axilan

Autor - Axilan
  • Content count

    1049
  • Punkty

    13400 
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    30

axilan last won the day on January 4

axilan had the most liked content!

Community Reputation

1161 Mistrz Srebrnej Gwiazdki

7 Followers

About axilan

  • Rank
    Wyższy Bóg
  • Birthday 08/24/99

Informacje

  • Płeć
    Mężczyzna

Recent Profile Visitors

1065 profile views

Profile Song

  1. Czułem na sobie ciężkie spojrzenia każdego z moich towarzyszy, trwała cisza. W końcu Mitsuo postanowił przerwać ten trwające kilka sekund stan. -Nie możemy uciec! Nasi bracia tam walczą, musimy im pomóc! - Zawołał. -Mitsuo, wiem że chcesz im pomóc, jednak przewaga wroga jest zbyt wielka, poza tym spójrz na stan Rikuto! On nie może walczyć. Ja odchodzę, jeżeli naprawdę mam walczyć z Maou to nie mogę tutaj umrzeć. - Powiedziałem. -Ja… Ja także, chcę pomścić Toshiyukiego, a teraz już wiem że jego śmierć nie była przypadkiem. - Powiedziała Kimiko z determinacją w głosie. -Przepraszam mistrzu… Ja nie mogę walczyć… - Kontynuowała Mika. -Wstyd mi to przyznać, jednak ja też… - dodał Rikuto -Kaede… Obawiam się, że musimy się wycofać… - Powiedział załamany Mitsuo. -Jak rozkażesz panie, moje życie należy do ciebie. - Odpowiedział chudy mężczyzna. -Dobra, nie mamy czasu, ruszajmy a może uda nam się uciec - Powiedziałem odwracając się od zakonu i ruszyłem przed siebie. Zaraz za mną ruszyła Kimiko, a później cała reszta. Przez dłuższą chwilę biegliśmy nie napotykając żadnych przeszkód, jednak w końcu szczęście się od nas odwróciło i zauważyłem że ok. 600 m za nami biegła mała drużyna demonów. -Przygotujcie się, możemy mieć problem! - Zawołałem szykując się do walki. Chwilę później wszyscy byliśmy gotowi, ja jako przednia straż, Mitsuo, Kimiko i kaede tuż za naszymi plecami jako wsparcie magiczne i Rikuto na tyle, niezdolny do walki i Mika, która nie miała broni. Przeciwników było trzech, jednak najprawdopodobniej byli znacznie silniejsi od wilków. Pierwszy z nich był wysoki na 1,30 m, czarnoskóry stwór z dwoma małymi rogami wyrastającymi z głowy, uzbrojony był w skórzaną zbroję, z licznymi śladami używania, w rękach miał krótki miecz i jednoręczny topór. Drugi z nich był łucznikiem, podobny z wyglądu do pierwszego, tak samo ubrany, z wyjątkiem kołczanu wypełnionego strzałami zarzuconego na plecy. Ostatni z nich to najprawdopodobniej mag, ubrany w futrzane szaty z uczepionymi co niegdzie czaszkami drobnych zwierząt, na głowie nosił wielka czaszkę jelenia, z wspaniałym porożem. -Nich Kimiko i Kaede zajmą Maga, Ja postaram się szybko zabić Wojownika, Mitsuo postaraj się powstrzymać Łucznika od ingerowania w moja walkę. - Szybko wydałem polecenia, po czym rzuciłem się w stronę Wojownika. Wojownik nie stał jak kołek i od razu przygotował się do zablokowania ataku, jednak nie miałem zamiaru na próżno go atakować i przygotowałem się do ataku, a w międzyczasie zaczęła się wymiana ognia między naszymi magami, a ich dystansowcami. Kiedy skróciłem dystans między nami do ok. 1 m, uniosłem prawy nóż, żeby sprawić pozór ataku jednak gdy mój nóż miał już trafić w goblina błyskawicznie przeskoczyłem mu za plecy, po czym wykonałem dwa cięcia w plecy stwora, jednak ten nawet nie zawył z bólu, szybko go kopnąłem w plecy a stwór poleciał na ziemię i wbiłem mu noże w kolana po czym zabrałem miecz i odciąłem jego głowę, po czym szybko ruszyłem w stronę Łucznika. Szybko skróciłem połowę dystansu dzielącego mnie od wroga, gdy stało się coś niespodziewanego, kości które oplotły moją nogę co w połączeniu z moim pędem wysłało mnie na przyśpieszony kurs latania. Gdy już upadłem, starałem się wyrwać z kościanego uścisku, jednak po chwili zrozumiałem, że na nic się to nie zdało i mogę tylko patrzeć jak trwa walka. Na moje szczęście przeciwnicy byli zbyt zajęci unikaniem ostrzału moich towarzyszy, żeby chociażby spróbować mnie zranić. W połowie walki Kimiko opadła z sił, ledwo łapiąc oddech jednak nikt na to nie reagował. Widziałem jak znacząco odciążony Łucznik zaczyna naciągać strzałę na cięciwę, najprawdopodobniej żadne z nas nie będzie w stanie jej uniknąć. Jednak stało się coś czego się nie spodziewałem, w pewnym momencie zauważyłem że od tyłu do Łucznika zbliża się Mike z toporem w rękach, która stopniowo i po cichu zmieniała dzielący ich dystans. Mike tak jak nasi przeciwnicy musiała unikać naszych ataków,jednak szło jej w tym równie dobrze co wrogom. W końcu gdy była odpowiednio blisko ruszyła przed siebie i zwinnym atakiem podcięła potworowi nogi w okolicach kolan. Potwór padł na ziemię, a Mike rzuciła się na kolejnego przeciwnika podczas gdy Łucznik konał w płomieniach wywołanych atakiem Mitsuo. Dziewczyna trzymała topór w dwóch rękach, co tylko świadczyło o jego sporej wadze, która znacząco przewyższała możliwość dziewczyny. Jednak pomimo jego wagi Mika była w stanie z nim biec. W końcu udało jej się dotrzeć do ostatniego z przeciwników i wykonała pionowe cięcie,jednak z powodu czasu jakiego potrzebowała na jego wykonanie potworów zdołał odskoczyć, co skończyło się dla niego przyszpilowaniem do drzewa przez wielki sopel. Mag zakończył swój żywot dosłownie chwilę później, trafiony kolejnym soplem, a kości trzymające moją nogę się rozsypały. Wygraliśmy, to było pewne, jednak dalej istniała możliwość że został za nami wysłany więcej niż jeden pościg, dlatego musimy szybko wyruszyć z powrotem w dalszą drogę. Szybko zabrałem się za przeszukiwanie ciał potworów. Zdatne do użytku były jedynie miecz, topór, łuk i strzały, Mitsuo wyciągnął z ubrań maga też małą niebieską miksturę i mały fioletowy kamień, po czym dodał. - Cholerne demony, nawet gobliny już mają po swojej stronie! - Zawołał zdenerwowany. -Mitsuo, nie ma czasu zbieramy się. - Powiedziałem zabierając miecz, po czym po chwili dodałem -Mika, wolisz łuk, czy zostajesz przy toporze? -Wezmę łuk, wcześniej uczyłam się jak się nim posługiwać, a ten topór jest całkiem ciężki… - Odpowiedziała. -Dobra *Podszedłem i wziąłem od dziewczyny topór*, ruszamy dalej. - Powiedziałem Ponownie wyruszyliśmy w drogę. -Mitsuo możesz mi odpowiedzieć na kilka pytań? - Zapytałem. -Jasne - Odpowiedział. -Dobra, no to najpierw powiesz mi co to za fioletowy kamień który zabrałeś, potem kim jest Kaede i czemu jesteście tak słabi? Nie było u was nikogo silniejszego? - Szybko zadałem trzy pytania. -Dobra, od początku. Fioletowy kamień to nic innego swoisty magiczny katalizator, który można wykorzystać na wiele sposobów, na przykład do wzmocnienia mocy magicznego zaklęcia, lub przyśpieszenia przyśpieszenia zbierania many i szybszego rzucania czarów. - Mitsuo przerwał na dłuższą chwilę, lecz po chwili dodał- ...Kaede jest ostatnim z grupy eksterminacyjnej z naszego zakonu, on i trzydziestu innych zakonników dbali o nasze bezpieczeństwo i jedzenie. Jednak kiedy zaczęły pojawiać się silne potwory jego oddział stopniowo się zmniejszał. Jednak najbardziej traumatyczne było dla niego spotkanie z Jaśniejącym Błaznem. Jaśniejący Błazen jest zabójcą, który przez współegzystowanie i plugawą magię jest jednym z niewielu “Plugawych”, czyli istot klasyfikowanych jako humanoidalne magiczne bestie o wysokiej inteligencji. Błazen przechytrzył oddział Kaede i na jego oczach zabił każdego z nich, a jego samego zostawił na pastwę losu, przybitego do ziemi w pozycji klęczącej czterema mieczami. Jednak Kaede się nie poddał, na ostatkach sił wrócił do zakonu i przez długi czas się kurował, a teraz gdy wrócił do formy zaatakowały demony. Oto co spotkało Kaede oraz cały zakon, oto czemu teraz uciekamy zamiast walczyć… - Odpowiedział Mitsuo, dając mi dużo do namysłu. Do zmierzchu nieustannie maszerowaliśmy, stale oddalając się od pierwotnego położenia, aż w końcu postanowiliśmy rozbić obóz, o ile można to tak nazwać gdyż tak naprawdę po prostu spaliśmy na futrach rozłożonych w pewnej odległości dookoła ogniska, które rozpaliła Kimiko. Ustaliliśmy z drużyną warty, po czym poszedłem spać ------- Później ------- Zostałem obudzony przez Kimiko, która właśnie kończyła wartę z Mitsuo. Ich warta zakończyła się bez najmniejszych przeszkód i teraz przyszła kolej moja i Mike. Chwilę później Kimiko położyła się spać. Mike przez chwilę próbowała się skupić wyłącznie na wypatrywaniu zagrożeń, jednak niedługo później zaczęła trenować strzelanie z łuku, nie miałem nic przeciwko temu, gdyż i tak sam bym wystarczył do tego zadania. I tak, w miarę spokojnie minęły nam około trzy godziny, a nasza warta się zakończyła i mogliśmy wrócić do spania.
