźli w biurach czyli: biurka, krzesła, pomniejsze szafki. Wszystko zbudowało 5 metrową ścianę o wysokości 2 metrów. Dodali do tego 5 dział gatlinga z całą skrzynką amunicji na jedną sztukę broni. Obrona w tak ciasnym korytarzu byłą znakomita, lecz nie była dość dobra na walkę z 79 magami pod kontrolą duchów. - Czy my przeżyjemy? - zapytał się przygnębiony Promi. - Nie bądź taki przygnębiony, z gorszych sytuacji wychodziłem cały. - Naprawdę? - Ponownie zapytał odzyskując wiarę. - Nie, chciałem cię tylko trochę pocieszyć. - Odpowiedział śmiejąc się. - HAHAHA - Haha trochę mnie to pocieszyło. Chodźmy im zrobić z dupy jesień średniowiecza. - HAHA tak chodźmy, ale najpierw zaserwujmy im DŁUGĄ salwę z gatlingów. Jak to powiedział pewien kapitan „NAPIEEEERDALAĆ”. Po słowach kapitana wszyscy trzymający gatlinga rozpoczęli ostrzał. Mają po skrzynce amunicji na jedno działko. Salwa trwała beż przerwy przez 13 minut. Podczas salwy zginęło 29 magów (dla wyrównania, nie lubię nieparzystych liczb) pozostało 50 wrogich magów. Towarzysze poległych nie zareagowali w najmniejszym stopniu na ich śmierć. Ciał poległych nie było wstanie się połączyć nawet w umyśle. Wszystko było podziurawione, poszarpane, zniszczone. Nie było kawałku ściany gdzie nie było brązowej krwi. - To atakujemy Artur? Przecież nie będą tam tak ciągle stać, co nie? - Zapytał Promi - Za chwilę i chyba nie będą … bo właśnie BIEGNĄ w naszą stronę. - Spanikował Artur. FUCK, dlaczego tak szybko się wywiązała ta walka. Nie byłem na nią gotowy, ale co mi tam, czas jak to powiedział Artur „NAPIERDALAĆ”. Więc użyje swojej nagity i zabije tyle ile będę w stanie. A jak to przeżyje to cię nazwę, tak jak powiedział Artur, dostaniesz swoje własne imię. Widzę swojego pierwszego przeciwnika, jak mu wyku*wie to go zabije. Promi, który biegł w stronę przeciwnika naładował swoją broń maną, po czym zaatakował z prawej. Wróg przejął pozycję do obrony ataku, lecz atak Promi’ego był silniejszy. W skutek czego przeciął swoją nagitą miecz przeciwnika jak i jego samego. Rozdzielając przeciwnika od dolnej części ciała, mimo to przeciwnik swym złamanym mieczem chciał zaatakować Promi’ego. Lecz złamany miecz okazał się za krótki i nie dosięgnął go, chwile później ruszył na kolejnego przeciwnika. Z kolejnym przeciwnikiem były większe problemy, ponieważ on już unikał ataków Promi’ego. Widząc to, że się do niego nie zbliży wróg, Promi doskoczył do wroga i odczepił ostrze od głowni i zaatakował. Przeciwnik nie mając możliwości obrony, dostał. Ostrze wbiło się do połowy brzucha i uniemożliwiło poruszanie się. Promi jeszcze raz naładował broń maną i rozsadził swojego przeciwnika. Krew prysnęła w każdą stronę, opryskało całego Promi’ego, będący cały w krwi zatracił się i jego podświadomość przejęła kontrolę zamieniając go w Berserka. Artur, który dopiero po chwili zobaczył co robi Promi. W locie odciął głowę trzem SPACZONYM, gołymi rękami rozerwał przeciwnika, dźgał stokroć już martwe ciało. Jakby chciał się upewnić, że jest martwe. Chwile później Artur krzyknął. - Wszyscy odwrót za mur! - Machnął ręką – Promi’ego pojeb*ało, zabija każdego kogo zobaczy. - Te piękniś, co mu się stało? - Zapytał Gobi obandażowany papierem toaletowym. - A