Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/21/18 in all areas

  1. 48 points
    Po wkroczeniu do jaskini, myślałem nad tym, jak mam walczyć z goblinami, zdecydowałem że będę używał prostej taktyki, najpierw sprawdzę status mojej ofiary za pomocą ekspertyzy, jeśli nie będzie silniejsza ode mnie to zaatakuje. Forma ataku będzie dość prosta, na początku będę starał się cicho podejść do celu, jak to się nie uda to przyspieszę, i rzucę się na jego szyję, jeśli uda mi się cicho podkraść do celu, to przegryzę mu piętę, z tego co mi wiadomo, jest to jedna z jego większych słabości. Gdy skończyłem myśleć na temat tego jak będę walczyć, rozejrzałem się dookoła jaskini i zauważyłem że nie wygląda ona zwyczajnie, na ścianach głęboko w kamieniu, są napisane znaki jakąś dziwną substancją, która świeci się na niebiesko. W momencie w którym próbowałem podejść do tych znaków, jakaś dziwna energia odepchnęła mnie do tyłu, nie myśląc długo użyłem ekspertyzy na jednym ze znaków, to co się pokazało, zaskoczyło mnie dogłębnie. Runa ochronna Runa służąca do ochrony miejsc, w których mieszkają bossowie z różnych gatunków Stan Runy Niezniszczalna Działanie runy Ochrona miejsc do których należy boss, dodatkowo odpycha osoby które chcą się do niej zbliżyć Obecny Boss Król goblinów:Poziom 10 Obecne Miejsce Jaskinia początkujących [Zalecany poziom:12-14] Nagroda za pierwsze wyczyszczenie Wszystkie Statystyki 5+, Losowy Tytuł Dzięki tym informacjom znam mniej więcej swoją sytuację, więc znajduję się w czymś, co jest stylu lochów? Rozumiem wszystko z tego co przeczytałem, tylko mam nadzieję że będę miał możliwość dobić kilka poziomów, przed spotkaniem z bossem. Jednakże zanim pójdę dalej, jest tu jedna rzecz która mnie ciekawi, czym są tytuły? Lepiej dla mnie będzie, jeśli sprawdzę to teraz i nie będę z tym zwlekać do ostatniej chwili. Tytuł Tytuły są nadawane przez spełnienie specjalnych wymagań, każdy z nich daje jakieś bonusy, takie jak więcej siły lub wzmocnienie do magii ognia. Okej, czyli to tak działa, po chwili przemyśleń ruszyłem dalej aż w końcu napotkałem moja pierwszą ofiarę, był to goblin w czerwonym płaszczu, miał on przy sobie buławę a nad prawą ręką latał mu szafirowy kamień, myślę że jest to magiczny kamień, czy coś w tym stylu. bez zbędnego przeciągania sprawdziłem status mojego pierwszego przeciwnika. Goblin Gobliny są jedną z najbardziej pospolitych ras demonów, ich język to połączenie języku ludzi i demonów. Gobliny posiadają rangę F, i są jednymi z najsłabszych przeciwników rasy demonów. Poziom 10 Profesja Początkujący Mag Umiejętności Specjalne Brak Umiejętności Aktywne Kula ognia Lv1 F, Sopel lodu Lv1 F Umiejętności Pasywne Regeneracja Many Lv1 F, Większa ilość Many Lv1 F, Umiejętności Rasowe Ewolucja Siła 10 Wytrzymałość 8 Zwinność 12 Inteligencja 30 Zdrowie 110/110 Mana 100/100 Energia 60/80 Tytuły Początkujący Mag ognia Ha? ten goblin posiada tytuł? w dodatku zna magię? tą magię o której ja mogę tylko pomarzyć? czemu mam 0 punktów many, kiedy ten słaby goblin ma ich aż 100? sfrustrowany sprawdziłem działanie tytułu, a także i profesji. Początkujący Mag Osoba która poczyniła pierwsze kroki, by nauczyć się magii, a także jej oddana, lecz niestety jest niezbyt doświadczona. Wraz z tą profesją otrzymuję się następujące bonusy: 4 Punkty do inteligencji co poziom, 4 punkty do many co poziom. Początkujący Mag Ognia Tytuł za okiełznanie podstaw magii ognia, dzięki tytułowi otrzymuję się następujący bonus:Regeneracja Many Lv1 F, Większa Ilość Many Lv1 F. Hm? więc to tak? spróbuję się do niego podkraść, jeśli to nie wypali, przyspieszę i wgryzę mu się w szyje, czyniąc go bezbronnym, w końcu jest magiem co nie? W dodatku ma strasznie niską zwinność, więc nawet jak mnie zauważy, to nic mu to nie da. Używając tej taktyki zacząłem skradać się w kierunku goblina, tak jak myślałem nie zauważył mnie, przegryzłem się mu przez piętę, sprawiając że umarł w jednej chwili. gdy tylko umarł, użyłem ekspertyzy na kamieniu, który wcześniej unosił mu się nad ręką. Magiczny Kamień Ognia Zwiększa obrażenia od ognia. [nie można użyć! Jest możliwość przechowania przedmiotu w ekwipunku] Co? Ekwipunku? czy jest tu taka opcja? Bez ani chwili wahania spróbowałem użyć ekwipunku. Ekwipunek 2/16 [Miejsce zależne jest od wytrzymałości] 1 Prezent Od Bogini 2 Magiczny Kamień Ognia Chwila! Prezent od Bogini? Czy ta osoba coś mi dała? Lepiej to sprawdzę, od razu po przemyśleniu tego co się dzieje, pomyślałem o tym jak otwieram pudełko z prezentem, po kilku sekundach czekania, pojawił się następujący komunikat. Otrzymano Tytuł:Błogosławieństwo Bogini Zwiększa zdobywane punkty doświadczenia x2. Dodatkowo osoba z takim tytułem, ma lepsze możliwości ewolucyjne. Otrzymano Tytuł:Istota Z Innego Świata Efekt:Tymczasowo Nieznany Hmm.. Będę musiał jej podziękować, przy najbliższej okazji, ale teraz lepiej wrócić do polowania, jak pomyślałem tak i zrobiłem, wróciłem do polowania w jaskini, używając techniki którą wymyśliłem wcześniej, co więcej zauważyłem że większość goblinów jest strasznie wolna, polowałem na gobliny jednocześnie nie wchodząc zbyt głęboko do jaskini, po kilku dniach byłem gotowy, by walczyć z bossem… [[Widzę że dacie radę dobić nawet 15 like pod rozdziałem, więc jeśli chcecie następnego dnia kolejny rozdział, to zapraszam do łapkowania. (Obecny cel 10 łapek :3)]]
  2. 47 points
    W momencie gdy wybrałem “drugą opcję”, pojawiło się przede mną okienko z informacją. Ewolucja w “Srebrnego Wilka Tajemniczego Księżyca” Czas Trwania:1 dzień To co mnie zdziwiło najbardziej, to czas trwania ewolucji… Myślałem że będzie to kilka minut, a tak naprawdę będzie to cały dzień? Martwię się o swoje ciało.. oto czy nikt mnie nie zaatakuje, podczas mojej ewolucji? W końcu jestem wilkiem.. A na dodatek znajduję się w jaskini goblinów, mogłem to lepiej przemyśleć… Lecz w chwili gdy tak pomyślałem, moje ciało otoczyło coś na wzór bariery, jedyny minus był taki że nic za nią nie widziałem. Kilka minut po tym jak bariera otoczyła moje ciało, poczułem się słabszy, a następnie zacząłem tracić siłę, a moja świadomość zaczęła zanikać, po chwili ledwo już oddychałem... gdy zamknąłem oczy, zasnąłem a następnie usłyszałem “Ten” głos. “Hahahaha Witaj z powrotem” (?) Tak to była ona.. była to bogini dumy i magii wiatru, a jej imię brzmiało ‘Laurina’, gdy tylko ją zobaczyłem zapytałem. “Czemu mnie tu sprowadziłaś.. Chcesz coś ode mnie?” zdziwił mnie fakt że znowu byłem pod postacią człowieka, może taką formę ma moja dusza, lub coś w tym stylu? Gdy tylko zadałem to pytanie, Laurina mi odpowiedziała. “Hm! Nawet po tym jak cię uratowałam, nie masz do mnie ani odrobiny szacunku?” (Laurina) “Jak mam mieć szacunek do kogoś, kto ciągle chowa się za przyciemnianą szybą?” Mimo że mnie uratowała, to nie ma ona kultury... Czy nikt jej nie nauczył jak ma się zachowywać? Jak można mieć szacunek do osoby której się nigdy nie widziało? Gdy tylko skończyłem mówić szyba przede mną zniknęła, a zamiast niej pojawiły się drzwi, z których wyszła osoba, była to Laurina. Miała ona długie srebrne włosy, które sięgały jej aż do pasa, a jej biodra były wąskie, nie była ona chuda, gruba za to też nie była, gdybym miał powiedzieć, to jej waga byłaby w sam raz. Jej twarz była lekko dziecięca, gdy wyszła za drzwi starała się uśmiechać, przez to jej policzki wyglądały tak samo, jak u chomika, miała ona śnieżnobiałą skórę, którą przyozdabiała srebrna sukienka. Nie była ona wysoka, także nie była zbyt niska, na moje oko miała ona około 160 cm, na jej szczupłych nogach znajdowały się białe podkolanówki, a na jej stopach znajdowały się jasne buty. Wyglądała ona tak pięknie jak księżyc, nieważne jak długo próbowałbyś się do niej dostać, nie udałoby ci się, inne miejsce ciała też było jak księżyc, płaskie niczym księżyc na niebie. Po długim czasie patrzenia na nią, zapytałem “Czemu mnie wcześniej uratowałaś?” Ponieważ spośród wszystkich pytań jakie chciałem zadać, to interesowało mnie najbardziej, w chwili gdy usłyszała pytanie, jej twarz przybrała lekko czerwony kolor, a ona starała się coś powiedzieć. “To.. to… Po prostu nie chciałam by mój sposób na nudę, od tak sobie zniknął.” Chwila! Czy ja dobrze usłyszałem? Sposób na nudę? Czy ona myśli że jestem jakimś przedmiotem? “Sposób na nudę?” Zapytałem udając zaciekawionego. “Uhm.. Jeśli mam ci to wytłumaczyć, to musisz mi obiecać że będziesz słuchał do końca, za nim coś powiesz.. Zgadzasz się?” Ejże! Czy ja się nie przesłyszałem? “Ta” bogini pyta się mnie o pozwolenie? Nie mając nic przeciwko odpowiedziałem “Tak. Zgadzam się”. “Tak więc zacznę. Pamiętasz ten moment gdy cię odesłałam?” potrząsnąłem głową na znak “Tak” a Laurina kontynuowała “W tamtym momencie byłam strasznie znudzona, więc postanowiłam sprawdzić w co się odrodziłeś, jak tylko zobaczyłam, że stałeś się wilkiem wybuchłam śmiechem, i postanowiłam oglądać twoje męczarnie, lecz zdziwiło mnie to jak sobie radziłeś, a z każdą chwilą byłeś coraz silniejszy, a ja powoli zaczęłam cię podziwiać.. Tylko bez żadnych głupich myśli, zaczęłam cię tylko podziwiać! nie myślę o tobie w ten sposób.. Rozumiesz?” Dobrze wiedziałem o co jej chodzi, lecz i tak spytałem “w ten sposób?” gdy tylko to powiedziałem, uśmiechnąłem się złowieszczo, jak skończyłem mówić co chciałem, zobaczyłem jak jej biała twarz, powoli robi się czerwona, a ona stara się to jakoś wytłumaczyć, mimo że próbowałem wytrzymać, nie dałem rady i runąłem w śmiech.”Hahahaha” Jak tylko skończyłem się śmiać bogini popatrzyła na mnie głupkowatym wzrokiem i zapytała “śmieszy cię coś?” a ja za to odpowiedziałem, “Nie nic.. Po prostu przypomniałem sobie coś, z przeszłości..” w chwili gdy wspomniałem, o przeszłości starałem się wyglądać, jakby było mi smutno, by uniknąć jej dalszego pytania. “Tak więc mogę kontynuować?” zapytała wciąż będąc jeszcze czerwona, przytaknąłem a ona kontynuowała.”Codziennie oglądałam twoje walki, to był mój sposób na nudę w tym miejscu, po jakimś czasie udałeś się do kryjówki króla goblinów, by kilka dni później zacząć z nim walkę, myślałam że dasz radę wygrać, lecz wpadłeś w tak łatwą pułapkę, i prawie zginąłeś więc postanowiłam uaktywnić, jeden z twoich tytułów i dać ci umiejętność, która pozwoli ci przeżyć tamtą walkę.” (Laurina) “Więc mnie uratowałaś, bo nie chciałaś bym umarł?” (mc) “Nie! Po prostu nie chciałam stracić mojej jedynej rozrywki, nie myśl sobie za wiele.” Gdy skończyła to mówić moja dusza zaczęła powoli zanikać a ona dodała “Widzę że twój czas tutaj powoli dobiega końca, więc jest jakaś rzecz o której chcesz coś wiedzieć, zanim wrócisz do swojego ciała?” Odpowiedziałem zgodnie z prawdą “Nie obecnie nie mam pytań, oprócz jednego.. kiedy spotkamy się ponownie?” Zapytałem lecz nie zdążyłem otrzymać odpowiedzi, zniknąłem by następnie obudzić się w swoim ciele, czułem się o wiele silniejszy niż wcześniej tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju... Gdzie ja do cholery jestem? Jeśli dobrze pamiętam to zacząłem ewolucję w jaskini.. Co nie? Więc niech ktoś mi powie, jakim cudem znalazłem się w posiadłości? Prawa strona mojego ciała wydawała się być cięższa, więc spojrzałem w jej stronę, lecz nie spodziewałem się że ujrzę coś takiego, obok mnie była śpiąca dziewczyna, leżała ona przytulając się do prawej strony mojego ciała, nie wiedziałem co powiedzieć przytulała się do mnie dziewczyna, a ja byłem w miejscu którego nie znam, w pewnej chwili dziewczyna się obudziła, i powiedziała. “O już nie śpisz Shiro” Chwila ja ją zrozumiałem jak? w tamtej chwili nie wiedząc, czemu znowu straciłem przytomność, i zasnąłem. [[Więc jeśli łapki nie są problemem, to tym razem dobijcie do 25 łapek i niech będzie przynajmniej 20 odpowiedzi, jest zakaz robienia spamu, po prostu napiszcie co sądzicie o rozdziale, i jak napisze tyle osób co daje łapki, to na luzie będzie jutro rozdział :3]]
  3. 45 points
    Gdy król goblinów zaczął zmierzać w moim kierunku, ból na moim ciele wzrósł do takiego stopnia, że ledwo to wytrzymywałem, skupiłem swój wzrok na moim przeciwniku, głównie to na jego broni, ponieważ jeśli tym oberwę, to pewnie będę martwy. Nie zwlekając zbyt długo skupiłem się na przeciwniku, i patrzyłem co robi, na początku zamachnął się mieczem od prawej strony w moim kierunku, gdy tylko ostrze zaczęło zbliżać się w moją stronę, zmienił on jego kierunek, i z całej siły uderzył od góry. Ostrze zmierzało w moim kierunku z niezmierzoną prędkością, z całej siły próbowałem tego uniknąć, lecz udało mu się mnie trafić, obrażenia które otrzymałem zdziwiły mnie dogłębnie. [-44 punkty zdrowia (Obecnie 126/170)] Co? Ej! Czy te obrażenia nie są przesadą? Jak odskoczyłem od króla goblinów, popatrzyłem na swoją prawą łapę, leciała z niej krew, a ja czułem się gorzej niż zwykle, jak teraz o tym myślę, to powinienem pozbierać jakieś lecznicze rośliny, lecz wtedy jeszcze nie wiedziałem o opcji ekwipunku.. Gdybym tylko dowiedział się wcześniej, to zabrałbym coś na uleczenie moich ran, ze sobą.. W chwili gdy myślałem, król goblinów znów się na mnie rzucił. Ej! Chwila! Prosiłem w myślach o chwile wytchnienia, lecz takiej nie dostałem, tym razem zamiast czekać na jego atak postanowiłem skorzystać z mojej szybkości, by zadać mu jakieś obrażenia, zdecydowałem celować w jego punkty witalne, ponieważ ma zbudowane ciało podobnie do ludzkiego, więc powinien mieć podobne słabości.. Co nie? Jak już zbliżył się do mnie wystarczająco, zacząłem biec z całej siły, zdziwiło mnie że byłem bardzo szybki, nawet z uszkodzoną łapą. Biegałem dookoła mojego przeciwnika sprawiając że nie mógł mnie trafić, gdy w drugim momencie używałem pazurów jednej z moich łap, by zadawać mu płytkie rany, było to coś w stylu głębokiego cięcia się żyletką, lecz z pewną różnicą, to nie ja tego doświadczałem, ale mój przeciwnik. po jakimś czasie ciało goblina było całe zalane krwią, a jego punkty zdrowia wynosiły 100/300, lecz z powodu tego ciągłego walczenia straciłem ponad połowę mojej energii. Z tego co widzę walka powoli zbliża się do końca, król goblinów który dobrze chronił swoje słabe punkty, w końcu zaczął tracić siły i opadł na ziemi podtrzymując się na jednej nodze, nie myślałem za długo i zaatakowałem, lecz niestety to był mój błąd, w chwili gdy skoczyłem by przeciąć szyje goblina, on wstał i zamachnął się w moim kierunku, miecz zmierzał szybko w moim kierunku, a ja nie miałem jak tego uniknąć bo byłem w powietrzu… BAM!! po chwili rozszedł się dźwięk uderzenia, dostałem prosto tępą stroną miecza, i poleciałem w kierunku ściany, by następnie uderzyć w nią całym swym ciałem. Próbowałem się podnieść, lecz moje punkty zdrowia na to nie pozwoliły, miałem ich zaledwie 3 punkty, a co najgorsze wraz z czasem traciłem po jednym z nich, w momencie gdy myślałem jak z tego wyjść straciłem pozostałe 2, i zostałem z marnym jednym punktem, jak tak teraz myśle coś mi to przypomina, czyli to tak będzie wyglądała moja śmierć? Nie zgadzam się! Muszę przynajmniej pokonać swojego przeciwnika, gdy tylko wypowiedziałem tą kwestie w swoim umyślę, straciłem ostatni punkt zdrowia, moja wizja zaczęła zanikać, a ja z każdą chwilą coraz bardziej traciłem czucie swojego ciała, lecz w tamtym momencie usłyszałem głos. “Nie! Nie pozwolę ci umrzeć” (?) Ej.. Chwila! Czy to nie jest przypadkiem głos Lauriny? Czy ona powiedziała że nie pozwoli mi umrzeć? Co ona zamierza zrobić? W momencie gdy pytałem sam siebie co zamierza zrobić Laurina, usłyszałem kolejny komunikat. Tytuł:Istota Z Innego Świata Osiągnięto wymagania efekt ujawniony Efekt Tytułu Otrzymano Umiejętność Specjalną Berserk: Gdy twoje punkty zdrowia spadną do zera, możesz wykorzystać punkty Many i Energii jako zastępnik. W chwili gdy otrzymałem umiejętność, moja świadomość wróciła z powrotem do ciała, a ja wróciłem do walki z goblinem, szybko zerwałem się z ziemi i użyłem całej mojej szybkości by go zranić, zacząłem od rozcinania mu dodatkowej zbroi na jego pięcie, wcześniej nie chciałem ryzykować bo zajmowało to trochę dłużej niż normalne ataki, lecz teraz nie mam wyboru, po jakimś czasie w końcu odpadł kawałek zbroi chroniący jego piętę, podbiegłem i przeciąłem ją najszybciej jak tylko mogłem, w momencie gdy to zrobiłem król goblinów upadł na ziemię i przestał oddychać, a ja otrzymałem kilka poziomów, dzięki czemu moje zdrowie zregenerowało się. Gdy tylko moje zdrowie skończyło się regenerować usłyszałem komunikat który mnie ucieszył. Otrzymano Tytuł Wybraniec Bogów: Efekt Tymczasowo Nieznany Następnie podszedłem do ciała króla goblinów, i użyłem na nim zrozumienia, a to jest efekt jaki otrzymałem. Zrozumiano Cechy Odmian Goblinów Otrzymano Umiejętność Pasywną: Wzmocnienie Wytrzymałości Lv1 (E). [Umiejętność Wzmocnienie Wytrzymałości Lv3 (F) zostało połączone z Wzmocnieniem Wytrzymałości Lv1 (E)… Otrzymano Wzmocnienie Wytrzymałości Lv3 (E)] W końcu! Moja pierwsza umiejętność rangi E, i w dodatku jest to wzmocnienie do wytrzymałości, której mam najmniej ze wszystkich statystyk, w chwili gdy cieszyłem się z otrzymania pierwszej umiejętności rangi E, nadeszło powiadomienie które sprawiło mi jeszcze większą radość. Dostępna jest Ewolucja Proszę o wybranie jednej z poniższych opcji [1.Dwugłowy wilk] [2.Srebrny Wilk Tajemniczego Księżyca] (Gatunek:Super rzadki!) Więc nareszcie mogę ewoluować? tylko co mam wybrać.. Dobra niech będzie! Zawszę miałem słabość do rzadkich rzeczy, więc wybór jest tylko jeden... Co nie? Następnie wypowiedziałem w swoim umyślę frazę “Wybieram Opcje 2”. Tak oto zaczęła się moja pierwsza ewolucja, dzięki której po raz pierwszy spotkałem się z istotą “Ludzką”. [[Skoro 15 łapek nie jest problemem.. to co powiecie na 20? Dacie radę? Czy nie? Do was należy decyzja czy jutro pojawi się rozdział :3]]
  4. 42 points
    W tym momencie stoję przed komnatą bossa, i muszę przyznać że jest ogromna, ściany są wypełnione runami jak wcześniej, lecz ich ilość jest znacznie większa, na samej górze pomieszczenia jest wielki świecący kryształ, który wydziela światło w każdą stronę oświetlając całe pomieszczenie. Na samym końcu komnaty znajduje się tron z ludzkich kości, na którym siedzi wielki masywny goblin, ma on na głowie założoną srebrną koronę, w dodatku całe jego ciało jest pokryte zbroją z różnych skór, jedynie jego głowa jest odkryta, najbardziej zabezpieczone miejsca to jego pięty, posiada on wielki czarny miecz, z którego emanuje dziwaczna aura, jego ręce są przyozdobione różnymi pierścieniami, widać że jest to prawdziwy król goblinów, nie zwlekając długo sprawdziłem jego status. Goblin Gobliny są jedną z najbardziej pospolitych ras demonów, ich język to połączenie języku ludzi i demonów. Gobliny posiadają rangę F, i są jednymi z najsłabszych przeciwników rasy demonów. Poziom 10 Profesja Król goblinów Umiejętności Specjalne Brak Umiejętności Aktywne Brak Umiejętności Pasywne Aura Strachu, Szermierka Lv3, Odporność na obrażenia Lv1 F Umiejętności Rasowe Ewolucja Siła 40 Wytrzymałość 30 Zwinność 34 Inteligencja 20 Zdrowie 300/300 Mana 50/50 Energia 120/120 Tytuł Król goblinów Ej! Chwila! Ktoś mi powie co z tymi statystykami jest nie tak? To jest chyba najsilniejszy przeciwnik jakiego do tej pory spotkałem, nie czekając zbyt długo, od razu sprawdziłem co daje mu jego tytuł i profesja. Profesja:Król Goblinów [Ograniczenie właściciel nie może opuszczać jaskini] Wraz z otrzymaniem tej profesji dostaje się następujące bonusy: Odpornośc na obrażenia Lv1 F, [Ukryty Efekt: Zmniejszone obrażenia od istot na mniejszym poziomie] Tytuł: Król Goblinów Tytuł zdobywa się wraz ze zdobyciem profesji Króla goblinów [Tytuł nie przyznaje żadnych bonusów] A więc dzięki profesji, otrzymuje on odporność na obrażenia.. Tak jak myślałem jedna rzecz się zgadza, nie może on opuścić tego pomieszczenia, zapytacie czemu tak myślałem przed sprawdzeniem jego statusu? Otóż dookoła pomieszczenia rozciąga się niebieska bariera, ale to nie jest jedyny powód, drugim powodem jest fakt że kontynuowałem moje polowanie w jaskini przez dłuższy czas, ale nikt nie przyszedł mnie powstrzymać. Ach! Pamiętam że mimo tego że wbiłem kilka poziomów, to nie sprawdziłem mojego statusu, lepiej zrobię to teraz, w przeciwnym wypadku mogę potem żałować że tego nie zrobiłem. Imię (?) Poziom 14 68/150 Umiejętności Specjalne Ekspertyza S, Poznanie Języka F Umiejętności Aktywne Brak Umiejętności Pasywne Skradanie Lv3 [7/30], Ukrycie obecności Lv3, Wzmocnienie Szczęki Lv4, Nocny Wzrok, Wzmocnienie Wytrzymałości Lv3 F, Wzmocnienie Prędkości Lv3 F, Wyczucie Zagrożenia, Wzmocnienie Pazurów Lv2 Umiejętności Rasowe Zrozumienie, Ewolucja Statystyki Siła 20->30 Wytrzymałość 11->16+6 Z Powodu Umiejętności (22) Zwinność 30->45+6 Z Powodu Umiejętności (51) Inteligencja 24->34 Zdrowie 170/170 Mana 0/0 Energia 120/120 Z tego co widzę jestem na przyzwoitym poziomie, a moja zwinność jest trochę przerażająca, za to moja wytrzymałość jest trochę niska w porównaniu do reszty statystyk, jak tak teraz myślę to jeszcze nigdy nie czułem efektu wyczucia zagrożenia, czyżby przeciwnicy w tym miejscu byli aż tak słabi? W czasie gdy polowałem na gobliny i wbiłem 10 poziom dostałem kolejny punkt umiejętności, zauważyłem że dostaje się po jednym za każde 5 poziomów, bez zbytniego czekania wydałem go wzmocnienie pazurów, ponieważ skalują się one z zwinnością której mam najwięcej, od razu sprawdziłem jak działa ta umiejętność, jej siła mnie mocno zdziwiła, umiejętność sprawiała że moje pazury dawały radę przecinać skórę i mięśnie goblinów bez żadnych problemów, więc mogłem szybko dobijać gobliny przez rozcinanie im pięt. Po sprawdzeniu wszystkiego raz jeszcze, odetchnąłem głęboko kilka razy i udałem się do pomieszczenia w którym znajdował się król goblinów, Gdy tylko przeszedłem przez barierę poczułem ból na całym ciele, chwila? Czyżby to był efekt wyczucia zagrożenia? Czy ten przeciwnik naprawdę jest taki silny? Może lepiej się wycofam.. Gdy tylko próbowałem wrócić skąd przyszedłem, wyświetlił mi się komunikat. Błąd! nie można opuścić strefy bossa dopóki ten nie zostanie pokonany. Ej!? Chwila? Naprawdę? No to się wkopałem w niezłe gówno, gdy tylko pomyślałem o mojej obecnej sytuacji usłyszałem ciężki dźwięk, był to król goblinów ten ciężki dźwięk był odgłosem jego wstawania, gdy tylko na mnie spojrzał, moje ciało zaczęło się trząść a ból się nasilił, po tym jak mnie zobaczył, chwycił za swój miecz i zaczął biec w moim kierunku, tak właśnie zaczęła się jedna z najniebezpieczniejszych walk w moim życiu. [[Nieźle nie spodziewałem się aż takiej aktywności, ale naprawdę 30? Nie przesadzacie trochę? No dobra tym razem jeśli chcecie rozdział jutro, to podniesiemy liczbę do 15 łapek dacie radę :P? Przecież wiem że tak xD]]
  5. 32 points
    --PoV Eitarou – Obserwacja handlarza niewolników była czymś banalnie prostym – biorąc pod uwagę fakt, że znajduje się on na rynku, gdzie panuje olbrzymi ruch. Wystarczyło wskoczyć na budynek oddalony kawałek od miejsca, w którym ustawił się owy handlarz, aby mieć go na oku. Im dłużej obserwuję to, co dzieje się wokół – tym większa złość zbiera się we mnie. Za jak bezwartościowe uważają czyjeś życie, że mają czelność wymieniać je na kilka pieprzonych monet... Jest naprawdę źle – zaczyna mnie coraz bardziej ponosić. Nie mogę ulec swoim emocjom – muszę działać zgodnie z planem Yuu. Mimo iż zdaje sobie z tego sprawę, mój gniew na ludzi, krążących poniżej – jest cholernie ciężki do utrzymania w ryzach. Ci, którzy tak nisko cenią sobie cudze życie... Powinni zasmakować niewoli na własnej skórze. Powinni poczuć ciężar łańcuchów, którymi więzili innych. Poczuć to samo, co czuły ich ofiary. Oko za oko, ząb za ząb... „Zło za zło”... Po niecałej godzinie obserwowania okolicy, zauważyłem, że Yuu, który opuścił teren zamku królewskiego, zaczął wykonywać jakiś ruch. Nie wiem do końca, co takiego przyszło mu do głowy, jednak dzięki zdolności nazwanej „minimapą”, jestem w stanie dostrzec, że przechodzi obok strażników, których zielone ikony – zamieniają się na niebieskie. Jeśli mnie pamięć nie myli, podobna sytuacja miała już kiedyś miejsce – w lochu... Potwór zmienił kolor na niebieski, gdy Yuuichi użył jakiejś... Przypomniało mi się – to była jedna ze zdolności sześciu sfer! Nie wiem jednak, jaki ma cel, w gromadzeniu tak żałosnych ludzi, jakimi są tutejsi strażnicy. Naprawdę nie mam zielonego pojęcia, co on znowu kombinuje... Nie dłużej jak dziesięć minut później, Yuuichi pojawił się obok mnie. - Wybacz spóźnienie, musiałem zaplanować drobne „przedstawienie”. - powiedział, lekko się uśmiechając. - Przedstawienie? - Ujrzysz je na własne oczy. - mówiąc to, wskazał na dwie grupy po dwadzieścia osób, składające się z sił zbrojnych tego królestwa, otoczyło grupę handlarzy niewolników. - Teraz zaczyna się zabawniejsza sytuacja. - powiedział Yuuichi. Widziałem jak osoby odpowiadające za „uwięzienie” innych, zostają zakute w dość ciężkie kajdany i wyprowadzone przez około piętnastu zbrojnych, natomiast pozostali zebrali wszystkich w jedno miejsce. - Nie spodziewałem się, że użyjesz wrogiego wojska, do własnych korzyści... - powiedziałem, zaskoczony tym, co widziałem. - Jednak to aresztowanie, było naprawdę realistyczne... - Było prawdziwe. - odpowiedział Yuu, spokojnym krokiem idąc do krawędzi dachu. - Na dodatek było całkiem widowiskowe, czyż nie? - Co masz na myśli? - zapytałem zainteresowany tym, co właśnie usłyszałem. - Ci „handlarze żywym towarem” nie idą do lochów. - odpowiedział, odwracając się w moim kierunku. - Idą prosto do piachu. - dodał, jednocześnie zeskakując z dachu i idąc w kierunku grupy żołnierzy. Rozumiem. Yuu wziął pod uwagę to, że nawet załatwiając im posiedzenie za kratkami, nie ma pewności, że nie wyjdą lada dzień i nie wrócą do starego zawodu. Pozbywając się ich w ten sposób, wyrywa zbędne chwasty, zatruwające ten świat. Mogłoby się wydawać to strasznie... Okropne, jednak to, co zrobił... ~ To całkiem… Rozsądne. ------- PoV Yuu ------- Cały plan przebiegł prawie tak jak go zaplanowałem. Prawie, gdyż żaden z handlarzy niewolników nie stawiał się podczas aresztowania i obeszło się bez rozlewu krwi, który mógłby być pewnego rodzaju demonstracją. Ach, mimo wszystko trochę umilić sobie czas, więc pora wracać do obowiązków. Używając zaklęcia podobnego do „teleportacji” tyle, że na większą skalę, przeniosłem kawałek obok wioski Ecrin siebie, Ei'a, oraz „byłych” niewolników, a następnie poświęciłem chwilę czasu, aby pozbyć się ich klątw. Wielu z obecnych w tym miejscu, nie mogło uwierzyć w tą sytuację – ani fakt, że zostali ocaleni. Użyłem więc jednego zabawnego powiedzonka, które to „ludzie” wierzący w cuda – mają zwyczaj powtarzać. - Jak widzisz, nawet cuda się zdarzają. Nie chcąc zostawiać ich przed bramami bez grosza przy duszy, ofiarowałem każdemu po dwie platynowe monety, które i tak pochodzą ze skarbca Reya. Zrobiłem to głównie po to, aby mogli bez problemu kupić sobie ubranie i jak najszybciej wrócić do swoich „domów”. Ku mojemu zdziwieniu, część z nich zachowała się naprawdę elegancko – ukłonili się i wspomnieli, że odwdzięczą mi się, gdy będą mieli taką okazję. Mimo iż wątpię w nasze ponowne spotkanie, czuje pewnego rodzaju satysfakcję. „Więc jeszcze żyją... Osoby tego typu...” Pożegnałem się z nimi i wraz z Ei'em przenieśliśmy się do miejsca, w którym miał oczekiwać na nas Akira z resztą paczki, jednak jedyne co ujrzałem w środku – była krew. Następne co rzuciło mi się w oczy, to ciało Akihisy Tsuzuki'ego. Przez chwilę przyglądałem się jego ciału, i zauważyłem, że w okolicach klatki piersiowej jest całkiem mała dziura – to wygląda dość… Nieprzyjemnie. Zajrzałem na minimapę, aby zorientować się czy ktoś jest w okolicy – ku zdziwieniu, każdy znajdował się dwa pokoje dalej. Skierowałem się, więc do owego pokoju, jednak zarówno Ja – jak i Ei, zachowywaliśmy maksymalną czujność. Otwierając drzwi, zauważyłem, że cała grupa jest dość mocno poruszona, więc zrozumiałem się, że do czegoś musiało dojść. - Dobrze, że wróciłeś... - rzekł Akira, gdy tylko mnie dostrzegł. - Naprawdę, co tu się, kuźwa, stało? - zapytałem, wciąż rozglądając się po pokoju. - Nawet nie wiesz jak zdziwił mnie fakt, że to właśnie same zwłoki mnie przywitały w pokoju obok... Akira lekko się skrzywił. - Akihisa… On... Okazał się być wrogiem... Wrogiem? Ach, ma na myśli kolejnego zdrajcę, co? Zaczynałem tak właśnie podejrzewać, że Masayoshi nie był jedynym z tej dziewiątki, jednak nie miałem zielonego pojęcia, że to Tsuzuki... - Więc Masayoshi nie był jedynym... - odpowiedziałem, delikatnie dając Ei'owi do zrozumienia, że nasza przesadzona reakcja była zbyteczna. - Masayoshi też? - zapytał Akira z niedowierzaniem – To cholernie popieprzone... - Taa, złapałem go na rozmowie z Reyem. - odpowiedziałem, uśmiechając się. - Ciesz się. Nie dość, że podobnie jak ja zostałeś „zdrajcą”, to przypisano ci jeszcze „próbę zamachu na króla”... - dodałem, szczerząc się. - Nawet w ten sposób… Nie... Ty nie żartujesz, co nie? - Nie tym razem. Odpowiadając Akiemu, odwróciłem się w kierunku Ayano. Biorąc pod uwagę ranę w ciele Akihisy, tylko ona mogła to zrobić. Spokojnym krokiem zbliżyłem się do niej, jednak dostrzegłem po jej minie, że jest w pewien sposób... Zaniepokojona. --- 3 chaptery do końca tomu, nyahahaha d; Lajkować, komentować i tak dalej. Propozycje i pomysły wrzucać TU : http://www.bsmoki.pl/index.php?/forum/44-propozycje/
  6. 32 points
    Gdy Sensei mówił o przeniesieniu mnie do drugiego akademika, nie spodziewałem się, że miał na myśli “ten” budynek... Co mam na myśli mówiąc “ten”? Otóż... Wygląda on prawie jak wielorodzinny domek, a jego mieszkańcami jest kilkanaście osób, do których zalicza się Hiro (ten, z którym zwiedzaliśmy dungeona), Kazuki (moja była lokatorka, która tak naprawdę nie przestanie być moją współlokatorką) i na sam koniec zostawiam najgorsze - Miyako, która na mój widok niemalże się na mnie rzuciła. Na jej nieszczęście, Ayano stojąca obok mnie zareagowała instynktownie i nie pozwoliła jej na żaden ruch. Oczywiście musiałem powiedzieć Ayano, aby jej przypadkiem nic nie uszkodziła - pominąłem swoje “nocne” relacje z Miyako, gdyż instynktownie czuje, że tak będzie lepiej. Będę musiał jej to później jakoś wynagrodzić, bo trochę ucierpiała w starciu z Ayano. Szlag, za dwa dni początek roku szkolnego, a ja prawdopodobnie będę bez życia. To takie frustrujące i rozśmieszające... Co ja robię ze swoim życiem? Mając chwilę wolnego czasu, postanowiłem sobie odrobinę pospacerować. Ostatecznie i tak wylądowałem na dachu budynku... Ciekawi cię pewnie jakim cudem? Podpowiedź - Magia żywiołów a dokładniej mówiąc Element Powietrza + odrobina many + wyskok do góry. To całkiem zabawne, robić tak wysokie skoki jakie robią postacie z anime, tylko przy odrobinie many, które się na nie spala. I tak - przy użytkowaniu magii żywiołów, koszty many są minimalne - a to wszystko dzięki klasie “Elementalista”. Siedząc na dachu, w ciszy i spokoju mogłem zastanowić się nad swoimi dalszymi planami. Nauka prędzej czy później się skończy, a mnie czeka kolejny epizod mojego życia, który nie wiadomo jak długo potrwa. Kuźwa, nie powinienem myśleć o takich pierdołach - to nie w moim stylu. Spoglądałem w dół, obserwując wracających do akademików uczniaków, którzy z całą pewnością podczas wakacji bawili się trochę gorzej ode mnie. No dobra, bawić się mogli nawet i lepiej, jednak ich profity były słabsze. Zdecydowanie. Zauważyłem znajomą facjatę, którą wielokrotnie spotykałem na terenie szkoły. Wielu z was pewnie go nie pamięta, jednak mówię tu o Ain’ie, który miał do mnie jakieś pretensje, więc mu trochę “nagadałem”. Teraz to jego kumple, wyglądają jakby mieli do niego jakieś wątki. Powinienem to tak zostawić, czy może jednak zareagować? Słyszałem, że przestał aż tak bardzo leserować i wychodził na prostą ze swoimi ocenami, więc... Cóż, wydaje się być przypadkiem możliwym do odratowania, z choroby zwanej idiotyzmem. Przeskoczyłem na budynek, za którym zniknął Ain i jego znajomi. Tak myślałem, kolejna spina. Naprawdę, co z nich za mago... “Użycie magii sprowadzi nauczycieli...” - przypomniałem sobie wiadomość, którą kiedyś, gdzieś usłyszałem. Rozumiem, dlatego zamiast walki jeden vs jeden, wielu cwaniaków robi te grupowe najazdy na jedną osobę - wiedzą, że sami mogą dostać w pizdę, więc używają opcji - telefon do przyjaciela. Ja mam jednak umiejętność, która mimo iż jest magiczna - nie używa many, więc nie zostawia śladów - zgadza się - Sześć Ścieżek. Zeskoczyłem z dachu i wylądowałem obok Aina. - Co to za zbiorowisko, panowie? - zapytałem. - Nie powinieneś się tym interesować. - usłyszałem w odpowiedzi. Walka z nimi byłaby głupotą - nie chcę zrobić czegoś, przez co będę miał problemy - tak więc muszę ich po prostu zastraszyć. Najefektywniejsza byłaby iluzja, jednak mam inny plan. Aktywacja Sfery Demonów sprawia, że moje oko otacza fioletowa aura - użyję tego, aby dać im do zrozumienia, że wykonanie złego ruchu, może być dla nich katastrofalne w skutkach. A jeśli to nie zadziała, to załatwię im całkiem bolesne doświadczenie w świecie iluzji. - Dobrze wam radzę aby każdy rozszedł się w swoją stronę .. - mówiąc to aktywowałem “Sferę Demonów” - ... aby nikt nie ucierpiał. Ich reakcja była zabawniejsza niż się spodziewałem. Niemalże odskoczyli jak zobaczyli aktywowaną “Sferę Demonów” - zupełnie jakby wiedzieli, że będą mieli przejebane, gdy coś spróbują... Zresztą to mało istotne - istotny jest fakt, że spierdalali w podskokach, coś gadając pod nosem. Prawdopodobnie było to coś w stylu “ Zespół R znowu błysnął” albo “I'll be back...” Cokolwiek by to nie było - mam to gdzieś. - Dlaczego mi pomogłeś? - zapytał Ain - Nie powinieneś mnie nienawidzić? - Nienawidzić? Nie pochlebiaj sobie. Na nienawiść, podobnie jak na szacunek, musisz sobie zasłużyć. - odpowiedziałem. - Zrobiłem to co uznałem za zabawniejsze, to wszystko... Chciałem skierować swoje kroki do akademika, jednak godzina jeszcze młoda - więc idę nad jezioro. Obijanie się zawsze w cenie, biorąc pod uwagę, że zdobywam tam punkty zarówno do “Bliskości z elementem wody - jak i ziemi’ jednocześnie. Raj, można by rzec. Leżałem tak sobie w ciszy przez jakieś trzydzieści, góra czterdzieści minut zanim dołączyła do mnie Miyako, która z tego co widzę - musiała mnie szukać. Cóż, poświęcę jej trochę czasu - jestem jej to w końcu winien, prawda? ----- Około wieczorka gdy wróciłem z nią do akademika, nadeszła pora na takie nasze pierwsze zebranie. To był ten moment, gdy dowiedziałem się, że w naszym akademiku jest jeszcze jedna osoba - zgadza się - ta sama osoba, którą nie dalej jak rok temu, zwyzywałem od ostatnich leserów, i kilka godzin wcześniej wspomogłem w potyczce z jego ziomkami ~ Poznajcie Aina. ~ Westchnięcie~ To z całą pewnością zasługa dyrcia, co nie? Mniejsza o to. Plan przygotowany, więc czas spadać spać - i przygotować się do zajęć, które będą od godziny dziesiątej. Pozwolę sobie dziś na “dłuższy” odpoczynek, niż standardowe trzy godzinki - niech to będzie moja nagroda, otrzymana bez okazji. ~ ziew Padłem na łóżko i nie wiem kiedy zasnąłem. --- Lajkować, komentować i jak macie fajne propozycje co dalej - zapraszam do działu : http://bs.yomiku.pl/index.php?/forum/44-propozycje/ Next chapter będzie jak napiszę - kwestia 2-3 max 4 dni, bo chcę trochę odpocząć.
  7. 31 points
    Mimo rzadkości występowania mojej „Analizy”, wolałem poinformować Liz, że coś takiego posiadam. W końcu bezmyślnie użyłem jej imienia, które prawdopodobnie te mieszanki genków już znają – więc mogłaby ponownie zmienić swoje nastawienie do mnie – i raczej wątpię, aby powstrzymał ją fakt, że jest bezbronna, a ja tą broń posiadam. Aby potwierdzić jej swoje słowa, wymieniłem kilka umiejętności posiadanych przez nią – na szczęście wystarczyło to, aby zmieniła to swoje podejrzliwe spojrzenie. - Rozumiem, że się uspokoiłaś. - powiedziałem, lekko się uśmiechając. - To dobrze, nie chciałbym znów przeżywać próby zamachu na swoje życie... - dodałem, ledwo powstrzymując się od śmiechu. - Naprawdę będziesz mi to wypominał? - zapytała lekko zaskoczona. - Poza tym nie masz powodu się dziwić. Tylko kilkanaście osób na świecie, może zaglądać w status innych osób, podobnie jak ty... - Cóż... Nie zaprzeczę, że to po części moja wina. - odpowiedziałem, spokojnym krokiem zbliżając się do okna, aby zorientować się w aktualnej sytuacji. - Więc nazwijmy to remisem. [By Tsu – remisem w popełnianiu błędów xD] - Uczciwie. - odpowiedziała, lekko się uśmiechając. - Niech będzie. - Skoro podstawowe błędy mamy już za sobą, możemy wrócić do głównego tematu? Chciałbym wiedzieć, co planujesz. - Naprawdę nie wiesz? - Zdaje sobię sprawę z twojej chęci zemsty, jednak... Osobiście uważam to za głupi pomysł. - powiedziałem, spoglądając w jej stronę. - Zabijesz ich i przez chwilę będziesz miała z tego radość... Gdy to powiedziałem, lekko podniosłem dłonie. - Chwila przyjemności i co dalej? Wewnętrzna pustka? - dodałem. Spojrzenie Liz lekko się wyostrzyło. Chyba nie spodobało jej się to, co powiedziałem, jednak cóż mogę na to poradzić? Mówię szczerze – nawet w takiej sytuacji. - Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że liczysz na to, że zrezygnuję ze swojej zemsty? - odpowiedziała chłodno. - Oczywiście że nie. - odpowiedziałem. - Jednak chciałbym, abyś trochę bardziej przemyślała sposób, w jaki chcesz się zemścić. - … - Liz wydawała się zaskoczona moimi słowami. - Nie rozumiem... - powiedziała dopiero po dłuższej chwili ciszy. - Pozwól więc, że ci wyjaśnię, na czym polega prawdziwa „zemsta” - mówiąc to, spojrzałem jej prosto w oczy, nie zdając sobie sprawy, że moje stare „nawyki” do mnie wróciły. - Trzeba odebrać im wszystko, doprowadzić ich do rozpaczy, załamań emocjonalnych i za żadne skarby nie wolno pozwolić im umrzeć z taką łatwością. Śmierć byłaby okazaniem im łaski, przed prawdziwym horrorem, którego powinni doświadczyć za swoje własne działania.- Zauważyłem, że Elizabeth słuchając moich słów, wydawała się być niesamowicie poruszona. - „Prawdziwą karą jest zmuszenie ich do życia, gdy z całego serca pragną umrzeć...” - wymamrotała Liz. - Zgadza się. Śmierć pozwoliłaby im na ucieczkę od swoich grzechów... - mówiąc to pomyślałem „Co prawda ucieczkę od cierpienia za życia, bo po śmierci i tak trafią do specjalnego oddziału w piekle, w którym to podrzędne biesy będą ich brały, jak będą chciały.” - Jak jednak sprawić, że ostatecznie sami się nie zabiją? - Wydawało mi się, że słowa Liz, były kierowane nie tylko ciekawością.. Wskazałem na jej głowę i odpowiedziałem. - Pomyśl przez chwilę. W jaki sposób pozbawił cię możliwości ucieczki, mimo iż miałabyś możliwość wydostania się z wiążących cię łańcuchów? Zrozumiała moje słowa – Klątwa niewolnicza. Nie mówiłem tu jednak o tego rodzaju klątwie – wystarczyłaby tylko taka, która sprawiłaby, że jego dusza nie opuści jego ciała – nawet jak to zacznie gnić. - Trudne do wykonania... - powiedziała. - Poczekaj ze trzy, góra cztery lata. - odpowiedziałem obojętnie. - Tyle czasu zostało temu królestwu, zanim się rozpadnie albo zostanie zniszczone. Mówiąc to, skierowałem swoją dłoń w lewą stronę i otworzyłem portal. Elfka dostrzegając go, wstała z łóżka i powiedziała: - Rozumiem, że w ten sposób chcesz mi powiedzieć, że mam się stąd zmywać? - Nie tylko urocza, ale również inteligentna. - odpowiedziałem, lekko rozbawiony. - Zamierzam wysadzić ten sektor magią runiczną, a naprawdę nie chciałbym mieć cię na swoim sumieniu... - Sumienie, co? - powtórzyła po mnie. - Wątpię, aby to był twój główny powód... Mówiąc to, wydawało mi się, że chce już iść w swoją stronę, więc dodałem: - Nie przebywaj za długo w tym mieście. Możliwe, że będą chcieli cię wytropić, po śladach magicznych pozostawionych przeze mnie... Słysząc moje słowa, zaśmiała się i wyskoczyła z pokoju przez portal. Fiu, jeden problem z głowy. Pozostało mi tylko umieszczenie runy w tym pokoju i udanie się na rozmowę z Reyem. Ach, i przy okazji zabiorę sobie te ostrze – raczej wątpię, aby komuś się przydało... Wróciłem do przybrania formy Kapitana straży, a następnie skierowałem się w kierunku królewskich komnat – zauważyłem tam bowiem dwie osoby, więc zakładam, że to Rey ze swoim naczelnym przydupasem, pełniącym rolę jego doradcy - Aoki’m. Chociaż w sumie powinienem powiedzieć, że to lalkarz i jego drewniana kukiełka o imieniu Rey, która tańczy jak ten jej zagra. Jednak jeśli uda mi się go zastraszyć, zignoruje rady Aoki’ego i otoczy się wojskiem, bojąc się o własne życie. Jak można było się spodziewać, wejście do królewskich komnat było dość mocno strzeżone. Przekraczając próg, naliczyłem ze dwudziestu wojowników patrolujących tą okolicę. Jednak każdy z nich unika pomieszczenia, w którym jest Rey i jego doradca – to nawet lepiej. Upewnię się, że po moim wejściu, wszystkie dźwięki z środka tego pokoju zostaną wytłumione – więc ze strażą nie powinno być problemu. Muszę tylko wyczekać na odpowiedni moment, aby wejść tam niezauważony przez patrolujących strażników. Dobrze, że przygotowałem sobie dywersję. Aktywowałem runy znajdujące się kilkadziesiąt metrów dalej, powodując całkiem głośną eksplozję. Oczywiście, że zwróciła ona uwagę każdego znajdującego się w królestwie – ta chwila wystarczyła mi na wejście do środka, poza wzrokiem strażników. No i po raz kolejny się myliłem – tym razem na szczęście tylko częściowo. Osoby, które ujrzałem w środku to Rey oraz... Masayoshi Moriyama. Zamknąłem drzwi, jednocześnie aktywując pewnego rodzaju barierę, która otoczyła pokój, w którym się znajdowaliśmy, a sam zbliżając się w ich kierunku - cofnąłem swoją zmianę formy. Spojrzenia całej dwójki skupione było na mnie. - Witam obecnych w tym pokoju zwycięzców... - powiedziałem, lekko się uśmiechając. - Przybyłem, aby dostarczyć wam trochę nieszczęścia. ------------------ Korekta By @Sefcia Lajkować, komentować i tak dalej.