  2. Ogólnie już w następnym rozdziale kończę wątek zakony Najwyższej Bogini tym samym ogłaszam "konkurs" (jeszcze się nie poddałem z waszą aktywnością ) Kto wie, ten wie, ale na stronie jest mapa Satyry (kij, że jej jeszcze nie skończyłem >.>) No więc możecie wymyśleć jedną frakcje/organizację/miasto i umiejscowić ją na mapie, a ja ją wprowadzę do projektu. (możliwe że wybiorę więcej niż 1 propozycję) W drodze do kwater Yuny, miałem sporo czasu na przemyślenia. Cholera, odkąd tu przybyłem praktycznie cały czas są jakieś problemy, walki, a potem kolejne problemy. Ale jakby to tak dogłębnie przemyśleć, to może być prawdziwa forma klątwy sześciu Bogów. Hmm miałoby to sens, odrodzenie jako nieumarły, zabicie Faendala, jaskinia goblinów. Może to wszystko było ukartowane. Ale w takim wypadku odrodzenie Ani też byłoby częścią ich planu. cholerne żmije bawią się naszym kosztem! W trakcie tych wszystkich przemyśleń miałem sporo czasu, żeby na spokojnie przepatrzeć się otaczającym mnie ruinom, na których widok cały czas w moich myślach pojawiały się obrazy pięknej scenerii zakonu przed zniszczeniem. ‘Nie rozumiem, czemu ktoś mógłby chcieć zniszczyć coś tak pięknego.’ - pomyślałem. Nim skończyłem swe przemyślenia, staliśmy już przed drzwiami do kwatery głównych, gdzie uwięziona jest dusza Yuny. -Krwawa, wchodzimy. Milczący, Faendal zostańcie na zewnątrz na wypadek jakby miało coś się stać, W razie czego to wołajcie. - Wydałem szybko polecenia Po czym wszedłem do środka, a chwilę później staliśmy już przed pokojem Yuny. *Pukanie* - Yuna, to my, możemy wejść? - Zapytałem. -A myślisz że mam coś lepszego do roboty? - usłyszałem odpowiedź zza drzwi, które chwilę później same się otworzyły. -Yuna wiem, że to może nie najlepszy moment, ale musimy na chwilę odejść i przygotować się do walki z ostatnim Wypaczeńcem. - powiedziałem głosem pozbawionym emocji. -Stój, czemu? Przecież udało wam się pokonać wszystkie poprzednie Wypaczeńce, prawda? Więc dlaczego, dlaczego kiedy jesteśmy tak blisko? - Pytała Yuna z rosnącą rozpaczą w głosie. -Powiem to wprost, wczoraj wieczorem coś się stało w wyniku czego nie jesteśmy w stanie kontrolować naszych umiejętności, Poza tym i tak ukrywasz to gdzie i czym jest ostatni Wypaczeniec, który jest najpewniej znacznie potężniejszy od poprzednich, dlatego oba… - starałem się odpowiedzieć jednak przerwała mi Yuna. -To wcale nie tak! Nie do końca! - Krzyknęła dziewczyna. -Więc jak? Nie pomogę ci Jeżeli nie będę widział z czym mam mieć do czynienia - powiedziałem spokojnym głosem. -Jeżeli ci powiem, to mi pomożesz? - Zapytała zrozpaczona. -Niczego nie obiecuję jednak chyba należy mi się przynajmniej tyle po tym co dla ciebie zrobiłem, prawda? - odpowiedziałem nie dając jasnej odpowiedzi. -Dobra… Wiesz czemu nie mogę stąd odejść? - Zapytała zrezygnowana. -Cóż, cały ten obszar jest przeklęty przez boginię którą czciliście, za to że zaczęliście przywoływać Wypaczeńce, no nie? - Odpowiedziałem. -Że też musiałam umrzeć żeby ktoś mnie zaczął słuchać… Mniejsza, Ogólnie odpowiedź była poprawna, jest w niej jeden mały błąd, błąd który wynika z faktu ukrycia przeze mnie pewnej informacji, no więc tak, żeby wytłumaczyć tobie czemu tak naprawdę zostaliśmy przeklęci, musiała bym ci zacząć tłumaczyć na poziomie powstania i celu zakonu, jednak pewnie nie chciałoby ci się tego słuchać, więc pozwolę sobie przejść do kon(Kret Król, śledziu mu służy)u… - Mówiła spokojnie dziewczyna. -Jakbyś nie owijała w bawełnę od dłuższego czasu… - Wtrąciłem. -Dobra no! Już mówię… Część z Wypaczeńcami była prawdą, jednak Najwyższa Bogini nas za to nie przeklęła, straciliśmy przez to jej błogosławieństwo i prawo do dzierżenia jej reliktu, jednak to nie wpłynęło na nas wystarczająco aby doprowadzić do tej sytuacji. Kiedy podczas oblężenia na zakon kapłani się poddali i zaczęli tworzyć Wypaczeńce, powoli zaczynaliśmy odzyskiwać przewagę nad polem walki, jednak oddziały które nas atakowały nie były głównymi siłami wroga, po czterech dniach od wskrzeszenia dziewięciu wielkich generałów jako wypaczeńców, do wojsk wroga dotarło potężne wsparcie Armii Oczyszczenia… - Mówiła dziewczyna. -Czekaj, Armia Oczyszczania? - Wtrąciłem. -Ach… Nie wiem w jakim grobowcu siedziałeś, że muszę ci to tłumaczyć… - Powiedziała, po czym po chwili zaczęła tłumaczyć - Armia Oczyszczenia była to armia składająca się głównie z kipiących żądzą krwi wyzwoleńców, którym ludzie odebrali rodziny, jak nietrudno się domyśleć ich zadaniem było zniszczyć wszystkie obozy ludzi. -Dobra, dzięki, a co z tym ostatnim Wypaczeńcem? - Zapytałem -Bogini nie przeklęła nas za samych Wypaczeńców, jednak oni zaczęli nie wystarczać i potrzebowaliśmy czegoś więcej. Piątego dnia od Wypaczenia dziewięciu Najwyższy kapłan i wszyscy jego poplecznicy weszli do ukrytego pokoju i popełnili największą zbrodnię przeciw Bogini i zakonowi. Wypaczyli święty relikt zakonu, szczątki świętego wojownika, założyciela zakonu… Syna Bogini… - Dziewczyna kontynuowała opowiadanie. -Więc? Wasz kapłan postanowił Wypaczyć zwłoki dziecka Bogini, ta się za to wściekła, przeklęła was, a potem wasi polegli sojusznicy zaczęli ożywać i z wami walczyć, przez co upadliście? - Podsumowałem. -To też miało swój wpływ, jednak to nie do końca o to chodzi, Bogini przeklęła cały zakon i Najwyższego Kapłana, zsyłając na niego szaleństwo w wyniku którego rozkazał Wypaczeńcom zabić wszystko co żyje, i tak, nie spodziewając się niczego podczas walki z naszymi poległymi przyjaciółmi, Wypaczeńce wbiły nam nóż w plecy. - Odpowiedziała. -Co się stało po tym z kapłanem? - Zadałem kolejne pytanie. -Umarł, w swoim szaleństwie próbował uwolnić Wypaczeńca bez wcześniejszego zdominowania jego woli. - Dziewczyna odpowiedziała krótko. -Więc jak mamy pokonać to coś? Skoro tak się upierałaś żebyśmy zostali, to pewnie masz jakiś plan. - zapytałem wiedząc, że dalej czegoś nam nie mówi. -Jest bardzo łatwy sposób, którym można go całkowicie unieruchomić… - dziewczyna kontynuowała niechętnie. -Hmm, zamieniam się w słuch. - powiedziałem zaciekawiony. -Pomimo starań kapłana Wypaczeniec dalej powinien być w większym stopniu skrępowany, dlatego wciąż możemy zdominować jego umysł, wtedy będziesz mógł wydawać mu polecenia, w tym zabicie się. - Odpowiedziała zrezygnowana. -No dobra, a jak zdominować jego umysł? - Zapytałem. -Ech? Co? Czekaj, nie wiesz? Nie, nie, nie, to są jakieś żarty. Nie wierzę że jesteś tak opóźniony. - Skomentowała zaskoczona moim pytaniem dziewczyna. -Ej! Ja się ciebie na poważnie pytam… - Zdenerwowany odkrzyknąłem, jednak tym razem przerwała mi Yuna. -Dobra, już się nie śmieję, dobra? Jeżeli posiadasz odpowiednio silną magię mroku i rozwiniętą nekromancję, to powinieneś móc to zrobić naturalnie, jeśli jednak nie, to nie ma żadnego problemu, Najwyższy kapłan do zawładnięcia nad wolą Wypaczeńca przygotował magiczne narzędzie, które nazywał “Mroczną igłą”. Po wbiciu igły do ciała Wypaczeńca będziesz mógł wyzwolić potężną moc magiczną, która zniszczy jego wolną wolę i będzie on służyć pierwszej osobie którą zobaczy. - Powiedziała niepewnie Yuna -Ech? To takie proste? - Zapytałem. -Umm… taaak… - Odpowiedziała niepewnie. -No nie wiem, wszystko to wydaje mi się jakieś podejrzane. - Powiedziałem. -Ale tu nie ma już żadnych ważnych informacji które mogłabym przed tobą ukryć! - Krzyknęła dziewczyna. -A jednak kazałaś mi zabić wszystkie Wypaczeńce, zamiast po prostu zabić Ostatniego, więc? Jaki był ku temu powód? - Zapytałem. -No dobra, jejku.. Niczego nie wolno mi przemilczeć? - Zapytała po czym po chwili ciszy dodała. - W teorii nie musiałeś pokonać żadnego z poprzednich Wypaczeńców, mogłeś po prostu zabić dziecko Najwyższej Bogini, ale… - Przerwała. -Ale? - Zapytałem krótko. -Nawet gdybyś je zabił, a Bogini zdjęłaby z zakonu klątwę i oczyściła cały ten teren z nieumarłych, to te wszystkie Wypaczeńce dalej by żyły, wiesz jaki to okrutny los? Czy to źle, że chciałam dobrze?! - Zapytała z głosem, jakby zaraz miała się rozpłakać. -W porządku, nie zrobiłaś nic złego, dobra? Nic na tym nie straciliśmy, więc nic się nie stało, poza tym odkąd zobaczyłem jak pierwsza dusza opuszcza ciało Wypaczeńca postanowiłem zabić je wszystkie, dlatego od początku nie miałem żadnych pretensji. Po prostu sam już jestem na tyle zmęczony, że potrzebowałem trochę rozrywki, więc sobie trochę z ciebie pożartowałem, przepraszam, dobra? - Powiedziałem z niewinnym uśmieszkiem, jednocześnie lekko się pochylając w przepraszającym geście. -Ech? żartowałeś? To… Czy ty jesteś świadom tego jak bardzo się bałam, że postanowisz mnie teraz zostawić?! - Zapytała dziewczyna. -Hmm~ Więc gdy ci się chce trochę rozrywki, to wolisz sobie uciec do jakiejś przypadkowej dziewczyny zamiast mi o tym powiedzieć, co? - Powiedziała Krwawa, rzucając mi spojrzenie, które wydawało się wyrywać z mojego ciała duszę. -Ech? Krwawa? To nie tak, źle to rozumiesz! - Próbowałem się tłumaczyć. -Ty już nie masz nic do powiedzenia. - Powiedziała Krwawa uśmiechając się, jednocześnie ujawniając swoje mordercze intencje. Osobiście postanowiłem, że poddam się z dalszymi próbami sprzeciwiania się, z obawy o jej reakcje. -Więc? Gdzie jest ostatni Wypaczeniec? - Po chwili dodała Krwawa. -Ach… Ostatni Wypaczeniec jest pod nami. - Powiedziała krótko Yuna. -W jakim sensie? - Zapytała Krwawa. -Mniej więcej 200m pod nami znajduje się sala, w której jest uwięziony Wypaczeniec. - Odpowiedziała Yuna. -Jak się tam dostać? - Ponownie zapytała Krwawa, rzucając duchowi zimne spojrzenie. -Na placu głównym jest fontanna, pod nią znajduje się przejście do podziemi. - Dziewczyna odpowiedziała krótko. Krwawa zaraz po usłyszeniu oczekiwanych informacji wyszła, ja jednak zostałem trochę dłużej chcąc przeprosić Yunę za zachowanie Krwawej. -Potępiony, jest coś jeszcze. - Dodała dziewczyna. -Hmm? co? - Zapytałem. -Zanim w ogóle przejdziecie do komnat Ostatniego, będziecie musieli przejść przez kompleks korytarzy tworzący swoisty labirynt, dam ci małą radę. Podążaj za pająkami białymi znakami i za nic w życiu nie podążajcie za czerwonymi znakami, nie dajcie się też nabrać na wszechobecne w tunelu kryształy, choć pięknie wyglądają są bezwartościowe, a jedyne co wywołują to walki o to, do kogo należą. - Powiedziała dziewczyna, po czym rozpłynęła się w powietrzu. -Hmm… więc przygotowali nawet coś takiego… - Powiedziałem cicho po czym wyszedłem z kwater. Przed budynkiem stał Milczący i Faendal, którzy tak jak im rozkazałem pilnowali wejścia, obok nich stała Krwawa, która przekazywała im czego się dowiedzieliśmy. Już w następnym rozdziale, Potępiony vs Ostatni, Czym okaże się "Łaska Bogini" co się stanie z Yuną. Tego i wiele więcej dowiecie się już wkrótce
