sQubany90

Autor - sQubany90
  • Content count

    72
  • Punkty

    470 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

sQubany90 last won the day on February 11

sQubany90 had the most liked content!

Community Reputation

48 Zdobywca

2 Followers

About sQubany90

  • Rank
    Świeżak
  • Birthday

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

249 profile views

Profile Song

  1. Rozdział 19 Promi powoli przystosowywał się do myśli, że Gobi będzie z nim mieszkał razem z Awawą. Po omówieniu z Gobi’m jak będzie wyglądała ta współpraca, postanowili je omówić jeszcze raz czy aby na pewno wszystko dobrze uzgodnili. - Więc? - Zapytał Promi oczekując odpowiedzi. - Więc tak, jeśli jeden z nas przyjdzie z dziewczyną to ten drugi wychodzi tak? - Odpowiedział. - Tak i co dalej. - Kontynuował Promi. - Dalej, osoba, która przyszła z dziewczyną musi się uwinąć w 2 godziny. A jeżeli nie da rady to napisać do współlokatora, że nie wszystko idzie zgodnie z planem. - Odrzekł i klapnął uchem. - Brawo, po godzinie wałkowania jednej zasranej rzeczy udało ci się zapamiętać. - To nie moja wina, poza tym ja się uczę poprzez praktykę. - Oznajmił Gobi Rozmowa toczyła się przez kilka godzin. Podczas tej rozmowy pracownicy naprawiali uszkodzenia bazy jak i statku. Do naprawy użyli części, które uzyskali po rozmontowaniu zdobytych statków. Prace przyspieszyły kiedy po godzinie dotarły główne siły Zakonu z transportem. Główne siły Zakonu, dowodzone przez Naczelnika Rick’a (i Morty). W skład sił wchodziły 43 PLZ’ty bojowe i 12 transportowych. Owy naczelnik był magiem, który walczył za pomocą 2 dwuręcznych ostrzy. Siła, którą posiadał, była czymś niesamowitym. Jego wygląd nie był jakiś specjalny. 2 metrowy chłop, mocno umięśniony, włosy ścięte na jeżyka i mały kwadratowy wąs. Był znany też jako 1 z 5 króli, chodzących po ziemi. Moc, jaką posiadali Królowie, przekraczały wszelkie możliwe normy. On sam był w stanie podmuchem miecza zabić wszystkich 80 SPACZONYCH. Szybko zaczął sprawdzać stan bazy jak i personelu. Nie zajęło długo kiedy Artur i Rick się spotkali. Po czym wywiązała się rozmowa o tym kto zaatakował, kiedy, z jaką siłą i ile magów zaatakowało. 23 minuty później - Promi masz gościa! - Powiedział Artur otwierając drzwi. - Kogo? - Zapytał Promi ciągle mówiąc o zasadach Gobi’emu. - TO JA! - Rzekł Rick pokazując umięśnienie. - HEJ A TO JA! - Odpowiedział Promi pokazując palcem na siebie. - To jest Naczelnik Rick dowodzi wszystkimi wojskami zakonu i połowicznie organizacji. Na Promi’m to chyba nie zrobiło wrażenia, ponieważ po tym jak się spojrzał na Rick’a to parsknął. Artur jak to zobaczył serce zaczęło mu szybciej bić, bo nikt ze znanych mu osób nie odważył się tak zachowywać prze Naczelnikiem. Chwile później Awawa podszedł i na naszczał na buty Naczelnika. - O ty mała świnko morska. - podniósł Awawe. - E ziomek puszczaj Awawe, nikt nie może go dotykać oprócz mnie. - Powiedział strzelając palcami. - A co mi zrobisz króliku? - Zapytał Rick. - O ja już ci pokaże. - CHWYT – Puszczaj mnie, puszczaj mnie ja mu pokaże. - rzekł do Promi’ego. - Przecież ja cię nie chwyciłem, sam się trzymasz. - Odpowiedział krzyżując ręce. - A faktycznie dobra nieważne. Puszczaj Awawe, bo inaczej cię przerobie na mielonkę! - Krzyknął. Wtedy się stało coś czego nikt się nie spodziewał. Rick, który coraz mocniej ściskał Awawe, puścił go. Awawa od razu podbiegł do Gobi’ego, ale na tym się nie zakończyło. Już po chwili Rick wyzwał Promi’ego na pojedynek. Lecz Promi mu uświadomił, że nie będzie z nim walczyć, bo niema sprawnej broni. Przez ostatni najazd jego nagita się zniszczyła. I aktualnie Majster robi mu nową broń. - A za ile będziesz ją miał? - Zapytał Naczelnik zirytowany sytuacją. - Nie mam zielonego pojęcia. Mogę pójść i się zapytać, ale wątpię, żeby Majster już ją skończył. - Prowadź! - Wykrzyczał znowu pokazując umięśnienie. Promi wstał z podłogi i zaczął iść powoli w stronę Kuźni. Nie spieszyło mu się zbytnio. Po kilku alejkach postanowił pójść nie do Kuźni, ale na stołówkę. Po zmianie kierunku nie zajęło mu długo zanim doszedł do niej. Tak jak każdy pracownik stanął w kolejce i czekał. Po niespełna 21 minutach wreszcie stanął przy okienku. - Dobry. - Przywitał się Promi z szerokim uśmiechem. - A dobry, dobry, co chcieć jo mom tu kapuchę, dzika opendzowałam przed chwilo i mom wszystko inne. - Powiedziała kobieta. - Ło panocki to jo chcieć trochę kapuchy i dziko. - Odpowiedział Promi z cieknącą ślina. - Toki jesteś miły z ciebie chop, że dom ci jeszcze kapuchy zasmażanej. - Rzekła nakładając jedzenie na talerz . Promi po chwili dostał jedzenie