Siemaaaa!!! 

Na czytniku pojawiło się kilka rozdziałów THE SCHOLAR'S REINCARNATION. Niebawem będzie ich więcej, czytać możemy na -> http://bsmoki.pl/FoOlSlide-master/

 

 

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 03/20/18 in all areas

  1. 31 points
    --- Ponownie PoV Yuu --- Po kilku nudnych dniach podróży, dotarliśmy w końcu do naszego miejsca docelowego - ukrytego domku w górach. [By Tsu - jestem zbyt leniwy, aby szukać kilka godzin obrazku pokazującego owy domek, więc wrzucam ten, który mi się najbardziej spodobał. Kapitan Leniwiec odmeldowuje się!] - Więc... Mówiłeś, że ten domek jest mały, prawda? - powiedział Akira. - Oczywiście, że tak, przecież to prawda. - odpowiedziałem, bez chwili zastanowienia. - Od jakiegoś czasu się zastanawiam, co dla ciebie jest małe, a co duże... - rzekł Akira. - Przecież to coś jest ogromne! - wyjęczał, wskazując na owy budynek. Naprawdę miałem ochotę zażartować w pewien sposób, ale tym razem postanowiłem sobie to darować. Podczas gdy cała ekipa starała się zaklimatyzować, udałem się do salonu i wraz z Ayano i Eitarou rozkminialiśmy nad naszymi “osobistymi” planami. Zgadza się - nie zamierzam z nimi zostać i ich niańczyć. Mam swoje własne plany na najbliższe dwa, trzy lata. Chciałbym udać się do jakiegoś miejsca, w którym nie ma żadnej humanoidalnej istoty, aby trochę potrenować swoje stare umiejętności. Jeśli tego nie zrobię, nie będę mógł się w stu procentach skupić - no i używać umiejętności pewnego typu, które wymagałyby ode mnie przejścia do duchowej formy. Chcę zobaczyć jak bardzo ten świat pozwoli mi się rozwinąć - w końcu wygląda jakby został stworzony tylko po to, aby ułatwić każdemu zdobywanie siły. Oczywiście skorzystam z jego zasad - działają one na moją korzyść. - Więc od kiedy możemy liczyć na kontynuację lekcji magicznych? - zapytał Akira, przerywając mi moje drobne przemyślenia. - Prawdopodobnie w okolicach tygodnia. - odpowiedziałem, wspominając rozmowę z Rushder’em Vergim’em. - Będziecie mieli chwileczkę, aby trochę odpocząć. - Naprawdę to przemyślałeś, co? - Oczywiście, że tak. Skoro już biorę w czymś udział, wole mieć pewność że mój plan się powiedzie… - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. - Nawet mnie to nie dziwi... - odpowiedział Akira. - Więc? Co masz zaplanowane na teraz, poza czekaniem aż nauczymy się magii? - Czekaniem? Kto powiedział, że będę tu czekał? - Ha? A co innego masz do roboty, skoro już wymasterowałeś tą całą magię? - zapytał Akira, nie ukrywając swojego zaskoczenia. - Do wymasterowania jej jeszcze sporo mi brakuje. - odpowiedziałem, lekko rozbawiony. - Co do moich planów, to udaje się na dłuższy trening. - Dłuższy trening, co? - powtórzył Akira. - Jeśli mam być szczery, to po części spodziewałem się tego. - Hmm, no to mnie naprawdę zaskoczyłeś - odpowiedziałem. - Twoje zaskoczenie wydawało się autentyczne, jednak udam, że ci uwierzyłem. - Nie znamy się od dziś, Yuu. - odpowiedział rozbawiony Akira. - To fakt. - Kiedy zamierzasz wrócić z tego swojego treningu? - zapytał wyraźnie zainteresowany. - Zakładam, że jakieś trzy w najgorszym cztery lata. [ By Tsuna - Autor < czyli Ja> robi sobie trzy, góra cztery miechy przerwy. Przypadek? ] - To faktycznie... Sporo czasu. - rzekł Akira, wyglądając na zaniepokojonego. - Nie powinieneś martwić się o mnie. - powiedziałem, widząc jego żałosną minę. - Masz na głowie kilkanaście innych osób, które będziesz musiał pilnować, aby wasza grupa się nie rozpadła. - Nie musisz mi o tym przypominać… - mówiąc to, Aki złapał się za głowę. - Na samą myśl o tym dostaje pierdolca... - dodał. - Nie marudź, przynajmniej nie będziesz miał powodu narzekać na nudę. - odpowiedziałem, ledwo powstrzymując się od śmiechu. - Co za złamas... Moja zabawna rozmowa z Akirą, potrwała jeszcze jakąś godzinę. Przed wyjazdem muszę porozmawiać jeszcze z Yuną, więc zostawiłem Akiego i skierowałem swoje kroki do miejsca, w którym ją wypatrzyłem - wszystko dzięki mojej minimapce. Oczywiście łatwo jest się domyślić, że nie była zbyt zadowolona, wiedząc, że po raz kolejny planuje się zwinąć, jednak musiała się z tym pogodzić. W końcu uwolniłem jej najlepszą przyjaciółkę, więc nudzić to się za bardzo z nią nie powinna... Zaraz, to zabrzmiało strasznie niewłaściwie... A może jednak nie?! Mniejsza o takie drobnostki. Jeszcze przed zachodem słońca, Ja, Eitaro i Ayano opuściliśmy ową górę, zostawiając Akiego i resztę grupy samych sobie. Miejsce, do którego się przenieśliśmy, to uniwersytet Rushder’a Vergim’a, którego przybyłem poinformować o “udanej akcji ratunkowej”. Nie wydawał się być tym zaskoczony, mówiąc tylko “To było do przewidzenia.”. Postanowiłem go zapytać o to, co od kilku ostatnich dni nie daje mi spokoju - czy istnieje możliwość “ożywienia” kogoś za pomocą magii w tym świecie. Sam temat “ożywienia” wydawał się być dla niego jakiś trudny, gdyż przez chwilę wydawało mi się jakby przypomniał sobie coś okropnego, jednak odpowiedź, jaką mi udzielił - potwierdzała moje najgorsze obawy. - Istnieje taka możliwość, jednak magia tego typu wymaga nie tylko dużej ilości mocy magicznej, ale również osoby, która poświęci swoje życie w zamian za osobę, którą chcesz ożywić. Mimo iż przewidywałem taką możliwość, to wciąż jest zaskakujące Mówiąc “Osobę, która poświęci swoje życie”, dobrze wiemy, że chodzi o zwykłą ofiarę. W przypadku tego zjeba, Reya zakładam, że ofiarą mógłby być ktoś niewinny... Mogłem spalić ciało tego zjeba, Masayoshi’ego, a teraz będę musiał brać pod uwagę fakt, że ponownie zobaczę jego gekonowskie oblicze. Mimo wszystko jedno jest pewne - nawet jeśli zyska “drugie życie” nie ma możliwości, aby miał wystarczająco odwagi, aby stanąć mi naprzeciw. Podczas śmierci, każda istota jest w stanie dostrzec prawdę, kryjącą się w innych - jeśli zobaczył kim jestem, to prawdopodobnie na sam mój widok padnie na kolana i zacznie błagać o litość. Ach, cóż - nawet jeśli tak nie będzie, to tym razem upewnie się, że nic po nim nie zostanie. Dotyczy to również pozostałej piątki idiotów, która miała wystarczająco szczęścia, że nie było ich w królestwie Senga. Jako, że zrobiło się już dość ciemno, wraz z Ayano i Eitarou opuściliśmy teren uniwersytetu i skierowaliśmy się w stronę północnego zachodu. Dlaczego akurat tam? Jak już wcześniej wspominałem, najlepszym miejscem do treningu będzie takie, w którym nikogo nie będzie. Czy istnieje lepsze miejsce od całkowitych pustkowi, których jedynymi mieszkańcami jest gromada potworków? Odpowiedź wydaje się być oczywista - jasne, że nie. Potwory mogą posłużyć nie tylko jako materiał treningowy, ale również jako obiekty eksperymentalne moich starych umiejętności - no i “Nadpisania”. Kufufu. ------- I tak oto zakończył się tom 1. Masakra, przez to, że chciałem napisać 100 chapterów, już tak się z nim męczyłem, że to aż strach ;0 Mimo wszystko - komentować, lajkować i propozycje do tomu 2 wrzucać TU [http://www.bsmoki.pl/index.php?/topic/1527-propozycje-fabularne-tom-2/] Ah i uprzedzam pytania : Tom 2 pojawi się.. nie wiem tak naprawdę kiedy. Ale będę chciał aby w najbliższych 3 miechach powrócił [ przy dobrych wiatrach szybciej, przy gorszych może wolniej ;x]
  2. 31 points
    Trudna Sytuacja W tej chwili znajduję się w pokoju do którego nie dochodzi żadne światło, nie wiem jak tu się znalazłem ale wiem jedno, zostałem porwany… tylko czemu ja? czemu zwykły wilk taki jak ja został porwany? Zadałem to pytanie sam do siebie mimo że wiedziałem że nie otrzymam żadnej odpowiedzi. Jako że byłem związany i na pysku miałem coś w stylu kagańca, postanowiłem że przeanalizuje moje wspomnienia idąc od momentu swojego pojawienia się w mieście, to może wtedy przypomnę sobie co się stało. Tak więc w chwili gdy pojawiliśmy się w mieście poszliśmy do księgarni by kupić trochę ksiąg, z tego co usłyszałem to większość z nich było księgami zaklęć, następnie kupiliśmy rzeczy które są potrzebne do życia codziennego, przynajmniej według nich. W chwili gdy mieliśmy wracać coś zwróciło moją uwagę, więc na chwilę zatrzymałem się by się temu przyjrzeć lecz był to błąd, w momencie gdy przyjrzałem się tej rzeczy dokładnie, straciłem przytomność i obudziłem się tutaj… to by wyjaśniało czemu nigdzie nie widzę tu Luny… ale czemu ktoś miałby porwać mnie? w chwili gdy zadałem to pytanie w pokoju rozeszło się światło i pewna osoba weszła do środka. Osoba która weszła do środka pomieszczenia była mężczyzną nie był on wysoki czy niski, nie była także umięśniony lecz także nie wyglądała na słabego, na twarzy w okolicach oka miał bliznę jakby po zadrapaniu przez silną bestię, miał on na sobie kosztowne szaty i wyglądał na osobę która nie żałuję sobie na nic pieniędzy. W chwili gdy światło rozeszło się po całym pokoju, zauważyłem że w rogu siedzi mały chłopiec, miał on szare włosy na których sterczały uszy podobne do moich… Chwila… Bestiołak? Nie wiedząc co mam dalej robić postanowiłem sprawdzić swój status. Imię Shiro Rasa Srebrny Wilk Tajemniczego Księżyca Poziom 4 0/50 Umiejętności Specjalne [Ekspertyza S], [Poznanie Języka F], [Wiedza o świecie S] (Przyznana dzięki kontraktowi) Umiejętności Aktywne [Podmuch F] (Wiatr), [Przyspieszenie F] (Wiatr) Umiejętności Pasywne [Skradanie Lv4 (0/40)], [Ukrycie Obecności Lv4], [Wzmocnienie szczęki Lv5], [Wzmocnienie Wytrzymałości Lv5], [Wzmocnienie Prędkości Lv5 (F)], [Wyczucie Zagrożenia], [Wzmocnienie Pazurów Lv4] Umiejętności Rasowe Zrozumienie, Ewolucja, Szybsza Nauka, Pakt Krwi Statystyki Siła 62->74 Wytrzymałość 40->52+8 Z Powodu Umiejętności (60) Zwinność 100->130+8 Z Powodu Umiejętności (138) Inteligencja 84->96 Zdrowie 220/220 Mana 300/300 Energia 200/200 Status Specjalny [Niepełny Kontrakt krwi z Wampirem Luną Posiadane Punkty Umiejętności:4 Można zakupić umiejętność Nie czekając długo pomyślałem o tym co w tym momencie jest mi potrzebnę najbardziej? Siła? Nie… Sposób na ucieczkę? też nie… aż w końcu doszedłem do wniosku że jest to umiejętność telepatii, tym co potrzebowałem była możliwość lepszej komunikacji, więc nie czekając długo otworzyłem sklep i sprawdziłem koszt telepatii, tym co mnie zdziwiło był fakt że ta umiejętność kosztowała tylko dwa punkty umiejętności, mimo że była tak przydatna. Lecz gdy sprawdziłem jej opis dowiedziałem się czemu tak jest. Umiejętność Pasywna Telepatia Pozwala na komunikację za pomocą myśli z każdą osobą w pewnym zasięgu, wymagane jest poznanie języka rasy do której zamierza się mówić lub być z nią w pewien sposób spokrewnioną, inaczej żadna ze stron nie będzie mogła się zrozumieć. Postanowiłem od razu zakupić umiejętność telepatii ponieważ nauka języka nie będzie trudna dzięki mojej innej umiejętności, jak tylko ją kupiłem nie zwlekając ani chwili dłużej zapytałem bestiołaka czy wszystko z nim w porządku, jednakże odpowiedź którą uzyskałem zdziwiła mnie dogłębnie
  3. 11 points
    ---PoV Kamiko -- Gdy Satsuki przyniósł półprzytomną Tsuki do pokoju, w pewnym stopniu udało mi się trochę oprzytomnieć. Niewiele mówiąc, zszedł piętro niżej a ja mogłam usłyszeć jak wywraca wszystkie pokoje do góry nogami. W pewnym momencie usłyszałam cichy jęk Tsuki, która uginała się z bólu.. Cholera jasna, czemu to się tak skończyło? Jakieś pół godziny później, do pokoju wbiegł Satsuki, trzymając dwie małe buteleczki. - Wypij to. - mówiąc to podał mi jedną z buteleczek. - Najsmaczniejsze nie jest, ale w przeciągu trzydziestu minut, dojdziesz do siebie. Wzięłam od niego tą buteleczkę i wypiłam na raz. Gorzkie.. Spojrzałam na niego, gdy podchodził do Tsuki i próbował podać jej ten napój. Jednak przez to że jest nieprzytomna, nie wygląda na to żeby mu się to udało.. Oh?OOOH! Zauważyłam że wlał sobie zawartość buteleczki do ust, i za pomocą pocałunku zaaplikował je Tsuki, która chwileczkę później obudziła się i zauważyła w jakiej sytuacji się znalazła. Lekko go odepchnęła i złapała się za usta.. - Co? Dlaczego? Nie ma mowy…- mówiła z zaczerwienioną twarzą.. - Dlaczego ty mnie.. Miała problem z powiedzeniem czegokolwiek.. - Co ty do cholery zrobiłeś idioto?! - powiedziała dopiero po chwili. Satsuki wstał i spojrzał na nią. - To naprawde nieodpowiednie nastawienie, biorąc pod uwagę że ocaliłem ci życie.. - powiedział. - Zostańcie w tym pokoju do rana i odpoczywajcie.. Mówiąc to wyszedł, jednocześnie zamykając pokój. Doczłapałam się do łóżka, aby usiąść obok Tsuki. - Czemu wylądowałaś w takim stanie? - zapytałam - Nie wiem.. - odpowiedziała zaciskając pięści. - Gdy rozdzieliliśmy się przy pokoju, chciałam od razu iść spać, jednak do mojego pokoju przyszło kilka osób… - Zrobili ci coś? - zapytałam. - Nie.. Pamiętam że użyłam swojej zdolności co ich odstraszyło, a później przyszedł Satsuki…- mówiąc to dotknęła okolic swojej brody. - Mówił żebym nie używała swojej mocy.. Zaraz.. “Powiedział abym nie używała swojej mocy..” Czy to możliwe, że on wiedział z czym ma doczynienia? - … a później gdy Satsuki zastrzelił tamtą trójkę, poszedł za ostatnim, a Ja.. - w tym momencie Tsuki spauzowała.. - Nie wiem dlaczego, ale poczułam intensywny ból i chyba straciłam przytomność… Skąd on wie jak działało to co nam podali? Jakim cudem ktoś w jego wieku, bez problemu przyrządził remedium?Kim jest ten mężczyzna, ukrywający się pod imieniem Satsuki? Jakiś czas temu dołączyliśmy do niego, jednak teraz po raz pierwszy zaczęły mnie nurtować pytania : Kim on tak naprawdę jest? Będę musiała go przesłuchać.. Tsuki podniosła się z łóżka i ruszyła do drzwi - Zaraz wrócę.. -- PoV Tsuki--- Ocknęłam się w momencie gdy usta Satsukiego dotykały moich ust.. Instynktownie go od siebie odepchnęłam, jednocześnie starając się zrozumieć co się stało. - Co? Dlaczego? Nie ma mowy…- staram się złożyć zdanie, jednak.... - Dlaczego ty mnie.. Nie byłam w stanie nic powiedzieć.. - Co ty do cholery zrobiłeś idioto?! - dopiero po chwili udało mi się to powiedzieć. On tylko wstał i spojrzał na mnie. - To naprawde nieodpowiednie nastawienie, biorąc pod uwagę że ocaliłem ci życie. Zostańcie w tym pokoju do rana i odpoczywajcie.. Uratował mi życie? Spojrzałam na łóżko i obok mojej dłoni była mała buteleczka.. Podobną leży obok Kamiko.. Czy on naprawdę…. - Czemu wylądowałaś w takim stanie? - zapytała Kamiko - Nie wiem.. - odpowiedziałam zaciskając pięści. - Gdy rozdzieliliśmy się przy pokoju, chciałam od razu iść spać, jednak do mojego pokoju przyszło kilka osób… - Zrobili ci coś? - zapytała Kamiko. - Nie.. Pamiętam że użyłam swojej zdolności co ich odstraszyło, a później przyszedł Satsuki…- W tym momencie przypomniałam sobie jak Satsuki starł mi krew z okolic brody - Mówił żebym nie używała swojej mocy.. Właśnie.. Dlaczego miałam nie używać swojej mocy? Mogłam ich rozwalić, jednak.. Dlaczego tak trudno było mi nad nią zapanować? - … a później gdy Satsuki zastrzelił tamtą trójkę, poszedł za ostatnim, a Ja.. - przypomniałam sobie intensywną agonię swojego ciała- Nie wiem dlaczego, ale poczułam intensywny ból i chyba straciłam przytomność… Będę musiała go przeprosić.. i podziękować za uratowanie… Znowu będzie się puszył.. Spokojnym krokiem podeszłam do drzwi, i powiedziałam do Kamiko - Zaraz wrócę. Akurat gdy wyszłam, dostrzegłam że drzwi obok się poruszyły i usłyszałam dziwny odgłos. Czyżby ktoś jeszcze pozostał przy życiu? Po cichu podeszłam do tamtego miejsca i zauważyłam że Satsuki leży na ziemi. Buteleczka po podobnym eliksirze również leżała na ziemi. Nie tylko Ja i Kamiko byłyśmy ofiarami tego co nam podali.. On też musiał napić się czegoś, zawierającego w sobie ten specyfik. Zaraz.. Jakim cudem był w stanie tak długo utrzymać się na nogach? Ja po pięciu minutach prawie umarłam w agoniach… No i najważniejsze : dlaczego jako pierwszy nie zażył tego eliksiru, tylko najpierw podał go nam? Wycofałam się do pokoju, zachowując ciszę. Nie wiem jak ma zareagować na to co właśnie zobaczyłam. Ból jaki musiał przeżyć wytrzymując tyle czasu.. nie chcę sobie nawet tego wyobrażać.. Kamiko miała rację - działania Satsukiego są nielogiczne.. Jednak mimo wszystko. -- PoV Satsuki -- Wychodząc z pokoju gdzie zostały obie dziewczyny, zauważyłem że moja lewa ręka się trzęsie. Cholerne ciało - wytrzymaj jeszcze te dziesięć - piętnaście minut.. Szybkim krokiem sprawdziłem czy w tym domu pozostał ktoś żywy - poza mną, Kamiko i Tsuki. Gdy całkowicie zabezpieczyłem teren, postanowiłem wrócić wyżej. Wchodząc na górę, agonia po LUX’ie dała o sobie znać, z siłą kilkukrotnie większą - niemal zwalając mnie z nóg.. Ledwo udało mi się ustać na nogach, więc szybko wypiłem swojej roboty lekarstwo i wszedłem do pierwszego lepszego pokoju. Nie zdążyłem nawet dojść do łóżka - padłem z wyczerpania i wciąż starając się ignorować agonie mojego ciała, jaką spowodował ten specyfik... “Cholera jasna.. Czuje się jak słabeusz..” - wymamrotałem sobie pod nosem. “ I chuj strzelił spokojny sen dzisiejszej nocy..” Prawie że do rana leżałem półprzytomny na pododze, a gdy miałem wystarczająco siły - przeniosłem się na łóżko, rozmyślając nad sposobami urozmaicenia swojego arsenału umiejętności.Póki co wykorzystuje mały procent tego co mógłbym opanować, gdybym się troszeczkę postarał.. Za bardzo staram się nastawić na ataki wymagające kontaktu fizycznego - fakt, faktem sztuki walki wzmocnione elektrycznością robią swoje, jednak.. potrzebuje czegoś innego.Coś o większej mocy.. Czegoś o większym zasięgu… Jedno jest pewne - na chwilę obecną, jestem tak cholernie słaby, że aż wstyd mi za siebie.. Cholera… Zasrane działanie depresyjne tego pieprzonego dragu.. Rozmyślając nad swoim zdrowiem psychicznym i popieprzonymi skutkami ubocznymi, zostałem pochłonięty przez sen, który przyszedł po mnie znienacka. Był on niczym zasłużona nagroda, po ciężko przepracowanej nocy. -- A więc :