  3. Serwer to jedno i tak jak każdy dobrze wie, że póki nad nim czuwasz to będzie dobrze, tak jest jedna kwestia na którą niektórzy oczekują odpowiedzi. A mianowicie, kiedy możemy oczekiwać Atarashi Sekai? No? Wytłumacz mi
  4. Ogólnie to rozdział może sprawić wrażenie strasznie wybrakowanego, ponieważ przez dłuższy czas nie miałem pomysłu jak fabularnie poprowadzić novelkę do takiego momentu w którym mógłbym uzasadnienie usunąć RPG, a zarazem w miarę logicznie skończyć wątek Zakonu najwyższej Bogini, przez co pisałem max po 10-40 słów. Jednak teraz dzięki pomocy @Ragoon udało mi się już wszystko poskładać do kupy, przez co następny rozdział powinien być lepszej jakości. Byłbym też wdzięczny za wskazanie wszystkich fragmentów które wydają się nie logiczne i wszelkiego rodzaju błędów, bardzo by mi to pomogło poprawić ten rozdział. Nie przedłużając, życzę miłego czytania. Gdy skończyliśmy wiedziałem już jaki mam plan, po pierwsze musieliśmy odpocząć i dowiedzieć się o zmianach które w nas zaszły, a po drugie dowiedzieć się gdzie jest ostatni Wypaczeniec. Z tym jednak nie było najmniejszych problemów, gdyż wystarczyło wrócić na sam początek świątyni, gdzie aktualnie był nasz pseudo obóz. Niezwłocznie zacząłem wydawać rozkazy i ruszyliśmy do wyjścia. ‘Odpoczynek… Tak… tego teraz potrzebuję, jakby się zastanowić to właściwie nigdy nie przeżyłem żadnego szoku związanego z moją śmiercią i przeniesieniem do tego świata, a jedynie śmierć Ani wywarła na mnie jakieś emocje, jest to w jakiś sposób powiązane z moją utratą człowieczeństwa?’ Podczas gdy ja myślałem nad tym i kilkoma innymi tematami dotarliśmy do naszego celu, nasz zapas “jedzenia” nie był mały, a w najgorszym przypadku i tak samo do nas przychodzi, także nie muszę się o nic bać i mogę odpocząć… Odszedłem od grupy i zacząłem szukać sobie spokojnego miejsca, które znalazłem w pokoju za ołtarzem. Było to niewielkie podłużne, nie umeblowane pomieszczenie, którego prawdopodobnie kapłani używali do odpoczynku albo modłów, to się jednak dla mnie nie liczyło. Było tu cicho, to było najważniejsze. Usiadłem sobie na podłodze pod ścianą i na chwilę zmrużyłem oczy, po czym poczułem ostry ból w całym ciele, prawie jakby mnie wrzucono do kwasu, a moje ciało cały czas się regenerowało, w końcu nie wytrzymałem i zacząłem krzyczeć z bólu a do moich uszu dochodziły krzyki Krwawej, Faendala i reszty, chciałem żeby to się skończyło i jak zbawienie przyszło do mnie moje ukojenie, po raz kolejny straciłem przytomność. Nazajutrz obudziłem się w tym samym miejscu, cały obolały, na szczęście udało mi się odpocząć… O ile można to tak nazwać. Zacząłem starać sobie przypomnieć co się stało, a gdy przez myśl mi przeleciało wspomnienie o krzyku Krwawej to momentalnie wybiegłem z drzwiami do pokoju obok. Ujrzenie Krwawej która była cała i zdrowa momentalnie uspokoiło moje serce… Którego chyba nie mam. -Krwawa, Faendala! - Zawołałem z drugiego końca sali. -Panie! Czy… czy ty też tego doświadczyłeś?! Tego bólu palącego ciało i rozdzierającego duszę?! - Zapytał zaniepokojony Faendal. -Tak… to… co to było? - Zapytałem. -Żaden z nas nie wie, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. - Odpowiedział Faendal. -Ech… Wolałbym wiedzieć czym to było spowodowane, żeby uniknąć takich wydarzeń w trakcie walki… - Powiedziałem zniechęcony. -Potępiony… Jest coś jeszcze… - Wtrąciła Krwawa. -Hmm? Co się stało? - Odpowiedziałem. -Sam się przekonaj, wywołaj swój status… - Powiedziała Krwawa. ‘Nie może być! Jeżeli Bogowie znowu coś zrobili to…’ - Pomyślałem po czym w moich myślach przywołał się widok umierającej Ani, przez który moje nieistniejące serce zadrżało. ‘Nie dopuszczę do tego, nawet jeżeli musiałnym poświęcić własne ciało i spisać duszę na wieczne tortury. -Pomyślałem, po czym cicho powiedziałem -Status. Czekałem chwilę, jednak ku mojemu zdziwieniu nic się nie ukazało. Zaniepokojony spojrzałem na Krwawą, jednak ta tylko odwróciła wzrok, po czym spojrzałem się na Faendala który także nie mógł tego w żaden sposób wytłumaczyć i tylko skierował swoją głowę w dół. -W… więc co z naszymi umiejętnościami?! - Niekontrolowanie krzyknąłem. Jednak tym który odpowiedzi na owe pytanie nie udzielił mi ani Faendal, ani Krwawa. Odpowiedzi udzieliła mi stojący za mną Sakura u której boku stała Biała. -Nic się z nimi nie stało, tylko kontrolowanie i wywołanie ich działa nieco inaczej - Powiedziała. -Ech? Co masz na myśli? - Zapytałem. -Hmm… Jakby to powiedzieć… Umm… Wcześniej gdy chciałam porozmawiać z którymś z wilków wystarczyło że o nim pomyślałam i już byłam w stanie nawiązać połączenie… a teraz… Trochę trudno to opisać… Jednak spróbujcie sami, jestem pewna że też zrozumiecie! - Powiedziała zawstydzona Sakura. -Nawet jeżeli tak mówisz... to ja dalej nie jestem do tego przekonany… - Odpowiedziałem niepewnie. Przez chwilę między nami panowała cisza, która jednak została nagle przerwana przez nagły krzyk Faendala. -Uwa! Stój! Czekaj! Stoop! - Krzyknął. Szybko się rozejrzałem, jednak Faendala nie było już obok nas, nagle dotarł do nas kolejny jego krzyk, pochodził on z poza świątyni. Wszyscy się zerwaliśmy żeby zobaczyć co się stało, jednak obraz który nam się ukazał całkowicie różnił się od spodziewanego. Tuż po przejściu przez bramę świątyni ukazał nam się obraz Faendala skrępowanego zielonymi pnączami wyrastającymi z ziemi. (Driado, czy to ty?) -Faendal co ci się stało?! - Zawołałem, podbiegając do chłopaka, po czym ostrożnie rozciąłem krępujące go pnącza. -Ja… Wstyd mi to przyznać, ale tuż po usłyszeniu tego, że prawdopodobnie wciąż możemy używać naszych umiejętności natychmiast chciałem to przetestować, a tego efekt mogliście przed chwilą zobaczyć. - Powiedział zakłopotany Faendal. -Hmm, więc jednak nie jest tak źle jak nam się wydawało, jeżeli wiemy jak używać naszych umiejętności, to wciąż powinniśmy móc ich użyć, pozostaje tylko kwestia ich treningu, gorzej może być z nauką nowych umiejętności oraz z dostrzeżeniem naszego rozwoju. - Powiedziałem cicho. -Masz racje, jednak pozostaje też pytanie co się stało z poziomem. - Wtrącił Milczący. -Cóż, tego najpewniej nikt nie wie. - Odpowiedziałem zrezygnowany. -Jakby się zastanowić, to czy ten świat nie zbliża się do naszego świata? - Wtrąciła Krwawa. -Ech? W jakim sensie? - Zapytałem. -No wiesz, w naszym świecie też nie było żądnych poziomów, statusów ani ewolucji, każdy po prostu starał się być najlepszy w tym co lubiał, to wszystko. Z drugiej strony odkąd tu przybyliśmy nie robiliśmy nic poza zdobywaniem i rozwijaniem poziomów umiejętności, w ogóle nie zwracając uwagi na to jak nienaturalne to jest, tak właściwie to teraz jestem nawet trochę spokojniejsza. - Odpowiedziała Krwawa delikatnie się uśmiechając. -Co?! Źle się czujesz, czy co!? Od której do cholery strony jesteś spokojniejsza?! Może i dla ciebie to wszystko wydaje się dziwne, ale dla nas brak możliwości zobaczenia statusu jest cholernie nienaturalne i niepokojące! - Odkrzyknął wściekłe Faendal, przetrzymywany przez Sakurę. -Faendal uspokój się, wiem jak się czujesz, ale to nie czas na to! - Wtrąciła Sakura, zanim elf zdążył dodać kolejne zdanie. -Faendal, Sakura ma rację. Uspokój się do czasu aż nie dowiemy się co się stało. - Dodałem. -Dobra, tylko skończcie o tym gadać! - Odpowiedział naburmuszony. -Więc? Co teraz? Pozostał nam ostatni wypaczeniec, jesteśmy w stanie go pokonać? - Po chwili dodał elf. -Prawdę powiedziawszy nie, nie mamy w tym stanie najmniejszych szans na zwycięstwo, nawet z poprzednimi wypaczeńcami mielibyśmy teraz ciężko, jednak mimo wszystko musimy pójść do Yuny i powiedzieć jej, że musimy się na razie wycofać. - Podzieliłem się z resztą moimi przemyśleniami. -Dobra, no to ruszamy! - Krzyknęła podekscytowana Krwawa. Mam też prośbę dla tych którzy jeszcze czytają ten projekt, możecie mi powiedzieć czy coś się w nim zmieniło? Co wam się podoba, a czego w nim nie lubicie / ostatnio wam się nie spodobało? To także by mi bardzo w najbliższym czasie pomogło wrócić do formy. Jeszcze tylko krótka reklama, zapraszam (?) wszystkich do czytania mojego wspólnego projektu z użytkownikiem @Ragoon, pod tytułem "Odwieczny wróg", która jest utrzymana w klimatach Fantasy-RPG (W nim RPG nie zniknie xD)