i usiadł przy jednym ze stolików. Wybrał specjalnie ten, bo nie było tam nikogo, więc mógł się rozłożyć niczym król. Miał już zacząć jeść kiedy nagle przysiadło się do niego 5 osób i zaczęli go wypytywać o walkę ze SPACZONYMI. Promi niechętnie odpowiedział na wszystkie pytania, bo chciał na początku zjeść, ale irytująca 5 nie dawała mu. Po 7 minutach odpowiedział na wszystkie pytania i mógł wreszcie zjeść. Jedzenie mu na szczęście nie wystygło, ale też nie było ciepłe tylko letnie. Wszystko zjadł wręcz błyskawicznie, najbardziej mu smakowała zasmażana kapusta. Nie minęło nawet kilka sekund, kiedy Promi poprosił o dokładkę kapusty. Tak minęły najbliższe 2 godziny w życiu Promi’ego. - PROMI JESTEŚ TU! - Krzyknął Rick – WIEM ŻE TU JESTEŚ! Promi od razu podniósł rękę mając jeszcze łyżkę w buzi. Naczelnik razem z Arturem szybko podeszli do niego, i zaczęli mu prawić wywód jaki on to nie jest. Promi patrzał na nich i myslał sobie wtedy „Są niczym małpy, które znalazły jedynego banana”. Chodzili wokół niego i mówi, natomiast on nie zważając na nich wciąż jadł swoją kapustę. - A byłeś u Majstra? - Zapytał Artur widząc, że ten wywód do niczego nie prowadzi. - Byłem w połowie a wtedy zgłodniałem i przyszedłem tu i zacząłem jeść. Wiesz jaką mają tu super kapustę, nigdy takiej nie jadłem. - Odpowiedział Promi przełykając kapustę. - Wiem, jest naprawdę dobra, ale nie o tym. Jak to byłeś w połowie? - No byłem w połowie i … - NIE WAŻNE! - Krzyknął rozwalając pięścią stół na pół. Talerz, na którym była kapusta Promi’ego został wywalony na podłogę. Przez sekundę był wstrząśnięty tym, że jego kapusta została zniszczona. A później odwrócił się do Ricka i powiedział. - Zmów modlitwę. - Powiedział z zamiarem zabójstwa. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  2. Rozdział 18 Bitwa trwała już kilka godzin, w tym czasie pracownicy bazy jak i załoga PLZ’u odzyskała panowanie nad bazą i zaczęli ostrzał w Krążowniki wroga. 3 z 8 krążowników zostało zestrzelonych, natomiast reszta została mocno uszkodzona. Na niektórych z nich już są prowadzone walki z celu przejęcia statku przez Zakon. Jeśli Zakon przejął by 2 czy 3 to trochę by się uniezależnił od Organizacji, co by pozwoliło na większą swobodę względem Zakonu. Nie trwało długo zanim pierwszy i drugi statek skapitulował. Wieści o przejęciu statków wroga powiększyło morale, co skutkowało tym, że było więcej ludzi do abordażu na kolejny statek. Po 2 godzinach kolejne 2 statki upadły zmuszając wrogów do odwrotu. Pomimo tego, że wróg się wycofał nie było niczego do świętowania, ponieważ straty jakie ponieśli były dość duże : ponad 60% personelu zostało zabite, uszkodzenia bazy też były poważne. Żeby je naprawić prawdopodobnie będzie trzeba rozmontować 3 z 4 zdobytych statków. Uszkodzenia PLZ’u były małe, ale wystarczająco duże, żeby rozmontować ostatni statek w celu naprawy. Mimo to, że wygrali tak naprawdę przegrali zbyt duże straty personelu oraz sprzętu, do tego żadnych zdobyć. - Promi, co tam? - Zapytał Gobi jadący w jego stronę na Awawie. - Nic, prawdopodobnie mam złamanych kilka żeber i mnie tu zostawili wszyscy. - A tam się przejmujesz, ja na krucjacie miałem złamaną głowę i przeżyłem. - Nie da się złamać głowy. - Odpowiedział Promi – A poza tym wygrywamy? - Wygraliśmy, ale mamy katastrofalnie duże straty po naszej stronie ponad 60% personelu nie żyje. - Tyle strat i co teraz? - Zapytał drapiąc się po głowie. - Artur powiedział, że jedziemy do Wielkiej Brytanii tam uzupełnimy zaopatrzenie. - Niech go szlag trafi, a miało być tak pięknie. - Miało nie wiać w oczy nam. - Zaśpiewał Gobi. - CO? - Co? Myślałem, że śpiewamy. Fajne są te piosenki, które masz w tym magicznym pudełku. - Hehe, a znasz bez znieczulenia? - Tak, śpiewamy na trzy. Chwile później Promi, Gobi i Awawa śpiewali. Awawa wydalał jedynie jakieś dziwne dźwięki, mimo to nie zniechęciło ich do zaprzestania. Razem śpiewali przez ponad godzinę wszystkie utwory które pamiętali. Dopóki nie przyszedł po nich Artur. - To tylko na moment nad staw. - śpiewał Promi. - A co by rybom podać tlen. - Kontynuował Gobi. - Ymm ymm ymm. - Kontynuował Awawa. - Co wy robicie? - Zapytał Artur. - Nie widzisz, śpiewamy. A co ty tu robisz? - Odrzekł Gobi. - No dobra, Promi czemu nie przyszedłeś na mostek? - No nie wiem, prawdopodobnie dlatego, że mam połamane żebra i chyba nogę. Może przez to, ale nie jestem w 100% pewien. - Powiedział sarkastycznie. - Po prostu cię nie lubi Promi, przykro mi to mówić. - po czym powiedział chicho – wcale nie. - Dobra rozumiem, poczekaj chwile zaraz przyprowadzę Arianne i ci pomoże. Ta chwila trwała ponad godzinę, więc