  4. 11 points
    Te miejsce jest straszne. Wszystko zniszczone jest o wiele bardziej, niż miasta w których do tej pory bywałam. Zupełnie jakby to tutaj rozpoczęła się apokalipsa. - Coś tu z pewnością jest nie tak. Bądźcie ostrożni, miejsce z którego nadano sygnał jest kilometr przed nami, jednak z pewnością jest tu coś więcej, niż tylko ludzie. - oznajmiła Kiyo, która szła przodem. Stuprocentowo popieram to co właśnie powiedziała, jednakże nie ma tu żadnych zombie, a przynajmniej w obrębie tego miejsca. Mam dziwne przeczucie, że jest tu coś o wiele bardziej groźnego. Mam tylko nadzieję, że są to tylko moje wymysły i bez problemów wykonamy misję. Chodzenie wśród zniszczony budynków o ile w ogóle jeszcze można je tak nazwać i przy uliczkach, w których nie można dostrzec nawet jednych zwłok po zombie coraz bardziej mnie przeraża. *Wraaghh - Co… co… co to jest?!!! - wykrzyczałam w panice widząc za sobą dwie wielkie bestie. Wszyscy odwrócili się słysząc mój krzyk tylko po to by następnie rzucić się do ucieczki. Problem był w tym, że nie było szans uciec na żaden budynek, gdyż są tu jedynie zgliszcza. Dlatego też mogliśmy jedynie biec przed siebie. - To jest ten diabeł? - Mamoru zapytał Kiyo, a po jej potwierdzającym kiwnięciu głową zatrzymał się. - Co chcesz zrobić? - zapytałam w tym samym czasie co Kazuki. - Biegnijcie, odciągnę tą dwójkę dziwadeł. - rzekł bez zawahania patrząc na dwie biegnące w jego kierunku dwumetrowe czerwone monstra z rogami. ---Perspektywa Mamoru--- - Nikomu nie pozwolę ich skrzywdzić.- wyszeptałem pod nosem, czekając na moment w którym będą najbliżej mnie, a zarazem będę pewny skuteczności mojego planu. Oczywiście nie byłem gotowy na walkę z diabłami, jednak z tym cudeńkiem rozsadzę im łby. Rządowa modyfikacjo M4A1, pokaż mi co potrafisz. Gdy tylko zbliżyły się do mnie zatrzymałem je przy pomocy mojej zdolności i zbliżyłem się. Jednak to był błąd. Zostałem pochłonięty przez mrok, z którego natychmiast wyskoczyłem, lecz gdy dotknąłem ziemi, poczułem, że coś jest nie tak. Przede mną widziałem tylko jednego diabła. Gdzie drugi? Nim się zorientowałem, moje ciało zostało wysłane w powietrze na wysokość co najmniej czterech metrów. Przecież tu nic… szlag. Ponownie czymś dostałem i bezwładnie odleciałem na kilkanaście metrów, by ostatecznie zostać zatrzymanym przez wrak auta. - Co tu się odpierdala? I kogo ja pytam? Nikt mi nie odpowie. Po prostu muszę zabić tego… Dostrzegając coś kątem oka, natychmiast użyłem zdolności, a tym co zatrzymałem był diabeł. Skąd on się tam wziął? Nie mam pojęcia, ale jest już mój. Posłałem w niego cały magazynek, a każdy z pocisków przyspieszyłem przy pomocy mojej zdolności. Z głowy tego potwora zrobiłem cholerny pasztet, jednak to mój limit. Koniec… - Szlag! - To żyj. ---Perspektywa Kiyo--- Najpierw jazda z nimi, która jakoś ujdzie, a teraz diabły. Dobrze, że Mamoru postanowił się poświęcić. I to nie tak, że mu współczuje, czy coś. On po prostu jak idiota rzucił się na dwa diabły, więc dla mnie wynik jest jasny. Poświęcił się by ratować dziewczynę i Ayę. To cud, że w ogóle mu na to pozwoliły. A może nie? - Kiedy dojdziemy na miejsce? Chcę szybko wrócić po Mamoru. - rzekł największy wyrzutek w tej drużynie. Oczywiście mam na myśli Kazuki, która oddała swą najmocniejszą broń Mamoru. Po co komu zdolność, skoro musi ją uzupełniać czymś tak płytkim jak bronie palne? Nie rozumiem tego i nie mam zamiaru, choć… kurwa, sama przecież tak robię. To miejsce jest jakieś dziwne, chyba odpuszczę sobie przedłużenie misji. Lepiej będzie jak najszybciej wrócić. Ten dziwny niepokój jest naprawdę denerwujący. Na szczęście nie tylko ja jestem niespokojna. Aya zaczyna panikować, a Kazuki coraz bardziej rzucić się w pogoń za martwym już pewnie Mamoru. - Kiedy dojdziemy na miejsce? - Kazuki powtórzyła pytanie, bo ją olałam. - Jesteśmy na miejscu. - odpowiedziałam pewna swojej racji, ponieważ jest to jedyny nie zniszczony budynek w okolicy. Oo… aż ciarki przeszły mi po plecach. Lepiej będzie ulotnić się stąd jak najszybciej. Jednak najpierw trzeba potwierdzić ten sygnał. - Jest ktoś w środku?! - krzyknęłam by upewnić się o braku ludzi i oczywiście zombie. - Nie krzycz. Jeszcze coś tutaj przyjdzie. - odpowiedziała roztrzęsiona Aya. Przez nią i ja zaczynam się bać, pomimo iż jestem naprawdę zajebista. - Chodźmy do środka. Drzwi do środka nie były nawet zamknięte, jednak pomimo tego w środku panował spokój. Zero zniszczeń, zero zombie czy czegokolwiek, aż nazbyt spokojnie. Jednakże mój niepokój i tak wciąż rósł, a najgorsze jest to, że nie mogę tego kontrolować. Co tu się do cholery odpierdala? Nie robiąc hałasu przeszukałyśmy cały budynek, piętro po piętrze i znaleźliśmy tylko jedno pomieszczenie z którego można by nadać sygnał, więc natychmiast poinstruowałam dziewczyny i wzięłyśmy się do roboty. Od momentu w którym tutaj jesteśmy jest naprawdę inaczej, niepokój minął, a praca idzie w miarę. Tylko Kazuki co jakiś czas odchodzi od sprawdzonego sprzętu i podchodzi do okna z nadzieją na ujrzenie Mamoru. Niestety jego szansa na przeżycie jest nikła. *Strch I znowu to samo. Idzie pod okno. - Mamoru! Rozumiem, że rozpacza, ale może przestanie? Nic tym nie wskóra. - Naprawdę? Aya, serio? I ty żyjesz marzeniami? Ten gość nie miał szans przeżyć. - Nie rozpaczajcie. - musiałam to powiedzieć, jednak muszą zrozumieć, że go już z nami nie ma. - Nie rozpaczamy. Jest na dole. Idę po niego. - wyskoczyła nagle z tym tekstem Kazuki, po czym wybiegła, a Aya wróciła do pracy. Ale jakim kurwa cudem on to przeżył, a co ciekawsze wygląda na nietkniętego. Niemożliwe, coś jest nie tak. - Zaraz wrócę. Idę ich pogonić do pracy. - oznajmiłam dla Ayi przed wyjściem. Niech przynajmniej ona nie wariuje. ---Perspektywa Ayi--- Mój brat żyje. Cieszę się i w ogóle, jednak chce się stąd wydostać, a stojąc przy oknie nie przyspieszę tego. Kazuki pobiegła do niego, by wskazać mu drogę, a ja wróciłam do szukania. Po chwili jednak i Kiyo wyszła, mówiąc, że trzeba pogonić ich do pracy. Przynajmniej ona jest po mojej stronie. “Do wszyst**** Ta wiadomoś* ** was poi***mowa* o zag*o***iu, które nie je** *** d* ko*** zna**. Ta plac**** **az z esp****i z*st*** wyb*** pr*** co* *o m*ż* ko****l*wać za**wno **ykł*** l*dz* jak i es*****. Jeś** tu jes… ...***ajcie... Taką wiadomość usłyszałam, jednak znając pewną sztuczkę. Byłam pewna, że jestem w stanie odkodować tą wiadomość w bardzo prosty sposób. ======= ==================== ======= Chcieliście to trzymajcie. Liczę jednak na aktywność pod rozdziałem
  5. 10 points
    Dotarcie do miasta zajęło im ponad godzinę dłużej niż przewidywali. Głównym tego powodem była ilość ludzi jaka chciała się do niego dostać i fakt że tak wielki tłum, zmusił ich do spowolnienia tempa jakim się przemieszczali. Ostatecznie jednak wylądowali w mieście, a dzięki przepustce - strażnicy nawet nie tracili czas na ich przeszukiwanie. - Naprawdę się zawodzę tym miejscem. - skomentował Shinzuke, gdy tylko oddalili się od strażników przy bramie. - Rozumiem że zignorowali by nasze pierścienie magazynujące, nie mając o nich pojęcia, ale żeby nawet nie przeszukali karawanu którym tu przyjechaliśmy, to już naprawdę przesada.. - Wiem co czujesz, Shin. - odpowiedział Kyoshiro, rozglądając się wokół. - Mimo iż widzę patrolujących strażników, rewizja przy wejściu powinna być obowiązkowa.. Nie wiem czy strażnicy się opierdalają, czy może jednak są aż tak pewni swojego bezpieczeństwa, jednak jedno jest pewne… - Przejadą się na tym bardzo mocno.. - dokończył za niego Shin.. Kyoshiro westchnął. - Wiesz jak to mawiają? Tylko wojna budzi w człowieku wszystkie instynkty, które zbyt długie trwanie “pokoju” usypia. - skomentował Kusaribe. - Masz tego bardzo dobry przykład.. - To prawda.- odpowiedział Shin. - Poszukajmy jakiejś karczmy, bo średnio widzi mi się spanie w karawanie.. - dodał - Nawet nie czujesz, że rymujesz, co nie, Shin? - zażartował Kyoshiro - A żebyś kuźwa wiedział. - odpowiedział lekko rozbawiony Shin. - Rozdzielmy się. - zaproponował Kyoshiro. - Szybciej znajdziemy karczmę, szukając na dwa fronty. - Naprawdę współczuję tej twojej kobiecie, bo coś często lubisz latać na dwa fronty.. - zażartował Shinzuke. - Ale to fakt, tak będzie szybciej. Kyoshiro zignorował docinkę Shinzuke, tylko dlatego że nie chciał tracić kolejnej godziny na durnowatą pogawędkę, do której mogą wrócić jak już znajdą jakąś tawernę. Okazało się to jednak trudniejszym zadaniem niż przewidywał - bowiem kilka z napotkanych tawern było już uzupełnionych aż po same brzegi, co nie zapowiadało się zbyt dobrze. Mijając coraz to więcej sklepów i innych budynków, spokojnym krokiem krążył z po mieście ze swoją towarzyszką, rozglądając się po okolicy. Dopiero pół godziny później udało im się odnaleźć jakieś lokum, więc Kyoshiro zostawiając Eun w pokoju, a sam skoczył po Shinzuke i Neosii, aby poinformować ich o tawernie przy zachodnim murze miasta. Poinformował go o wynajętym pokoju w tawernie przy zachodnim murze, a następnie postanowił rozejrzeć się z góry, więc wskoczył na budynki i przeskakując po zwiedzał całe miasto. “ Miasto samo w sobie jest fajne, jednak bardzo nieprzemyślane.. Za mało tawern, za dużo sklepów.. Nie wspominając o tym że każdy może się tu dostać. “ - pomyślał Kyoshiro, który po zakończeniu rundki po mieście, skierował się do tawerny. ---- - Więc mówisz że się zawiodłeś, biały lisie? - skomentował Shinzuke, gdy Kyoshiro opowiedział mu o tym co zobaczył, podczas swojego zwiadu. - Zgadza się, czarna amebo. - odpowiedział Kyoshiro. - Wzmocnione są co prawda straże w nocy, jednak jak łatwo się domyślić - jest ich tylko więcej.. - Debilizm. - skomentował Shinzuke - Słyszałem też ciekawą ploteczkę, gdy obserwowałem grupę strażników. - powiedział Kusaribe. - Zainteresowany? - Nie bardzo. - odpowiedział Shinzuke odwracając wzrok, a po chwili dodał. - mówisz czy nie? - Przecież cię to nie interesuje.. - odpowiedział rozbawiony Kyo. Shinzuke spojrzał na Kyoshiro z miną wyraźnie mówiącą “Really Nigga?. - No dobra, tak więc.. Podobno królewscy magowie na rozkaz swojego władcy, przywołali tu kilka osób z innego świata. - powiedział Kyoshiro - Brzmi znajomo? - Myślisz że przywołał ich w podobny sposób w jaki nas tu ściągnięto? - zapytał wyraźnie zainteresowany Shin. - Nie mam zielonego pojęcia. - odpowiedział Kyo. - Dobrze wiesz że nasze przywołanie pozostaje niewyjaśnione. Kto to zrobił i po co, to wciąż jedna wielka niewiadoma.. Shinzuke westchnął. - Nienawidzę tego mówić, ale masz rację. - odpowiedział Shinzuke. - Więc, coś jeszcze o tych “przywołanych osobistościach” wiesz? - zapytał zainteresowany. - Tylko tyle że jutro wracają one do zamku królewskiego, po wykonaniu jakiegoś zadania. - odpowiedział Kyo. - Będziemy mogli się tam przejść i ocenić czy to prawda, czy pic na wodę. - Tak zrobimy. - przytaknął Shin. - Skoro ktoś przywołuje osoby z innego świata, to czemu mielibyśmy z tego nie skorzystać? Kyoshiro zaśmiał się. - Kto wie? Może nawet uda nam się odkryć w jaki sposób to robią? - rzekł Kyo. - Albo odkryjemy sposób podróży między “światami”..Taki żarcik.. - dodał rozbawiony. - Aż tak bardzo chcesz wrócić do starego świata? - zapytał Shinzuke - Niespecjalnie, po prostu chciałbym sprowadzić tu kilka osób. - odpowiedział Kyo. - Cóż, nie ty jeden. - dodał Shin. ======= Krecik się szarpnął i napisał - to nie pozostaję dłużny, więc wrzucam chaptera, z nadzieją że się spodobał
  6. 10 points
    Gdy dałem kilka rad na temat nowej zdolności Kamiko, mały uśmiech pojawił się na jej twarzy. Pogadałem z nimi chwilkę, po czym udałem się w kierunku samochodu. “Milutko” - pomyślałem. Nie spodziewałem się że zostały we mnie jakieś ludzkie emocje. Mimo wszystko - nie mam nic przeciwko posiadaniu ich.. - Nad czym tak dumasz, Iskierko? - zapytała Tsuki, która powolnym krokiem zbliżała się do mnie. - Rozmyślam nad miejscem do którego mógłbym się udać, aby zdobyć jakieś informacje - ewentualnie zapasy. - odpowiedziałem. - Faktycznie niewiele tego zostało, aczkolwiek nie wydaje mi się aby wyjazd był konieczny w przeciągu najbliższego.. tygodnia? - stwierdziła Tsuki. - Aż tak źle nie jest. Dwa tygodnie przeżyjemy na tym co mamy, jednak co dalej? - Naprawdę nie masz co robić, skoro myślisz na takie tematy z półtora tygodniowym wyprzedzeniem.. - stwierdziła Tsuki - Tak myślisz? Wolę mieć wszystko rozplanowane, niż zostawiać to na ostatnią chwilę.. - odpowiedziałem. To jest szczera prawda. Zakładając że najbliższe miasta są “oczyszczone” z zapasów, trzeba będzie wziąć pod uwagę.. - I co takiego ciekawego przyszło ci do głowy? - kontynuowała Chibi. - Że czeka mnie dłuższy wypad.. Jakieś dziesięć.. no maksymalnie dwanaście dni. - odpowiedziałem - Aż dziesięć dni? Gdzie ty chcesz pojechać?! - Zakładam że większość bliższych miast jest splądrowana, więc.. - Czemu uważasz że dalsze nie są? - Bo umarlaki które widziałem jakiś czas temu szły w przeciwną stronę. - W przeciwną? To oznacza że horda szła z tamtego kierunku… - Bingo. - odpowiedziałem. Chyba jednak zlekceważyłem Chibi. Jest całkiem bystra i stara się podchodzić do wszystkiego logicznie. - Kiedy powiesz o tym Kamiko? - Jak wstanie. Tobie też radziłbym się przespać.- powiedziałem - Ledwo stoisz na nogach, a w tym stanie jesteś bezbronna. - Tak, tak.- mówiąc to odwróciła się i ruszyła w kierunku naszego ukrytego lokum. Dobrze. Mogę kontynuować swój trening z piekła rodem. Przez najbliższe kilka dni - zamienie swoje własne życie w istne piekło. Wszystko po to, aby stać się silniejszym. Będę tego żałował, prawda? --- Kilka dni później.