wszedł w … - Spojrzał na Gobi’ego – co ty ku*wa robisz? - Nic okryłem się tym czymś. Ta tkanina jest bardzo nieprzyjemna. Wolałbym już zwykłą ścierkę. - Ty masz złamane kości, a nie rozcięcia na plecach. - No właśnie, dlatego użyłem tego czegoś, żeby mi się nie ruszały. A teraz jedziemy walczyć! AWAWA. - Czekaj. - złapał królika za uszy – nigdzie nie jedziesz Promi jest teraz Berserkiem. - Ooo wszedł w ten tryb? Czyli ma geny wikingów. W przyszłości będzie bardzo silny. - Będzie najsilniejszy. - Spojrzał na królika. Promi w tym czasie wyżynał ostatnich przeciwników. Mając połamane kości, rany cięte na prawie każdej kończynie, walczył. Mając zniszczoną broń złamaną w pół, wyszczerbioną, ruszył na ostatnich wrogów. Odzyskując powoli swoją świadomość widział jak jego ciało się rusza i ćwiartuje przeciwników na malutkie części. Już po chwili odzyskał całą kontrolę nad ciałem, wtedy nadział ostatniego przeciwnika na swoją broń niczym na szaszłyk. - CZAS ODBIĆ DZIAŁA I ZACZĄĆ KONTRATAK! - krzyknął Artur. - Jesteś cały Promi? - zapytał Gobi. - Tak, ale wszystko mnie boli. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  12. Ile ja na to czekałem <3.
  13. Rozdział 16 Myślałem, że to zebranie się nigdy nie skończy, to nic, że połowę przespałem. Lecz to omówienie nowych technologii nawet mnie trochę zaciekawiło. Szczególnie karabiny plazmowe, czy każdy żołnierz w zakonie będzie miał taki sprzęt. Jeszcze jedno mnie zainteresowało. Było to omówienie struktury dowodzenia na prośbę Artura. Jeśli dobrze wszystko zrozumiałem to to zajmuje 4 pozycje od góry, czyli mag bojowy. Jeśli awansuje będę wtedy KMB ( Kapitan Magów Bojowych ), co oznacza, że będę miał własnych ludzi pod sobą. Jak spotkam Artura będę musiał się zapytać jak awansować. Promi szedł swoim powolnym tempem do pokoju nie zwracając uwagi na Gobi’ego, który ciągle za nim jechał. Gobi próbował zacząć jakąś rozmowę, ale w końcu się podenerwował, gdyż Promi w żaden sposób nie reagował. Aż nastąpił Alarm - ALARM! ZAUWAŻONA WROGIE KRĄŻOWNIKI W POWIETRZU NALEŻĄCE DO SPACZONYCH POZIOM ZAGROŻENIA 3. WSZYSCY NA STANOWISKA BOJOWE! - Spaczeni? Co to za jedni Promi? - Nie mam pojęcia, wiem jedynie o Wygnanych, ale o spaczonych nikt mi nie powiedział. - No to ładnie, szybko do pokoju po broń! - Racja. - Po cholerę oddawaliśmy bronie przed wejściem na to zebranie? - Bo mają tu takie zasady, a teraz nie gadaj tylko pędź za mną! Szybko pobiegli w stronę PLZ’tu do pokoju, gdzie prawdopodobnie będą ich bronie. Biegnąc w stronę było już czuć ataki wroga. Ataki wroga były tak silne, że niektóre przejścia zostały zawalone. Promi widząc jak baza powoli się zamienia w gruzowisko, jeszcze bardziej przyspieszył. Gobi jak przystało na byłego paladyna, dostosował się do tępa Promi’ego i już chwile później byli w dokach. Pierwsze co zauważyli to była zniszczona cała brama główna. Przez dziurę w bramie było widać 8 Krążowników wroga latających nad bombardowaną bazą. - Poczekaj na mnie, wskoczę na mostek przez dziurę, którą zrobiłem, wezmę broń i zaraz będę. - Poczekam za tą skrzynką na ciebie. - pobiegł za skrzynkę. Nie czekając na nic, szybko wskoczył na mostek i do pokoju. Zabrał swoją broń i Gobi’ego po czym wyskoczył. Nie