znowu cała trójka zaczęła śpiewać. Wkrótce przyszła Ariana z Arturem do nich i zobaczyli, że cała trójka się świetnie bawi. - Miłość miłość w zakopanym. - Zaczął Promi. - Polewamy się szampanem. - Kontynuował Gobi. - Ymm ymm ymm. - Dalej kontynuował Awawa. - A ty królową nocy. - Zaczęła pstrykać palcami. - Ooo Pani Arianna chodź usiądź i pośpiewajmy razem. - Zaproponował Gobi. Jednak Ariana odmówiła widząc stan Promi’ego. Szybko otworzyła nosze, które miała i razem z Arturem powoli przenieśli Promi’ego na nosze. Szybko przenosili go do leczniczy i zaczęła go leczyć. W między czasie Artur wraz z załogą starali się naprawić uszkodzenia. Skip time - No możesz się już ruszać, ale nie trenować. Po za tym powinieneś iść do Majstra, mówił że ma do ciebie sprawę. - Powiedziała Ariana. - Rozumiem i dziękuje za wszystko jak zawszę. - Odrzekł Promi uśmiechając się. - Nie ma za co. - Też się uśmiechnęła. Promi, który dopiero wyszedł z leczniczy, skierował swe kroki do kuźni. Po dosłownie 4 minutach już dochodził do niej, ale po drodze spotkał wice kapitana, który mu dziękował za obronę bazy przed SPACZONYMI. Rozmawiali jeszcze chwile po czym zakończyli. W następnej chwili doszedł do kuźni, wszedł i zaczął rozglądać się za majstrem, którego jak zawsze nie dało się znaleźć. Lecz po chwili krzyków ze strony Promi’ego Majster wychylił ten swój ryj za rury. - Ooo nareszcie jesteś, już myślałem, że nie przyjdziesz do mnie. Czekam od tygodnia na ciebie. - Przepraszam, ale pani Ariana nie chciała mnie wypuścić z leczniczy. - Powiedział przepraszająco. - Nic się nie stało, a teraz co do twojej broni. Próbowałem ją naprawić, ale jest zbyt wiele wyszczerbień na ostrzu. Po za tym cała głownia jest zniszczona wewnętrzne. Dlatego chcę się zapytać czy roztopić całą broń i od nowa ją stworzyć. Czy tworzymy nową mniej skomplikowaną, ale twardszą? - Hmm, niech będzie ta nową. A co z Klejnotem? - Zapytał poddenerwowany. - Po prostu go wyjmie. Tak więc jaką chcesz broń. - Odrzekł. - Guan dao dałoby radę, bo nie chce mi się uczyć od początku nowych technik. - Guan dao, tak? Dam radę, nawet wiem jakie ci je zrobię, żeby ci się spodobało i miało mocne pierdol*ięcie. - Powiedział zaciskając pięść. - Dobra, liczę na ciebie. Promi wyszedł z Kuźni i poszedł w stronę pokoju, gdzie nie było ponad tydzień od oblężenia na bazę. Promi stęsknił się za swym pokojem. Po kilku minutach doszedł do pokoju i spotkał tam nieoczekiwanego gościa. Był tam Gobi, który stworzył w rogu pokoju swoje małe łózko, a dla Awawe przyprowadził klatkę. - Co ty tu robisz? - Zapytał krzyżując ręce. - Od dziś mieszkam z tobą. - Odpowiedział. Promi’go zatkało, przez chwile nie był w stanie nic powiedzieć, bo się zapowietrzył. Lecz po chwili zaczął się wypytywać kto mu pozwolił, dlaczego, czemu. Rozmowa trwała dopóki Promi tego nie zaakceptował. Kiedy zaakceptował, że Gobi i Awawa będą u niego mieszkać zaczął tworzyć zasady, których mają przestrzegać. Jeszcze kilka minut był w nerwie, ale kiedy Gobi zaczął śpiewać Promi od razu przyłączył się do niego. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  3. Rozdział 17 Jak to możliwe, że ten mały królik był w stanie zabić jednego ze SPACZONYCH. Jego siła musi być taka sama jak moja lub większa, ale samo jego doświadczenie bojowe jest na bardzo wysokim poziomie. Można to zobaczyć po sposobie w jaki sposób utorował sobie miejsce na przejazd. Będę musiał go sprawdzić w archiwach czy istniał w ogóle ktoś taki jak Paladyn Gobi. - Kapitanie, dobrze pana widzieć, obrona jest gotowa, wystarczy rozkaz a przejdziemy do kontrataku. - Rozumiem. Promi jesteś cały? - Zapytał dla pewności. - Tak, jestem cały, Gobi a co z tobą, jesteś cały? - Noo.. chyba nie. - Poklepał się po plecach. - Coś ci się stało w plecy? - NIE KUR*A BOLI MNIE ZĄB WIESZ, JASNE, ŻE PLECY MNIE BOLĄ GŁĄBIE! - Rozumiem, rozumiem pokaż te plecy. - Przesuń się Promi, ja zobaczę. - Poklepał Promi’ego po plecach. - Okej zdejm tą zbroję króliku, zobaczę co ci się stało. Gobi niechętnie zdjął zbroję i krótką koszulkę, którą miał pod spodem. Na plecach Gobi’ego nie było żadnych ran, więc Artur zaczął szukać kości. Znalazł je po krótkim czasie, ale nie całe tylko połamane w wielu miejscach. Prawdopodobnie złamał się gdy kopia się powiększyła i zabiła jednego przeciwnika. Ciała Gobi’ego nie było w stanie tego wytrzymać i jego kości zaczęły się kruszyć wskutek czego się złamały. - No naprawdę nie sądziłem, że jesteś aż tak głupi króliku. - Szydził z Gobi’ego. - Ha ha ja przynajmniej coś zrobiłem, teraz mamy 1 przeciwnika mniej. - KAPITANIE czekamy na rozkazy. - Przerwał rozmowę tych dwóch. - No tak