-- Wiedziałem że to się tak skończy.. Mogłem przewidywać że żadna z tych dziewczyn, nie rozumie słowa “Dam sobie radę sam..” Kamiko i Tsuki przysnęły na tylnich siedzeniach, co dało mi chwilkę na spokojne rozmyślanie podczas jazdy. Będziemy musieli przejechać dłuższą drogą, aby uniknąć miejsca, w którym miałbym problem z przejazdem - nie mam zamiaru porzucać swojego autka! Co jakiś czas trafialiśmy na ponad dwudziestoosobowe grupy szwędaczy, jednak nie zatrzymywaliśmy się ani na chwilę - przy aktualnej prędkości wszystko co wejdzie pod koła tego czołgu, zostanie rozgniecione - i to jest piękne! Uwielbiam ten tryb życia! Tylko Ja, cztery koła i ofiary na drodze! - Prowadzisz jak wariat.. - wymamrotała Kamiko.. - Chcesz abym cię zastąpiła? Proponujesz że poprowadzisz mój samochód, wciąż ziewając? - Nie dzięki… Zatrzymamy się przy tym mieście, abym mógł zrobić mały zwiad. - odpowiedziałem. - Chyba bardziej się do tego nadaję. - stwierdziła dumnie, podczas gdy z tylnego siedzenia “przeniosła się” na przednie - obok mnie. - Całkiem możliwe, jednak chciałbym to zrobić sam.. Jest pewno miejsce, które chciałbym sprawdzić. - odpowiedziałem. Kamiko spojrzała na mnie. - Szukasz kogoś z rodziny? Nie spodziewałabym się tego po tobie.. - Wyciągasz złe wnioski. Z niezbyt zaufanego źródła, dowiedziałem się o pewnym kolekcjonerze unikalnej broni.. - powiedziałem. - Unikalna? Mówisz o wzmocnionej broni palnej? - Kamiko nagle się tym zainteresowała. - Yep. Potrzebuję jakiegoś gnata, który nie rozwali się po dwóch - trzech seryjkach. - Skąd ty masz takie informacje? Ona jest strasznie.. dociekliwa. Przecież nie powiem, że włamałem się na pewną stronę powiązaną z rządem, aby mieć dostęp do poufnych informacji, prawda? - To jest bardzo dobre pytanie.. - odpowiedziałem spoglądając na drogę - To brzmi podejrzanie.. - odpowiedziała Kamiko. - Naprawdę tak myślisz? Cóż.. Pół godziny później, dojechaliśmy do miasteczka, dosłownie w tym samym momencie w którym Chibi się obudziła. - Dobra, to zostawiam was na jakąś godzinkę. Aktywowałem swoje przyśpieszenie i ruszyłem przed siebie. -- PoV Kamiko-- Satsuki poszedł załatwiać swoje sprawy, więc przez jakąś godzinę będziemy się nudzić. - Gdzie go znowu wywiało? - zapytała Tsuki - Sama chciałabym to wiedzieć. Coś niby mówił o wzmocnionej broni palnej, jednak.. - w tym momencie spojrzałam w kierunku bloków mieszkalnych - Skąd ktoś taki jak on, miałby takie informacje? Właśnie - Skąd?!! To nie są informacje, do których każdy ma dostęp. - Możliwe że włamał się na jakąś stronę.. - skomentowała Tsuki - W końcu, prawie całą nockę spędził przed laptopem.. - Co?! Żartujesz? - Jasne że żartuje. Pewnie oglądał jakiś film czy coś.. - odpowiedziała Tsuki. - Nie ma sensu zastanawiać się nad tym co robił, skoro dobrze wiesz że mało kiedy jesteśmy w stanie odgadnąć jego działania.. - Ech, masz rację. Nie ma sensu nad tym główkować.. Razem z Tsuki zajełyśmy się rozmową na inny temat.. --- PoV Satsuki -- Dotarłem do miejsca które znalazłem na mapce. Nie przypomina mi to ukrytego schowka, ale w sumie gdyby tak było - to co z tego za kryjówka, czyż nie? Poza tym ile domów prywatnych, ma tyle kamer wewnątrz? Prawdopodobnie gdyby działały, już roiło by się tu od blue systemu. Rozglądałem się, szukając ukrytego przejścia. Mój wzrok przykuła ściana z kilkunastoma obrazami. To nie tak że to jedyne obrazy w tym miejscu, jednak sposób ich ułożenia wydaje się być dziwny. Bingo. Za jednym z metrowych obrazów, kryło się przejście wymagające kodu. Tak się składa, że na obrazach zauważyłem kilka różnych cyfr. Zakładając że się nie powtarzają, kombinacji nie może być aż tak wiele. Piętnaście minut roboty i gotowe. Drzwi stoją przede mną otworem. Wchodząc do środka, światła obok mnie zaczęły się świecić - moja zdolność jest cudowna. Dwie minuty drogi przed siebie - kolejne drzwi. Na szczęście tym razem bez żadnych udziwnień. Otwierając drzwi dostrzegłem osobę z rozwaloną głową, która siedziała na fotelu. Obok niej dostrzegłem kamerę. Dobrze że mam tableta - mogę zobaczyć co jest na karcie. Pyk i gotowe. -- A więc.. ODTWÓRZ! -- < to poniżej to nagranie, które ogląda Satsuki> - Jeśli oglądasz ten film, to oznacza że nie żyje. Infekcja coraz szybciej rozchodzi się po moim ciele, stopniowo mnie osłabiając. Nie zamierzam jednak zamieniać się w jednego z “nich”, więc bądź spokojny. (Odgłosy kaszlu) - Skoro znalazłeś to pomieszczenie, prawdopodobnie wiesz o broni, ukrytej wewnątrz tego pokoju. Weź ją. Nieważne kim jesteś, tobie przyda się bardziej, niż mi - trupowi. Proszę cię tylko o jedno - spal to miejsce w całości, aby wszelkie ślady życia stąd zniknęły. Na komputerach tu pozostawionych, znajduje się wiele projektów broni, które mogłyby zaszkodzić całemu światu. Nie pozwól aby trafiły w złe ręce...proszę.. - w tym momencie owy osobnik zaczął kasłać i pluć krwią. - Nie zostało mi już zbyt wiele czasu. Klucz znajdziesz za ramą obrazu, po lewej stronie. Mam nadzieję że chociaż tobie..uda się przeżyć.. ---- Koniec nagrania ---
  7. 9 points
    Zaczęło robić się dość późno, więc widząc że Kamiko i Tsuki zbierają się na górę, wziąłem szybki prysznic i poszedłem do pokoju przydzielonego dla mnie. Usiadłem na fotelu obok okna, jednocześnie rozmyślając o jutrzejszej wyprawie. Po hałasie na dole, jestem w stanie zrozumieć że “ właściciele “ tego miejsca nie śpią, tylko przy czymś majstrują. Jakieś pół godziny później, gdy leżałem sobie na łóżku, drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Był to nikt inny jak Kamiko,która chwiejnym krokiem zbliżała się do mnie. Delikatne światło księżyca, okazywało jej sylwetkę - a ja dostrzegłem jej czerwoną, niemalże rozpaloną twarz. Upiła się? - to była moja pierwsza myśl, i jak się okazało - myliłem się tylko w połowie. Zbliżała się ona do mnie nic nie mówiąc, a gdy się potknęła upadła na moje łóżko. Przez drzwi których nie zamknęła, zauważyłem że ktoś szedł w kierunku pokoju Chibi. Rozumiem.. Drink który wypiła Kamiko, musiał zawierać jakiś specyfik pobudzający.. Zaraz, Chibi też dostała od nich jakiś napój.. Szlag, a więc to był ich cel? Wstałem z łóżka i chciałem iść w kierunku pokoju Tsuki, jednak Kamiko mnie złapała, i nie chciała pozwolić mi odejść. To nie tak że planuję ją zostawić, jednak jeśli Chibi jest w podobnym stanie co Kamiko, to nie mogę pozwolić na to, aby ktoś jej coś zrobił.. Odkąd dołączyły do mojej grupy, ich problem ma wpływ na mnie - a ja problem rozwiązuje tylko w jeden sposób.. - Zaraz wrócę.. - mówiąc to lekko odczepiłem rękę Kamiko od swojego rękawa. - Obiecujesz? - zapytała w dość słodki sposób. Co to za urocza kreatura? Zaraz, to nie odpowiedni moment na takie sceny! Ruszyłem w kierunku pokoju Tsuki - jak się okazało - przylazłem w samą porę. Tsuki lekko ich odstraszyła swoją zdolnością i bronią którą jej wcześniej dałem - tak dla bezpieczeństwa i na wszelki wypadek. Jednak sposób w jaki kontroluje teraz swoją moc, uświadamia mnie jak bardzo jest otumaniona - ledwo jej to wychodzi. Spokojnym krokiem zbliżałem się w kierunku Tsuki, która wciąż nie opuszcza gardy - dobrze, tak powinno być, jednak.. - Wystarczy, - powiedziałem, jednocześnie przecierając ręką ściekającą po jej ustach krew. - Zajmę się resztą, więc możesz już przestać. Jeśli dalej będzie przemęczała się w ten sposób - skutki mogą być katastrofalne - dla niej samej.. Tsuki jednak nie chciała odpuścić.. Nie ufa mi.. Słusznie. Nawet Ja,nie ufam sam sobie.. Jednak to nie pora na takie rozmyślania. Jeśli czegoś nie zrobię, to ona ucierpi na tym najbardziej.. - Trochę wam współczuję.. - powiedziałem, spoglądając na niedoszłych oprawców . - Wasz plan nie wypalił, a na dodatek.. wkurzyliście mnie. Osobnik zwany przez nich Hakuyą, spojrzał na swojego kompana i powiedział : - Tsk, mówiłem żeby się go pozbyć? No proszę.. Takie małe coś, bez krzty własnej siły, mówi o pozbyciu się mnie? To jest bardzo kiepski dowcip. Szlag, zaczynam się irytować. Jeden z nich wyciągnął zza pazuchy nóż, i zaszarżował z nim na mnie. Swoją zabandażowaną prawą dłonią, najzwyczajniej w świecie złapałem za ostrze i je zmiażdżyłem, Niestety przez ten ruch, bandaż zaczął spadać, ukazując moją zmienioną rękę. Widząc ją, każdy w pokoju pobladł. Złapałem tego który próbował mnie zaatakować, złamałem mu obie kończyny a na końcu sprawiłem że jego głowa.. eksplodowała. Tsk, a więc i ja nie mogę kontrolować teraz swojej mocy? To bez znaczenia.. Czwórka z nich była zbyt przerażona aby cokolwiek powiedzieć, jednak piąty zaczął się tłumaczyć : - To.. to nie moja wina…. O...Oni mnie do tego zmusili - wydukał. Rozbawiło mnie to i mimowolnie się zaśmiałem. - Brzmisz jak szef szajki przestępczej, w kiepskim serialu.. - odpowiedziałem . - Muszę cię jednak rozczarować.. Doskoczyłem do niego i złapałem go za szyję. - Nie obchodzi mnie kim jesteś, jednak jedno jest pewne.. - mówiąc to zmiażdżyłem mu kark - nie żyjesz. Jeden z nich uciekł, więc trójkę która została potraktowałem kilkoma strzałami ze swoich półautomatycznych pistoletów. Uciekiniera dorwałem przed wyjściem - to się nawet dobrze składa… Zaciągnąłem go na dwór, do miejsca gdzie zauważyłem kilku zetów. Połamałem mu obie ręce i jedną nogę, a następnie zostawiłem go na ich pastwę - niech trochę pocierpi za to, co chciał zrobić.. Widząc jak głodne umarlaki rozrywają go na strzępy, poczułem pewnego rodzaju satysfakcję. To nie był jednak czas, aby przejmować się takimi rzeczami. Wróciłem do domu, aby sprawdzić w jakim stanie są aktualnie obie moje “towarzyszki”. To co im podali… W grę wchodzi tylko jeden narkotyk .. Lux. To sproszkowane gówno osłabia ciało i organizm ofiary, która dodatkowo ma problem z oceną sytuacji.. W przypadku esperów, aktywuje się jeszcze jedno z jego cholernych zastosowań - utrudniona kontrola nad swoją zdolnością i przeżywanie piekła z wnętrza swojego ciała gdy owy esper jej używa. W połączeniu z alkoholem ma słabsze działanie, jednak.. Szlag, nie spodziewałem się że zostały jeszcze osoby, które wiedzą jak to produkować, biorąc pod uwagę wydarzenia sprzed kilku lat.. ( SPOILER - będzie opisane xD) Gdy dotarłem do pokoju Tsuki, zauważyłem że leży na podłodze. Adrenalina przestała działać i dopiero teraz odczuwa agonie. Dlatego jej mówiłem, aby nie używała swojej zdolności tak długo.. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do pokoju w którym została Kamiko. Obie w tym momencie są ledwo przytomne, więc muszę jak najszybciej zrobić odtrutkę na ten syf. Skierowałem się na dół, aby sprawdzić każde pomieszczenie. Głównym tego powodem jest fakt, że do stworzenia odtrutki, niezbędny jest sam narkotyk. Ironia, czyż nie? Nie mogłem go znaleźć, więc w przypływie złości przypierdzieliłem w ścianę, sprawiając że telewizor wiszący na ścianie spadł, odkrywając przede mną skrytkę. “ A więc to wiszące na ścianie gówno było tylko zmyłką? “- wymamrotałam jednocześnie przeglądając zawartość skrzynki. - Jackpot! Przez kolejne trzydzieści minut pracowałem nad odtwarzaniem trzech sztuk remedium. Jeśli jeszcze kiedyś spotkam Yukikaze~sensei, to muszę jej podziękować. Jej nauki przydały się nawet teraz.. Wróciłem na piętro, gdzie zostawiłem Kamiko i Tsuki. - Wypij to. - powiedziałem do Kamiko podając jej malutką buteleczkę. - Najsmaczniejsze nie jest, ale w przeciągu trzydziestu minut, dojdziesz do siebie. - dodałem. Przyjęła buteleczkę i skinęła głową, Problemem w tym momencie była Tsuki..Podanie jej tego nie będzie tak łatwe jak Kamiko, biorąc pod uwagę fakt że jest nieprzytomna. - Przed chwilą zwijała się z bólu..- powiedziała Kamiko, która mimo własnego stanu martwiła się o swoją przyjaciółkę. Mam nadzieję że to wystarczy aby jej pomóc..- z tą myślą zbliżyłem małą buteleczkę z eliksirem do ust Tsuki.. - Szlag, w ten sposób nie dam rady.. Jest nieprzytomna więc sama tego nie wypije. Nie mam innego wyboru..
  8. 9 points
    Po pierwszym dniu naszej podróży by wypełnić misję, jestem znudzony cholernie. Po drodze, jedyne co spotkaliśmy to zombie i tak naprawdę nie wiem czy powinienem się z tego cieszyć, czy może płakać. Z jednej strony nudziłem się jak mops i ku mojemu własnemu zdziwieniu, pozbyłem się Toina. Ten drań… kiedy on w ogóle zniknął? Wszystko ostatnio było takie nagłe, że nawet nie zwróciłem na to uwagi. Z drugiej strony nie byłem w żaden sposób zagrożony, w ciszy i spokoju mogłem przeżyć noc. A traktując Handa jak kierowcę, mogę śmiało rzec, że mam mobilną bazę. Cieszę się z tego jednak nie mam zamiaru tego ukazywać. Czuję się jakby czegoś mi brakowało, jednak nie mam pojęcia czego. Przystanek okazał się dobrym pomysłem, Handa potrzebował snu, a ja przejść się aby się rozciągnąć. Od jak dawna nie miałem takiego problemu? Cóż nie jest to ważne. Ważniejszy jest teraz… *Brrr No tak mój brzuch. W sumie to jestem głodny. - Han… No nie wierzę ten drań już śpi, a nawet nie obudził Mineko. Kto niby jak nie ona ma teraz prowadzić samochód? Ja się do tego nie nadaję. - Mineko!!! Krzyknąłem z całej siły zbliżając się do naszego pancerniaka. W pierwszej kolejności chwyciłem oczywiście za jedzenie. - Mineko!!! Nadal się nie budzi. Może umarła? Chwila… od kiedy myślę o śmierci tak swobodnie? Zastanawiając się nad tym szturchnąłem ją, dzięki czemu wreszcie się obudziła. Mając okazję ujrzeć ją w tak słodki sposób wstającą, moje serce zabiło mocniej. Budząc się machnęła ręką, jak koty robią łapką. Chwila… od kiedy traktuje ludzi tak przedmiotowo? Nie wiem co się ze mną dzieje, ale coś jest nie tak. - Możesz przestać się na mnie gapić? - zapytała mnie dość oschle, a ja dopiero teraz do końca zdałem sobie sprawę, że ona już się obudziła, a ja stałem nad nią jak jakiś psychol. Co jest ze mną? - I odsuń się jeśli łaska. To nie jest słodkie, ale przecież ma zadanie do wykonania. - Zajmiesz się teraz kierownicą? - w sumie nie wiem czemu ją spytałem, skoro jestem dowódcą tej grupy, ale wolę nie przeginać. Jej umiejętność jest dość przerażająca i bardzo, ależ to bardzo niebezpieczna. - Jeśli przeniesiesz Akiego na tył to “tak” mogę zająć się kierownicą. Oczywiście nie podobało mi się noszenie tego gościa, jednak jak trzeba to trzeba. Chcę jak najszybciej zakończyć tą misję i wracać. W bazie jest o wiele bezpieczniej niż tutaj, ponadto ta cisza jest podejrzana. Zupełnie jak cisza przed burzą. Gdy tylko przełożyłem Handę na tylne siedzenia, usiadłem na swoje miejsce i zastałem Mineko śpiącą na kierownicy. Serio? Czemu on śpi na kierownicy? Przecież miała prowadzić. - Mineko!!! Mój krzyk nie tylko wyrwał ją z drzemki, ale wystraszył na tyle, że podskoczyła na siedzeniu i wypadła z samochodu przez to, iż nie zamknęła drzwi. - Czemu się tak drzesz? *Brrr - Jesteś głodna? - Ta… podgrzej mi Hamburgera. - Serio? - Co jest złego w Hamburgerze? Masz jakiś problem odnośnie ich? Czy może uważasz ich za swoich wrogów? Hamburgery są twoim wrogiem? Odpowiadaj? Jeśli tak to cię załatwię. Nie żebym rozumiał o co jej chodzi, ale mogłaby przynajmniej wstać z ziemi, gdy mi… grozi? Chwila… to była groźba? A zresztą nieważne. Przeszedłem na jej siedzenie i wyciągnąłem w jej kierunku dłoń, tym samym pomagając jej wstać z ziemi, a następnie wziąłem z naszych zapasów kilka hamburgerów i podgrzałam je. I tak, w tym samochodzie jest mikrofalówka. - Za mało. - Ale czego jest za mało? Bo nie nadążam. - Hamburgery. Więcej. Prostota z jaką to powiedziała jest obraźliwa, jednak lepiej nie będę tego komentował. Nigdy nie spodziewałbym się, że dziewczyna tak szczupła jak ona może jeść tak dużo, ale to chyba kolejna rzecz, w którą nie powinienem się zagłębiać. Mimo, że w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy to przy muzyce, którą odpaliła nie dało się nie nadawać na tych samych falach, a co za tym idzie nie było to tak niezręczne, jak siedzenie obok śpiącego za mną hipokryty. Kolejne dwa dni podróży również były spokojne, a ja coraz bardziej zaczynam zastanawiać się nad samym sobą. ---Perspektywa Ayi--- Mój starszy braciszek, gdy wychodziliśmy po bezsensownej kłótni jego z Kazuki, pierwszym o co po prostu musiał spytać Kikuchi była broń dla Kazuki. Zaczynam myśleć, że przestaje być sobą i zaczyna zatracać się w tym co, i jak bardzo jest dla niego ważne. Jego hierarchia wartości upada, bądź jest w naprawdę niezłym bałaganie. Czyżby to przez tą presję, jaką na siebie bierze chroniąc Kazuki, mnie i jeszcze oschle traktować Kuro? Cokolwiek to jest, póki sam się do mnie z tym nie zgłosi, nie będę nawet pytać. Jest on dorosły i powinien sam zajmować się swoim związkiem. Ku mojemu zdziwieniu, choć nie. Nie byłam zdziwiona, a raczej zaskoczona tym w jaki sposób Kiyo podeszła do tej misji, po tym jak została odsunięta od misji grupy Kuro. Swoją drogą ciekawi mnie jaki nastrój panuje w ich grupie. - Tak, mamy. Kazuki za mną, a wy udajecie się na parking. Pomimo że wygląda jakby było wszystko w porządku to z pewnością tak nie jest, w końcu ten Kamiya jest dla niej ważny, a ona nie mogła osobiście udać się by go odnaleźć. Kuro proszę uratuj go, dla Kiyo. Na miejsce doszłam z bratem w chwilę, a on w ogóle się nie odzywał. Tak z pewnością jest z nim coś nie tak, jednak jak już wspomniałam. To nie mój problem. Nie czekaliśmy długo na powrót Kazuki i Kiyo, a następnie wsiedliśmy do opancerzonego samochodu rządowego, po czym wyjechaliśmy. Z jednej strony jest to niesamowite, gdyż tu jestem, a z drugiej jest to ironia, bowiem przez moją umiejętność uważano, że nigdy nie będę pracować dla rządu i śmiano się ze mnie z tego powodu, a tu prosze, jednak pracuje. Szkoda tylko, że podczas apokalipsy. - Za ile dotrzemy na miejsce? - zapytałam od razu po wyjechaniu na powierzchnię. - Maksymalnie jeden dzień, więc szybko wrócimy. - oznajmiła Kiyo, która to siedziała za kierownicą. Ta atmosfera w ogóle mi się nie podoba. Brat patrzy przez okno, Kazuki robi coś przy broni, Kiyo prowadzi, a ja się nudzę. To będzie naprawdę długa misja, mam tylko nadzieję, że nie będzie z nią większych problemów. Na miejsce dotarliśmy późną nocą. I widząc te wszystkie gruzy, sądzę, że to jednak nie będzie tak łatwe jakbym tego chciała.