trwało to więcej niż 10 sekund. - Masz? - Wyszedł Gobi zza skrzyni. - Mam, łap. - rzucił kopie. - To co teraz? - Nie wiem, tylko do tego momentu myślałem co robić. - PROMI tu jesteś, jak dobrze. Na razie wycofujemy się do środka bazy. - Co? Czemu? Przecież możemy ich pokonać, co nie? - Zapytał wyrażając sprzeciw. - Nie, tu nie, ale we wnętrzu bazy tak. Mają zbyt wielką przewagę liczebną. Na każdy ich krążownik jest około 10 magów czyli mają około 80 magów. Natomiast my mamy 8 bo Verick zginął. - 80 magów to powinniśmy porzucić tą bazę, nie mamy szans 8 magów kontra 80. Każdy z nas musiałby zabić 10 magów sam. - Cały plan powiem ci po drodze, a teraz chodźcie za mną. - O myślałem, że o mnie zapomniałeś. Artur nie zwrócił uwagi zbytnio na Gobi’ego. Zaczął biec a za nim Promi i Gobi w stronę wewnętrznego pierścienia bazy. Gdzie skupiała się cała obrona, na niektórych korytarzach było pozostawione spalone zwłoki z powyrywanymi kończynami. Tak był styl walki Spaczonych, na początku torturować wyrywać, niektóre kończymy po czym spalić żywcem przeciwnika. Promi widząc tak makabryczne sceny nie raz zwymiotował, natomiast Gobi klną pod hełmem. Dla Artura był to zwyczajny już widok, więc zbytnio nie zareagował. - Jeszcze najgorsze nie przyszło, ponieważ, żeby dostać się do obrony musimy dosłownie przejść przez spaczonych. - poinformował Promiego. - Co ty chcesz, żebym przeszedł obok tych potworów? - Odpowiedział tracąc wiarę. - Nie obok nich tylko nad nimi. - Mamy nad nimi przeskoczyć, w ciasnym korytarzu bez możliwości obrony? - Damy radę, co nie Gobi? - Uśmiechnął się do Gobi’ego. Nie mogę uwierzyć co ten Artur mówi, po takich widokach mam jeszcze nad nimi skakać. Nie dam rady, mentalnie na samą o nich myśl mam dreszcze a będę pewnie musiał z nimi walczyć. Lecz może się udać, jak powiedziała Ariana ( Pani Lekarka ) mam krew wikingów, więc mogę wejść w ten tryb berserka. W ostateczności to ja ich zabije a nie oni mnie, więc może się chyba udać. - Niech będzie, jakoś dam radę nad nimi skoczyć. - Zawahał się przez chwilę Promi. - Haha i to Promi, którego zwerbowałem haha idziemy. - Powiedział rozweselonym głosem. - Widziałem, że dasz radę Promi. - podjechał na Awewe do Promi’ego - Dzięki. Chwile później znów zaczęli biec w stronę wewnętrznego pierścienia. Sytuacji nie polepszało to, że czym bliżej byli tym więcej było ciał. Niektórzy byli wciąż żywi i ich krzyki z bólu docierały do Promi’ego, który coraz bardziej się przygnębiał. Aż w końcu zobaczyli osoby odpowiedzialne za to wszystko czyli SPACZONYCH. - Pamiętasz Promi co robimy, skaczemy nad nimi i biegniemy dalej nie zatrzymujemy się nawet na chwile. A ty zającu lepiej wejdź na Promi’ego. - DAM RADE PIĘKNISIU! A mogę jednego zaje*ać? - Możesz próbować, ale zginiesz jak spróbujesz zapewne. - Dam radę. Artur spojrzał na Promi’ego zanim skoczył jego twarz była pochmurna. Odwrócił się i skoczył potem Promi, co dziwota, był zaraz obok Artura w skoku. Natomiast Gobi, który chciał się pochwalić swoimi umiejętnościami ruszył na SPACZONYCH sam. W następnych sekundach stało się coś niesamowitego Awawa rozpędził się do niesamowitej prędkości. Zaraz później Kopia Gobi’ego wydłużyła się o 2 metry i przebiła na wylot jednego z SPACZONYCH. Artur, który spojrzał się w tył locie zaniemówił, Promi po chwili też się spojrzał. Ujrzeli jadącego w ich kierunku Gobi’ego z ciałem nabitym na jego kopie. Gobi jadąc w ich kierunku z kopią z ciałem, przepychał się przez pozostałych. Całość nie trwała nie dłużnej niż 7 sekund. - Hahaha jakie wspaniałe trofeum zdobyłem a DZIĘKI CI BOŻE! - Niemożliwe. - powiedzieli obaj. Po czym pojechali do ostatniego punktu obrony, czyli do wewnętrznego pierścienia. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Proszę o komentowanie i ocenianie.
  14. Jak zwykle genialne ! Tylko ta czcionka taka małą.
  15. Rozdział 15 - Ty jesteś Bogiem Krwi? - Zapytał ze zdziwieniem tajemniczy głos. - A nie powinienem nim być? - odpowiedział pytaniem Promi. - Nie! Bóg krwi jest złem w najczystszej postaci. - Powiedział tajemniczy głos. - AHA myślałem, że jedynie smoki i duchy istnieją na ziemi, nie wiedziałem, że istnieją jeszcze bogowie. - Istnieją i jednocześnie nie istnieją. Są zbyt potężni, żeby wejść do tego świata, mogą jedynie dawać niektórym ludziom wizje ewentualnie do nich mówić. - Rozumiem, ale wiesz, że ja to wymyśliłem na poczekaniu? - Zapytał z uśmieszkiem. - NIE, nie powinieneś nawet o nim mówić, bo jeszcze cię spaczy! - Odrzekł z niepokojem. - No okej, a mógłbyś mi się wreszcie pokazać, bo cie nie widać w tym cieniu? - Zapytał Promi. - Naprawdę, a to bardzo przepraszam jestem Gobi a to mój rumak Awawa. - Pojawił się z cienia. - Hahaha, nie wierze, to są ku*wa jakieś jaja. - mówił Promi przez śmiech. - I z czego się śmiejesz? - No bo jesteś królikiem, a twój wierzchowiec to świnka morska i na dodatek mówisz. - Przetarł łzy. - Możesz nie wierzyć, ale byłem kiedyś Paladynem króla Filipa III. A mam małe pytanko czy odzyskaliśmy ziemię święta? - Zając wpatrywał się w Promi’ego. - Nie, a następne 2 krucjaty nie dotarły. - Powiedział oschle. - Nosz KU*WA JEBA*I SARACENI JA IM DAM DEUS LO VULT! - Wykrzyczał Gobi. - Ej ej, nawet ja tak nie przeklinam, spokojnie. - Jak mam być spokojny, jak te kozo lubne zwierzęta chodzą po ziemi świętej! - Nie odzyskasz jej, władają nią jakieś 1000 lat. - COO!? Po małym zawale Gobi był w stanie się pozbierać do kupy. Po wytłumaczeniu wszystkiemu królikowi, jak się mają sprawy w Jerozolimie, Gobi się trochę uspokoił. Rozmawiali tak jeszcze do chwili, kiedy Promi’emu nie zadzwonił telefon. - Halooo. - Powiedział z francuskim akcentem. - Promi, masz w tej chwili wracać do bazy, za chwile rozpocznie się spotkanie Zakonu! - A pierd*l go Promi, nie będzie ci mówić jak masz żyć co nie Awawa? - Awawa pomachał głową. - Kto to był? - A mój nowy kumpel, wszystkich kumpli zostawiłem to musiałem skołować nowego. - Ha ha wiedziałem, że z ciebie równy chop! - Weż go i wracaj do bazy. Rozumiesz? - Gobi idziesz ze mną do bazy? - No jasne, nie mogę cię zostawić z tymi złamasami. Awawa zbieraj manatki, wyjeżdżamy! - Słyszałeś, za pół godzinki będziemy. - Mam taką nadzieję, bez odbioru. Gobi’emu zajęło chwile pozbierać swoje rzeczy, w których skład wchodziła: kopia, uzbrojenie, słoma, szyszka, kawałek marchewki i mięso upieczonego szczura. Po zabraniu tych rzeczy, mogli wyruszyć do bazy. Podeszli pod górę, gdzie była tajna baza Zakonu. - Ja