więc: CZAS MORDOWANIA! - Powiedział z przerażającym uśmiechem. - Nareszcie / dłużej się nie dało / czas zabijać. - Odpowiedziała załoga zgodnym chórem. Po niecałych 2 minutach cała obrona była przygotowana odeprzeć atak wroga. Obrona przygotowana z tego co znaleźli w biurach czyli: biurka, krzesła, pomniejsze szafki. Wszystko zbudowało 5 metrową ścianę o wysokości 2 metrów. Dodali do tego 5 dział gatlinga z całą skrzynką amunicji na jedną sztukę broni. Obrona w tak ciasnym korytarzu byłą znakomita, lecz nie była dość dobra na walkę z 79 magami pod kontrolą duchów. - Czy my przeżyjemy? - zapytał się przygnębiony Promi. - Nie bądź taki przygnębiony, z gorszych sytuacji wychodziłem cały. - Naprawdę? - Ponownie zapytał odzyskując wiarę. - Nie, chciałem cię tylko trochę pocieszyć. - Odpowiedział śmiejąc się. - HAHAHA - Haha trochę mnie to pocieszyło. Chodźmy im zrobić z dupy jesień średniowiecza. - HAHA tak chodźmy, ale najpierw zaserwujmy im DŁUGĄ salwę z gatlingów. Jak to powiedział pewien kapitan „NAPIEEEERDALAĆ”. Po słowach kapitana wszyscy trzymający gatlinga rozpoczęli ostrzał. Mają po skrzynce amunicji na jedno działko. Salwa trwała beż przerwy przez 13 minut. Podczas salwy zginęło 29 magów (dla wyrównania, nie lubię nieparzystych liczb) pozostało 50 wrogich magów. Towarzysze poległych nie zareagowali w najmniejszym stopniu na ich śmierć. Ciał poległych nie było wstanie się połączyć nawet w umyśle. Wszystko było podziurawione, poszarpane, zniszczone. Nie było kawałku ściany gdzie nie było brązowej krwi. - To atakujemy Artur? Przecież nie będą tam tak ciągle stać, co nie? - Zapytał Promi - Za chwilę i chyba nie będą … bo właśnie BIEGNĄ w naszą stronę. - Spanikował Artur. FUCK, dlaczego tak szybko się wywiązała ta walka. Nie byłem na nią gotowy, ale co mi tam, czas jak to powiedział Artur „NAPIERDALAĆ”. Więc użyje swojej nagity i zabije tyle ile będę w stanie. A jak to przeżyje to cię nazwę, tak jak powiedział Artur, dostaniesz swoje własne imię. Widzę swojego pierwszego przeciwnika, jak mu wyku*wie to go zabije. Promi, który biegł w stronę przeciwnika naładował swoją broń maną, po czym zaatakował z prawej. Wróg przejął pozycję do obrony ataku, lecz atak Promi’ego był silniejszy. W skutek czego przeciął swoją nagitą miecz przeciwnika jak i jego samego. Rozdzielając przeciwnika od dolnej części ciała, mimo to przeciwnik swym złamanym mieczem chciał zaatakować Promi’ego. Lecz złamany miecz okazał się za krótki i nie dosięgnął go, chwile później ruszył na kolejnego przeciwnika. Z kolejnym przeciwnikiem były większe problemy, ponieważ on już unikał ataków Promi’ego. Widząc to, że się do niego nie zbliży wróg, Promi doskoczył do wroga i odczepił ostrze od głowni i zaatakował. Przeciwnik nie mając możliwości obrony, dostał. Ostrze wbiło się do połowy brzucha i uniemożliwiło poruszanie się. Promi jeszcze raz naładował broń maną i rozsadził swojego przeciwnika. Krew prysnęła w każdą stronę, opryskało całego Promi’ego, będący cały w krwi zatracił się i jego podświadomość przejęła kontrolę zamieniając go w Berserka. Artur, który dopiero po chwili zobaczył co robi Promi. W locie odciął głowę trzem SPACZONYM, gołymi rękami rozerwał przeciwnika, dźgał stokroć już martwe ciało. Jakby chciał się upewnić, że jest martwe. Chwile później Artur krzyknął. - Wszyscy odwrót za mur! - Machnął ręką – Promi’ego pojeb*ało, zabija każdego kogo zobaczy. - Te piękniś, co mu się stało? - Zapytał Gobi obandażowany papierem toaletowym. - A wszedł w … - Spojrzał na Gobi’ego – co ty ku*wa robisz? - Nic okryłem się tym czymś. Ta tkanina jest bardzo nieprzyjemna. Wolałbym już zwykłą ścierkę. - Ty masz złamane kości, a nie rozcięcia na plecach. - No właśnie, dlatego użyłem tego czegoś, żeby mi się nie ruszały. A teraz jedziemy walczyć! AWAWA. - Czekaj. - złapał królika za uszy – nigdzie nie jedziesz Promi jest teraz Berserkiem. - Ooo wszedł w ten tryb? Czyli ma geny wikingów. W przyszłości będzie bardzo silny. - Będzie najsilniejszy. - Spojrzał na królika. Promi w tym czasie wyżynał ostatnich przeciwników. Mając połamane kości, rany cięte na prawie każdej kończynie, walczył. Mając zniszczoną broń złamaną w pół, wyszczerbioną, ruszył na ostatnich wrogów. Odzyskując powoli swoją świadomość widział jak jego ciało się rusza i ćwiartuje przeciwników na malutkie części. Już po chwili odzyskał całą kontrolę nad ciałem, wtedy nadział ostatniego przeciwnika na swoją broń niczym na szaszłyk. - CZAS ODBIĆ DZIAŁA I ZACZĄĆ KONTRATAK! - krzyknął Artur. - Jesteś cały Promi? - zapytał Gobi. - Tak, ale wszystko mnie boli. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →.