  9. 8 points
    Widząc przed oczami hordę umarlaków, mimowolnie się zaśmiałem. Dzielnica dla dzianych skurwieli, podobno najbardziej strzeżone miejsce w całym mieście - teraz jest jak plac zabaw firmy zombie.sp.zoo. Tsuki chwilkę pomarudziła, ale ostatecznie też wydaje się zainteresowana eksterminacją zombiaków - cóż, to całkiem przyjemne - jeśli tylko wiesz co zrobić, aby nie zginąć jak ofiara losu. Umarlaki nie są zbyt wielkim problemem, chyba że jest ich duża ilość. Lecz w tym momencie nawet ich ilość nie stanowi zagrożenia. Na oko sto pięćdziesiąt parę umarlaków, z czego kilkunastu z nich zbliża się w naszym kierunku. To jest dobry moment, aby przetestować te dwa pistolety półautomatyczne.Gdy wyciągnąłem je z kabury, Kamiko i Tsuki już wiedziały co się święci. Przepuściłem elektryczność przez swoje ciało, aktywując przyśpieszenie oraz wzmocnienie broni. “ Test numer jeden - szybki ostrzał!” - z tą myślą zaszarżowałem w kierunku idących do nas zombiaków, a pociski wzmocnione elektrycznością, przechodziły przez ich ciała, jak gdyby nigdy nic. Byłem całkiem nieźle zaskoczony - nie spodziewałem się takiej mocy, po zwykłym pistoleciku.. Nie ma takiego kopnięcia jak rewolwer, jednak ich szybkostrzelność z całą pewnością To nadrabia.Wiedząc już jak działa moja broń, podszedłem do auta znajdującego się kilkanaście metrów dalej i przyjebałem w nie swoją prawą ręką. Jaki był tego cel?Odpalenie alarmu! Zgodnie z moim planem, alarm sprawił że wszystkie zombiaki z okolicy szły w jego kierunku.Było też kilku sprinterów, jednak Tsuki używając swojej zdolności, bawiła się w magika i latające nożyki.Fajnie latające sztylety przebijały im głowy, gdy zbliżały się do nas na bliżej niż dziesięć metrów. Muszę to przyznać - jeśli chodzi o popisywanie się, to umiejętność Chibi naprawdę robi swoje.. Kilkanaście minut później, gdy większość zombiaków już była w okolicy, rozpocząłem to na co czekał każdy: “Zabawa w The Walking Dead. Ja, mój gnat i głodne umarlaki” Zabawa zakończyła się po niecałych dziesięciu minutach, bo Kamiko i Tsuki postanowiły popsuć moje pięć minut. Swoją drogą nie zdziwię się, jeśli weszłoby prawo zakazujące zabijać zobiaków - w końcu to takie bezbronne stworzenia.. - To były ostatnie. - stwierdziła Kamiko. - Mogą być jeszcze w budynkach.. - zauważyła Tsuki. Rozejrzałem się wokół i zauważyłem że w jednym z większych domów poruszyła się zasłona i zauważyłem czyjś cień. - Więc jednak ktoś przeżył.. - powiedziałem. - Co? - Zerwała się Kamiko. - W budynku trzydzieści metrów od nas, przed kilkoma chwilami zauważyłem czyjś ruch. Biorąc pod uwagę fakt że nie wyczuwam żadnego espera… - Ludzie.. - stwierdziła Tsuki. - nie mogę w to uwierzyć, że zwykły człowiek był w stanie przeżyć.. - Idziemy obadać sytuację, czy wolicie uniknąć spotkania? - zapytałem, po cześci zainteresowany ich zdaniem. Jeśli będą chciały iść, to pójdziemy razem. Jeśli nie, to w nocy wkradnę się do środka, obadam sytuację i zależnie od wpływu zorzy polarnej na sezon rozmnażania się pingwinów - pozwolę im żyć, albo wybije ich w pień. - Można się przejść. - powiedziała Kamiko. - Istnieje możliwość że czegoś się dowiemy, czy coś w tym stylu. - dodała. - Zgadzam się z Kamiko. - powiedziała Tsuki - Normalni ludzie nie stanowią dla nas żadnego zagrożenia, więc nic nie powinno się stać. - W takim razie, nie ma na co czekać.. - mówiąc to spokojnym krokiem zbliżaliśmy się w kierunku owego domku. Gdy zbliżyłem się tuż przed drzwi - nim zdążyłem zapukać, drzwi się otworzyły, Stało naprzeciwko nam pięciu dorosłych facetów, każdy z inną bronią, a za ich plecami stał jakiś starszy gostek - prawdopodobnie ich przywódca.. Odważne z ich strony, jednak również dość głupie.Jeśli nie opuszczą tej broni w przeciągu kilku sekund, to zrobi się dość.. nieprzyjemnie. - Czekaj Hakuya, to.. ludzie.. - powiedział jeden z nich. patrząc na moją zabandażowaną rękę. - Zostałeś ugryziony? No patrzcie go… Gdy chciałem mu odpowiedzieć : “ Nie kurwa, zaciąłem się przy zabawie z kataną”, Kamiko powstrzymała mnie i powiedziała : - Zwykłe złamanie.. - oznajmiła spokojnie. - Nie zorientowałeś się po opuchliźnie? - dodała Opuchlizna?Ah tak.. budowa tej ręki czyni ją trochę masywniejszą. Słysząc słowa Kamiko, mężczyzna opuścił broń. - Co sprowadza trójkę esperów? - zapytał starzec. - Jesteśmy tu przejazdem. - odpowiedziałem. - Wyczyściliśmy okolicę z nadzieją że się zabarykadujemy gdzieś na nockę. - R..rozumiem.. - Zauważyłam ruch w oknie, więc chciałam zobaczyć czy ktoś jeszcze żyje w tym mieście.- powiedziała Kamiko, pokazując sztuczny uśmiech. Zaraz,zaraz. Co za kłamczucha! To ja ich zauważyłem. - Wejdźcie do środka. - zaproponował jeden z nich, nerwowo się rozglądając - nie wiadomo kiedy zejdą się tu kolejne chodzące truchła. Strach przed zombiakami?Nie wydaje mi się. Rozglądając się, patrzył również po innych budynkach, co utwierdza mnie w przekonaniu - nie opuszczać gardy nawet na chwilkę. Pogadaliśmy z osobami mieszkającymi wewnątrz. Sześć kolejnych bezwartościowych imion do zapamiętania - przynajmniej na chwilę obecną. Kamiko gadając z tymi osobnikami, załatwiła nam tu nocleg na dzisiejszą noc. Trzy osobne pokoje na piętrze - dwa obok siebie przy końcu, a jeden na początku. Zadowolona Tsuki i Kamiko, bez chwili zastanowienia udały się na upragnioną kąpiel dłuższą niż kilka minut. -- PoV Tsuki -- Kamiko rozmawiając z ocalałymi, przekonała ich aby pozwolili nam zostać na noc. Niby początkowo mieli wątpliwości, jednak pod wpływem “argumentów” Kamiko, całkiem szybko zmienili zdanie. Zadowolona z siebie zaciągnęła mnie do pokoju wyżej, gdzie jak się okazało - była duża łazienka. Cudownie! Wreszcie prawdziwa kąpiel, a nie szybkie przemycie się i tyle! Długo nie czekaliśmy - praktycznie natychmiastowo wskoczyliśmy do wanny, jednocześnie śmiejąc się z tego, że takie warunki jednak.. umilają życie. W kryjówce za wodospadem, brakuje nam sporej ilości udogodnień.. Po prawie godzinnym relaksie w wannie, ubrałyśmy się i zeszłyśmy na dól. Satsuki siedział przy oknie, a Ja i Kamiko rozmawialiśmy z mieszkańcami tego miejsca. Jeden z nich zaproponował Kamiko drinka, zapraszając ją pod mały barek. Chwalił się swoja kolekcją alkoholii - typowe.Kamiko dostała drinka, a ja zostałam przy zwykłym napoju. -- Pov Kamiko -- Kąpiel była wspaniała! Gdy wraz z Tsuki przebrałyśmy się i zeszłyśmy na dół, postanowiłam pozbierać jakieś informacje, widząc że Satsuki raczej nie fatyguje się do rozmowy z nimi - można by nawet powiedzieć, że roztacza wokół siebie barierę, mówiącą : Zbliż się a rozerwę cie na strzępy. Sai zaproponował mi drinka - to całkiem dobra okazja. Gdy Sai się upije, będzie mi łatwiej wyciągać od niego informację. Podeszliśmy do barku i pochwalił się swoją kolekcję napojów wysokoprocentowych. Imponujące, muszę przyznać - chciałabym je zabrać ze sobą! Popijając drinki rozmawialiśmy praktycznie do wieczora. --
  10. 7 points
    Po odsłuchaniu tego nagrania, po raz pierwszy od dawna powróciły do mnie emocje. Dokładniej mówiąc - szacunek do jednostek. W tym miejscu zmarła osoba, która życzyła większego szczęścia obcemu człowiekowi. Mimo iż moja wiara w ludzkość jest mała.. Ten człowiek był kimś, kto zasługuje na szacunek - nawet w moich oczach. Odmówiłem krótką modlitwę, a następnie sprawdziłem owy obraz - kluczyk rzeczywiście tam był. Komputery które tu są, mimo iż lekko zakurzone - to wciąż całkiem nowoczesny sprzęt. Gdy odpalał się serwer, ja rozglądałem się za sejfem - tym do którego pasuje owy kluczyk. Bingo. Sejf odnaleziony, a serwer i komputer się odpalił. Szybkim rzutem oka sprawdziłem zawartość większości folderów z projektami.. - Ten człowiek.. był geniuszem.. Te słowa wymknęły mi się gdy dostrzegłem jakie bronie, można by stworzyć mając te informacje. Skasowanie tych planów, było by zbyt wielką stratą.. Jednak zostawienie ich również nie wchodzi w grę.. Skopiowałem wszystko co mogłem na przenośne urządzenia i pamięci, jakie miałem aktualnie przy sobie po czym nadeszła pora na gwóźdź programu. Otwieramy skrz... umm. sejf. ( Pyk, Pyk) - O kur… To co ujrzałem, sprawiło że zamarłem. Trzy różne pistolety, które były niesamowicie zmodyfikowane. Pierwszą broń która zwróciła moją uwagę to rewolwer. Wygląda na mocno zmodyfikowanego Smith and Wessona model 500. Pierwszą modyfikacją była z całą pewnością druga lufa, tuż pod pierwszą i fakt że cylinder nie był na standardowe pięć pocisków - a sześć. To cudeńko to kaliber .50 - wzmocnić coś takiego elektrycznością, to nawet czołg nie wyjdzie z tego bez szwanku.. Dodatkowo materiał z jakiego został zrobiony, sprawiało że mimo swojej wagi - dobrze leżał w dłoni. - Cudo. - wymamrotałem pod nosem. Pozostałe dwie bronie to półautomaty. Zgodnie z tym co jest napisane : Oba są wzorowane na m1911. Obie bronie mają zmodyfikowane kompensatory - co świadczy tylko o tym, że odrzut z tej broni został nieźle.. zmniejszony. Takie combo strzelające .45 ACP z całą pewnością będzie niezastąpione! Po raz kolejny jestem pod wrażeniem. Te bronie to skarby. Spojrzałem w kierunku martwego starca i powiedziałem : - Przysięgam że będę o nie dbał! Czas spełnić prośbę stwórcy tej broni. W ramach podziękowania, cały teren poszedł z dymem. Serwery osobiście zniszczyłem, pozwalając mojej umiejętności eksplodować - błyskawice zrobiły tam niezłą czystkę. Wszystko zaczęło się od Iskierki… I tak powstał całkiem jebitny pożar. Czas stąd pryskać, a jak ktoś będzie pytał : Nigdy mnie tu nie było. Kamiko i Tsuki widząc mnie w dobrym humorze, od razu zorientowały się że wszystko poszło po mojej myśli. - Czyli twoje informacje się potwierdziły? - zaczęła Kamiko - Zgadza się. - odpowiedziałem. Naprawdę humor mi dopisuje. Czuje się jak dziecko, które przy wejściu do sklepu z cukierkami, stało się jego właścicielem. Albo i lepiej! Wyciągnąłem rewolwer i przycelowałem w jakiegoś gruchota oddalonego od nas o jakieś 25 metrów. Czas na test numer 1. Elektryczność przepływająca przez rewolwer, nic mu nie zrobiła. Wręcz przeciwnie. ( STRZAŁ! ) (eksplozja) Szlag moje uszy! To było cholernie głośn… o kurwa. Mam w dłoniach istną armatę. Tamta bryka po prostu.. eksplodowała. Tsuki siedzącej w moim autku, z wrażenia opadła szczęka. - Masz taką drugą? - zapytała Kamiko. - Niestety nie, drogie panie. Ten zestawik broni.. jest mój. - odpowiedziałem. - Zestawik? - Tsuki zareagowała niemalże natychmiastowo. - Nom. Mam jeszcze dwa pistolety półautomatyczne do przetestowania. - Może jeszcze nadasz im imiona, jak każdy dumny właściciel broni? - zażartowała Kamiko. - To w sumie.. całkiem rozsądne. Jednak to trochę za wcześnie, biorąc pod uwagę że to moja pierwsza randka z nimi... ( By Tsuna - Nazwać bronie? Macie jakieś genialne pomysły? KOMENTARZE!!!) -Ty tak na serio? - Zapytała Kamiko. - Zachowujesz się jak militarny świr! - dodała po chwili - Mów sobie dziś co chcesz. - odpowiedziałem siadając na tyłach autka. - Możesz prowadzić. Odpal mapkę i jedź wyznaczoną przeze mnie trasą, a Ja się trochę kimnę. - odpowiedziałem przymykając oczy. Czas odpocząć bo tej “zajebistej” zabawie! -- Pov Tsuki : 30 min po wyruszeniu, po powrocie Satsukiego-- - On naprawdę usnął.. - powiedziałam. - Zazwyczaj jest czujny jak predator, a teraz śpi jak zabity. Kamiko zaśmiała się. - Skoro całą noc siedział przed laptopem, później prowadził autko i jeszcze bawił się w zwiedzanie, to raczej nie ma w tym nic dziwnego. - odpowiedziała Patrząc na to w ten sposób - ma rację. - Jaki jest nasz następny przystanek? - zapytałam. - Z tego co mi wiadomo, to zatrzymamy się na kilka godzin w Hairo. Hairo, co? To miasteczko jest całkiem sporawe. Byłam w nim kilka razy. Sporo marketów, sklepów z ubraniami, elektroniką i tak dalej. Dodatkowo większość mieszkań to apartamenty i luksusowe posiadłości. - Myślisz że znajdziemy tam jakieś zapasy? - zapytałam lekko zaniepokojona. Jakie są szanse że tam coś zostało? Skoro umarlaki szły z tamtej strony, nie oznacza to że właśnie tam nie powinno nic być? - Według Satsukiego każdy obywatel został zmuszony do opuszczenia tego miejsca przez wojsko. Dodatkowym faktem jest to, że jeśli chcieli walczyć normalnymi metodami, to z całą pewnością każdy został przemieniony. - odpowiedziała Kamiko. - Dlaczego tak myślisz? Wojsko powinno dać sobie radę.. a nie.. moment. Jeśli pojawił się tam jakiś odmieniec, to raczej nic z nich nie zostało. - Ta. Na tego mutanta nie działają standardowe metody, nie wspominając o tym że używa jakiejś zdolności, która jak to opisał Satsuki “ ogranicza wizję” w promieniu 2-3 metrów.. - Snajperzy daliby sobie radę, jednak wątpię aby do zwykłych umarlaków przysłali oddział specjalny..Są spisani na straty. To niestety szczera prawda. Zwykli ludzie nawet z bronią palną, w potyczce z takim czymś nie mają szans na przeżycie. - Ciekawi mnie tylko czy trafimy na kogoś żywego… W sumie nawet jeśli tak się stanie, to prawdopodobnie będzie to esper.. - wymamrotała Kamiko W przypadku esperów, te spotkanie nie będzie należało do najmilszych.. Esperzy dzięki swoim zdolnością są cenni - ale też cholernie niebezpieczni. Dobrym tego przykładem jest nasza trójka.. Jednak mimo wszystko, niewiele osób powinno być w stanie nam zagrozić. - Mało prawdopodobne, jednak wciąż możliwe.. - odpowiedziałam, wyglądając przez okno i przyglądając się krajobrazowi. Gdyby nie mijane co chwila umarlaki, podróż byłaby całkiem przyjemna. Do Hairo dotarliśmy dopiero wieczorkiem i jak się okazuje - naszym aktualnym celem jest poszukiwanie bezpiecznego schronienia na noc, posiadającego całkiem spory garaż. Głupi Iskierka i jego durnowate pomysły, sprawiły że wylądowaliśmy w miejscu w którym roi się od umarlaków - dzielnica dla bogaczy, od siedmiu boleści..