  8. 31 points
    W pokoju Tadakuni’ego, zamiast spotkania z Masayoshim - zaliczyłem spotkanie z elfką, siedzącą obok ściany do której jest przykuta. Więc… Czyżby mi się coś popierdoliło? Dla pewności jeszcze raz spojrzałem na tabliczkę, wiszącą na drzwiach i gdy moja niepewność została rozwiana - wszedłem do owego pokoju. Cóż mogę powiedzieć na pierwszy rzut oka, poza oklepanym tekstem, że całkiem niezła z niej laseczka? Jej ubiór był dość skromny - to trzeba przyznać. Ubrana jest bowiem w białe bolerko i zapiętą pod szyją złotą kokardką i ze złotymi brzegami, niebieski biustonosz ze złotym wzorem. Niżej ma niebieski pasek ze złotym wzorem, który był zakrywał jej bieliznę, a na to miała narzucone coś ala białą woalkę zaczynającą się po bokach i wydłużającą ku tyłowi. [ By Tsu = Podziękowania dla @Sefcia za tak szczegółowy opis. Ja już dowstawałem pierdolca xD] Więcej nie wiem - nie orientuje się w damskiej garderobie - poza bielizną, którą lubię z dziewczyn ściągać... Czekaj, co? Gdy chciałem zbliżyć się w jej kierunku, lekko spanikowała - więc się zatrzymałem. Mam nadzieję, że nie umie czytać w myślach, bo są one dość perwersyjne... Taki żarcik. To niemożliwe, aby była w stanie to robić. - Nie mam zamiaru zrobić ci krzywdy. - powiedziałem, odkładając swoje ostrze, trzymane w dłoni. - Chcę cię tylko rozkuć, rozumiesz? Mimo moich słów, wydawało mi się, że nie za bardzo mi ona wierzy. Przez chwilę odniosłem wrażenie, że chciała mi coś powiedzieć, jednak żadne słowo nie przeszło jej przez gardło. To naprawdę dziwne, więc postanowiłem zerknąć na nią “Analizą”. Jej status nie był zbyt imponujący, gdyż wszystkie statystyki - poza zręcznością - posiadają rangę B. Sama zręczność jest rangi A, co już jest jednak pewnego rodzaju osiągnięciem, a przynajmniej tak myślę. Jednak w jej statusie zauważyłem coś, co mnie - osobę lubiącą wolność - naprawdę zdenerwowało... Klątwa Niewoli: Właściciel - Oba Tadakuni. Niewola? Wiedziałem, że ten świat posiada coś takiego jak niewolnicy, jednak nie spodziewałem się, że przez magię - posuwają się do tego stopnia. Jednak to tylko daje mi do zrozumienia, że magia w tym świecie - nie ma sobie równych. Można nawet ograniczyć komuś “wolną wolę”, do tego stopnia - by zamienić go w zwykły worek mięsa. Doprawdy... Odrażające... Ani trochę mi się to nie podoba. Z tą myślą, aktywowałem jedną ze swoich starych umiejętności - za pomocą pstryknięcia palcami, kajdany, do których przykuta była elfka, rozpadły się - a klątwa niewoli została z niej zdjęta. Cóż to za umiejętność - pewnie niejednego będzie to ciekawiło. Nie było to nic popisowego - to po prostu prawdziwa “natura” mojego nadpisania. Czy raczej powinienem powiedzieć - jego prawdziwej natury, polegającej na... Cóż, to w tym momencie nie jest istotne - może wspomnę o tym trochę później.. Ponownie zerknąłem na jej status, aby upewnić się, że moja umiejętność zadziałała - jednak to była kwestia formalności. Nie przewidziałem jednak reakcji elfki, która po uwolnieniu z kajdan, chwyciła czarne ostrze, wiszące na ścianie i skierowała je w moją stronę. Zauważyłem, że na jej twarzy zagościł drobny uśmieszek. Zgodnie z tym co przewidywałem, jest cholernie szybka - w oka mgnieniu zmniejszyła dzielący nas dystans i wprowadziła swój atak, jednak dzięki temu, że jest osłabiona - uniknięcie go nie było aż takie trudne. Zapomniałem o swoim instynkcie, gdyż mój unik zakończył się podstawieniem jej nogi, przez co lekko fiknęła w kierunku łóżka. - W taki sposób odwdzięczasz się osobie, która cię uwolniła? - zapytałem, lekko rozbawiony tą sytuacją. - Zamknij się... - wymamrotała, całkiem szybko podnosząc się z łóżka. - Jesteś taki sam jak oni... - Wiele można mi zarzucić, jednak nie upadłem “aż tak” nisko. - odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Elfka ponownie zaszarżowała w moim kierunku, co dało mi do zrozumienia, że słowami jej nie przekonam. Obezwładnienie jej... Raczej nie jest dobrym pomysłem, gdyż pozbawienie jej przytomności - nie sprawi, że mi zaufa w najmniejszym stopniu. Mogę jedynie pokazać jej, że nie mam w stosunku do niej żadnych “niecnych” planów… Nim zdążyła wykonać zamach, zbliżyłem się do niej na odległość dosłownie kroku - jednocześnie uniemożliwiając jej przeprowadzenie ataku, w tej samej chwili chwytając jej lewą dłoń, tylko po to, aby błyskawicznie odebrać jej broń, która dosłownie w kilka chwil znalazła się pod jej gardłem. - Na co czekasz? - zapytała, nawet na chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego. - Zabij mnie. Będzie to znacznie lepsze, niż pozostanie tu w rękach tego śmiecia... - Mówiłem już, że nie zamierzam ci robić krzywdy, prawda? - powiedziałem, opuszczając broń. - Powinnaś się zorientować w momencie, gdy zdjąłem z ciebie tą idiotyczną klątwę... - dodałem. - Klątwę? - wymamrotała - Niemożliwe... - Ty tak na serio? Dopiero się zorientowałaś? - powiedziałem lekko rozbawiony. - Brawo dla ciebie. To było po prostu zbyt zabawne, więc nie mogłem wytrzymać - po prostu się zaśmiałem. - Nie widzę w tym nic śmiesznego... - powiedziała, siadając na łóżku. - Mogłam cię zabić, wiesz? - Obawiam się, że byłoby to dość trudne.. - odpowiedziałem. - Przynajmniej nie w twoim aktualnym stanie. Pominę fakt swojej nieśmiertelności, więc pojadę klasycznym tekstem “Gdybyś była w pełni sił, prawdopodobnie by ci się to udało”. Nic na tym nie stracę, a podbuduje jej i tak niskie morale. No i proszę, miałem rację - moje drobne poprawienie jej humoru, całkiem nieźle mi się udało. Otrzymałem szczery uśmiech w nagrodę. Zapiszę go sobie w banku pamięci - jest tego warty. - Więc? Skoro nie jesteś jednym z nich, to co tu robisz? - zapytała, przerywając moje przemyślenia. - I kim jesteś? - Sakuma Yuuichi, jestem... Cóż... Można powiedzieć, że wrogiem króla panującego w królestwie Senga. - Wrogiem? W takim razie co ty tu robisz? - Powiedzmy, że ratowałem starych znajomych... No i... - W tym momencie lekko odwróciłem wzrok. - Postanowiłem poszukać jakichś skarbów... - Hmmmmm… - Jej wzrok wyrażał więcej niż tysiąc słów. - Mniejsza o mnie, co planujesz ze sobą zrobić? - zapytałem. - Najchętniej zabiłabym tego śmiecia, który przez ostatnie tygodnie chciał mnie tresować jak jakieś zwierzątko... - gdy to mówiła, jej spojrzenie stało się chłodne. - Brzmi jakbyś naprawdę sporo ostatnio przeżyła... - odpowiedziałem, starając się nie myśleć co ten gekon Tadakuni, mógł jej zrobić, jednak najgorsze myśli zaczęły mi się nasuwać… - Odpuść sobie. Jego życie nie jest warte twojego, Liz. - Słucham? - Elfka spojrzała na mnie zaskoczona. - Jak mnie nazwałeś? - Och, wybacz. Wolisz Elizabeth? - Nie o tym mówię. - odpowiedziała, lekko wyostrzając spojrzenie. - Pytam się o to, skąd znasz moje imię... - Ach, to... Sprawdziłem twój status wchodząc do tego pokoju. - odpowiedziałem obojętnie. - Eh?!!! Jej reakcja była dość zabawna - tyle mogę powiedzieć. --- Korekta By @Sefcia Lajkować, komentować i tak dalej.
  9. 30 points
    Kilka dni podróży minęło całkiem szybko. Jednak nie mam powodu, aby się temu szczególnie dziwić - odkąd Toshiro aka gumowe ucho, sprzedał info całej ekipie, kim tak naprawdę jestem - ani na chwilę nie miałem możliwości się nudzić. Ach, mówię tu oczywiście o mojej tożsamości Sakumy Yuuichi’ego - nic poza tym. Myślałem, że zyskam chwilę spokoju, gdy założę słuchawki i zacznę słuchać muzyki, jednak i tu się przeliczyłem - pojawiły się pytania “jakim cudem twój telefon wciąż działa”. Magia, kuźwa, magia... Dokładniej mówiąc mana, ale mniejsza o to... Dotarliśmy w końcu do kanionu, więc przed dostrzeżeniem wywerny na minimapce, powiedziałem całej grupie, że ich kolejny oponent czai się w tej okolicy. Gdy tylko wyleciała ona ze swojej kryjówki i wylądowała przed naszymi powozami, usłyszałem tylko narzekanie. - To koniec… - wymamrotała Nanami. - Miło było was wszystkich poznać... - dodała Ayaka. - To naprawdę kiepski żart... - powiedział Toshiro. - Wolałbym siedzieć teraz w lochu… - ten komentarz pochodził akurat od Keity Kaiby. - To są chyba jakieś żarty… - wymamrotał Jun. - Najpierw lochy, teraz smok... Słysząc ostatni komentarz, zacisnąłem pięść i przyjebałem Jun’owi po łbie, niczym młotkiem. - O co ci chodzi, palancie?- wymamrotał, odwracając się w moją stronę, jednocześnie masując obolałą głowę. - Uważasz, że to, to coś jest smokiem? Masz chyba coś z oczami albo z głową. - powiedziałem, wzdychając. - To małe coś, to wywerna. [By Tsu - to “małe” coś.] - Co to, za cholerna, różnica?!. - wyjęczał - To, że smok coś takiego zjada na śniadanie, jak mały szaszłyczek. - Nie. - odpowiedziała Ayano. - Mięso wywerny smakuje obrzydliwie... - dodała po chwili. Zaraz, czyli jednak miała okazję coś takiego jeść? Zażartował bym o kanibalizmie, jednak... Daruję sobie. To nie jest odpowiednia pora. No i wolę nie ryzykować, że zacznie się dąsać. - Więc to jest ta twoja niespodzianka? - zapytał Akira, który jako jedyny nie spanikował w tej sytuacji. - Zgadza się. Powalczcie sobie całą gromadką z tą pokraką… - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. -Ty zwyrodnialcu. - rzekł Akira, lekko się uśmiechając. - Wiedz, że jak te monstrum mnie zeżre, będę cię prześladował zza grobu... - Nie mam nic przeciwko, pod warunkiem, że nie będziesz mi przeszkadzał, gdy będę się bawił z dziewczynami. - odpowiedziałem, śmiejąc się. Akira ruszył jako pierwszy, aby pozwolić reszcie się ogarnąć. Wiedziałem, że sam długo, by nie wytrzymał, więc rzuciłem na niego dwa zaklęcia wzmacniające - utrzymam je do czasu, aż reszta idiotów nie weźmie się w garść, a potem będzie koniec forów. - Coś się stało? - zapytałem Ayano, która stała z lekkim uśmieszkiem. - Widząc jak traktujesz tych “ludzi”, zaczynam rozumieć twoje powiązanie z… - mówiąc to, lekko obniżyła swój głos. - “piekłem”. - To było wredne, wiesz? - Więc jesteśmy kwita, prawda? - Brzmi fair. - odpowiedziałem rozbawiony. Zauważyłem, że Toshiro, Jun i Keita ogarnęli się na tyle, że pospieszyli całą paczkę i dołączyli do Akiry, więc anulowałem bufy, jakie mu dawałem - ot tak, aby trochę utrudnić mu życie. Powodem, dla którego kazałem im walczyć z wywerną, jest oczywiście sprawdzenie tego jak bardzo ich strach, wpłynie na ich zachowanie. Czy będą chcieli uciec? Czy może jednak schowają strach do kieszeni i zrobią, co konieczne. Mimo ich chwilowego zawahania, cała gromadka stanęła naprzeciwko wywerny. Nie powiem, aby mi tym szczególnie zaimponowali, jednak z całą pewnością polepszyłem o nich swoje zdanie. Jeśli mam być szczery, spodziewałem się, że przynajmniej połowa osób odpadnie z tej walki, bojąc się o własne życie. Jednak po tym wszystkim, co ich spotkało, prawdopodobnie rozumieją, że jedyne osoby, na które mogą kiedykolwiek liczyć - to ta gromadka. Więc nie mają innego wyboru jak trzymać się razem - mimo wszystko dotyczy to również takich sytuacji. --[PoV Ayano] Jakieś dwadzieścia minut później-- - Wygląda na to, że kończą... - rzekł Eitaro, dostrzegając moje “zamyślenie się” - Jest lepiej niż myślałem, obeszło się bez ran śmiertelnych. - Zajęło im to zdecydowanie za dużo czasu… - wymamrotałam, spoglądając w kierunku umierającej wywerny. - Nie porównuj ich do siebie, Ayano. - powiedział Yuuichi. - Mimo wszystko to zwykli ludzie. - Potencjał całej tej gromadki jest naprawdę mizerny... - zauważyłam. - Główną siłą tej grupy, zostanie z całą pewnością ten chłopak... Akira. Yuuichi zaśmiał się. - To chyba oczywiste, biorąc pod uwagę umiejętność, jaką mu podarowałem, odchodząc z królestwa Senga. - mówiąc to, spokojnym krokiem ruszył w kierunku gromadki, która radośnie wykrzykiwała rzeczy typy “Udało się” albo “Zwycięstwo!”. - Brawo, jestem pod wrażeniem! - Rzekł Yuuichi, klaskając w dłonie. - Muszę przyznać, że udało wam się zaskoczyć nawet mnie. - To złamasie... Spodziewałeś się, że przegramy? - odpowiedział Akira, który wygodnie odpoczywał, używając kolan Ayaki jako poduszeczkę. - Nie mówię o wyniku, bo on sam w sobie był z góry ustalony. Chodziło mi bardziej o wasze... Zachowanie w trakcie walki. - rzekł Yuu, wzruszając ramionami. - Zachowanie? - Wstyd się przyznać, ale uważałem, że prawie połowa z was ze strachu, podwinie ogon i spierdoli w podskokach. - odpowiedział, nie kryjąc rozbawienia. - To było wredne, wiesz? - wyjęczał Akira. - Masz o nas aż tak słabą opinię? - Są pewne wyjątki, jednak nie będę wskazywał Juna… Znaczy palcami. - odpowiedział, nie kryjąc rozbawienia. - Jednak cóż, potraktujcie to jako mój mały “prezent” w ramach gratulacji za wasze pierwsze “PRAWDZIWE” polowanie! Mówiąc to, Yuuichi podniósł prawą dłoń, sprawiając, że jego palec wskazywał niebo. Chwilę później ruszył tym palcem w dół, a każdą leżącą osobę, otoczyło niesamowicie jasne światło. Błysk był na tyle potężny, że oślepił nawet mnie, jednak gdy zniknął - dostrzegłam, że rany na ciele każdego z nich dosłownie zniknęły. - No jasne... - rzekł Akira. - Całkowicie zapomniałem o tym, że jeśli chodzi o magię, jesteś na innym poziomie... - dodał, podnosząc się z ziemi i oglądając swoje ciało, które jeszcze chwilkę wcześniej było mocno poranione. - Mimo wszystko oberwaliście trochę bardziej niż się spodziewałem, więc miałem ochotę was “ukarać”, zostawiając w takim stanie, jednak... - mówiąc to, Yuuichi nikczemnie się uśmiechnął. - Kawałek drogi jeszcze przed nami, więc musicie być w pełni sprawni. W końcu nie wiemy, jakie jeszcze “niespodzianki” czekają nas podczas jej trwania… Kufufufufufu. - Demon... - Diabeł wcielony... - Ostateczny boss? - Też tak myślisz? Umiejętność użyta przez Yuu - nie była magią - w końcu nie użył ani odrobiny many. Tylko jedno przychodzi mi w tym momencie na myśl - wspominał coś o starych umiejętnościach i próbie ich odzyskania - czyżby to była jedna z nich? Na razie nie będę przerywała mu zabawy ich kosztem, tylko po to, aby wypytać o szczegóły. Zepsucie mu zabawy, mogłoby się źle skończyć… --- Korekta By @Sefcia Jeśli macie jakieś ciekawe pomysły - zapraszam do odpowiedniego działu [Czyt :http://www.bsmoki.pl/index.php?/forum/44-propozycje/ ] i Standard : LAJK/Koment etc
  10. 30 points
    Osobą, która jako pierwsza odpowiedziała na moja zaczepkę – był nikt inny jak Masayoshi. - Masz naprawdę interesujące poczucie humoru. - mówiąc to, na jego twarzy zagościł drobny uśmieszek. - To właśnie o nim wspomniałem, Królu. - Więc to ty... - rzekł Rey, lekko marszcząc swoje brwi. - Ty współpracujesz z tym zdrajcą. - Zdrajcą? - zapytałem lekko zainteresowany jego odpowiedzią. - Jakim znowu zdrajcą? - Sando Akirą. - zamiast Reya odpowiedział Masayoshi. - Współpracujesz z osobą, która chciała wykonać zamach na króla. Słysząc jego bezczelne kłamstwo, nie mogłem się nie zaśmiać - Kh… Pwahahahahahaha! Mój wybuch śmiechu lekko ich zaskoczył. - Naprawdę, twoja mina pokerzysty wciąż nie ma sobie równych, Moriyama. - powiedziałem, starając się pozbierać. - Ułatwię wam robotę i pozwólcie, że przypomnę wam o sobie... W tym samym momencie zbliżyłem swoją prawą dłoń do mojej twarzy, częściowo zmieniając wygląd swojej twarzy. Chcę, aby był świadomy tego, kim jestem, aby darował sobie kłamstwa, więc zamieniłem się w „Sakumę Yuuichi'ego”, którego poznał. - Rozpoznajesz… Tą twarz? Z ust Masayoshiego zniknął uśmieszek. Podobnie zresztą jak z mordki Reya. Cofnąłem więc swoją zmianę, gdyż nie było powodu w niej zostawać ani chwili dłużej, skoro już zrozumieli z kim mają do czynienia. - Yuuichi Sakuma... - rzekł Rey, a na jego czole pojawiła się mała żyłka. - Że też masz czelność pokazywać się w moim królestwie. Spojrzałem na niego groźniejszym wzrokiem, co go lekko wystraszyło. - Zaraz sobie z tobą porozmawiam, kundlu siedzący na tronie. - powiedziałem, a następnie odwróciłem się w kierunku Masayoshiego. - Zawiodłeś nasze zaufanie, wiesz? - Wypchaj się nim. - odpowiedział kpiąco. - Nie najem się nim, ani nie zadba ono o moje bezpieczeństwo. - Masz rację, właśnie przestało. - odpowiedziałem, idąc w jego kierunku. - W tym momencie zadba ono tylko o to, abyś zniknął raz na zawsze. Widząc moje zachowanie, momentalnie chwycił broń trzymaną przy pasie. Prawdopodobnie to po nią poszedł przed tym spotkaniem. Zdradzieckie szumowiny – naprawdę ich nie toleruje. Moriyamo Masayoshi – posłużysz mi jako przykład dla Reya Sentaro. Posłużysz mi również za przykład, dla pozostałej piątki idiotów, która dla niego pracuje. Właściwie to ten moment – jest najważniejszy w twoim życiu. Raduj się, kundlu. Twoja śmierć zostanie zapamiętana jako istny horror. - Powinieneś wiedzieć, że nie masz ze mną żadnych szans w walce wręcz. - rzekł pewny swoich słów – Wiesz jak działa moja umiejętność, dzięki tej twojej „bezużytecznej” analizie, co nie? - Zgodzę się z tobą, że moja umiejętność nie jest przeznaczona do walki. Jednak wiesz co jest w tej sytuacji najzabawniejsze? - zapytałem, lekko się uśmiechając. - To, że w przeciwieństwie do ciebie, ja posiadam tych umiejętności zdecydowanie więcej! Dystans dzielący naszą dwójkę, jest mniejszy od metra. Jest już w zasięgu mojej „starej” umiejętności. Uśmiechnąłem się i spojrzałem w jego kierunku. - Na kolana. Mówiąc to pstryknąłem palcami, wywołując tym samym niesamowity ból wewnątrz ciała Moriyamy, który przez agonię, mimowolnie padł na ziemię. Spojrzałem na niego, nie kryjąc wewnętrznej satysfakcji, a następnie dezaktywowałem tą umiejętność. - Coś ty mi zrobił? - wyjęczał, starając się podnieść. Gdy tylko stał już na nogach, ponownie pstryknąłem palcami. Tym razem jednak nie skończyło się na zwykłym bólu. Odgłos łamania kości i niezwykle głośny krzyk. To był krzyk osoby, której złamano kość piszczelową - łącznie z kością strzałkową w tym samym momencie. - Nie wiem, czemu się tak ekscytujesz... Ja dopiero zaczynam wymierzanie ci kary, Masayoshi - powiedziałem chłodno. Kolejną złamaną kością - była udowa. Później skupiłem się na jego rękach - zaczynając od pojedynczych palców, kończąc na kości ramiennej. To nie był jednak koniec – uleczyłem go, a następnie powtórzyłem cały proces. Zrobiłem to jakieś siedem razy, pozwalając mu nacieszyć się tym bólem. Zapłakany, zasmarkany i oblany przez samego siebie – i posiadający brązowy pakunek w spodniach. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że trochę za bardzo mnie poniosło, jednak nic na to nie poradzę. Z pewnego powodu naprawdę nie toleruję osób, jego pokroju – zdrajców. ~Dobrze więc, czas zabrać się za danie główne – Rey'a Sentaro. - z tą myślą odwróciłem się w jego kierunku i nie wiedziałem czy się śmiać, czy może jednak płakać [ze śmiechu]. Otóż powodem mojej reakcji, był widok przerażonego do granic możliwości zidiociałego króla, który obserwując moje „wyżywanie się” na Moriyamie, prawdopodobnie lał ze strachu po gaciach. Jestem szczerze zawiedziony, gdyż spodziewałem się, że będę zmuszony użyć siły, aby go doprowadzić do tego stanu – jednak widzę, że krzyki agonii Masayoshi'ego Moriyamy były wystarczające. To dobrze, bo szczerze powiedziawszy nie chciałbym dorobić sobie łatki królobójcy – przynajmniej nie teraz. Cóż, mniejsza o to – pozostało mi dokończenie dzieła i śmiganie do Ei'a – i tak straciłem tu cholernie dużo czasu. Chwyciłem swoje ostrze i dobiłem leżącego na ziemi Masayoshi'ego, jednym perfekcyjnym ciosem prosto w serce, co było dziecinnie proste – bo już nawet się nie ruszał. - Mogę cię zabić, kiedy będę chciał, więc poczekam, aż ktoś wystawi zlecenie na twoją głowę. - powiedziałem to, odwracając się w stronę drzwi, a gdy już byłem tuż obok nich. - Nie znasz dnia ani godziny, gdy ponownie pojawię się przed tobą i odbiorę ci twoje marne życie, kundlu. - dodałem na wychodne. Dobrze więc, główny cel misji uznaje za zaliczony, pozostał mi teraz poboczny – powrót do Eitaro, pozbycie się handlarzy niewolników i bezpieczne przetransportowanie ich poza bramy miasta. Jednak co mogę zrobić, aby to nie poszło na moje konto – tylko na przygłupiego króla. Zaraz... Chwila... Przecież wciąż posiadam umiejętność „Sfery Niebios” i „Sfera Wygłodniałych Duchów” z zestawu umiejętności „Sześciu Ścieżek”. Jeśli przejąłbym kontrolę nad jakąś większą grupką żołnierzy Rey'a, mógłbym odegrać ciekawą scenkę... Jest źle – ten pomysł jest tak głupi, że aż śmieszny... I właśnie dlatego postanowiłem wprowadzić go w życie! Z nikczemnym uśmieszkiem na twarzy, ruszyłem przed siebie z oczywistym zamiarem „zwerbowania” jak największej ilości strażników, którzy oczekując na moje rozkazy – kontynuowali swoją pracę, aby zachować pozory normalności. ----- Lajkować, komentować i tak dalej. Podziękowania dla @Sefcia za korektę! [ Dzięki Sis :D] i z dedykacją dla @Loki - w końcu nie jednokrotnie pomaga mi podrzucając różne, ciekawe pomysły, kufufufufu.
  11. 29 points
    --- Ponownie PoV Yuu --- Po kilku nudnych dniach podróży, dotarliśmy w końcu do naszego miejsca docelowego - ukrytego domku w górach. [By Tsu - jestem zbyt leniwy, aby szukać kilka godzin obrazku pokazującego owy domek, więc wrzucam ten, który mi się najbardziej spodobał. Kapitan Leniwiec odmeldowuje się!] - Więc... Mówiłeś, że ten domek jest mały, prawda? - powiedział Akira. - Oczywiście, że tak, przecież to prawda. - odpowiedziałem, bez chwili zastanowienia. - Od jakiegoś czasu się zastanawiam, co dla ciebie jest małe, a co duże... - rzekł Akira. - Przecież to coś jest ogromne! - wyjęczał, wskazując na owy budynek. Naprawdę miałem ochotę zażartować w pewien sposób, ale tym razem postanowiłem sobie to darować. Podczas gdy cała ekipa starała się zaklimatyzować, udałem się do salonu i wraz z Ayano i Eitarou rozkminialiśmy nad naszymi “osobistymi” planami. Zgadza się - nie zamierzam z nimi zostać i ich niańczyć. Mam swoje własne plany na najbliższe dwa, trzy lata. Chciałbym udać się do jakiegoś miejsca, w którym nie ma żadnej humanoidalnej istoty, aby trochę potrenować swoje stare umiejętności. Jeśli tego nie zrobię, nie będę mógł się w stu procentach skupić - no i używać umiejętności pewnego typu, które wymagałyby ode mnie przejścia do duchowej formy. Chcę zobaczyć jak bardzo ten świat pozwoli mi się rozwinąć - w końcu wygląda jakby został stworzony tylko po to, aby ułatwić każdemu zdobywanie siły. Oczywiście skorzystam z jego zasad - działają one na moją korzyść. - Więc od kiedy możemy liczyć na kontynuację lekcji magicznych? - zapytał Akira, przerywając mi moje drobne przemyślenia. - Prawdopodobnie w okolicach tygodnia. - odpowiedziałem, wspominając rozmowę z Rushder’em Vergim’em. - Będziecie mieli chwileczkę, aby trochę odpocząć. - Naprawdę to przemyślałeś, co? - Oczywiście, że tak. Skoro już biorę w czymś udział, wole mieć pewność że mój plan się powiedzie… - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. - Nawet mnie to nie dziwi... - odpowiedział Akira. - Więc? Co masz zaplanowane na teraz, poza czekaniem aż nauczymy się magii? - Czekaniem? Kto powiedział, że będę tu czekał? - Ha? A co innego masz do roboty, skoro już wymasterowałeś tą całą magię? - zapytał Akira, nie ukrywając swojego zaskoczenia. - Do wymasterowania jej jeszcze sporo mi brakuje. - odpowiedziałem, lekko rozbawiony. - Co do moich planów, to udaje się na dłuższy trening. - Dłuższy trening, co? - powtórzył Akira. - Jeśli mam być szczery, to po części spodziewałem się tego. - Hmm, no to mnie naprawdę zaskoczyłeś - odpowiedziałem. - Twoje zaskoczenie wydawało się autentyczne, jednak udam, że ci uwierzyłem. - Nie znamy się od dziś, Yuu. - odpowiedział rozbawiony Akira. - To fakt. - Kiedy zamierzasz wrócić z tego swojego treningu? - zapytał wyraźnie zainteresowany. - Zakładam, że jakieś trzy w najgorszym cztery lata. [ By Tsuna - Autor < czyli Ja> robi sobie trzy, góra cztery miechy przerwy. Przypadek? ] - To faktycznie... Sporo czasu. - rzekł Akira, wyglądając na zaniepokojonego. - Nie powinieneś martwić się o mnie. - powiedziałem, widząc jego żałosną minę. - Masz na głowie kilkanaście innych osób, które będziesz musiał pilnować, aby wasza grupa się nie rozpadła. - Nie musisz mi o tym przypominać… - mówiąc to, Aki złapał się za głowę. - Na samą myśl o tym dostaje pierdolca... - dodał. - Nie marudź, przynajmniej nie będziesz miał powodu narzekać na nudę. - odpowiedziałem, ledwo powstrzymując się od śmiechu. - Co za złamas... Moja zabawna rozmowa z Akirą, potrwała jeszcze jakąś godzinę. Przed wyjazdem muszę porozmawiać jeszcze z Yuną, więc zostawiłem Akiego i skierowałem swoje kroki do miejsca, w którym ją wypatrzyłem - wszystko dzięki mojej minimapce. Oczywiście łatwo jest się domyślić, że nie była zbyt zadowolona, wiedząc, że po raz kolejny planuje się zwinąć, jednak musiała się z tym pogodzić. W końcu uwolniłem jej najlepszą przyjaciółkę, więc nudzić to się za bardzo z nią nie powinna... Zaraz, to zabrzmiało strasznie niewłaściwie... A może jednak nie?! Mniejsza o takie drobnostki. Jeszcze przed zachodem słońca, Ja, Eitaro i Ayano opuściliśmy ową górę, zostawiając Akiego i resztę grupy samych sobie. Miejsce, do którego się przenieśliśmy, to uniwersytet Rushder’a Vergim’a, którego przybyłem poinformować o “udanej akcji ratunkowej”. Nie wydawał się być tym zaskoczony, mówiąc tylko “To było do przewidzenia.”. Postanowiłem go zapytać o to, co od kilku ostatnich dni nie daje mi spokoju - czy istnieje możliwość “ożywienia” kogoś za pomocą magii w tym świecie. Sam temat “ożywienia” wydawał się być dla niego jakiś trudny, gdyż przez chwilę wydawało mi się jakby przypomniał sobie coś okropnego, jednak odpowiedź, jaką mi udzielił - potwierdzała moje najgorsze obawy. - Istnieje taka możliwość, jednak magia tego typu wymaga nie tylko dużej ilości mocy magicznej, ale również osoby, która poświęci swoje życie w zamian za osobę, którą chcesz ożywić. Mimo iż przewidywałem taką możliwość, to wciąż jest zaskakujące Mówiąc “Osobę, która poświęci swoje życie”, dobrze wiemy, że chodzi o zwykłą ofiarę. W przypadku tego zjeba, Reya zakładam, że ofiarą mógłby być ktoś niewinny... Mogłem spalić ciało tego zjeba, Masayoshi’ego, a teraz będę musiał brać pod uwagę fakt, że ponownie zobaczę jego gekonowskie oblicze. Mimo wszystko jedno jest pewne - nawet jeśli zyska “drugie życie” nie ma możliwości, aby miał wystarczająco odwagi, aby stanąć mi naprzeciw. Podczas śmierci, każda istota jest w stanie dostrzec prawdę, kryjącą się w innych - jeśli zobaczył kim jestem, to prawdopodobnie na sam mój widok padnie na kolana i zacznie błagać o litość. Ach, cóż - nawet jeśli tak nie będzie, to tym razem upewnie się, że nic po nim nie zostanie. Dotyczy to również pozostałej piątki idiotów, która miała wystarczająco szczęścia, że nie było ich w królestwie Senga. Jako, że zrobiło się już dość ciemno, wraz z Ayano i Eitarou opuściliśmy teren uniwersytetu i skierowaliśmy się w stronę północnego zachodu. Dlaczego akurat tam? Jak już wcześniej wspominałem, najlepszym miejscem do treningu będzie takie, w którym nikogo nie będzie. Czy istnieje lepsze miejsce od całkowitych pustkowi, których jedynymi mieszkańcami jest gromada potworków? Odpowiedź wydaje się być oczywista - jasne, że nie. Potwory mogą posłużyć nie tylko jako materiał treningowy, ale również jako obiekty eksperymentalne moich starych umiejętności - no i “Nadpisania”. Kufufu. ------- I tak oto zakończył się tom 1. Masakra, przez to, że chciałem napisać 100 chapterów, już tak się z nim męczyłem, że to aż strach ;0 Mimo wszystko - komentować, lajkować i propozycje do tomu 2 wrzucać TU [http://www.bsmoki.pl/index.php?/topic/1527-propozycje-fabularne-tom-2/] Ah i uprzedzam pytania : Tom 2 pojawi się.. nie wiem tak naprawdę kiedy. Ale będę chciał aby w najbliższych 3 miechach powrócił [ przy dobrych wiatrach szybciej, przy gorszych może wolniej ;x]
  12. 27 points
    Jak się okazało, zachowanie Ayano było spowodowane jej niepewnością - co do mojej reakcji na widok jej “ofiary”. No może nie do końca chodziło o samą ofiarę, jednak o to, że zabiła go, mimo iż wcześniej kazałem jej pełnić rolę wyłącznie obserwatorki. Oczywiste jest to, że nie mam do niej żadnych pretensji - zrobiłbym dokładnie to samo co ona, tylko, że prawdopodobnie w trochę bardziej... Brutalny sposób. Niestety dłuższa rozmowa z Ayano, będzie musiała sobie poczekać - czas zagęszczać ruchy. Wysłałem Akirę i resztę ferajny po drobne zakupy - jakieś tam bronie dla nich, no i oczywiste ciuchy na zmianę - w końcu wyszli z lochów, nie zabierając ze sobą niczego, a to, co posiadam w swoim drobnym skarbcu, pozostawię tylko i wyłącznie sobie. Aby nie tracić zbytecznie czasu, wraz z Ei’em i Ayano skierowaliśmy swoje kroki do gildii, aby przyjąć jakieś zleconka. W końcu przez kilka najbliższych tygodni, będziemy w trasie - zmierzając do kryjówki okrężną drogą, zostawiając fałszywe tropy i ślady. Jednak to nie przeszkadza mi w podjęciu jakichś zadań, aby sprawdzić jakie “realne” umiejętności bitewne posiada ta siódemka, którą dziś uwolniłem. Jeśli mam być szczery - nie oczekuję od nich zbyt wiele. Wątpię, aby byli choć w połowie tak przydatni, jak Aki... Jednak nie będą mieli zbyt dużego wyboru, jak nabrać trochę wprawy - inaczej za długo sobie tu nie pożyją... Rozglądaliśmy się za zleceniami od rangi A do D. Mimo iż moja ranga to B, nie wiem jak wygląda sprawa w ich wypadku. Jeśli Rey ograniczał im swobodne działanie, posyłając ich tylko na swoje własne zadania, mogą wciąż nie przekraczać rangi D. Jeśli jednak dawał im więcej swobody, to mogą mieć rangę nawet wyższą od mojej, gdyż sam nie przykładałem do niej zbyt wielkiej uwagi. W końcu na dobrą sprawę, nawet nie odzyskując wspomnień - dzięki kontraktowi z Ayano i przy użyciu jej siły, mógłbym bez większego problemu wskoczyć na rangę S, albo i wyżej - tak przynajmniej mówił Rushder. Uznałem to jednak za oszustwo i zrezygnowałem z tej możliwości - w końcu gdzie tu satysfakcja? Ostatecznie zaakceptowałem prawie piętnaście zadań polegających na polowaniach, które z całą pewnością uda nam się wykonać nim dotrzemy do kolejnego większego miasta. Naprawdę nie wiem, co bym zrobił bez mojej minimapki i “analizy”, która oznacza mi wszystkie miejscówki do takowych zadań, specjalnego rodzaju oznaczeniem. To samo w sobie jest umiejętnością, która powinna podchodzić pod cheaty - w końcu dzięki temu, każdego rodzaju osoba z profesją tropiciela idzie do lamusa! Wiedząc, że mamy jeszcze chwilę czasu, postanowiłem rozejrzeć się po sklepach, z nadzieją na znalezienie jakiegoś fajnego przedmiotu - jednak wiedząc, jakie jest prawdopodobieństwo, że trafię na coś takiego, nie miałem zbyt wielkiej nadziei na taki złoty strzał. No proszę, nie spodziewałem się, że kiedyś to powiem - myliłem się. Znalazłem istną perełkę - zbiór ksiąg dotyczących alchemii, tworzenia magicznych przedmiotów - no i ich łączenia. To naprawdę ciekawy zestaw, mało tego - udało mi się go dostać za prawie bezcen. Łączenie magicznych przedmiotów brzmi jak całkiem niezła zabawa, a dodać do tego moją możliwość tworzenia takowych - mogę kiedyś wyczarować coś naprawdę fajnego. Poza tym nabyłem również kilka kryształów many lepszej jakości, które z cała pewnością przydadzą mi się na wypadek, gdybym całkowicie wyładował się z many, jak to miałem już okazję zrobić kilkukrotnie... Zazwyczaj mam Ayano pod ręką, jako swój mały, uroczy i przenośny zbiorniczek many, jednak kryształ przyda się na sytuację, gdy nie będzie jej w okolicy - przezorny zawsze ubezpieczony i tak dalej. Mniejsza o to - zerkając na mapę, zrozumiałem, że cała paczka zebrała się już we wcześniej ustalonym miejscu, więc zrozumieliśmy, że wypadałoby zagęścić nasze ruchy. Oczywiście przed wyjściem pozbyliśmy się truchła tego idioty Akihisy, a dokładniej mówiąc - spaliłem go na stosie, a jego prochy rozwiały się po całym świecie. Dlaczego to zrobiłem? Nie pomyślałem o tym wcześniej, jednak przecież istnieje magia nosząca nazwę “Dziedziną Życia”. Nie jestem więc do końca pewien, czy w tym świecie, nie da się ożywić drugiego człowieka, za pomocą magii. Gdybym przypomniał sobie o tym chociaż chwilę wcześniej, pozbyłbym się również ciała Masayoshi’ego, jednak... Cóż, nawet jeśli ożyje, wątpię, aby miał odwagę stanąć przeciwko mnie. Niemniej jednak to nie daje mi spokoju - będę musiał poszukać o tym informacji i jeśli istnieje choć cień szansy na magiczne “powstanie zza grobu”, następnym razem upewnię się, że nie zostawię po sobie śladów... ~ Co za utrapienie... Zgodnie z moim poleceniem, każdy zaopatrzył się w jakąś broń oraz jakąś zbroję - nie wspomniałem im, w jakim to celu, jednak coś czuje, że gdy powiem im o zleceniach, jakie udało mi się dorwać, będą płakali i błagali o litość. Oczywiście wśród tych zleceń, znajdują się płotki pokroju goblinów, koboldów oraz ogrów, a na główne danie serwujemy wywernę, czającą się w okolicach kanionu. Hmm, na dobrą sprawę - będę miał z tego trochę frajdy, obserwując ich zabawę. Swoją drogą musieliśmy wynająć dodatkowego konia z powozem, gdyż aktualny rozmiar naszej grupy to 15 osób - oczywiście wliczając w to Mnie, Ei’a i Ayano. Ustaliliśmy sobie, że będzie po pięć osób na pojazd, w sumie to było chyba logiczne skoro mamy ich aż trzy. Po dziesięciu minutach ustalania szczegółów, w końcu ruszamy w trasę. Jeśli mnie pamięć nie myli, naszym pierwszym celem będą potworki nazywane “Bullfango”. Z tego co mi wspomina o nich moja cudowna “Analiza” to nic innego jak wyrośnięte dziki z dużo większymi kłami, występujące w całkiem dużych grupach. Cóż, nie są zbyt niebezpieczne - jednak zlekceważone z całą pewnością napsują im krwi... --- Kilka godzin później --- Muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczony - ta banda kretynów, która dała zakuć się w łańcuchy jak podrzędny przestępca, jest całkiem niezła, jeśli chodzi o polowanie na potwory. Ich współpraca jeszcze kuleje, jednak jak nad nią popracują - mogą całkiem daleko zajść. Jednak ciekawe jak poradzą sobie z trudniejszym przeciwnikiem - pokroju wywerny. Ach, zresztą - co ja się tym tak zamartwiam? Za dwa dni dotrzemy w okolice kanionu i będę mógł zobaczyć, jak uda im się polowanie na tego gada... A teraz... Oddam się relaksowi podziwiania krajobrazu. O ile nie zasnę... -- By Tsuna: Chciał czy nie chciał - zasnął. Swoją drogą - pozostały dwa chaptery do zakończenia tomu 1 [99 i 100]. Po zakończeniu planuję zrobić jakąś dłuższą przerwę [miesiąc/dwa max trzy], aby na spokojnie rozpisać tom drugi - tak więc jeśli macie do niego jakieś ciekawe pomysły - zapraszam do odpowiedniego działu [Czyt :http://www.bsmoki.pl/index.php?/forum/44-propozycje/ ]
  13. 20 points
    Wchodząc do owego pomieszczenia, wyczułem śladowe ilości magii w powietrzu. Pozostałość po poprzednim osobniku, czy może jednak... Rozejrzałem się po sali, zauważyłem tylko jednego osobnika, siedzącego przy stole. Nie, zaraz momencik. “Czy to przypadkiem nie... Iluzja?” - Gdy tylko zdałem sobie z tego sprawę, zdolności “sześciu ścieżek”, rozproszyła iluzję w mojej głowie, pozwalając mi dostrzec prawdę, kryjącą się w tym “fałszu”. Kilka metrów od iluzjonistycznego osobnika, był drugi stół - jednak przy nim siedziało sześć osób. “A więc ci są prawdziwi...” - Natychmiast zorientowałem się o co chodzi. To przecież oczywiste. Iluzja przemówiła: A więc zanim przejdziemy do testu magicznego, mógłbyś odpowiedzieć na kilka pytań? Spojrzałem na iluzjonistycznego osobnika i zbliżyłem się w jego kierunku. - Nie widzę problemu, jednak - w tym momencie spojrzałem na szóstkę osób przy drugim stole, będącymi za ścianą iluzji - Mam odpowiadać przed państwem, czy przed waszą iluzją? Jeden z nich uśmiechnął się. - Pierwszy test zaliczony. - powiedział dość głośno. Pozostała piątka przytaknęła. Mimo ich pozytywnego nastawienia - i tak skończyło się na odpowiadaniu na ich wymyślne pytania. Jednak nie zostałem odprawiony z kwitkiem - czas przejść do kolejnego pokoju. --- Zaraz... Czemu tu jest kryształ mocy? (Kryształ oceniający moc magiczną i ilość many - Tsuna) - Domyślam się, że wiesz jak z tego korzystać... - powiedziała kobieta ubrana w biały kitel. - Ah, tak... To będzie dobra okazja... Sprawdzę czy moja moc magiczna i ilość many, naprawdę się zbugowała. Przykładając dłonie do magicznego kryształu, skoncentrowałem manę w swoich dłoniach. Magiczny kryształ zaczął jarzyć się w kolorze indygo, a mana z mojego ciała była transferowana do owego kryształu. Po chwili zobaczyłem swój wynik : Poziom Ilość Many Moc magiczna 25 2155 1332 S SS OCENA S+ ( To jest skalowane poziomowo.. Kiedyś mejbi wyjaśnię XD) Kobieta podchodząc do owego urządzenia nie była przygotowana na ujrzenie czegoś takiego. Widząc te liczby i tą ocenę, z jej ust wydobyło się ciche: - Niemożliwe… Prosiła mnie o powtórne przejście tego testu, jednak wynik się nie zmienił.Zauważyłem, że początkowo sceptyczne nastawienie do mojej osoby, zmieniło się w dość przyjazne - i nie powiem - lekko mnie to rozbawiło. Dostałem od niej karteczkę ze swoją oceną, z którą miałem udać się do budynku obok. “A więc mój status się nie zbugował. Jednak jakim cudem tak bardzo się zwiększył? Czyżby to był wpływ “sześciu ścieżek” ? - zadając sobie to pytanie, wyszedłem z budynku i rozejrzałem się po okolicy i skierowałem swoje kroki do wyznaczonego pomieszczenia. -- Punkt widzenia Stelli Zhari-- Dzisiejszego dnia nikomu nie udało się przejść testu. - gdy miałam szykować się do wyjścia, usłyszałam pukanie do drzwi. - Otwarte, proszę wejść. - powiedziałam dość głośnym tonem. Do pomieszczenia wszedł dość wysoki, szczupły chłopak o niebieskich włosach - które z kolei są ułożone w dość dziwny sposób. Spojrzałam mu w oczy - cholercia, nie dość, że przystojny to jeszcze jego oczy są różnego koloru. Lewe oko w kolorze niebieskim, a prawe w czerwonym.Nie, moment...Na jego prawym oku znajduje się dziwny symbol... - Witam. Zostałem tu skierowany z pokoju obok... - powiedział zachowując drobny uśmiech na swojej twarzy. - Rozumiem... W takim razie... - mówiąc to wskazałam na kryształ many - Domyślam się, że wiesz jak z tego korzystać... - Ah, tak... - odpowiedział i rozpoczął proces sprawdzenia. Gdy skończył, zbliżyłam się aby zobaczyć wyniki i - zamarłam. Przyznało mu ocenę S+? Przecież to niemożliwe... To już drugi raz… Nie, momencik. Możliwe, że to błąd. Poprosiłam go o powtórzenie tego testu, jednak mimo to nic się nie zmieniło... Ocena S+ Przekazałam mu papiery i ruszyłam do gabinetu dyrektora, aby zaraportować mu tą sytuację. - To nie był błąd? - Sprawdziłam dwukrotnie. Nie ma możliwości pomyłki. - odpowiedziałam. - Rozumiem. Przyjrzę się temu z bliska. Możesz odejść. - Oczywiście. To niesłychane... Gdy opowiedziałam Panu Vergim’owi o oku tego chłopaka, to bardziej wzbudziło jego zainteresowanie niż jego ocena... Czyżbym była świadkiem... -- PoV Yuu-- Jasna cholera. Co mogło pójść nie tak, że poproszono mnie do stawienia się u dyrektora?Nie... Zaraz.Nie panikuj Yuuichi Sakumo! To pewnie standardowa procedura. Keep calm... Grzecznie zapukałem i niemal od razu usłyszałem. -Proszę wejść.Wchodząc do pomieszczenia zauważyłem mężczyznę wyglądającego na maksymalnie dwadzieścia parę lat, siedzącego w magicznym kręgu, z książką w dłoni. Jego oczy oraz włosy były koloru czarnego. Nie pomyliłem się i trafiłem do dobrego pokoju - sprawdziłem dwa razy przed wejściem. Czyżby on był... Dyrektorem?Wygląda na zbyt młodego, jednak... Magia jest przerażająca - pod wieloma względami. Ukłoniłem się - tego wymagała kultura. - Witam, poproszono mnie o stawienie się w pana gabinecie. - powiedziałem. Słysząc moje słowa, zamknął książkę i odłożył ją na biurko obok. - Ah, tak. Przed chwilą przejrzałem twoje papiery. - mówiąc to wstał z magicznego kręgu, który po chwili zniknął - Yuuichi Eitarou Sakuma, zgadza się? Przytaknąłem. - Pierwszy test zaliczony perfekcyjnie, podobnie jak drugi i trzeci. Dodatkowo nasz “specjalny” kryształ przydzielił ci rangę S+. Mógłbym powiedzieć, że wystarczyłoby to abyś bez problemu został przyjęty, jednak... Jednak? Szlag, a więc jednak beznadziejnie to wygląda? - Usłyszałem od Stelli o twoim oku. - mówiąc to zbliżył się do mnie i przyjrzał się mojemu czerwonemu oku - Jesteś użytkownikiem “sześciu ścieżek”? Przełknąłem ślinę. Szlag, mogłem się domyślić, że to skończy się w ten sposób. Kłamstwo nie ma sensu, przed osobą jego pokroju. No i mogłoby się dla mnie tragicznie skończyć.. Wolę tego uniknąć... - Zgadza się. - powiedziałem. - Czy to jakiś problem? Mężczyzna ruszył głową. - Ależ w żadnym wypadku! - odpowiedział uśmiechając się. - Chciałem się upewnić, że ta umiejętność trafiła w odpowiednie ręce... - powiedział po chwili. Zaraz... Co on ma na myśli mówiąc “trafiła w dobre ręce”? - Nie rozumiem... - odpowiedziałem lekko skonfundowany. - Oh, wybacz. “Sześć ścieżek” to umiejętność przypadająca tylko jednej osobie. - wyjaśnił. - Znałem osobę, która posiadała ją przed tobą, niestety zmarła jakieś dwanaście lat temu. - R... Rozumiem... Spojrzałem na niego i zauważyłem błysk w jego oku.Szlag, czyżby on właśnie używał na mnie... -- PoV Rushder Vergim --- - Dziś po raz drugi jestem pod wrażeniem. - powiedziałem, spokojnym krokiem podchodząc do osoby stojącej naprzeciwko mnie. - Osoba posiadająca talent magiczny, zdolności sześciu ścieżek i... Pochodząca z innego świata. Słysząc moje słowa cofnął się o kilka kroków. Dlaczego to zrobił? Oh, no tak. - Nie musisz się obawiać. - mówiąc to wręczyłem mu kartkę z przyjęciem do mojej szkoły, z moją pieczątką. Czytając jej zawartość lekko się uśmiechnął. - Informację o twoim pochodzeniu zachowam dla siebie. - powiedziałem. - Dlatego będę zobowiązany, jeśli tak samo nie będziesz o nim rozpowiadał. - Nie planowałem. - odpowiedział. Kilka minut później odesłałem go do akademiku, wręczając mu “specjalne pozwolenie”, aby bez problemu dostał jakiś pokój... Osoba z innego świata, co…?Jak duży potencjał w sobie posiadasz?Twój rozwój będzie w stanie mnie zadziwić, czy okażesz się kolejną porażką? Najbliższe lata... Zapowiadają się całkiem interesująco. --
  14. 19 points
    Studiowanie magii pod okiem mistrzów magii jest całkiem przyjemne. Sposób w jaki tłumaczą, wydaje się być zrozumiały dla każdego kto wykazuje choćby odrobinę motywacji.Kolejnym ciekawym aspektem mojej nauki jest z całą pewnością... - Zmierzmy się w tym egzaminie, Yuuichi! Powiedział to nikt inny jak moja przesłodka współlokatorka - Kazuki. Poza zwykłą nauką rywalizujemy między sobą o czołowe miejsce w rankingu pierwszaków.Jako, że te testy odbywają się równo co miesiąc - mamy czas aby się do nich przygotowywać. Jak do tej pory mamy remisik - pierwszy miesiąc należał do niej, a drugi do mnie. Rzucając mi oficjalne wyzwanie, na jej twarzy gościł uśmiech. To takie przyjacielskie sprawdzanie wiedzy - no a nasza osobista “walka” o pierwsze miejsce dodaje temu trochę uroku. - Jestem za! - powiedziałem, a mały uśmieszek zagościł na moich ustach. Kazuki siadając na łóżku powiedziała: - Co powiesz na malutki zakładzik? Zakład, co?Albo jest pewna swojego zwycięstwa, albo chce mnie sprowokować... Jednak... - Co dokładnie masz na myśli? - zapytałem - W sensie jakiego rodzaju chcesz zrobić ten zakładzik? Kazuki przez chwilę zastanawiała się nad rodzajem zakładu. - Zwycięzca będzie mógł wydać jeden rozkaz przegranemu. Co ty na to? - zaproponowała. Jeden rozkaz, co?Brzmi interesująco...Aby ją lekko zawstydzić, lekko się odsunąłem i zakryłem się rękoma: - Co ty chcesz mi zrobić? Kazuki przez chwilę kręciła głową, i dopiero po dłuższej chwili zorientowała się co miałem na myśli. - To nie tak!! - powiedziała - Nie miałam tego na myśli!!! Urocza. - Wiem,wiem... - odpowiedziałem uśmiechając się. I właśnie w ten sposób zatwierdziłem nasz malutki zakładzik. -- Dzień Egzaminu: Część teoretyczna - podstawowa wiedza o rodzajach magii... Wraz z Kazuki zostaliśmy zaproszeni do sali, gdzie uczył profesor Masato Saphir.Była to zasługa dyrektora, który za nasze dobre oceny pozwolił nam na dość sporą swobodę przy egzaminach - nie wspominając o fakcie, że każdy z senseiów był raczej zadowolony z powodu rywalizacji dwójki młodych talentów, więc pozwolili nam przeprowadzać egzamin w podobny sposób jak przy różnych konkursach. - A więc pytanie pierwsze - mówiąc to profesor Masato zerknął do swojej rozpiski. - Jakie są podstawowe rodzaje magii? Nie zdążył dokończyć, a Kazuki już wyrwała się do odpowiedzi. - Magia Inkantacji, Magia Woli, Magia Intuicyjna i Magia Rytualna. - Zgadza się. W takim razie, które z was opisze Magię Inkantacji? To moja szansa na wyrównanie wyniku, więc jazda! - Jest to rodzaj magii najbardziej kojarzący się - i słusznie - z postacią tradycyjnego maga. Tajemnicze formuły, skomplikowane gesty, księgi zaklęć – oto przejawy uprawiania tej formy magii. Tutaj wykorzystywanie narzędzia, jakim jest magia odbywa się przy pomocy innych instrumentów - gestów i słów. Niezwykle istotnym jest ich dobór, bowiem nie wszystkie dobrze ze sobą współdziałają. Nie wystarczy po prostu powiedzieć: „Zapal się”, machnąć ręką i oczekiwać, aby ognisko stanęło w płomieniach. Do tego trzeba o wiele bardziej skomplikowanego gestu i słów mocy. Najlepiej do tego celu nadaje się Pradawna Mowa, jednakże Język Elfów, Smocza Mowa, Mowa Demonów również się do tego nadają. Nie można też zapomnieć o Czarnej Mowie, która jest szczególnie przydatna w tkaniu zaklęci związanych ze złem. Odpowiednio dobrane, dobrze wykonane i zgrane w czasie gesty i słowa – zwane wspólnie inkantacją – dadzą pożądany przez nas efekt. W oczach senseia dostrzegłem pewien błysk. - Jestem pod wrażeniem Yuuichi~kun. Żeby ktoś w twoim wieku wiedział o “Czarnej mowie”... Naprawdę mnie zaskoczyłeś. Kazuki lekko przygryzła wargę. Oho, jest zła. - Powiedz mi jeszcze od czego zależy siła zaklęć i jaka jest ich charakterystyka. - Oczywiście. Siła czaru w dużym stopniu zależy od dbałości, z jaką zostaną wykonane gesty i słowa, a także od dokładności, z jaką zostały one opracowane. Jedną z najważniejszych charakterystyk zaklęć jest fakt, że jest to najbardziej precyzyjny sposób tkania czarów. Ma to jednak swoją cenę, którą jest jest jego mała elastyczność. Użytkownik tej magii musi znać dokładne efekty rzucanych przez niego zaklęć. Jednakże aby wywołać jakiś efekt musi wcześniej długo studiować. Profesor Masato kiwnął głową. - Dobra odpowiedź. Kolejne pytanie dotyczy magii rytualnej i jej charakterystyk. Kazuki wyrwała się do odpowiedzi, gdy tylko usłyszała frazę: magia rytualna. No tak, w tym temacie nie będę w stanie z nią wygrać... Przez te dwa miesiące, zdążyłem się zorientować, że jest nią bardzo zafascynowana... - A więc - Magia Rytualna to rodzaj magii kojarzący się głównie z wiedźmami i demonologami, choć w równym stopniu posługują się nim tradycyjni magowie, o czym często się zapomina. Tajemnicze tańce, niezwykłe rekwizyty, specyficzne pory dnia i roku – to rdzeń tego rodzaju magii, który przypomina - w tym momencie Kazuki szukała porównania - pieczenie ciasta: weź składniki, zamieszaj, włóż do pieca i czekaj na wyniki. Rzucanie zaklęć przy pomocy tego rodzaju wiąże się z wykorzystywaniem mocy miejsc, ułożenia gwiazd, zjawisk, a także mocy symboli nadawanych im przez różne istoty. Dzięki starannie odprawionym rytuałów staje się możliwe wyzwolenie zgromadzonej w tych rzeczach energii. Uzyskanie odpowiednich efektów wiąże się z odpowiedniego doboru i połączenia wszystkich elementów rytuału, które zwykle wymaga matematycznych i astrologicznych obliczeń. Profesor kiwnął głową. - Wyśmienita odpowiedź. A więc od czego zależy ich siła zaklęć? Było to obowiązkowe, aby zaliczono ci punkt. - Potęga czaru zależy od warunków, w których jest przeprowadzany rytuał, od ułożenia gwiazd, od tego jak dobrze mag jest do niego przygotowany oraz od rytualnych przedmiotów, które są przez niego używane. - odpowiedziała Kazuki bez chwili zawahania. - Zgadza się. Ich charakterystyka? - Dzięki magii rytualnej można uzyskać najpotężniejsze efekty, które mogą utrzymywać się przez bardzo długi czas i wpływać na wielkie obszary. Ceną jest długi czas przygotowania i odprawiania rytuałów, a także nie do końca przewidywalne skutki rytuałów. - Zgadza się. Szlag, znowu jest na prowadzeniu! Jeśli tak dalej pójdzie to... - Kolejne pytanie dotyczy magii Intuicyjnej... TAAAK!! Wyrwałem się do odpowiedzi, gdyż ten rodzaj magii jest mi bardzo dobrze znany - gdyż sam go używałem. - Niektóre osoby - choć nie odbyły żadnych magicznych studiów - posiadają naturalną zdolność do używania magii. Spowodowane silnymi uczuciami potrafią wyzwalać magiczną moc i wpływać tym samym na otaczający ich świat, w sposób trudny do przewidzenia, często samemu nie rozumiejąc sposobu, w jaki to czynią. Zwykle po prostu wyrażając pragnienie - świadomie lub podświadomie - aby coś się wydarzyło i to w mniejszym lub większym przybliżeniu się zdarza - oczywiście pod warunkiem, że ich magia jest wystarczająco silna. Część magów gardzi tym rodzajem uprawiania sztuki, twierdząc, iż nie ma ona nic wspólnego z kontrolowanym kształtowaniem świata. W tym względzie z pewnością mają rację – Magia Intuicji jest najbardziej nieprzewidywalna w efektach ze wszystkich. Sensei zadał mi dość kontrowersyjne pytanie. - Zaliczasz się do tej grupy magów? ----------------- A więc kilka ogłoszeń parafialnych : 1. Timeskip szkolny będze występował w postaci KILKU/NASTU/DZIESIĘCIU partach. Będę opisywał różne wydarzenia, które będą mu się przytrafiały w tej magicznej szkółce. Swoją drogą jak macie jakieś fajne pomysły ( Na ciekawe wydarzenie) zapraszam do tematu : Secundo - Kolejny czapter standardowo - jak będą lajki CDN w Next czapku bcuz limit 1k słów który sobie ustaliłem jest już przekroczony.