tam wskoczę, a ty jak zamierzasz tak wejść? - Awawa! No moja ty mordo, zrobimy małe zawody kto pierwszy tam dotrze, stawia obiad, zgadzasz się? - Zapytał będąc pewien wygranej. - Jasne zaczynamy na trzy. - Uśmiechnął się do Gobi’ego. Promi, który zaczął powoli odliczać spojrzał na Awewe, który był tak skoncentrowany, że z nosa była widać wydychane powietrze. Kiedy doliczył do trzech, szybko wyskoczył w górę, już po kilku sekundach był na wysokości 400 metrów. A tajna baza znajdowała się na 4000 metrów. Time skip - Haha i co, gdzie jesteś Gobi jeszcze na dole HAHAH! - Właściwie, to jestem na twojej głowie. - Powiedział wpatrując się w metę. - Co? Promi, który znajdował się prawie przed metą został prześcignięty przez Gobi’ego i Awewe. - Co ty robiłeś na mojej głowie i jak tam się znalazłeś! - Zapytał Promi poddenerwowany. - No kiedy już prawie skoczyłeś wjechałem na twoją głowę i czekałem aż mnie nie zabierzesz na metę. Stawiasz mi obiad Promi. - Zdjął hełm. - Oszust, ale nie ważne, chodźmy na to spotkanie i idziemy jeść. Małe zawody zakończyły się wygraną Gobi’ego, który przechytrzył Promi’ego. Powoli zmierzali do wrót bazy, kiedy ktoś ich zatrzymał. - Pan to Promi, tak? - Tak, a o co chodzi. - Zebranie zakonu będzie w sali 216/b proszę się tam pojawić. A co do pańskiego zwierzaka, zamkniemy go w jakimś pustym akwarium, żeby nie uciekł. Co nie, chodź tu mały. - wyciągnął ręce próbując złapać Gobi’ego. - Weź SPIER*ALAJ z tymi ufajdanymi racami, bo inaczej nigdy już nie zobaczysz księżyca. Reakcja pracownika była ciekawa, wywrócił się jak tylko usłyszał że królik o imieniu Gobi mówi. Szybko odbiegł z miejsca, żeby nie wiedzieć więcej Gobi’ego. Po tej krótkiej scence poszli do sali 216/b po kilku złych zakrętach i wypadkach: rozcięcie ściany przez Promi’ego, żeby zobaczyć czy to ta ściana. Było więcej takich wypadków, lecz w końcu znaleźli sale 216/b. - W końcu jesteś, siadaj obok mnie, a gdzie ten twój nowy kumpel. - Zapytał zaciekawiony. - Te, koleżko, tu jestem i tylko spróbujesz patrzeć na mnie z góry to ci zostawię bobki pod poduszką. - Co to jest? Jakiś mutant czy jakiś inny diabeł? - To … - Sam się przed stawie Promi! Jestem Gobi JEDEN z TRZECH paladynów króla Filipa III, a to mój wierny rumak Awawa. - Twój nowy kumpel to zając? - Królik. - I jeździ na śwince morskiej? - Tak. - A no dodatek jest paladynem? - Tak. - Z jakiej ty nory to wyciągnąłeś i dlaczego to w ogóle mówi. - Słuchaj pięknisiu, wyglądam tak, bo zła czarownica, która była zła, rzuciła na mnie złe zaklęcie, dlatego wyglądam tak źle. - Trochę za dużo tego źle, nie uważasz? - Aaa sam masz ryj jak koń. - Uwaga, zebranie zacznie się za chwilę. Zebranie się zaczęło, było to pierwsze zebranie Promi’ego, na którym był. Na zebraniu było mówione o nowych taktykach walki z duchami, omówienie raportu walki z ostatnim duchem. Nowym zagospodarowaniu PLZ’tu i o nowej technologii. Wszytko to nudziło Promi’ego i Gobi’ego, który siedział na Awewe, który siedział na ramieniu Promi’ego. Artur widząc jak w tym samym momencie cała trójka razem ziewa, zaśmiał się. Wkrótce później zebranie się skończyło i cała załoga się rozeszła. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Na dole ich wygląd.