  4. Ile ja na to czekałem <3.
  5. Rozdział 16 Myślałem, że to zebranie się nigdy nie skończy, to nic, że połowę przespałem. Lecz to omówienie nowych technologii nawet mnie trochę zaciekawiło. Szczególnie karabiny plazmowe, czy każdy żołnierz w zakonie będzie miał taki sprzęt. Jeszcze jedno mnie zainteresowało. Było to omówienie struktury dowodzenia na prośbę Artura. Jeśli dobrze wszystko zrozumiałem to to zajmuje 4 pozycje od góry, czyli mag bojowy. Jeśli awansuje będę wtedy KMB ( Kapitan Magów Bojowych ), co oznacza, że będę miał własnych ludzi pod sobą. Jak spotkam Artura będę musiał się zapytać jak awansować. Promi szedł swoim powolnym tempem do pokoju nie zwracając uwagi na Gobi’ego, który ciągle za nim jechał. Gobi próbował zacząć jakąś rozmowę, ale w końcu się podenerwował, gdyż Promi w żaden sposób nie reagował. Aż nastąpił Alarm - ALARM! ZAUWAŻONA WROGIE KRĄŻOWNIKI W POWIETRZU NALEŻĄCE DO SPACZONYCH POZIOM ZAGROŻENIA 3. WSZYSCY NA STANOWISKA BOJOWE! - Spaczeni? Co to za jedni Promi? - Nie mam pojęcia, wiem jedynie o Wygnanych, ale o spaczonych nikt mi nie powiedział. - No to ładnie, szybko do pokoju po broń! - Racja. - Po cholerę oddawaliśmy bronie przed wejściem na to zebranie? - Bo mają tu takie zasady, a teraz nie gadaj tylko pędź za mną! Szybko pobiegli w stronę PLZ’tu do pokoju, gdzie prawdopodobnie będą ich bronie. Biegnąc w stronę było już czuć ataki wroga. Ataki wroga były tak silne, że niektóre przejścia zostały zawalone. Promi widząc jak baza powoli się zamienia w gruzowisko, jeszcze bardziej przyspieszył. Gobi jak przystało na byłego paladyna, dostosował się do tępa Promi’ego i już chwile później byli w dokach. Pierwsze co zauważyli to była zniszczona cała brama główna. Przez dziurę w bramie było widać 8 Krążowników wroga latających nad bombardowaną bazą. - Poczekaj na mnie, wskoczę na mostek przez dziurę, którą zrobiłem, wezmę broń i zaraz będę. - Poczekam za tą skrzynką na ciebie. - pobiegł za skrzynkę. Nie czekając na nic, szybko wskoczył na mostek i do pokoju. Zabrał swoją broń i Gobi’ego po czym wyskoczył. Nie trwało to więcej niż 10 sekund. - Masz? - Wyszedł Gobi zza skrzyni. - Mam, łap. - rzucił kopie. - To co teraz? - Nie wiem, tylko do tego momentu myślałem co robić. - PROMI tu jesteś, jak dobrze. Na razie wycofujemy się do środka bazy. - Co? Czemu? Przecież możemy ich pokonać, co nie? - Zapytał wyrażając sprzeciw. - Nie, tu nie, ale we wnętrzu bazy tak. Mają zbyt wielką przewagę liczebną. Na każdy ich krążownik jest około 10 magów czyli mają około 80 magów. Natomiast my mamy 8 bo Verick zginął. - 80 magów to powinniśmy porzucić tą bazę, nie mamy szans 8 magów kontra 80. Każdy z nas musiałby zabić 10 magów sam. - Cały plan powiem ci po drodze, a teraz chodźcie za mną. - O myślałem, że o mnie zapomniałeś. Artur nie zwrócił uwagi zbytnio na Gobi’ego. Zaczął biec a za nim Promi i Gobi w stronę wewnętrznego pierścienia bazy. Gdzie skupiała się cała obrona, na niektórych korytarzach było pozostawione spalone zwłoki z powyrywanymi kończynami. Tak był styl walki Spaczonych, na początku torturować wyrywać, niektóre kończymy po czym spalić żywcem przeciwnika. Promi widząc tak makabryczne sceny nie raz zwymiotował, natomiast Gobi klną pod hełmem. Dla Artura był to zwyczajny już widok, więc zbytnio nie zareagował. - Jeszcze najgorsze nie przyszło, ponieważ, żeby dostać się do obrony musimy dosłownie przejść przez spaczonych. - poinformował Promiego. - Co ty chcesz, żebym przeszedł obok tych potworów? - Odpowiedział tracąc wiarę. - Nie obok nich tylko nad nimi. - Mamy nad nimi przeskoczyć, w ciasnym korytarzu bez możliwości obrony? - Damy radę, co nie Gobi? - Uśmiechnął się do Gobi’ego. Nie mogę uwierzyć co ten Artur mówi, po takich widokach mam jeszcze nad nimi skakać. Nie dam rady, mentalnie na samą o nich myśl mam dreszcze a będę pewnie musiał z nimi walczyć. Lecz może się udać, jak powiedziała Ariana ( Pani Lekarka ) mam krew wikingów, więc mogę wejść w ten tryb