  11. 7 points
    ---Perspektywa Kiyo--- Po oddaleniu się od grupy Kuro, ruszyłam w kierunku laboratorium by poznać sytuację pozostałych drużyn i upewnić się co do umiejętności tej grupy, gdyż mimo wszystko ciekawi mnie, czy aby na pewno powiedzieli prawdę. Gdy dotarłam na miejscu spojrzałam na tych samych naukowców co zawsze i od razu zapytałam: - Przyprowadziłam trójkę esperów, jak tam ich zdolności. Uwaga całej piątku skupiła się na mnie. Czyżby jednak kłamali? - To niesamowite sama zobacz. Jak powiedział najstarszy z naukowców, a jednocześnie przywódca w tym laboratorium. Nie wiedziałam co takiego niesamowitego, może być w tej trójce, dlatego od razu podeszłam by ujrzeć coś nieprawdopodobnego. Dane: Tsukada Mamoru Tsukada Aya Kisaragi Kuro Umiejętność: Telekineza Manipulacja Nićmi Niezidentyfikowana Ranga: A C S Biegłość: 5 5 2 - Coś jest nie tak. Czemu przy Kuro jest zdolność niezidentyfikowana? Niepokój od razu zagościł w moim sercu i mimo, iż widziałam jak używa swojej zdolności to “Niezidentyfikowana” wyświetlona przez komputer, zrobiła swoje. - Ponadto ma rangę S z biegłością 2. Mimo iż nie zwróciłam na to od razu uwagi, gdy tylko spojrzałam i na to zwątpiłam. Po prostu zwątpiłam. Ponadto jakim cudem ktoś z rangą S mógł tak bardzo odstawać od moich i Mineko zdolności? Coś z pewnością jest nie tak. - Czy to aby na pewno jest poprawne? Po prostu musiałam się zapytać. - Podważasz nasz geniusz?! Wyskoczył na mnie najmłodszy z naukowców, który starał się przypodobać dowódcy. - Przestań. Są to informacje bezpośrednio z naszej bazy danych. Możemy potwierdzić to jeszcze poprzez satelitę, jednak w tej chwili wszystkie poszukują drugiego oddziału esperów. Pozbyć się nacisku i dostać odpowiedź. Idealnie. - A co się stało z drugim oddziałem, że poświęcacie na nich trzy satelity? - Tego właśnie nie wiemy, mieli potwierdzić obecność innego w sektorze 16 strefy zachodniej. Jednak od momentu wkroczenia tam, po dwóch godzinach zniknął ich sygnał. - Samochodem zajmie, nam to dobre 3 dni. Trochę daleko, ale co poradzić. Oznajmiłam, gdyż zapewne Kamiya wpakował ich w kłopoty. - Idź tam i umrzyj. Chwila… czy on właśnie sugeruje mi bym tutaj została i nie sprawdziła co stało się z Kamiyą? Nie ważne jak podła potrafię być i lubię robić komuś na przekór, nie zostawię Kamiyi wcześniej sprawdzając czy w ogóle żyje. Ja… ja nie mogę go tak zostawić. Szlag… - Zrozumiałam. Jeśli chcecie ochrony to dobrze. Mineko i Aki zostaną tu by was chronić, a ja sama uratuję Kamiyę. Wychodząc spojrzałam na ich twarze pełne niedowierzania, dzięki czemu aż miło mi się na sercu zrobiło. To chyba był najlepszy możliwy sposób by zachwiać ich pewnością siebie. Natychmiast udałam się do zbrojowni. Bronie są mi potrzebne dla większej skuteczności mojej zdolności, która w przeciwieństwie do tej Mineko nie ukarze pełnego potencjału od ręki. - Hej. Nie dostaniemy żadnych wytycznych? ---Perspektywa Kuro--- Nie wiem ile czasu minęło, ale rozpakowanie się było zajęciem na kilka minut, głównie ze względu na mój ubogi bagaż. W sumie to jestem z tego zadowolony, z przyjemnością skorzystam z wolnego czasu i pójdę do tych gorących źródeł. Jak też postanowiłem tak zrobiłem, dzięki czemu mogłem skosztować relaksu, którego brakowało mi od naprawdę długiego czasu. - Ta miejscówka jest o wiele lepsza od mojego królestwa. Szczęście ci dopisało. Komplementy od Toina są ostatnią rzeczą jaką chciałbym otrzymać, głównie dlatego, iż są od niego. No trudno, po prostu muszę go jakoś znosić, ale… skoro jestem sam. - Czemu po prostu nie znikniesz? Pytanie niby dosyć oczywiste, jednak dopiero teraz mam bezpieczną chwilę samotności by go o to zapytać nie kończąc w oczach innych jak wariat. - Twoja aktualna osobowość bardzo, ależ to naprawdę bardzo mi się podoba. Co ty na to, by zawczasu uzbroić się by uniknąć elementu zaskoczenia ze strony tych dziewczyn? Albo jeszcze lepiej zniewolić je i założyć harem? - Hmm… dobry pomysł. Odpowiedziałem zastanawiając się nad czymś. - No właśnie. To co idziemy? - Ta idę stąd, ale mam jeszcze lepszy pomysł. Teraz to się zdziwi. - Jaki? Zapytał naprawdę napalony. - Zamknij się. Potem już nic nie odpowiedział, a ja opuściłem gorące źródła i ruszyłem w kierunku swojej kwatery. Szkoda tylko, że nie wiem gdzie ona była, ale ostatecznie udało mi się dostrzec na końcu jednego z korytarzy Kiyo i od razu za nią pobiegłem. Na miejscu dostrzegłem jak się zbroi przez co naszło mnie na pewne pytanie. - Hej. Nie dostaniemy żadnych wytycznych? Gdy tylko usłyszała mój głos wzdrygnęła, po czym spojrzała w moim kierunku. - Nie strasz mnie tak. I nie, nie macie żadnych wytycznych. To szkoda, w końcu ty na pewno jakieś masz. - A ty? - To jest tylko moja misja. Dość oziębła odpowiedź, jednak wyczuwam akcję, ponadto od walki z demonem i innym ciągnie mnie do walki. - Komunikat do wszystkich esperów: “Stawcie się w laboratorium nr.1” - Jak głośno. Co to ma być? - Chodźmy. Odpowiedziała, po czym odwróciła się w moim kierunku. - Masz zamiar biegać w samym ręczniku? Pytanie jak najbardziej na miejscu, gdyż wciąż miałem ubrania pod pachą i biegałem w samym ręczniku przewiązanym w pasie. Idąc za Kiyo jednocześnie ubierałem się, a ona po cichu się ze mnie śmiała. - Możesz przestać? - Mowy nie ma. I wszystko jasne. Gdy dotarliśmy na miejsce byli już wszyscy, a ja na szczęście byłem już ubrany. - Po pierwsze, jeszcze raz witam nowych esperów w naszych progach. Po drugie, mamy dla was ważne zadanie, a po trzecie musicie poznać przynajmniej podstawowe informacje o zagrożeniach na zewnątrz. Naukowiec mówił w dość przekonujący sposób, że aż przyjemnie się go słuchało, jednak jak zwykle musi być jakiś problem. - Znamy zagrożenie, więc mów o co chodzi. No tak Mamoru. Czy on zawsze musi wtrącić swoje trzy grosze? - W takim razie czym różni się diabeł od czarta? Na to pytanie po prostu zaniemówił, a wyglądał jakby go ktoś zapytał o coś na tyle intymnego, że nigdy by tego nie powiedział publicznie. - W takim razie słuchajcie uważnie. Najsłabszym waszym wrogiem są zombie, które dzielą się na trzy typy: “Ślepy, ale słyszący”,”Słyszący, ale ślepy”,”Wykrywający ciepło, jednocześnie nie podlegające rozkładowi.” Oprócz zombie sprecyzował nam też demony, które prezentują się następująco: Ogar - jest w 50% odporny na moce esperów. Czart - jest w 100% odporny na moce esperów i używa elementu ognia. Diabeł - jest w 100% odporny na moce esperów i może zabierać moce esperów, jednak gdy esper zginie, to on je traci. Ponadto posiada domenę mroku, w której wrogowie tracą widoczność. A na samej górze wśród tych potworów są Inni - humanoidalne monstra o nieznanym pochodzeniu ze zdolnościami esperskimi i nadludzkiej witalności. Istnieją również Yōkai, czyli rodzaje demonów, które powstały ze zwierząt.
  12. 6 points
    ====== PoV Kamiko ====== Wstałam dzisiaj dość późno, co było dla mnie czymś zaskakującym. Nie pamiętam już kiedy ostatnio, tak dobrze mi się spało... Leżenie w tym łóżku było takie przyjemne, że naprawdę nie chciało mi się wstawać, jednak spoglądając na zegar, stojący obok łóżka na szafce, zerwałam się na równe nogi. - Już po dwunastej?! - wymamrotałam, nie dowierzając w to, co widzę. Jest źle. Jeśli tak dalej pójdzie, to naprawdę mogę się rozleniwić i zamienić się w jakąś porażkę człowieka. Jednak biorąc pod uwagę kierunek, w jakim zmierza świat - nie mogę sobie na to pozwolić. Wstałam z łóżka i szybciutko się ogarnęłam, a następnie skierowałam się na niższe piętro. Wczoraj udało mi się trochę poznać rozkład tego budynku, więc dotarcie do kuchni nie było zbyt problematyczne. Będąc już na miejscu spotkałam Tsuki, która właśnie rozpoczynała przygotowywanie sobie śniadania, więc po prostu do niej dołączyłam. Po dość sycącym śniadaniu, Tsuki poinformowała mnie, że na idzie na spacerek, więc postanowiłam poszukać Satsukiego. Wciąż mam do niego kilka pytań, na które chciałabym poznać odpowiedzi. Już miałam go szukać, jednak usłyszałam, że z kimś rozmawia przy schodach. Lekko się wychyliłam i poza samym Satsukim, dostrzegłam również szczupłą, lecz dość zgrabną kobietę o jasnej skórze i długich fioletowych włosach. Ku mojemu zdziwieniu, ubrana ona była w strój podobny do Miko [kapłanek], jednak widząc ostrze znajdujące się dosłownie na wyciągnięcie jej ręki, zrozumiałam, że musiała dopasować go, aby nie ograniczał jej ruchów. - Ten pieprzony dupek... - wymamrotał Satsuki, wyraźnie niezadowolony, gdyż zaczął zaciskać pięść. - Miałem wrażenie, że mnie sprzeda… - Nie powinieneś mieć do niego pretensji. - odpowiedziała kobieta. - Tym, czym powinieneś się naprawdę przejmować, to jaką odpowiedź chcesz dać, na te urocze wyznanie. Satsuki westchnął. - Skoro Hisoka powiedział ci o naszej rozmowie, powinien też ci powiedzieć, że jej uczucia do mnie, to zwykła wdzięczność. Nic poza tym. Tym razem to kobieta, z którą rozmawiał westchnęła. - Czasami się zastanawiam, jak ktoś tak bystry jak ty, czasami może być aż takim idiotą. - odpowiedziała, a po chwili ruszyła przed siebie, a Satsuki wyraźnie niezadowolony jej komentarzem ruszył na wyższe piętro. No ciekawych rzeczy się dowiaduje. Nawet Satsuki ma jakąś słabość? To całkiem ciekawa wiadomość, jednak... Wolę nie poruszać tego tematu - cenię swoje życie bardziej, niż jakieś durne żarciki. Chciałam się już zawinąć z tego miejsca i ruszyć za Satsukim, jednak otworzyły się drzwi w pokoju obok, a następnie przeszła przez nie dość młoda dziewczyna. Miałam okazję ją wczoraj poznać. Jeśli się nie mylę, jej imię to Akane, prawda? - Głupek... - wymamrotała pod nosem, co dało mi do zrozumienia, że nie tylko ja przysłuchiwałam się rozmowie Satsukiego. Po chwili zerknęła w moim kierunku, lekko kiwnęła głową na powitanie i ruszyła w swoją stronę. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że jej humor znacząco się poprawił, gdyż drobny uśmiech zagościł na jej twarzy. Cóż... Udam, że nie słyszałam tej rozmowy i po prostu pójdę do Satsukiego załatwić to, co chciałam. Tak będzie najlepiej. I najbezpieczniej. ==== PoV Satsuki ==== Do ciężkiej cholery. Cały świat się dzisiaj na mnie uwziął. Najpierw Hisoka zawraca mi głowę jakimś jełopem, a teraz jeszcze Yukikaze uważa, że pozjadała wszystkie rozumy. Wróciłem do swojego pokoju, zamknąłem drzwi odpaliłem sobie na całą głośność “Adelita's Way - Invincible” i walnąłem się na łóżko, próbując zagłuszyć swoje myśli muzyką. ~ Ech! [westchnięcie] Czyżbym naprawdę źle to zrozumiał? Naprawdę źle odebrałem uczucia Akane, traktując je jako wdzięczność? Mimo iż nie jestem z nią spokrewniony, uważałem ją za młodszą siostrę, gdyż przeżyliśmy podobne piekło. Jednak teraz... Nie mogę już jej w ten sposób postrzegać Jakby na to nie patrzyć, mała, bezbronna dziewczynka, którą poznałem czternaście lat temu, stała się inteligentną, zaradną i jakby na to nie patrzeć - dość piękną kobietą… Zauważyłem, że drzwi do mojego pokoju zaczęły się uchylać, więc usiadłem na łóżku, a następnie przyciszyłem muzykę, gdyż zauważyłem, że to Kamiko złożyłą mi wizytę. - Z twoją głową wszystko w porządku?? -zapytała, lekko trzymając się za uszy. - Kto przy zdrowych zmysłach słucha muzykę przy takiej głośności? - Co mnie to obchodzi kto? - odpowiedziałem z miną pokerzysty. - Ja to robię i to mi wystarczy do wiadomości... - dodałem. Kamiko westchnęła. - Więc? Co cię do mnie sprowadza? - zapytałem wprost. - Mam kilka pytań odnośnie tego miejsca... Tak więc przez kolejną godzinę, rozmawiałem z Kamiko na temat naszego aktualnego miejsca zamieszkania, przy okazji ją po nim oprowadzając. Oczywiście pomijając pokoje, których wolałaby nie widzieć - takich jak loch w piwnicy, magazyn broni czy też salę przeznaczoną na pomieszczenie do tortur w podziemiach jaskiń. Och, to był oczywiście żart - nie mamy czegoś takiego jak sala tortur w jaskiniach. Dopiero planuję coś takiego tam zbudować. To też był oczywiście żart - czy ja wyglądam na kogoś, kto bawi się w łapanie więźniów? - Słuchasz, co do ciebie mówię? - wymamrotała niezadowolona Kamiko, która zorientowała się, że pogrążyłem się w myślach. - Tak, tak. - odpowiedziałem, machając ręką. - Chcesz jechać do miasta, bo potrzeba ci kilka rzeczy, prawda? Kamiko przytaknęła. - To nawet dobrze się składa. - powiedziałem, lekko rozbawiony. - Co masz na myśli? - zapytała, nie kryjąc zdziwienia. - Mój aktualny komputer jest w beznadziejnym stanie. - odpowiedziałem. - Muszę sobie złożyć coś nowego, znacznie lepszego, jeśli chcę się... - w tym momencie lekko odchrząknąłem - … aby był sprawny trochę dłużej... - W takim razie kiedy możemy wyruszyć? - Co powiesz na jutro? - odpowiedziałem, zerkając na zegarek. - Najlepiej z samego rana. - dodałem. - Ugh... Rano? - wyjęczała, niezbyt zachwycona tą myślą. - Chyba, że chcesz zwiedzać budynki pełne zombiaków w nocy, mając ograniczoną wizję i będąc w mniej korzystnej sytuacji. - odpowiedziałem, widząc jej reakcję. - A pragnę przypomnieć, że tylko niewielka część umarlaków ma sprawny wzrok, a pozostali mają zajebiście dobry słuch. - dodałem. Kamiko zrozumiała, co miałem na myśli. Poruszanie się w nocy, działałoby gdyby naszym zmartwieniem byli sami ludzie. Jednak tym, co nam zagraża, to nie tylko żywe trupy - ale również innego rodzaju monstra. Akcje nocne w tym wypadku, działają na naszą niekorzyść - więc trzeba tego unikać. - Niech będzie. - odpowiedziała, lekko wzdychając. - Chibi jedzie z nami? - zapytałem, dostrzegając tą małą złośnice, która właśnie wracała ze spacerku. - Zapytam ją. - mówiąc to, ruszyła w kierunku Chibi, a ja skierowałem się do domu, aby poinformować Hisokę albo Yukki o mojej jutrzejszej wycieczce. --- Jest i chapter ścieżki Kiedy next? To już zależy od Adiroxa ;x [ Bo next to Kuro, a później znowu Satsu ;x] Lajkować/komentować - i już wiecie co robić ;d