  5. -Kimiko! Co tu się stało?! - Zawołałem zaskoczony. -Ivan… Ja...my nie daliśmy rady…*Dziewczyna upadła na kolana* Ten pies… on był zbyt inteligentny żebyśmy mogli go trafić! To przeze mnie umarł Toshiyuki! - Mówiła coraz głośniej, a po jej policzkach popłynęły strumienie łez. -Kimiko, rozumiem że lubiłaś Toshiyukiego, ale powiedź. Co czułby Toshiyuki patrząc na ciebie w takim stanie? - Zapytałem mając nadzieję że uda mi się choć trochę ją teraz uspokoić. -Ja… ja… - Próbowała coś powiedzieć, jednak nie mogła dokończyć zdania. Po chwili milczenia chciałem stąd zabrać Rikuto, wtedy też zauważyłem w jakim jest stanie Jego ręce były całe powypalane, a jego oddech był bardzo słaby. -Kimiko! Musimy stąd szybko zabrać Rikuto! Dzieje się z nim coś dziwnego! - Zawołałem do dziewczyny. -A-ale… - Powiedziała, jednak nie pozwoliłem jej dokończyć. -Nie ma czasu na gadanie! Śmierć Toshiyukiego nie jest twoją winą, ale teraz potrzebuję ciebie, a nie płaczącej dziewczynki! - Zawołałem wściekły. -Dobra! Ale zamknij się już! - Wykrzyczała wciąż płacząc. Przykucnąłem a Kimiko ułożyła mi nieprzytomnego Rikuto. -Pilnuj żeby nie spadł, idziemy. - Powiedziałem jednocześnie wstając. Droga powrotną do zakonu była cięższa niż się spodziewałem, jednak przebyliśmy ją bez żadnych dodatkowych problemów. Gdy wróciliśmy pod bramy, dwóch ludzi zabrało Rikuto i rozeszliśmy się z Kimiko, a następnie poszedłem na plac naprzeciwko mojej kwatery i zacząłem medytować, po jakichś 13min przyszedł do mnie Mitsuo. -Ivan! Możesz mi powiedzieć co tam się stało i gdzie jest Toshiyuki?! - Zapytał poddenerwowany Mitsuo. Opowiedziałem mężczyźnie o całym zajściu, po czym ten usiadł na ziemi i umilkł. -Dorosły osobnik Mrocznego psa ma średnio 20-24 poziom… gdyby nie ci Maou, potwory takie jak on nigdy by się tu nie pojawiły... Ponieśliśmy już za dużo strat, nasz zakon powoli podupada… - Powiedział załamany Mitsuo. -Nie myśl o tym w ten sposób, pomyśl o tym jak o próbie, która ma udowodnić czy nadajesz się na przywódcę! - Spróbowałem podnieść go na duchu -Może masz rację… ale co powinniśmy teraz zrobić? - Zapytał. -Na sam początek musimy odzyskać jedzenie które upolowałliśmy, w tym celu powinniśmy natychmiast zebrać wszystkich zdolnych do walki i wyruszyć. - Odpowiedziałem. -Ale… - starał się coś powiedzieć, ale mu przerwałem. -Żadnych “ale”, Toshiyuki umarł przez Demonicznego psa i dalej tam leży, więc powinniśmy przynajmniej go pochować! - wykrzyczałem zdenerwowany. -M...może masz rację… - Odpowiedział niepewnie. -Nie może, tylko napewno. Ilu ludzi może pójść z nami? - Zapytałem. -Nie więcej niż dwudziestu trzech ludzi, w tym pięciu nie potrafiących używać magii - Odpowiedział Mitsuo. -To nic, przyda się każda para rąk, kiedy możemy ruszać? - Zadałem kolejne pytanie. -Daj mi dziesięć minut, a wszystko zorganizuje. - Odpowiedział. -Dobra, będę tu czekać. - Powiedziałem. Mitsuo szybko odszedł, a w zakonie zapanował małe zamieszanie, jednak to na mnie nie wpłynęło, cały ten czas medytowałem starając się wyczuć otaczającą mnie manę. W końcu po jakimś czasie wreszcie coś zauważyłem, coś jakby energię zawartą w powietrzu, która po dostaniu się do mojego ciała rozchodzi się po nim. Po chwili obserwowania tego zjawiska w mojej głowie pojawił się komunikat *( Nauczono nowej umiejętności “Wyczucie many” )* Szybko zerwałem się z miejsca w wyniku czego przestraszyłem dziewczynę, która siedziała przede mną. Była to niewielka dziewczyna z długimi spiczastymi uszami, krótkimi brązowymi włosami i fiołkowymi oczami, wyglądała dość młodo, na ok. 15-17 lat. Choć ja w sumie ciałem stary nie jestem. Dziewczyna cały czas się we mnie wpatrywała, po czym w końcu się odezwała. -Emm… Ty jesteś… b-bohaterem… prawda? - Spytała młoda dziewczyna, po czym po chwili dodała. - Mistrz kazał cię powiadomić, że przygotowania zakończone i czekamy na ciebie aby wyruszyć. 'Przynajmniej nauczyłem się wyczucia many…’ - Pomyślałem niemrawo myśląc o wyczuciu czasu Mitsuo. -Dobra, idę. Co z tobą? - Zapytałem ruszając w kierunku bramy zakonu. -Jasne że idę! W końcu zostałam przydzielona do grupy rajdowej. Tak w ogóle to mam na imię Mika Ise i jestem mrocznym elfem. - Powiedziała dumnie wypinając swoją klatkę piersiową. -Elfem? - Zapytałem. -Hmm… Nie wiesz? Jesteś jakiś głupi? - Pytała jakby to było coś oczywistego. -Wiesz, że nie urodziłem się w tym świecie, no nie? - Zapytałem lekko zdenerwowany. -W sumie… To by miało sens… Hmm… Niech mistrz ci wszystko kiedyś opowie, bo mi się nie chce. - Odpowiedziała niewinnie się uśmiechając. -Niech ci będzie. - Odpowiedziałem z niechęcią. Po chwili dotarliśmy do bramy zakonu, tam zobaczyłem jak dwudziestka dwójka ludzi stoi luźno rozproszona na placu. Chwilę po moim przybyciu zauważył mnie Mistuo. -Dobrze, skoro już są pora wam przedstawić czemu się tu zebraliśmy. Wszystkim nam doskwiera głód jednak dziś wysłaliśmy drużynę która miałą coś na to zaradzić! Jednak pojawił się demoniczny pies który zabił naszego brata Toshiyukiego! Więc niezwłocznie wyruszamy, by oddać jego ciało w objęcia Bogini i odzyskać owoc jego pracy! - Wołał Mikoto zagrzewając wszystkich. Wśród zakonników zapanował zgiełk, wśród którego dało się usłyszeć “Pomścijmy brata Toshiyukiego!”, “Ruszamy odbić nasze żarcie!” czy nawet “No nareszcie zdechł!”. Jedno było pewne, wszyscy są zmotywowani do zadania. Po chwili Mitsuo zaczął wydawać zapasy każdemu zakonnikowi, w skład czego wchodziła czerwona mikstura i dwie niebieskie. Dał także każdemu duży skórzany worek, po czym podzielił nas na grupy i nim wyruszyliśmy dwoje ludzi podjechało na małym drewnianym wozie. W mojej grupie był: Mikoto, Kimiko, Rikuto, Mika i jedna osoba której nie znałem. Był to wyglądający na ok. 27 lat mężczyzna, o czarnych włosach i pustym spojrzeniu, nie wyglądał na zbytnio rozmownego, miał on ok. 2 metrów a jego wychudzone ciało sprawiało wrażenie jakby chłopak mógł w każdym momencie umrzeć z głodu. Przez całą podróż obserwowałem otaczającą mnie manę, jednak za nic nie mogłem na nią wpłynąć, próbowałem na nią wpłynąć zarówno myślą jak i ciałem lecz sekret władania maną pozostał dla mnie nieznany. W końcu po całkiem długiej podróży dotarliśmy do miejsca gdzie znajdowało się ciało Toshiyukiego, pomimo czasu który minął wszystkie ciała leżały całkowicie nienaruszone. -Otoczcie teren, niech trzy osoby zajmą się oskórowaniem wilków i wydobyciem z nich miesa i załadowaniem ich do plecaków począwszy od tych z najniższym poziomem. Reszta niech zabezpieczy teren, nie wiemy co może nas tu spotkać! - Mitsuo zaczął wydawać polecenia. Trzy osoby błyskawicznie zaczęły skórować wilki i mrocznego psa, które trafiły do mojego plecaka. Ciało Toshiyukiego wszyciliśmy na wóz, a mięso podzieliliśmy każdemu po równo po czym zaczęliśmy wracać do zakonu. W końcu zapytałem Mitsuo o to jak użyć magii, powiedział mi, że mój problem polega na braku many w ciele. Kazał mi starać się zatrzymać manę w ciele, w ten sposób powinien móc przystosować do niej moje ciało i sprawić żeby zaczęło je absorbować. Całą podróż powrotną obserwowałem wchłanianą przeze mnie manę, jednak znów do samego końca nie mogłem pojąć tego jak to zrobić. Gdy byliśmy w pobliżu zakonu dotarły do nas okrzyki agonii i odgłosy walki. -Pośpieszcie się! Zakon jest atakowany! - Zawołał Mitsuo. Jednak prawda okazała się nieco inna. Gdy wybiegliśmy z lasu zastał nas widok oblężonego zakonu, jednak wynik walki był już przesądzony, zakon przywoływaczy upadł. A stał za tym jeden z naszych wrogów. Oddział demonów i potworów prowadzony przez wysokiego na ok. 2,40 m umięśniony stwór któremu z szarych włosów wyrastały dwa wielkie, białe rogi. Stwór uniósł swój wielki miecz po czym ryknął. - “Ku chwale Maou Gniewu!”. Po czym cała armia runęła na bramę zakonu, która momentalnie padła. Los wszystkich w środku był przesądzony, śmierć. Mitsuo patrzał na ten widok z niedowierzaniem, jednak po chwili się otrząsnął. -Bracia! Nasz dom jest w niebezpieczeństwie, chodźcie za mną aby odzyskać nasze miejsce na ziemi! - Zawołał jeden z zakonników, po czym pobiegł w stronę demonów zwracając ich uwagę. -Nie! Stójcie, nie mamy szans! musimy… - Wołał Mitsuo, jednak złapałem go za ramię i pociągnąłem w swoją stronę. -Wiem że to może nie być dla was łatwe, ale przeciwnicy mają zarówno przewagę liczebną, najprawdopodobniej nie mamy szans i powinniśmy uciec. Co zrobicie?
  6. Przyzwał energię, znieniając swoje dłonie musiałem przerwać pisać w połowie i zapomnieć zmienić
  7. -Dobra, mniejsza, mamy komplet. Ktoś jeszcze czegoś potrzebuje czy możemy już iść? - Zapytałem. -Ja mogę iść. - Oznajmił Rikuto. -Ja też. -Dodał Toshiyuki. -Chwila?! Idziemy teraz? Musicie poczekać! -Dobra, byle szybko… - Odpowiedziałem niechętnie. Następnie dziewczyna pobiegła, a ja przewidując co może się stać zacząłem znów medytować. Przebywanie na zewnatrz nie nalerzało do najprzyjemniejszych, było tak za sprawą ostrego, zimnego wiatru, który wiał z północy. I tak, po ok. 20 minutach Kimiko wróciła ubrana w zakonne szaty. 'niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają’ - Pomyślałem. -W takim razie, ruszamy? - Zapytałem zmęczony czekaniem. -Tak! - zawołała radośnie Kimiko. Takim akcentem zaczęło się nasze pierwsze polowanie. Wyjście z zakonu nie zajęło nam więcej niż 5 min, a do lasu daleko nie było, bo był mniej niż 600 metrów od bramy wejściowej zakonu. W trakcie przedzierania się przez gęste zalesienie Rikuto opowiadał mi o tutejszych ziołach i ich właściwościach, co prawda nie za bardzo mnie to na początku interesowało, ale później zacząłem się uważnie przysłuchiwać a nawet pytać, co prawda nie miałem tu sporego pola do popisu, gdyż wszystko pokrywał śnieg i mało co ponad niego wystawało. Rośliny w tym świecie znacząco różniły się od tych z mojego świata, a niewielk część z nich miała nawet specjalne właściwości, takie jak np. Gromadzenie many, jedną taką nawet znaleźliśmy, jednak była w tak złym stanie, że nie warto było jej brać. Jednak tuż obok rośliny znajdowały się ślady. -Dobra, tu się zaczyna prawdziwa zabawa, znajdujemy się na terytorium bestii, nie możemy sobie pozwolić na chwilę nieuwagi! - Zawołał Toshiyuki. -Tak jest! - Odpowiedziała zachwycona Kimiko Zaczęliśmy podążać za śladami, których robił się coraz więcej. -Ścigamy wilki, a biorąc pod uwagę ślady na ich czele prawdopodobnie jest Mroczny pies, tu sama ostrożność nie wystarczy, musimy mieć pewność że uda nam się je zabić. - Powiedział Rikuto. -Jeżeli te wilki nie różnią się za bardzo od tych z mojego świata, to powinienem móc powstrzymać nawet pięć na raz, pytanie brzmi jak silny jest i czy damy radę zabić Mrocznego psa. - Powiedziałem. -Jeżeli jest to młody osobnik, to nie powinien być silniejsze od wilka, gorzej jeżeli jest już dorosły… - Odpowiedział zmartwiony Rikuto. -Damy mu radę? - Zapytałem. -Nie wiem… tego nikt nie wie… - Odpowiedział nijako Rikuto. Od tej chwili poruszaliśmy się już w całkowitej ciszy, nikt nie odważył się odezwać a wszyscy uważnie się rozglądali szukając zwierzyny. Nagle dotarło do nas wycie wilków. -Szykujcie się, one już o nas wiedzą! - zawołałem. W przeciągu kilku chwil ze wszystkich stron zebrały się wilki. ‘3, 7, 12, 16… musimy się ich jak najszybciej pozbyć!’ - pomyślałem. Szybko ruszyłem z miejsca w stronę pierwszego wilka z nożami gotowymi do natychmiastowego ataku, jednak gdy już miałem wykonać cięcie w stronę mojego przeciwnika usłyszałem tylko krótkie “uważaj!”, po czym poczułem na moich plecach uderzenie w wyniku którego padłem na ziemię. Natychmiast po upadku zerwałem się i wystrzeliłem przed siebie żeby dokonać mojego dzieła. Moje dwa noże naprzemianlegle wbiły się w krtań wilka a ten zaczął obficie krwawić, a chwilę później wyrwałem mu je z krtani i odwróciłem się w stronę kolejnych wilków. Te starały się ze mną walczyć, jednak nie dałem im szansy na atak i choć mogłem je szybko zabić stopniowo je osłabiałem chcąc się dowiedzieć czym się różnią od tych które znałem. Jednak to był błąd… Podczas gdy walczyłem z wilkami, nagle na drużynę Rikuto wyskoczył stwór, którego udziału w tej walce się obawialiśmy. Wysoki na ok. 75 cm i długi na 115 cm, potężnie zbudowany, o gęstym, czarnym jak smoła, matowym futrze mroczny pies, którego szkarłatne czerwone, ociekające dzikością i nienawiścią oczy były wpatrzone centralnie w Toshiyukiego. Ten zaraz po pojawieniu się warknął groźnie, a cztery wilki pobiegły w moją stronę. W trakcie walki zauważyłem , że moje umiejętności znacznie spadły przez co wiedziałem, że nie mam szans w normalnej walce. Postanowiłem że spróbuję je zabić uciekając w ten sposób mógłbym rozproszyć wilki na tyle, żeby zniwelować ich przewagę liczebną. Wprowadziłem mój plan w życie, zanim wsparcie w ogóle dobiegło do wilków szybko zacząłem uciekać, znacznie zwiększając dystans od drużyny Rikuto, a wilki zgodnie z założeniem ruszyły za mną jednak na tym kończyły się zgodności z założeniem, w momencie odrodzenia straciłem wszystkie ulepszenia mojego ciała a ja wciąż byłem przez to zaskakiwany. Pomimo dobrego startu wilki w moment zmniejszyły dzielący nas dystans, w końcu po kilku metrach padł pierwszy atak w wykonaniu wilka. Bestia próbowała na mnie skoczyć, jednak dzięki latom treningów na zabójcę, wyrobiłem sobie nawyk stałego odwracania się, w wyniku czego miałem możliwość uniknięcia tego ataku, jednak chciałem sprawdzić jedną rzecz. 'Ślepy traf' - powiedziałem w myślach, po czym przed moimi oczami ukazały się dwie kości, były to 5 i 6. A chwilę później pojawił się komunikat. *( Na 5s nałożono efekt “Błogosławieństwo Boga Lasu”, zręczność zostaje zwiększona o 10+30% )* Czegoś takiego się nie spodziewałem, jednak zamierzałem wykorzystać to wzmocnienie w pełni jego możliwości. (5s) Zanim bestia dotarła do mnie, szybko zmieniłem moją pozycję, ustawiając się tak, by być poza zasięgiem wilka, a zarazem w odpowiedniej odległości by móc do niego doskoczyć i go zabić. Następnie gdy ten wylądował rzuciłem się na niego i błyskawicznie pozbawiłem go krtani. (4s) 5w Wilki stały się ostrożniejsze, jednak ja nie zamierzałem próżnować i podbiegłem do najbliższego wilka gotowy do fałszywego ataku. Gdy ten myślał że już będę ciął nożem w jego stronę, spróbował mnie zaatakować, jednak ja spokojnie odskoczyłem i cisnąłem w jego stronę jednym z moich dwóch noży, niestety pomimo trafienia wilka w głowę ten dalej żył, więc kopnąłem w nóż, dobijając bestię po czym odzyskałem że zwłok broń. (2s) 4w Wilki wyczuły że coś jest nie tak, dlatego znacząco zwiększyły dzielący nas dystans, a ja straciłem mój bonus z ślepego trafu, jednak było już dobrze, cztery wilki nie są aż tak wielkim wyzwaniem. Wilki nie wiedziały że moje wzmocnienie już się skończyło więc miałem nad nimi przewagę zastraszenia, nie mogłem okazać strachu ani niepewności. Zacząłem się powoli zbliżać pewnym krokiem do kolejnego wilka, jednak te starały się utrzymywać dystans. W końcu wilki przełamały swój impas i okrążyły mnie i stopniowo zmniejszały dystans pomiędzy nami. ‘Cholera… A gdzie jest moje wsparcie?!” - pomyślałem. Mimo teoretycznej przewagi wilków zauważyłem w ich taktyce pewną wadę, a mianowicie są same. Pomiędzy wilkami są trzy metry odległości, a taki dystans daje mi wystarczająco czasu na działanie. Natychmiast skróciłem dystans dzielący mnie i jednego z wilków, ten nie starał się już zachować dystansu a przeszedł do ofensywy co działało na moją korzyść. Wilk starał się na mnie rzucić, jednak tak jak za każdym razem działało to na ich niekorzyść, co prawda było to niebezpieczne i gdybym się na chwilę rozproszył to mógłbym doznać bolesnych obrażeń, jednak nie pozwoliłbym na to. Gdy Wilk był jeszcze w powietrzu skoczyłem pod niego i wbiłem mu dwa noże w brzuch, którymi następnie otwarłem w wilku wielką dziurę. 'Jeszcze trzy’ - Pomyślałem jednocześnie rozglądając się po okolicy. Jedno było pewne, te wilki są szybsze, większe i silniejsze od tych z mojego świata, jednak są tak tępe, że nie stanowią zagrożenia. Wilki tak naprawdę były głupsze niż myślałem, do samego końca nie atakowały w grupie, a ich wzorzec ataku wyglądał praktycznie tak samo, przez co ich pokonanie było jak spacer po lesie. Szybko pobiegłem w stronę z której tu przybyłem, a w momencie w którym napotkałem wzrokiem Rikuto, zobaczyłem jak Mroczny pies wyrywa tchawicę Toshiyukiego. Następnie rozległ się krzyk rozpaczy Kimiko, a Rikuto momentalnie przyzwał energię, zmieniając swoje dłonie w wielkie czarne szpony, którymi własnoręcznie zmiażdżył głowę, po czym zemdlał.
  8. @sQubany90 @Mortsume No, szczególnie że nagięli by czasoprzestrzeń teleportując się o połowę kontynentu Kto wie... No bo było wspomniane że Rikuto go zostawił i poszedł coś robić (raczej to napisałem), a potem przyszedł mu powiedzieć gdzie może spać (kwatery / pokój itp.) Ivan ćwiczył na placyku (coś a'la ogród na świeżym powietrzu) i z jednej strony tego placyku były mury zakonu a z drugiej zakon
  9. Gdy Mitsuo skończył mówić wstał i pośpiesznym krokiem opuścił salę. Atmosfera uległa wyraźnemu rozluźnieniu, a dotąd wiecznie milczący zakonnicy zaczęli między sobą szeptać. -Hej ty… -nagle odezwał się do mnie jeden z zakonników. -Mistrz mówił, że mam cię uczyć magii, więc chodź ze mną bo mam jeszcze inne obowiązki na głowie. - kontynuował jednocześnie wychodząc z sali. -Jasne, objaśnij mi podstawy a ja postaram się nad tym zapanować samemu. - Odpowiedziałem uprzejmie. -Dobra, chodź za mną, objaśnię ci podstawy. - Powiedział bez emocji w głosie. Wraz z Rikuto ponownie przemierzaliśmy labirynt korytarz w końcu wychodząc na podwórze. Podwórze nie było duże, miało ok. 20m kwadratowych, cały plac był otoczony wysokim na trzy metry murem. Cały plac był porośnięty niską trawą lekko opruszoną śniegiem, a w ziemi co jakiś czas znajdowały się lekko wystające ponad trawę kamienne płyty. Rikuto wszedł na plac po czym strzepł śnieg i usiadł na jednej z płyt, po czym spojrzał się na mnie i wskazał na płytę obok, po czym dodał -usiądź tu i zaczniemy. Powoli zszedłem na plac i przysiadłem się do chłopaka, po czym ten zaczął tłumaczyć. -Na sam początek muszę ci zadać pytanie, ile masz many? - Zapytał Rikuto. -Nie mam many… równe zero. - Odpowiedziałem szczerze. -dziwne, przeważnie ludzie mają jej dziesięć, nawet ci z niej nie korzystający… No nic, odpuszczę sobie moje dzisiejsze zadania, ale za to jutro mi pomożesz. - Powiedział lekko niezadowolony Rikuto, po czym po chwili dodał. - Żeby zwiększyć ilość many musisz ją na początek poczuć i to będziemy robić cały dzisiejszy dzień, jako ciekawostkę mogę ci powiedzieć że to samo robi ta dziewczyna która została przywołana razem z tobą. - Powiedział Rikuto. -umm… hmm… nie do końca rozumiem co mam zrobić… -Powiedziałem szczerze. -Szczerze mówiąc jakoś specjalnie mnie to nie dziwi, rzadko kto potrafi od samego początku wyczuć manę i tylko bardziej utalentowani magowie potrafię to opanować w mniej niż jeden dzień. Jednak nie licz, że przez cały ten czas z tobą będę. - Odpowiedział Rikuto. -Dobra rozumiem że jesteś zajęty, więc wytłumacz mi szybko jak wyczuć manę i będziesz mógł wracać do swoich obowiązków. - Powiedziałem szczerze poirytowany obijaniem w bawełnę. -Tak, tak… Już… nie mogę ci do końca wytłumaczyć jak ją wyczuć, to po prostu trzeba poczuć. Musisz zauważyć że jest ona we wszystkim na Leru, gdy już to zauważysz opanowanie jej będzie kwestia czasu. - Tłumaczył spokojnie Rikuto. Postanowiłem zrobić tak jak powiedział, spokojnie usiadłem po czym zacząłem medytować. Po jakiejś godzinie Rikuto wrócił do swoich pierwotnych obowiązków, A ja nadal medytowałem, tak minął mój cały pierwszy dzień na Leru. Kiedy zaszło słońce Rikuto przyszedł do mnie aby mnie poinformować gdzie mam szukać moich kwadrat. A znajdowały się ona naprzeciwko placu na którym aktualnie byłem. Natychmiast się do nich udałem, żeby odpocząć. Został mi przydzielony stosunkowo niewielki pokój w którym jedyne co się znajdowało to mała szafa, skrzynia, mały stół i krzesło oraz niewygodne łóżko. Rikuto poinformował mnie że mogę całkowicie zmienić wystrój pokoju a w przyszłości nawet dostać większy, to nie była jakoś szczególnie ważna informacja, bardziej mnie interesowało to, gdzie