berserka. W ostateczności to ja ich zabije a nie oni mnie, więc może się chyba udać. - Niech będzie, jakoś dam radę nad nimi skoczyć. - Zawahał się przez chwilę Promi. - Haha i to Promi, którego zwerbowałem haha idziemy. - Powiedział rozweselonym głosem. - Widziałem, że dasz radę Promi. - podjechał na Awewe do Promi’ego - Dzięki. Chwile później znów zaczęli biec w stronę wewnętrznego pierścienia. Sytuacji nie polepszało to, że czym bliżej byli tym więcej było ciał. Niektórzy byli wciąż żywi i ich krzyki z bólu docierały do Promi’ego, który coraz bardziej się przygnębiał. Aż w końcu zobaczyli osoby odpowiedzialne za to wszystko czyli SPACZONYCH. - Pamiętasz Promi co robimy, skaczemy nad nimi i biegniemy dalej nie zatrzymujemy się nawet na chwile. A ty zającu lepiej wejdź na Promi’ego. - DAM RADE PIĘKNISIU! A mogę jednego zaje*ać? - Możesz próbować, ale zginiesz jak spróbujesz zapewne. - Dam radę. Artur spojrzał na Promi’ego zanim skoczył jego twarz była pochmurna. Odwrócił się i skoczył potem Promi, co dziwota, był zaraz obok Artura w skoku. Natomiast Gobi, który chciał się pochwalić swoimi umiejętnościami ruszył na SPACZONYCH sam. W następnych sekundach stało się coś niesamowitego Awawa rozpędził się do niesamowitej prędkości. Zaraz później Kopia Gobi’ego wydłużyła się o 2 metry i przebiła na wylot jednego z SPACZONYCH. Artur, który spojrzał się w tył locie zaniemówił, Promi po chwili też się spojrzał. Ujrzeli jadącego w ich kierunku Gobi’ego z ciałem nabitym na jego kopie. Gobi jadąc w ich kierunku z kopią z ciałem, przepychał się przez pozostałych. Całość nie trwała nie dłużnej niż 7 sekund. - Hahaha jakie wspaniałe trofeum zdobyłem a DZIĘKI CI BOŻE! - Niemożliwe. - powiedzieli obaj. Po czym pojechali do ostatniego punktu obrony, czyli do wewnętrznego pierścienia. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Proszę o komentowanie i ocenianie.
  6. Jak zwykle genialne ! Tylko ta czcionka taka małą.
  7. Rozdział 15 - Ty jesteś Bogiem Krwi? - Zapytał ze zdziwieniem tajemniczy głos. - A nie powinienem nim być? - odpowiedział pytaniem Promi. - Nie! Bóg krwi jest złem w najczystszej postaci. - Powiedział tajemniczy głos. - AHA myślałem, że jedynie smoki i duchy istnieją na ziemi, nie wiedziałem, że istnieją jeszcze bogowie. - Istnieją i jednocześnie nie istnieją. Są zbyt potężni, żeby wejść do tego świata, mogą jedynie dawać niektórym ludziom wizje ewentualnie do nich mówić. - Rozumiem, ale wiesz, że ja to wymyśliłem na poczekaniu? - Zapytał z uśmieszkiem. - NIE, nie powinieneś nawet o nim mówić, bo jeszcze cię spaczy! - Odrzekł z niepokojem. - No okej, a mógłbyś mi się wreszcie pokazać, bo cie nie widać w tym cieniu? - Zapytał Promi. - Naprawdę, a to bardzo przepraszam jestem Gobi a to mój rumak Awawa. - Pojawił się z cienia. - Hahaha, nie wierze, to są ku*wa jakieś jaja. - mówił Promi przez śmiech. - I z czego się śmiejesz? - No bo jesteś królikiem, a twój wierzchowiec to świnka morska i na dodatek mówisz. - Przetarł łzy. - Możesz nie wierzyć, ale byłem kiedyś Paladynem króla Filipa III. A mam małe pytanko czy odzyskaliśmy ziemię święta? - Zając wpatrywał się w Promi’ego. - Nie, a następne 2 krucjaty nie dotarły. - Powiedział oschle. - Nosz KU*WA JEBA*I SARACENI JA IM DAM DEUS LO VULT! - Wykrzyczał Gobi. - Ej ej, nawet ja tak nie przeklinam, spokojnie. - Jak mam być spokojny, jak te kozo lubne zwierzęta chodzą po ziemi świętej! - Nie odzyskasz jej, władają nią jakieś 1000 lat. - COO!? Po małym zawale Gobi był w stanie się pozbierać do kupy. Po wytłumaczeniu wszystkiemu królikowi, jak się mają sprawy w Jerozolimie, Gobi się trochę uspokoił. Rozmawiali tak jeszcze do chwili, kiedy Promi’emu nie zadzwonił telefon. - Halooo. - Powiedział z francuskim akcentem. - Promi, masz w tej chwili wracać do bazy, za chwile rozpocznie się spotkanie Zakonu! - A pierd*l go Promi, nie będzie ci mówić jak masz żyć co nie Awawa? - Awawa pomachał głową. - Kto to był? - A mój nowy kumpel, wszystkich kumpli