  13. 6 points
    - Skoro już wszystko wiecie o zagrożeniach, przejdźmy do rzeczy. Do wykonania macie dwie misje. Pierwsza polega na odnalezieniu zaginionej grupy esperów, natomiast druga odpowie na nadany sygnał ze wschodu. Wow, nieźle. Dopiero co tu przybyliśmy i już mamy brać się do roboty. Przynajmniej jest to mniej podejrzane od pozwolenia nam tu żyć za darmo. - Chcę wziąć udział w uratowaniu grupy esperów. Sposób w jaki Kiyo to powiedziała dał mi do zrozumienia, że już o tym wiedziała i jest w to zaangażowana uczuciowo. Z pewnością jest to problem. - Ustaliliśmy już drużyny i to, która weźmie jaką misję, więc słuchajcie. Kisaragi Kuro, Handa Aki i Kasai Mineko udacie się po zaginionych esperów. Natomiast rodzeństwo Tsukada wraz z Kikuchi Kiyo jako dowódcą udacie się na wschód. Kuro, ty przejmiesz dowodzenie nad grupą pierwszą. Słysząc to oniemiałem. Dlaczego ja? Jestem tu nowy, więc z jakiej racji mam dowodzić dwójką dopiero co poznanych mi ludzi? - Powodzenia. - rzekł Handa kładąc mi dłoń na ramieniu. On chyba chce zginąć. - Zabieraj tą łapę. - Przepraszam. Mineko nie zamierzasz na to w ogóle zareagować? Naprawdę pasuje ci bym ci rozkazywał? - Dlaczego nie jestem w drużynie ratunkowej? Oczywiście tą która zadała to pytanie była Kiyo, której najwyraźniej nie podobała się ta decyzja. - Jesteś zbyt emocjonalnie w to zaangażowana ze względu na Kamiyę, dlatego też nie przydzielimy cię do tej misji. Zrób co do ciebie należy i powierz to grupie pierwszej. W tym momencie spojrzał w moim kierunku, po czym spojrzał na Akiego i Mineko. - A wy macie jakieś sprzeciwy? Spojrzałem tylko na nich, nim odpowiedziałem “Nie”, po czym opuściliśmy pomieszczenie. - Mineko ty zostań. Widząc jak zostaje w laboratorium opuściłem je jako ostatni i podszedłem do Kiyo. - O nic się nie martw, nie zawiodę. Na moje słowa pocieszenia tylko przytaknęła i w cisza szła przed siebie. - Kuro, idziesz?! - krzyknął do mnie Aki machając z oddali korytarza. - Idę, idę. Jakoś wcale mi się nie podoba ta misja. I czemu do cholery - bo z pewnością jestem najmłodszy, mam dowodzić? ---Perspektywa Mineko--- Po usłyszeniu drużyn, w ogóle się nie przejęłam. Jak zwykle dobrali nas na podstawie zdolności, a Kuro jako dowódca to najlepsza z możliwości. Szczerze mi się nie chce nic robić, a gdyby Aki dowodził to z pewnością cel naszej misji, albo sam jej charakter szybko by się zmienił. - Mineko ty zostań. To właśnie usłyszałam od Higashiego-sama, który jest tutaj dowódcą, więc oczywiście zostałam. - Czujesz się jakoś inaczej po ostatniej walce? Pytanie trochę dziwne. Moja umiejętność jak zawsze potwornie obciąża moje ciało, jednak już jako tako wypoczęłam. O to mu chodzi, prawda? - Jestem jeszcze troszkę zmęczona, ale jest dobrze. - Szkoda, oczekiwałem innej odpowiedzi. Te słowa wzbudziły we mnie lekkie obawy. - Spójrz na ekran, w twoim ciele zaszły zmiany i to naprawdę niespodziewane. Dane: Kasai Mineko Umiejętność: Grawitacja | Pancerz Ranga: A | B Biegłość: 5 | 1 - O co chodzi z tą drugą zdolnością? - zapytałam cholernie zdziwiona. To jakiś żart? Chwila… czy ten inny z którym walczyliśmy nie miał takiej właśnie zdolności? Ale przecież to niemożliwe. - Czy to… - Tak, jesteśmy pewni, że w jakimś stopniu twój organizm przyswoił sobie zdolność posiadaną, przez martwego już innego i choć jest to ciężkie do pojęcia, w tej chwili badamy co się w ogóle stało oraz w jaki sposób to działa. Ty natomiast postaraj się zrozumieć swoją nową zdolność. Mówiąc to był zafascynowany i cholernie zaangażowany. Trochę to obrzydliwe, jednak bez niego nie dowiedziałabym się o czymś tak absurdalnym. Posiadam, dwie zdolności. Heh… i co mam z tym robić? Zastanawiając się nad tym, ruszyłam w kierunku swojego pokoju, po czym dołączyłam do Kuro i Akiego. Ten dzieciak nami dowodzi… hmm… jakoś to zdzierżę, w końcu nie przejmę od niego obowiązku, który otrzymał od Higashiego-sama. ---Perspektywa Kuro--- Po tym jak Mineko do nas dołączyłą w ciszy zajęła tylnie siedzenia i położyła się spać. Poziom jej wyjebania na wszystko jest niesamowity. Handa usiadł za kierownicą, a ja siedząc obok niego mierzyłem wzrokiem wszystko wokół po wyjechaniu na powierzchnię. Nie kojarzę tego miasta, choć w sumie nie kojarzę w ogóle okolicznych miast od mojego rodzinnego, więc nie ma co się dziwić. - Handa ile nam zajmie dotarcie na miejsce? - Jakieś trzy dni, jeśli nie będziemy robić postojów. Rozumiem… trzydniowa wycieczka w jedną stronę i powrót. Czyli z Ayą zobaczę się dopiero za jakiś tydzień. No cóż… przynajmniej wiem, że jej nadopiekuńczy brat nie pozwoli by cokolwiek jej się stało. - Czymś się martwisz? - zarzucił po chwili Handa. - Nie jest spoko. Też położę się spać, więc w przypadku zagrożenia obudź mnie. - powiedziałem co chciałem powiedzieć, po czym zasnąłem bez większych problemów. ---Perspektywa Kiyo--- Nie wierzę, że zostałam odsunięta od misji ratunkowej i jeszcze muszę w towarzystwie tej trójki udać się na misje. Przecież to zwykłe przegięcie. Szlag by ich wszystkich. Z ponurym nastawieniem udałam się w kierunku swojej kwatery, gdzie przygotowałam się do misji. Gdy tylko skończyłam z niechęcią poszłam po rodzeństwo, które zastałam podczas tej sytuacji. - A ja co niby mam robić?! - krzyknęła Kazuki, która jako jedyna z nas nie posiadała zdolności, a co za tym idzie nie została przydzielona do żadnej grupy. - To miejsce jest bezpieczne. Zostań tu dopóki nie wrócę z Ayą z misji. - odpowiedział delikatnie Mamoru, który ze wszystkich sił starał uspokoić Kazuki. Doskonale ją rozumiem, jednak jeśliby z nami poszła, to z pewnością byłaby tylko problemem. Jednak mimo to… - Czemu aż tak bardzo chcesz bym została, co masz przeciwko temu bym poszła z wami?! Ona chyba nie ma zamiaru odpuścić, ale niech jej będzie. *Puk, puk Zapukałam, pomimo iż drzwi były otwarte. - Jak chcesz możesz iść, tylko nas nie spowalniaj. Może i to powiedziałam, ale właśnie po to ją wzięłam. Ta nic nie znacząca misja opóźni się, a ja będę miała więcej odpoczynku od tych przemądrzałych.... odpuszczę sobie. Muszę odpocząć. - Nie będę. I tak oto Kazuki jest w lepszym humorze. - To na pewno nie będzie problem? - zapytał Mamoru. - Nie wiem w czym w ogóle widziałeś problem. Bo raczej nie przejmowałeś się rozkazami tych starców. Czyż nie? Tak jak myślałam nie ma nic więcej do powiedzenia. - Jeśli jesteście gotowi to chodźcie za mną. Wzięli to co mieli już pod ręką, a gdy mieliśmy wychodzić… - Czy macie może jakieś bronie by Kazuki nie pozostała bezbronna?
  14. 5 points
    Rozkodowanie wiadomości moim dość nietypowym sposobem, bowiem potraktowałam to jak grę w wisielca, a na podstawie długości zakłóceń określiłam ilość liter udało się, a wynik był dość zagadkowy. “Do wszystkich. Ta wiadomość ma was poinformować o zagrożeniu, które nie jest nam do końca znane. Ta placówka wraz z esperami zostali wybici przez coś co może kontrolować zarówno zwykłych ludzi jak i esperów. Jeśli tu jesteście uciekajcie…” - Kontroluje ludzi i esperów? Czy to znaczy, że… nie tak nie może być. - wyszeptałam, po czym przełączyłam się na optymistyczne myślenie. Wiem, że Kiyo z góry założyła, że mój brat nie przeżyje, jednak nie jestem w stanie na to przystać. To po prostu niemożliwe, natychmiast pozbyłam się wiadomości i lekko się wahając ruszyłam do reszty. Na miejscu zastałam ich kłócących się. Na szczęście moje obawy były całkowicie zbędne. - Spytam jeszcze raz: “Znalazłaś coś?” - Nie Mamoru, nie znalazłam. - odpowiedziała zirytowana jego zachowaniem Kiyo. Wyglądała jakby już nie mogła wytrzymać i w każdej chwili była zdolna do wyrwania mu głowy. - To czemu chcesz tu zostać? Chodźmy stąd, skoro nie ma już nic do roboty. - oznajmił Mamoru, który miał pełne poparcie Kazuki. - Właśnie dlatego, że nic nie znaleźliśmy trzeba szukać. Każdy zostawia ślady, więc na pewno coś znajdziemy. - wypowiadając te słowa Kiyo była zdecydowana, a gdy mnie ujrzała od razu zignorowała Mamoru. - Znalazłaś coś? - skierowała to pytanie do mnie, a ja nie wiedząc co dokładnie powinnam zrobić. Postanowiłam nie ryzykować pogorszeniem relacji między nami. - Niestety nic. - Rozumiem. - odpowiedziała wyraźnie zawiedziona, gdyż zostaliśmy bez niczego, a co najgorsza, jeśli teraz bym się poprawiła, wyszło by jeszcze gorzej, gdybym powiedziała to od razu. - Więc wracajmy. Nic tu po nas. - dodała Kazuki, która też była za powrotem. Innym słowy, dwie osoby są za powrotem. Możemy uznać misję za zakończoną i wracać, całe szczęście. Teraz tylko. - W takim razie wracajmy. - poparłam brata i Kazuki, jednak Kiyo wciąż była przeciwna. ---Perspektywa Kiyo--- - Odmawiam. Ja tu jestem dowódcą i macie wykonywać moje rozkazu. - oznajmiłam im najprościej jak się dało. Nie podoba mi się to, co tutaj się dzieje. Mamoru przeżywa starcie z dwoma diabłami i mówi, o tym, że je pokonał, a nie ma nawet minimalnych obrażeń. Nie jest on na tyle silny bym w to uwierzyła. Coś tu z pewnością jest nie tak. Ponadto teraz chce szybko wracać. Mam swoje podejrzenia, jednak zero dowodów. Jeśli jest tu wróg, którego nie dostrzegam powinnam go wykurzyć. Tylko jak? Powinnam założyć, że jest tu ktoś oprócz mnie, czy że… chwila… Dlaczego wszystko wokół jest zniszczone, ale punkt z którego nadano sygnał jest taki nienaruszony? Czyżby? Jednak przeszukane przez… - Dajcie mi chwilę! - krzyknęłam wybiegając na zewnątrz. Budynek ma cztery piętra i piwnicę, a my sprawdziliśmy… tak… cztery piętra i piwnicę. W takim razie, albo jest w tym budynku ukryty poziom podziemny lub jest on schowany pod tymi zgliszczami, co utrudnia nam robotę. Jednak na pewno to co się tutaj dzieje, jest robotą jakiegoś espera. Ten niepokój, który był wcześniej zniknął wraz z wejściem do tamtej sali. Aya wyszła ostatnia i powiedziała, że nic nie znalazła. Dlaczego? Jeśli tam to nie działało, to znaczy, że sprawca tam był i chciał nas przechytrzyć, tworząc iluzję oddalenia od punktu. Innym słowy ten budynek z pewnością musi mieć ukryte pomieszczenie. - Natychmiast idziemy na górę! - krzyknęłam do pozostałych wracając do środka, jeśli to zadziała to przynajmniej wyeliminuje wroga wśród nas. - Po co niby? Po prostu wracajmy. Nie musimy marnować czasu w tym pustym miejscu. - wtrącił się Mamoru. Rodzeństwo Tsukada z pewnością coś ukrywa, a co do Kazuki… Po prostu póki co będę się przy nich pilnować. Gdy weszliśmy do pomieszczenia na górze, niepostrzeżenie uwolniłam wiatr by sprawdzić ten pokój pod każdym kątem, jednak nic nie znalazłam. - Idziecie? - zapytałam ignorując Mamoru. - A jest tam zagrożenie? - Nie. - To sama możesz iść. - oznajmił chłodno Mamoru. Mam dość tych idiotów, po prostu zrobię to w bardziej brutalny sposób. - Dość tego. Ruszacie się albo zatargam was tam siłą. - Uspokój się! - krzyknęła Aya, przerywając wymianę zdań pomiędzy mną, a Mamoru. ---Perspektywa Kazuki--- Aya wtrąciła się w kolejną wymianę zdań pomiędzy Mamoru, a Kiyo. Czy porozumienie pomiędzy tą dwójką jest, aż tak trudne? - Aya ma rację. - oznajmiłam, po czym Mamoru padł na podłogę. - Co się stało? - Co z nim?! - zapytała z podniesionym głosem Kiyo. - Jest nieprzytomny. - oznajmiłam po sprawdzeniu pulsu. - I krwawi. - dodała Aya widząc krew przenikającą przez jego ubrania od prawej. Ramię i tułów w chwilę zalały się krwią, a Kiyo widząc powagę sytuacji zbliżyła się natychmiast i pomogła nam go opatrzyć. Czy Mamoru przez cały ten czas? Czy to w ogóle możliwe? Po zerwaniu z jego ubrań Kiyo zaczęła tamować krwawienie, dzięki swojej zdolności. Jednakże nasze zaopatrzenie i apteczki są w samochodzie kilometr stąd. Szlag, czemu nie wzięliśmy tego wraz z nami? - Musimy się wrócić do samochodu. - oznajmiła roztrzęsiona Kiyo. - Boisz się krwi? - zapytałam niepewna jej stanu i w tej samej chwili poczułam dreszcze, przechodzące przez całe moje ciało. - To nie to. Po prostu musimy go uratować. Musimy wrócić do samochodu. - Hmm… zróbmy tak. To nasze jedyne wyjście by go uratować. Co jest z Ayą? Jest w szoku? - Pospieszmy się. Z Kiyo niosącą Mamoru przy pomocy swojej zdolności, jak i Aya szłyśmy przodem w razie gdyby jednak coś postanowiło się tutaj pojawić. Na miejsce dotarłyśmy w miarę szybko i od razu zajęłyśmy się rannym Mamoru, którego stan wyraźnie się pogarszał. Jednak tym co było dla nas kolejną przeszkodą to diabeł, który pojawił się nieopodal nas, a już po chwili stał się naszym rzeczywistym problemem. Jego ryk zadrżał ziemią, a po chwili straciłam kontrolę nad własnym ciałem. Diabeł pojawił się przede mną. Wszystko wokół mnie zostało wypełnione mrokiem, a tym co byłam w stanie pojąć była moja bezradność. - Otrząśnij się! - krzyk Kiyo wyciągnął mnie z iluzji w jakiej się znalazłam, a następnie ona sama opuściła samochód i ruszyłą w kierunku ów diabła. - Nie przegrasz, prawda? - zapytałam wciąż przerażona. - Myślisz, że do kogo to mówisz? - rzekła Kiyo i opuściła samochód. - Jak tylko jego stan będzie stabilny, uciekajcie. Dogonię was.