mogę coś zjeść. Tu także wykazał się Rikuto, który zaprowadził mnie na jadłodajnie, gdzie został mi wydany mój przydział… jedzenia? No właśnie… jedzenie… Prawdę powiedziawszy przyzwyczaiłem się do jedzenia past nasyconych, które zapewniały mi wszystko co było potrzebne do przeżycia i prawidłowego rozwoju… a tutaj dostałem skąpą porcję ziemniaków, sałatkę z jakichś dziwnych ziół i skąpy kawałek mięsa. -Przepraszam, jednak w tym momencie nasz zakon przeżywa mały kryzys związany z ilością dostępnego jedzenia… - Powiedział przepraszająco Rikuto. -Nic się nie stało, przyzwyczaiłem się do gorszych warunków - Powiedziałem przypominając sobie moje dzieciństwo. ‘Prawdopodobnie o rozwiązanie tego chciał mnie poprosić Mitsuo’ - Pomyślałem W tym momencie swój przydział dostała dziewczyna z którą zostałem tutaj przywołany. -Co to ma być?! Chyba nie myślicie że ja to zjem! - Zawołała wściekła dziewczyna, podczas gdy wykładający jedzenie zakonnik był zbyt rozkojarzony by cokolwiek powiedzieć. -P-pani bohaterko… Ja… nie… My nie mamy zasobów aby zjeść coś lepszego. - Powiedział speszony zakonnik . -Nic mnie to nie obchodzi! To nie ja potrzebuję waszej pomocy, tylko wy mojej! - Kontynuowała wściekła. Postanowiłem że zakończe tą niedorzeczną kłutnię zanim przerodzi się w coś niebezpiecznego. -Hej! Skończ to! Nie widzisz że oni już niczego nie mają?! A nawet jeśli, to na jakiej podstawie mieliby ci cokolwiek dawać!? - Zapytałem wściekły. -To ty… Ten drugi który to został sprowadzony… Jesteś w takiej samej sytuacji jak ja więc powinieneś mnie zrozumieć! Dlaczego mamy walczyć dla dobra ludzi, których w ogóle nie znamy?! Poza tym czy ktoś pyta mnie o zdanie?! - odpowiedziała wściekła. -Ty słyszysz co mówisz?! Chciałaś żyć?! To żyj, a jak nie, to ci osobiście pomogę! - Wykrzyczałem zdenerwowany. -Tylko spróbuj! - Wykrzyczała podczas gdy w jej dłoniach uformowały się dwie kule ognia. Za plecami dało się usłyszeć okrzyki niedowierzenia, które prawdopodobnie nawiązywały do szybkości rozwoju umiejętności mojej przeciwniczki, jednak to mnie w tym momencie nie obchodziło. Kiedy ja myślałem o pierdołach dziewczyna rzuciła jedną z kul w moją stronę, jednak za czasu zareagowałem dzięki czemu mogłem jej spokojnie uniknąć. -Haha, nie spodziewałeś się tego! - Zawołała dziewczyna którą widocznie bawiła cała sytuacja, -Więc masz uklękniesz i przeprosisz mnie póki masz jeszcze czas, ty nędzny robalu. - Po chwili dodała jeszcze bardziej zadowolona. -wybaczenie miewałem silniejszy przeciwników od ciebie. - Powiedziałem ruszając z miejsca Prawdę powiedziawszy szybko zauważyłem mój spadek prędkości w porównaniu do mnie sprzed śmierci. Dziewczyna szybko wystrzeliła we mnie kolejną kulę, która tym razem poleciała szybciej niż ostatnio, prawie mnie trafiając. Poczułem wtedy jakby coś wokół mnie się wypaliło, jednak niczego nie było, zignorowałem dziwne uczucie i kontynuowałem bieg w stronę dziewczyny. Ta po raz kolejny próbowała mnie trafić świeżo przyznaną kulą ognia, jednak jej starania były na nic. Zwróciłem dystans między nami po czym wykonałem jedno celne uderzenie w przeponę, a dziewczyna padła w bólu. To moje bezsprzeczne zwycięstwo. Chwilę później straciła przytomność, a odwróciłem się do reszty zakonników. Ich twarze wyrażały zarówno przerażenie jak i szok. Nie minęło nawet pięć sekund nim zaczęły się szepty. Jedne z nich dotyczyły szybkości opanowania magii przez dziewczynę, drugie moich umiejętności, a trzecie dotyczyły zniszczeń które wynikły z ataków dziewczyny. Nagle Rikuto zaczął krzyczeć do innego chłopaka -Kurwa Toshiyuki! Nie miałeś się nią zajmować?! Jak to się stało że zaczęła strzelać kulami ognia?! Poza tym co robiłeś w tym czasie? Wiesz że tylko dwie osoby mogą atakować bohaterów! - Wykrzyczał Rikuto. -Zamknij się! Ja ją nauczyłem magii, a ty? Twój bohater potrafi? - Odpowiedział wściekły chłopak. -Tu nie chodzi o to żeby umieli zabijać! Co nam po tym że cały zakon wybije?! Musisz ją obserwować i w takich sytuacjach jak ta powstrzymać! - Krzyczał wściekły Rikuto. -Skończcie już tą żałosną kłótnię! - Zawołał nagle ktoś zza naszych pleców. Gdy się odwróciłem zauważyłem stojącego w drzwiach Mitsuo. Atmosfera w jadalni momentalnie się uspokoiła i spoważniała. A mężczyzna spojrzał się na mnie, po czym skinął, żebym poszedł za nim. Gdy wyszliśmy z jadalni Mitsuo ten zaczął do mnie mówić. -Prawdopodobnie zauważyłeś już w czym leży nasz problem… Wynika to z tego że aktywność potworów od przywołania Maou znacznie wzrosła, uniemożliwiając nam polowanie, a jako że opieraliśmy nasze zapasy na polowaniu, które łączyliśmy z treningiem, to teraz kiedy jest to niemożliwe zaczęliśmy głodować. -Sam raczej sobie nie dam rady, potrzebowałbym kogoś do pomocy… - Odpowiedziałem szczerze. -Wiem, pójdziesz ty, Rikuto, Toshiyuki i Kimiko, możesz też na spokojnie poszukać sobie przedmiotów które będą ci potrzebne. - Powiedział, po czym szybko się oddalił. ‘No dobra, mam chwilę wolnego czasu… Chyba wrócę do pokoju…’ - Pomyślałem idąc do pokoju. Po powrocie wróciłem do medytowania podczas którego próbowałem odkryłem sekret many, po czym poszedłem spać ------- Następnego dnia ------- Następnego dnia zaraz po tym jak wstałem poszedłem do jadalni gdzie zjadłem śniadanie i zacząłem się rozglądać po zakonie. Moim priorytetem było znalezienie jakiejś broni i czegoś co będzie mi mogło służyć jako zbroja. Niestety, w obu przypadkach doznałem srogiego zawodu. Najlepsze co znalazłem to długie noże kuchenne i szaty zakonnika które natychmiast przygarnąłem. Szaty wyglądały bardzo skromnie, były wykonane z włókna lnianego, który w miejscu łączeń był przeplatany czarną tkaniną. Na plecach był czarny znak zakonu. Znalazłem też torbę na zioła i sandały, które też zabrałem. ‘Cóż… bardziej gotowy już nie będę…’ - pomyślałem. Następnie zacząłem szukać Rikuto, którego znalazłem po ok. Dwudziestu minutach. Szybko przekazałem mu to co przekazał mi Mitsuo, następnie ruszyliśmy po Rikuto. Tego znaleźliśmy na jednym z placu, trenującego magię z dziewczyną. -Toshiyuki! Zbieraj dupsko, mamy robotę! - Zawołał Rikuto. Chłopak niechętnie wstał, a dziewczyna podeszła do nas razem z nim. -Mistrz kazał nam zdobyć jedzenie, ale zanim to zrobimy musimy znaleźć jeszcze kogoś. Prawdę powiedziawszy wasze imiona wydają się dla mnie dziwne, dlatego trudno mi połapać kto jest kim… Osoba której szukamy nazywa się Kimiko, wiecie kto to jest? - Zapytałem. -To ja! - Krzyknęła oburzona dziewczyna.
  10. Znudziła mnie koncepcja łaskawych Bogów, Bohaterowie są jednostkami wybitnymi samymi w sobie, więc po co ich jeszcze buffować. Poza tym koncepcję bohaterów wymyślili ludzie którzy przywoływali właśnie takie jednostki zmieniające losy świata. W mojej koncepcji dla Bogów "Bohaterowie" są tylko narzędziem które wyręcza ich z obowiązków. (W Potępionym było jeszcze inaczej)
  11. Prawdę powiedziawszy dalej to rozkminiam bo z jednej strony kto powiedział że Ivan dostanie jakiekolwiek błogosławieństwo? Mitsuo i Śmierć, przyczyn śmierć użyła błogosławieństwa aby wskrzesić Ivana. Więc, czy Ivan w ogóle ma jakieś błogosławieństwo?
  12. Ten tego, uwaga ode mnie jeżeli chcecie pisać komentarze typu "Fajne", "Ciekawe" czy inne interesujące komentarze które opisują to jak bardzo można streścić wasze podekscytowanie w jednym słowie, to sobie możecie oszczędzić. Już wolę mieć 1 kom. na 10 rozdziałów w którym napisalibyście co wam się podobało a co nie i co wywarło na was wrażenie Nie wiem co się ze mną stało po wybuchu, jednak działo się ze mną coś co nie powinno się dziać. Pomimo tego że umarłem, cały czas byłem świadomy, w końcu postanowiłem spróbować otworzyć oczy, a to co zobaczyłem przyćmiło wszystko czego się spodziewałem. Moim oczom ukazał się widok niczym z baśni i legend. Byłem w nieznanym mi miejscu w którym po horyzont rozchodziły się chmury, a jedynie za mną coś się znajdowało, był to budynek który przypominał Grecką świątynię. Wielki budynek wykonany z marmuru, nadający mu nietypowy wygląd. Bez chwili zastanowienia wszedłem do środka, nie wiedząc co może mnie tam czekać. Wnętrze było znacznie przestronniejsze niż się wydawało patrząc z zewnątrz, a po środku sali stał wielki marmurowy posąg. Przedstawiał on dziwną postać… albo rzecz? ‘Mimo iż tu wszedłem, to dalej nie dostałem żadnych przydatnych informacji o mojej sytuacji…’ - Pomyślałem z leksza rozczarowany. Nagle stało się coś nie do końca się spodziewałem. Posąg, który znajdował się tuż przede mną poruszył swoją ręką, a dźwięk pękającego kamienia rozszedł się po całej sali, chwilę zajęło nim ową postać całkowicie zrzuciła z siebie swoją “skorupę”. Żeby nie było, w czasie w którym to “coś” się uwalniało, znacznie zwiększyłem oddzielający nas dystans jednocześnie badawczo to obserwowałem. W końcu Coś przemówiło do mnie nieludzkim głosem. -Ivan, umarłeś. - Powiedziała postać -Tak, wiem. - Odpowiedziałem krótko. -Zadam ci jednak jedno pytanie, Iwan chcesz żyć? - Powiedział -Tak. - Ponownie krótko odpowiedziałem. -Jest jeden haczyk, mogę cię przywrócić do życia, ale tylko pod warunkiem że pomożesz 8 Bogom z innego świata w odparciu sił wroga. - Powiedział spokojnie. -Po tylu latach w moim zawodzie, nie spodziewałem się niczego innego. Jednak mam kilka pytań, mogę? - Powiedziałem -Tak, w końcu jestem ci to winien. - Odpowiedział. -No więc tak, po pierwsze, moje ciało i świat w jakim się odrodzę, mógłbyś rozwinąć te tematy? - Zapytałem. -Jako że umarłeś w wyniku wybuchu, zostaniesz odrodzony w nowym ciele, które będzie odzwierciedlało