  15. 18 points
    Wracałem do pokoju, z oczywistym zamiarem przygotowania się do dłuższego wypadu, jednak w drodze zostałem złapany za rękę i wciągnięty do innego. Nie spodziewałem się tego, biorąc pod uwagę, że cały czas mam minimapkę na widoku - no i magiczna sekwencja nie wykryła żadnego wroga - inaczej dostałbym spam komunikatów, których nie dałoby się zignorować... Usłyszałem odgłos zamykanych drzwi, spojrzałem przed siebie i jedyne co mogę powiedzieć - to było ostatnie, czego się spodziewałem. - Naprawdę nie spodziewałem się po tobie takiej ofensywy... - powiedziałem, lekko się uśmiechając. - Możesz wyjaśnić mi o co chodzi, Yuna~cchi? A więc co mogę powiedzieć o swojej aktualnej sytuacji? Zostałem zaciągnięty do pokoju, przez dziewczynę, która na co dzień jest dość cicha i skryta. Tu jeszcze nie ma nic dziwnego, biorąc pod uwagę “to”, co nas łączyło, gdy jeszcze siedziałem w królestwie Senga, ucząc się podstaw magii. Dla zainteresowanych tym faktem, mogę też zdradzić, że to właśnie “Ona” jest powodem, przez który osobnik nazywany Chiura Jun, uważa mnie za swoje nemesis. Jednak to ma w tym momencie najmniejsze znaczenie. - Udam, że nie wiem, co masz na myśli mówiąc “ofensywa”. - odpowiedziała, starając się zachować pokerową twarz, jednak na jej twarzy widniały drobne rumieńce. - Na początku chciałam z tobą porozmawiać, jednak... - Jednak? - zapytałem zainteresowany powodem jej nagłego przerwania zdania. - Troszeczkę zmieniłam zdanie... - mówiąc to, zbliżyła się do mnie, w dość nieprzyzwoity sposób się do mnie przytulając. Przez jej piersi, które dociskała do mojego ciała, chwilowo straciłem czujność - ona to wykorzystała i delikatnie mnie odepchnęła, a ja robiąc kilka kroków w tył - zahaczyłem o łóżko, na które padłem - dziwne, mam okropne deja vu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Yuna korzystając z okazji jak leżałem na łóżku, usiadła na moich kolanach, spoglądając mi prosto w oczy. Lewą ręką delikatnie chwyciła za sznurek, który wiązał jej włosy, a prawą delikatnie je poprawiła. Widok dziewczyny takiej jak ona przybierającej maskę perwersji, jest w pewien sposób… czarujący. Rozwiązuje swoje włosy, wiedząc, że w ten sposób będzie bardziej uwodzicielska. Naprawdę, kto ją tego nauczył? Ach, z całą pewnością Yae… Jej twarz z każdą chwilą stawała się coraz bardziej zaczerwieniona, a gdy skończyła poprawianie swoich długich włosów, spojrzała na mnie z pewnego rodzaju satysfakcją. Oya, oya, tak chcesz się ze mną bawić? Cóż, jestem bardziej niż zainteresowany, ponownym doprowadzeniem cię do kosmicznego zawstydzenia, którego oglądanie zawsze sprawiało mi przyjemność. Mam ochotę wykonać stary dobry kontratak, jednak moja ciekawość bierze nade mną górę - chcę zobaczyć co planuje. Samo to może być na swój sposób… interesującą rozrywką. - Och, czyżby to było wszystko, na co cię stać? - zapytałem, lekko się uśmiechając, gdy tylko dostrzegłem jej wahanie. Nie odpowiedziała, lecz zadziałała - zbliżyła swoje usta do moich, rozpoczynając zabawę od drobnego pocałunku, który potrwał krótką chwilę. Mając ochotę się z nią podrażnić, przerwałem go, gdy tylko zauważyłem, że zaczyna jej się to podobać. - Złośliwiec... - powiedziała dość uwodzicielskim głosem, zbliżając swoje usta do moich ~ Jeszcze.. - wyszeptała swoim słodkim głosem, któremu nie mógłby odmówić żaden prawdziwy facet. Całowaliśmy się namiętnie przez dłuższą chwilę. Wyższą temperaturę w pokoju dosłownie dało się wyczuć - prawdopodobnie nawet za drzwiami. Nie wiem czy robiła to świadomie - czy instynktownie, ale nie przerywając pocałunków - powoli rozpinała mi koszulę. Pozostanie jej dłużnym nie wchodzi w grę - skierowałem swoje zwinne dłonie ku jej jędrnym piersiom, które delikatnie masowałem, sprawiając, że pojękiwania Yuny stały się coraz głośniejsze, a jej oddech - coraz cięższy. Yuna osunęła się na łóżko, próbując złapać oddech. - I w taki oto sposób, zawodniczka numer jeden, została pokonana technicznym nokautem. - odpowiedziałem triumfalnie, spoglądając na jej perwersyjny wyraz twarzy. Jest źle, naprawdę mam ochotę się jeszcze troszeczkę zabawić jej kosztem... Szybkim i delikatnym ruchem, rozwiązałem pas, który wiązał jej kimono, tym samym sprawiając ze od jej jędrnych piersi dzieliła mnie tylko jej koszulka.....Skierowałem swoje dłonie trochę niżej i…. [Puk Puk] Usłyszałem pukanie do drzwi. ~ Yuna, zejdź na dół. Akira zwołał całą grupę... - to był głos nikogo innego jak Toshiro, który jak się okazało pomagał Akiemu w odszukaniu każdego z ich grupy. To zaskoczyło nas oboje. Ja wstałem jak oparzony, a Yuna szybko poprawiła swój ubiór. No po prostu nie do wiary, co się tu dzieje. Moja “słodka” chwila przyjemności i mały rewanż który chciałem przeprowadzić, zostały mi odebrane przez Toshiro... Naprawdę mam ochotę wybić mu ze dwa zęby w ramach mojej wdzięczności... ~ Yuuna! - Toshiro ponownie zapukał do drzwi, tym razem starając się je otworzyć. - Chwilkę… - odpowiedziała Yuna, która zaczęła lekko panikować, co sprawiło, że się cicho zaśmiałem. Ona widząc to, podniosła poduszkę i chciała nią we mnie rzucić, jednak nim zdążyła się zamachnąć, zbliżyłem się do niej, całując ją, a następnie teleportowałem się do miasta, aby zająć się wynajęciem nam transportu, który doprowadzi nas do wioski Ecrin, znajdującej się obok stolicy. Nie chcę... Czy raczej nie mogę używać teleportacji podczas trwania akcji “Zniknij z radaru”. Zaklęcia tego typu zostawiają za sobą ślad, co ułatwiłoby im odkrycie, gdzie ewentualnie planujemy się udać. To jest główny powód, dla którego chce wykorzystać wioskę Ecrin - gdy przeniesiemy się tam z zamku, znikniemy używając powozów wypożyczonych wcześniej - upewnię się również, że nikt nie będzie o nas pamiętał. Planuje też zrobić dłuższą trasę, zahaczając o kilka miast i wiosek, a nie lecieć bezpośrednio na miejsce - głównie po to, aby zostawić kilka fałszywych tropów i poszlak - bo fakt, że Rey kogoś za nami wyśle, jest bardziej niż oczywisty. Dlatego zabezpieczenie trasy w ten sposób, wydaje mi się najrozsądniejsze. Tak właściwie podczas tej całej podróży, planuje sprawdzić umiejętności tych jełopów - i nie mówię tu o ich skilach, a raczej umiejętnościach przetrwania... Może rozsądnie byłoby przyjmować jakieś zadania z gildii, w trakcie tej podróży? Dzięki temu wzrośnie też ich ranga - no i przybędzie trochę finansów. Raczej nadarzy się niejedna okazja, aby im to zaproponować, więc na chwilę obecną - nie będę się tym przejmował. Spokojnym krokiem wróciłem do pokoju i spakowałem wszystkie swoje przedmioty do swojego “magicznego” ekwipunku. Biorąc pod uwagę to, co planuję zrobić, pewne jest jedno - dużo czasu minie, zanim będę miał okazję tu wrócić. Cieszy mnie tylko fakt, że nauczyłem się prawie wszystkiego, co chciałem. ~Westchnięcie. Przez najbliższe kilka dni, na brak zajęć - narzekać nie powinienem... To się namiałem odpoczynku...
  16. 18 points
    TO JEST MIEJSCE NA REKLAMĘ ; Podobało się? - Skomentuj, polub = to motywuje do skrobania Masz jakiś interesujący pomysł? = Wypowiedz się w dziale "PROPOZYCJE" --- - Wiesz, czym jest zmiennokształtność, Aki? - Chodzi ci o zmienianie się w zwierzaki? - zapytał niepewnie Akira, siadając obok mnie. - Zmiennokształtność nie ogranicza się do tego. - odpowiedziałem, odpalając tryb Sensei’a - Używanie jej pozwala użytkownikowi na zmianę jego formy i fizjologii, aby utworzyć inny wygląd dla siebie. Mówiąc to, oddaliłem się kilka kroków od Akiry przybrałem formę czarnowłosego osobnika, którego grałem przy akcji łapania szajki bandytów. - I jak? - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. Pragnę dodać, że głos, który używałem - należał do Akiry. Słysząc mnie, jego szczęka niemalże upadła na podłogę. - Nawet głos?! - wymamrotał Akira, wytrzeszczając oczy. - Zgadza się.- odpowiedziałem, jednak widząc jego kosmiczne zdziwienie, nie udało mi się powstrzymać śmiechu. - Poza samym wyglądem, ta umiejętność pozwala również naśladować głos, co umożliwia niemal niewykrywalne podszywanie się pod inną osobę. - Nie mam, co do tego wątpliwości... - rzekł Akira, któremu udało się otrząsnąć z szoku. - Gdybym nie widział twojej zmiany, do głowy by mi nie wpadło, że to możesz być ty... - To zrozumiałe. - odpowiedziałem, jednocześnie deaktywując swojego małego “shapeshifta”. - Mam rozumieć, że demonstracja tej zdolności, ma coś wspólnego z twoim planem? - Szybko załapałeś. - odpowiedziałem. - Zmieniając wygląd pozostanę nieuchwytny. - To całkiem możliwe, jednak... - Akira wydawał się być lekko zaniepokojony, mówiąc to. - Hmm? Jakie znowu “jednak”? - Jaką masz pewność, że uda ci się to zrobić, bez wykrycia? - Jakieś siedemdziesiąt procent, jeśli będę używał swojej “minimapki”... - odpowiedziałem, pokazując mu część “potencjału” tej umiejętności w postaci okienka, które się przed nim pojawiło. - To teraz pozostaje najważniejsze… Nie masz pewności, czy ta dziewiątka ci zaufa... W końcu będziesz dla nich “obcą” osobą. - Kto wie? W ostateczności wezmę jakąś linę i ich wszystkich zwiążę. - odpowiedziałem, starając się ignorować słowa Akiry. To o czym wspomniał Akira, było całkiem istotne... Przez to, że odzyskałem swoje “stare” ciało, mój wygląd powrócił do pierwotnego - oni nie zdają sobie z tego sprawy - nie wiedzą, kim jestem. Poznali “Sakumę Yuuichiego” jako niebieskowłosego faceta, z heterochromią [różnobarwnością tęczówek - piszę dla zasady]. To naprawdę może sprawić mi kłopot, jeśli chodzi o rozmowę z tymi imbecylami. Na razie to zignoruję - jeśli będzie trzeba, wymyślę coś na miejscu. - Więc? Jakie jest moje zadanie? - zapytał Akira. - Udasz się ze mną do wioski obok stolicy. - odpowiedziałem, oznaczając miejsce na minimapce, aby mu to zobrazować. - Co dalej? - Wynajmiesz pokój w karczmie. Gdy dotrę do lochów pod zamkiem, będę chciał ich przeteleportować wprost do wynajętego przez ciebie pokoju. - Chcesz abym był pierwszą “znajomą” osobą, którą spotkają? - mówiąc to, Akira lekko przymrużył oczy. - Zgadza się. Okazując zainteresowanie ich losem, wzbudzisz ich zaufanie. - odpowiedziałem, lekko się uśmiechając. - Nie uważasz, że ono należy się tobie? - odpowiedział, nie kryjąc ciekawości. - W końcu to ty odwalisz całą “brudną” robotę... - Nie potrzebuję go. - słysząc moje słowa, Akira wydawał się być lekko zszokowany. - Ponieważ nie zamierzam im pomagać w nieskończoność. - … - Akira przygaszony moimi słowami, lekko opuścił głowę. - Nie zmienisz zdania? - To niemożliwe. - odpowiedziałem, pewny swoich słów. - Gdy ostrzegałem ich co się dzieje, zostałem przez nich całkowicie zignorowany. Skoro ich zaufanie ma oznaczać dla mnie dodatkową robotę w postaci niańczenia tej bandy, to ja podziękuję... - R… Rozumiem... - rozumiejąc mój punkt widzenia, Akira mógł się z tym tylko pogodzić. - Poinformuj Toshiro i resztę składu. - mówiąc to, odwróciłem się w kierunku budynku głównego. - Ja zacznę swoje własne przygotowania. Akira przytaknął, a ja ruszyłem do miejsca, w którym dostrzegłem Rushdera. “Dlaczego go szukam?” - czy to nie oczywiste? Uwolnienie tej dziewiątki nie będzie miało sensu, jeśli nie będą mogli się gdzieś ukryć. Rey mimo wszystko tak łatwo nie odpuści i w najgorszym wypadku posłałby za nimi armię, z rozkazem pozbycia się ich na miejscu. Jednak jest pewno miejsce, do którego nawet On - jako król - nie dotrze. Zgadza się - Uniwersytet Rushder’a Vergima. No w końcu, gdzie może być bezpieczniej, niż w uniwersytecie najsilniejszego maga, którego nikt nie chce wkurwić? Trochę mnie to wkurza, że po raz kolejny będę zmuszony prosić go o przysługę - nie lubię być komuś zbyt wiele dłużny... No i ostatecznie jeśli uzna to za zbyt wielki kłopot, będę musiał pomyśleć nad alternatywą, którą w moim przypadku będzie zostawienie ich losowi, gdyż los tej szajki jest mi obojętny. No może nie do końca całej - w końcu jest kilka wyjątków. Sensei i jego standardowa kryjówka, gdy chce uciec od obowiązków - na widoku. Moja obecność nawet go nie zaskoczyła, jednak to, co planowałem zrobić - już tak. Opowiedziałem mu oczywiście co planuję zrobić - i jakiej taktyki użyć, dodatkowo informując go o osobach, które planuję odbić - i ich umiejętnościach specjalnych. Tak, powiedziałem o umiejętnościach, z nadzieją, że wzbudzą jego ciekawość,jednak nie wyglądał na zbyt zainteresowanego nimi. “Albo jego pokerowa twarz stała się lepsza, albo te umiejętności są mu znane” - to była moja pierwsza myśl. - Rozumiem co chcesz osiągnąć, jednak nie mogę ich przyjąć do szkoły. - rzekł Rushder. - Nie mają szans na przejście oficjalnego testu... - To fakt. Ich magiczne umiejętności zawdzięczają grymuarom, a ich zdolności przy kontroli własnej energii jest prawdopodobnie równa zeru... - Więc widzisz jak wygląda sprawa. - mówiąc to, zamknął trzymaną w dłoniach książkę. - Jednak jest pewna alternatywa. - Alternatywa? - zapytałem zainteresowany. - Chodzi ci głównie o miejsce, gdzie ta grupa mogłaby przeczekać jakiś czas, prawda? Przytaknąłem. - I najlepiej, aby opanowali jakieś podstawy magiczne, aby nie umarło im się przy najbliższej okazji. - W takim razie może skorzystasz z domku w górach? - zaproponował Rushder. - Wiesz, tego, w którym przez jakiś czas trenowałeś, gdy zakończyliśmy dungeon, w którym zdobyłeś “zakontraktowaną” bestię. - Zakontraktowaną besti… Ach, Ayano… - słysząc ten tekst, miałem wrażenie, że moja smocza towarzyszka, by się teraz zaśmiała. - Góry… Ach, masz na myśli “to” miejsce?! - Osoby bez tego klucza, nie będą w stanie wejść na teren domostwa, więc uważam, że to całkiem dobry pomysł... - rzekł Rushder. - No i jeśli chodzi o naukę magii, ktoś może się nimi zająć. W końcu zaklęcie teleportacji jest jednym z podstawowych, co sprawi, że nie stracą czasu na zbędną podróż... - Zająć? Skoro bez kluczyka nikt nie wejdzie, to jak mają się tam dostać. W tym momencie Rushder lekko się uśmiechnął i wyciągnął drugi klucz. - Posiadam też zapasowy, wiesz? - Czemu mam wrażenie, że czekałeś na ten moment? - zapytałem, już nawet się tym nie przejmując. - To naprawdę baardzo ciekawe... - odpowiedział Rushder. Chwilkę jeszcze porozmawialiśmy, a następnie wróciłem do akademika, aby porozmawiać na ten temat z Ayano, która już nawet nie była zdziwiona tym, co chcę zrobić. Nie zgodziła się jednak, gdy chciałem aby została w akademiku, przez co będzie wraz z Akirą czekać w wiosce obok. Eitarou od samego początku wiedział o wszystkim, więc nie musiałem mu o niczym mówić. Pozostało więc tylko zebrać sprzęt i ruszyć w drogę. Czuję dziwny dreszczyk emocji, w tym co robię - to całkiem... Odświeżające. Jedno jest pewno - nie będę mógł narzekać na nudę w przeciągu następnych kilku dni.
  17. 18 points
    By Autor : Zbliżamy się wielkimi krokami do zakończenia tomu pierwszego. Nie wiem czy będzie miał on równe 100 chapterów, bo szczerze nie mam pomysłu jak go "przeciągnąć". Niemniej jednak 90+ na 100% powinno być - tak więc nei jest źle. Podobało się? - Skomentuj, polub = to motywuje do skrobania --------- Wchodząc do pokoju, zauważyłem Kiyomi Kotegawę - nikogo innego jak niesławną “Księżniczkę Bestiołaków aka zwierzołaków”. - jak kto woli. Siedziała ona przy stole, uroczo się uśmiechając. Muszę przyznać, że od naszej ostatniej wizyty lekko się zmieniła… [By Tsu - I kto to mówi?!] Jej skóra odzyskała kolory, no i z uśmiechem zdecydowanie jej do twarzy. Umu - nie żałuję tamtej drobnej straty poziomów, bo zdecydowanie była tego warta! - Ach, Yuuichi~sama! - rzekła Kiyomi, dostrzegając mnie przy drzwiach. - Trochę czasu minęło, Hime~sama. [By Tsu - prosze, powiedzcie, że nie muszę tego tłumaczyć...] - mówiąc to, lekko się ukłoniłem - Co sprowadza cię w te strony? - Tak od razu do interesów? - zapytała lekko zawiedziona. - Przysłał mnie mój ojciec, abym poinformowała cię o aktualnej sytuacji w królestwie Senga... Królestwo Senga… Ach, no jasne. Przez Kaori i Katsurę, całkowicie zapomniałem, że poprosiłem ich króla o zdobywanie informacji i poinformowanie mnie, gdy zdarzy się coś poważniejszego. Jednak przekazać mi te informacje mógł przez Kaori i Katsurę, więc nie widze powodu, dla którego przysłał tu swoją własną... Nie, czekaj... Prawdopodobnie chciał mi w ten sposób okazać szacunek - naprawdę intrygujący z niego staruszek. - Rozumiem, jednak to nie jest odpowiednie miejsce na takie rozmowy. - odpowiedziałem. Księżniczka Kiyomi usiadła przy stole, na którym czekała na nią herbatka, lekko się uśmiechając. - Akademik jest prawie pusty. - powiedziała. - Pomijając oczywiście Panią Ayano i osobę z pokoju obok twojego. - To wiele wyjaśnia. - odpowiedziałem, siadając naprzeciw Kiyomi~hime. - W takim razie Hime~san, zamieniam się w słuch. - Sprawa dotyczy dziewiątki bohaterów, którzy zostali uwięzieni na rozkaz Króla Rey’a Sentaro - rzekła, wyciągając pewien zwój. - Tu są ich imiona i nazwiska. Przyjąłem od niej zwój, na którym znajdowała się królewska pieczęć, a następnie go rozwinąłem. Widząc nazwiska znajdujące się na niej, zrozumiałem, że schwytane zostały osoby, które współpracowały z Akirą. Zrozumiałem to, widząc... Czy raczej nie widząc na liście nazwisk idiotów trzymających się z Shintaro i Yusuke. - To naprawdę problematyczne... - powiedziałem, zwijając zwój. - Wybacz moje pytanie, ale czy dowiedzieliście się gdzie są przetrzymywani? - Najniższe piętro lochów w zamku królewskim. - odpowiedziała Kiyomi, która dość uważnie mi się przyglądała. - Równie niepokojącym faktem jest to, że władca królestwa Senga, sprowadził do stolicy sporej rozmiarów armię. Mimowolnie się zaśmiałem. - To całkiem rozsądne z jego strony. - zauważyłem. - Zrozumiał, że jego działanie nie zostanie przez “nas” zignorowane. Mówiąc “nas” nie mam na myśli tylko Siebie i Ayano. Mówię tu również o Akirze, który nie będzie siedział bezczynnie, gdy się o tym dowie. W normalnej sytuacji nie interesowałoby mnie to - w końcu co mnie obchodzi kilka “uwięzionych” osób, z którymi nie mam nic wspólnego, prawda? Jednak gdy przetrzymywana jest osoba, którą znam - nie mogę tego zignorować. - Wiadomo coś o pozostałej piątce? - zapytałem, przerywając chwilę ciszy. - Według ostatnich informacji, są w drodze do Imperium Qetis. - odpowiedziała Kiyomi. Qetis? Czytałem kiedyś o nim - to teren zamieszkały w większości przez Dwarfy, które specjalizują się w wytwarzaniu najpotężniejszych broni “nie magicznych”. Czyżby zyskali jakieś dodatkowe finanse, umożliwiające im nabycie nowego sprzętu? Czy może idą odpierdzielić kolejną prowokację? Cóż, mniejsza o to - liczy się tylko to, że droga w obie strony powinna im trochę zająć. Kontynuowałem rozmowę z Kiyomi przez około godzinę, dowiadując się coraz ciekawszych rzeczy na temat poczynań Rey’a, a gdy skończyliśmy - poinformowała mnie, że od razu wraca do zamku. To w sumie nic dziwnego - nawet jeśli przy Katsurze i Kaori nic jej nie grozi, wciąż jest pewne ryzyko - a mimo wszystko nie ma ona powodu, aby się za bardzo narażać. W końcu dopiero wraca do formy... Wychodząc z budynku akademika, odpaliłem minimapkę i ruszyłem do miejsca, w którym dostrzegłem Akirę. Postanowiłem poinformować go o tym, czego udało mi się dowiedzieć. Byłem pod wrażeniem tego, że Akira mimo swojego gniewu zachowywał się dość spokojny. Naprawdę rozwija się w całkiem interesującym tempie. - Pieprzony Shintaro... - wysyczał przez zaciśnięte zęby, jednocześnie zaciskając pięści. - Wiedziałem, że nas zdradzi, jednak nie spodziewałem się, że posunie się, aż do tego! - Co takiego planowaliście, że ten idiota zaczął postrzegać was jak zagrożenie? - zapytałem lekko zainteresowany. - Bo chyba nie powiesz mi, że chcieliście zrobić to samo, co Ja, i to go tak przestraszyło. - Nie mam pojęcia... - rzekł Aki. - Mam jednak pewne przypuszczenia.. - Zamieniam się w słuch. - Shintaro obawiał się, że gdy odejdziemy, staniemy po przeciwnej stronie, podczas zbliżającej się wojny.- rzekł Akira. - Zdaje sobie sprawę, że nieważne co zrobi, nie wygra, gdy nasza piętnastka się zjedna. - To było raczej pewne, że prędzej czy później tak by się stało. - zauważyłem. - Wspominałem ci co planuje Rey, prawda? Akira przytaknął. - Wielka wojna, co nie? - Chce, aby inne królestwa wykończyły się nawzajem. - odpowiedziałem lekko rozbawiony. - Piątka idiotów ze zdolnościami osób przywołanych [Czyt specjalną umką] tylko mu to ułatwia... - Świat, do którego nas przywołano… Jest naprawdę nieprzyjemny... - rzekł Akira. - Każdy taki jest. Po prostu wcześniej nie miałeś z tym styczności. - instynktownie odpowiedziałem, słysząc jego komentarz. - To całkiem możliwe. - Ku mojemu zdziwieniu, Aki przyjął to dość normalnie - W końcu przed przywołaniem, byłem zwykłym szczeniakiem, którego jedynym zmartwieniem były kiepskie oceny... - dodał lekko rozbawiony. Ciężko było powstrzymać mi się od śmiechu, widząc, że sam Akira szczerzy zębiska. - Wracając do tematu... - Akira przerwał chwilę ciszy, podczas której walczyłem z samym sobą, aby się nie zaśmiać. - Musimy wymyślić jakiś plan, aby ich uwolnić... - Przewidziałem, że to powiesz. - odpowiedziałem, wzruszając ramionami. - Nie będzie to jednak proste, wiesz? - Domyśliłem się, gdy wspomniałeś o tym, że sprowadził sobie małą armię... - odpowiedział Akira. - Masz jakieś pomysły? - Jeśli mam być szczery, to najlepszym rozwiązaniem byłoby zrobienie tego po cichu. - Oi, oi, nawet ty powinieneś wiedzieć, że włamanie się tam teraz, nie będzie takie łatwe. - zauważył Akira. - Chyba nie wierzysz w cuda, że nie zabezpieczyli się przeciwko komuś takiemu jak ja? - Nie, to oczywiste, że mają kogoś kto byłby w stanie cię wykryć… - odpowiedziałem pewny swoich słów. - Znają twoją umiejętność i zakładam, że już się przeciwko niej zabezpieczyli... - To brzmi naprawdę... Złośliwie... - zauważył Akira. - Miałeś tyle czasu, żeby ją rozwijać, ale oczywiście, że tego nie zrobiłeś… 3 poziom umiejętności specjalnej? Ty ją wogóle używałeś?! - Ta umiejętność do mnie nie pasuje... - zauważył Akira. - Nie lubie skradać się i czaić… - dodał. - A powinieneś to robić, biorąc pod uwagę, że nie jesteś nieśmiertelny... - skomentowałem ironicznie. - Dobra, wracając do głównego tematu... Mam pewną propozycję. Akira słysząc moje słowa, momentalnie spoważniał. No więc dobrze. Czas wyjaśnić mu, dlaczego tak bardzo lubię “magię”...