  15. 4 points
    Witajcie, chciałbym poinformować, iż niebawem ukończę pisanie nowego silnika - w którym znajdzie się także specjalny czytnik novelek. Nowy silnik jest aktualnie dostępny pod adresem http://beta.bsmoki.pl/ Chciałbym także zarazem poinformować, iż proszę się przygotować na przenoszenie swoich nowelek, ponieważ cała ich baza wygląda w nowej wersji całkiem inaczej - będzie mi także dużo łatwiej pisać nowe rozszerzenia do strony itd. tak, aby strona była jak najbardziej możliwie intuicyjna. Ja ne! PS. zapomniałem dodać większość kont została przeniesiona na nowego BS'a, a rejestracja jest wyłączona jeszcze na ten moment. W celu otrzymania nowych pass'ów (stare hasła nie działają ze względu na zastosowany inny algorytm szyfrowania haseł) proszę się skontaktować ze mną, a przydziele losowe hasło, które można zmienić na nowej stronie
  16. 4 points
    Ogólnie to rozdział był tworzony na przestrzeni 2 lat, także mogą w nim występować liczne błędy. -Dobra, według mnie powinniśmy się teraz spotkać z grupą w świątyni i pójść zapolować na nieumarłych, żeby spróbować przystosować się do używania umiejętności, a następnie ruszyć na ostatniego Wypaczeńca, po czym wrócilibyśmy do obozu. Jakieś uwagi? - Zapytałem. -Żadnych. - Wszyscy powiedzieli zgodnie. -Dobra, w takim razie ruszamy. - Powiedziałem po czym ruszyłem w stronę świątyni. Gdy dotarliśmy do okolic świątyni zauważyłem, że brama przez którą wcześniej przechodziliśmy leżała już wyważona na ziemi, a w jej miejscu stali dwaj strażnicy z grupy goblinów. Przeszedłem obok nich obojętnie, nie zwracając na nich zbytniej uwagi, po czym wszedłem do środka, tam szybko zwołałem wszystkich, po czym powiedziałem im co planuję zrobić, wszyscy jednogłośnie zgodzili się z moim planem i zaledwie dwadzieścia minut później wyruszyliśmy. Pierwszą przeszkodą na jaką natrafiliśmy była główną brama zakonu, albowiem pierwsze i jedyne wejście, a zarazem wyjście wciąż było zablokowane grubymi, już pobrowiązałymi pnączami, którymi wcześniej Faendal zamknął bramę. Nie myśląc nad tym za długo podszedłem do pnączy i wysoko uniosłem swoją kosę, a następnie zamachnął się, mając na celu przecięcie blokady, jednak ku mojemu zaskoczeniu po uderzeniu pnącze nie zostało zniszczone, tak jak myślałem, ba, stało nienaruszone gdyż ostrze mojej broni odbiło się od potężnie zbudowanych pnączy. Zdenerwowany swoją bezsilnością i pod wpływem wcześniej walki z Wypaczeńcem i niepewności co do siły Ostatniego, zacząłem wściekłe atakować pnącza, jednak efekt nie bardzo różnił się od wcześniejszego. -Kurwa! -zakląłem - Czy ja naprawdę jestem tak bezużyteczny?! - wściekłe warknąłem. Nikt jednak nie zareagował, nikt nie próbował temu zaprzeczyć, ani też tego potwierdzić, była tylko cisza, która trwała całkiem długą chwilę, jednak w końcu została przerwana przez Faendala który zaproponował, że spróbuje stworzyć przejście w pnączach, bądź ewentualnie zrobi dla nas, swoja magią obejście przez bramę. Nic nie mówiąc skinąłem głową przystępując jego pomysłowi, Faendal na chwilę przyklękł przy bramie, a następnie dotknął dłonią pnączy i tchnął w nie magię, te lekko się poruszyły jednak nie pojawiało się żadne przejście. Po chwili starań faendal ciężko westchnął, odszedł kawałek od bramy i złapał rękoma za siemię, następnie tchnął w nią magię i tym razem wyrosły z niej wysokie pnącza, które sięgały aż na mur, jednak były one zbyt słabe, aby można się było po nich wspinać. Prawdępowedziawszy, gdzieś tam w środku poczułem się dobrze widząc jak młody elf ponosi kolejno dwie porażki, jednakże moje samozadowolenie było tylko obrzydliwym odruchem ludzkiego ego, które wciąż posiadałem. Młody elf nie poprzestał jednak na dwóch próbach i tym razem podszedł do muru, ponownie złapał dłońmi kamienną ścianę, i po raz kolejny zaczął włączać manę inkarnować swoje wielokrotnie już używane zaklęcie. Tym razem pnącza nie wyrosły same z siebie, a podważyły stary mur, wypychając co poniektóre elementy, tworząc coś na wzór ściany wspinaczkowej. Chłopak zadowolony spojrzał na swoje dzieło i oznajmił z promiennym uśmiechem na twarzy - Może to niewiele, ale narazie tylko tyle jestem w stanie zrobić, mimo wszystko całkowicie inaczej się steruje zaklęciami. To zdanie uderzyło w moje Ego, zaklęcia, proces na którym opierał się cały mój styl walki, działa inaczej? Nie dość, że gdy działał status, to dawałem wszystko w moc magiczną, to teraz jeszcze nie mam pewności, że umiem z niej skorzystać?! Zamyślony zacząłem wspinać się na mur, a dzięki zaklęciu Faendala, droga na górę była całkiem prosta, żaden z kamiennych bloków się nie ruszał. Po wejściu moim oczom ukazała się splugawiona panorama. Martwe drzewa, obrośnięte grzybami, jałowa ziemia, na której nawet mech nie był w stanie wyrosnąć, część obszaru było zalane tworząc pewnego rodzaju bagna. Na czele tego wszystkiego stały armię gnijących, bądź już zgniłych trupów, gotowych by zaatakować wszystko co się ruszy. Ogarnęła mnie niepewność, czy aby na pewno jesteśmy w stanie przeciwstawić się czemuś takiemu. Podczas gdy ja ślepo wpatrywałem się w stojącą przed murami armię nieumarłych, Faendal dyskutował z Krwawą. -Jak myślisz, jesteśmy stanie walczyć w obecnej sytuacji? -Zapytał Faendal. -Hmm… to pytanie może jest trochę trudnę, z jednej strony jeden z naszych oddziałów uległ wzmocnieniu, jednak zarówno ja , jak i Potępiony nie kontrolujemy naszej magii, przez co nie możemy w pełni wykorzystać naszych możliwości. - Odpowiedziała Krwawa. -Z jednej strony masz rację,cały oddział goblinów uległ wzmocnieniu, jakby tego było mało,, Milczący po raz kolejny ewoluował, ale czy nasze straty związane z magią mogą się do tego porównywać? - Zapytał elf. -Możesz nie zdawać sobię z tego sprawy, ale podczas walki w gnieździe pająków, to Potępiony utrzymywał wszystkich przy życiu, nieustannie wszystkich lecząc i zabierając manę z wrogów. - Odpowiedziała poddenerwowana Krwawa. -Nie o to mi chodziło! - Krzyknął Faendal. - Bardziej chodziło mi o to, że pomimo swojego wyraźnego nastawienia na magię , Potępiony jest w stanie trzymać na sobie uwagę wrogów wyspecjalizowanych w walce wręcz, tak długo, jak długo będzie trzeba! - dodał po chwili młody elf. “Więc tak to wygląda w ich oczach, hmm? Trochę mnie to uspokaja, jednak wciąż pozostaje kwestia mojego rozwoju, od początku za bardzo polegałem na umiejętnościach, więc teraz będzie to trzeba naprawić, póki jeszcze się da” - Spokojnie myślałem nad obecną sytuacją, do momentu w którym na horyzoncie pojawiło się coś czego się nie spodziewałem. Ze wschodu zaczęły pojawiać się jednostki niewiadomego pochodzenia. -Faendal, jesteś w stanie powiedzieć kim są tamci… No właśnie - Wskazałem mu na wschód. Faendal przez chwilę starał się dopatrzeć przynależności, bądź jakichś znaków mówiących o rasie powoli zbliżających się wojsk, jednak nie dał rady, o czym szybko dał znać reszcie. Wiem od Faendala, jaką opinią cieszą się nieumarli, dlatego logicznym jest, że jeżeli nas tutaj znajdą, to najpewniej zostaniemy zniszczeni, a do tego nie mogę dopuścić. -Wracamy! Nie mamy czasu na zamartwianie się o swoje umiejętności! Razem wyruszyliśmy z wioski i razem do niej wrócimy, szybko zebrać się pod fontanną! - Wydałem rozkaz, po którym wszyscy wydali się jakoś bardziej zmotywowani, a podczas gdy moje oddziały schodziły z murów, ja jeszcze raz się odwróciłem. -Nie wiem kim jesteście, ani skąd pochodzicie, ale ktokolwiek zagrozi moim towarzyszom, ten zostanie zniszczony. - Powiedziałem do siebie poważnym tonem.
  17. 3 points
    Trochę czasu minęło od ostatniego rozdziału, mam jednak nadzieję, że ten też będzie się podobał Rozdział 43 Kiedy się uspokoiłem chciałem już wyjść, ale na szczęście przypomniałem sobie o reszcie duchów. Opowiedziałem o nich Egnie, powiedziała, że wie co z nimi zrobić, ale zmora jest priorytetem, z czym bezsprzecznie się zgadzam. Teraz stoję przed wkurzoną blondynką. Ciekawe czemu jest zła, hehe… -Gdzieś ty był! - to było pierwsze, co usłyszałem po przekroczeniu progu gildii. Iz zrobiła scenę i teraz jesteśmy w centrum uwagi… Czemu mi to robisz, siostrzyczko… -No… Spacerowałem po mieście, hehe… Nie mogę? -Co ja ci mówiłam o wracaniu po ciemku! Miałeś tego więcej nie robić! -Ale! To była ważna sprawa! -Jaka ważna sprawa?! Ja tutaj się martwię, gdzie poszedłeś! Co robiłeś?! -Szukałem duchów. W tłumie wybuchł głośny śmiech, lecz szybko został uciszony. -Co ty robisz… Chcesz być jak ci kapłani, którym odbiło czy co… - złapała się za czoło, a potem przetarła oczy. Wygląda na zmęczoną - Któryś cię o to poprosił? Odpuść to sobie, to nie jest warte zachodu. Tu nie ma wielu duchów - lekceważąco machnęła ręką. Gdybyś widziała to, co ja… -Ale to było naprawdę, naprawdę ważne! -Co było takie ważne?! - zapytała zniecierpliwiona. -Nie mogę powiedzieć… - westchnęła zmęczonym głosem, chyba mi nie wierzy - Gdybym powiedział, to byś się bardzo mocno wystraszyła! - próbowałem ją przekonać - Coś, czego nie widzą wszyscy, a może wyrządzić szkody jest straszne! Ponownie z tłumu dobiegł śmiech. Gdybyście tylko go zobaczyli, to ciekawe czy śmiali byście się tak samo. Zacisnąłem mocno pięści. Robię to dla was, a wy… -Dobra! Spokój! - usłyszałem donośny głos pana Grunda, a moja narastająca frustracja prysła - Mam rozumieć, że stało się coś ważnego, ale to może poczekać. Najpierw zajmę się czymś innym, dobrze? Mistrz gildii kucnął przede mną i poklepał po głowie. Chyba pan nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji… Patrzyłem na niego zły. -Rad, marsz do łóżka! A potem trzeba zająć się tymi szalonymi kapłanami… Szalonymi? Dlaczego szalonymi? Przyznaję, że ich dzisiejsze zachowanie było dziwne, ale żeby od razu nazywać ich szalonymi? -O co chodzi? - zapytałem zdezorientowany. -Ach, ty nic nie wiesz. Kapłan, który odprawiał rytuał odmłodniał i teraz wielu innych szaleńczo poszukuje duchów, by mogli odprawić rytuał, odesłać je i też odmłodnieć. Że co, proszę? To musiał być wpływ bogini… Definitywnie. Ale jeśli upierają się przy tych duchach i wyjdą poza miasto… Bez ochronnego amuletu zmora albo ich zabije albo przejmie i wejdzie do miasta, a jeśli może dowolnie zmieniać opętanych będziemy mieli totalną katastrofę… Samo myślenie o tym doprowadza mnie do bólu głowy… -Rad! -Hm? -Żadne “hm”! Do łóżka! - zdenerwowana Iz wskazała na schody. Dobra, muszę się jutro pozbyć tego ducha! Pobiegłem na schody, zostawiając za sobą tłum. Rano tym razem nie obudziło mnie słońce. Za oknem było szaro i wyglądało jakby miało się mocno rozpadać. Idealna pogoda pasująca do posępnego nastroju duchów. Muszę pamiętać o tej zasłonie i kompletnie zapomniałem o tej uwięzionej zmorze! Tylko czy to na pewno zmora? Czy może inny typ ducha? Dobrze, że przynajmniej jest uwięziony. Gdy już chwyciłem torbę i miałem zejść na dół przypomniało mi się coś. Dzisiaj muszę oddać tą księgę tym dwóm handlarką! Kompletnie zapomniałem! Włożyłem gruby czerwony tom do torby i zszedłem na dół. Przy samych schodach przywitał mnie szczekający i wiercący się Liberge, który co chwilę obracał się w stronę okienka w części jadalnej. -Tak tak. Już idę, żarłoku. Szybko złożyłem zamówienie na solidne śniadanie dla nas obydwu i zająłem stolik pod tablicą pomocników, który stał się moim stałym miejscem. Nie czekałem długo na jedzenie, choć wolałbym by było szybciej zrobione. Po posiłku zwróciłem się do szczeniaka. -Słuchaj uważnie, dzisiaj jesteś mi potrzebny. Będziemy polować na zmorę i musimy ją ubić nie ważne co! Jednak trudno ją znaleźć za dnia więc liczę na ciebie. Mały zaszczekał w odpowiedzi. Poprawiłem torbę na ramieniu, odłożyłem talerze i chciałem wyjść, lecz kilku awanturników mnie zatrzymało. -Co tam, mały? -Urządzamy sobie polowanie na duchy? -Hej, może nas też zabierzesz i podszkolisz? Kpili, po czym roześmiali się. To jest poważna sprawa, a wy… Zacisnąłem mocno pięść, aż paznokcie wbiły się w skórę. Nie pomogę wam, jeśli was dopadnie. Przepadnijcie wraz z wszystkimi, którzy wyśmiewają moją pomoc. Zmrużyłem oczy, patrząc na nich. Przestali się śmiać, zauważyłem, że jeden dostał gęsiej skórki, po czym spojrzeli na mnie uważnie. -No, nie złość się. -Żartowaliśmy przecież, haha. -Nie rób takiej strasznej miny, mały. -Dość! Co wy robicie?! Zostawcie go! - krzyknął ktoś z tłumu. -Hi! Mistrz gildii! -My tylko żartowaliśmy, mistrzu. -To nieporozumienie! -Jeśli macie czas na zaczepianie dziecka i żartowanie z niego, to rozumiem, że macie już wyrobioną dzienną normę misji, tak? A może po prostu lenicie się? Zmiatać mi stąd! Do zachodu słońca macie wykonać trzy misje rangi D! Inaczej nie wpuszczę was do gildii! -Mistrzu! -Trzy misje rangi D to dla nas za dużo! - oponowali. -Nadal tu jesteście?! Zamiast marnować czas na narzekanie przeznaczcie go na wypełnienie misji! Już, wynocha! Albo osobiście się was pozbędę! -Tak! - krzyknęli chórem, po czym zniknęli, wśród śmiechu ludzi wokół nich. -Rad, wszystko dobrze? Co do wczoraj… -Robię coś naprawdę ważnego! Nie zamierzam z tego rezygnować! - krzyknąłem, sfrustrowany. -Dobrze, dobrze, rozumiem. Nie będę cię powstrzymywał, ale chcę byś nie wdawał się w rozmowy z kapłanami o duchach. Dobrze? -Dobra… - odpowiedziałem od niechcenia. -Ach, Rad! - z tłumu usłyszałem głos Iz, która po chwili stanęła u boku pana Grunda - Dziś też będziesz chodził po mieście? - zapytała, na co skinąłem głową - Tylko pamiętaj… -Żeby wrócić przed zmrokiem, prawda? - dokończyłem - Pamiętam, wrócę wcześniej chyba, że coś mnie zatrzyma. -Rad! -Robię to dla waszego bezpieczeństwa! Okaż trochę wdzięczności! - nie wytrzymałem i wybuchnąłem. Nie to miałem zamiar powiedzieć, ale to ich wina! Ignorują moje starania, myśląc, że to dziecinne zabawy! Pokaże wam jeszcze! Udowodnię, że duchy istnieją i są nawet bardziej niebezpieczne od potworów z misji! Zignorowałem ich zszokowane spojrzenia utkwione we mnie, tak jak i innych osób wokół, i wyszedłem z budynku, nie chcąc dłużej przebywać wśród ignorantów.
  18. 2 points
    Gdy tylko się najadłem opuściliśmy kryjówkę i zaczęliśmy poruszać się po mieście. Jednak nie mam przez to na myśli chodzenia i jeżdżenia. My po prostu lecieliśmy. Ja przy pomocy moich nici, a Mineko swojej grawitacji. Kamiya, który dzięki zdolności Mineko powinien zachowywać się jak balon napompowany helem, był ciągnięty przeze mnie na jednej z moich nici. - Musimy zwrócić na siebie uwagę. Mineko możesz?! - krzyknął Kamiya. Jak mógłbym odebrać Mineko tą zabawę? Oczywistym jest, że chce ujrzeć potęgę moich nici. Wystrzeliłem przed siebie zostawiając za sobą Mineko i przywiązanego do niej Kamiyę. Wyprostowałem obie dłonie, gdy nagle zacząłem spadać i ciąłem poziomo, moją najostrzejszą nicą. Przeciąłem budynek tak idealnie, że ani Mineko, ani Kamiya tego nie dostrzegli, jednak gdy tylko posłałem jej spojrzenie, zrozumiała co chcę by zrobiła. Zbliżyła się do budynku i zmieniła oddziaływującą na niego grawitację, odcięta przeze mnie część wyleciała nagle w powietrze, jednak ze względu na to, że było to zbyt wiele dla Mineko, momentalnie spadła tworząc przy tym nieprawdopodobne zniszczenia. W jednej chwili usłyszałem jak w naszym kierunku tej spustoszenia z daleka wychodzą najróżniejsze potwory, a w tym zombie na ich czele, których ilość jak zawsze przytłaczała. Nie minęło nawet więcej niż pięć, minut gdy dostrzegliśmy naszego diabełka i jego armię. Zupełnie jak muchy do gówna, wszyscy nasi wrogowie zlecieli się tutaj momentalnie. - Kuro! - Tak wiem, zostaw ich mi. Mineko! - Ruszam. I tak oto rozdzieliliśmy się z Mineko. - I jak Kamiya? Gotowy? - Mam granaty, karabin i kilka gnatów. Zobaczymy, czy wystarczy to do wkurwienia tego diabełka. - Liczę na ciebie. - Nawzajem. Po tej wymianie zdań, czekał aż diabeł wkroczy w jego zasięg, podczas gdy ja niczym kamień spadłem na ziemię. Wokół mnie momentalnie zaczęły gromadzić się potwory, jednak nie zamierzałem czekać, aż do mnie podejdą. Momentalnie stworzyłem wokół siebie trzy warstwy ostrych nici, w które zombie i inne wielkie, bezmózgie potwory zaczęły wpadać jak głupie. Dla demonicznych kundli przygotowałem bardzo kleistą nić, którą równie szybko co tą pierwszą rozłożyłem na ziemi i niczym bóg u którego stóp odchodziły niezliczone życia stałem w centrum konstrukcji z nici, która eliminowała wszystkich bezmózgów wokół mnie. - Okej pora się zabawić. - powiedziałem, po czym zacząłem działać na własną rękę. - Tak… ten diabeł jest mój i zabije go nim Mineko uratuje esperów. Nie będę też polegał na Kamiyi. --- Perspektywa Kamiyi --- Mineko ruszyła uratować esperów, a Kuro rozpoczął walkę z armią umarłych. Będąc szczerym jego zdolność ani trochę nie wydaje się już być czymś normalnym. Stoi sobie w samym środku chaosu jaki stworzył. Wszystko co na niego naciera zostaje pocięta na trzech wysokościach przez przerażająco ostre nicie, a to co przemknie pod nimi przykleja się do ziemi. Czyżby potrafił zrobić też lepką nić? To się robi po prostu chore, a biorąc pod uwagę, że przed chwilą rozciął budynek bez najmniejszego problemu zaczynam widzieć w tej zdolności coś przerażającego. Jakim cudem coś takiego jak zdolność manipulacji nićmi, może być tak absurdalna? Gdy tam sobie rozmyślałem, ujrzałem jak czarty i kontrolowani przez zjawy ludzie zaczęli gromadzić się wokół tej jednostronnej rzezi. Patrząc na to całe moje ciało drży z podniecenia. Dla mnie, osoby, która może tylko widzieć więcej od innych, dla której walka z zombie 1 vs 1 bez broni jest śmiertelnym zagrożeniem, oglądanie takiej walki wydaje się być niczym wciągnięcie do jakiegoś snu. Gdy tak wszystko zaczęło się zatrzymywać przez robiącymi z zombie niciami, w końcu ujrzałem to co było naszym, albo przynajmniej na ten moment moim celem. Ujrzałem tego cholernego diabła, którego ślepia były wpatrzone w postać Kuro. Nagle zniknął mi z oczu, a ja szybko przesunąłem swój wzrok na Kuro. Diabeł momentalnie pojawił się przed nim i zaatakował, ale Kuro jakimś cudem udało się uniknąć ataku i odskoczyć do tyłu, jednak w tym samym momencie diabeł pojawił się przed nim i swoją wielką szponiastą łapką przebił go na wylot. Poważnie? Kurwa! Co ja robię?! Złapałem za karabin przycelowałem i wystrzeliłem bez zawahania w plecy diabła. Nic on sobie z tego nie zrobił. W sumie nie dziwię się. Minęło za mało czasu… Pora na granaty…. --- Perspektywa Kuro --- Gdy tylko diabeł pojawił się obok mnie odskoczyłem, po czym ujrzałem jak przebija swoją łapą moją marionetkę z nici. Zrobienie jej w tym chaosie i podmienie się z nią było piekielnie trudne, ale złapałem diabła. Nagle w powietrzu rozeszła się seria strzałów z karabinu, a po chwili poleciały nawet granaty. Co za debil! Zniszczy moją marionetkę. Dobra, teraz albo nigdy. Jednym ruchem dłoni sprawiłem, że z mojej marionetki wystrzeliły nicie, które utwardziłem i w tej chwili były niczym włócznie. Wszystkie jednak zawiodły, lecz to nie koniec. W momencie, gdy rozbiły się o niego jak o niezniszczalną tarczę, rozpadły się i w tym momencie wkracza ich nowa właściwość. Lepkość ukazała swą potęgę. W miejscu w którym wcześniej stałem, a potem moja marionetka, ziemia nie była obłożona tą nicią, więc nie mogłem utrzymać diabła. Zobaczymy jednak jak zareaguje teraz. Gdy jego ruchy są ograniczone. Ciekawi mnie też jak to zadziała na jego teleportację. Nim jednak zdążyłem przygotować kolejną serią ataków, obok niego pojawił się mężczyzna w garniturze. Jest schludnie przycięty i ma okulary, lecz oprócz tego unosi się w powietrzu. - Gratuluję utrzymania tego potwora w ryzach. I kimkolwiek jesteś to ci dziękuje dzieciaku. - w tym momencie jego dłoń wbiła się w diabłą i wyciągnął coś niemalże przezroczystego. - I na tym kończy się twoja władza. Po chwili coś co było chyba zjawą zostało zgniecione przez tego mężczyznę, po czym sam wszedł w ciało diabła. - O tak… - z ust diabła wydobył się głos, który wydawał się pochodzić z wnętrza piekła. Zupełnie jakby tysiące zmarłych dusz przemawiało przez ciało tego potwora. - W tym świecie, gdzie ludzkie życie nic nie znaczy, siła jest wszystkim. Ta istota przez wątpienia jest najpotężniejszym bytem jaki znalazłem. Będzie dla mnie idealną zabawką bojową. - Kim ty do cholery jesteś?! - krzyknął stojący na dachu Kamiya. - Jestem człowiekiem, którego moc esperka przebudziłą się dopiero po śmierci. Jestem duszą, która może przejmować ciała, a w tej chwili jestem bogiem! Ten gość bogiem? Chyba nie rozumie, że mam zamiar zabić tego cholernego diabła. - Sorka Kamiya, ale to twoja wina, że jeszcze tu jesteś. Podczas zamętu przecinałem wszystkie pobliskie budynki, a teraz przy pomocy lepkiej nicy mam zamiar użyć ich do zmiażdżenia diabła i żaden martwy dziwak mi w tym nie przeszkodzi! - Zdychaj! - krzyknął i wszystko wokół skierowało się na diabła. Zobaczymy czy przetrwasz cholerny potworze.