ciebie w wieku 18 lat, jednak jeżeli będziesz chciał coś zmienić to musisz mi o tym powiedzieć zanim cię odrodzę. Jak już wcześniej mówiłem odrodzisz się w świecie zwanym Leru, jest to odpowiednik waszej Starej ziemi w czasach wczesnego średniowiecza, jednak tam od początku istnienia niektórzy przedstawiciele ludzi oraz innych ras inteligentnych były w stanie zapanować nad siłami natury i użyć jej do swoich celów, co wpłynęło na przebieg historii. - Odpowiedział szczegółowo. -Czemu Bogowie nie zjawili się przede mną osobiście? - Zadałem kolejne pytanie. -Ech… - Śmierć ciężko westchnęła -Czemu za każdym razem pytacie się o to samo… Bogowie są zajęci ważniejszymi rzeczami od odpowiadania na wasze pytania… - Śmierć odpowiedziała poirytowanym głosem. -Dobra, ostatnie pytanie, a raczej mała prośba. Mógłbym się odrodzić w miarę odludnym miejscu? - Zapytałem. -Czemu? - Śmierć Zapytała się zainteresowana. -Nie chcę narobić wielkiego hałasu, a chcę jeszcze zrobić rozeznanie. - Odpowiedziałem zwięźle. -Dobrze, wyślę cię w okolice górskiej wioski wraz z małym wsparciem. - -Zgaduję że nie mam wyjścia, wiem nie pozostaje mi nic innego jak tylko się zgodzić. - Powiedziałem lekko zawiedziony. -Dobrze, tak więc bez zbędnego gadania zaczynamy. Ja, Śmierć w imię 8 Bogów Leru, udzielam twojej duszy mojego błogosławieństwa, niech przepełni cię moc, do walki przeciw naszemu wrogowi, a teraz odejdź by walczyć i zwyciężać! - Powiedziała nieludzkim głosem, po czym znów straciłem przytomność. --- później --- Zaraz po przebudzeniu gwałtownie zerwałem się z podłogi. Zauważyłem że znajdowałem się pośrodku kręgu wypełnionego dziwnymi znakami który był narysowany na drewnianej podłodze. na końcach kręgu, w kluczowych miejscach znajdowali się wysocy ludzie ubrani w dziwne szaty zakrywające całe ich ciała i twarze. Szybko przyjrzałem się swojemu ciału, na którym znajdowały się cienką lniane szmaty. -Witajcie bohaterowie, jestem Mitsuo Takeda, przywódca zakonu przywoływaczy. To my w imię Bogini cienia was tutaj przywołaliśmy. - Powiedział jeden z mężczyzn, który do nas podszedł. Mężczyzna zdjął z głowy swój kaptur a moim oczom ukazała się twarz starego człowieka o jasnej skórze z ciemnymi tatuażami rozchodzącymi się po całej twarzy. -Jeżeli dobrze rozumiem, to mamy wam pomóc pokonać wrogów waszej pani? - zapytałem zainteresowany. -Tak, widocznie posłaniec Bogini już wam wszystko wyjaśnił - Odpowiedział, a na jego twarzy pojawiło się ledwo widoczne zdziwienie. -Możemy już przejść do konkretów?! - Odwróciłem się do osoby mówiącej za mną. - Nie chce mi się siedzieć tu cały dzień! - Krzyknęła zdenerwowana. Osoba za mną była całkiem niską, bo wysoką na ok. 1.70 m dziewczyną. Była całkiem szczupła i ładna, miała długie czarne włosy i brązowe oczy. Jednak tym co się najbardziej rzucało się w oczy, były jej duże, czarne, ptasie skrzydła. -Ach… tak, przepraszam bohaterko. Chodzi o to, że 72 lordów Apokalipsy zaczęli sprowadzać do naszego świata siedmiu Maou, czyli władców demonów, którzy są uosobieniem grzechu. Dlatego większość państw i bardziej uzdolnione grupy czarodziei zaczęli przywoływać do naszego świata wielkich i uzdolnionych ludzi do walki z nimi. - Powiedział Mistuo, a w jego głosie mieszał się zarówno smutek jak i duma. -I ja niby mam dla was walczyć i nic z tego nie mieć? No chyba się źle czujecie! - Wykrzyczała arogancko Dziewczyny. -To chyba ty nie rozumiesz swojej sytuacji, wszyscy którzy zostali przywołani do tego świata umarli i właśnie dlatego mogliśmy przemieścić tu wasze dusze. A na obecnym stanie możemy się was wszystkich bez problemu zabić, a wtedy już nie dostaniecie kolejnej szansy - Powiedział Mitsuo, a jego spojrzenie nagle stało się znacznie bardziej przerażające. Dziewczyna natychmiast umilkła i choć było widać, że chcę coś jeszcze dodać, to za bardzo bała się odezwać. -Dobrze, jeżeli to już wszystko co macie do powiedzenia, to możemy zacząć wprowadzenie. Jak wiecie ten świat prawdopodobnie znacząco różni się od waszych pierwotnych światów, tutaj Bogowie w aktywny sposób wspierają ludzi, a czasem nawet ofiarują im umiejętności. - Powiedział spokojnie Mitsuo. -Więc jeżeli dobrze rozumiem, to zostaliśmy wzmocnieni przez Bogów? - Zapytałem się. -Tak. Jako że zostaliście przywołani przez nas, znaczy to tyle, że jesteście błogosławieni przez Boginię Cienia. - Odpowiedział zwięźle. -Czy to znaczy, że oboje władamy magią cienia? - Kontynuowałem pytania. -Niekoniecznie, błogosławieństwo, a predyspozycje duszy, to dwie różne rzeczy. Wasze umiejętności możecie sprawdzić w inny sposób, ale o tym później. - Kontynuował spokojnie. -Dobra, więc? Co mamy teraz zrobić? - Zapytałem, nie mając już więcej pomysłów. -Zostaniecie teraz rozdzieleni i zadamy wam pytania na podstawie których postaramy się dobrać dla was wyposażenie i trenerów. - Odpowiedział Mitsuo. Kiedy Mitsuo skończył mówić, odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia z sali a zaraz za nim poszli wszyscy “przywoływacze”. Razem z dziewczyną poszliśmy za nimi, zachowując całkowitą ciszę. Szliśmy za nimi długim korytarzem, w którym co jakiś czas były rozdroża lub jakieś drzwi. W końcu dotarliśmy do samego końca korytarza była tam sala do którą otworzył nam Mitsuo. Następnie wskazał na dziewczynę, której imienia wciąż nie znałem i kazał jej wejść. Dziewczyna trochę się stroszyła, ale w końcu weszła do pomieszczenia, a razem z nią cała grupa przywoływaczy. Zostałem sam z Mitsuo. -Jesteś od niej inny. - Powiedział Mężczyzna. -Wiem. - Odpowiedziałem. -Patrząc na ciebie nie widzę młodzieńca, a kogoś równie doświadczonego co ja. - Powiedział patrząc się w drzwi, jednocześnie trzymając za plecami ręce. -Przed odrodzeniem byłem starszy, dużo starszy. - Odpowiedziałem. -Nie będę dopytywać, bo to nie jest takie ważne. Pomożesz nam w walce? - Zapytał starzec. -Raczej tak, poniekąd dużo zawdzięczam Bogom i jestem im wdzięczny za drugie życie. - Odpowiedziałem szczerze. -Postaram się ci pomóc jak tylko będę mógł, ale musisz nam w czymś pomóc. - Powiedział Mistuo z wyrzutem. -Najpewniej przez dłuższy czas będę na was zdany, więc nie pozostaje mi nic innego jak współpracować. - Opowiedziałem -Dobrze, zatem dziękuję za współpracę, jednak zanim przejdziemy do zadania, chciałbym się dowiedzieć więcej o twoich umiejętnościach. - Powiedział szczerze Mitsuo. po czym znów zaczął się wpatrywać w drzwi. Po dłuższej chwili, zza drzwi zaczęły dochodzić dźwięki czyichś kroków, a niedługo później drzwi ponownie się otwarły. -Przepraszam że kazaliśmy ci tak długo czekać Panie, zmuszenie tej kobiety do współpracy nie należało do najłatwiejszych zadań - Powiedział nie za głośno, głosem pełnym szacunku. Mitsuo zaczął wchodzić do komnaty, gdy nagle dodał. - Jakie są jej wyniki? Postanowiłem pójść za starcem. -Jej wyniki nie odbiegają w większym stopniu od normy, jedynym wyjątkiem jest błogosławieństwo Bogini Cienia, dzięki któremu ma niewielki przyrost zręczności i charyzmy. Jej rasa to Bestioczłek, z podgatunku Uskrzydlonych, włada elementem ognia dzięki czemu ma predyspozycje do stania się Magiem Ognia, co jest wynaturzeniem w kręgach tej rasy. W swoim poprzednim życiu nie nabyła żadnych zdolności ofensywnych, szybkość jej rozumowania nie przekracza normy z naszego świata, jednak jej cykl rozumowania w znaczącym stopniu przypomina naszą szlachtę, bądź kupców, co więcej posiada podstawowe zdolności arytmetyczne. Obawiam się że może być nieużyteczna w walce, lecz możliwe że mogłaby zostać kupcem, taki jest nasz werdykt. - Mężczyzna spokojnie zdawał raport Podczas gdy mężczyzna opowiadał, ja wraz z Mitsuo usiedliśmy po przeciwnych stronach stołu. -Rikuto, doskonale wiesz, że nie możemy pozwolić na to, żeby ta osoba stała się zwyczajnym kupcem, trzeba z niej zrobić maga i tyle. - Odpowiedział lekko zły Mitsuo, opierając swoją głowę o ręce w taki sposób, by te zakryły jego twarz. -Jeżeli o to chodzi, to sam doskonale wiem na swoim przykładzie, że każdego da się zmienić w osobę wojowniczą, więc możecie zostawić to mnie. - Powiedziałem z nienacka. -Dobrze, skoro tak, to nie przedłużając, mógłbyś się przedstawić? - Zapytał Mitsuo. -Tak, nazywam się Ivan Rusalcow. - Odpowiedziałem krótko -Ivan, czy wiesz jak funkcjonuje ten świat? - Mitsuo zadał kolejne pytanie. -Nie. - Odpowiedziałem jeszcze krócej. -Leru, czyli świat w którym się znajdujemy, jest światem stworzonym przez Bogów i jak wcześniej mówiłem Bogowie aktywnie mieszają w jego sprawy… - Przerwał. -Tak, wiem. - Po raz kolejny dałem zwięzłą odpowiedź. -W tym świecie istnieje możliwość zobaczenia swojego “Statusu” czyli liczbowego odwzorowania limitów swojego ciała i umysłu, jako “Statystyk”. Oraz określenie swoich zdolności, poprzez wyświetlenie menu swoich “Umiejętności”. Oba możesz stale rozwijać trenując i właśnie z tego powodu chcemy poznać twoje statystyki, aby móc dobrać ci odpowiedniego trenera. - Dokładnie wytłumaczył Mitsuo. -Umu - skinąłem głową. -Rozumiem, więc? Co mam zrobić? - Zapytałem. -To proste, wypowiedź słowo “Status”, a przed tobą powinna wyświetlić się lista twoich statystyk, jednak one nie są dla nas ważne, ponieważ każdy człowiek ma na samym początku takie same statystyki, a jako że zostałeś przywołany razem z tą dziewczyną, to otrzymałeś takie samo wzmocnienie. Bardziej mnie interesuje, czy masz jakieś umiejętności aktywne. Możesz to sprawdzić i nam je udostępnić? - Zapytał Mitsuo. -Taak… Zaraz zobaczę. - Powiedziałem po czym w myślach wypowiedziałem ‘Status!’ w wyniku czego wyskoczyło mi przed oczami takie okienko: Imię Ivan Rusalcow Rasa Człowiek Podgatunek Zwyczajny Poziom 1 Doświadczenie 0/100 Życie 50 Charyzma 13 Mana 10 Szczęście 10 Siła 10 Kondycja 10 Zręczność 14 Karma 0 Inteligencja 10 Element Cień ‘Dobra, no to teraz… Umiejętności!’ Tym razem pojawiło mi się podobne, jednak inne okienko, które zasłoniło mi poprzednie. A wyglądało ono tak: Nazwa Poziom Skradanie 1 (0/100) Ślepy traf 1 (0/100) -Hmm… mam tylko dwie umiejętności aktywne. Jest to skradanie na pierwszym poziomie i Ślepy traf także na pierwszym poziomie. - powiedziałem trochę zmieszany -Nie jest tak źle, większość umiejętności z poprzedniego życia zostały skasowane po odrodzeniu, więc fakt że coś ci zostało to już duży postęp. Dobra więc tak, dam ci wolny wybór ponieważ wiem, że nie jesteś lekkomyślny, kim chcesz być? - Odpowiedział powoli Mitsuo. -Najlepiej by było, abym pozostał tym, kim byłem… Zabójcą. - Powiedziałem z trudem. -No nic, nie mamy w zakonie żadnych łotrzyków którzy mogliby ci pomóc w treningu, jednak jeżeli chcesz, to możemy cię nauczyć magii. - Odpowiedział trochę zawiedziony Mitsuo. -Dobra, może być. Jak stoicie z bronią? - Zapytałem. -Nieciekawie, mieliśmy nadzieję, że każdy kogo przywołamy stanie się magiem, to by było dla nas najkorzystniejsze. Jednak jak widzisz jest inaczej i nie możemy cię za bardzo wesprzeć. - Odpowiedział z wyrzutami. -Dobra, nie ważne, mówiłeś o nauce magii. To brzmi dobrze. - Odpowiedziałem chcąc zmienić temat. -Ach, tak. Możemy cię nauczyć każdego z 6 podstawowych elementów, jednak nie będziemy cię uczyć więcej niż jednego na raz, więc wybierz mądrze. - Odpowiedział dumnie Mitsuo. -Sześć podstawowych elementów, czyli? - zapytałem rozkojarzony. -Ogień, woda, powietrze, ziemia, światło i cień. - Odpowiedział zwięźle Mitsuo. -Nie wiem za bardzo czym cechują się poszczególne rodzaje magii, jednak w moim statusie pisało że mam element cienia, dlatego chcę też nauczyć się tego rodzaju magii. - Powiedziałem chcąc skończyć rozmowę która mogła się źle skończyć. -Ivan, chciałbym cię osobiście uczyć magii, jednak na razie jestem trochę zajęty, pójdź z Rikuto on nauczy cię podstaw.
  13. Ivan Rusalcow, międzygalaktyczny zabójca poszukiwany we wszystkich imperiach i republikach wszechświata. To właśnie ja, siedemdziesięcio sześcioletni zmodyfikowany genetycznie człowiek. Urodzony i wychowany we slumsach “Starej ziemi”. Nie znałem mojej Matki ani Ojca, a nawet jeżeli bym ich znał, to wątpię żeby to cokolwiek zmieniło. W młodym wieku zacząłem kraść, nie chciałem tego robić, ale musiałem żeby przeżyć. Niedługo później dołączyłem do młodocianej szajki w której dokonywaliśmy zmasowanych rabunków na pomniejszych handlarzy, a towar który ukradliśmy sprzedawaliśmy paserom dzięki czemu byliśmy w stanie przetrwać. Jednak pewnego felernego dnia podjęliśmy złą decyzję, byliśmy zbyt pewni siebie i spróbowaliśmy okraść jednego z bogatszych kupców, nie spodziewaliśmy się jednak tego, że całym budynkiem zarządza D.N.Z, czyli Domowy Nadzorca Zabezpieczeń. SI monitorujący cały przypisany do niego obszar, sprawdza tożsamość osób wchodzących i wychodzących oraz sterujący dronami. No właśnie, drony. DD-270, zmodyfikowany model drona domowego, wyposażonego w paralizatory kriogeniczne, broń średniego zasięgu wstrzykująca niewielkie ilości enzymów Hadaarów, które zamrażają organy ludzi , wprowadzając ich w stan hibernacji. Właśnie na takie drony się natrafiliśmy i to właśnie one wyłapały nas wszystkich, wtedy też zaczęło się nasze piekło. Początkowo myśleliśmy, że Ulgar, bo tak się nazywał kupiec, handlował dobrami wartościowymi, jednak to była tylko przykrywka, a Ulgar okazał się się handlarzem niewolników, a my wpadliśmy prosto w jego łapska. Ulgar wywiózł nas poza Starą ziemię, na układ UR-7 na planetę Nova, największe zadupie w całym wszechświecie, tutaj bezprawie szerzyło się po horyzonty, tam też zostaliśmy posprzedawani. Wielu z nas trafiło na różnego rodzaju ciężkie pracę, jeden został męską dziwką, a jedna z dziewczyn służącą jakiegoś lokalnego władcy. Mój los był z jednej strony gorszy, a z drugiej lepszy. W przeciwieństwie do reszty z moich znajomych, przeżyłem więcej niż 20 lat, nie byłem też zmuszony do wycięczającej pracy, w zamian za to przechodziłem brutalny “trening”. Moja mistrzyni na początku ofiarowała mi przyzwoity styl życia, jednak musiałem ciężko trenować, żeby stać się silniejszy, szybszy i zręczniejszy. Później zaczęła na mnie przeprowadzać różne eksperymenty i operacje, zmechanizowała 30% mojego ciała, a pozostałą część “ulepszyła” na inne sposób. Byłem twardszy, bardziej spostrzegawczy i zwinny, to wszystko w połączeniu z treningiem mistrzyni uczyniło mnie najlepszym zabójcą we wszechświecie. Dziś 09.08.3174 r. W rocznicę śmierci mistrzyni wyruszyłem na rutynową misję. Jeden ze skorumpowanych admirałów floty ET-9 zaczął przeszkadzać jednemu z polityków Starej ziemi. Cóż, bywa i tak, w sumie to bym się nie zdziwił jakby chodziło o jego żonę, ale kogo to obchodzi? Zacząłem przeglądać akta mojego celu Daisuke Ryu. lat 25, człowiek Urodzony 07.07.3149, na Starej ziemi. 1,79 cm wzrostu, dobrze zbudowany, czarne oczy i krótkie włosy w kolorze satyny. Wychowany w zamożnej rodzinie z wiekowymi tradycjami militarnymi. ‘Hmm… Czyżby bogaty chłopczyk podpadł jakiemuś wiekowemu admirałowi, a ten poskarżył się swojemu bardziej wpływowemu przyjacielowi? Cóż, zobaczmy co tu jeszcze mamy’ - Zacząłem analizować profil celu. Ukończył Akademię wojskową na Xul z wyróżnieniem ‘No nieźle, na Xul dają niezły wycisk, więc może być nawet ciekawie’ Osiągnął mistrzostwo w łucznictwie i szermierce. ‘Co jest...W tych czasach? W sumie to nie jestem inny, ale to już z powodu mistrzyni… Chwila… on mógł być w podobnej sytuacji’ - Pomyślałem. Cel przeważnie nie rusza się bez swojej siedmioosobowej obstawy. Aktualne położenie: Cel znajduje się na pokładzie TD-6. ‘No nieźle, muszę się włamać na wielki statek kosmiczny, zabić jego dowódcę i uciec. To jednak może być ciekawa misja.’ Z tego co pamiętam TD-6 jest od 4 miesięcy na szkoleniu załogi. Cóż, to nawet lepiej dla mnie. Moja odległość od TD-6 to… 45lat świetlnych, no nic, ustawię autopilota i idę spać. -------Później ------- Zostałem przebudzony przez autopilota, znajdowałem się w odległości 700 km od TD-6 w stanie zamaskowania. Pewne gdyby nie mój najnowszy kamuflaż podwymiarowy zainstalowany na moim statku, to nie mógłbym niezauważony podlecieć na taką odległość do tej bestii. Wyszedłem z kapsuły, ubrałem mój kombinezon i zabrałem broń której będę chciał użyć na tym statku, wraz z kilkoma niezbędnymi do przeżycia - lub też nie, przedmiotami i poszedłem na kokpitu. Usiadłem za sterem i przełączyłem SI z autopilota na wspomaganie, a następnie zacząłem skracać dzielący nas dystans. -500 km… 400 km… 200 km… ... 1000 m… - Odliczałem pod nosem czekając na wykrycie. Oho, ten sprzęt jest boski, podleciałem na taką odległość, a oni mnie w ogóle nie wykryli, cóż, nie ma co się dziwić, w końcu trudno wykryć coś, czego w teorii nie ma. W końcu udało mi się podlecieć pod statek, tutaj zaczynają się problemy, nie mogę wyjść z ukrycia, a zarazem nie mam za bardzo jak wlecieć statkiem na pokład… Ech, znowu będę się musiał czołgać kanalizacją? Jakby się nad tym zastanowić, to fakt tego, że jeszcze nikt nie wymyślił lepszego rozwiązania od kanalizacji, sprawia że życie takich zabójców jak ja jest o wiele łatwiejsze niż by było, gdyby znikły. -Wiecie, że najsłabszym punktem wielkich okrętowców, są miejsca z rurami? Nie? A ja wiem. - Zapytałem wiedząc że i tak nikt tego nie usłyszy. Ponownie ustawiłem autopilota i ustawiłem żeby podążał za silnikami TD’ki , a następnie użyłem systemu ewakuacyjnego, żeby szybko zniknąć z statku i podpiąłem się pod pole zniekształcenia masy TD-6. Od teraz to już bułka z masłem, taka śmierdząca bułka z masłem. Za pomocą laserów wyciąłem w statku małą dziurę, a następnie ustawiłem własne zniekształcenie masy, aby zapobiec wyciekom chemikaliów z Okrętu. W końcu nigdy nie wiadomo kiedy i jak przeciwnicy uświadomią sobie fakt waszej obecności. Dalszy fragment “infiltracji” TD’ki wolę ominąć. W końcu dostałem się na pokład tego bydlęcia i włączyłem kamuflaże optyczne, termiczne i wszystkie inne. Ponownie byłem prawie niewykrywalny, przerażające prawda? Nigdy nie wiecie czy kogoś przy was nie ma… Cóż, da się takich ludzi wykryć, ale specjalnych systemów to umożliwiających nie znajdzie się byle gdzie. Szybko mknąłem przez pokład statku jednocześnie zbierając informację. Mój cel znajdował się w kokpicie TD’ki… Ech… to utrudnia sprawę… muszę poczekać aż ktoś będzie wychodził lub wchodził do kokpitu, inaczej cała sytuacja wzbudzi zbyt duże podejrzenia Po pół godziny w końcu ktoś podszedł do włazu, skaner nad drzwiami dwa razy przeskanował po czym właz się otworzył a ja razem z osobą z wcześniej wszedłem do środka. Jednak to był błąd. ‘Mówiłem że nie wszędzie da się znaleźć skanery które mogłyby mnie w tym stanie wykryć? Właśnie taki tu jest i właśnie w te cholerstwo wlazłem!’ Momentalnie za moimi plecami zaczęły się zapadać odcinając moją drogę ucieczki. A System Automatycznej Obrony natychmiast się włączył. Miałem trzy sekundy, trzy sekundy zanim w moim kierunku poleci trzysta pocisków. Wiedziałem że jestem w dupie dlatego postanowiłem wszystko na jedną kartę, zabiorę ich ze sobą. Myślą włączyłem bombę w moim kombinezonie i na statku, po czym zakończyłem wszystko.
  14. XDDDD Przejął mi korektorkę Najwidoczniej nie spełniałem jej zachcianek T_T