  18. 17 points
    Rozdział 3: Gruba neko ninja Autor: PanKrecik i Śledziu [Koretka - @Ajabun] Nya~. --------------------------------------------------- Kolejne dwa dni szybko minęły. Do startu WCK pozostało zaledwie pięć godzin, więc był to dobry czas na przygotowanie. Karang wraz z Ikan’em w tym czasie nie robili nic specjalnego. Jeden spożywał alkohol, natomiast drugi palił marihuanę - codzienność. - Karang, pamiętasz, że niedługo gra startuje? - powiedział zmulony Ikan. - Pewnie, że pamiętam. Jak oglądałem na youtubie zapowiedzi, to się podjarałem - odparł podniecony Karang. Czas mijał, a do startu pozostało coraz mniej czasu. Kilka minut przed rozpoczęciem, Ikan zorientował się, że Karang śpi jak kamień. - Hej, Karang, wstawaj, obudź się, zaraz gra startuje - krzyczał zmartwiony Ikan, który nie mógł dobudzić pijanego Karanga. - C-Co się dzieje? O co Ci chodzi, Ikan, daj mi spać - odpowiedział zaspany Karang, który przekręcił się na drugi bok i poszedł spać dalej. Ikan nie wiedząc, co zrobić, wpadł na pomysł. *Trach~* Karang dostał metalowym naczyniem w głowę. - Aaaaaauć! Co ty odpierdalasz? Chcesz mnie zabić? - krzyknął Karang, trzymając się za głowę, patrząc wzrokiem zabójcy na Ikana. - No w końcu się obudziłeś. Za kilka minut startuje gra, pijaku - powiedział złośliwie Ikan. - Cholera, zapomniałem… - odpowiedział cichym głosem Karang. - Ale dobra, jestem gotowy, możemy się szykować do gry. - Dobra! Więc zakładamy kaski i jazda, czekamy na start! - wykrzyczał podniecony Ikan, który ciągle był zajebany i do końca nie kontaktował z rzeczywistością. Gdy obydwoje założyli kaski, zostali ze sobą połączeni transmisją głosową - była to jedna z funkcji kasków do gry - a im oczom ukazał się zegar odliczający, pokazujący, że serwer wystartuje za dwie minuty. - No jeszcze chwila i możemy sprawdzić co to za gra - powiedział Ikan. - No, ciekawe jak wygląda wirtualna rzeczywistość. To mój pierwszy raz w grze tego typu - odparł spokojnym głosem Karang. Obydwoje wpatrywali się w wirtualny zegar, który pokazywał odliczanie do rozpoczęcia. Po chwili pozostało tylko dziesięć sekund. 9… 8… 7… 6… 5… 4... 3… 2… 1… Logowanie... Proszę czekać, trwa skanowanie ciała, przez które stworzymy odzwierciedlenie twojej osoby w świecie gry. Pojawiło się białe tło i nic nie było widać, lecz po krótkiej chwili zaczął się renderować świat, aż w końcu wszystko się załadowało. Im oczom ukazały się setki początkujących graczy oraz kilka specjalnych okazów, które musieli skomentować. - Ikan, czy ty to widzisz? - spytał Karan, badający całe swoje ciało, oraz sprawdzający ruch postaci. - Jeżeli masz na myśli tego pączka po prawej, to tak, aż głodny się zrobiłem - odpowiedział mu Ikan, spoglądając przed siebie. - Chodzi Ci o tą, co wygląda, jakby się miała turlać po ziemi? - krzyknął głośno Karang, na którego spojrzało wielu okolicznych graczy, komentując jego wygląd, który na samą myśl powodował ciarki, bowiem dwumetrowy ork z blizną na oku był rzadkim zjawiskiem. Tak jak gruba neko ninja stojąca w zasięgu ich wzroku. Ikan: “No dokładnie. Widzisz, jak ona skacze po drzewach? Bo ja nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego.” - Dobra, mniejsza z grubą nekoi, co dalej? Idziemy w bój? Czy idziemy bić gości? - Lecz gdy podszedł do kogoś w celu pobicia go, wyskoczył komunikat że PVP dostępne jest dopiero od poziomu dziesiątego. - Nieee, dlaczego. A mogło być tak pięknie - powiedział zasmucony Karang, klęcząc na ziemi i drąc się w niebiosa. W tym momencie przypominał wariata. Ignorując jego zachowanie, Ikan sprawdził swój ekwipunek, a następnie zwrócił się w stronę Karanga i zapytał. Ikan: “Dobra, jaką masz broń podstawową?” “Sztylet, mający 2 ataku” - krzyknął Krang, dalej klęcząc na ziemi. - Hmm, ja mam różdżkę 2 ataku magicznego - powiedział, lekko rozczarowany. - Może statystyki i umki będą jakieś znaczące, a ty przestań się użalać nad sobą i sprawdź swoje staty - krzyknął lekko wkurwiony Ikan, dalszym lamentowaniem Karanga. Następnie obaj otworzyli status, który prezentował się następująco. - O cholera, mam trzy umiejętności, ale zajebiście to wygląda - krzyknął rozbawiony Karang. - Ja tak samo, ale jakieś słabe te buffy. Spodziewałem się czegoś lepszego - powiedział Ikan z wymalowanym rozczarowaniem na twarzy. Nie marudź - odpowiedział mu Karang. - Chodźmy się przejść poza miasto, bo za dużo tu dzieciaków biega, aż mam ochotę ich skopać, a nie mogę… - powiedział zasmucony Ork, kierując się do bramy miasta. - Okej, ale co sądzisz? Zajebista jest ta gierka. Chodzimy, widzimy i słyszymy jak w realu, haha - cieszył się zadowolony Ikan. - Brakuje tylko możliwości gwałcenia niewiast i byłbyś w siódmym niebie - dodałKarang lekko drwiąc z, aż zbyt bardzo podnieconego, Ikana. Poza miastem wielu graczy toczyło walki z potworami porozrzucanymi dookoła miast. Znajdowały się tam między innymi dzikie zające, pełniące rolę najsłabszego potwora. Były trochę inne niż te w realnym życiu, gdyż te miały na swojej głowie róg, który służył im do atakowania przeciwnika. - Tak się zastanawiam: używając tych sztyletów i mojego instynktu wojownika, pokonanie tych potworków będzie proste. Znajdźmy coś lepszego - powiedział zadowolony Karang, wymachując sztyletem. - Dobra - zgodził się Ikan - ale najpierw załóżmy party - dokończył, a po zrobieniu tego, obaj zaczęli się rozglądać za lepszą zwierzyną. - Chodź, pójdziemy tą dróżką przez las. Myślę, że znajdziemy tam coś ciekawego - krzyknął Ikan, skręcając w leśną drogę. - Czekaj na mnie - powiedział Karang, kierując się w tę samą stronę. Po kilku minutach marszu dostrzegli mężczyznę, który miał na sobie bardzo zaniedbane ubrania. Od razu można było zauważyć, że była to osoba bezdomna. Została ona zaatakowana przez trzy dzikie zające. Od razu obaj ruszyli, by pomóc staruszkowi. W końcu szanowali starsze osoby i to, co mogli od nich uzyskać. Obydwaj zerwali się natychmiast i skierowali się w stronę oponentów, a jednocześnie Ikan rzucił na Karanga obydwa buffy wspierające, które zwiększyły jego atak i obronę oraz użył “Zaczarowanej dłoni”, by zadać większe obrażenia. Następnie Karang aktywował “Pośpiech” i podbiegając do pierwszego przeciwnika, wykonał poziome cięcie sztyletem. {-7} Był to pierwszy cios, jaki zadał Karang dzikiemu zającowi, lecz było to zaledwie 7 punktów obrażeń, a potworek posiadał 50 punktów życia. Jeden z zająców, próbując zaatakować Karanga, wyskoczył w jego stronę, kierując róg umieszczony na głowę ku jego klatce piersiowej, lecz Karang był szybszy i zdołał go uniknąć bez większych problemów, jednocześnie wykonując kolejny ruch i aktywując swą kolejną umiejętność - Uderzenie z ukrycia. Zaatakował on zająca, wbijając mu sztylet w tułów. Owa zdolność zadziałała tylko dlatego, że Karang znalazł się w martwym punkcie przeciwnika. {-11} Wyskoczyło kolejne powiadomienie o zadanych obrażeniach, które skróciły życie zająca, pozostawiając mu już tylko 32 hp. W tym samym czasie Ikan zaatakował tego zająca swoim kosturem, przesiąkniętym zaklęciem wzmacniającym. {-5} - Jak słabo - powiedział Ikan, widząc tak słabe obrażenia. - Dziwisz się? Jesteś w końcu szamanem. Atak nie jest twoją mocną stroną w porównaniu do mnie - odpowiedział mu Karang, który aktualnie dobijał pierwszego zająca. Po 30 sekundach, zabijając go, obydwóm wyskoczył komunikat oznajmiający zdobycie doświadczenia za niego. [Zdobyłeś 50 punktów doświadczenia] Po niespełna minucie następne dwa dzikie zające zostały pokonane, a Karangowi i Ikanowi doszło łącznie po 150 punktów doświadczenia i 7 brązowych monet, które przygarnął Karang w momencie, gdy Ikan nie patrzył. - Hej dziadku, nic Ci nie jest? - zapytał się Ikan starszego mężczyzny. - Nieee, dziękuję za pomoc, myślałem, że mnie zabiją… - odpowiedział osłabiony starzec. - Dziadku, trzymaj. To 7 brązowych monet, nie wiem, może kupisz za to coś do jedzenia - powiedział Karang, dając starcowi kilka monet. Niespodziewanie, gdy Karang dał starcowi te monety, wyskoczył komunikat. Obydwoje od razu bez zwłoki czekania, kliknęli prawie w tym samym czasie “tak”, po czym wyskoczył kolejny komunikat. Karang i Ikan tylko się uśmiechnęli, idąc od razu do punktu, który pokazał się im na mapie. --------------------------------------------------------------------------------------------------
  19. 17 points
    Rozdział został napisany przez: PanKrecik i Sledziuch Korekta: Ajabun (Dziękujemy <3) Sense Miasto (nazwa) po zapadnięciu zmroku tętni życiem tak samo, jak w dzień. Wszyscy ludzie się przemieszczają, każdy gdzieś pędzi, skądś wraca. Ogólny gwar panuje dookoła. Jednak nie wszędzie tak jest. Na obrzeżach miasta, w jednej z ciemnych uliczek, można było usłyszeć agonalny wrzask. Należał on do lidera sześcioosobowej grupy, który to zwijał się z bólu, leżąc na ziemi. Naprzeciwko niego stała dwójka młodych licealistów, (z których wydzielał się arogancki i pewny siebie śmiech.)? Dłonie jednego z nich były całe we krwi. Mimo otaczających ich uzbrojonych osób, ich arogancki uśmiech dalej widniał na ich twarzach. — Dzisiaj ty, Ikan, sprawdzasz, ile mają ze sobą kasy. Nie chcę ubrudzić banknotów krwią — powiedział jeden z licealistów, którego wygląd był straszny i mierzył ponad dwa metry. Jego czarne włosy i zielone oczy wyróżniały się aż nadto, zwłaszcza że na jego twarzy widniała blizna po nożu, która przechodziła przez jedno oko. Co więcej, znany był jako Karang Awon, człowiek, który robił z ludzi niepełnosprawnych. — Dobra, niech ci będzie, ale biorę 60% profitu — odpowiedział mu niższy, który miał niecałe metr osiemdziesiąt. Miał on brązowe dredy oraz niebieskie oczy, które mimo swojego spokoju były przesiąknięte żądzą krwi. Wystarczyło jedno spojrzenie, by ofiara została sparaliżowana ze strachu. Mimo swej drobnej budowy mógł zagrozić niejednemu groźnemu przestępcy, który potrafił zejść po otrzymaniu jednego uderzenia z pięści, jak typowy cwaniaczek ze szkoły. Wszyscy, którzy go spotkali, na zawsze zapamiętali jego imię - Ikan Haring Aen, czyli zajebany wojownik. Obydwoje mieli na sobie spodnie moro oraz czarne bluzy z kapturem, na których widniał napis Warriors. Byli bardzo popularni w okolicznych dzielnicach; nazywano ich ekspertami ulicznych bójek i jeszcze nigdy ich nie pokonano. Obaj byli twardzi i niszczyli doszczętnie wszystkich, którzy stanęli im na drodze, po mimo ich młodego wieku. Pech chciał, że tej nocy wpadła na nich grupka kilku osób, nieznających swojego przeciwnika, dlatego pomyśleli, że to zwykłe płotki. Zaraz po zabraniu oprychom pieniędzy obaj ruszyli w kierunku jednej z głównych alei, gdzie roiło się od setek przechodzących tam ludzi, a nikt nawet nie zwrócił uwagi na dwóch, zabrudzonych krwią, licealistów, którzy wyszli z bocznej uliczki. Idąc tak, zaczęli rozmawiać między sobą. Karang: “Hej, widziałeś minę ich lidera? Hah, był całkiem zabawny.” Ikan: “No, najlepsze było to, jak już leżał na ziemi cały we krwi, stękając, żebyśmy przestali go bić, haha.” Karang: “A ile mieli tam kasy? Bo nawet nie sprawdziliśmy.” Ikan: “60.000 jenów, to rzadkość, trafiliśmy na dobry bank dzisiaj, haha.” W pewnej chwili Ikan’owi rzuciła się w oczy mocno wyróżniająca się reklama. Przedstawiała ona premierowe wydanie nowej gry, bazowanej na wirtualnej rzeczywistości. Obydwoje przystanęli i zaczęli czytać wypisane tam informacje o grze, która nosiła tytuł “Wojna czterech królestw”. W grze były cztery klasy postaci, które posiadały własne podklasy, a było ich łącznie dwanaście. Każda z nich miała swoje własne specjalne umiejętności i zastosowania w walce. Do tego dochodziła możliwość wyboru jednej z siedmiu ras. Oboje spojrzeli na siebie i jednogłośnie stwierdzili: “Kupujemy ją!” Ikan: “Czekaj, nie możemy.” Karang: “Niby czemu?” Ikan: “Bo nam na bake i alko nie starczy.” Karang: “Cholera, to mamy dylemat. Byśmy musieli znowu kogoś obić.” Ikan: “Akurat to nie jest problemem. Jest nim to, czy będą mieli hajs.” Karang: “To co teraz?” Ikan: “Cholera, mówi się trudno, później możemy nie mieć takiej okazji. Kase na bake i alko zawsze można na szybko ogarnąć.” Karang: “Mam pomysł. Pójdziemy do tego starego dziadygi, polecimy z nim w kredo, haha. W końcu to dla niego biznes, tylko procent nam naliczy.” Ikan: “Ach, niech daje ten procent. Spłacimy go tak szybko, jak zawsze.” Skończyli rozmowę i weszli do sklepu. W środku za ladą stała młoda i dosyć seksowna ekspedientka, która widząc tę dwójkę, wystraszyła się, a serce zaczęło jej walić na myśl o tym, że chcą obrabować sklep. Lecz co się okazało, poprosili ją o podanie zestawu “Wojna Królestw” dla dwóch osób. Uśmiechając się do nich, sprzedawczyni przeprosiła ich na chwilę i poszła na zaplecze po zestaw, o który prosili. Kilka minut później przyszła z wielkim pudłem, na którym było logo “Wojna czterech królestw. Limitowana edycja”. Gdy chłopcy zauważyli “Limitowana edycja”, na ich twarzach można było zobaczyć dziecięcy uśmiech zadowolenia. Kładąc pudło na ladzie, dziewczyna uśmiechnęła się i powiedziała: “Macie szczęście. To ostatni zestaw, jaki posiadamy na tę chwilę”. Ikan bez zwłoki wyciągnął zdobyte wcześniej pieniądze i położył je na ladzie. Ekspedientka zauważyła, że kilka banknotów było zabrudzonych krwią. Widząc to, jej uśmiech, który miała na twarzy, od razu zniknął, a zawitał strach. Nie pytając ich, skąd to mają, wzięła je i przeliczyła, czy należyta suma się zgadza. Następnie, po dokonaniu transakcji, Ikan i Karang skierowali się w stronę wyjścia, mówiąc krótkie: “Dobranoc”. Dziewczyna nie wiedząc, co robić, odpowiedziała im również cienkim głosem: “Dobranoc”. Karang: “Haha, czujesz to? Limitowana edycja! Haha, ale mamy szczęście.” Ikan: “No, myślałem, że da nam normalną wersję. Może się nas przestraszyła?” Karang: “Ale przecież wyglądamy na normalnych licealistów, czego ma się bać…” Ikan: “Może boją się twojej blizny i dłoni zabrudzonych krwią?” Karang: “Hmm, niegłupim pomysłem byłoby pójść wcześniej obmyć w rzece dłonie.” Ikan: “Dobra, mniejsza z tym, stało się. Teraz bym coś zapalił.” Karang: “A ja bym się napił dobrego piwa, góra dwóch. Nie no żart, chyba się dziś upiję. Taki jestem zadowolony na widok tej gry, haha.” Ikan: “Nawet mi nie mów. Moje bongo już czeka nabite w domu.” Karang: “Przecież twoje bongo zawsze jest nabite, nawet wtedy, jak cię nie ma…” Ikan: “Gadasz głupoty. Za to ty zawsze masz kratę piwa w lodówce i ci tego nie wytykam!” Karang: “Ta, tylko gadasz, że jedzenie się nie mieści. Nie moja wina, że mamy małą lodówkę. Będzie trzeba ukraść jakąś nową i większą, już taką, co lód robi.“ Ikan: “Tak, ale będziemy mogli to zrobić, dopiero jak ta wredna suka pojedzie w końcu na wakacje.” Wchodząc do domu pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było położenie gry w bezpiecznym miejscu. Potem Ikan poszedł targać bucha z bongo, a Karang napić się zimnego piwa, które za nim chodziło od samego rana. Po wykonaniu swoich głównych codziennych czynności i zjedzeniu wcześniej zamówionego kebsa, zaczęli rozpakowywać pudło z grą. Żeby ją odpowiednio podłączyć i ustawić potrzebowali specjalnych kasków, które już akurat mieli w swoim posiadaniu, bo zdobyli je podczas jednego z włamań. Ikan: “Ej, Karang, wiesz, jak korzystać z tych kasków?” Karang: “Nie... Podczas włamania myślałem, że to kaski dla motocyklistów. Sądziłem, że ty wiesz.” Ikan: “Kurde, dobrze, że mamy instrukcję obsługi. Tylko komu będzie się chciało ją przeczytać? Jak na nią patrzę, to mi się śmiać chce…” Karang: “Cholera, a ja trochę wypiłem i będzie mi się wszystko plątać.” Ikan: “U mnie podobnie, dzisiejszy staff mocno klepło. Przeczytajmy to wspólnie, może nam się uda. Pamiętaj, “Takich trzech, jak nas dwóch, to nie ma ani jednego”. Karang: “Dlatego na tym świecie jest więcej ciot niż dziewic. Chociaż w sumie jest dobrze, na nich kierujemy swój biznes swobodnego życia, haha.” Ikan: “W sumie racja. Dobra, koniec tego obijania się, bierzmy się za tę instrukcję.” Instrukcja: Włóż dysk ze swoją grą do miejsca przeznaczonego na to tak jak na obrazku. Podłącz kask do urządzenia zasilającego czarnym kablem tak jak na obrazku. Potem załóż kask i kliknij przycisk “power” tak jak na obrazku. I ciesz się grą! tak jak na obrazku. Karang: “Ej, o co im chodzi z tymi obrazkami?” Ikan: “Nie mam pojęcia, może dzieci też to czytają.” Karang: “No to może lepiej zerknijmy na te obrazki?” Ikan: “Po co, przecież one są tylko dla dzieci.” Karang: “No wiem, ale co, jak mnie prąd kopnie? Co wtedy? Wolę nie ryzykować, jeszcze czeka na mnie wiele przyjemności w dzielnicy latarni.” Ikan: “Nie przesadzaj, przecież ty tam już wszystko zwiedziłeś.” Karang: “No wiem, ale jakieś nowe mają do nich dojść niedługo, i to z Ameryki!” Ikan: “A słyszałem o tym od tego starego pierdziela. Mówił, że podobno będą mieć niezłe balony, a gdy to mówił, cały się ślinił, a jego dłonie wariowały… To było straszne.” Karang: “Senpai…” (Podajemy link dla senpai) https://www.youtube.com/watch?v=NDjda87Tk7s Ikan: “Dobra, dawaj. Zakładamy kaski i wchodzimy do gry.” Obydwaj położyli się na podłodze. Ponieważ ich łóżka nie przetrwały ostatniego transportu, musieli spać na materacach na ziemi. Wciskając “Power” nagle w ich głowach stworzył się biały pokój, a po chwili pokazało się logo gry i ładowanie. Serwer Offline, start za 3 dni, 5 godzin, 23 minuty i 13 sekund. Zakładanie postaci - Online. “Rozmowa głosowa dostępna”. Karang: “Halo, halo, czy mnie słychać???“ Ikan: “Głośno i wyraźnie, jak wczoraj pod barem.” Karang: “Właśnie wszedłem w tryb tworzenia postaci, ale za cholerę nie wiem, co wybrać. Jest tu tyle opcji, że mój mózg nie wyrabia…” Ikan: “AAA! To boli, za dużo tego.” Karang: “To może wybiorę assasina zabójcę? W końcu to do mnie pasuje.” Ikan: “Dobra, to ja wezmę tego szamana. Op buffy może nakładać. Już sobie wyobrażam, jaką rzeźnię to będzie robiło.” Karang: “To teraz mam dylemat, jaką rasę wybrać. Tu jest napisane, że mają różne bonusy, ale mniejsza z tym, biorę człowieka. A ty bierz Elfa, tylko te uszy, hahaha.” Ikan: “Dobra, ale w takiej sytuacji ty bierzesz orka.” Karang: “Dobra… Najwyżej będę krzyczeć “Guuuaaaa” i będę straszył dziewczyny, hahaha.” Ikan: “A mnie najwyżej zgwałci jakiś przypadkowy człowiek, biorąc mnie za seksowną blondynkę…” Karang: “Uważaj, bo ja Ork, większy i silniejszy, hahaha. Dobra, stworzyłem postać, wyloguję się i zdejmuję kask.” Obaj zdjęli kaski i poszli do kuchni, bo ich brzuchy podpowiadały głośnym “Grooouch”, że są jeszcze głodni. Karang: “A właśnie, co wpisałeś w swoją nazwę jak tworzyłeś postać?” Ikan: “Jak to co? Swoje imię. Przecież o to chodziło. Szukałem też tabeli na nazwisko, ale nie było jej.” Karang: “U ciebie też? Myślałem, że to ja coś popsułem. Jakiś debil chyba to robił.” Pełni humoru i nocnych refleksji zasnęli, oglądając drugi sezon One Punch Man’a.
  20. 15 points
    Druga część, reszta ogłoszeń pod rozdziałem od autora, które dostałam wraz z rozdziałem By @Artur Mistrz Gildii spoglądał na ciała porozwalane wszędzie. Każdy z jego świty był w ogromnym szoku. Taka ironia sytuacji, bo sami niedawno wycieli w pień wiele ludzi… Jednak to, co ich zdziwiło, to nie sam fakt trupów w ilości większej niż grzyby po deszczu. Byli w takim stanie przez fakt, że ledwo wyszli z wioski „Northguard”! To miejsce było sprytnie skryte między drzewami na wzgórzu. Nikt nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie duży dym unoszący się w niebo. Mistrz Gildii był zaskoczony jeszcze jedną rzeczą. Wymamrotał do swoich ludzi - Piegowata nic o tym nie powiedziała! Z tego, co widzę, odbywał się tu… Targ niewolników! To dlatego w mieście było tak mało osób z Mrocznej Gildii. Część z nich była tutaj! Jedyne czego nie powiedział, że były to szkody spowodowane przez demona, lub nawet kilku sztuk. W powietrzu unosił się specyficzny zapach ich umiejętności. Ze swoim doświadczeniem nie mógł się pomylić. W czasie przeczesywania ciał znaleźli nie jedną kartę rangi B! Znalazła się nawet martwa osoba posiadająca aż rangę A! Najdziwniejsze jednak było w tym: a) Nie ma żadnego trupa niewolnika nieludzkiego. b) Całe bogactwo pozostało na miejscu. Obawy Mistrza się tylko potwierdziły. Naprawdę była to grupa demonów! Nagle jego uwagę zwrócił dźwięk zrzucanego ciała. Zauważył jegomościa w szatach kupca, który zrzucił z siebie trupa. Gdy tylko ich oczy się spotkały, nieznajomego oblał pot i szybko zamknął oczy, udając martwego. Mistrz Gildii szedł powoli w jego kierunku. Jego kroki były dość głośne. Będąc już blisko zobaczył, jak szybkim susem kupiec wyskoczył z pięknie zdobionym sztyletem. - Będę się bronił! Nie podchodź bliżej! Mistrz Gildii zatrzymał się i popatrzył ze zdziwieniem. - Czy on uważa, że jestem wrogiem? - Pomyślał sam do siebie. Chcąc go uspokoić, zrobił krok do przodu i wyrżnął łbem o jego brzuch, nokautując go. Z jego prawej ręki leciała cienka stróżka krwi, zrobiona przez sztylet. - Przepraszam, nie chciałem… Potknąłem się. Kim jesteś i co tu się stało? Kupiec złapał się za brzuch, będąc jeszcze zamroczonym. Chełm, którym dostał był bardzo twardy. - Najpierw sam się przedstaw! Myślisz, że jeśli zobaczę pierwszego lepszego kolesia całego we krwi, w dodatku po tym, co tu się stało, to z płaczem wlecę w ramiona? Rozumiem, jeśli byś był młodą złotowłosą dziewczyną, to może bym się skusił… Kupiec patrzył na pożałowania godnego mężczyzny który, nie dość, że na chwile pozbawił go przytomności, to jeszcze zadaje takie głupie pytania. Na szczęście ten zareagował prawidłowo i podał mu swoją kartę awanturnika. Była tam licencjonowana Gildia, a on był… Mistrzem Gildii?!?! Przez jakieś piętnaście minut na pożodze wzgórza unosił się śmiech. Wszędzie walały się trupy, a gdzieś tam w dobrym stanie znajdował się facet. Awanturnicy zaalarmowani tym zachowaniem zebrali się wokół Mistrza Gildii sami komentując - Jakbym widział naszą reakcję, gdy się o tym dowiedzieliśmy… Ciapowaty siedząc naprzeciwko, był zawstydzony. Z doświadczenia wiedział, że trzeba przeczekać „ten stan” Kupca. Wreszcie, gdy stało się odrobine poważniej, otworzył usta, mówiąc co się stało. Opowiadał o ataku kilku demonów. Zabraniu wszystkich nieludzkich niewolników. Jego opowieść była dosyć niedokładna, w końcu spędził sporo czasu pod zwłokami. Powiedział, że jego karta Kupca została zniszczona przez niego samego, aby nie wiedzieli, nawet po śmierci kim był. Obawiał się, że mogą go porwać dla okupu, w końcu należy do bogatego rodu. Swoją wypowiedź skończył przedstawieniem się. - W moim otoczeniu zwą mnie… Bizon. Lis intensywnie wpatrywał się w Lunę. Rozpoznał plan, o który jej chodziło! Będąc, z siebie zadowolony wypowiedział: - Targi niewolników! Nowi rekruci do szkolenia i wcielenia w szeregi! Dodatkowo rozwalenie jednego z największych targów niewolników, który był, jak drzazga w oku. Tutaj było najwięcej „nieludzi”! Bardzo sprytne było rozdzielenie sił Pana Feudalnego, na dwie grupy. Większa do bronienia miasta i mniejsza do zabezpieczenia targów! Jeszcze specjalnie podałaś lokalizację wzgórza, aby nie można było być w stanie zauważyć, co się dzieje i mieć lepszy obraz sytuacji. Teraz układając wszystkie części, jestem pewien, że o to chodziło! Jednak reakcja Luny całkowicie go zaskoczyła. Zbiła go śmiechem i to tak mocnym, że turlała się po podłodze. Była w bardzo dobrym humorze, więc popatrzyła na Lisa, wycierając łzę i powiedziała do niego. - Po części masz rację. Jednak to było coś o wiele ważniejszego! Choć za mną. Demon zgłupiał całkowicie. Już samo zdobycie tylu towarzyszy może zostać uznane za sukces, co mogło być jeszcze ważniejsze? Luna pierwszy raz od dawna dobrze się bawi i nie chce go wbić w ścianę. Samo to robi mu w głowie Fidget spinner myśli. (Chodzi o taką zabawkę co ostatnio pojawia się w sklepach. A Artur miał na myśli nieogar demonka, któremu wirują myśli w łebku ) Powolnymi krokami weszli do swojej kryjówki oddalonej kawał drogi, od wsi. Otwierając drzwi, od piwnicy ukazał się widok małego dziecka w kajdanach. Lis nieznacznie się cofnął, ponieważ dziecko całe było zalane krwią. Dopiero, gdy się poruszyło zrozumiał, że to były jego włosy. Długie, czerwone, jak krew włosy. Spod nich spoglądały na nich świecące, żółte oczy. Miało na głowie jeszcze lekko szpiczaste uszy. Za chłopcem leżał na podłodze gruby ogon w takim samym kolorze, jak jego sierść. Lis zgłupiał teraz jeszcze bardziej, nie wiedząc z początku co powiedzieć… Wydusił z siebie pytanie. - Co to właściwie jest? Jedynie o czym pomyślał, to było to, że jest to jakaś odmiana półbestii. Wydawało mu się jakby należał do jego dawnego gatunku lisowatych. Jednak nie tłumaczyło to tak dziwnego odcienia sierści. Widziałby również, jakby była to jakaś rzadka odmiana, ale nie pamiętał, aby w dokumentach na temat swojego dziedzictwa, było coś podobnego. - Dziwna półbestia. Nie pamiętam nic takiego, a żyje już z 300 lat! Luna ukazując szczery uśmiech pokręciła głową, próbując wyprowadzić go z błędu. - W tym czasie nie znajdziesz nie znajdziesz nawet jednego osobnika tej rasy. Lis podnosił szczękę z podłogi, wpatrując się w dzieciaka. Podszedł do niego, dotykał powoli jego szkarłatne szpiczaste uszy. Przeczucie mówi, że powinien go jak najszybciej zabić! Dziwne uczucie gnieździło się w jego sercu… Strach? Nienawiść? I nutka wanilii? Wróć… Melancholii? - Tak jak myślałem. Demon odpada z braku mroku w swoim sercu. Krew wydaje się o wiele szlachetniejsza ni normalnej półbestii. Kim on jest? - Naszym zbawieniem. Silny demon mający za tarczę coś takiego, przeżyłby nawet, mierząc się z bardzo silnym bohaterem. Lis nie wytrzymywał już tej niepewności krążącej w powietrzu. Zbyt wiele niedomówień. To odpowiedni czas, aby naciskać, bo później się już nie dowie… - No powiedz wreszcie! Ta niewiadoma mnie zabija! Luna powoli przybliżyła się do Lisa. Jej usta były niebezpiecznie blisko jego ucha. Na jego czoło wystąpił pot, a namiot powstał w sekundę. Ekhem… Stresował się tym, że zaraz go zbije… Właśnie tak, bądźmy przy tej wersji. Jej ponętne usta wreszcie wyrzuciły jedno słowo. Właśnie wtedy jego ciało spięło się. Przestał przez chwilę oddychać. Gdyby nie maska, Luna teraz tarzała by się na ziemi, widząc jego szok. Starszy demon nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Jąkając się, powtórzył - J-jak t-to… Krwawy wilkołak?!?! P-przecież ten gatunek wygi… - Właśnie! Przypomnę, że to my, demony, ich wybiliśmy! Ich populacja zawsze była mała. Jednak wiesz, czego dowiedziałam się w ludzkiej księdze, która była najbardziej ukrytą i zabezpieczoną księga świata? Może teraz przesadziłam, ale przynajmniej dla Demonów jest to prawda. Święte miejsce, święta woda, święte…to i tamto. Wiesz czemu ta istota jest tak świetna? Ludzie już dawno zapomnieli o umiejętnościach, które działają na Krwawe wilkołaki! Wytrzymałość tego potwora jest niemal boska! Dodaj do tego brak podatności na słabości demona. Jeśli przez chwile pomyślałeś, że przemienia się w swoją formę, dopiero przy pełni księżyca, lub tak zwanego Krwawego księżyca to jesteś w błędzie! Jest to podgatunek który jest silny jak zwykły wilkołak w czasie pełni. Krwawy księżyc go osłabia i to jest jedyna noc w której może zostać pokonany z łatwością! Pomyśl coś takiego tankującego demona atakującego z dystansu. Największa siła ofensywna w połączeniu z absurdalnym tankiem. On jest tajną bronią, o której mógłby marzyć każdy z nas. Dobra już się wygadałam. Odprężające! Chciałam wreszcie o tym komuś powiedzieć! Twoje naciski były dla mnie interesujące. Dziękuję. Lis wiedział, co to oznaczało, jednak nie był już w stanie się nawet poruszyć. Jego głowa oddzieliła się od ciała i wylądowała na ziemi. - No… Ostrożności nigdy za wiele. Mówiąc to, ostrze mroku rozpłynęło się w powietrzu. Pozdrowienia dla @Mefisto. Cieszę się, że mój opis do twojej nowelki ci się podobał. Szacunek dla @Sefcia @Kyoshiro ⛧ (Za Elementalistę) @cesarzgamer @psychol01, @Zagadka i @Nikt więcej. Kilka słów do: @psychol01, @Zagadka. Podoba mi się takie „okiem nauczyciela”, a nie utarte, a) jestem OP, zabije cie! Jeb. KONIEC b) Jestem słaby, trening x1000… Padasz na ostatnim bossie, lub jesteś nie do pokonania. KONIEC Zawsze to coś nowego U was: Jeden jest OP, a drugi jest psychopatą – ale "Głosy, słyszę głosy…" *no i bardzo lubię world teacher, ale ciii, nie mówcie im* To koniec „co się dzieje, gdy Rush nie żyje”, chyba że lajki i komentarze bardzo mnie zadowolą. Jeśli nie, to postać przechodzi w posiadanie @Sefci. PS: Dedyk dla: 3x @Sefcia 1x @animaniak 1x @Infisty 1x @Echo 1x @Mefisto
  21. 12 points
    Rozdział 4 Qest 1/2 - Dostalem... Autor: @Sledziuch116 i @PanKrecik Korektę robiła @Ajabun Ńya. Miłego czytania, proszę pisać komentarze co sądzicie o projekcie, czy coś byście zmienili, co byście chcieli zobaczyć i inne -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Po spotkaniu bezdomnego Karang i Ikan skierowali się do punktu wyznaczonego na mapie, który prowadził w głąb lasu, gdzie znajdowało się ukryte przejście do jaskini. - Haha, patrz, Ikan, to te wejście. Naprawdę jest nieźle ukryte - powiedział Karang, śmiejąc się. - No, nawet bym nie pomyślał, że w takiej skale może być jakaś jaskinia - odpowiedział Ikan, wciskający się w wąskie przejście prowadzące w głąb jaskini. - (Kret txt - NO HOMO) - Ej, ale ja tu się nie zmieszczę! Jestem za wielki, co mam zrobić?! Może rozwalimy trochę wejście? - krzyknął zmartwiony Karang, patrząc na Ikana, wystającego w połowie z dziury. - Gdybyś tyle nie żarł, to nie byłoby problemu. No nic, mówi się trudno - powiedział Ikan, a następnie dodał: - Niegłupi pomysł, wykorzystam twoją brutalną siłę, byś ty też mógł wejść. - Okej! Biorę się do roboty - odpowiedział, chwytając większy kamień, który leżał na ziemi i uderzając w nim o dziurę tak, żeby powiększyć przejście. - Nikt mi nie mówił, że w tym quescie będę rozwalać dziurę - powiedział zmęczony Karang ciągłym wymachiwaniem. Po kilkunastu minutach dziura w końcu miała odpowiedni rozmiar, żeby mógł się przez nią przecisnąć potężnej budowy Karang. Gdy obydwoje znaleźli się już w środku jaskini dostrzegli chmarę czerwonych światełek w oddali. Po bliższym przyjrzeniu się, dostrzegli, że właścicielami owego koloru była grupa podziemnych goblinów, czyhających na osoby, które wtargnęły do ich grobowca. *Grachuuuu* W chwili, gdy Karang i Ikan byli już w środku, zaczęli słyszeć dziwne dźwięki, od razu domyślili się, że muszą być to potwory, które bronią tego questa. - Dobra Ikan, rzuć swoje błogosławieństwa - powiedział Cicho Karang, nie chcąc zwracać na siebie uwagi potworów. Ikan bezgłośnie przytaknął, a następnie rzucił wszystkie zaklęcia wspierające na Karanga, który już czekał w gotowości do rozpoczęcia rzezi na niewinnych potworkach. - Haha, teraz to ja mogę jechać z nimi. Czuję, że to będzie całkiem dobra rozgrzewka - wykrzyczał radośnie Karang, który w tej chwili zwrócił na siebie uwagę potworów. - Gratulację, już po ciebie idą - powiedział Ikan, kierując wzrok na swojego genialnego kompana, który teraz nie będzie w stanie użyć jednej ze swoich podstawowych umiejętności. Ignorując doczepki Ikana, Karang rzucił się w stronę goblinów z szatańskim uśmiechem wymalowanym na twarzy. - WRRAAAAAAA!!! - wykrzyczał Karang, co poskutkowało dość dziwnym zachowaniem ze strony przeciwnika, który lekko się zawahał przed atakiem. Ignorując wyskakujące komunikaty, Karang rzucił się w sam środek formacji przeciwnika, która i tak już nie istniała. I z pomocą Ikana oraz wszystkich buffów zaczął swą krwawą zabawę. Robiąc potężny zamach, Rosły Ork wycelował w pierwszego goblina, który napatoczył mu się pod sztylet i jednym celnym uderzeniem ciął przeciwnika w szyję, trafiając w punkt witalny potwora, zadając podwójne uderzenia. {-24} Jako że podziemny goblin posiadał 5 poziom i miał 250 życia, w całym rozrachunku obrażenia zadane przez Karanga były marne, więc trzeba było wykonać jeszcze wiele cięć. Dlatego też Ikan, oddalony od walki, zadawał obrażenia dystansowe ze swojej różdżki. {-8} Nie były one wielkie, ale każde zadane obrażenie potworom zwiększa szansę na odniesienie sukcesu. Zabijanie ich było monotonne. Gobliny, jak na potwory niskiego poziomu, były bardziej tępe od dzikich zająców, z którymi walczyli wcześniej. Dodatkowo posiadały one bardzo prosty i łatwo dostępny punkt, w którym obrażenia były zawsze dwa razy większe. Z wprawą, jaką posiadał Karang z realnego życia, było to dla niego proste. Podziemne gobliny nie były w stanie go nawet uderzyć, a gdy nawet jeden odważny się znalazł, to Ikan atakował go z dystansu, jednocześnie powstrzymując napastnika przed zadaniem obrażeń jego kompanowi. Ich współpraca była doskonała. Po niespełna kilkunastu minutach walki obydwóm skończyła się stamina i musieli się wycofać, żeby ją zregenerować. Powtarzając tę czynność wielokrotnie, w końcu udało im się wyczyścić pierwszy poziom jaskini, co zajęło im około dwóch godzin. Podczas walki odkryli, że jest zejście na niższe piętro. Po wybiciu wszystkiego, co się ruszało na danym poziomie, odezwał się mechaniczny głos. - Ikan, spójrz na nasze statystyki. Haha, tak byliśmy zajęci walką, że nawet tego nie zauważyliśmy! Od razu, bez mniejszego zastanawiania się, Karang władował wszystkie 25 punktów w zręczność, natomiast Ikan 20 punktów w inteligencję i 5 punktów w wytrzymałość. - Nasz atak się poprawił - powiedział uśmiechnięty Ikan. - Haha, teraz to ja mogę te gobliny zabijać, czuję że będą padać jak muchy przy pachnącym gównie, czy jakoś tak - krzyknął Karang. - Ikan, cholera czaisz to? Byliśmy na ponad 2 milionowym miejscu, a teraz jesteśmy na ponad milionowym, jakie oni mają poziomy?! Trzeba ich dogonić, kurwa, inaczej będę musiał najebać właścicielowi baru - powiedział zbulwersowany Karang, który teraz się dąsał jak mała dziewczynka, która nie dostała loda od swojego oppa. (Kret TXT: bez skojarzeń) {A: Lekkie wyjaśnienie dla niezaznajomionych: oppa to koreańskie słowo określające brata, którego używają dziewczyny w stosunku do starszego chłopaka (niekoniecznie spokrewnionego przez krew)} - Nie ma co się opierdalać, trzeba dogonić tych lamusów i pokazać im, kto jest królem serwera - odpowiedział Ikan, gotowy do dalszego wpierdolu. Z uśmiechem na ustach i entuzjastycznym nastrojem obydwaj skierowali się w stronę następnego piętra, na którym prawdopodobnie czekało ich kolejne kilka godzin napierdalania się z randomowymi goblinami,i które na ten moment nie robiły na nich większego wrażenia. Pomyśleć by można, że dalsze nabijanie doświadczenia będzie dla nich sielanką, lecz nic bardziej mylnego, gdyż na tym piętrze pojawił się dodatkowy przeciwnik, który nie tyle był silny, co wkurwiajacy, a mowa tu o oczywiście o goblinie łuczniku. - Cholera, teraz te małe chujki będą strzelać z daleka. Przydałby mi się łuk, może jak ich zabiję, to jakiś mi wyleci? - powiedział zaciekawiony i jednocześnie wkurzony Karang. - Myśl tak dalej, a zapewne dostaniesz strzałą w kolano i wylądujesz jako strażnik bramy - rzekł Ikan wyśmiewczo, komentując zdenerwowanie Karanga. - A propo, słyszałem, że był jakiś gość, co dostał strzałą w piętę i umarł. Co za cipa z niego musiała być - powiedział rozbawiony Karang. - Czemu się naśmiewasz z tego człowieka? To przecież nie jego wina, że był takim lamusem, hehe - odpowiedział Ikan. Obydwoje, prowadząc dość interesującą dyskusję i wyśmiewając, kogo się dało, wzięli się za czyszczenie drugiego piętro, które po krótszym czasie, niż pierwsze, zostało oczyszczone. Przynajmniej tak myśleli. *Trouf.* - Cholera! Ikan dostałem, dostałem! Umieram, ktoś we mnie strzelił, dostałem w piętę, umieram, hahaha - śmiał się Karang, który dostał strzałą od ostatniego samotnego goblina. *Shuft~ * Po chwili goblin padł na ziemię, a po nim pozostał tylko błyszczący przedmiot, który tylko delikatnie błyszczał. Był to krótki łuk o średnich obrażeniach. - Haha, no nieźle, przyda mi się ten łuk do lurowania potworków, nie będę musiał za nimi biegać ciągle, jak debil - powiedział Karang, uśmiechając się, jakby znalazł darmowy bon do maka do końca życia. Karang i Ikan od razu rozdali nowe punkty w statystyki i założyli skórzane zbroje goblinów, które zwiększały tylko o kilka punktów obronę. - Nie no, żebym musiał nosić takie łachy! No ale trzeba się przygotować, bo na pewno będzie skubaniec silny! - krzyknął z zachwytem Karang, klepiąc po plecach Ikana. - Zobaczymy, to się dowiemy - odpowiedział Ikan, ledwo się nie wywalając od uderzenia Karanga. - Ciekawe czy te bossy są fajne i silne, bo nudzą mnie tacy przeciwnicy, jak te gobliny. Głupie były, jak koty, którymi rzucam zawsze po oknach sąsiadom - powiedział dumnie Karang. - A ty ciągle wkurwiasz sąsiadów kotami. Nie znudziło Ci się to? Myślałem, że teraz tylko chodzisz na dziwki. - Z zażenowaniem powiedział Ikan, który na koniec zaczął ziewać. - Ooo, ktoś tu jest zmęczony, a jeszcze boss nam został, haha. Żebyś tylko mi tak nie umarł! - krzyknął Karang, drwiąc sobie z Ikana. - Hoo, taki kozak? Mam zadzwonić do twojej ukochanej Elizy? - powiedział Ikan z szatańskim uśmiechem na ustach, spojrzawszy na Karanga. - Ty! Poczekaj! Jak to zrobisz, to spalę wszystkie twoje świeże sadzonki! Zobaczymy, co wtedy zrobisz cwaniaku! - krzyknął zbulwersowany Karang. - Ty się od moich sadzonek odpierdol, w końcu nie tylko ja z nich korzystam w nagłych sytuacjach. Później będzie “Ikan załatw, Ikan ogarnij” - powiedział Ikan wyśmiewczym tonem. Gdy Ikan skończył mówić, piętro zaczęło się trząść i rozległ się mechaniczny głos, dobrze już znany przez nich. * Boss lokalizacji “Podziemna wioska goblinów” pojawi się za 10 sekund* ~ 9 ~ 8 ~7 ~ 6 ~ 5 ~ 4 ~ 3 ~ 2 ~ 1 0 Razem z końcem odliczania wszystko ucichło. Jedyną słyszalną rzeczą były bijące serca Karanga i Ikana, którzy zniecierpliwieni czekali na ostatniego przeciwnika. *Grouch!!!* *Guach!!!* Potworny dźwięk rozszedł się przez całą komnatę. Obydwoje wiedzieli, że należał on do bossa, który zaraz miał im się ukazać. Stanęli więc do siebie plecami i, rozglądając się dookoła, starali się dostrzec przeciwnika. Nagle potężna fala wibracji rozeszła się po całym pomieszczeniu, alarmując Ikana oraz Karanga, którzy od razu zwrócili głowę w stronę epicentrum zdarzenia. A ich wzrokowi ukazała się potężna masywna postać, która mogła przestraszyć nie jedną osobę. Był to… --------------------------------------------------------------------------------------------------------
  22. 11 points
    Nic lepszego nie przyszło mi do głowy, więc wybrałem się ponownie na przechackę. Może wydarzy się coś ciekawego? Mam nadzieję … mam przeczucie, że będzie ciekawie, a zwykle moje przeczucia się sprawdzają, więc już nie mogę się doczekać! Dobra, tylko gdzie by się tu przejść? … Chodźmy coś zjeść! Grubciu na pewno zrobi coś pysznego! Jak postanowiłem tak zrobiłem, udałem się prosto w stronę stołówki, przy okazji słuchając, co mówią uczniowie. (uczeń 1): “Ja nie wieżę, że każą nam zapamiętać te wszystkie zasady, to jest w ogóle możliwe?” (uczeń 2): “A coś ty, nawet nauczyciele, ich nie znają, nikt cię nie będzie o to pytał!” (uczeń 3): “Słyszeliście tę plotkę?” (uczeń 1 i 2): “Jaką?” (uczeń 3): “Ponoć jedną z klas pierwszaków, uczy nauczycielka, która wymaga nauczenia się tych zasad, i na dowód, że jest to możliwe, udowodniła im, że zna wszystkie na pamięć!” (uczeń 1 i 2): “Że co?! Żartujesz co nie?” (uczeń 3): “Serio mówię! Pewnie za nie długo, cała szkoła, będzie o tym gadać!” (uczeń 1): “Ta nauczycielka, to jakiś potwór? Jak jej się udało to wszystko zapamiętać?!” (uczeń 2): “Co tam nauczycielka, mnie szkoda tych pierwszaków! Jeżeli ona serio będzie ich z tego sprawdzać, to …” Cała trójka zamilkła, i z głębi serca współczuła tym pierwszakom… no ej, to wcale nie takie ciężkie! Ogólnie był to główny temat plotek, i raczej nic ciekawego oprócz tego nie słyszałem. I tak udało mi się dotrzeć do stołówki, zostało jeszcze trochę do pory obiadowej, więc nie było tu tak wiele ludzi, jednak już widzę jak Grubciu się krząta po kuchni, nie zwlekając podszedłem do niego, ale chyba mnie nie zauważył. (Asura): “Długo tak tu będę czekał? A może nie jestem godny, byś mnie zaszczycił uwagą?” Aż się wzdrygnął, i popatrzył na mnie, z wyrzutem, chyba nie lubi, jak się go straszy co? (Grubciu): “Zrób tak jeszcze raz, a następny posiłek ci otruję, rozumiemy się?” No wiesz co? Za taki mały psikus od razu taki zły? … Ale ty wiesz, że trucizny, to prawie w ogóle na mnie nie działają tak? (Asura): “Dobra, dobra, już się tak nie złość, proszę o jakieś lekkie danie okej?” Jemu też już przeszła ta udawana złość, bo miał lekki uśmiech na twarzy. (Grubciu): “Jasne, poczekaj chwilę, mamy też inne zamówienia, jednak nie ma dużo ludzi, więc raz dwa się z tym uwiniemy.” (Asura): “Jasne, dzięki, i powodzenia.” To zrozumiałe, że muszę poczekać, choć, jakby tu był, Azazell, to pewnie by poprosił, by go wcisnęli go gdzieś wcześniej … taki już jest. Usiadłem sobie gdzieś w jakimś nie rzucającym się oczy miejscu. Jak się dokładnie rozejrzeć, to jest tu faktycznie dość mało ludzi. Wiem, że jest jeszcze trochę czasu do godziny obiadowej, ale wciąż … Kiedy się tak rozglądałem, widziałem, jak kelnerka, podaje grupce uczniów, pewnie szlachciców, z tego co widzę, ich posiłek, nie zwróciłem na to zbytniej uwagi, do czasu…. (szlachcic 1): “Co to za ohydztwo?!” Mówiąc to wypluł, to co miał w ustach. Po nim, pozostali zrobili to samo, pewnie chcąc się przypodobać. Jednak to co zdziwiło mnie najbardziej, to to, że to raczej Grubciu robił im jedzenie, więc na pewno było pyszne, więc co się mogło stać? (szlachcic 1): “Co wy tu podajecie za świństwo?! Chcecie mnie otruć?! Zaczął krzyczeć w stronę kuchni, co przykuło uwagę wszystkich na sali, i mocno zezłościło kucharzy. To pierwszak, na bank. (Grubciu): “Co to za zamieszanie?! O co chodzi?” Jest zły, i to bardzo, no cóż, też bym był, jakby mi mówili, że moja praca, i pasja, otruwa ludzi. (szlachcic 1): “Jak to co? Chciałeś mnie otruć tym paskudztwem!” Teraz, to już zaczęli się nawet zlatywać ludzie, spoza jadalni, popatrzeć na widowisko, ale nie ma co się dziwić, ja też jestem ciekawy co z tego wyniknie. (Grubciu): “Mówisz, że ja cię chciałem otruć tak?” On serio jest zły, chociaż mówi spokojnie, to widzę, jak mu żyły, pulsują, zaczyna mi się robić żal chłopaka. (szlachcic 1): “A nie?! Podając mi coś tak obrzydliwego, to oczywiste, że chciałeś mnie otruć!” (szlachcic 2): “Właśnie, przyznaj się od razu! I tak się nie wymigasz!” (szlachcic 4): “Dokładnie przyznaj się!” Wszyscy szlachcice, którzy byli wokół niego, zaczęli go popierać, czyli musi być jakimś wielkim szlachcicem, skoro aż tak go popierają. Na twarzy Grubcia zagościł mały diabelny uśmieszek, oj coś czuję, że wpadł, na jakiś genialny pomysł. Odwrócił się do jednego z kucharzy, który stał koło niego, z tego co kojarzę, to jest on prawą ręką Grubcia, i czymś w rodzaju ucznia. (Grubciu): “Słyszałeś pana szlachcica? Nie podoba mu się nasze jedzenie, nie możemy tego tak zostawić, idź, i przynieś naszemu gościowi, specjalne danie! Kucharz został przez chwilę zdziwiony, jednak po chwili załapał o co chodzi, i na jego twarzy pokazał się taki uśmiech, jakby wcielił się w niego sam diabeł, ale nikt go nie zauważył, ponieważ był odwrócony w inną stronę. (kucharz): “Oczywiście, z przyjemnością.” Nim jeszcze skończył mówić, już poleciał do kuchni. Wszyscy byli dość zaskoczeni całą tą sytuacją, a zwłasza tym, że Grubciu tak łatwo się poddał, pewnie się zastanawiali, czy on aż tak się boi obrazić, jednak ja wiem, że coś się jeszcze będzie działo,on tego tak nie zostawi! (szlachcic 1): “Dobrze że znasz swoje miejsce plebsie. Wszyscy mówią, jak to wspaniała jest ta Akademia, ale z tego co widzę, to jest to strasznie przesadzone! To miejsce, powinno byś mi wdzięczne, że postanowiłem tu być!” Kiedy mówił tą swoją wielką przemowę, wielu nauczycieli się skrzywiło. Teraz już rozumiem, miał dobre jedzenie, ale by zbudować sobie dobrą reputację, i udowodnić wszystkim, że on może robić co chce, postanowił wywołać awanturę. Musiał pokazać, że nawet ta słynna Akademia, musi się z nim liczyć, z takim geniuszem, jak on. … Co za żałosny człowiek. Widzę, że wszyscy nauczyciele, czekają, jak Grubciu rozwiąże tę sprawę, bo nie wiem czy znajdzie się jakikolwiek szanujący się nauczyciel w Akademii, który by się go bał, jednak wszyscy dają Grubciowi rozwiązać tę sprawę, i udowodnic, że z nim nie ma żartów Kiedy szlachcic, chciał się jeszcze bardziej popisać, właśnie w tej chwili wrócił kucharz, i niósł ogromny gar, ale serio duży! Było mu do pasa! (kucharz): “Przepraszam, że musiałeś czekać.” Położył gar, przed szlachcicem, i sam się odsunął, tak samo jak reszta personelu, i widząc, że oni się odsuwają, cała reszta także to zrobiła. Grubciu, po cichu zakradł się za szlachcica, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi. Szlachcic, podszedł, i otworzył garnek, a tam …. Wszystkie resztki, śmieci, i całe to paskudztwo, co zostało, po gotowaniu, normalnie się to wyrzuca, ale widzę, że Grubciu ma dla tego lepsze zastosowanie. (szlachcic 1): “Co to ma być?!” Chciał się od tego odsunąć, ale za nim stał Grubciu, i zablokował mu drogę. (Grubciu): “Twoje jedzenie!!!” Wykrzyczał, chwycił chłopaka za ubrania, i wpakował mu głowę do gara, ten próbował się wyrwać, ale Grubciu nie dał mu takiej szansy, dopiero po jakiś 30 sekundach, puścił chłopaka, a ten wywrócił się, przewracając też garnek w którym dalej miał głowę. Kiedy już wyciągnął głowę,popatrzył na Grubcia, jakby chciał go własnoręcznie pożreć na miejscu. (szlachcic): “JA CIĘ ZABIJĘ!!!” Kiedy próbował wstać, Grubciu sprzedał mu kopa w twarz, i ten ponownie padł na breję. (Grubciu): “Słuchaj mnie ty żałosny śmieciu! Nie ruszysz się stąd, dopóki nie zjesz tego wszystkiego!!! Jasne?! Oczywiście, będziemy ci tu dokładać, to co pozostanie z gotowania! Nie będzie kibla, jak nie wytrzymasz, to się wysraj, a później to zjedz, nie obchodzi mnie co zrobisz, to miejsce ma lśnić! Masz je wylizać do czysta!! Zapadła głucha cisza… Było tak cicho, że inni chyba nawet zapomnieli oddychać, a latająca tu mucha, była tak głośna, jak bębny. Ale mu Grubciu dowalił … nie mam pojęcia jak to skomentować. (Grubciu): “Jeśli uważasz, że nie dasz rady, to może twoi przyjaciele, się przyłączą co?!?!?!” Mówiąc co spojrzał na tych, co wcześniej razem z chłopakiem, byli przeciw Grubciowi, wszyscy się odsunęli, udawali, że się nie znają. (szlachcic 1): “N-nie możesz tego zrobić!!! Wiesz, kim ja jestem?!” (Grubciu): “Wiesz, ile mnie to obchodzi?! Mniej, niż to breja, którą będziesz jadł, acha bym zapomniał.” Mówiąc to Grubciu ustawił barierę, wiatru, która blokowała zapach, oraz uwięziła chłopaka w środku. (Grubciu): “Nie martw się, już ja się postaram, żebyś nie umarł z głodu!” Odwrócił się do zebranych. (Grubciu): “A wy co?! Nie macie nic innego do roboty?! To nie cyrk!!!” Wszyscy, albo wyszli, albo wrócili do posiłku, ale dalej rzucali spojrzenia na uwięzionego chłopaka. Po jakiś 10 min. (Grubciu): “Wybacz, że tak długo to trwało, ale widowisko za darmo, chyba ci to wynagrodziło co nie?” Przyszedł do mnie grubcio, i wręczył mi mój posiłek, widać że już ochłonął. (Asura): “Nic się nie stało, i widowisko było … nowatorskie, ile masz zamiar go tam trzymać?” (Grubciu): “Aż mi się znudzi, dobra, muszę wracać do pracy, smacznego, i do zobaczenia.” (Asura): “Dzięki, i powodzenia!” No, dopiero wyszedłem z klasy, a tu już takie rzeczy się dzieją, ciekawe co będzie dalej.