zostawiłem to musiałem skołować nowego. - Ha ha wiedziałem, że z ciebie równy chop! - Weż go i wracaj do bazy. Rozumiesz? - Gobi idziesz ze mną do bazy? - No jasne, nie mogę cię zostawić z tymi złamasami. Awawa zbieraj manatki, wyjeżdżamy! - Słyszałeś, za pół godzinki będziemy. - Mam taką nadzieję, bez odbioru. Gobi’emu zajęło chwile pozbierać swoje rzeczy, w których skład wchodziła: kopia, uzbrojenie, słoma, szyszka, kawałek marchewki i mięso upieczonego szczura. Po zabraniu tych rzeczy, mogli wyruszyć do bazy. Podeszli pod górę, gdzie była tajna baza Zakonu. - Ja tam wskoczę, a ty jak zamierzasz tak wejść? - Awawa! No moja ty mordo, zrobimy małe zawody kto pierwszy tam dotrze, stawia obiad, zgadzasz się? - Zapytał będąc pewien wygranej. - Jasne zaczynamy na trzy. - Uśmiechnął się do Gobi’ego. Promi, który zaczął powoli odliczać spojrzał na Awewe, który był tak skoncentrowany, że z nosa była widać wydychane powietrze. Kiedy doliczył do trzech, szybko wyskoczył w górę, już po kilku sekundach był na wysokości 400 metrów. A tajna baza znajdowała się na 4000 metrów. Time skip - Haha i co, gdzie jesteś Gobi jeszcze na dole HAHAH! - Właściwie, to jestem na twojej głowie. - Powiedział wpatrując się w metę. - Co? Promi, który znajdował się prawie przed metą został prześcignięty przez Gobi’ego i Awewe. - Co ty robiłeś na mojej głowie i jak tam się znalazłeś! - Zapytał Promi poddenerwowany. - No kiedy już prawie skoczyłeś wjechałem na twoją głowę i czekałem aż mnie nie zabierzesz na metę. Stawiasz mi obiad Promi. - Zdjął hełm. - Oszust, ale nie ważne, chodźmy na to spotkanie i idziemy jeść. Małe zawody zakończyły się wygraną Gobi’ego, który przechytrzył Promi’ego. Powoli zmierzali do wrót bazy, kiedy ktoś ich zatrzymał. - Pan to Promi, tak? - Tak, a o co chodzi. - Zebranie zakonu będzie w sali 216/b proszę się tam pojawić. A co do pańskiego zwierzaka, zamkniemy go w jakimś pustym akwarium, żeby nie uciekł. Co nie, chodź tu mały. - wyciągnął ręce próbując złapać Gobi’ego. - Weź SPIER*ALAJ z tymi ufajdanymi racami, bo inaczej nigdy już nie zobaczysz księżyca. Reakcja pracownika była ciekawa, wywrócił się jak tylko usłyszał że królik o imieniu Gobi mówi. Szybko odbiegł z miejsca, żeby nie wiedzieć więcej Gobi’ego. Po tej krótkiej scence poszli do sali 216/b po kilku złych zakrętach i wypadkach: rozcięcie ściany przez Promi’ego, żeby zobaczyć czy to ta ściana. Było więcej takich wypadków, lecz w końcu znaleźli sale 216/b. - W końcu jesteś, siadaj obok mnie, a gdzie ten twój nowy kumpel. - Zapytał zaciekawiony. - Te, koleżko, tu jestem i tylko spróbujesz patrzeć na mnie z góry to ci zostawię bobki pod poduszką. - Co to jest? Jakiś mutant czy jakiś inny diabeł? - To … - Sam się przed stawie Promi! Jestem Gobi JEDEN z TRZECH paladynów króla Filipa III, a to mój wierny rumak Awawa. - Twój nowy kumpel to zając? - Królik. - I jeździ na śwince morskiej? - Tak. - A no dodatek jest paladynem? - Tak. - Z jakiej ty nory to wyciągnąłeś i dlaczego to w ogóle mówi. - Słuchaj pięknisiu, wyglądam tak, bo zła czarownica, która była zła, rzuciła na mnie złe zaklęcie, dlatego wyglądam tak źle. - Trochę za dużo tego źle, nie uważasz? - Aaa sam masz ryj jak koń. - Uwaga, zebranie zacznie się za chwilę. Zebranie się zaczęło, było to pierwsze zebranie Promi’ego, na którym był. Na zebraniu było mówione o nowych taktykach walki z duchami, omówienie raportu walki z ostatnim duchem. Nowym zagospodarowaniu PLZ’tu i o nowej technologii. Wszytko to nudziło Promi’ego i Gobi’ego, który siedział na Awewe, który siedział na ramieniu Promi’ego. Artur widząc jak w tym samym momencie cała trójka razem ziewa, zaśmiał się. Wkrótce później zebranie się skończyło i cała załoga się rozeszła. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Na dole ich wygląd.
  8. What The Hell???? nie ogarniam.
  9. Genialne, kiedy ten duch mówił o tej karcie pomyślałem ze będzie miał range A czy B a tu takie F+. A poza tym bardzo przyjemnie się czytało.