  19. 1 point
    JA ŻYJĘ! [ No co ty? Większość pewnie miała nadzieję, że już nie ] Jak możesz mi to robić?! [ Ja ci nic nie robię. Mówię ci prawdę, ponieważ się o ciebie troszczę, i nie chcę byś żył w kłamstwie ] Chcesz się tylko nade mną znęcać! Przyznaj się! [ Tak, i co z tego? ] Jesteś okrutna T^T [ Dziękuję za komplement, a teraz ważniejsza sprawa. Czy ty naprawdę masz zamiar coś tu napisać? ] TAK! [ Aż tak dobrze kłamiesz, że okłamujesz samego siebie? ] Nie! Jestem poważny! Napiszę ten rozdział! [ Oczywiście, tylko ważniejsze pytanie, dla kogo? Jak nikt już nawet nie będzie tego czytał ] Nie mów tak! Na pewno jest ktoś, kto to czyta! [ Mówiłeś, że nie okłamujesz samego siebie ] Jestem bardzo pozytywnie nastawiony do tej sytuacji! [ Jasne, wiesz wogóle co się działo w poprzednim rozdziale? ] Tak! Postanowiłem, że zrobię skok w czasie! By nadać tej historii rozpędu~! [ Tej historii już nic nie pomoże, zniszczyłeś ją wprowadzając tą całą “Imoto” a to miała być novelka o niszczeniu itp, ty nawet nie wymyśliłeś imion bohaterom! Tylko ciągle “Imoto” i tego typy słowa zastępcze. Tutaj nie ma co ratować, to tak jakbyś na siłę podtrzymywał warzywo, o którym już nikt nie pamięta i siedzi gdzieś w zakamarkach szpitala ] Twoje słowa ranią… i to bardzo…. [ Taka jest prawda ] Właśnie, że nie! Zobaczysz! Uratuję tę novelkę! [ Oczywiście, jednak jest całkiem niezły w okłamywaniu samego siebie ] Koniec! Piszę rozdział! A ty mi już nie przeszkadzaj! [ Tak, tak… ] PO REKLAMACH: Od pierwszej wycieczki Imoto do miasta minęło 10 lat i jeśli dobrze policzyłem ( czyli przeczytałem kilka starych rozdziałów ) powinna mieć około 17 lat, więc by nie robić zamieszania, tak zrobimy. Słońce powoli zbliżało się do zenitu, a wszelkie życie już do końca się rozbudziło. Na małym placyku za domem stała młoda dziewczyna machająca mieczem. Widać, że robi to już jakiś czas, ponieważ pot już zakrywał jej czoło, a sama dziewczyna była tak pochłonięta swoim treningiem, że nawet nie zauważyła jak jej ojciec przyszedł na plac i przypatrywał się z boku córce. - Ufff… To chyba wystarczy na poranny trening - ( Imoto ) Powiedziała do siebie dziewczyna, dalej nie zauważając obecności ojca. - Naprawdę ciężko pracujesz, co? Kilka godzin machania mieczem, to nie trochę za dużo jak na poranny trening? - Ojciec Dziewczyna aż się wzdrygnęła i szybko odwróciła się w stronę głosu, gdzie tak jak myślała siedział jej ojciec i lekko się uśmiechał. - Nie strasz mnie tak! - Imoto Powiedziała to tak jakby była zła, ale po wyrazie jej twarzy widać, że wcale jej to nie przeszkadzało. - To ty kiedy zaczynasz trenować zapominasz o całym świecie, nie moja wina. - Ojciec Mówić to zrobił taką minę jakby cieszył się z swojej niewinności, i tego że mógł ją tak zaskakiwać bez przeszkód. - Matko, nigdy się nie zmienisz. - Imoto Wydęła lekko policzki, by pokazać swoje zirytowanie, ale zaraz lekko się uśmiechnęła. - Przyszedłeś tylko mnie podziwiać i straszyć, czy jednak masz mi coś do powiedzenia? - Imoto - Powinienem ci powiedzieć, że obiad dziś będzie wcześniej. Twoja matka za bardzo się dziś wczuła w gotowanie, ale przyznam, że widok jak moja córka pilnie trenuje, i daje z siebie wszystko podczas tych treningów, jest dla mnie bardzo przyjemnym widokiem. - Ojeciec Cieszył się z tego, kiedy 10 lat temu wrócili z miasta, chciał by jego córka nauczyła się jakiś technik do samoobrony. Okazało się jednak, że dziewczynce bardzo się to spodobało i zaczęła ćwiczyć codziennie. Stało się to jej pasją życiową, więc teraz jej umiejętności były szeroko znane i każdy wiedział, że może się mierzyć z najlepszymi wojownikami z miasta jak i z okolic. Nie nosiła też już opaski na oko, uznała że będzie dumna ze swoich oczu, i że jest na tyle silna, by móc o siebie zadbać i o ludzi ze złymi intencjami. - Co to za gadka? - dziewczyna zrobiła rozbawioną minę - Robisz się strasznie sentymentalny tato, starość nie radość? - Imoto Chociaż dziewczyna żartowała sobie, tak naprawdę bardzo się cieszyła ze słów ojca. - Ja?! Stary?! Że co?! O nie, ja tak tego nie zostawię! Gdzie drugi miecz?! Zaraz to sobie rozstrzygniemy! - Ojciec Kiedy tylko córka wspomniała o jego wieku, od razu stał się żywszym człowiekiem. Starzał się, to prawda, ale nie miał nawet 40 lat, oraz jego umięśnione ciało dalej było lepiej zbudowane niż niejednego z tych młodziaków, którzy się chwalą na lewo i prawo. Kiedy tylko zaczął się rozglądać za bronią, córka rzuciła mu jej zapasowy miecz. - Proszę bardzo, sam się przekonasz jak bardzo twoje umiejętności spróchniały. - Imoto Pomimo jej słów, dziewczyna nie zamierzała lekko traktować tego sparingu. Jej ojciec był od niej silniejszy, nie było co do tego wątpliwości, ona także dobrze to wiedziała, ale nie podda się tak łatwo! Pokaże mu, że nie jest już taka słaba! - Widzę, że trzeba pokazać małej dziewczynę jak walczą profesjonaliści! - Ojciec On też zamierzał być poważny podczas tej walki. Tak, był silniejszy od swojej córki, ale to tylko kwestia czasu, nim go przewyższy, ale to, co go teraz najbardziej martwiło, to to, że jego córka może stać się zarozumiała. Jest jeszcze młoda i nie zwiedzała tego świata praktycznie w ogóle, więc nie wie, jaki wysoki poziom reprezentują potężni wojownicy. Musiał ją nauczyć, że zawsze znajdzie się ktoś silniejszy i nigdy nie może spoczywać na laurach. Oboje ustawili się na pozycjach i przyjęli odpowiednią postawę by móc w razie potrzeby natychmiast wykonać ruch. Oboje patrzyli się na swojego przeciwnika i czekali. Jeden zły ruch z ich strony mógł sprawić, że znają się w niekorzystnej sytuacji. Ojciec pewnie jeszcze będzie w stanie się z tego wykaraskać, ale jego córka, która i tak jest na straconej pozycji, już może się z niej nie podnieść, co poskutkuje szybkim zakończeniem meczu. Kiedy oboje już mieli wykonać swój ruch, nagle… - Obiad!! - Matka Głos Matki zabrzmiał w ich uszach, co całkowcie zniszczyła napiętą atmosferę, oraz ich skupienie. Oboje chwilę byli osłupienie by po chwili wykrzyczeć: - Nie teraz!!! - Imot/Ojciec Jednak ich głosy nie zdążyły nawet ucichnąć, kiedy nadeszła odpowiedź: - TERAZ!!!! DO STOŁU!!!! - Matka Głos był tak silny że można było odnieść wrażenie że plac, razem z całym domem miały zaraz runąć, a para Ojca i córki wiedziała, że dalsza dyskusja skończy się dla nich tragicznie. - Ech… innym razem zawalczymy, lepiej nie denerwować twojej matki. - Ojciec Powiedział Ojciec do córki odkładając miecz na stojak, śmiejąc się przy tym z całej tej sytuacji. - Ech, a miałam taką ochotę na walkę z nim. - Imoto < Nie martw się, jeszcze będziesz miała okazję > < Wiem, ale dalej, już praktycznie mieliśmy wykonać ruch, co za pech! > < Już tak nie rozpaczaj, tylko idź na ten obiad. Chyba nie chcesz zezłościć matk,i co? > < Jeszcze mi życie miłe! > Po tej wymianie zdań, dziewczyna ruszyła do kuchni. REKLAMY: I jak wam się podoba? Uważam, że teraz jest lepiej niż wcześniej, ale czekam na opinię czy taki styl pisania wam odpowiada [ Jestem w szoku, faktycznie coś napisałeś i nie jest to jakiś badziew ] Mówiłem! [ No cóż, to był pierwszy i ostatni raz ] Okrutna… T^T I oczywiście podziękowania dla korektorki! Bardzo dziękuję Misterium~! Korekta by Misterium~!
  20. 1 point
    ,,Gotowi ? No to raz….dwa…..TRZY !!!’’ ,,Aeeeekkkkk !!!’’{{…}} ,,Pchać, pchać ! Jeszcze trochę ! I…..WRESZCIE !’’ Głęboko odetchnąłem po tym jak Dwójka i reszta zdołali odepchnąć zwłoki krasnoluda. Huh, co za kawał ciężkiego bydła. I do tego jeszcze śmierdzącego…. W każdym razie podniosłem się z ziemi i podszedłem do ściany, przy której kopał krasnolud. Ze stworzonego przez niego wyłomu wciąż unosił się jasnoniebieski blask, który rozświetlał obszar tej mini-jaskini. Jednocześnie czułem od tego dziwną obecność, jakby skoncentrowanej many czy czegoś podobnego. Podszedłem bliżej, aby się przyjrzeć. I wtedy zobaczyłem to. Jasnoniebieski blask pochodzący jakby od wewnątrz, gładka powierzchnia bez żadnych skaz. Przestałem oddychać, jak zrozumiałem co to jest. Flogiston ! Flogiston, jeden z bardziej pożądanych surowców tego planu. Zgodnie z tym, co mówił stary mag najprościej rzecz ujmując flogiston to czysta mana w swej fizycznej, stałej postaci. Nie można go użyć do rzucania prostych, bezpośrednich zaklęć, a umiejętność odpowiedniego ,,wchłonięcia’’ go nie jest ani powszechna, ani tym bardziej łatwa. Bywa wręcz, że może spowodować wypływ krwi z otworów ciała maga. Mimo tych wszystkich minusów flogiston jest ceniony, jako że przydaje się w procesie tworzenia run, zaklinania broni i przygotowywania wielokrokowych czarów. Dlatego każdy pragnie zdobyć dostęp do tego minerału, a jego ceny zawsze utrzymują się na wysokim poziomie. Widząc te ,,niebieskie złoto’’ przed sobą, natychmiast się uśmiechnąłem. Przez ten cały czas jednym z głównych problemów naszej grupy było zdobycie źródła dochodu. Broń i uzbrojenie od goblinów oraz szkieletów nie była znowu aż taka zła, jednak na dłuższą metę potrzebowaliśmy czegoś lepszego. To miał zapewnić nam przywołany przez Quasita Wędrowiec, ale oczywiście w zamian za coś. A rzadki flogiston idealnie się na to nada. ,,Trójka ! Zdejmij wszystko z tego krasnoluda ! Reszta zabezpiecza okolice !’’- krzyknąłem na swoich ludzi, jednocześnie samemu zajmując się dalszym kopaniem w tej ścianie. Jako że nie miałem żadnego kilofa ani nic podobnego, musiałem używać do tego odłamków narzędzia krasnoluda i swoich pazurów. Przez pół godziny użerałem się z tą skałą. W tym czasie Nr. 3 już dawno rozebrała trupa do naga i posortowała jego rzeczy, a nawet zaczęła go powoli konsumować. Chociaż naprawdę nie wiem, co może być dobrego w tej śmierdzącej kupie gówna, to śmiało, niech je. Przynajmniej nie pozostawimy żadnych dowodów…… W każdym razie trochę to zajęło, jednak w końcu udało mi się odkopać porządny fragment flogistonu. Następnie musieliśmy wrócić spowrotem do naszej kwatery głównej, co ze względu na odległość i dźwiganie naszego zwiększonego bagażu znowu zabrało nam sporo czasu. Mimo to, było warto. Było warto, chociażby po to aby zobaczyć kolejny okaz z serii ,,(nie)czarujących uśmiechów Quaka’’. ,,Hrrr, to….to….’’- jąkając się, Ouasit ściskał bryłę flogistonu w swej prawej ręce. Jego wzrok co chwila przesuwał się pomiędzy trzymaną grudą a mną. Gdy ostatecznie zdołał opanować swoje emocje, przemówił podnieconym głosem-,, Skąd to masz ? Czy jest tego więcej ? Jak duże są złoża ?’’ ,,Spokojnie, spokojnie’’-odpowiedziałem, próbując powstrzymać jego ekscytacje. Następnie pokrótce wyjaśniłem mu wszystko, starając się niczego nie pominąć. Gdy skończyłem, mina Quaka trochę zrzędła. ,,Hrr, krasnolud to wykopał ?’’{Quak} ,,Nie. JA to wykopałem’’ ,,Ale to on to znalazł ?’’{Quak} ,,Tak. Na dodatek nie kopał nigdzie dookoła, a raczej dokładnie wiedział o położeniu rudy’’ ,,Hrr, to może znaczyć tylko jedno. Był zwiadowcą, a jego misją było sprawdzenie tego miejsca pod względem możliwości zasiedlenia’’{Quak} Niedobrze. Jeśli słowa Quaka są prawdziwe, to prędzej czy później możemy spodziewać się kolejnych krasnoludów. ,,Hrr, nieważne’’{Quak} ,,Nieważne ?!’’ ,,Tak, nieważne. Nawet jeśli faktycznie będziemy mieli nieproszonych gości, to i tak jesteśmy za słabi do wykonania jakichkolwiek ruchów. Naszą jedyną nadzieją jest to, że przybędą jak najpóźniej i będziemy mieli czas na wzrost. Jeśli to się nie stanie, musimy zachować jeszcze większą ostrożność i liczyć na konflikt’’{Quak} ,,Konflikt ?’’ ,,Hrr, między krasnoludami a szkieletami. Zapomniałeś ? Nieumarli są równie znienawidzeni co my, a może nawet i jeszcze bardziej. Krasnoludy zaś należą do ras humanoidalnych’’{Quak} No tak. Istoty fizyczne na tym planie dzieli się zazwyczaj na trzy kategorie: humanoidalną, demihumans i heteromorficzną. Do tej pierwszej zalicza się ludzi, elfy i oczywiście krasnoludy, a także niektóre ich podgatunki (choć nie wszystkie). Według Kultu Światłości humanoidy to praworządni właściciele tego planu, zaś pozostałe dwie grupy to przybysze z zewnątrz lub twory Ciemności. Z tego powodu przedstawiciele demihumans i heteromorfów muszą być albo zabici, albo podporządkowani humanoidom. Przy okazji, podział ten nie obejmuje nas, demonów, a także nieumarłych. My jakoby nie posiadamy fizycznych ciał jako takich, a raczej ciała astralne. Cokolwiek to znaczy, i tak jesteśmy niczym więcej niż najeźdźcami, wymagającymi jak najszybszej eliminacji. ,,Sądzisz, że dojdzie do walki pomiędzy nimi ?’’ ,,Sądzę ? Nie. Ja to wiem. Krasnoludy może i są mądrzejsze jako rasa od elfów i ludzi, ale ich ciekawość i chciwość zawsze góruje nad ich zdrowym rozsądkiem. Prędzej czy później przybędą tu, a wtedy nie zadowolą się żadnym podziałem bez przelewu krwi. Zapragną posiąść wszystko. Hrr, tak przynajmniej mnie nauczono’’{Quak} ,,Tsk, to mamy czekać i nic nie robić ?!’’ ,,Hrr, nie, nie’’-powiedziawszy to, Quak znowu zaprezentował swój pełny uśmiech-,,Dzięki tobie i twojemu…hrrr….znalezisku coś zrobimy’’ ,,Co ?’’ ,,Przywołamy Wędrowca’’{Quak}
  21. 1 point
    Tak tylko mówię że fajnie się odpoczywa od pisania ;v
  22. 1 point
    Idea szlachetna, ale mija się z celem. Wypracowanie czy esej raczej nie poprawi kondycji zdrowotnej młodzieży. Spowoduje tylko stres i frustrację. A o to w sporcie raczej nie chodzi. Ale tym sposobem dostarczył kolejnej okazji by ponarzekać.