  23. 11 points
    Mam nadzieję, że będzie się rozdział podobał i proszę o cytaty w poście do zgłoszeń ^^ Rozdział 39 - Dawne obyczaje... O dziwo bardzo szybko wróciłem do gildii, biegnąc po prostu przed siebie. Zatrzymałem się dopiero kawałek przed gildią. Ha… Mam zadyszkę… Puściłem Liberge i poszedłem wolno do budynku. Jeszcze nie ma wieczora, więc na razie z duchem nici. Miałem pytać Iz o magię, ale prawie wyleciało mi to z głowy przez tą zmorę… Zaraz. Skąd ja wiem, że to zmora? Nie mam pojęcia, ale to wycie… Uch… To nie mógł być zwykły, zabłąkany duch. W dodatku te wzory wszędzie… Uwięzili ją tam specjalnie? To już mój trzeci duch, a jestem tu od niedawna... Ile ja jeszcze ich znajdę… Zamyślony skierowałem się do swojego pokoju i jeszcze raz wziąłem do rąk czerwoną księgę. Przeglądałem ją strona po stronie, utrwalając jej język i znaki. Właśnie, może uda mi się coś zrobić z tym widelcem i monetami. Może uda mi się je sprzedać! Ale najpierw muszę wiedzieć z jakiego okresu są i ile by za nie wzięli… Nie mogę być stratny. O sprzedaniu noża nawet nie myślę. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, bym mógł się z nim rozstać… Tylko czemu… Po około godzinie postanowiłem poszukać jakiejś księgi dotyczącej historii. Powinienem móc stwierdzić jak stare są te monety, jeśli będę znał popularne wzory i trochę gustu ludzi z danego okresu. Zapukałem do drzwi gabinetu mistrza gildii, a nie słysząc odpowiedzi, po dłuższej chwili popchnąłem drzwi. Pomieszczenie było otwarte, ale nikogo w środku nie było. Chyba mogę się trochę rozejrzeć. Poszedłem do regału pod ścianą wypełnionego książkami i zacząłem przeglądać tytuły na grzbietach. Hm… Większość jest o potworach. Dużo o chimerach, potworach typu roślinnego, nieumarłych. Trochę o smokach, potworach wodnych. Książki o bogach… O! To powinno być odpowiednie, ,,Dawne trendy”. Co prawda nie pasuje to do mojego wyobrażenia o panie Grundzie, ale każdy może lubić to, co chce. Byle nie narzucał się z tym innym… Na szczęście sięgnąłem półki i wziąłem interesujący mnie tom. Usiadłem na drewnianej wersalce i otworzyłem książkę, by pogrążyć się w lekturze. Nawet nie zauważyłem, gdy ściemniło się za oknem, a kule rozstawione w pokoju zaczęły świecić. Pan Grund jeszcze nie przyszedł, ale pewnie będzie niedługo. Ta książka jest interesująca. Ma opisy, jak ludzie ozdabiali kiedyś swoje domy, głównie mowa o szlachcie, ale wystrój wnętrz w prostszych domach też jest opisany. Są również opisy popularnych obyczajów. Na początku Ery Demonicznego Władcy ludzie nosili ze sobą poświęcone amulety, które odstraszały niższe demony, duchy oraz innych nieumarłych. Niektórych było stać tylko na jeden taki amulet i zawieszali go wtedy w najważniejszym miejscu w domu. Najczęściej były to sypialnie lub salony, gdzie często spędzali swój czas. Bogactwo i prestiż rodziny szlacheckiej zależał od jakości i ilości amuletów, jaką posiadała. W późniejszym okresie ilość kapłanów wzrosła, to też amulety były łatwiej dostępne. Jednak gdy zaczęły pojawiać się demony, które wkraczały do miast i zabijały kogo popadnie ludzie modliły się do bóstw o ratunek. Stąd miasta z świątyniami ku czci bogów mają wokół siebie barierę, która nie pozwala wkroczyć do środka demonom i nieumarłym, o słabszych duchach już nie wspominając. Mimo to niektóre bariery były za słabe, by powstrzymać demony i ludzie przenosili się do innych miast. Oprócz amuletów szlachta często miała w swoich dworach jakieś malowidła lub obrazy przedstawiające walkę lub zabicie demona. Jeśli członek jakiegoś rodu rzeczywiście zabił demona wyprawiano wielką ucztę i chwalono się tym w kręgach towarzyskich. Powszechną rzeczą było też zabieranie “uzbrojenia” demona, dokładniej przedmiotów, które miał przy sobie. Często była to jakaś broń lub ostrze wykonana z czarnego metalu, którego ludzie nie mogą odtworzyć, a czasami jakieś klejnoty. Czyli wychodzi na to, że ten nóż, który znalazłem pochodzi od jakiegoś pokonanego demona. Odcinali też pokonanym demonom rogi, co jakoś mnie nie cieszy… W każdym razie dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład autor napisał również, że później, podczas polowań na magiczne istoty i inne rasy, każdy kto miał cokolwiek związanego z taką istotą był aresztowany przez straż i torturowany, by wyjawić miejsce, gdzie się ukrywają. Dlatego ludzi masowo palili i niszczyli księgi oraz przedmioty związane z tymi rasami. Mimo, że niektóre istoty były ważne dla pomniejszych bóstw zabijano je, przez co osłabili moc tych bogów. Naprawdę beznadziejny wybór… A teraz, jeśli będą potrzebować pomniejszych bogów będą oni za słabi, by pomóc ludziom. I będą narzekać na coś, co sami spowodowali, ech… Wygląda na to, że teraz zainteresowanie innymi rasami i magicznymi stworzeniami jest duże. Uznają to za kolekcjonowanie, a władza nie naciska tak na niszczenie innych ras. Cóż, w końcu nie mają już kogo zabić… Sam autor na końcu książki zadeklarował, że jest chętny do kupienia czegokolwiek pozostawionego lub zwiazanego z innymi rasami. Oczywiście w niezniszczonym stanie i nie toleruje podróbek. Monety, które znalazłem okazały się być walutą elfów. Delikatny, roślinny wzór na obwodzie, z jednej strony elf z napiętym łukiem gotowy do strzału, a z drugiej mały kwiat z ośmioma płatkami. Monety są podpisane zawiłymi, ozdobnymi literkami jako elvile. Jedna moneta to dziesięć elvili. Mam ich w sumie pięć, więc jedną mogę zatrzymać. Postanowiłem odłożyć książkę, gdy już to zrobiłem, do gabinetu wszedł pan Grund z siostrzyczką i trzema awanturnikami. -O, nie spodziewałem się, że tutaj będziesz. Co robiłeś? - zapytał mistrz gildii. -Czytałem książkę - odpowiedziałem, wracając do mebla, na którym siedziałem. -Nie jest to czasem trudne? - zapytała siostrzyczka, patrząc na mnie. -Nie - uśmiechnąłem się - Można dowiedzieć się ciekawych rzeczy. To są ci panowie, którzy mają sprawdzić, czy mówię prawdę? - zapytałem niewinnie, przyglądając im się. -Tak - przytaknął mistrz gildii - Streszczę wam sprawę - zwrócił się do trójki awanturników - Ten mały twierdzi, że pozbył się dźwięków z nawiedzonego domu w podwórku. Chciałbym byście to potwierdzili. Spędzicie tam całą noc i rano wrócicie z raportem. Mieli trochę nietęgie miny, ale po chwili jeden z nich odpowiedział. -W porządku, to nic trudnego. Próbuje pocieszyć siebie i swoich kompanów? Spokojnie, tam nic już nie ma. No chyba, że coś już zdążyło się wprowadzić. Jeśli Kinfid ich by tam dorwał, to chyba umarliby ze strachu, hahaha. Śmiałem się w duchu, patrząc na nich. Wyszli, pewnie zabiorą coś ze sobą i pójdą do tego domu. -A teraz - pan Grund zwrócił się do mnie - Opowiedz dokładnie, o co chodzi z tym duchem. Jesteśmy tutaj tylko w trójkę, ja, ty i Iz. Nikt więcej. Mógłbym zażartować, że nie jesteśmy sami, gdyby był tutaj Kifid, ale go nie ma. -Cóż, jest tak jak mówiłem. Dziwne dźwięki w domu powodował duch, który chciał dać o sobie znać, ale nieumyślnie odstraszył ludzi. -Dlaczego tak myślisz? - zapytał spokojnie, ale widziałem, że był ciekawy. -Ja nie myślę, ja to wiem. Obydwoje patrzyli na mnie w milczeniu dłuższą chwilę, po czym siostrzyczka wypaliła. -Skąd możesz to wiedzieć? Przecież duchy nie mogą mówić, chyba jedyne co robią to wydają te swoje wycie i powodują dziwne dźwięki. Patrzyłem na nich w milczeniu, zastanawiając się, co im powiedzieć. Przecież nie znam ich długo i mogą uznać mnie za dziwnego, jak Engę… A nie mam, gdzie indziej iść. Ale właśnie! Oni chcieli ją zobaczyć! -Może wam to pokażę - odpowiedziałem i wybiegłem z gabinetu, by zabrać lalkę. Wbiegłem do pokoju i chwyciłem lalkę, nad którą pojawił się duch dziewczyny z pytającą miną. -Chcą cię zobaczyć - odpowiedziałem krótko i wybiegłem z mojego pokoju, a duch rozmył się. Wróciłem do gabinetu i położyłem lalkę na drewnianej wersalce, na której siedziałem wcześniej. -Panie Grund, można zgasić wszystkie światła? - zapytałem, wskazując na świecącą kulę. -Ach, oczywiście - odpowiedział. Wymówił krótką formułkę i wszystkie światła w chwilę zgasły. Na wersalce natomiast pojawiła się przeźroczysta postać dziewczyny. Mogłem zobaczyć przez nią najpierw zdziwione twarze mistrza gildii i siostrzyczki Iz, które po chwili zmieniły się w niedowierzanie.
  24. 11 points
    Po tamtych słowach straciłem przytomność? Przynajmniej tak mi się wydawało. Następne co pamiętam to, co zobaczyłem, gdy ponownie otworzyłem oczy. Stałem w ogromnej Sali. Była całkowicie pusta nie licząc tronu na samym jej środku. Zdezorientowany, szybko sprawdziłem co z moim ramieniem. „Hmm!?" Na nic zdało się szukanie go. Właściwe na nic było szukanie mojego ciała. Dopiero w tym momencie zorientowałem się, że jestem czymś podobnym do unoszącego się białego płomienia. Z szoku wyrwał mnie kobiecy głos, ten sam, który słyszałem podczas walki z demonem, tylko że teraz był już bardziej doniosły, bardziej wyrazisty. „Podejdź bliżej niech ci się przyjrzę." Kobiecy głos był delikatny, jednocześnie niósł w sobie siłę, która mimo moich oporów zbliżała mnie do tronu. Chciałem coś powiedzieć, wydać z siebie jakiś odgłos, ale nie byłem wstanie. Wiem, że mogę mówić ponieważ przed chwilą udało mi się coś powiedzieć, lecz teraz byłem całkowicie pod władaniem tego głosu. Zbliżyłem się do trony. Siedziała na nim młoda kobieta, tak przynajmniej wydawało mi się na pierwszy rzut oka. Jednak po chwili zrozumiałem, że to nie człowiek, a demon. Kobieta wyglądała może na 25 lat. Była bardzo piękna. Miała długie, czarne włosy sięgające aż do podłogi, a pomiędzy nimi wyrastały jej z głowy trzy pary zakrzywionych złotych rogów. Ubrana była w ciemnofioletową suknię, która szczelnie ją zakrywała, ale nawet teraz było widać jej kobiecą sylwetkę. Najdziwniejsze było jednak to, że kobieta demon owinięta była kilkoma łańcuchami. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że ktoś uwięził tu bezbronną kobietę, jednak dobrze pamiętałem słowa naszego starca z gildii, może i był lekko niedołężny, ale wiedział wiele na temat świata. Im demon bardziej przypomina człowieka tym jest potężniejszy. Sądząc po tym jak nieznaczna jest różnica w jej wyglądzie do demi-ludzi. Musiała być naprawdę potężnym demonem. Na dodatek ten wygląd to tylko jedna z jej form. Zazwyczaj taki demon, potrafił przybrać formę bestii, która samodzielnie potrafiła zmasakrować garnizon żołnierzy. Ogarnął mnie strach, trafiłem z deszczu pod rynnę. Nie mogłem pokonać jakieś kupy mięcha mając miecz, a co dopiero tą demonicę nie mając własnego ciała? „Hm… przeciętny, ale się nada." Jej głos wyrwał mnie z osłupienia. Chciałem krzyknąć i zauważyłem, że znów mogę mówić. „K-kim jesteś? Skąd się tu wziąłem?" Cóż jak mam ginąć, to lepiej wiedzieć kto i dlaczego cię zabił, nie? Kobieta spojrzała na mnie i odpowiedziała. „Umarłeś, ale wcześniej zawarłeś ze mną pakt, pamiętasz? Tego kim jestem dowiesz się później. Najważniejsze, że od dzisiaj służysz mi." Mówiła to z taką obojętnością, jakby tłumaczyła po raz setny dziecku dlaczego niebo jest niebieskie. Jej złote oczy cały czas wpatrywały się jednak we mnie z siłą. Zdawało mi się, że gdyby nie to, iż jak twierdzi nie żyje, teraz na pewno bym umarł. „Skoro nie żyję i jest tu demon to znaczy, moja dusza została potępiona?" „Co wy ludzie macie z tym potępieniem dusz?" Jej odpowiedź zdradziła irytację, gdybym miał ciało prawdopodobnie teraz przebiegłby po nim dreszcz. Chciałem coś powiedzieć, ale demon kontynuował. „Dusza jest duszą, nie ma czegoś takiego jak potępienie. Dla żywych jest źródłem ich siły, a po śmierci trafia do zaświatów, gdzie mieszka 1000 lat i wraca na inny z Planów. Ale dla nas demonów dusze są źródłem mocy, surowcem naszej egzystencji. Im więcej posiadamy dusz tym większą mocą dysponujemy." Im dłużej mówiła, tym jej ton bardziej przybierał na sile. Jej wypowiedź przepełniona była taką pasją, taką samą jak architekt chwalący się swoja nową budowlą. Najważniejsze jednak wydały mi się słowa, które wypowiedziała mniej więcej w połowie: „dla nas". Czy to oznacz, że on też stał się demonem? Będzie taką kupą mięcha, która toczy się i miażdży innych ludzi? „… Rozumiesz?" Trochę zgubiłem wątek i nie usłyszałem co mówiła dokładnie. Nie miałem wyboru, więc przytaknąłem. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że przecież nie mam głowy i nie widać moich potakiwań. „T-Tak…" „Dobrze więc, trzeba stworzyć ci nowe ciało, bardziej odpowiednie do twojego zadania." Szybko zapytałem, tak dla pewności. Właściwie wiedziałem jaki czeka mnie los, ale cóż może sprzyja mi szczęście. „Czyli będę musiał zabijać innych ludzi i pozyskiwać ich dusze?" „Przeszkadza ci to?" Już chciałem odpowiedzieć, że tak. Przecież sam jeszcze kilka minut temu byłem człowiekiem, nagle uświadomiłem sobie, że jest mi to obojętne. Przez całe życie, praktycznie nie miałem rodziny. No może nie licząc początkowych lat. Nigdy na nikim mi nie zależało, a pozostałych ludzi traktowałem jako środek do zarobku. Chociaż nie mordowałem nikogo bez przyczyny, teraz poczułem, iż nie miałbym oporu przed wbiciem miecza w czyjś kręgosłup. „Nie." „Hahah, widzę, że dobrze wybrałam. Pamiętaj od teraz służysz mi i twoim jedynym celem jest uzbieranie dla mnie jak największej ilości dusz. Odeślę cię do świata ludzi przez portal. Tam spotkasz pozostałych swoich nowych towarzyszy, każdy z nich to demon stworzony z 1 duszy. Jako, że ty mi się podobasz i jako jedyny zawarłeś pakt bezpośrednio ze mną otrzymasz dodatkowo 9 dusz. Nie zmarnuj ich." Może tylko mi się wydawało, ale kobieta powiedziała to jakby z dumą. W tej samej chwili jej złote oczy zalśniły blaskiem, a mnie przeszył ból, połączenie chłodu z gorącem. Nie wiedziałem co się dzieje, ale poczułem nagły przypływ sił. W następnej chwili ocknąłem się w jaskini. * * * Szybko wstałem, nie wiedząc co się stało. Rozejrzałem się. Jaskinia była naturalnie wydrążona, poznałem to po ścianach. Będąc najemnikiem zdarzyło mi się kilka razy podróżować w jaskiniach, więc przyswoiłem sobie trochę wiedzy o tym. Zaskoczony zauważyłem, że zaraz obok mnie siedział potwór i patrzył się na mnie. Miał może z 1,5m wzrostu. Wyglądem przypominał wilka skrzyżowanego z kotem stojącego na dwóch nogach. Jego całe ciało było porośnięte krótkim czarnym futrem. Czerwone oczy spoglądały na mnie. Nie miał na sobie nic, ale nie można było rozróżnić czy jest kobietą czy mężczyzną. Na końcach dłoni miał długie na 6cm szpony, a z tyłu widać było dość pokaźny ogon wijący się za nim. Chciałem krzyknąć, ale to przemówiło pierwsze. „Hrrr, nowy rekrut, a na dodatek jakiś rzadki gatunek. Hrrr, Hrabia tym razem się postarał." Charcząc demon zbliżył się do mnie. Wstałem, jak się okazało był ode mnie wyższy o jakieś pół metra, co oznacza, że mam ok. 1m wzrostu. Gdy byłem człowiekiem miałem 1,95m co czyniło ze mnie nie lada olbrzyma. Teraz dopiero zorientowałem się, jak wyglądam. Nie tylko wzrost uległ mojej zmianie. Ale całe ciało wydawało się jakieś wątłe. Moja skóra była blada, koloru marmuru, nie miałem na sobie nic. Na końcach dłoni znajdowały się 2cm, przypominające ostrze, szpony. Z przerażeniem stwierdziłem, że oprócz mięśni pozbawiono mnie też męskości. Macając twarz uświadomiłem sobie, że przynajmniej nie mam futra, cóż zawsze to jakiś plus? Teraz wszystko jasne, czyli to zapewne jest mój nowy towarzysz… a to co widziałem wcześniej to nie żaden sen. Jestem demonem. Mój nowy towarzysz przedstawił się jako Quak i był Quasitem. Demonem o zwierzęcych cechach. Był moim szefem i ma mnie wprowadzić do nowego świata. Z tego co mi powiedział, oprócz mnie jest jeszcze 5 innych nowych, ale to we mnie pokłada nadzieję, bo jako jedyny jestem innego gatunku niż pozostali. Jeśli chodzi o gatunek, Quak nauczył mnie sztuczki, którą zna każdy mag, coś w stylu magii poznania. Podobno każdy demon potrafi zrobić coś takiego, taka już nasza rasowa cecha. Imię Nr. 6 Wiek 1 rok Rasa Uber Imp Płeć - Siła 5 Zręczność 8 Wytrzymałość 8 Inteligencja 12 Dusze 10 Pakty 1 Klasa Czarnoksiężnik (1) Zdolności - Zwiększona Inteligencja - Obniżona Siła - Widzenie w Ciemności - Pożarcie Dusz - Znajomość Oręża - Znajomość Roślin Magia Sfera Umysłu: - Dezorientacja Sfera Ciemności: - Ciemność Oprócz tego, że zostałem Impem, najniższym z najniższych demonów, którego spokojnie może zagryźć większy pies. To jestem też jakimś Czarnoksiężnikiem… Przez całe życie moim największym osiągnięciem intelektualnym było nauczenie się czytać i pisać oraz podstawy matematyki. A teraz mam być magiem? Pojawiło się też kilka nowych rzeczy. Dusze, to zapewne ilość duszy jakie posiadam. Tamta kobieta mówiła, że wszyscy pozostali mają 1 duszę, ja mam ich 10. Jestem ciekaw co to znaczy, będę musiał o to zapytać później. Kolejną rzeczą są Pakty. Mam jeden pakt. Rozumiem, że są to umowy między demonem, a celem. Mój zapewne pochodzi od tej kobiety. „Hmm, czyli teraz mogę używać magii?" Zapytałem Quaka. Na jego twarzy pojawił się wyraz zdziwienia. Tak jakbym żartował z czegoś poważnego. „Hrrr, co masz na myśli mówiąc, że możesz używać magii? Jak Imp nawet wyższy gatunek może używać magii?" Jego pytanie zawisło nade mną jak topór nad skazańcem. Szybko odpowiedziałem. „Z tego co widzę, jestem teraz Czarnoksiężnikiem i władam magią." Na twarzy Quasita malowało się niedowierzanie. Zaraz potem pojawił się uśmiech. Brr, kobiety na widok takiego uśmiechu mdlałby jedna za drugą. Wyszczerzone kły ostre jak brzytwy ukazały się na całej długości jego ust. „Hrrr, wiedziałem, że będziesz więcej wart niż twoi bracia. Hrrr, słuchaj zazwyczaj dopiero demony, które przemienią się po zebraniu 100 dusz i to nie zawsze po raz pierwszy czy drugi potrafią używać którejś ze sfer magii. Hrrr, skoro potrafisz używać sfery magii już zaraz po narodzinach to oznacza, że masz przychylność Lorda Demonów. Hrrr, przez ostanie 150 lat tylko Hrabia dostąpił tego zaszczytu, aby być błogosławionym przez naszą Panią." Oj, oj, oj czyli ta kobieta była Lordem Demonów? Każdy słyszał o Lordach Demonów i Wielkiej Wojnie. Było ich 12 w starożytności byli na równi z Bogami. Nie można ich zabić w żaden normalny sposób, każdy z nich dowodził armiami demonów i dysponował mocą setek czarodziejów. Wypowiedzieli wojnę ludzkości. Po stronie ludzi opowiedzieli się Bogowie. Według legend 3 z nich zabił legendarny wojownik, 1 został zabity przez latającą fortecę Imperium 1000 lat temu. Pozostała 8 zniknęła z naszego planu i nigdy o nich nie słyszano. Z tego co wyjaśnił mi Quak teraz służyłem jednemu z Lordów, Pani Mroku Nastis. Naszym celem jest uzbieranie wystarczającej ilości dusz, aby uwolnić ją z jej więzienia. Dodatkowo dowiedziałem się, że dusze nie tylko można pozyskać od ludzi, ale także od potworów czy magicznych bestii. Im ktoś jest potężniejszy tym potężniejsza jest jego dusza. Oznacza to, że zabicie starego czarodzieja może dostarczyć mi więcej mocy niż zabicie 10 wieśniaczek. , Po krótkiej lekcji Quak zabrał mnie do mojego nowego „domu". Nazwanie tego domem to obraza jednej stajni w której kiedyś nocowałem. Były to pomieszczenia wydrążone w naturalnej jaskini. Było nas w sumie 7, ja, Quak i 5 Impów. Każdy z nich był szarą pokraczną karykaturą karła ze skrzydełkami na plecach. Dopiero teraz zauważyłem, że też miałem takie skrzydełka. Próbowałem nimi machać, ale nie dawało to żadnych rezultatów. „Po co mi te skrzydła skoro nie mogę latać?" Zapytałem jedyną osobę, która wyglądała tu na inteligentną, czyli Quaka. „Hrrr, nie wiem." Jego odpowiedź uświadomiła mi, że jeśli chodzi o jakiekolwiek pogawędki miedzy nami nie mają sensu. On miał nas tylko przygotować do tego, abyśmy dobrze zbierali dusze. * * * Po tym jak zebrał nas w jednej sali, pokazał nam przejście do czegoś co mogło wyglądać na ukrytą komnatę. Nie była ona naturalna, a raczej przypominała salę w której spotkałem Panią Mroku. Na środku pomieszczenia zbudowany był łuk wielkości ok. 3 metrów w najwyższym punkcie. Wykonany był z czarnego kamienia, który wydawał się pochłaniać światło. Z tego co nam powiedział była to Brama. Nie taki portal jak czasami pojawiają się w różnych miejscach, a brama prowadząca prosto do nicości. W nicości istniały istoty i zbłąkane dusze. Dzięki mocy Bramy oraz zasileniu duszami pochwyconych istot, można było przywołać inne demony. Problem polegał na tym, że jeśli przyzwie się demona potężniejszego niż ty, może cię on po prostu zabić. Dlatego tak ważne jest zebranie dusz, aby uwolnić Panią. Ponieważ żaden demon nie będzie wstanie się jej przeciwstawić. Na dodatek dowiedziałem się także, że jako demony nie mamy jednej rasy ponieważ to wszystko zależy od naszej mocy. Im więcej dusz uda nam się uzbierać, tym potężniejszą formę możemy przybrać. Dowodem tego może być sam Quak, który po zebraniu 100 dusz zużył je aby zmienić swoją formę, tak aby bardziej odpowiadała jego zdolnościom łowcy. Wtedy też pomyślałem po raz pierwszy o tym co należy zrobić. Wymamrotałem sam do siebie, tak żeby nikt mnie nie usłyszał, ale na tyle głośno aby przekonać się o słuszności swoich słów. „Uzbierać jak najwięcej dusz, żeby przebrać formę człowieka i spierdalać stąd zanim ktoś się połapie."
  25. 11 points
    Otworzyłem oczy i pomyślałem „Co to był za koszmar…". Wtedy jednak dotarło do mnie, że to nie był sen. Jak mógł być to sen, skoro teraz leżę na tym kamieniu, który nazywam łóżkiem, znajdującym się w tej jaskini, którą ktoś ośmielił nazwać się domem. Podniosłem się i rozejrzałem. Było ciemno, ale dla moich oczu co najwyżej szaro. Doskonale widziałem każdą sylwetkę nowych towarzyszy. Małe, pokraczne stworzonka. Miały może z 1m wzrostu, łyse z szarą skórą i niewielkimi błoniastymi skrzydełkami na plecach. Na jaką cholerę im te skrzydła, skoro nie potrafią latać?! I na jaką cholerę one mi… Ale od początku. Oto jak to wszystko się wydarzyło. * * * Od czego tu zacząć? Może od tego kim byłem. Urodziłem się synem farmera, jednym z 4 innych jego synów. Żyliśmy w małej wiosce, której nazwy już sam nie pamiętam. Moja matka zmarła, gdy miałem 4 lata. Dorastałem więc tylko z ojcem, trzema braćmi i siostrą. Można powiedzieć, że nasza rodzina była liczna, ale w tych czasach, gdzie co drugie dziecko nie dożywa 10 roku życia, to nie tak wiele. Każda rodzina w naszej wiosce miała przynajmniej tyle dzieci. W wieku 16 lat zostałem zmuszony do tego, aby uciec z mojej rodzinnej wioski. Powód był bardzo prosty: złoto. Po śmierci mojego ojca i najstarszego brata, którzy zginęli w drodze do miasta z naszymi zbiorami, moi pozostali bracia stwierdzili, że podzielenie dość skromnego majątku na jedną osobę więcej będzie zbyt dużym wydatkiem. Nie wiem, jak długo się nad tym zastanawiali, ale zaatakowali mnie z zaskoczenia, nawet nie wahając się przez chwilę. Ledwo zdążyłem zablokować cios siekiery, którą zamachnął się we mnie jeden z moich braci. Wiedziałem, że nie mam szans w pojedynkę z dwójką starszych i silniejszych, więc chwyciłem wszystko co miałem pod ręką i uciekłem. Przez długi czas błąkałem się po miastach i wsiach chwytając się każdego zajęcia, aż w będąc w wieku 22 lat udało mi się dzięki sprzyjającym bogom, zostać członkiem gildii poszukiwaczy przygód. Szczerze mówiąc, moje umiejętności walki były w tamtym czasie na poziomie nowicjusza. Prawdopodobnie, gdyby nie moja wrodzona siła i to, że przez większość ówczesnego życia pracowałem fizycznie za dwóch ludzi, pierwszy napotkany potwór byłby moim ostatnim. W tak małym mieście jak moje, gildia liczyła zaledwie 30 członków, z czego najwyższą rangę B miał 70 letni czarodziej, który już od ładnych kilku dekad nie potrafił zapamiętać co jadł na obiad, a co dopiero rzucić jakieś zaklęcie. Warto tu wspomnieć o tym, że najemnicy, jak często nazywa się nas, dzieli się na rangi. Im ktoś ma wyższą tym większe zasługi ma na koncie i lepszą płacę. Rangi zaczynają się od E, a potem po kolei D, C, B, A, S. Nawiasem mówiąc ja miałem rangę E, czyli byłem najniżej w hierarchii. Chociaż najniżej i tak w rok potrafiłem zagarnąć dla siebie ok. 250 sztuk złota, nie licząc dodatkowych łupów. Dla porównania mój ojciec jako farmer rocznie zarabiał ok. 100 złota. Czyli tak naprawdę dało się z tego przyzwoicie wyżyć. Wszystko zaczęło się tego cholernego dnia w moje 30 urodziny, dostaliśmy wtedy prośbę o przydzielenie eskorty dla młodego adepta, który miał zbadać pobliskie ruiny. Płacono nam 150sz na głowę, plus jeśli robota pójdzie gładko otrzymałbym awans do rangi D, więc oczywistym było, że zgodziłem się od razu. Gdyby moje umiejętności w tamtym czasie dało się przedstawić jako statystyki wyglądałby zapewne tak: Imię ??? Wiek 30 lat Rasa Człowiek Płeć Mężczyzna Siła 18 Zręczność 12 Wytrzymałość 14 Inteligencja 10 Klasa Farmer (4) / Zbrojny (2) / Wojownik (1) Zdolności - Zwiększona Siła - Zwiększona Wytrzymałość - Znajomość Oręża - Znajomość Roślin Patrząc na to, można powiedzieć, że 10 jest wynikiem przeciętnym dla człowieka, czyli moja siła była prawie taka jak dwójki przeciętnych ludzi razem wzięta. Człowiek przez całe życie jest wstanie zdobyć 5 klas, każda z maksymalnym poziomem 20. To jaką posiadasz klasę zależy od twoich poczynań i treningu. Takie informacje, jak poziom siły czy klas można było dowiedzieć się prostym zaklęciem poznania, którego uczy się większość nowicjuszy sztuk magicznych. Wracając jednak do opowieści. Mieliśmy wyruszyć o świcie, jednak jak się okazało nasz pracodawca był jakimś bachorem szlachcicem, który wstawanie o wschodzie słońca uważał za zbrodnię niczym spalenie komuś wioski. Tak więc zanim wyruszyliśmy było już prawie południe. Wyobraźcie sobie, 5 ludzi w środku lata, stoi w pełnym słońcu w pancerzach z tarczami na plecach przez trzy godziny. Gdy ten bachor się wreszcie pojawił sam chciałem wsadzić mu miecz w dupę, jednak moi towarzysze powstrzymali mnie solidnym argumentem: nie zapłacił nam jeszcze. Tak to kolejna rzecz, której nigdy nie mogłem zrozumieć. Otóż zasady gildii mówiły jasno, że zapłatę należy pobrać tylko po wykonaniu zadania… Co za kretyn to wymyślił. Tak więc wreszcie wyruszyliśmy. Po 2 dniach dotarliśmy do ruin. Droga przebiegła bez zakłóceń. W tej okolicy to i tak można co najwyżej napotkać jakąś grupkę goblinów może jakąś parę orków, nic co zaatakowałoby świadomie czarodzieja w obstawie pięciu wojowników. Ruiny były opuszczone od wielu wieków. Z tego co zrozumiałem z tłumaczenia tego bachora, to miały ponad 1000 lat i kiedyś była tu świątynia. Dokładnie nie wiadomo, którego boga, ale adept mówił, że prawdopodobnie żadnego z obecnie nam znanych. Tak więc wybraliśmy się do świątyni starego boga… co mogło pójść nie tak? Ale o tym trochę później. Rozstawiliśmy obóz i obwarowaliśmy go, aby jakiś narwany potwór nie pomyślał, że zaatakowanie nas będzie łatwą zdobyczą. Właściwie tak, jak mówiłem wcześniej w tej okolicy nie było się za bardzo czego bać. Dobrze uzbrojony wojownik mojego pokroju spokojnie potrafił zabić 3-4 gobliny. Tak więc nasza 5 spokojnie mogłaby odeprzeć atak nawet sporej ich grupy. Adept stwierdził, że wewnątrz przyda mu się para rąk do pomocy. Każdy z nas ciągnął słomkę, padło na mnie i kogoś jeszcze. Przez 3 cholerne dni, zasuwałem przesuwając kawałki gruzu, grzebiąc ziemię i wysłuchując podnieconych pisków jakiegoś narwańca, który jakby mógł to zaprzągł by tu całą kompanię do pracy. Nasza dwójka musiała mu wystarczyć. Czwartego dnia odkryliśmy szeroką salę. Na jej ścianach znajdowało się wiele rysunków i symboli, których nigdy na oczy nie widziałem. Po środku pomieszczenia stała fontanna, wyschła już wieki temu, ale do tej pory zachowała się w znakomitym stanie. Był rzeźbiona z marmuru, przynajmniej tak mi się wydawało, gdyby udało się nam ją stąd wywieźć dostalibyśmy za nią solidną sumkę. Patrząc na wzrok mojego towarzysza utwierdziłem się, że myślimy o tym samym. Gdy my byliśmy zajęci sprawdzaniem czy nie ma tu żadnych ukrytych pułapek czy czegoś w tym stylu, nasz przyszły mistrz sztuk tajemnych zagłębił się w ilustrację i symbole na ścianach. Po upewnieniu się, że okolica jest czysta, wraz z towarzyszem zbliżyliśmy się do fontanny. Gdy już mieliśmy się zabierać za rozmontowanie jej poszczególnych części, adept zatrzymał nas. Podobno fontanna jest magiczna i wystarczy prosty rytuał, a jej cena wzrośnie przynajmniej 20 krotnie. W tej chwili oboje z towarzyszem stwierdziliśmy, że podjęcie się tej roboty było dobrym pomysłem. Niestety, myśleliśmy tak bardzo krótko. Nasz nie-jestem-jeszcze-dobrym-magiem towarzysz, zaczął rzucać jakieś zaklęcie. Dla mnie równie dobrze mógł bełkotać po pijaku i tak bym tego nie rozróżnił. Właściwie w życiu widziałem kilku czarodziejów, kilku czarowników i był nawet jakiś szaman, ale jak rzucają zaklęcie widziałem tylko raz. Właściwie myślałem, że widziałem, później okazało się, że ten starzec naprawdę bełkotał coś po pijaku, ale nie to ważne. Nasz mag coś spierdolił i tyle zdążyliśmy się dowiedzieć, gdy zamiast złota i magicznej fontanny ukazał się przed nami potwór. Potwór musiał być demonem, czyli istotą przywołaną z innego planu, ponieważ wyłonił się z czarno-czerwonego rozdarcia w powietrzu. Z portalu jak się później dowiedziałem. Demony mogą dostać się do naszego świata, jeśli spełni się 2 podstawowe warunki. Pierwszym jest wystarczająca ilość dusz, którą posiada demon, a drugą jest właśnie portal. Portalem nazywa się rozdarcie w barierze między naszym światem, a innym planem. Takie rozdarcia powstają samoistnie lub przy pomocy magii. Do tej pory nie wiem, czy portal, który wtedy powstał był zbiegiem okoliczności, czy po prostu był już tam od dawna, a moc maga go przebudziła. Demon, który wyłonił się z portalu nie przypominał niczego co wcześniej widziałem, właściwie nie wiem nawet jak opisać to co zobaczyłem. Najtrafniej można powiedzieć, że była to wielka masa czegoś. Tak „czegoś" jest tu odpowiednim słowem, ponieważ jego ciało zadawało się być czymś, jakby połączoną galaretą z mięśniami i żyłami. Naprawdę odrażający widok. Miał jakieś 2,5m długości i 1m szerokości. Nie posiadał nóg czy rąk, był tylko zbitą masą „czegoś". Jednym skokiem dopadł zdumionego czarodzieja i przygniótł go swoim cielskiem. Kości, krew oraz flaki bryzgnęły pod ciężarem demona. W jednej chwili nic nie zostało już z naszego pracodawcy. Wtedy też otrzeźwiałem i stwierdziłem, że pierdolę tą robotę, nie mam zamiaru umierać za darmo. Byłem już w połowie drogi między fontanną, a wyjściem, gdy z krzykiem i hukiem zwłoki mojego towarzysza rozbiły się o kamienną ścianę nad wyjściem. Siła uderzenia była tak wielka, że stara już ściana runęła zagradzając mi jedyną drogę ucieczki. Obejrzałem się za siebie. Zauważyłem, że demon skoczył wprost na mnie. Tylko dzięki szczęściu udało mi się odskoczyć i przeturlać się w pobliże fontanny. Demon wylądował po drugiej stronie i znów szykował się do skoku. Dobrze pamiętałem, pijackie opowiadania naszego starego maga z gildii. Demon, a szczególnie te duże są odporne na rany zadane normalnym orężem. Tak więc mój miecz był bezużyteczny. Gdybym tylko miał przy sobie srebro alchemiczne albo przynajmniej błogosławiony przedmiot. Demon zawzięcie próbował mnie dosięgnąć. To była tylko kwestia czasu, ale jak do tej pory za każdym razem udało mi się zwieść go i uniknąć ataku chowając się za fontanną. Krążyliśmy tak dobre 3-4 minuty. Jednak przez moją nieuwagę zraniłem się przy drugim odskoku w ramię. Nigdy nie przypuszczałbym, że kamienny blok może być tak ostry. Unikając skoku demona zahaczyłem ramieniem o kamień fontanny i moja krew pociekła do jej wnętrza. Normalnie taka rana byłaby tylko zadrapaniem, ale walcząc z całej siły, utrata każdej ilości krwi może zadecydować o twojej śmierci. I niestety miałem rację. Rozproszony raną, nie zdążyłem uniknąć całkowicie ataku demona. Jego potężne cielsko przygniotło całą moją rękę i zgruchotało kości. Krew bryzgała teraz strumieniem z tego co z niej zostało. Przed oczyma zrobiło mi się ciemno z bólu i utraty krwi. Przewróciłem się i wpadłem do fontanny. Ten widok musiał być makabrycznie zabawny. Mężczyzna topiący się we własnej krwi, która tryska z jego kikuta. Kiedy już myślałem, że to koniec. Usłyszałem jakby cichy kobiecy szept. „Co oddasz w zamian za swoje życie?" Właściwie wtedy myślałem, że to moje zmysły, płatają mi jeszcze na koniec śmieszny żart, próbując dodać mi otuchy w ostatnich chwilach. Że niby jest jeszcze nadzieja. Więc odpowiedziałem tak jak zawsze uważałem. Po pierwsze przeżyj, potem martw się co zrobisz dalej. „A weź sobie… wszystko co chcesz!" krzyknąłem krztusząc się krwią. W tym momencie z fontanny wypełnionej już przynajmniej połową mojej krwi, wystrzelił promień, który trafił demona stojącego obok mnie. W kilka sekund ta góra galaretowatych mięśni zmieniła się w krwawą miazgę rozproszoną po całym pomieszczeniu. Pomyślałem wtedy, że trochę głupio będzie mi umrzeć jak już demon został zabity. Jednak potem usłyszałem słowa, które sprawiły, że pożałowałem tego, iż nie umarłem wcześniej. „W takim razie, zabiorę sobie twoją duszę."
  26. 10 points
    Rozdział napisał: @Shinzuke @Sledziuch116 A korektę do rozdziału wykonała cudowna @Ajabun Nya~. Miłego czytania! Pamiętajcie o daniu łapki w górę przy rozdziale oraz o miłym komentarzu :-D ______________________________________________________________ Nowa Okładka: Rozdział 5: Quest 2/2 - To snorlax Był to… --------------------------------- Naszym oczom ukazał się Boss. Nie wiedzieliśmy, na jakim był poziomie i ile ma życia. Jedyne, czego mogliśmy się o nim dowiedzieć, to jego wygląd, który był dość zaskakujący. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak typowy boss: wielki, potężny, masywny, zdolny rozpierdolić wszystko na jego drodze, czyli… “To Snorlax!” krzyknął Karang, lecz po chwili zmienił zdanie. “Nazwa tego potwora to Goblini Władca.” Z zasmuconą miną spojrzał na Ikana z myślą, że spotkał pierwszego pokemona w swoim życiu, lecz po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech, gdy uświadomił sobie, że ów boss przypomina jego kompana, który potrafi tylko wpierdalać. (Skutki uboczne THC) Ikan domyślając się, co miał na myśli Karang, krzyknął: “Nawet o tym nie myśl!” Potem spojrzał na bossa, który się im ukazał, mówiąc: “Teraz musimy zacisnąć poślady i zjechać tego bossa jak najszybciej - ciśnie mnie sranie w realu”. “Mówiłem, żebyś wsadził sobie korek w dupę, skoro tak dużo wpierdalasz” powiedział, śmiejąc się, Karang. “Śmiej się, śmiej. Mam ci przypomnieć, kto ostatnio po pijaku obsrał całą łazienkę? Powiedz mi, jak kurwa można pomylić umywalkę z kiblem” odpowiedział Ikan, wpatrując się w Karanga, któremu od razu zrzedła mina. “Dobra, po pijaku się nie liczy. Nie ma co gaworzyć, rzuć mi buffy. Błyskawicznie go pokonamy i szybciej pójdziemy do doktora po nową dostawę” powiedział oburzony Karang, który olał całą sytuację o zabrudzeniu łazienki. Z powagą wymalowaną na twarz i wpatrując się w bossa, Ikan się odezwał: “Poczekaj, podejdźmy do tego na spokojnie albo zdechniemy jak te ostatnie kurwy spod latarni w zeszły wtorek.” “Eee, Ikan, nie pierdol, chyba mnie nie doceniasz” powiedział Karang, któremu zapaliły się ogniki w oczach i zaczął szykować ostrza do rozpoczęcia ataku na Snorlaxa. “Dobra, jak chcesz, ale ja nie będę cię potem zeskrobywać ze ścian” rzekł beznamiętnie Ikan, a następnie rzucił wszystkie spelle buffujące, jakie miał w arsenale, na nabuzowanego orka. Karang bez zbędnych ceregieli rzucił się przed siebie, aktywując Szybki chód oraz Atak z ukrycia i zaskakując wszystkich, a w szczególności samego siebie. Zniknął z pola widzenia masywnego bossa i, pojawiając się za plecami przeciwnika, uderzył go, zadając ogromne obrażenia, jak na swój poziom. A wszystko to za sprawą rozdania wszystkich statystyk w zręczność, która zwiększała mu atak. -103 Zaskoczony boss automatycznie się odwrócił i zamachnął się w stronę Karanga potężną maczugą, która cała była wypełniona kolcami. Na szczęście Karang zdążył uniknąć krytycznego uderzenia, dostając połowicznie w nogę. - 40 Lecz uderzenie było na tyle silne, że biedny Karang - niczym rakieta - wpierdolił się w ścianę, robiąc wcześniej parę obrotów w powietrzu. Widząc to, boss od razu skoczył ku niemu, chcąc dobić przeciwnika. W jednej chwili znalazł się około metra przed biednym orkiem, który starał się pozbierać po wcześniejszym uderzeniu. Ikan, próbując uratować Karanga, strzelił z magicznej różdżki, starając się odwrócić uwagę bossa, lecz jego starania szły na marne. Wtem Ikan wpadł na genialny pomysł, który zawsze działał przeciwko przeciwnikom z małą ilością IQ. “Te, kupo mięcha, twoja matka kupuje chleb w tartaku!” Karang, słysząc to, co powiedział Ikan, krzyknął głośno, poprawiając go: “Nie matka, a rodzice płci tej samej, z fujarami!” Obelgi rzucane w stronę Snorlaxa, jak na zawołanie, ściągnęły jego aggro na Ikana, który od razu rzucił się do ucieczki, chcąc odciągnąć go od Karanga. Zbierając się z ziemi i aktywując na nowo “atak z ukrycia” ruszył w stronę spaślaka goniącego Ikana. Widząc to, elf zatrzymał się na kilka sekund, by rzucić na swego kompana spelle wzmacniające i wznowił bieg. Goblini Władca, jako boss o niskim wskaźniku inteligencji, nie zorientował się, co się dzieje i dalej biegł za Ikanem. Po chwili Karang był już za plecami masywnego przeciwnika i, wyskakując w powietrze, wbił jeden ze sztyletów w plecy Gobliniego Władcy. Trafiony przeciwnik nagle zatrzymał się, a nad jego głową wyskoczył mały komunikat. - “Uderzenie paraliżujące” “Cholera! Zrobiłem z niego kalekę, ja to mam pierdolnięcie!” krzyknął zaskoczony Karang. “Nie podniecaj się tak, bo za chwile mu przejdzie i to ciebie pierdolnie” wtrącił się Ikan, jednocześnie oddalając się od bossa. Nim paraliż przestał działać, Karang oraz Ikan zaatakowali Snorlaxa wszystkim, co fabryka dała. Następnie obaj odskoczyli od bossa, ponieważ wróciła mu władza w całym ciele i czekając, aż odnowią im się umiejętności, trzymali go ciągle na dystans. Następnie powtórzyli taktykę sprzed chwili, czyli hit and run. Jednak to już nie poskutkowało. Boss już był na to uczulony i nie dał się nabrać na atakowanie jego martwych punktów. W tym samym czasie boss uderzył Karanga z całych sił, który następnie rozbił się o skały, znajdujące się jaskini. Z powodu impetu zatrzymał się dopiero na ścianie, a jego licznik życia spadł do zera, powodując jego niechybną śmierć. “Zostałeś pokonany - Odrodzenia za 60 sekund” “Z powodu nieosiągnięcia 10 lv, nie tracisz poziomu” “Cholera, jak to możliwe? Czemu nie mam żadnych mikstur leczniczych?! Kurwa, zajebie tego śmiecia, jak tylko się odrodzę” powiedział oburzony. “Łoo, hit kill po prostu” powiedział Ikan, który próbował od razu schować się za pobliską skałę. W tym samym czasie koło jego głowy przeleciał metrowy głaz, który roztrzaskał się o ścianę lochu. ”Hah, kocham moje szczęście.” Mówiąc to, Ikan skierował wzrok na swego poległego towarzysza, który teraz z furią w oczach czekał, aż się odrodzi. *Guuua~* Boss Goblinów wydał okropny dźwięk. Pełen wściekłości rozwalał całą jaskinię, przez co w wielu kierunkach fruwały duże kawałki skał. Niektóre z nich leciały w kierunku Ikana, lecz nie oberwał żadną, dzięki schowaniu się za jedną ze skał. Natomiast Karang był w stanie już się odrodzić, ale nie mógł tego zrobić, gdyż co chwilę jeden z głazów uderzał w miejsce, gdzie leżały jego zwłoki. Wtem Ikan wpadł na genialny pomysł ocalenia swojego kompana. Zwracając się do niego, powiedział: “ Poczekaj chwilę, spróbuję odwrócić jego uwagę, a ty w tym czasie się wskrześ.” Karang potwierdził plan skinieniem głowy. Ikan, widząc to, wyskoczył zza skały i rzucił randomowy tekst w stronę bossa. “Te, gówniany władco, ojciec ci ojca jebie”. Ten, jak na zawołanie, zaprzestał demolki jaskini i niczym Karang po pijaku ruszył na Ikana, wymachując swą maczugą. Po powstrzymaniu deszczu głazów Karang w końcu powrócił do żywych. “Cholera, te 60 sekund trwało dosłownie wieczność, czułem się jak w klatce. Nigdy więcej nie chcę umrzeć” powiedział oburzony, patrząc oczami mordercy na Bossa Goblinów. “Teraz czeka cię rychła śmierć. Wkurzyłeś kogoś, kogo nie powinieneś. Jesteś skończony, a śmierdzisz gorzej, niż najgorsza łajza, która kąpie się w szambie miłości.” Boss, słysząc obelgę skierowaną w jego stronę, z miejsca się zatrzymał się i z maksymalnym wkurwieniem wymalowanym na twarzy skierował się w stronę karanga. *GUUUUAUAAA~* Przez całe pomieszczenie rozległ się demoniczny wrzask, pochodzący od sprowokowanego bossa, który w szale skoczył w stronę Karanga. “Oj chyba go wkurwiłeś” powiedział Ikan, obserwując, jak jego kompan ledwo unika ataków Snorlaxa i bez chwili zastanowienia zaczął przed nim spierdalać. Boss, wymachując maczugą, starał się zmieść robaka przed nim na proch, lecz o dziwo wszystkie ataki były unikane przez Karanga. “Może byś mi tak pomógł?!” zawołał Ork do swojego towarzysza, ciągle unikając ataków Gobliniego Władcy. “Wiem przecież, debilu, ale sam go nie będę klepać, czekałem na Ciebie!” Oburzony Ikan krzyknął do Orka Karanga, który był strasznie zły. “Żeby pokonać tego bossa, trzeba spróbować techniki - Uderzenie Robiące Kalekę, czyli złamanie kończyn, o ile jest to możliwe w tego typu grach.” “Weź go sprowadzić na siebie, a ja postaram się okaleczyć jego nogi. Jeżeli się uda, jego ruchy będa ograniczone, a ja zyskam przewagę nad nim” powiedział dumny Karang, wymyślając tak wspaniałą taktykę, o której się fizjologom nawet nie śniło. Ikan od razu zaczął zaczepiać Bossa, próbując ściągnąć na siebie jego uwagę, co mu się udało bez żadnego większego problemu. Goblin od razu za nim pobiegł. W tym samym czasie Karang, przyczajony niczym wygłodniały tygrys, czekał na odpowiedni moment, żeby wykonać swój ruch. Niczym Adam Małysz wyskoczył zza skały, wbijając sztylety w jedną z nóg bossa i, ciągnąc je za sobą, stworzył ogromne rozcięcie. *Obezwładnienie aktywowane - Boss może atakować, lecz jego ruchy są ograniczone* Okazało się, że plan Karanga zadziałał. Co prawda można go było tylko obezwładnić, nic więcej, więc po pewnym czasie ten efekt zniknie. Dlatego nie było czasu na nic innego, jak tylko uderzanie Bossa we wszystkie możliwe miejsca tak, żeby zadać mu jak najwięcej obrażeń, po których w końcu uda im się go zabić. 60% 50% 20% Życie bossa spadało dosyć szybko, zwłaszcza, że Karang atakował go od tyłu ( ͡° ͜ʖ ͡°), w miejsca, których boss nie mógł dobrze bronić, nie mogąc się poruszać. “Jak tak będzie szło, to zaraz go zabijemy!” krzyknął zadowolony Ikan, który był tak szczęśliwy, jak po zjaraniu dobrego blanta. “Ha! Wiadomo! Gdy ja coś wymyślę, to zawsze działa. No, nie licząc tej pralki, której nie potrafię naprawić po tym, jak wyjąłem z niej silnik” powiedział Karang. ‘Widzisz? A mówiłem ci tyle razy, że wymieniając silnik w motorze na ten od pralki, to na pewno się coś zjebie” odpowiedział Ikan. Po krótkiej chwili zdrowie bossa spadło do krytycznego poziomu 2%. W końcu, po długiej i męczącej walce, Karang zadał Gobliniemu Władcy ostatnie uderzenie, które doprowadziło do jego śmierci. Wraz z uderzeniem martwego bossa o podłoże, przez całą jaskinię przeszła fala uderzeniowa, która spowodowała wyrwę w jednej ze ścian. ________________________________________________________
  27. 8 points
    Przepraszam za dwudniowe opóźnienie. Dopiero wczoraj dotarłam do miejsca, w którym jest internet. Problem w tym, że jestem chora, a na dodatek musiałam wybrać pomiędzy trzema scenariuszami: 1. Bohater zostaje uwięziony i sprzedany jako kot domowy; 2. Znajdują go dzikie koty równinne ---> 3. Zostaje sam. Tutaj piszę o trzeciej przypadłości, więc dwie pierwsze mogą być później jako one shot'y. Jeśli tak chcecie, to piszcie. --------------------------------------------- Grube korzenie trzymają mnie za łapy. Cienka, szara trawa oplata brzuch. Liście z drzew nie przepuszczają nawet grama światła słonecznego. Słyszę za mną głosy. Nie rozróżniam słów. Powoli z trwogą odwracam głowę. Ciemność wisi w miejscu zastępując mgłę. Wychodzą z niej trzy wilki. Patrzą na mnie głodnymi ślepiami, a z otwartych pysków cieknie im ślina. Rozkładają skrzydła, po czym biegną w moją stronę. Ruszam łapą, nie zmieniła miejsca ani o milimetr. Próbuję krzyknąć, ale w tej samej chwili uderza wielka fala. Nie mogę oddychać... Budzę się gwałtownie, zdyszany i cały mokry. Bynajmniej nie od potu jestem przemoczony, tylko od deszczu, który pada uderzając we mnie niczym kuleczki gradu. Nie licząc faktu,że nadal nie mam siły się poruszyć, muszę wytrzymywać te tortury zadawane przez naturę, a nie wspomnę nawet, że jest środek nocy. Gdybym nie był kotem... zapewne płakałbym teraz bez umiaru. Istnieje nawet powiedzenie: ,,Tyle co kot napłakał". Bogowie nie mogli być bardziej okrutni, nie mam nawet jak się wyżalić. Narzekania przerwał mi mój własny brzuch. Donośny dźwięk, zapewne gdyby nie padało odbiłby się echem, ale teraz tylko zginął gdzieś pomiędzy kroplami deszczu. - I ty, Brutusie, przeciwko mnie?... Teraz jestem pewien że w moim obecnym życiu ucierpiało już wszystko. Moje ciało. Moja dusza. Moja siła woli. Moja mentalność. A najbardziej moje rozumienie społeczeństwa. Kiedyś myślałem że społeczeństwo jest niczym przedstawienie na scenie. Każdy ma swoją rolę do odegrania, a jest ich tyle ile ludzi. Jednak okazuje się że o wiele prościej jest to porównać do składu wilczej watahy. Alfy - liderzy, za którymi ludzie chcą podążać Bety - osoby pospolite, niewyróżniające się z tłumu Omegi - osoby odrzucone za bycie słabym Są też Samotnicy, zazwyczaj to ludzie silni, którzy wybrali odcięcie się od świata, lub uciekające Omegi. Przynajmniej myślę, że tak to wygląda. Od kiedy nie jestem człowiekiem, i miałem styczność z innymi ludźmi, mogę ocenić ich zachowanie - TO JAKIEŚ ZWIERZĘTA! Poruszyłem głową. Wystarczyło, by się rozejrzeć. Nie widziałem nic za moimi plecami, ale po bokach rozciągało się pasmo piachu z ziemią, na którym leżałem. Przede mną znajdowała się równina bez końca. Lekko po lewej coś się poruszyło. Zamarłem. Pierwsze pojawiły się skrzydełka koloru zielonego, potem zobaczyłem to zwierzę w pełnej okazałości. Był to królik o bardzo dziwnym ubarwieniu. Szare futro przeplatane było z zielonymi piórami, a skrzydła to tak naprawdę były uszy. Straciłem panowanie nad umysłem. W dziwny sposób udało mi się wstać. Ciężar ciała był ogromny, a z każdym posunięciem do przodu niebezpiecznie się chwiałem. Gdy byłem w odległości pięciu metrów od ofiary, obniżyłem tors. Skradałem się z trzy metry. Przygotowany do skoku, odepchnąłem się od podłoża. W tej samej chwili z góry nadleciał brązowy pocisk. Wielki jastrząb wbił szpony w głowę i plecy zwierzątka. Zanim królik stracił życie trzepnął napastnika kilka razy swoimi skrzydełkami. Byłem wtedy w locie. Nie mogłem tego przerwać. Nie chciałem atakować jastrzębia, był silniejszy niż ja w moim obecnym stanie. Czas jakby zwolnił. Nie wiem skąd, w głowie pojawiła się myśl ,,Muszę zabić ptaka. To była moja ofiara. Zabiję każdego, kto mi przeszkodzi.". Czułem jak zalewa mnie żądza mordu. Szczęście mi dopisało, wylądowałem na zewnętrznej stronie skrzydeł, która była cała odsłonięta. Wbiłem pazury w delikatną strukturę pierza, kark rywala był na wyciągnięcie kłów. Bez wahania je wbiłem. Moje zęby napotkały opór, nie powiem był on dość przyjemny. Jednak jastrząb nie zginął. Nie trafiłem w nic ważnego. Pan przestworzy podjął próbę zrzucenia mnie na ziemię. Poirytowany szarpnąłem głową łamiąc delikatne kręgi szyjne ptaka. Wygrałem. Kości ptaków są puste. Prosta biologia i też powód, dla którego latające wilki mnie nie złapały. Gdyby były wolne prawdopodobnie mogłyby latać, jednak z obciążeniem w postaci siodła i człowieka na grzbiecie dadzą radę co najwyżej przyśpieszyć bieg rozkładając skrzydła. No cóż... każdy nonsens ma swoje granice. Byłem wyczerpany, ale w głębi duszy niezmiernie szczęśliwy. Uśmiechnąłem się, na ile tylko kot potrafi, po czym zacząłem jeść. Chciałem płakać ze szczęścia. Prawdziwe mięso jest takie dobre! W mgnieniu oka po drapieżniku została sterta kości i piór. Zdecydowałem się zostawić lotnego królika na później, nic dobrego z przejedzenia by nie wyszło. Przytargałem jego truchło do rzeki. W porównaniu z miejscem, w które spadłem uciekając, nurt tutaj był naprawdę powolny. Szczególnie, że już przestało padać. Tafla wody pozwoliła mi zobaczyć moje odbicie. Było przerażające, a mimo to nie bałem się. Przecież to byłem ja. Pyszczek, pierś oraz przednie łapy były w całości pokryte krwią jastrzębia, a boki moją własną. Ciągnąc zwierzynę powoli zanurzałem się z zimnej wodzie. Woń krwi mogłaby przyciągnąć niechcianych gości, a tego bym sobie nie życzył. Po obmyciu się, jeszcze raz, przelotnie spojrzałem w lustro. W miejscach ran zadanych w lesie powstały strupy, które do tej pory były ukryte pod warstwą zeschniętej krwi. Największym zaskoczeniem był fakt, że płaczę. Nie był to normalny płacz. Z oczu płynęły krople o odcieniu szkarłatu, a jednak nic mnie nie bolało, a mój wzrok działał bez zarzutu. Po prostu, płakałem krwią.