  10. WOW, tylko tyle umiem powiedzieć.
  11. Super, ciekawe jak silna będzie ta "moc". I taka mała prośba, dało by się powiększyć trochę te litery??
  12. Spx, mam w zapasie 10 rozdziałów zrobionych i 5 do edycji.
  13. Rozdział 14 Pokój prezentował się świetnie, był niczym jakiś penthouse. Wygląd pokoju pokazywał, że poprzedni właściciel tego pomieszczenia był fanem sci-fi. Aranżacja była wykonana w stylu sci-fi, nie było w pokoju niczego, co nie przypominało tej tematyki. Łóżko, które wyglądało jak kapsuła ratunkowa dla jednej osoby. Komputer, monitor, szafa, biurko, dosłownie wszystko było w kolorach: srebro, zieleń, złoto. Sala treningowa była mała 3x3 metry, lecz miała w sobie wszystko. Była specjalnie wybudowana dzięki temu, że wszystkie urządzenia do treningu były przechowywane w ścianach. Dzięki temu osoba, która trenuje może sobie wybrać na czym chce trenować. Jej wygląd przypominał pustą kule od wewnątrz. Natomiast łazienka była wręcz niepokojąco normalna. - I co myślisz, nie jest zły co? - Zapytał z zapartym oddechem. - Jest wspaniały, a poprzedni właściciel trafił w mój gust. - Odrzekł z radością. - Cieszę się, że ci się podoba, a teraz się rozpakuj. A jak się rozpakujesz przyjdź na mostek. - Tak jest. - Zasalutował. Rozpakowanie wszystkich rzeczy Promi’ego nie było trudne, ponieważ wiedział co i jak wygląda (odniesienie do stylu). Po kilku chwilach jak się rozpakował, skierował się na mostek, gdyż Artur ma do niego prawdopodobnie sprawę. - Artur jestem. - Wykrzyczał półgłosem. - Tu jestem podejdź, a teraz zobaczysz jak wygląda start PLZ’tu. Tak więc odpalać. W bardzo krótkim czasie PLZ zwiększył swoją wysokość do 30 km n.p.m po czym powoli zaczął się przemieszczać. Silniki były wręcz zaskakująco ciche, patrząc na to jakie były wielkie. Wszystko co otaczało statek było widziane na wielkim 7 metrowym monitorze, z którego dało się zobaczyć wszystko wokół statku. Statek był wyposażony w najróżniejszą broń: chemiczna, fizyczna, duchowa czy nawet atomowa. Jeden taki statek jest w stanie zniszczyć całe państwo. - Artur... no wszystko fajnie, fajne widoki i w ogóle, ale gdzie lecimy? - Zapytał drapiąc się po głowie. - Islandia. Tam zadokujemy, uzupełnimy zaopatrzenie na kolejny rok i lecimy do Wielkiej Brytanii. Na spotkanie z Królową. - Odrzekł wpatrując się w monitor. - Z królową? Co ona chce od ciebie? - Ode mnie nic, chce się z tobą spotkać. - Jak to ze mną? - spojrzał na Artura jak na debila. - Co ty taki zdziwiony, to naturalne że Królowa chce cię poznać. Młodzieńca, który po dołączeniu do razu zabił jednego ducha, na dodatek sam. - Powiedział patrząc na Promi’ego. - Myślałem, że tylko Rada i najwyżsi ludzie w ONZ o nas wiedzą? - Zapytał szturchając Artura. - Po części tak, ale najważniejsi ludzie na świecie, tacy jak Królowa także wiedzą o nas. - Rozumiem, a za ile dolecimy? Bo bym się przestał. - Powiedział ziewając. - Lecimy na 10% mocy silnika, czyli mniej więcej niecałe 2 godziny. - Ok, to ja idę w kimę. Promi kładąc się na swoim nowym łóżku, nie spodziewał się, że się zamknie jak jakaś trumna. Po czym wyskoczył panel, na którym można było sobie wybrać jakąś scenerie. Promi wybrał łąkę, po czym górna część łóżka zmieniła się i zamiast żelaznej półkuli było niebo pokryte gwiazdami. Promi widząc tak wspaniały obraz animowany, bardzo szybko zasnął. Skip up - WZIUM – otwarcie pokrywy łóżka. - Promi! Wstawaj ,dolatujemy. Kapitan chce cie widzieć na mostku. - Oki. Promi się szybko ogarnął i poszedł na mostek. - Jestem. - Dobrze patrz, jedna z 3 sekretnych baz do dokowania PLZ’u! - ŁAŁ! Robi wrażenie. - Co nie? Promi widząc tak wspaniałą bazę nie mógł uwierzyć, że coś takiego istnieje. Działa przeciwlotnicze, bo tylko drogą powietrzną dało się do niej dostać, a działa, które są większe niż te nasze na niszczycielach odstraszały potencjalnego agresora. Jednak po tym całym zachwycie nastąpiła wielkie rozczarowanie. - Ile jeszcze? - Zapytał zirytowany. - Jakieś 5 minut i skończymy dokowanie. - Mówisz to od 15 minut głąbie! - Dobra mam dość. - Podchodzi do okna. - Co ty chcesz zrobić? Chyba nie zamierzasz … - JEBS – Ty głąbie, nie wybijaj okien! Promi, który wyskoczył przez okno PLZ’u zeskoczył na rampę dokującą. Zrobiło to mały niepokój. Personel nigdy nie widział tego maga. Promi widząc, że zrobiło to niemałe poruszenie, zaczął biec w stronę krańcu rampy. Jak tylko dobiegł zobaczył całe pasmo gór. - To co, zobaczymy co tam jest? - Jasne że tak, my byśmy nie poszli, proszę cię. - To idziemy! Po tych słowach personel nie wiedział co zrobić, chcieli go zatrzymać ale to nie poskutkowało i chwile później zeskoczył z rampy. Promi ciągle przyspieszając spadał z góry, nie wiedział co może być tam na dole. Lecz chęć odnajdywania czegoś nowego była zbyt wielka dla niego, w końcu jedyne co robił jak grał to eksplorował. - Widzę już ziemię, ale odjazd. - Wykrzyczał z całych sił. - I to jaki, te patrz na lewo jest tam fajny wodospad, idziemy? - Zapytał Promi. - No jasne, że tak! Szybko odpiął nagite z pleców i wbił ją w górę. Mimo że wbił ją w górę to spadał jeszcze jakieś 20 metrów zanim się zatrzymał. Szybko się podciągnął na niej i po krótkiej chwili stanął na niej. Rozglądając się próbował odnaleźć wodospad, który przed chwilą widział. - Masz pojęcie gdzie jest ten Wodospad? - To ty go widziałeś a nie ja, więc to ja powinienem się o to pytać! - No o tam. - GDZIE KUR*A? - TAM KUR*A! Po krótkiej kłótni poszedł w stronę gdzie widział ten wodospad. Na oko był oddalony o 30 km, ale dla maga to 2 minuty skakania używając many. W krótkim czasie doszedł do miejsca gdzie ostatni raz widział wodospad. Lecz go tam nie było, a nie wyglądało to na fatamorganę. Więc zaczął się kręcić po okolicy, w skutek czego nic nie znalazł a w zamian dostał kataru, bo nie ubrał niczego poza swoim mundurem. Promi już miał się zbierać do bazy lecz… - KIM JESTEŚ? - Zapytał tajemniczy głos. - JESTEM BOGIEM KRWI. - Odrzekł próbując naśladować jego głos. THE END . ←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Na dole są wyglądy PLZ'tu i bazy
  14. Ile cie tu nie było GaiDo, a po za tym przyjemnie się czytało rozdział.
  15. Bardzo fajne, czekam na kolejny rozdział.