  28. 7 points
    Ujmę to w następujący sposób - no to się namiałem wolnego. Tylko ta myśl przyszła mi do głowy, gdy usłyszałem od Hisoki: “ Chodź ze mną przesłuchać tego nowego.”. Nie powiem, abym był tym specjalnie zainteresowany, jednak coś niby wiszę Hisoce. W końcu pozwolił Kamiko i Chibi tu zostać, co nie? Argh, nienawidzę tego typu sytuacji. - Nie chcę tracić za dużo czasu, więc zajmijmy się z tym szybko. - odpowiedziałem Hisoce. - Taki mam zamiar. - rzekł Hisoka, lekko się szczerząc. - Więc jak? Zagramy w złego i jeszcze gorszego? - zapytałem lekko rozbawiony. - Zacznijmy od spokojnej rozmowy, okej? - odpowiedział Hisoka, lekko poważniejąc. - Nie chcemy go w końcu przestraszyć, prawda? - Ech? Serio? To, po co ja tam jestem potrzebny? - zapytałem, udając zdziwionego. - Będziesz ładnie wyglądał, okej? - powiedział rozbawiony Hisoka. - Będziesz robił za maskotkę... - Mam cię podpalić? - zapytałem podnosząc lewą rękę i otwierając dłoń, a następnie sprawiłem, że pojawił się na niej płomień. - Wiem, że się zregenerujesz, ale trochę bólu ci zapewnię, co ty na to? - Podziękuje, już kilka razy bawiłem się z ogniem i raczej nie jesteśmy swoimi wielbicielami. - odpowiedział rozbawiony Hisoka. - Uch, szkoda. - odpowiedziałem. Nasza przyjacielska wymiana zdań, zakończyła się w momencie dotarcia do pokoju, w którym znajdował się niejaki Eji Kaede - potencjalny sojusznik. Albo wróg, którego będzie trzeba się pozbyć... - Dziękuje za twoją cierpliwość. - powiedział Hisoka, odpalając swojego “Poker Face”, ze standardowym uśmiechem niewinnego i spokojnego człowieka. - Ach, nie ma problemu, Kokonoe~san. - odpowiedział Kaede. Gdy skierował swoje spojrzenie w moim kierunku, zauważyłem pewnego rodzaju nienaturalną reakcję. Przez chwilę nawiązując ze mną kontakt wzrokowy, wydawał się być przestraszony. Nie wydaje mi się, abym go kiedyś spotkał, więc jeśli coś o mnie wie, to albo z plotek - albo widział mnie w czasie akcji. - Ten tutaj to Natsuki - rzekł Hisoka, wskazując na mnie. Naprawdę mam ochotę zrobić mu za to krzywdę, gdyż nie lubię używania mojego starego imienia, które budzi we mnie mordercze intencje. Wstrzymaj się, Ja. Zrobisz mu krzywdę trochę później... - Haa. Miło mi cię poznać. - mówić to, chciał podać mi rękę, ale wskazałem na zabandażowaną dłoń i skinąłem głową. Podczas gdy Hisoka zgarnął go w krzyżowy ogień pytań, a ja skoncentrowałem się na obserwowaniu jego osoby. Muszę przyznać, że coś mi w nim nie pasuje. Jako esper kontrolujący elektryczność, jestem w pewien sposób wyczuć “energię” znajdującą się w ciele człowieka - nie ważne czy jest esperem, czy nie. Nie udało mi się jeszcze tego wymasterować na wysoki poziom i ta umiejętność ma ograniczony zasięg, jednak - nie czuje jej od niego. Pierwszy raz trafiam na coś takiego. Zupełnie jakby osoba siedząca naprzeciwko Hisoki, była… Martwa. - Pozwól, że zadam ci jedno pytanie. - odezwałem się, przerywając Hisoce przepytywanie, co wydawało się go dość mocno zaskoczyć. - Ile pozostało w tobie z człowieka? Moje pytanie wydawało się go zaskoczyć. - Nie do końca rozumiem, co masz na myśli... - Nie posiadasz w sobie energii, występującej w żyjącej istocie. - odpowiedziałem, przepuszczając przez swoje ciało drobną błyskawicę. - Jestem na to dość mocno wyczulony, wiesz? Kaede Eji westchnął. - Jest zupełnie tak jak mówisz. To, co widzisz tu, nie jest moim prawdziwym ciałem. - powiedział, nie kryjąc przygnębienia - Moje prawdziwe ciało zostało zniszczone pierwszego dnia apokalipsy. - Zniszczone? - zapytałem zainteresowany tą częścią wypowiedzi. - Zgadza się. - odpowiedział, kiwając głową. - Podobnie jak ty, jestem esperem. Jedna z moich umiejętności umożliwia mi tworzenie marionetek, a druga przesyłanie mojej świadomości pomiędzy nimi. Moje ciało zostało ranne do tego stopnia, że już pogodziłem się ze śmiercią, jednak… Uratowała mnie moja własna moc. - odpowiedział lekko, opuszczając głowę. Uratowała go własna moc, co? Brzmi znajomo, prawda Natsuki? Tak samo było w moim wypadku i wybuchu energii, jaki się ze mnie wydostał. Tylko dzięki niemu, wciąż żyje. I moja moc wciąż utrzymuje mnie przy życiu - nawet w przypadku mojej ręki. - Co sprawiło, że twoje ciało uległo zniszczeniu? - zapytał Hisoka. - Zostałem zaatakowany przez kilka dwumetrowych potworów. - odpowiedział Eji. - Znajdowałem się w tamtej chwili w jednym z laboratoriów...Należących do rządu, więc nie chcąc stać się jednym z nich... Aktywowałem w nim proces samozniszczenia... W normalnym wypadku słysząc hasło “Laboratorium Rządowe”, przetrącił bym temu gościowi karczycho. Teraz jednak się powstrzymam - do czasu, gdy usłyszę resztę... - Mogę wiedzieć, co tam robiłeś? - zapytał Hisoka. - Albo czym zajmował się dział, w którym pracowałeś? - Pracowaliśmy nad zastosowaniem genetyki w medycynie. - odpowiedział bez chwili zawahania. - Hmm, więc może byłbyś w stanie ocenić, co takiego stało się Natsukiemu w rękę, co? - mówiąc to, Hisoka spojrzał na mnie. - Nic takiego mi się nie stało, poza tym wzrostem siły. - odpowiedziałem rozbawiony, odwiązjuąc swój bandaż. Zauważyłem, że reakcja Eji’ego różniła się od innych osób, które widziały moją rękę. Zupełnie jakby już wcześniej... Ach, wspominałem już o tym. Nie wydaje się osobą godną zaufania... - Interesujący przypadek... - wymamrotał. - Wiesz coś o tym? - zapytał Hisoka. - Na pierwszy rzut oka mogę powiedzieć tylko to, co wydaje się oczywiste. - rzekł Eji. - W jego ciele wystąpiła pewnego rodzaju mutacja, która powinna go przemienić, jednak z jakiegoś powodu zatrzymała swój rozwój. Zauważyłeś coś dziwnego po tej zmianie? - Niespecjalnie. - odpowiedziałem. - Poza tym, że jest kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt razy silniejsza i wytrzymalsza... - dodałem. - Niesamowity przypadek... - Czuje się zagrożony, przebywając w tym pokoju. - skomentowałem, widząc jego spojrzenie na mojej ręce. - Domyślam się, że nie będę już potrzebny, więc idę robić swoje. - powiedziałem do Hisoki, a następnie wyszedłem z pokoju. Myślałem, że uda mi się w spokoju dotrzeć do pokoju, jednak po zrobieniu dosłownie pięciu kroków trafiłem na Yukikaze, która najwyraźniej czekała na moją osobę. - Rozmawiałam z Akane na temat ostatnich wydarzeń. - powiedziała, lekko się uśmiechając. - Dowiedziałam się od Hisoki o twoim ostatnim “zawodzie miłosnym” i powiedziałam jej o nim, więc na jakiś czas powinieneś mieć spokój. - Ten pieprzony dupek... - wymamrotałem, zaciskając pięść. - Miałem wrażenie, że mnie sprzeda... - Nie powinieneś mieć do niego pretensji. - odpowiedziała Yukikaze.- Tym, czym powinieneś się naprawdę przejmować, to jaką odpowiedź chcesz dać jej odpowiedź na te urocze wyznanie. - Skoro Hisoka powiedział ci o naszej rozmowie, powinien też ci powiedzieć, że jej uczucia do mnie, to zwykła wdzięczność… Nic poza tym. Yukikaze westchnęła. - Czasami się zastanawiam, jak ktoś tak bystry jak ty, czasami może być aż takim idiotą. - odpowiedziała Yukikaze, a następnie ruszyła przed siebie. Cholera jasna. Przestańcie się zachowywać w ten sposób, jakbym to ja źle to wszystko odebrał.
  29. 7 points
    Dłuższa przerwa, bo święta, sprzątanie, egzaminy bla bla bla. Myślałam, że coś wyjdzie z cytatami, ale nie wyszło. Mówi się trudno. Miłego czytania Nie mam pomysłu na tytuł więc piszcie jak macie ^^ Rozdział 41 - Zlecenie Egny... Przez resztę dnia nie miałem ochoty wychodzić z pokoju. Nie wiem czemu bogowie nie są mi przychylni, więc nie chcę się wychylać. Najlepiej było by nie pokazywać się przez kilka dni, ale nie wysiedzę tutaj tyle! I jeszcze mam umówione spotkanie… Cóż, nie zabiją mnie za to, że żyję. Chyba… Ach! Znowu słońce… Muszę coś dzisiaj znaleźć na te okna! Wstałem szybko i przebrałem się, po czym zbiegłem na parter. Zamówiłem dla siebie kanapki, które szybko dostałem, a mały jak zwykle dostał mięso. Mały żarłok pojękiwał, że chce więcej. Mowy nie ma, zbankrutuje jeśli pozwoliłbym mu jeść tyle, ile chce. Plany na dziś, hm… Iz będzie pewnie znowu zajęta, nadal nie skończyła tej wielkiej pracy papierkowej. Mój “strażnik”, cóż… Gdzieś zniknął, nie ma go przy mnie od kiedy się obudziłem. Prawdopodobnie zwiedza albo czegoś szuka, ale kto wie czego. Wychodzi z tego, że dowiedzenie się czegoś o magii albo rozpoczęcie treningu trzeba przełożyć. Pozostaje już tylko jedno, staruszka mówiąca po elficku - Egna. Miałem jej pomóc z duchami, ciekawe co to będzie. Właśnie! Może jeszcze powie mi o co chodzi z tą zamkniętą zmorą. I jak jej nie wypuścić lub nawet zniszczyć. Plan dnia ustalony, można ruszać! Pobiegłem na górę, chwyciłem mój standardowy sprzęt na wyjście - torbę i miecze - i zbiegłem na dół. Liberge podążał za mną zdezorientowanym wzrokiem. Wziąłem go na ręce i wybiegłem z gildii, po czym położyłem zwierzaka na ziemi. -Słuchaj, jeśli chcesz zjeść coś więcej musisz sam tego poszukać, bo ja ci nie dam. A dzisiaj możesz poszukać, czegoś dla siebie. Ja idę do tej starej babci od ziół, więc ty raczej nie pójdziesz ze mną. Tylko uważaj na dzieciaki, nie daj się im pobić - powiedziałem pouczająco do szczeniaka, na co zaszczekał radośnie i wyszczerzył małe kiełki, po czym zaczął węszyć i pobiegł w swoją stronę. Dobra. On rozumie, więc nie muszę się nim przejmować. Ruszyłem w swoją stronę i bez problemu dotarłem do starego parku. Dotarłem ścieżką do chatki. Delikatny wiatr niósł ze sobą zapach ziół z środka i poruszał liśćmi drzew, tworząc przyjemny szum. Jak zwykle to miejsce jest spokojne i odcięte od gwaru miasta. Oraz czystsze od ulic. Chyba będę tutaj czasami przychodził dla odpoczynku. Wszedłem do chatki, gdzie staruszka krzątała się między roślinami zawieszonymi pod sufitem. -Jestem, Egna - odezwałem się. -Och - obróciła się w moją stronę - Jesteś. Myślałam, że nie pojawisz się już. - Przepraszam, że cię zmartwiłem - przeprosiłem uprzejmie. Nie mam zamiaru przepraszać każdego, ale ją chcę. Chcę poznać jej wiedzę, więc wymaga to pewnej uprzejmości - Miałem pewną sprawę do zrobienia, trzeba było odesłać ducha. -Odesłać, mówisz? - spojrzała na mnie bardziej przenikliwie, a jej zmróżone oczy otworzyły się, błyszcząc. -Tak. Ludzie z gildii pomogli mi i opłacili kapłana. Okazało się, że nawet kapłan miał problem i musiał szukać rytuału w archiwum świątyni. Finalnie chyba cała świątynia była obecna. -Ciekawe… - mruknęła pod nosem - Zakładam, że niektórzy nie dowierzali i mieli zaskoczone miny. Pewnie trudno było przekonać kapłana, gdy oni zakładają, że duchy już nie chodzą między ludźmi. A prawda jest jednak inna… -Nie wiem, nie byłem wtedy obecny. Mówiłaś, że chcesz, żebym pomógł ci z duchami? Jak mam to zrobić? Mówiłaś coś o tym, że ludzie nie chcą cię wpuszczać do siebie, gdy wiesz, że jest u nich duch. -Tak… To przykre, że odmawiają pomocy, mimo że czasami ich życie może być zagrożone… Chciałam, byś przeszedł się po mieście i rozejrzał się, czy w czyichś domach nie ma złośliwych duchów. -Nawet jeśli tak mówisz, jak mam wejść do środka? -Żeby je zobaczyć nie zawsze musisz wejść do danego domu. -Ale żeby je wypędzić już tak. -Ach… Na razie poszukaj ich dla mnie i postaraj się zapamiętać jak wyglądają. Wtedy będę wiedziała, jak je wypędzić. -Przygotujesz coś na nie? - patrzyłem na nią, nie mogąc powstrzymać ekscytacji. -Tak, są pewne zioła odstraszające złe moce, ale też pewne amulety, choć nie umiem ich stworzyć, a sama muszę mieć jakieś. -Więc mam zapamiętać jak wyglądają? A skąd mam wiedzieć, że są złośliwe? -Cóż… Zazwyczaj ludzie kłócą się w środku albo są jakieś głośne hałasy… Choć nie zawsze to się sprawdza. Wiedząc już mniej więcej czego szukać, wyszedłem. Gdzie powinienem pójść? Na głównej ulicy handlowej jest głośno, niczego tam nie usłyszę poza kłótniami między handlującymi. Może zacznę od tej dzielnicy? Jest cicha i spokojna. Wyszedłem z parku i krocząc przed siebie, znalazłem się na ulicy. Nie była zbyt szeroka i łatwo można było zobaczyć z okien jednego domu co dzieje się naprzeciwko. Zapewne nie jest to komfortowe. Pewnie dlatego w większości okien wiszą zasłony, niektóre są dość grube i wątpię, by przepuszczały światło. Rozglądałem się, idąc powoli, jednak nie sądzę, bym zobaczył coś przez te zasłony. Na dodatek ta spokojna atmosfera, skąd tutaj miały by być jakieś złośliwe duchy? A może właśnie dlatego, że jest spokojnie będzie tu jakiś by zrobić zamieszanie? Szedłem zrelaksowany przez pewien czas, aż dotarłem prawie do końca ulicy. Nagle usłyszałem hałas w jednym z mieszkań, coś chyba się stłukło. Podszedłem do okna i dzięki odsłoniętym zasłoną mogłam zajrzeć do wnętrza pokoju. Naprzeciwko okna, w pewnej odległości, była ściana, pod którą stał mały kredens. Przy nim klęczała kobieta i zbierała coś z podłogi. Natomiast na kredensie siedział mały i brzydki stworek, który śmiał się odsłaniając krzywe zęby w wielkich ustach. Miał pomarszczoną skórę na głowie, małe zmróżone oczy, krzywy nos, był lekko przygarbiony, miał długie ręce i dziwny puszysty ogonek. Spojrzał prosto na mnie i uśmiechnął się. To jakieś szkardztwo… I raczej zalicz się do złośliwych. -Ech… To już kolejny wazon, który sam się zbił… A był taki piękny.... Z całą pewnością złośliwe. Zeskoczyło z mebla i kuśtykając na krótkich nóżkach, podbiegło do uchylonego okna, po czym na nie wskoczyło. Przyglądało mi się z tym brzydkim uśmiechem i wyciągnęło długą łapę w stronę moich włosów. Zareagowałem natychmiast; wyciągnąłem jeden z mieczy z torby i przyłożyłem płaską częścią ostrza prosto w twarz tego czegoś. Stwór zawył i zwalił się do wnętrza domu, przewracając przedmioty w środku. Teraz jego brzydka twarz będzie jeszcze brzydsza. Przez powstały hałas kobieta obróciła się w moją stronę, a jej twarz wykrzywiła się w niezadowolonym grymasie. -Co ty tutaj robisz, gówniarzu?! Poszedł już, bo wezwę straż! - krzyknęła i chwyciła pierwszą lepszą rzecz, którą okazała się drewniana figurka, po czym rzuciła ją we mnie. Uchyliłem się, a przedmiot wypadł przez okno i poleciał na ziemię. Lepiej stąd szybko zniknąć… Przemknąłem pod oknem i szybko pobiegłem do końca ulicy. Uf, ta kobieta powinna uważać, czym rzuca. Poprawiłem torbę na ramieniu i wyszedłem zza rogu. Niespodziewanie uderzyłem w przeszkodę. Spojrzałem w górę i zobaczyłem grupę czwórki dzieciaków. Wszyscy byli starsi i odwrócili się do mnie. Zrobili wykrzywione miny i patrzyli gniewnie. No nie, powtórka z rozrywki?
  30. 7 points
    Perspektywa Alexis - Zapytam się jeszcze raz. Czemu zakłócasz mój spokój wilcza kobieto? - (Hazelwood) … - Hmm… Nie odpowiesz? A może tak ciebie zmiażdżyć? To co wybierasz? - (Hazelwood) Gdy usłyszałam to pytanie szybko przemieniłam się w moją prawdziwą formę. -Czemu od razu masz mnie zmiażdżyć?! Możemy to rozwiązać pokojowo! - (Alexis) - Bo mnie zaatakowałaś młoda damo. - (Hazelwood) -Od razu zaatakowałam. Chciałam się tylko z tobą pobawić. - (Alexis) - Ha ha. Jesteś zabawna. Powiedz mi co robisz sama w moim lesie?. - (Hazelwood) - Przyszłam pobiegać, ale zobaczyłam wielkie drzewko to chciałam się z nim pobawić. Ale najwyraźniej drzewko jest zbyt sztywne i chce mnie teraz zmiażdżyć! - (Alexis) - Może pobawimy się w rzucanie do celu? Ale ja zaczynam. - (Hazelwood) -Ja nie gram! Nie! Nie! Nie! Chcę jeszcze pożyć! Może w zamian pobawimy się tak, że ty mnie puścisz, a ja sobie pobiegnę na północ, ty na południe i będziemy tak biec, aż się nie spotkamy? - (Alexis) - Nie. Bawimy się w rzutki. Chłopcze łap ją! (Hazelwood) W tym momencie Ent rzucił mnie w niebo z ogromną siłą. - Nie wciągaj mnie w swoje gry, i to bez mojego pozwolenia. - (Vix) Kiedy tak leciałam usłyszałam właśnie te słowa i zaczęła zwalniać, aż w końcu zatrzymałam się … i to naprawdę dość wysoko! Co się dzieje?! Rozejrzałam się i dostrzegłam chłopaka na oko tak z 19-20 lat w płaszczu, co już miał swoje lata, a jego włosy były całe białe. - A teraz moja kolej na rzut. - (Vix) Czekaj?! Jak to twoja kolej?! Nim zdążyłam cokolwiek zrobić poczułam jak jakaś siła rzuciła mnie w kierunku Enta, który mnie wcześniej rzucił. Gdy już pogodziłam się ze śmiercią przez upadek, złapał mnie Ent swoją dłonią, która była o dziwo tak miękka jak puch. - Przez niego musiałem wyhodować mech na ręce byś przeżyła. A ty chłopcze zejdź tu. Nie będę mówił tak głośno, jest to uciążliwe. - (Hazelwood) Na słowa Enta chłopak zniżył lot, tak że był tylko trochę wyżej niż Ent. Jak on może latać?! Ent odłożył mnie na ziemię, a ja aż padłam na kolana przez to co się przed chwilą wydarzyło. -Jesteście okropni!!! Jak tak można?!!! - (Alexis) Próbowałam się podnieść z miękkich jak wata nogach, ale na próbie się skończyło. Spojrzałam ze łzami w oczach na drzewko, a potem na latające człowieka i usiadłam po turecku. - Powiedzcie mi teraz co robicie tak daleko od ludzkich miast. Bo na zwiedzanie mi to nie wygląda. Nie było tu żadnego człowieka od 200 lat. - (Hazelwood) - Idę objazdem do miasta … jakiegoś tam. - (Vix) Powiedział chłopak takim głosem że bardziej bez emocji się chyba nie dało. -Szukam kogoś, wredna roślinko. (Alexis) - Zgubiłeś się prawda? Że ja wredny? - (Hazelwood) - Raczej upierdliwy, a nawet jeśli to co za różnica? - (Vix) - Dla mnie? Żadna. Jak chcecie mogę was zaprowadzić najkrótszą drogą. Z tym upierdliwym mogę się zgodzić chłopcze. - (Hazelwood) -Mogę się zgodzić na taką propozycję, ale nigdy więcej mną nie rzucaj! - A jest tam coś dobrego do jedzenia? - (Vix) Spytał chłopak z lekką nadzieją w głosie … czy to naprawdę takie ważne? - A czy ja wyglądam tobie na kogoś kto żywi się w ludzkich miastach? - (Hazelwood) - Nie dość, że upierdliwy to jeszcze bezużyteczny. Ech… - (Vix) Ten chłopak naprawdę jest wredny. Ja tu o mało nie umarłam, a on próbuje zezłościć tą roślinkę! - Chyba nie nauczono ciebie szacunku do starszych. (Hazelwood) - Nie, nie nauczono. - (Vix) - No to czas zacząć naukę. - (Hazelwood) Ent wystrzelił korzeniami z ręki w stronę chłopaka z olbrzymią prędkością, ale chłopak bez trudu tego uniknął i wzbił się w niebo dalej obserwując wszystko znudzonym spojrzeniem. - Jakie upierdliwe. Ech… - (Vix) - Czyli jednak będę musiał użyć więcej niż 2% swojej siły. Irytujące. - (Hazelwood) Ignorują mnie… Lepiej dla mnie. Rozglądając się przemieniłam się w mysz i po chwili oddaliłam się od tych wrednych stworzeń. Będąc w miarę bezpiecznej odległości zaczęłam oglądać przedstawienie. - Dziadku, nie masz lepszych rzeczy do roboty? Naprawdę nie chce mi się z tobą użerać. - (Vix) - Jakby ktoś wszedł do twojego domu i zaczął ciebie obrażać to byś go nie wyrzucił? - (Hazelwood) - Twojego domu? Ech… nie chce mi się kłócić… Nie mam domu, więc nie mam takich problemów, a jak ktoś mnie denerwuje to go zabijam i tyle… - (Vix) - To spróbuj mnie zabić! Czy boisz się, że nie dasz rady? - (Hazelwood) - Za dużo z tym roboty, mnie wysiłku mnie kosztuje nic nie robienie w tej sprawie. - (Vix) - Heh. Czyli jednak się boisz starego Enta. Twoje oczy nie potrafią kłamać. Jak ja nie znoszę waszego gatunku, tyle arogancji, pychy, chciwości i wiele innych złych cech.- (Hazelwood) - Mów sobie co tam chcesz, nie ma nic czego bym się bał, jest tylko to co kosztuje więcej lub mniej wysiłku… - (Vix) Ech… Czemu oni tylko gadają? Ja się tu nudzę! - A więc lenistwo jest twoją domeną? Warto wiedzieć leniwy magu. - (Hazelwood) - Nie ma za co - ziewa - A teraz poważnie, wie ktoś gdzie można zjeść coś dobrego? Ale dobrego! Nie zjadliwego… - (Vix) - Nie wiem czy cokolwiek będzie smakowało komuś z tak wielkim ego. Masz na uspokojenie nerwów, a przede wszystkim twojego poziomu ignorancji, ten owoc.- (Hazelwood) Ent wyciągnął rękę, z którego wyrosła gałązka, a z niej po chwili jabłko. Czemu akurat jabłko? Poza tym też chcę jakiegoś owocka! Surowe mięso już mi się znudziło. Kiedy takie myśli chodziły mi po głowie owoc nagle został odcięty z gałęzi i poleciał w stronę chłopaka, który od razu się w nie wgryzł. Byłam ciekawa czy to faktycznie dobre, ale to co zobaczyłam zaskoczyło mnie jeszcze bardziej. Po pierwszym gryzie na twarzy chłopaka pojawił się mały uśmiech i zadowolony pomału delektował się każdym kolejnym gryzem owocu … tak wielka zmiana w mimice twarzy przez owoc?! - Tak dawno nie jadłem tak dobrego owocu. Warto było zrobić ten objazd! - (Vix) - Dobrze, że ci smakuje, a poza tym jaki byłby ze mnie gospodarz, gdybym nie dał czegoś na ząb. A właśnie moja droga nie ukrywaj się, bo i tak wiemy gdzie jesteś, a teraz trzymaj. - (Hazelwood) Ent zrobił to samo tylko teraz w moją stronę. Złapałam owoc przednimi łapami i wgryzłam się w niego. … Pyszny!! Rozkoszując się tym nieziemskim owocem przemieniłam się w ludzką formę. Po skończeniu miałam niedosyt, więc... -Drzewko, dasz mi jeszcze? - (Alexis) - Jestem Hazelwood, opiekun tego lasu. Proszę jedz ile dusza zapragnie. - (Hazelwood) Z jego ręki wyrosło więcej gałęzi z różnymi już owocami. Podbiegłam jak najszybciej by je wziąć, ale one były za wysoko!!! Ja tam nie dosięgam!!! - Ja też się zgłaszam~~ - (Vix) - To zejdź do nas. - (Hazelwood) - Ech… upierdliwe…. - (Vix) Niby marudził, ale zleciał do nas i był trochę wyżej niż Ent. -Drzewko~ Za wysoko! - (Alexis) - Żebym musiał w tym wieku... - (Hazelwood) Ent schylił się trochę i położył swoją dłoń na ziemi tak, że gałęzie były na wysokości pół metra. Zanim miałam okazję sięgnąć po owoce, część z nich już poleciała w stronę chłopaka i od razu zaczął się nimi zajadać … to nie uczciwe! - Spokojnie chłopcze. Bez pośpiechu. - (Hazelwood) Zebrałam pozostałe owoce i ukryłam je przed wzrokiem chłopaka. -Te są już moje!! Nie oddam!! - (Alexis) Ent zaczął się prostować, a przy tej czynności towarzyszyło mu głośne pękanie kory i skrzypienie drewna, a także szum liści. - Muszę wyhodować sobie nowe ciało, oj muszę. - (Hazelwood) -Możesz tak zrobić, drzewko?! - (Alexis) - To w końcu roślina, potrafi wyhodować każdą część swojego ciała. Enty mają do tego inteligencję co sprawia, że potrafią to kontrolować. - (Vix) - Widzę, że wiesz co nie co. - (Hazelwood) -Więc jesteś inteligentnym drzewkiem! Nigdy takiego nie spotkałam. - (Alexis) - Nie spotkałaś, bo wszystkie Enty, które nie zdziczały są w zagajniku Entów. - (Hazelwood) - Enty ogólnie są upierdliwe. Są złe za każdą błahostkę, a jak ciężko takiego spalić…. - (Vix) - Mnie nie dałbyś rady spalić i tu nie chodzi o siłę twoją czy moją. Tutaj chodzi o atrybut. - (Hazelwood) - Kolejny? Ech… jeszcze bardziej upierdliwe…. naprawdę nie warto walczyć, zbyt wiele wysiłku. - (Vix) - Hmm… czyli spotkałeś pewnie Karkora albo Gatroda. Ciekawe. Ale oni słabi byli, nie przykładali się do moich lekcji.- (Hazelwood) - Nie wiem. Kto by tam pamiętał tak mało ważne informacje? Wiem tyle, że byli upierdliwi. Zniszczenie ich nie było warte mojego czasu…. - (Vix) - Czyli nie żyją. Mała strata, sprawiali zbyt dużo problemów. Pozwól, że ci podziękuję za wyręczenie mnie. - (Hazelwood) - Spoko, daj mi coś dobrego do jedzenia i będziemy kwita~~ - (Vix) - Ah… niech Ci będzie, dam Ci mój najlepszy owoc jaki mogę stworzyć w tym miejscu. - (Hazelwood) Roślinka wyciągnęła do chłopaka swoją wielką dłoń i stworzyła czarną niczym smoła gruszkę. To do jedzenia? Chyba nawet bym nie próbowała tego... - Zobaczymy czy to było tego warte…. - (Vix) Chłopak sprawił, że owoc podleciał do niego i bez zawachania wziął gryza … Naprawdę to zjadł!!! Jego wyraz twarzy nie zmienił się, powoli przeżuwał i połknął kawałek, a wszystko skwitował tylko jednym słowem: - Dobre. - (Vix) - Aha. No to nie wiem jak wy, ale ja ruszam w dalszą podróż. A i jeszcze jedno kobieto mówiłaś coś, że szukasz kogoś. - (Hazelwood) -Naprawdę? Nie przypominam sobie. - (Alexis) - No skoro tak twierdzisz. Jak chcecie chodźcie ze mną, a jak nie to idźcie w swoją stronę. - (Hazelwood) Drzewko się odwrócił i poszedł przed siebie w stronę głębokiego mroku w głąb lasu. Skoro to roślinka to może będzie znać tamtą roślinkę. - A dostanę coś dobrego do jedzenia? - (Vix) - Ode mnie? Jak będziesz grzeczny to może. A jak od ludzi to sam musisz się przekonać. - (Hazelwood) -Idę z tobą drzewko! - (Alexis) Chyba będę musiała wymyślić mu nowe, słodkie przezwiska… Zdecydowanie! - No to mam towarzysza tej długiej podróży. Mam prośbę mów do mnie Hazelwood, nie Drzewko i jak możesz przedstaw się. - (Hazelwood) - Jestem Vix. - (Vix) -Nie. Zdecydowanie nie. Będę mówić do ciebie drzewko albo roślinka. A jak coś wymyślę dojdzie coś jeszcze. I nazywam się Alexis, i jestem pół wilkiem. Miło mi cię poznać drzewko! - (Alexis) - A więc Vix i Alexis jesteście gotowi wejść do królestwa roślin? Tam gdzie człowiek boi się zapuścić? - (Hazelwood) -Nie jestem w pełni człowiekiem, więc tak bardzo się nie boję. - A mnie to mało interesuje… - (Vix) - No dobra czas ruszać na drugą stronę planety. (Hazelwood) -Trochę daleko… - (Alexis) - Mamy czas. - (Hazelwood) Drzewko ruszył dalej, więc ja i latający człowieczek ruszyliśmy zaraz za nim.
  31. 6 points
    Słońce zaszło dawno za horyzontem ustępując księżycowi który oświetlał cały świat na krwistoczerwony, zwiastując tym samym wielkie zmiany na świecie, zazwyczaj te złe. Demony oraz wszystkie byty negatywne traktowały czerwony księżyc jako święto, nadejście zmian oraz przygotowanie do zmiany ładu i porządku na świecie. Dla wszelkich pozytywnych bytów takich jak ludzie, elfy czy zwierzołaki, było to obwieszczenie katastrofy której nie da się uniknąć. We wszelkich zakątkach świata, święte i szanowane nawet przez bogów istoty, zareagowały wielką rozpaczą widząc niebo które zalało się czerwienią. Tymczasem w południowym lesie, należącym do elfów. Zapadła grobowa cisza, żadne zwierzę czy potwór który normalnie poluje w nocy teraz schowany jest w najgłębszej części swej norki. Wszystkie żyjące istoty skryły się przed straszną energia, która przemieszczała się przez środek lasu. Zło w najczystszej postaci, wolnym krokiem zmierzałam w stronę jedynego jasnego punktu w tym mrocznym lesie. Ów punktem był obóz orków gdzie wszyscy pili i bawili się śpiewając, w stronę czerwonego księżyca. Jedynie Shizumi wiedziała co oznacza ten znak lecz przez upojenie alkoholowe które coraz bardziej otępiały jej zmysły nie była wstanie sobie uświadomić jakie zło czyha na świat. Pośrodku tego wszystkiego był Śledziuch który wraz z Ruhumusem był zamknięty w środku tajemniczego fioletowego jaja. Całkowicie odizolowani od świata zewnętrznego Śledziuch dalej wtłaczał mroczna energie do ciała swego podwładnego orka. Białowłosy młodzieniec całkowicie stracił poczucie czasu i nawet nie zdawał sobie sprawy że już zapadła noc. A do tego większość orków i Shizumi pili i bawili się bez niego. W między czasie tajemnicza zła moc coraz bardziej zbliżała się w stronę obozowiska. Mając piekielnie zły uśmiech na ustach, szedł i podśpiewywał sobie swoja ulubiona piosenkę, zespołu Tomboy w nieznanym języku i niewiadomego pochodzenia. - It's okay to be gay, let’s rejoice with boys in the gay way. Większość ludzi zastanawiało by się co on mówi. Lecz tylko on znał przekaz tej piosenki która była mu bliższa niż jego własna rodzina, która i tak zamordował. Po długiej wędrówce po mrocznym i cichy lesie, w końcu ujrzał jasne światło bijące z daleka. - W końcu cel mej podróży hehe, śledziuchu czekaj na mnie już po ciebie idę. W tym samym czasie,Shizumi coraz bardziej dawała się jej we znaki pokaźne ilości alkoholu który wypiła. Jednocześnie kompletnie zapominając o swym zboczonym towarzyszu. W net wręcz ogłuszający pisk rozległ się przez cały obóz, z miejsca przerywając całą sielankową atmosferę. Z paniką w oczach wszyscy zaczęli się rozglądać za źródłem nieprzyjemnego dźwięku. - Co to jest, spójrzcie wszyscy w niebo !!! Wydarł się jeden z randomowych orków wskazując w stronę nieba. Na który widniał, niewielki czarny punkt który leciała po niebie. Nim wszyscy zdążyli ujrzeć, czarna plama zaczęła spadać w stronę ziemi. Po chwili czarny punkt zamienił się w humanoidalną postać, która niczym meteor, uderzyła w samo centrum obozu, tworząc niewielki krater na głębokość metra, ledwo mijając miejsce w którym znajdowało się jajo. Wraz z przybyciem niewiadomej istoty, przez obóz przeszło lekka fala uderzeniowa. Wszyscy biesiadnicy niczym trafieni piorunem, zamilkli i spojrzeli w stronę krateru w którym widniała owłosiona postać. Nikt nie wydał chociaż najmniejszego słowa, każdy w milczeniu wpatrywał się w Minotaura. Wszystkich gapiów wybudziło z oszołomienia słowa które wyszły z ust nieznanego osobnika który ignorując wszystkich gapiów skierował się powolnym krokiem w stronę jaja w którym dalej znajdował się Śledziuch. - A więc to tu schowała się moja rybka, czas by cię schrupać. Powiedział Minotaur, oblizując swoje wargi i podnosząc swój wielki buzdygan, celując w prosto w stronę jaja. Już miał je zniszczyć, lecz nagle w jego stronę poleciały stół który zmusił go do zaprzestania swoich działań. Robiąc krok w tył Minotaur wyminął lecącą w jego stronę przeszkodę, i z paskudna miną jakby go ktoś od heteroseksualistów wyzywał, obrócił się w stronę tego który przerwał mu jego zabawę. Tą która rzuciła stołem była Shizumi która jako pierwsza otrząsnęła się z szoku i widząc zamiary nieznanego osobnika uznała jak najszybciej przerwać jego plany. Oczywiście sprowadziła tym czynem gniew Minotaura na siebie, i zaraz miała pożałować tych czynów. Wzrok przepełniony żądzą krwi tak silny, spadł na dziewczynę ze ledwo umiała ustać na nogach. Lecz to prawdopodobnie znaczne ilości alkoholu zaczęły o sobie dawać znać. Zalana praktycznie w trupa Shizumi wpatrywała się w wręcz wkurwionego przeciwnika który teraz zaczął się zbliżać w jej kierunku. - Oj dziewczynko nie wiesz jakie cierpienie na siebie sprowadziłaś tym uczynkiem. Ja znany jako Analus max- Minotaur nawet nie zdążył dokończyć przedstawiania się jak kolejny stół poleciał w jego stronę, przerywając jego monolog. - W dupie to mam jak się nazywasz nie będziesz patrzył na mnie z góry, nikt nie ma do tego prawa. Powiedziała zirytowana dziewczyna która poczuła się urażona tym że intruz zignorował ją na początku, a potem jeszcze śmiał nazwać ją dziewczynką. - Ty jak śmiesz mi przerywać !!! Zawył wręcz wkurwiony Minotaur i gdy już miał ruszyć w stronę dziewczyny znów kolejny stół poleciał w jego stronę. W tym czasie pozostali orkowie otrząsnęli się z oszołomienia i chwycili za swoje oręże kierując je w stronę intruza. Który panoszył się po ich terenie jak u siebie. Wszyscy wojacy niczym jeden mąż ruszyli w stronę Minotaura, który stał teraz w miejscu i nie ruszając się nawet o krok. - Na niego Zawołał jeden z wyższej rangi orków celując swoim mieczem w stronę krtani przeciwnika. Z każdej strony skierowane były w niego broń, a z daleka nadlatywał kolejny stół. Oczywiście rzucony przez naszą ukochaną fioletowo włosom lolitę. - Śmiecie Gdy wszyscy już myśleli że dorwali go, nagła fala uderzeniowa odrzuciła wszystkich. Niczym pociski orkowie wbili się w ściany budynków, a ci co mieli szczęście poturlali się po ziemi lecz i tak zatrzymywali się na jakiś przeszkodach. Nawet stół rzucony przez dziewczynę poleciał z powrotem w jej stronę. Kolejna fala szoku przeszła przez wszystkich, oprócz Shizumi która miała to głęboko gdzieś, i widząc lecący stół w jej stronę odbiła go z powrotem w stronę minotaura. Zabawa w odbijanie stołu trwała by dłużej lecz wkurwiony Minotaur nie miał humoru do zabawy i rozwalił stół w drobny mak. Następnie z perfidnym uśmiechem na twarzy pojawił się nagle przed Shizumi i jednym ruchem ręki posłał ją w stronę pobliskiego budynku przebijając jej ciałem go na wylot, zatrzymując się dopiero kilka ścian dalej. Dziewczyna leżała bez życia pod gruzem, przypominając zwykłe zwłoki po trzęsieniu ziemi. Minotaur nie męcząc się bardziej nie zwrócił nawet na nią uwagi czy dalej żyje i z powrotem skierował się w stronę jaja w celu rozbicia go. Lecz nim doszedł kolejna rzecz poleciała w jego stronę która jakby nigdy nic uniknął i chwycił w swą dłoń. W której teraz spoczywała strzała posłana przez jednego z orków. Wtem na czole Minotaura pojawiły się żyły spowodowane jego żądzą krwi. - Ciągle i ciągle ktoś mi przeszkadza, mam tego DOŚĆ !!! Zaczął mówić spokojnie lecz, kończąc zdanie kumulowana w nim negatywna energia, eksplodowała i pół okrągła fala uderzeniowa rozeszła się przez cały obóz równając go z ziemią. Wszystkie budynki zostały zmiecione z powierzchni ziemi. Wraz z orkami którzy znaleźli się w polu rażenia. Jedyną osobą która przeżyła była Shizumi która wcześniej została wystrzelona z pola bitwy. A teraz leżała nieprzytomna i ledwo żywa pod gruzem po budynkach i innych konstrukcjach polowych znajdujących się w obozie. Po środku całej destrukcji stał niewzruszony Minotaur który ponowił marsz w stronę fioletowego jaja. Na ten moment nie pozostał nikt który byłby wstanie uratować zamkniętego Śledziucha oraz jego podwładnego. Niespodziewanie, zanim Minotaur doszedł do jaja ono zaczęło niekontrolowanie pulsować słabym fioletowym blaskiem z dźwiękiem bijącego serca. Lecz Analus nawet się tym nie przejął i dalej kierował się do swojego celu. Wraz z tym jak Minotaur zbliżał się do jaja ono coraz szybciej biło, a blask który z niego bił stawał się coraz większy aż do stopnia, gdzie nie możliwym się stało spojrzenie na nie. Analus został przez to światło oślepiony i nawet on musiał zakryć ręką oczy przed bijącym blaskiem. BOOOOOOOMMMMM Nagle przeogromna eksplozja rozeszła się w miejscu gdzie usytuowane było jajo. Gigantyczna chmura fioletowego gazu rozeszła się przez cały obóz zakrywając go całkowicie. Gaz był na tyle gęsty że niemożliwym się stało dostrzeżenie czegokolwiek. Wokoło widać było tylko ciemny fiolet od którego bił chłód przeszywający aż do kości. Chmura gazu emitowała czystą, nieposkromioną śmierć, Minotaur czując to od razu odskoczył na odpowiednia odległość unikając prawdopodobnych negatywnych skótków jakie ze sobą niosła chmura. Obserwując chmurę dostrzegł jak ta w momencie styku z zwłokami orków, rozkładała je i absorbowała, przemieniając w czystą energię. Na szczęście Shizumi znajdowała się na tyle daleko że negatywne skutki chmury nie dosięgły jej lecz wszystkie pozostałe orki znajdujące się w strefie skażenia zmieniły się w fioletową wiązkę energii która była wysyłana do samego wnętrza chmury. Gdy gaz zakończył konsumpcję, i nie miało co dalej pożerać. Zaczął się gwałtownie kurczyć i niczym zasysana przez tajemnicza siła tak szybko znikła jak się pojawiła. Całe tabuny mgły skompresowany się w jednym miejscu ukazując niewyraźną sylwetkę. Stojąca w miejscu gdzie wcześniej znajdowało się jajo. Komentować, łapkować, spamić dlaczego tak długo ale nie martwcie się następny powinien być szybciej lecz nie wiem kiedy.
  32. 6 points
    Perspektywa Hazelwood’a Gwiazdy, gwiazdy… Takie piękne, odległe, tajemnicze. Ile bym dał by zobaczyć jedną z bliska. Ah… ale co mogę zrobić skoro to jest marzenie nie do osiągnięcia. Jest piękna, ciemna noc. Czarny las wygląda jeszcze piękniej, gdy jest jesień. Ja sam przybrałem już jesienne kolory i pozwoliłem sobie dla odmiany by wyrosły mi liście. Zwykle ich nie mam, bo tylko przeszkadzają w podróży, ale tym razem musiałem je zrobić. Byłem teraz w trakcie podróży, a gdzie zmierzam to nawet ja nie wiem. Idę po prostu przed siebie. Rozkoszuje się ciszą, która panuje wokół mnie. Szum liści na wietrze mych uśpionych braci i sióstr. Ten dźwięk wypełniał całą okolicę do czasu, gdy było słychać uderzenia nóg o liście. Nie, chwila to raczej dźwięk uderzających łap o liście. Tak, napewno to nie są ludzkie nogi. Wypadało by się schować, tylko po co? Może przebiegnie ta istota obok albo mnie nie zauważy. Nie, nie ta druga opcja odpada. Jestem za wielki, żeby mnie nie zauważyć. Ah… Jestem za stary na ukrywanie się. Zobaczymy co z tego wyniknie. Jeżeli jest w pełni rozumu to nie zaatakuje sam Enta nawet jak ten jest samotny. Idę dalej nie zatrzymując się, nie śpieszy mi się, więc idę powolnym tempem typowym dla Enta. Ta biegnąca istota zaczęła zwalniać i się ukryła, przynajmniej tak ona uważa. Przede mną nic się nie ukryje w tym lesie, moi krewni informują mnie o wszystkim. Podszedłem do młodego drzewa i położyłem na nim moją wielką dłoń by go uspokoić. Już spokojnie mój bracie, żyj w spokoju, nie martw się niczym. Młodzieniec jakby usłyszał moje myśli uspokoił się, a ja ruszyłem dalej. Mój powolny marsz nie trwał długo, ponieważ wyczułem mordercze intencje istoty, która patrzyła na mnie, dlatego skierowałem swoją głowę w stronę tajemniczej istoty. Podczas wykonywania tej czynności rozległ się dźwięk skrzypiącego drewna, ah… muszę wyhodować nową korę. W pewnym momencie istota ruszyła w pełnym biegu prosto na mnie z zamiarem, jak się domyślam, ataku. Gdy ów istota wyskoczyła by sięgnąć swojego celu, złapałem ją i powiedziałem. - Czemu zakłócasz mój spokój? - (Hazwlwood) Perspektywa Alexis Biegłam najszybciej jak mogłam, by wreszcie dosięgnąć swój cel. Mimo upływu czasu nadal żywiłam wobec niego taką samą, albo i większą nienawiści. Wciąż pamiętam jak przybył do mojej wioski, by się “zabawić“. Bezsilności z tamtego dnia przemieniła się w siłę dzięki, której mogę pokonać mojego wroga. Skoczę przez powalone drzewo. Biegnę jeszcze szybciej, niż wcześniej. Omijam drzewo stojące na mojej drodze. Słyszę dźwięk uderzenia moich łap o wilgotną ziemię pokrytą liśćmi. Wreszcie widzę mój cel. Wysoki ent, z pokrywającymi go kolorowymi liśćmi charakterystycznymi dla jesieni, pojawił się w zasięgu mojego wzroku. Zwolniłam, by po chwili zatrzymać się całkowicie. Ukryłam się w krzaku, który stał najbliżej mnie. Uważnie obserwowałam wielkie drzewo stojące 30m ode mnie, a mój ogon zaczął samoistnie poruszać się z ekscytacji. Dawno nie miałam dobrego polowania. Zaczęłam wyciszać swój oddech, by wypełni skupić się na moim przeciwniku. Obserwując jego ruchy zaczęłam przygotowywać się do sprint, by przebiec dzielącą nas odległość. Gdy ujrzałam jak odwraca twarz przygotowałam się do ataku. Ustawiając się zaczęłam napinać mięśnie, i ruszyłam z moją pełną prędkością. Biegłam najciszej jak mogłam, jednocześnie nie tracąc na szybkości. Gdy skoczyłam by wgryźć się w jego ciało, stwór złapał mnie. Zdołałam tylko lekko naruszyć jego korę. Cholera. -Czemu zakłócasz mój spokój? Albo mi się wydaje, albo ten potwór mówi w języku ludzi. Musi mi się zdawać, więc zaczęłam się rozglądać za potencjalnym inteligentnym przeciwnikiem. Perspektywa Vix’a Ech… jak zawsze same nudy …. Nie ma co robić…. Mam nadzieję, że w następnym mieście będzie coś ciekawego do roboty, bo chyba umrę z nudów! Ech… niech przynajmniej będzie smaczne jedzenie to jakoś wytrzymam…. kiedy ja ostatnio jadłem coś dobrego? W ostatnim mieście wszyscy tak chwalili tą restaurację, a tu takie rozczarowanie … “Najlepsza na świecie!” mówili “Nic jej nie przebije!” Ech…. jak się nad tym ponownie zastanawiam to naprawdę mi szkoda tych ludzi, jeżeli naprawdę uważają, że to jest pyszna kuchnia to nigdy nie jedli prawdziwych smakołyków…. Tylko czy na pewno warto iść do tego miasta? Z tego co pamiętam kiedyś tam byłem, ale mogło się wiele zmienić od mojej ostatniej wizyty … na pewno się coś zmieniło … chwila …. czy ja dobrze idę? Już od jakiegoś czasu nie było nic niezwykłego …. ani ludzi, ani roślin co się rozwinęły po apokalipsie … zgubiłem się? … … Ech … czyli jak zwykle co? To nie tak, że mi się spieszy, w końcu i tak nie umrę, powiedzmy, że wziąłem objazd! Tak, to jest dobra decyzja! Ech …. chcę zjeść coś dobrego….. Hm? Coś tam biegnie? To był pierwszy tak gwałtowny ruch od jakiegoś czasu, już tak dawno nic jadałem nic dobrego, że nawet lekko przyprawione i dobrze usmażone mięso może być~~ Z tego co widziałem to pewnie był wilk. Ciekawe gdzie się tak śpieszył … i to jeszcze sam? Dziwne, ale może warto za nim ruszyć? Jak pomyślałem tak zrobiłem. Wilk biegł przez las i to bardzo zwinnie, nawet jak na swój gatunek. Godne podziwu. Wzbiłem się wysoko w niebo i stamtąd zacząłem obserwować poczynania wilka, który właśnie zaczął zwalniać, aż w końcu się zatrzymał… ma zamiar zaatakować tego enta co jest kawałek dalej? Zniżyłem mój lot tak, że mogłem się wszystkiemu z bliska przyjrzeć, ale nie powinni mnie zobaczyć, przynajmniej nie wilk, bo ten ent, wygląda na kogoś silnego, a ja się jakoś specjalnie nie ukrywam. Po chwili Wilk ruszył do ataku i skoczył na enta kiedy ten zaczął się obracać, ale przeciwnik go bez problemu złapał…. Jestem lekko rozczarowany…. -Czemu zakłócasz mój spokój? - (Ent) Hm? Ent, który gada? Tego jeszcze nie grali. Ciekawe.
  33. 6 points
    A więc ten temat powstał aby każdy forumowicz mógł podzielić się znanymi przez siebie rasami. Chciałbym zrobić taką mega wielką listę, aby na przyszłość każdy mógł sobie po prostu tu zajrzeć - i w razie potrzeby, znaleźć ciekawą rasę No i oczywiście jakaś krótka notka przy takowej będzie. 1. Ludzie - Co tu dużo pisać o ludziach... To przeniesienie naszej dumnej rasy (homo sapiens) ;D do świata fantasy. Mogę tylko dodać, że to właśnie ludzie stanowią największą populację w większości światów fantasy 2.Bestiołaki/Zwierzołaki/Bestie - Można by rozpisywać się godzinami o tym połączeniu Ludzi i zwierzaków, jednak zostawmy to wyobraźni autorów… 3. Elfy - I tu zaczynają się schody, gdyż elfy mają kilka podgatunków.. Elfy Wysokie Wysokie elfy to najbardziej rozpowszechniona i najczęściej kojarzona z elfami podrasa. Mają bladą skórę i czarne włosy, a ich oczy są zwykle zielone. Ubierają się w kolorowe stroje, zwykle przykryte szarozielonym płaszczem, który pozwala im się wtopić w leśne otoczenie. Cenią sobie piękne przedmioty, od biżuterii po kwiaty, którymi dekorują swe stroje i wyposażenie. Wysokie elfy nie jedzą zbyt wiele, preferując dietę roślinną, jako zakłócającą w mniejszym stopniu naturalną równowagę. Wysokie elfy ponad wszystko cenią sobie wolność i niezależność jednostki. W związku z tym najczęściej żyją i podróżują w niewielkich grupach, tolerujących zwierzchnictwo miejscowego władcy tylko, jeśli zagwarantuje im dużą autonomię. Preferują harmonię z naturą, a ich społeczność posiada niewielką ilość zakazów i szczegółowych praw. Ich tymczasowe osiedla mają zwykle postać platform i domków zbudowanych w koronach wysokich drzew, lub też są położone w leśnych gęstwinach. Obozowisk takich strzegą zawsze zwierzęcy strażnicy lub zaprzyjaźnione wielkie orły. Elfie społeczeństwo jest egalitarne, kobiety i mężczyźni są spotykani w niemal wszystkich rolach społecznych. Rodzina jest dla elfów wielką wartością i więzi rodzinne są zazwyczaj bardzo silne. Również przyjaźnie mają dla nich duże znaczenie i najczęściej są zawierane na całe życie. Elfy Morskie Są to bliscy kuzyni elfów wysokich. Ta podrasa powstała w wyniku połączenia elfa z syreną. Elfy morskie są bardzo spokojnymi stworzeniami, tolerującymi inne rasy. Ich skóra głównie jest niebieska i czasem pokryta łuskami, ich włosy są niebieskie, świetnie pływają i oddychają pod wodą. Mieszkają w rafach koralowych, strzegą porządku istot morskich aby żaden intruz nie zniszczył cudów matki ziemi. Leśne Elfy Jest to najmłodsza podrasa elfów. Elfy leśne wiedzą, że rasy muszą razem współpracować i nawzajem się szanować aby nikomu nie działa się krzywda, jednak mimo tego nie chętnie wpuszczają na swoje tereny inne rasy, raczej same wychodzą żeby porozmawiać. Drowy (Mroczne Elfy) Podrasa elfów zła do szpiku kości, z reguły świetnie sobie radzą z czarną magią, z mieczami ich raczej nie da się zobaczyć. Tym elfom przeszkadza każde inne stworzenie, które jest przeciwko nim. Drowy uwielbiają eksperymentować na innych rasach. Zamieszkują głównie podziemia lub ciemne lasy gdzie można znaleźć sporo jaskiń i pieczar. Fey'ri [ Elfy z krwią demona] Jest to podrasa elfów z domieszką krwi demonów. Ich charakter zależy od ilości krwi elfa i demona. Władają zarówno elfią jak i demoniczną magią. Wielu z nich jest świetnymi szermierzami. Elfy Szare Szare elfy to najszlachetniejsza i najbardziej wyniosłą z elfich podras. Nieco wyższe i silniejsze od pozostałych, są też znane ze swej arogancji i poczucia wyższości. Cenią sobie prywatność, żyjąc w górskich cytadelach, do których wpuszczają tylko garstkę wybrańców. Wpływ zewnętrznego świata uważają za niszczycielski i są gotowe zaciekle walczyć o swoją niezależność. Mają srebrne lub złote włosy i oczy w kolorze bursztynu lub fioletu. Ubierają się w biel, srebro, żółć i złoto, z płaszczami w kolorze granatu lub purpury. Bardzo cenią sobie inteligencję i większość swego czasu poświęcają na badania i medytację. Księżycowe Elfy Elfy te uwielbiają podróżować, mają bardziej żywiołową naturę niż inne podrasy, dzięki czemu to właśnie te elfy są najbardziej przyjaźnie nastawione do ludzi i innych ras. Ich pęd ku przygodzie sprawia, że elfy te chcą doświadczyć w swoim długim życiu jak najwięcej wrażeń i pięknych chwil. Księżycowe elfy nie są tak wyniosłe jak inne podrasy, podchodząc do życia w lżejszy sposób, co wyraźnie widać w ich codziennym życiu, podczas uroczystości oraz w radosnych pieśniach i balladach. Księżycowe elfy żyją w bardzo luźnych "osadach", na które składają się domostwa pojedynczych rodzin rozrzucone w znacznej odległości od siebie na danym terenie. Niemniej jednak cała społeczność często spotyka się razem na uroczystościach lub w chwilach kiedy demokratycznie trzeba podjąć jakąś istotną decyzję. Półelfy [ Elfy z krwią człowieka] Krzyżówka elfów z ludźmi to chyba najczęściej wśród planów spotykane połączenie dwóch ras. Nie czując się w pełni członkami żadnej ze społeczności, choć przez żadną nie odrzucane, półelfy są najczęściej wędrowcami i poszukiwaczami różnego rodzaju. Z wyglądu są podobne do elfów, choć typowo elfie cechy, jak spiczaste uszy czy głębokie oczy nie są tak wydatne. Kolor ich skóry jest zazwyczaj czymś pośrednim między obojgiem rodziców. Są nieco wyższe od elfów i bardziej muskularne, zachowują też zdolność widzenia w ciemnościach. Żyją znacznie krócej od elfów, dożywając średnio wieku 125 lat. 4. Dwarfy [A.k. Krasnoludy] 5.Lizardy [A.k.a Jaszczurki] 6. Shapeshift’erzy [A.k.a zmiennokształtni] 7. Halfling [A.k.a mini ludzie, { dla wielbicieli Loli i Shota xd}] 8. Anioły [ Tu umieszczę kilka znanych i trochę mniej znanych podgatunków i wyjątkowo trochę bonusowych info Archanioły Najszlachetniejsza i najbardziej waleczna podrasa aniołów. Słyną z swych zdolności szermierskich, miłosierdzia oraz sprawiedliwości. Zawsze są uzbrojeni i gotowi do walki na rozkaz swego władcy. Mają niepohamowaną potrzebę czynienia dobra. Anioły Śmierci Chyba nie trzeba tłumaczyć ich roli, prawda? Są ostatnią osobą, jaką spotkasz podczas swojego życia - nie ważne jak długo one trwało. Serafini Od zwykłych aniołów wyróżnia je tylko ilość par skrzydeł, które u tej rasy mogą wynosić nawet cztery pary. Anioły te są niezwykle spokojne a ich stosunek do ludzi jest zawsze przyjazny, chętnie im pomagają a nawet przyjaźnią się. Czasami zdarza się, że Serafina i człowieka połączy wieź mocniejsza od przyjaźni. Przeklęci Przeklęte Anioły mało różnią się od upadłych, jednak w nich jest jeszcze dobro. Charakteru tych stworzeń nie da się opisać gdyż każdy ma swój własny i nieszablonowy styl bycia. Podrasa ta powstaje na wskutek przeżyć silnych tortur, ze stron demonów, częściej jednak zostają zaklęte przez demoniczną magię, która zwiększa ich siłę oraz daje im możliwość decydowania (zwykłe anioły nie mogą robić nic złego!!!). Większość z nich jednak stara się powrócić do wcześniejszej świętości. Upadli Anioły skazane za swe nieposłuszeństwo. Próbowały obalić swojego władce za co ten je potępił, dziś jednak pomagają demonom aby pewnego dnia zemścić się na swoim dawnym władcy. Słuchają się jedynie swojego władcy (nie jest nim władca demonów). Bezskrzydli Taki anioł rodzi się gdy jeden z rodziców jest Serafinem a drugi człowiekiem. Wyglądają jak zwykli ludzie ale ich skóra jest niezwykle delikatna, zwykłe zadrapanie może je zabić. Mają niesamowity talent do magii, żyją głownie 200 lat, a ciało ich się nie starzeje. Po śmierci ludzkiego ciała stają się aniołami z jedną parą skrzydeł. Pracy szukają tylko jako czarodzieje gdyż panicznie boją się broni. Mogą przebywać między ludźmi jak zwykli śmiertelnicy. 9.Demony arcydemony demony-bestie demony zawierające kontrakty demony zwierzęce demony astralne 10. Oni [ Mit Jap.] 11. Dusze(to nie jest to samo) 12. Dżiny 13. Shinigami 14. Trole 15. Undead [ Nieumarli] Zombie Najbardziej liczna jednostka nieumarłych. Ich liczebność przewyższa wiele istot (poza ludźmi). Jako, że nerwy z ich ciał już dawno wygnił mają oni wysoką wytrzymałość ale są powolne. Mogą sobie przyczepić inne kończyny gdy któraś odpadnie lub zgnije. Lisze Magowie, którzy za życia uczyli się czarnej magi wracają jako Lisze aby służyć i pomagać nekromantą w podbojach. Szkielety Inny rodzaj ożywieńców, tak samo służą nekromantą ale nie są zbyt silni ani wytrzymałe. Jednak ich liczebność przewyższa wiele ras. Banshee Dusze Mrocznych Elfów brutalnie zamordowanych przez Inkwizycje powróciły zza grobu w postaci przerażających widm aby mścić się na każdym inkwizytorze. Wampiry Blade postacie podobne do człowieka tylko gdyby nie różnica w uzębieniu i sposobie odżywiania. Są wrażliwe na światło słoneczne i za dnia raczej ich nie spotkasz choć bywają wyjątki w postaci Lordów Krwi. Mroczni kosiarze Czasem zwani kostuchami, istoty te są nieliczne i bardzo rzadkie jednak niosą one ze sobą tylko śmierć. Śmierć jest ich władcą, czas nie ma dla nich znaczenia, w bezpośrednim starciu mało kto wygra. Mumie Jest to bardzo znana jednostka nieumarłych podobna do zombie choć lepiej doświadczona w magii. Od zwykłych zombiaków są tylko trochę szybsze i bardziej wytrzymało ponieważ się nie rozpadają. Duchy Liczne jednostki nieumarłych, które nie posiadają materialnej postaci. Mogą krzywdzić stworzenia poprzez opętanie nieżywego przedmiotu lub ciała, potężne duchy są nawet w stanie opętać ciało, którego dusza jeszcze nie opuściła. Ludzie się ich boją choć nie każdy duch jest zły. Cienie Istoty niematerialne, które potrafią wyrządzać krzywdy fizyczne, władają nad magią mroku i śmierci. Ich celem jest zniszczenie światła, które jest ich jedynym wrogiem. Dullahan [ Aka bezgłowy jeździec] 16. Driady\nimfy 17. Syreny/ Trytony 18. Harpie 19. Tytani 20.Półbogowie 21. Bogowie 22. Centaury 23. Satyrowie
  34. 4 points
    Pewnie już nie raz widziałeś jakąś Historie w których jakiś bohater czy zwykła osoba która okazuje się lepsza od wszystkich zostaje przyzwana do świata fantasy lub przeszła reinkarnacje. Oczywiście jagby mogło być inaczej? A jednak cuda się zdarzają, choć raczej nikt nazwałby sytuacji w jakiej się znalazłem , powodem do szczęścia. No ale ja tam nie narzekam. Taki piękny lasek. Ptaszki ćwierkają. Gdzieś niedaleko ryczy jakaś bestia. A wokół zwłoki jakiegoś stworka. Urocza sceneria czyż nie? No właśnie! Nie przedstawiłem się jeszcze. Jakiś metr siedemdziesiąt, szare oczy z niewielką ilością zielonego, białe włosy które pomimo wszystko są naturalne. Nic specjalnego. A no tak jeszcze imię. Endo Shinki. Bym pomachał rączką ale to białe, Przepraszam kiedyś białe,a teraz brudne od czegoś pięknie czerwonego i ziemi ubranie utrudnia mi ruch. A tak swoją drogą może zacznę od początku, jak się tu znalazłem --------------- Dobry ja tu dopiero zaczynam przygodę,więc proszę o wyrozumiałoś : D Co do chapterów to jakoś raz na tydzień.
  35. 4 points
    Zebrałem wszystkie rzeczy, jakie zdołałem znaleźć w ruinie mojej wioski, po czym tuż za wioską zacząłem budować drobny szałas, w którym to mógłbym żyć przez jakiś czas. Kolejną rzeczą, jaką zrobiłem, było przywołanie Szkieletu, gdy tylko go przywołałem, spostrzegłem, że mam możliwość sprawdzenia jego statystyk. Szkielet (Poziom 1) [0/5000] Życie: 400 Siła ataku: 10 Obrona: 5 Posiadał sporo punktów życia, natomiast jego atak był dosyć słaby, a obrona była istną porażką, ale gdy pomyślałem, że mogę go przywoływać, kiedy tylko chce, że jest to ogromna zaleta, która pomoże mi się rozwinąć. Dlatego też postanowiłem ruszyć na polowanie, na Wilki, Niedźwiedzie, były to najsłabsze zwierzęta, z jakimi mogłem walczyć, i miałem jakąś szanse na wygraną, gdybym spotkał goblina czy trolla, ze zdolnością byłaby to dla mnie ciężka walka. Wraz z moim jedynym przyjacielem, Szkieletem, ruszyłem w głąb lasu ku przygodzie, po piętnastu minutach wędrówki udało mi się znaleźć pierwszego przeciwnika, Wilk. Jego statystyki nie były zbyt silne 150 życia, 10 punktów ataku oraz 10 punktów obrony. Od razu rozkazałem Szkieletowi zaatakować Wilka, on bezzwłocznie wykonał mój rozkaz, i ruszył do pojedynku z wilkiem. Ich pojedynek trwał pięć minut, ja stałem i przyglądałem się, mój Szkielet wygrał, ale zostało mu zaledwie 100 punktów życia. Gdy wilk został pokonany, wyskoczyło mi powiadomienie. Gratulację Zyskujesz 50 punktów doświadczenia. Twój Szkielet zyskuje 25 punktów doświadczenia. W tej chwili zaniemówiłem, nie dość, że ja dostałem punkty doświadczenia, to dodatkowo szkielet dostał 50% doświadczenia, jakie ja dostałem, świetnie! W taki sposób będę mógł rozwinąć Szkieleta, który będzie wtedy jeszcze silniejszy. Podszedłem do wilka, rozebrałem go ze skóry, zwinąłem ją w rulon, i doczepiłem do swojego plecaka, stwierdziłem, że będę mógł z tej skóry zrobić coś ciepłego na zimę, wszystko, co miałem dotychczas spaliło się podczas napadu żołnierzy. Ruszyłem dalej, zabicie jednego wilka nie wystarczy, muszę zabić ich setki, a nawet tysiące, jeżeli będzie taka możliwość. W ten sposób będę mógł w szybszy sposób dokonać akt zemsty. W ciągu 5 godzin udało mi się zabić 16 wilków, za które dostałem 800 punktów doświadczenia, a mój szkielet natomiast zyskał połowę tego, co ja, czyli 400 punktów doświadczenia. W ten sposób mój stan poziomu wyglądał nieco lepiej. Syrin Gotw 4 poziom (997/1000) Brakowało mi zabić jednego wilka, żeby wbić się na poziom 5. Natomiast mojemu szkieletowi trochę brakowało, żeby awansować na poziom wyżej. Szkielet (Poziom 1) [425/5000] No cóż, w takim tempie jak teraz w ciągu najbliższego miesiąca moja siła powinna podwoić się, może nawet potroić. Powróciłem do swojego szałasu, ze skór wilka, które uzyskałem dzisiaj, postanowiłem od razu wziąć się za tworzenie ciepłej szaty, skróty wilka były całe czarne, niczym kruk. Gdy stworzyłem swoją szatę ze skór wilka, dostałem powiadomienie. Gratulacje, utworzyłeś Czarną Szatę. Po tym powiadomieniu sprawdziłem informacje na temat szaty, z zaciekawieniem czy ma jakiś atrybut. Czarna Szata stworzona ze skóry wilków, materiał wytrzymuje chłody do -15 stopni oraz daje niewielką obronę przeciwko pazurom zwierząt typu wilk, niedźwiedź czy goblin. Obrona +8 punktów Zapadł mrok, było bardzo ciemno tej nocy, księżyc dziś prawie w ogóle nie świecił, jego blask był słaby. W tej właśnie chwili usłyszałem dosyć głośny ryk, który był nieopodal mojego szałasu. Postanowiłem potajemnie z ukrycia udać się w stronę głosu, który słyszałem i było tak, jak się domyślałem, pojawił się! Niedźwiedź. Niedźwiedź (Poziom 5) Życie: 600 Obrona: 35 Siła ataku: 40 Atrybutem niedźwiedzi, były ich ogromne pazury, którymi mogą jednym zamachnięciem się zabić początkującą osobę, lub taką, która go nie doceni i zlekceważy. Rozejrzałem się wkoło terenu, w którym właśnie przebywałem, nie widziałem zbyt wiele, bo było już Ciemno, ale stwierdziłem, że przywołam szkielet, po czym wejdę na drzewo, by uniknąć ewentualnej porażki.
  36. 3 points
    Przepraszam za tak dłuuugą przerwę, ale wiecie jak to jest….Życie nie oszczędza, szczególnie ludzi takich jak my. Postaram się do wam wynagrodzić, wypuszczając co najmniej jeszcze jeden rozdział w tym miesiącu. Tymczasem czytajcie, cieszcie się, a przede wszystkim wyrażajcie wasze zdanie w komentarzach Ruiny starożytnego miasta demonów Xylud. Obrzeża miasta, wschodnia część. Walka z Kirefrogiem trwała w najlepsze. Żabopodobny potwór nie był najłatwiejszym przeciwnikiem, zważywszy na jego ogromny rozmiar i moje osobiste braki w zdolnościach walki bliskodystansowej. Jakby tego wszystkiego było mało, to ni stąd ni zowąd ta kreatura nagle zaczęła pluć jakąś dziwną cieczą na wszystkie strony. Ach, cholera jasna ! Unik, unik, unik ! W ostatniej chwili udało mi się uskoczyć, kryjąc się za pobliskim stalagmitem. Podobnie postąpili moi podwładni, a także Blase, choć w jego przypadku część cieczy wylądowało na jego nodze. Rezultatem tego było sparzenie kości, a w związku z tym poważne ograniczenie ruchliwości naszego szkieleta. Huh, źle dla niego, dobrze dla nas. Z drugiej jednak strony ten kwas zapewne może być użyty na nas, nie ? Co powinnyśmy zrobić ? ,,Argchhhhhh !!!!’’{Nr. 2} Kiedy nad tym myślałem, do moich uszu dotarł niewyobrażalny okrzyk bólu. To Dwójka krzyczała. Najwyraźniej debil próbował zaszarżować, ale dostał kwasem prosto w brzuch. Tsk, co za gówniany kretyn ! Że też rzucił się prosto pod ostrzał ! No, ale przynajmniej stworzył mi okazję…. Wykorzystując chwilowe zajęcie Kirefroga, natychmiast ruszyłem wprost na niego. Szybko pokonałem dzielący nas dystans i, w momencie gdy bestia odwracała się do mnie, wbiłem jej włócznie wprost w prawe oko. ,,Aaaeeeeeeeeeiiiiiiiiikkkkkkkkkk !!!’’-taki właśnie przeraźliwy dźwięk wydał potwór, gdy zimna stal wbiła się w niego. Przeraźliwy ból ogarniał jego ciało, w skutek czego zaczął na wpół świadomie, na wpół nie wierzgać i trącić się na bok. Ze wszystkich sił próbowałem trzymać się i nie puszczać włóczni, co nie było wcale łatwe. Podczas wiercenia się płaz pluł naokoło swą śliną, wskutek czego krople tej żrącej substancji opadały na mnie. ,,Aaaaaaaaaaaaaa !!!!!!!!!’’-darłem się na całe gardło z bólu, nie mogąc znieść bólu. Mimo to nie puściłem mojej broni, a wręcz przeciwnie, zacisnąłem uchwyt i próbowałem ją wbić głębiej. Jednocześnie próbowałem użyć mojej magii [Sfery Umysłu}, aby chociaż spróbować odtrącić ten cholerny kwas z mojego ciała. Niestety, Kirefrog osiągnął swój cel szybciej. Ciągłe potrząsanie mną po bokach sprawiło, że dostałem w końcu zawrotów głowy. To z kolei spowodowało, że zacząłem tracić koncentracje. Bestia to wykorzystała, niespodziewanie wyrzucając mnie w górę. Poleciałem wysoko, tak że omal nie nabiłem się na okoliczne stalaktyty. A gdy zacząłem spadać, długi, miękki i nasiąknięty jadowitą śliną jęzor owinął się wokół mnie i ściągnął wgłąb paszczy wielkiej ropuchy…… Cholera, cholera, choleera !!! Jak to się stało ?! Dlaczego ?! Dlaczego ja muszę….w takim miejscu….znowu ?! Nie chce….Nie chce….NIE CHCE TEGO !!!! ,,ROAAAAAARRRRRRR !!!!’’-dziki, krwiożerczy ryk wydobył się z moich niemal przeżartych płuc. Mój wzrok stał się niewyraźny i krwisty, a w resztkach mięśni poczułem nagły przypływ siły. To jest to ! Pokonam go, pokonam, pokonam…..POKONAM !!! [Pożarcie Dusz] !!! Nie ważne ile dusz stracę, nie ważne co poświęce, TO JA ZWYCIĘŻĘ !!!! Moje ciało regenerowało się niezwykle szybko. Szybciej niż się zżerało, szybciej niż działał kwas. Z ledwie odrośniętymi pazurami, kłami i czym tam jeszcze mogłem zacząłem drapać, gryźć i niszczyć co się da. Powoli przedzierałem się przez kolejne warstwy mięsa i płynów, aż w końcu…. ,,Błeeek……Błeeeekkkkkk………Błeeeeekkkkkkk !!!!!!!!’’ …..wyrzygał mnie. Drań dosłownie mnie wyrzygał ! A jakby tego było mało, to jakby nigdy nic skoczył sobie do wody i, po spojrzeniu na mnie przez chwilę, odpłynął. ,,…..’’-oniemiałem wobec tego zachowania, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Wkrótce jednak poczułem gniew i wściekłość na myśl o tym, jak ten cholerny płaz doprowadził mnie do tego stanu. Ale i to wkrótce minęło, bo…..straciłem przytomność i padłem na kolana….. ,,Resztę już znasz-Trójka i pozostali wzięli mnie i razem z Dwójką przynieśli mnie tutaj, gdzie się mną zająłeś’’ Usłyszawszy moją opowieść, Quak lekko się uśmiechnął. Nie był to jednak żaden z jego dotychczas widzianych uśmiechów, ale raczej mina wyrażająca stan głębokiego zamyślenia. ,,Hrrr, rozumiem, rozumiem. Najwyraźniej miałeś niezłą zabawę, co ?’’{Quak} Nie odpowiedziałem nic, bo nawet nie mogłem. W tej chwili leżę ciężko ranny, z wciąż jeszcze nie do końca zagojonymi ranami na całym ciele. Utraciłem 24 duszę, nie zyskałem żadnych nowych, a Impy zapomniały wziąć jakiekolwiek łupy z pola bitwy. I to niby jest zabawa ?! ,,Hrrr, wracając jednak do tematu, co się stało z tym szkieletem ? Z tym…no….Blase’m ?’’{Quak} ,,Tak, Blase’m. Nie wiem. Jak już mówiłem, do głowy im nie przyszło rozejrzeć się i zebrać łupy’’-powiedziawszy to, wskazałem na słuchające nas z boku Impy. Na moje słowa żałośnie spuścili głowy w dół, jakby próbując nie patrzeć mi w oczy, a ich miny wyrażały smutek i zawstydzenie. Trójka miała nawet zamiar się popłakać. ,,Nie wiń ich, hrrr. W końcu dobrze, że chociaż wzięli Cię ze sobą. Hrrr, jednak fakt niewykończenia tego Aura Szkielet nie jest niczym dobrym’’{Quak} ,,Obawiasz się jego pana ?’’ ,,Hrrr, istota zdolna przywołać i zmusić do posłuszeństwa aż trzy Aura Szkielety musi być co najmniej na 5 poziomie klasy [Nekromanta]. Dodatkowo, nie znamy pełni jego sił i środków, jakimi dysponuje’’{Quak} ,,Plus nie mamy teraz zapewne szans na negocjacje z nim’’ ,,HA-HRRR-HAAA !!!’’{Quak} Na moją uwagę Quasit wydał z siebie krótki, ale gromki śmiech, jakbym właśnie opowiedział najnowszy sprośny żart w karczmie. ,,Negocjacje ? Weź mnie nie rozmieszaj, bo….’’-urwał, aby powstrzymać kolejny wybuch śmiechu, po czym ostro na mnie spojrzał i przemówił-,,Słuchaj, jesteś mądrym małym Impem i lubię Cię, dlatego coś Ci wyjaśnię. Demony i Nieumarli nigdy ze sobą nie negocjują, ani też nie współpracują. Jesteśmy tak samo znienawidzeni przez wszystkim dookoła i nasze cele są wspólne, ale wspólne działanie jest dla nas niemożliwę’’{Quak} ,,Czemu ?!’’-wykrzyknąłem, nie mogąc tego zrozumieć. Przecież zapiski i przekazy z czasów Wielkiej Wojny jasno mówią o uczestnictwie Starszych Liszów, Rycerzy Śmierci i paru innych rodzajów potężnych Nieumarłych w armiach Lordów Demonów. W dodatku, jak zauważył Quak, mieliśmy wspólne cele. Więc czemu ?! Czemu to jest niemożliwe ?! ,,Hrrr, mówiąc w sprawach ogólnych relacji nas z nimi ? Nie wiem’’-jakby nigdy nic Quak wymownie wzruszył ramionami-,,Podobno w przeszłości wydarzył się jakiś incydent i nasi zaatakowali [Zaświaty], powodując wściekłość tamtejszych szefów. Inni twierdzą, że to przez rywalizację o zasoby, czy coś w tym guście. W każdym razie nigdy nie zdarzył się równorzędny układ. Lub przynajmniej ja o nim nie słyszałem’’{Quak} ,,A nierównorzędny ?’’ Na moją uwagę Quak chytrze się uśmiechną ,,Hrrr, jak już mówiłem, jesteś bystry. Owszem, zdarzało się podporządkowanie jednych drugim i na odwrót. Sama nasza Pani Mroku miała podobno pod sobą kilka Wampirów, a podobno sam Hrabia jest…Hrrr, jednak w naszej sytuacji to się nie sprawdzi. Bowiem i my, i oni są za słabi na to’’{Quak} ,,Hę ?’’ ,,Hrrr, w tej chwili jest nas tylko siedmioro i poza mną wszyscy są Impami, najniższymi z Demonów. Brakuję nam dosłownie wszystkiego-wiedzy, informacji, porządnego sprzętu. Nieumarli zaś grzęzną tu, pod ziemią, gdy tymczasem na powierzchni znajduję się obfity w Energię Życiową las. Dlatego priorytetem obu stron jest walka o dominacje i niewielkie zasoby łowieckie. Rozumiesz ?’’{Quak} ,,….’’ Odebrało mi mowę. Wyjaśnienie Quasita było głębokie i zawierało w sobie logiczną prawdę, a przy tym było proste do zrozumienia dla każdego. No, może prawię każdego. Twarz Nr. 2 wyrażała wyraz niewiedzy i nieprzejmowania się tym, a nowi wykazywali lekkie zrozumienie, ale brak zainteresowania. Jedynie Trójka i Czwórka odgadły sens rozmowy i wygląda na zaniepokojone. Ja jednak nie przejmowałem się i skupiłem wzrok na Quaku, chcąc poruszyć pewną nurtującą mnie od pewnego czasu kwestię. ,,Quak, mogę Ci zadać pewne pytanie ?’’ ,,Zamiast pytać o pozwolenie na pytanie, lepiej po prostu pytaj, hrrr !’’{Quak} ,,Skąd to wszystko wiesz ? To znaczy, skąd masz tak rozległą wiedzę ?’’ Quak nie odpowiedział od razu. Po raz pierwszy jego obrzydliwa gęba przestała się szczerzyć, a jego wzrok opadł na skalną podłogę. W oczach widziałem wyraźny smutek i żal. ,,To długa i zwyczajna historia….’’
  37. 3 points
    Perspektywa Risyera Vira Dużo ludzi… za dużo ludzi… może uda mi się wtopić w tłum? Nie mogę! Zaczynam się robić głodna, a tutaj tyle ludzi! *Burczenie* Ehh… przez ten tłum zrobiłam się głodna… A także zestresowana. Jak ktoś zauważy, że jestem wampirem od razu mnie ZABIJĄ! Tak, jestem wampirem, a mówiąc konkretniej Lordem wampirów. Nie żebym była jakąś szlachetnie urodzoną dziewczyną. Lord to tak jakby wyższy gatunkowo szczebel wampirów, i to jeden z tych lepszych. Bo nade mną są jeszcze tylko dwie kategorie, które może kiedyś osiągnę. Ogólnie dostałam się do tej akademii tak trochę nie uczciwie. A mówiąc prościej to wrzucili mnie tutaj na siłę. Mieszkałam daleko stąd ze swoją przybraną rodziną, która przyjęła mnie i zaakceptowała jaką swoją córkę, nawet jeżeli jestem uznawana przez większość ludzi za potwora. No i pewnego dnia wyszło na jaw, że jestem wampirem i to dosyć silnym, no i przybyli do naszego domu ludzie kościoła, a także jakiś nauczyciel tej akademii. No i nauczyciel o czerwonych oczach i zakrytej twarzy powiedział, że mam dołączyć do akademii. Jego słowa nie spodobał się ludziom kościoła, a dlatego bo oni chcieli mnie spalić na stosie czy przebić serce kółkiem. Jedno z dwóch opcji, już nie pamiętam dokładnie, bo tak bardzo się wtedy bałam o siebie i moją rodzinę, że ledwo co na nogach stałam. No i ten nauczyciel tak pomiatał tamtymi ludźmi, że aż dali spokój, ale pod jednym warunkiem. A jest nim to, że nikogo nie zabije, i że mam ukrywać swoją prawdziwą naturę, bo jak inaczej to powiedzieli, że czeka mnie STOS albo kołek. Jakoś jedno i drugie mnie nie pociąga, więc postanowiłam, że dołączę do akademii i będę żyła w ukryciu. *Burczenie* Yyy… naprawdę już nie wytrzymam zbyt długo… Mam w plecaku fiolki z krwią mojego brata, ale jak ja mam ją wypić? I to nie jest tak, że ja do czegoś go zmusiłam, sam przyszedł już z napełnionymi i mi je wcisnął na drogę. Jest tu może jakieś ustronne miejsce? Zaczęłam się rozglądać za takowym miejscem. Znalazłam! Na terenie akademii znajduje się park i jak na razie nie widzę tam nikogo. Jak szybko tam podejdę, wypije zawartość jednej fiolki to będzie idealnie. Chwila! Ile ja już tu stoję? Ludzi zaczyna być coraz mniej, a to dobry i zły zarazem znak. Dobry dlatego, że będzie mniejsza szansa by mnie ktoś zauważył jak będę piła, a ta zła jest taka, że niedługo zaczyna się ceremonia rozpoczęcia. No to nie ma co marnować czasu. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Przecisnęłam się jakoś przez bramę i weszłam do parku. Rozejrzałam się jeszcze kontrolnie czy nikogo nie ma, jak na razie jest czysto. Tylko może lepiej będzie wejść gdzieś do bocznej alejki. Ukrywanie się w tej sprawie jest najważniejsze. Wbiegłam do jakiejś alejki, potem upewniłam się, że nikogo nie ma i sięgnęłam szybko do plecak by wyciągnąć mój pokarm. Tak nareszcie mogę zapełnić mój domagający się pokarmu żołądek. Gdy wypiłam zawartość naczynia, schowałam je do plecaka. - Ah… nareszcie ulga. Jaka ja byłam głodna. - (Ris) Ulga i to duża, teraz nie będę miała już myśli o wygryzieniu się komuś w szyję, Uff… życie wampira nie jest łatwe. Nagle poczułam jak ktoś klepnął mnie w ramię i usłyszałam. - Hejka wampirku~! - (Dziewczyna) Po tych słowach zamarłam. Odwróciłam się z przerażoną miną do dziewczyny, która stała za mną. - Hejka… - (Ris) Porażka… totalna porażka… poległym na całej linii. Pierwszy dzień w akademii, a już się wydałam. Dziewczyna, która przede mną stała była Kitsune. Jeszcze nigdy nie widziałam kogoś z jej gatunku na oczy, ale i tak w tej sytuacji nie mam co się cieszyć. Nogi mam jak z waty i zaczęłam się mocno denerwować. Co ona teraz zamierza? Wyda mnie? Muszę jakoś wykaraskać się z tej sytuacji... Nie dam rady! Panikuję! - Proszę nie mów nikomu, że jestem wampirem. Jestem jeszcze młoda, nikogo nigdy nie zabiłam. Chcę jeszcze pożyć, proszę nie mów nikomu. Oni mnie zabiją. Spłonę na stosie! - (Ris) W tym momencie nie wytrzymałam już presji i padłam na kolana i zaczęłam płakać. - Przegrałam już na samym starcie… chcę do domu. - (Ris) Nie mogę przestać płakać… - Ej! Co się stało?! Zrobiłam coś nie tak?! Przestań płakać! - (Rei) Widząc, że nagle zaczęłam płakać lekko zdziwiona szybko uklękła przy mnie, ale sama nie wiedziała co robić. - Co ja mam teraz zrobić? - (Ris) - Nie wiem co się dzieje, ale płacz w tym nie pomoże! - (Rei) Hę? - Nie zamierzasz mnie wydać? - (Ris) Nie zamierza mnie wydać?! Jak to możliwe?! - A czemu niby miałabym?! Więc przestań już płakać! - (Rei) - Okej. Wiesz jestem uznawana za potwora przez ludzi… - (Ris) Ludzie, gdy tylko usłyszą wampir wpadają w panikę i wzywają ludzi Kościoła albo łowców. Przetarłam moje załzawione oczy i wyciągnęłam z kieszeni chustkę by się wysmarkać. - Niby czemu masz być potworem? - (Rei) Zapytała z zdziwioną miną. - Bo jestem wampirem. Ludzie tak mnie postrzegają. - (Ris) - Niby jacy? Gdzie ty się niby wychowałaś? Nie przypominam sobie by kiedyś uznano wampira za potwora… no chyba, że jacyś sekciarze. - (Rei) Jak to jacy? Wszyscy! Jak tylko się dowiedzieli to nawet ci co bardzo mnie lubili chcieli mojej śmierci. Sekciarze? To cały KOŚCIÓŁ!!!! - W małej wiosce daleko stąd. Ale proszę nie wydaj mnie. Ja naprawdę nigdy nikogo nie ugryzłam! Zobacz moje kły są jeszcze w stanie uśpienia! - (Ris) Włożyłam palec w usta i odsłoniłam jeden z kłów. - Wiesz, nawet jakbyś kogoś ugryzła to mnie to mało obchodzi~~ - (Rei) Serio? Kim ty jesteś? - Naprawdę? - (Ris) - Naprawdę. - (Rei) Czy aby na pewno? - Czyli mnie nie wydasz? - (Ris) Kiedy już miała odpowiedzieć pokazała wyraz twarzy jakby sobie o czymś przypomniała i po chwili na jej twarzy pojawił się mały diabelski uśmieszek. Naprawdę ładny uśmiech, ale mam co do tego złe przeczucia! - Może~~ A co ja będę z tego miała? - (Rei) ... - Nie będziesz miała mnie na sumieniu!!! - (Ris) - Jakoś bym z tym przeżyła~~ Ponownie się uśmiechnęła. A mi do oczu zaczęły napływać łzy… - Jesteś straszna! A to ja powinnam być tą straszną! - (Ris) - Widzisz jaki ten świat sprawia psikusy? - (Rei) Dalej się uśmiechała i widać było, że dobrze się bawi … zaraz się rozpłaczę …. - To…- (Ris) * burczenie - znowu* W tym momencie przerwał mi mój żołądek, a moja twarz zrobiła się pewnie całą czerwona… czuje to. - Coś czuję, że chyba jedna porcja tak mizernego posiłku ci nie wystarczyła, co? Więc chyba musisz się pośpieszyć, zaraz rozpoczęcie roku, a ja nadal czekam~~~ - (Rei) Wiem, że zaraz rozpoczęcie! - Krew mojego brata jest bardzo pyszna! Nie nazywaj, że jest mizerna, może mało, ale jakościowo wysoka! A tobie mogę zaoferować jedynie moją przyjaźń, bo nie mam nic innego. - (Ris) Wyciągnęłam pospiesznie jedną już z ostatnich fiolek. I zaczęłam ją pospiesznie pić… nieee… pociekło mi po policzku i ubrudziła moją białą koszulę. Mam dzisiaj pecha… - A co jak ci powiem, że to nie wystarczy? - (Rei) Dlaczego ona dalej się tak uśmiecha?! - To czego chcesz? - (Ris) - Nie wiem, a co mi możesz dać?~~ - (Rei) Gdybym wiedziała to bym dała! - Nie wiem czego chcesz, nic nie mam. - (Ris) - Jak to nic? Duszę i ciało ma każdy~~ - (Rei) Demon! Istny Demon! - Duszy ci nie oddam! - (Ris) - Więc co ci zostało~? - (Rei) … - Chyba tylko ciało… - (Ris) - Więc~? - (Rei) Co ona chce mi zrobić? - Powiedz mi na co ci moje ciało? - (Ris) - Jeszcze nie wiem, ale posiadając ciało pięknej dziewczyny otwiera się wiele możliwości~~ - (Rei) Coś mi mówi, że mam przechlapane.... ale i tak lepsze to niż śmierć. - Umowa stoi o ile mnie nie wydasz i trwa do momentu, kiedy nikt nie zna mojej tajemnicy, okej? - (Ris) - Prawie, nawet jak ktoś się dowie umowa trwa, a to dlatego, że zadbam by ten ktoś siedział cicho~~ - (Rei) Ona jest Demonem i to czystej krwi… - Mm…. Chodźmy, bo się spóźnimy na rozpoczęcie. I tak swoją drogą nazywam się Risyera Vira, ale możesz mówić do mnie Risa. - (Risa) - Ja nazywam się Rei Kasumi~~ Miło mi poznać i dobrze się odżywiaj, nie chcę by twoje ładne ciałko straciło na jakości~~ - (Rei) … nie wiem co powiedzie… straszna. Zasłoniłam swoje kobiece miejsca i powiedziałam. - Zboczona jesteś. - (Ris) Pokazała mi najpiękniejszy uśmiech jak do teraz i powiedziała: - Nie wiem o co ci chodzi, po prostu dbam o swoje “rzeczy”~~ - (Rei) Mówiąc to podniosła się i mi pomogła wstać. Coś czuję, że to będzie trudna znajomość... Perspektywa Rei Kasumi O matko, naprawdę dużo tutaj ludzi~! Jak przystało na najlepszą uczelnię na świecie, tyle różnych osób~! Już nie mogę się doczekać~! Oby tylko nie trafić na jakiegoś zboka, nie mogę mieć takiego pecha już pierwszego dnia co nie?! Proszę~! To chyba nie taka wielka prośba co nie? Pośród tylu ludzi raczej nic mi nie będzie~! … Dlaczego nagle z tego morza ludzi zrobiła się co najwyżej rzeczka?! Byłam tak podekscytowana i zajęta podziwianiem widoków, że nie zauważyłam jak większość osób już poszła na rozpoczęcie roku! I teraz jestem już zdecydowanie bardziej widoczna… Ech… bycie Kitsune to ciężki kawałek chleba! Ale było tu tyle ciekawych osób, że warto to przetrwać! Ten nauczyciel dzięki, któremu miałam łatwą drogę tutaj naprawdę mówił prawdę! Ciekawe czy spotkam go w tak wielkim miejscu? Mało prawdopodobne … ale muszę od niego jeszcze wyciągnąć jak on to robi, że ma takie piękne włosy! Pomimo tego, że był facetem, czułam że przegrałam z nim w kwestii kobiecości, a to godzi w moją dumę! To jest jeden z moich głównych zadań w Akademii!!! Ale jak tak teraz patrzę to kiedy ten tłum się przerzedził mogę się lepiej przyjrzeć osobą, które mnie teraz otaczają~~~ Tam jakiś chłopak co udaje człowieka, ale na pewno nim nie jest. Nie ma możliwości by człowiek miał taką aurę~~ Tak chłopak co wygląda na nieśmiałego dzieciaka, ale czuję od niego aurę profesjonalnego zabójcy, ciekawe jakie ma zlecenie? Czy to możliwe, że to będzie jedna z tych historii gdzie zabójca ma zabić piękną dziewczynę, ale nie jest w stanie i zakochuje się w niej porzucając swój fach? Muszę to sobie zapamiętać~~ Jest tu naprawdę wiele ciekawych person~~ Hm? Moją uwagę przykuła jakaś strasznie pod denerwowana dziewczyna, która ciągle się rozglądała w każdą stronę … o, chyba właśnie zauważyła, że jest coraz mniej ludzi i jest coraz bardziej widoczna … i co ona jest taka głodna? Już stąd słyszę jak jej brzuch burczy… Wiesz, że dobry posiłek to podstawa dobrego funkcjonowania! W końcu się na coś zdecydowała i pobiegła w stronę jednego z pobliskich parków … po tym co widziałam raczej ciężko się oprzeć pokusie by za nią nie iść, prawda~? Nie mogąc się powstrzymać by nie poobserwować dłużej tak ciekawej osoby złożyłam parasol, który miałam przy sobie i ruszyłam za nią, jako że jestem bardzo zwinna i potrafię sprawić by nikt mnie nie dostrzegł, nie będzie problemu z tym by ją trochę pośledzić, ale czuję, że nie jest słaba hm… jest głodna, pewnie mnie nie zauważy~~ Optymizm ponad wszystko! Kiedy ona sobie gdzieś tam pobiegła, ja poruszałam się za nią, w pewnej odległości oczywiście~~ widać, że sama nie wie gdzie biegnie, ale coś czuję, że gdzieś już czułam aurę podobną do niej… nie ma co się nad tym rozwodzić, pewnie później sobie przypomnę~~ W końcu zdecydowała się wbiec do jakiejś alejki. Ja byłam nad jej głową i patrzyłam co robi i lekko się zdziwiłam, kiedy nagle wyciągnęła fiolkę z krwią … o, pamiętam już tą aurę, ona jest wampirem! Tylko na pewno nie jest jakimś zwykłym, co to to na pewno nie … ale jako że nic więcej nie wymyślę to … przywitam się! Zeskoczyłam na dół, ale udało mi się to zrobić tak że mnie nie usłyszała, jej~~ - Ah… nareszcie ulga. Jaka ja byłam głodna. - (Dziewczyna) Tak, brzuch ci strasznie burczał, wiesz? - Hejka wampirku~! - (Rei) Po moich słowach zamarła, po czym powoli odwróciła głowę w moją stronę, a jej mina mówiła wszystko. - Hejka… - (Dziewczyna) Tak… wygląda jakby miała upaść na kolana i zapłakać się na śmierć … zrobiłam coś nie tak? - Proszę nie mów nikomu, że jestem wampirem. Jestem jeszcze młoda, nikogo nigdy nie zabiłam. Chcę jeszcze pożyć, proszę nie mów nikomu. Oni mnie zabiją. Spłonę na stosie! - (Ris) I właśnie w tym momencie padła na kolana i zaczęła niekontrolowanie płakać. - Przegrałam już na samym starcie… chcę do domu. - (Ris) Ciągle płacze … to nawet słodko wygląda EJ nie czas na to! - Ej! Co się stało?! Zrobiłam coś nie tak?! Przestań płakać! - (Rei) Nie wiedząc co robić podeszłam do niej i uklękłam przy niej, ale dalej nie wiem co robić! - Co ja mam teraz zrobić? - (Ris) - Nie wiem co się dzieje, ale płacz w tym nie pomoże! - (Rei) Zrobiła minę jakby zobaczyła najdziwniejszą rzecz na świecie … co? - Nie zamierzasz mnie wydać? - (Ris) A czemu bym miała ją wydać?! I komu?! - A czemu niby miałabym?! Więc przestań już płakać! - (Rei) - Okej. Wiesz jestem uznawana za potwora przez ludzi… - (Ris) Mówiąc to wytarła łzy i wysmarkała nos, ale serio skąd ona pochodzi, że ludzie są tak ograniczeni?! - Niby czemu masz być potworem? - (Rei) Nie mogłam się powstrzymać by o to zapytać. W końcu wampir to rasa jak każda inna! - Bo jestem wampirem. Ludzie tak mnie postrzegają. - (Ris) - Niby jacy? Gdzie ty się niby wychowałaś? Nie przypominam sobie by kiedyś uznano wampira za potwora… no chyba, że jacyś sekciarze. - (Rei) Naprawdę … może ona jest z jakiegoś końca świata? - W małej wiosce daleko stąd. Ale proszę nie wydaj mnie. Ja naprawdę nigdy nikogo nie ugryzłam! Zobacz moje kły są jeszcze w stanie uśpienia! - (Ris) Włożyła palec do ust i pokazała mi jeden z swoich kłów, ale nie wyglądał jakby był … w pełni sił? - Wiesz, nawet jakbyś kogoś ugryzła to mnie to mało obchodzi~~ - (Rei) Taka prawda, robiłam rzeczy znacznie gorsze i nie mam wyrzutów sumienia~~ tak działa ten świat, silny zawsze ma rację~~ - Naprawdę? - (Ris) - Naprawdę. - (Rei) Nie wierzysz mi? … w sumie to logiczne … - Czyli mnie nie wydasz? - (Ris) Kiedy już miałam jej powiedzieć że jej nie wdam przyszedł mi do głowy znacznie lepszy pomysł~~ Nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu~~ - Może~~ A co ja będę z tego miała? - (Rei) I już teraz mogę powiedzieć co dostanę~~ - Nie będziesz miała mnie na sumieniu!!! - (Ris) - Jakoś bym z tym przeżyła~~ Prawda boli, ale cóż … czy ona znowu zacznie płakać? - Jesteś straszna! A to ja powinnam być tą straszną! - (Ris) - Widzisz jaki ten świat sprawia psikusy? - (Rei) Nie wiem jak ty, ale ja się dobrze bawię~~ - To…- (Ris) * burczenie - znowu* Przerwał jej własny żołądek i cała jej twarz zrobiła się czerwona~~~Jest naprawdę słodka~~ - Coś czuję, że chyba jedna porcja tak mizernego posiłku ci nie wystarczyła co? Więc chyba musisz się pośpieszyć, zaraz rozpoczęcie roku, a ja nadal czekam~~~ - (Rei) Pośpiesz się~~ Już chcę dostać swoją nagrodę~~ - Krew mojego brata jest bardzo pyszna! Nie nazywaj, że jest mizerna, może mało, ale jakościowo wysoka! A tobie mogę zaoferować jedynie moją przyjaźń, bo nie mam nic innego. - (Ris) Co z tego, że wysokiej jakości jak się nie najesz? Szybko wyciągnęła kolejną fiolkę i zaczęła szybko pić, ale trochę poleciało jej po policzku i ubrudziła sobie koszulę. Ona serio ma dziś pecha~~ - A co jak ci powiem, że to nie wystarczy? - (Rei) Ona naprawdę jest bliska płaczu~~ - To czego chcesz? - (Ris) - Nie wiem, a co mi możesz dać?~~ - (Rei) Tak … rozpłacze się czy nie? - Nie wiem czego chcesz, nic nie mam. - (Ris) - Jak to nic? Duszę i ciało ma każdy~~ - (Rei) Duszy mi nie odda, więc zostanie jej tylko opcja nr 2! - Duszy ci nie oddam! - (Ris) - Więc co ci zostało~? - (Rei) No co? - Chyba tylko ciało… - (Ris) - Więc~? - (Rei) Już nie mogę się doczekać~~ - Powiedz mi na co ci moje ciało? - (Ris) - Jeszcze nie wiem, ale posiadając ciało pięknej dziewczyny otwiera się wiele możliwości~~ - (Rei) Oj bardzo wiele~~ - Umowa stoi o ile mnie nie wydasz i trwa do momentu kiedy nikt nie zna mojej tajemnicy okej? - (Ris) - Prawie, nawet jak ktoś się dowie umowa trwa, a to dlatego, że zadbam by ten ktoś siedział cicho~~ - (Rei) I od czego by tu zacząć? - Mm…. Chodźmy, bo się spóźnimy na rozpoczęcie. I tak swoją drogą nazywam się Risyera Vira, ale możesz mówić do mnie Risa. - (Ris) Miło~~ - Ja nazywam się Rei Kasumi~~ Miło mi poznać i dobrze się odżywiaj, nie chcę by twoje ładne ciałko straciło na jakości~~ - (Rei) Nie wiem co siebie pomyślała, ale zasłoniła swoje kobiece miejsca. - Zboczona jesteś. - (Ris) Pokazałam jej piękny uśmiech i powiedziałam szczerze: - Nie wiem o co ci chodzi, po prostu dbam o swoje “rzeczy”~~ - (Rei) Podniosłam się i pomogłam jej wstać. To początek pięknej znajomości~~ Poboczna historia w Akademii~~ liczymy że się spodoba! Korekta by Misterium
  38. 3 points
    Tak jak widać, tym razem to operacja. Miłej lekturki ^^
  39. 3 points
    Rozdział 3 Pieczonki będą gotowe za jakieś 20 min, do tego czasu Osa powinien przyjechać, więc mam 20 min na przeniesienie wszystkich tych warzyw do skrzyni. Nie powinno być to trudne, ale muszę znaleźć coś, dzięki czemu będę mógł to przewieźć do domu. Jeśli mnie pamięć nie myli to koło garażu powinna być przyczepa. Zamontuję do przyczepy skuter i jedziemy. Przyczepa jest, ale przecież ja nie mam skutera, konia też nie mam, lecz będę miał. Więc poczekam aż zje. - HALO! Kumpel, jesteś tu? Jego siostra powiedziała, że tu powinien być. - Jestem, jestem. - Oo kumpel, jesteś. Nie znalazłbym cię gdyby nie twoja siostra. A naprawdę, ale szczęście. - Siostra? - No, wiesz twoja siostra: szczupła, wysoka, ma piwo w oczach, czorne włosy i młoda. - Osa to moja mama nie siostra. Poza tym mam brata, ale wyjechał na Harvard do USA pińć lat temu i słuch po nim zaginął. - Ooo to twoja mama? Nie powiedziałbym. Teraz chodź jeść. - No tak, pieczonki, chodź. Specjalnie wymyśliłem sobie brata, żeby rozwinąć dialog, a on to olał. Naprawdę tego się nie spodziewałem nawet po nim. Ale co tam, skoro jego głowa nie jest w stanie przetrawić bardziej złożonych zdań, to co będę mówił. - Siadaj, masz przed sobą 15 kg pieczonek, zjedz sobie ile chcesz. A później mi pomożesz, po tym jak usiądziesz na krześle i skonsumujesz te wszystkie pieczonki, które dla ciebie przyrządziłem. - … tak, właśnie, masz rację, to oczywiście było zbyt łatwe dla ciebie hehehe. Hahahah udało się, jedz, jedz, muszę cię dobrze nakarmić mój ty nowy koniu napędowy. Przewiezie za mnie tą przyczepę do domu. - I co, smakowało? - Taaaa. - Tak więc, zagramy w grę, o której mówiłem. Chodź za mną. Widzisz tą przyczepę? Masz ją przeciągnąć do mojego domu w jak najkrótszym czasie. - … - Zawiesił się. Chyba ma dziś gorszy dzień, skoro tak prostego zdania nie rozumie. Nic, pokażę mu to na rysunku. - 5 minut później - - Rozumiem! - To fajnie, to działamy?? - Jasne! Mostek PLZ’tu - Jesteśmy tu od 20 minut i nic jeszcze nie znaleźliśmy. - Co ty gadasz, patrz! - Co to? - Ci dwaj przed chwilą zjedli 8 kotłów pieczonek. Naprawdę, jak oni nie pękli? - Dzisiejsza młodzie … co? Jak on jest w stanie pchać całą przyczepę warzyw sam? A tamten patrzy, jaki cham. Ten, który pcha, musi być bardzo głupi albo ma u niego dług. - Czym on jest? Jak tam wskaźnik promieniowania? Ty tam, sprawdź natychmiast! Czy nie ma od niego żadnego promieniowania i tego drugiego też sprawdź. - Tak jest Kapitanie! Pole Niewiarygodne, czy on naprawdę jest człowiekiem? Zaczynam się powoli zastanawiać, który znasz jest silniejszy. Prawdopodobnie jest silniejszy, ale zobaczymy jutro. - Wygrałeś. - Wygrałem?? HAHAHA! I co, zatkało cię, aa MAMO WIDZIAŁAŚ TO PIERWSZY RAZ COŚ WYGRAŁEM, TO DLA CIEBIE!! Czyżby jego mama nie żyła? W sumie nigdy o niej nic nie mówił. Więc chyba tak. - Dziękuje, a teraz do domu, trzeba cię jeszcze umyć i ubrać w śpioszki. - Mama? Co? To w końcu jego mama żyje, więc po co się tak darł? - Dziękuję, że nakarmiłeś mojego syna. - Nie ma za co, chyba? - Więc do wiedzenia. Pożegnaj się Osa. - Siema kumpel. - Cze. Czas iść spać, jutro to wszystko posprzątam, po wizycie w szpitalu. Godzina 7:15 i zaczyna lecieć budzik. - Livin' La Vida Loca She's livin la vida loca, tak zaczyna się mój poranek, wspaniale. Zjem coś biorę papiery i ruszam w stronę szpitala. Chlebek, szyneczka i masło, jest kanapeczka. Kanapka zjedzona, papiery są... Mama. Trzeba się pożegnać. - Mamo, ja chciałem się pożegnać. - No właśnie pa. - Pa. I to tyle, nawet szybko poszło. W sumie, spodziewałem się tego. Podróż mnie czeka długa, bardzo długa podróż, aż na drugą stronę ulicy. Jadą samochody, co mi tam, jestem na zebrze, więc jestem niczym Mojżesz, który rozstąpił morze. Są centralnie przede mną, drzwi do szpitala. - Wchodzę niczym ninja, którego nikt nie jest w stanie zobaczyć. - No tak, ale i tak wszystko mówisz na głos, dzięki czemu cały szpital na nas się patrzy. - Cichaj! Nikt nas nie widzi, jestem niczym pantera z dwoma głowami. - Tu się zgadzam, ja jestem mądrzejszą a ty tą głupsza. - Too nie prawdaaa. Patrz, tam jest nasz cel do likwidacji, ale zastawia go 3 ludzi, będzie trzeba poczekać aż od niego odejdą. - Fakt. Odchodzą, bo zachowujesz się jak idiota. - Tak. - Ja, tu na testy. Nie, czekaj, nie popychaj mnie! - Psychiczne 2 piętro. - Nieeee, motoryczne. - Więc 1 piętro. Następny! Czasem naprawdę mi odwala, ale przynajmniej jest śmiesznie a nie jak reszta społeczeństwa ponure ponuraki. Tak więc 1 piętro. Łoo, całe piętro jest zapełnione maszynami, taka siłownia. - Witam, w czym mogę pomóc? - Ja, no ten, wiem, na badania przyszedłem zobaczyć co ze mną jest nie tak. - Czujesz jakiej dolegliwości? - Tak, od wczoraj jestem z 3 razy silniejszy, szybszy i zwinniejszy. - Wiek dojrzewania, w tym przypadku nie mogę pomóc. Możesz już iść. Co? I to wszystko? Zapytał się mnie czy nic mi nie jest i tyle? A jak bym nie miał nogi i się spytał czy czuje lewą nogę a ja bym powiedział z bólu, że tak, to by mnie wygonił? O, odwrócił się, tupie nogą, chyba nie chce mnie widzieć. To ja ci na do widzenia też potupię nogą. - BUP - Time skip - Jak państwo widzą, wczoraj około godziny 7:30 szpital gimny się przechylił. Prawdopodobnie przyczyną tego wypadku jest gleba, która od zawsze jest strasznie mokra. Więcej na 17 mówiła X,Y. Niedobrze, wczoraj przez tego chama poniosły mnie emocje i z całej siły, za przeproszeniem, jebłem nogą w podłogę. Lecz tego, że cały szpital się przechyli nie przewidziałem. Myślałem, że co najwyżej zrobię mała dziurę w podłodze. Ahh ten ja, ahh ten ja... kontrola gniewu Promi, bo w końcu kogoś zabijesz. – DRYŃ – Kto przychodzi do mnie w sobotę? - Tak. - Dzień dobry, jestem Artur. A ty jesteś wybrańcem, który został magiem! THE END .←to jest kropka nienawiści i to też jest kropka nienawiści →. Proszę o komentowanie.
  40. 2 points
    Jeszcze żyję, a to rozdział ode mnie - Rei jesteś pierwszą kitsune jaką poznałam. Szkoda, że jesteś taka zła. Ale jesteś ładna, dbasz jakoś o swoją cerę? - (Ris) Muszę jakoś się uspokoić… może zechce rozmawiać o tym. - Nie bardzo~~ Dbam o siebie jak każda kobieta~~ i ty też masz piękną cerę~~ a że mam jeszcze do kompletu ciało na pewno nie będę się nudzić~~ - (Rei) To źle brzmi. Boje się co zrobi gdy dowie się, że mam ogonek. Teraz go nie widać, bo jest schowany pod ubraniem, a nie wiem co ona planuje!!! - Ja piękną? Przesadzasz, jestem strasznie blada, a moje oczy w tym nie pomagają, są całe szare jakbym była ślepa, a ty masz za to piękne oczy w odcieniu złota! - (Ris) Poważnie te oczy są piękne, rzadko spotykane pośród ludzi. A nie chwila, ona jest kitsune. - Jak dla mnie jesteś piękna i tyle~~ A co do moich oczu to~~ - (Rei) He? - To? - (Ris) - Czy na pewno są złote? - (Rei) W tym momencie zatrzymałam się, Rei stanęła obok mnie, a ja złapałam ją za policzki i przybliżyłam jej twarz do swojej, wpatrując jej się prosto w oczy. - Tak są złote. Nie da się ich pomylić. - (Ris) Tak są złote … było złote, bo są teraz czerwone … czekaj co?! - Co ty robisz ze swoimi oczami? - (Ris) - Potrafię zmieniać ich kolor~~ - (Rei) Oszustwo… - To nie fer… ja też tak chcę! Te moje szare są nijakie i tylko przyciągam uwagę. Jak jechałam do akademii to jakiś chłopak chciał zostać moim przewodnikiem. Myślał, że jestem ślepa… - (Ris) - A dziwisz mu się? Miał okazję zostać przewodnikiem pięknej niewidomej~~ i puść mnie już~~ - (Rei) Nie, nie dziwie się tylko to jest dziwne… jesteś urocza, masz taką gładką skórę… aż chcę się dostać do twojej szyi. Nieee... nie wolno! Wygrasz z pokusą! - Umiem o siebie zadbać! I tak puszcze cię. - (Ris) Jak mówiłam tak zrobiłam. Puściłam Rei. - Pewnie potrafisz, ale on tego nie wiedział i wykorzystał szansę~~ to logiczne działanie~~ - (Rei) Pewnie chciał się zbliżyć by mnie wykorzystać. Dużo jest takich ludzi, a to, że niby jestem ślepa mu tylko by pomogło. - Sorki nie szukam męskich partnerów! - (Ris) He…? Co ja właśnie powiedziałam? Na twarzy Rei pojawił się uśmiech. Ona pewnie to teraz wykorzysta! - Bardzo dziękuję za taką informację~~ NA PEWNO to zapamiętam~~ - (Rei) No i wykorzysta to… no co ja mogę z nią.. Myślę czy czasem nie byłoby jednak lepiej umrzeć. Odwróciłam się w stronę akademii i powiedziałem bez jakichkolwiek emocji. - Może jednak zgłoszę się do ludzi Kościoła? Będzie ognisko, a ja w roli głównej przywiązana do patyka… - (Ris) - Ooooo jesteś zbyt optymistyczna, wiesz? - (Rei) Gdzie tu optymizm? - Niby z której strony? - (Ris) - Liczysz na tak łagodną śmierć? Najpierw tortury, a później pewnie jeszcze wezmą się za twoją rodzinę, w końcu jest chroniona tak długo jak będziesz się uczyć w Akademii, tak to już by pewnie ich zabili. - (Rei) Hmm… - Tu się mylisz. Moja rodzina to zwykli prości ludzie ze wsi. I jak pamiętam rozmowę to ci z kościoła chcieli tylko mnie, a im dać pokutę za grzech, którego się dopuścili. Czyli inaczej mój brat miał iść do zakonu, a mnie chcieli posłać na stos. A co do tortur to pewnie masz rację, ale jeżeli chodzi o ból to jestem przyzwyczajona. - (Ris) Posłałam uroczy uśmiech mojej nowej “przyjaciółce”, uśmiechnęłam się tak, że aż było widać moje kły. - I po tym jak nie udało im się ciebie złapać na pewno dali im święty spokój, ci sekciarze to w końcu tacy dobrzy ludzie~~ I masz naprawdę uroczy uśmiech~~ - (Rei) Yhym. - Chyba w bajki wierzysz. - (Ris) - Czemu? Masz naprawdę uroczy uśmiech~! - (Rei) … - Ja nie o uśmiechu! Jeden nauczyciel z tej akademii mi pomógł i mojej rodzinie. Nie mogą ich skrzywdzić, nie wiem czemu, ale ci z kościoła bali się tego nauczyciela. - (Ris) - Domyśliłam się, ale jak nie będziesz już uczęszczać do Akademii to już nie będzie chronił twojej rodziny, co nie? - (Rei) Masz rację. Tylko jest jedno ale… - Nie będzie musiał chronić ich już dłużej. Zabije każdego kto się zbliży ze złymi zamiarami. - (Ris) - Ty? (Rei) Nie ty wiesz… - No ja, a kto inny? - (Ris) - Mówiłaś przed chwilą, że myślisz nad powiedzeniem wszystkiego sekciarzom, pamiętasz? Więc jak niby ich ochronisz? Kupiła to… - To był nieśmieszny żart. - (Ris) - No co ty nie powiesz? Uciekłaś od nich taki kawał drogi by się oddać w ich ręce, to miało tak wiele sensu~~ - (Rei) No co ty nie powiesz. - No nie miałoby sensu. - (Ris) - Nom, a że taką miałam zachciankę pociągnęłam temat dalej~~ - (Rei) Ty lepiej nic nie ciągnij… - Dobra musimy się pospieszyć na ceremonię. - (Ris) Perspektywa Rei - Rei jesteś pierwszą kitsune jaką poznałam. Szkoda, że jesteś taka zła. Ale jesteś ładna, dbasz jakoś o swoją cerę? - (Ris) JA?!Jestem zła?! Udam, że tego nie słyszałam… - Nie bardzo~~ Dbam o siebie jak każda kobieta~~ i ty też masz piękną cerę~~ a że mam jeszcze do kompletu ciało na pewno nie będę się nudzić~~ - (Rei) Nie mogę się doczekać, ciekawe czy zaskoczy mnie jeszcze czymś~~ - Ja piękną? Przesadzasz, jestem strasznie blada, a moje oczy w tym nie pomagają, są całe szare jakbym była ślepa, a ty masz za to piękne oczy w odcieniu złota! - (Ris) Złote i nie tylko! - Jak dla mnie jesteś piękna i tyle~~ A co do moich oczu to~~ - (Rei) - To? - (Ris) Możesz nie przerywać? - Czy na pewno są złote? - (Rei) Zatrzymała się i ja też. Nagle złapała mnie za policzek i przybliżyła moją twarz do swojej, wpatrując się prosto w moje oczy. - Tak są złote. Nie da się ich pomylić. - (Ris) Kiedy się tak wpatrywała zmieniłam kolor swoich oczu. - Co ty robisz ze swoimi oczami? - (Ris) - Potrafię zmieniać ich kolor~~ - (Rei) Bardzo fajna zdolność~~ - To nie fair… ja też tak chcę! Te moje szare są nijakie i tylko przyciągam uwagę. Jak jechałam do akademii to jakiś chłopak chciał zostać moim przewodnikiem. Myślał, że jestem ślepa… - (Ris) - A dziwisz mu się? Miał okazję zostać przewodnikiem pięknej niewidomej~~ i puść mnie już~~ - (Rei) Taka prawda i nie patrz się tak na moją szyję, okej? - Umiem o siebie zadbać! I tak puszcze cię. - (Ris) I puściła mnie, wolność! - Pewnie potrafisz, ale on tego nie wiedział i wykorzystał szansę~~ to logiczne działanie~~ - (Rei) Pewnie chciał ją wykorzystać, ale może był to wymierający gatunek tych dobrych? - Sorki nie szukam męskich partnerów! - (Ris) Oooo~~ Bardzo ważna informacja~~ Warta zapamiętania~~ - Bardzo dziękuję za taką informację~~ NA PEWNO to zapamiętam~~ - (Rei) Nagle zrobiła nijaką minę… ? - Może jednak zgłoszę się do ludzi Kościoła? Będzie ognisko, a ja w roli głównej przywiązana do patyka… - (Ris) - Ooooo jesteś zbyt optymistyczna, wiesz? - (Rei) Na pewno mówi to w żartach, ale dlaczego nie pociągnąć tego tematu? - Niby z której strony? - (Ris) - Liczysz na tak łagodną śmierć? Najpierw tortury, a później pewnie jeszcze wezmą się z twoją rodzinę. W końcu jest chroniona tak długo jak będziesz się uczyć w Akademii, tak to już by pewnie ich zabili. - (Rei) Zaraz pewnie dostanę dłuższe wyjaśnienie dlaczego się mylę... - Tu się mylisz. Moja rodzina to zwykli prości ludzie ze wsi. I jak pamiętam rozmowę to ci z kościoła chcieli tylko mnie, a im dać pokutę za grzech, którego się dopuścili. Czyli inaczej mój brat miał iść do zakonu, a mnie chcieli posłać na stos. A co do tortur to pewnie masz rację, ale jeżeli chodzi o ból to jestem przyzwyczajona. - (Ris) Posłała mi uroczy uśmiech, i to taki, że aż jej kły były dobrze widocznie, słodka~~ - I po tym jak nie udało im się ciebie złapać na pewno dali im święty spokój, ci sekciarze to w końcu tacy dobrzy ludzie~~ I masz naprawdę uroczy uśmiech~~ - (Rei) Yhym. - Chyba w bajki wierzysz. - (Ris) - Czemu? Masz naprawdę uroczy uśmiech~! - (Rei) Każdy się ze mną zgodzi! - Ja nie o uśmiechu! Jeden nauczyciel z tej akademii mi pomógł i mojej rodzinie. Nie mogą ich skrzywdzić, nie wiem czemu, ale ci z kościoła bali się tego nauczyciela. - (Ris) - Domyśliłam się, ale jak nie będziesz już uczęszczać do Akademii to już nie będzie chronił twojej rodziny, co nie? - (Rei) Nie ma tak wspaniałomyślnej instytucji~~ - Nie będzie musiał chronić ich już dłużej. Zabije każdego kto się zbliży ze złymi zamiarami. - (Ris) - Ty? (Rei) Jeżeli bierzemy pod uwagę twój żart, z którego wyniknęła ta rozmowa to ciebie już nie będzie wiesz? - No ja, a kto inny? - (Ris) - Mówiłaś przed chwilą, że myślisz nad powiedzeniem wszystkiego sekciarzom, pamiętasz? Więc jak niby ich ochronisz? Ta rozmowa zatraciła swój sens - To był nieśmieszny żart. - (Ris) - No co ty nie powiesz? Uciekłaś od nich taki kawał drogi by się oddać w ich ręce, to miało tak wiele sensu~~ - (Rei) - No nie miałoby sensu. - (Ris) Yep. - Nom, a że taką miałam zachciankę pociągnęłam temat dalej~~ - (Rei) - Dobra musimy się pospieszyć na ceremonię. - (Ris) Zachęcam do wyrażania opinii.
  41. 2 points
    Otworzyłem oczy. Ostre, złote światło mnie oślepiło. Szybko przymrużyłem powieki. "Teraz wiem gdzie jest wschód" - uśmiechnąłem się w duchu. Dookoła nic nie było, nawet żywej duszy. Trawa lekko poruszała się na wietrze. Wysoko przed sobą usłyszałem trzepot skrzydeł. Zignorowałem te dźwięki, ponieważ moją uwagę przykuło głośne burczenie pode mną. Spróbowałem dźwignąć się na łapy. Przednimi podniosłem klatkę piersiową, po czym przeciągnąłem tylne pojedynczo pod brzuch.Obejrzałem się do tyłu. Rzeka płynęła spokojnie, jakby czas się dla niej nie liczył. Skierowałem się do niej i opłukałem. Przy okazji złapałem dwie ryby. Coraz lepiej idzie mi łowienie. Wytrzepałem się jak pies i ruszyłem w górę rzeki. Nie było sensu siedzieć w miejscu. Powoli zmieniało się otoczenie. Drobny piasek stawał się żwirem, a trawa była niższa. Zaczęło się od pojedynczych drzew, potem pojawiło się ich więcej. Bieg rzeki był szybszy, brzegi zbliżały się do siebie. Z wody wystawało wiele dużych i ostrych skał. Miałem wielkie szczęście, że podczas spływu nie trafiłem w żadną z nich. Po dłuższym czasie znalazłem się w miejscu, w którym tak się poobijałem. Spojrzałem w górę, na krawędzi klifu stał mężczyzna. Był odwrócony tyłem, tak jakby z kimś rozmawiał. Nie miał na sobie żadnej zbroi, czy pancerza. Ubrany był w, na pewno, drogą szatę. Z mojego położenia nie widziałem za wiele. Tylko czarne włosy i fioletowo-czarny płaszcz. Naoglądałem się już, więc ruszyłem wgłąb lasu. Chwilę później, za sobą, usłyszałem plusk. Gwałtownie obróciłem głowę. Ten sam chłopak, co był u góry, teraz prawie się topił. Złapałem do pyska gałąź wyglądającą na wytrzymałą i wskoczyłem do wody. Płynąc z prądem dogoniłem i przeleciałem obok człowieka z szybkością, której nikt by się nie spodziewał. Widziałem pierwsze skały. Były trochę daleko od siebie. Na szczęście badyl jest dłuższy niż odległość między nimi. Końce gałęzi zahaczyły o głazy. Pęd, z którym płynąłem, popchnął mnie pod zaporę. Poleciałbym dalej, gdybym puścił. Pazury zaczepiłem w korze i zakręciłem drewnem. Nie widzi mi się znowu to przeżyć. Sekundę później chłopak był koło mnie. Uderzył ramieniem w kamień i zawisł na patyku. Trzymał się jedną ręką. Był w gorszym położeniu niż ja. Mimo tego tylko człowiek mógł coś poradzić na tą sytuację. Jeśli on nic nie zrobi, obydwoje zginiemy. Poprawiłem chwyt łapami i uwolniłem szczękę. - Nie czekaj na pomoc, tylko się rusz! 18-latek nagle się ożywił, zaczął się rozglądać na wszystkie strony. W końcu spojrzał na mnie. Nasz wzrok się spotkał. W tym momencie gałąź się złamała. Aż mi się wyrwało: - ZNOWU!!!? Po już drugiej z kolei, bolesnej wycieczce rzeką, wylądowałem na tym samym brzegu co poprzednio. "Zacznę to reklamować jako idealną atrakcję dla szukających wrażeń. Skok z klifu, walka z rzeką i leżenie bez czucia na piasku. Coraz bardziej wierzę w mit, że koty boją się wody." - pomyślałem wściekły na strumień za plecami. Z trudem wstałem i poszukałem wzrokiem człowieka. Leżał niedaleko, cały ociekał wodą, a z lewej ręki ciekła krew. Z tego co pamiętam, to właśnie w nią uderzył gdy próbowałem go ratować. Doszedłem do niego w kilku krokach, po czym sprawdziłem czy oddycha. Na szczęście jeszcze żył, ale wątpię czy kontaktuje ze światem. Leżał na plecach, więc musiałem go obejść by dostać się do rannej części ciała. Pazurem rozciąłem materiał i obejrzałem krwawiące miejsce. Wyglądało to wyjątkowo paskudnie. Kość przedramienia była złamana otwarcie. Żołądek podszedł mi do gardła. Jako człowiek pewnie bym zwrócił teraz obiad, ale jestem kotem i nie mam nawet co zwrócić. Jak nic nie zrobię z tym złamaniem, gość się mi tu wykrwawi! Dokładnie obejrzałem ranę. Była dosyć czysta, po spotkaniu z rzeką. Używając przednich łap cudem, porządnie nastawiłem złamaną kość. Teraz trzeba usztywnić przedramię. Woda wyrzuciła na brzeg też złamaną gałąź. Zabrałem obie jej części i wraz z pociętym, pazurami, kawałkiem materiału stworzyłem prowizoryczny opatrunek. Po skończonym zabiegu byłem głodny i padnięty. Odłożyłem na bok zmęczenie i dałem radę złowić cztery ryby. Dwie zjadłem od razu, a pozostałe przygotowałem do jedzenia dla chłopaka. Zanim zasnąłem nakroiłem bandaży z ubrania człowieka. "To był męczący dzień" - pomyślałem kładąc się na piasku, po czym straciłem wizję. Obudził mnie cichy szmer. Poderwałem się na nogi jak oparzony. 18-latek próbował usiąść. Skoczyłem mu na brzuch, zmuszając do leżenia. - Nie forsuj się. Jeszcze rana się otworzy. Chłopak patrzył na mnie tępym wyrazem twarzy. Zszedłem z niego i przywiązałem złamaną kończynę do szyi, by łatwiej było mu się poruszać. Zdaje się, że nagły zastrzyk bólu wybudził go z transu. - Czym ty jesteś? (chłopak) - Nie nauczono cię, by się najpierw samemu przedstawić? - Przepraszam. Mam na imię One, jestem pierwszym z czterech książąt tego kraju. (One) Fiuu... książę się trafił. Muszę przyznać, jego ojciec jest beznadziejnym rodzicem. Nazwać swojego syna numerem!? Założę się że kolejni trzej bracia to Two, Three i Four. - Miło poznać. Nie mam imienia, a jestem zwyczajnym kotem. - To właśnie ciebie szukałem! Wrócisz ze mną do zamku? (One) Powiedział to prosto z mostu, tak prosto że aż uszy krwawią. Do tego przypomina dziecko, które chce nową zabawkę. - Nie wybiegaj w przyszłość. Na razie pomyśl o przeżyciu. Tu masz ryby, możesz je zjeść. - Dzięki. Jeszcze nie doleciał tu mój smok? (One) Ten bogaty dzieciak lata sobie na smoku! Ja też tak chcę! Na słowa księcia jak na komendę z góry zleciała łuskowata masa mięśni. Smok był średniej wielkości, idealny jako wierzchowiec, rzekłbym. To na pewno albinos (jeśli u smoków coś takiego występuje) jego białe łuski i czerwone oczy to potwierdzają. One wdrapał się na siodło umocowane na karku i zwrócił się do mnie. - To jak? Lecisz? (One) - To lepsza opcja niż spływ rzeką po raz trzeci. Wskoczyłem na pakunki zamocowane do siodła i w tej samej chwili smok machnął skrzydłami. Przez ten gwałtowny ruch wbiłem pazury w skórę siodła, dziurawiąc ją na wylot. W czasie lotu zdecydowałem się podjąć rozmowę, nie często zdarzają się do niej okazje, a w tym świecie ta jest pierwsza. - Jak to się stało, że wylądowałeś w rzece? - Emm... W zasadzie to mój wujek próbował się mnie pozbyć. Nie przepadamy za sobą od dłuższego czasu. (One) - Sprawy rodzinne? Rozumiem... I rozmowa utknęła w martwym punkcie. Po kilkunastu minutach lotu zobaczyłem zamek. Na wieżach miał platformy, a na jednej z nich wylądowaliśmy. Przed smokiem stała dziewczyna, stawiam że siostra. - Lily! Wróciłem! Zobacz, kogo przywiozłem! (One) - Głupku! Nie było cię całą noc. Wszyscy się martwili! (Lily) ... te imiona... bez komentarza. Dziewczyna podeszła i już miała nakrzyczeć na swojego brata za złamaną rękę, ale zobaczyła mnie. Na jej twarzy pojawił się uśmiech i dosłownie złapała mnie w locie jak zeskakiwałem ze smoka. - Jaki słodki! Nazwę cię... Cute! (Lily) Brak zdolności nadawania imion jest chyba rodzinny. - Ja go znalazłem, więc jest mój i ja go nazwę! (One) Już się boję co on wymyśli. - Już szybciej będę się nazywać Vivi, niż zaakceptuję wasze imiona! Lily była zaskoczona, ale tylko przez ułamek sekundy. Potem szeroko się uśmiechnęła i powiedziała: - No to, witamy w rodzinie, Vivi! Czas na spotkanie z innymi! (Lily) - To idę z wami. (One) - Nie wykręcisz się. Marsz do doktora, ale to w podskokach. (Lily) - Jasne... (One) W tej chwili książę wygląda jak skarcony szczeniak. Zaśmiałem się w duchu. Na rękach dziewczyny przemierzyłem plątaninę korytarzy (gdzieś po szóstym zakręcie się zgubiłem). Lily otworzyła drzwi do ogromnej sali. Bawiło się w niej pięcioro dzieci w różnym wieku. Podeszły do siostry i zaczęły mnie głaskać. Na początku było to przyjemne, ale trochę później miałem już dość. Wyskoczyłem z objęć Lily i pognałem przed siebie. Dzieci zaczęły mnie gonić. "W takim domu, nie ma się jak nudzić" - pomyślałem, po czy wróciłem do zabawy z dziećmi. ------------------------------ To był pierwszy one shot. Przepraszam, że dopiero teraz ale nieźle się porobiło w rzeczywistości. Sprawdzian goni za sprawdzianem, widmo egzaminu straszy, przez małą wtopę mam komputer tylko w niedzielę, a dziś w nocy zmarł wujek. Jeśli cudem dam radę to napiszę kolejnego one shota na za tydzień. Kolejny rozdział dopiero po wszystkim. To pa!
  42. 2 points
    Fajna 😁 i widać że psycholek to kitsune
  43. 2 points
    ... Pomylić wiwernę ze smokiem... Oni się chyba głową z du*ą zamienili Ale i tak dzięki!
  44. 2 points
    dzięki za rozdział i powodzenia w pisaniu drugiego tomu
  45. 2 points
    1) Tak sobie myślę, że trochę szkoda, iż znamy wszystkie magie niemal od początku (poznaliśmy ich podział itp.) Może by tak wprowadzić przybysza z innego świata/kontynentu/regionu, który by władał zupełnie innym rodzajem magii nie znanym w krajach po których już podróżował bohater. W końcu by coś go zaskoczyło 2) Może uwolnienie przypadkiem, bądź tez z nudów istnienia tak niebezpiecznego, iż uznanego za katastrofę naturalną? Już trochę czasu minęło od kiedy bohater miał godnego przeciwnika
  46. 2 points
    Dlaczego do diabła?! DLACZEGO?! [ Bo twoja Imoto jest za piękna? ] Ja wiem, że jest najlepsza, ale no bez przesady! Co jest nie tak z tym gościem?! Kiedy tylko na niego patrzę łapie mnie takie obrzydzenie, że nie wiem jak mam to opisać! NIE! Tego się nie da w słowach opisać!!! [ Wiem jak się czujesz,ale musisz to wytrzymać!!! Musisz! Dla Imoto!!! ] Nie wiem czy to jest tego warte!!! Wyczyszczę jej pamięć i będzie po problemie!!! [ Naprawdę chcesz jej to zrobić?! ] Nie. Poniosło mnie. [ No … to się da wybaczyć … ] Ale jak doszło do tego wszystkiego?! [ Retrospekcja!!! ] -------- Retrospekcja ---------------- Kiedy obroniłem Imoto w alejce, miałem jakieś złe przeczucia co do tego wydarzenia, ale nikt nie powinien tego widzieć przecież. [ Nie powinien? Nie sprawdziłeś? ] Zapomniałem >.> [ … Poważnie? Jasne, że tak. Przecież to ty… ] EJ! … nie mogę się z tym kłócić … [ Dobra, poradzimy sobie z każdym kto się nawinie, więc co za różnica? ] W sumie masz rację. Kto mi zabroni go zabić? - Nee-san, kiedy będziemy zwiedzać miasto możesz mi obiecać, że nie zrobisz nic niezwykłego? - Imoto … CO?! CZEMU?! I co znaczy nic niezwykłego?! [ Czy zabicie kogoś jest czymś niezwykłym? ] No … dla mnie nie, ale jeżeli dla niej tak, to by znaczyło … [ … że nie możemy zabić wroga jeśli przyjdzie … ] NIEEEEEEEEEEEEEE!!! [ I pewnie poważnie okaleczyć także nie … bo to też prawdopodobnie podchodzi pod jej kategorię rzeczy niezwykłych… ] Czyli co?! Mam go tak po prostu pokonać?! Tak normalnie?!?!?!?!?!? [ Na to wychodzi … Dasz sobie radę? ] .. Nie mam pojęcia … To najtrudniejsze zadanie jakie otrzymałem w czasie mojej egzystencji... Nie mam żadnej pewności, że mi się uda … [ Dasz sobie radę! Wierzę w ciebie! ] Ja w siebie nie wierzę … nie dam rady!!!! To niewykonalne!!! [ Zrób to dla Imoto!!! ] …. NIE WIEM CZY MI SIĘ UDA!!! … [ Może przesadzamy? ] Co masz na myśli? [ Może tak naprawdę nic się nie stanie? Przecież nikt wcale nie musi jej atakować, co nie? ] Masz rację! Dramatyzujmy! - Eee Nee-san, gdzie idziemy? - Imoto Hm? Tak się zamyśliłem, że weszliśmy do jakiejś podniszczonej uliczki … Serio? Teraz brakuje tylko by teraz nas ktoś zaatakował! [ Nie mów tak!! Przecież jak tak mówisz, to najczęściej się to sprawdza! ] RACJA!!!! - A więc to tutaj jesteś!!! Nareszcie cię dogoniłem demonie!!! - ??? Serio? Poważnie i naprawdę? [ Wykrakałeś -.- ] Przepraszam! [ Nic się już na to nie poradzi. Załatw to szybko ] Tak jest! Tak właściwie to kto to się napatoczył? Spojrzałem na tego kogoś i nie wiem jak mam go opisać … niby ksiądz, ale też zakonnik … combo, kurna … [ Różne pojeby są na tym świecie. Jesteś na to dobrym przykładem ] W sumie jak się nad tym zastanowić to masz rację! Jednak to nie tłumaczy, dlaczego patrząc na tego kogoś mam uczucie obrzydzenia … [ Serio? ] Serio, serio [ Aż tak bardzo serio?! ] Aż tak bardzo serio!!! [ No to sprawa jest poważniejsza niż sądziłam, ale nic jeszcze o nim nie wiemy. Wszystko po koleji ] Okej, ale dalej mnie obrzydza. - Mówiłeś do mnie? - Ja W sumie to głupie pytanie skoro wskazuje na mnie palcem, ale co zrobisz? [ Zabijesz? Będziesz torturował? Tyle możliwości, a ty zadajesz takie głupie pytania! ] Nie czepiaj się szczegółów, dobrze? [ Nie, będę się czepiać! ] Czemu?! [ Bo lubię? ] Tiaaaaaa, to bardzo do ciebie pasuje >.> [ Dziękuję! Jakiś ty miły! ] … nie ma za co … [ Wracajmy do tematu! ] TAK! Co on tam mówi? - Oczywiście, że ciebie! Widziałem co się stało w alejce! Jesteś podłym demonem! Opętałeś i zbałamuciłeś to biedna dziewczę, i na dodatek przyjmujesz postać drobnej dziewczynki by oszukać innych ludzi! Jesteś najgorszym rodzajem zła, ale ja uwolnię to dziecko od ciebie! - Ksiądz/Mnich … Rozumiesz coś z tego? [ Nic, a nic ] Hm… i co teraz? Nie wiem co mam mu odpowiedzieć … [ Z tego co zrozumiałam, to chce coś zrobić Imoto … może chce ją od ciebie porwać? ] NIE DOPUSZCZĘ DO TEGO!!!! Zaraz go zabiję!!! [ Nie możesz!!! Pamiętasz o co poprosiła Imoto?! ] Aaaaaa to przynajmniej go stąd przegonię! Wystrzeliłem błyskawicę prosto w tego mnicha/księdza i trafiłem bez problemu … jej szybkość nie była wielka, wiesz? Normalny dorosły byłby w stanie tego uniknąć, ale wtedy zaczęło dziać się coś dziwnego. Pomimo tego, że oberwał błyskawicą nie wył z bólu, czy coś, nie pokazywał nawet, że go to zabolało, ale miał spuszczoną głowę, więc nie widziałem jego wyrazu twarzy. - Jak przyjemnie~~ - szept mnicha … … że co? … przesłyszałem się, co nie? [ Tak, nie ma innej opcji, niemożliwe by to powiedział, zapomnij o tym ] Uf… - Jak przyjemnie!~~ - Mnich A JEDNAK! Jego wyraz twarzy … JA NIE CHCĘ NA TO PATRZEĆ!!! Ty to opisz! [ *powstrzymuje wymioty* A więc miał na twarzy … uśmiech? Ale taki bardzo zboczony, jeszcze jego twarz była pomarszczona, co dawało bardzo, bardzo, BARDZO obleśny efekt … za co?! Dlaczego ja muszę na to patrzeć?! ] Jeszcze sposób w jaki poruszał ciałem … wiecie ten takie zboczony przy jednoczesnym obejmowaniu się … kurwa dlaczego? Czemu ja piszę coś takiego?! Mogłem pisać o mordzie czy innych sprawach, a piszę to … pojebało mnie do reszty! [ Gorzej być nie mogło, więc spokojnie, nie pogorszyło ci się ] Naprawdę?! To bardzo dobre wieści! [ A piszesz to dlatego, że takie jest zamówienie i tyle. Ja wiem, że to będzie śmieszne i ty wiesz, więc w czym problem? ] W niczym, poniosło mnie [ Spoko >.> ] - To wszystko na co cię stać demonie?! - ksiądz/mnich Zasłoniłem oczy mojej niewinnej Imoto by nie musiała na to patrzeć, bo to jest jakiś koszmar! Nie mogę go zabić, ani też mocno skaleczyć … DLACZEGO?! Stworzyłem kulę ognia i strzeliłem w niego, to wystarczy. [ Miałeś go nie zabić! ] … Ups … Kula ognia uderzyła w tego kolesia, ale ponownie ujrzałem coś czego ujrzeć nie chcę. Pomimo tego, że jego ciało płonęło on wydawał się cały podniecony … m-macał swoje ciało jego przeżywał największą ekstazę … NIE! Kurwa ja tego nie wytrzymam! [ Musisz! Dasz radę! ] Nie dam rady! [ Co mnie to obchodzi? Ty nie MOŻESZ, ty MASZ sobie dać radę! ] - Tak jak się można było spodziewać po demonie~~~twoje umiejętności dawania przyjemności są na bardzo wysokim poziomie~~ Jednak! To na mnie nie zadziała! Nie ważne ile jeszcze przyjemności mi zagwarantujesz nie poddam się i sprawię, że to dziewczę będzie wolne od ciebie demonie!!! - Mnich/ksiądz … kurwa zboczeniec po prostu!!! Nie mogę się powstrzymać by zadać to pytanie - Jak chcesz to niby zrobić? - Ja - Przez moje nasienie oczywiście! Nasienie świętego męża jest dla tej dziewki największym błogosławieństwem na jakie tylko może liczyć w tym życiu! - Zboczeniec *wzrok pogardy* [ *wzrok pogardy* ] Nie mam słów by go opisać … potrzebuję jakiejś grafiki by okazać moje obrzydzenie i pogardę! *szuka grafiki ale Pawcio97(╥﹏╥) mu bardzo dopomógł, wielkie dzięki!* No! To dalej nie wystarczy, ale jest w stanie oddać ten 1% pogardy i obrzydzenia jaki do niego czuję! [ To i tak jest za łaskawy wyrok!!! ] Wiem, poczekajmy aż Imoto pozwoli nam go zabić! Na razie trzeba przypilnować by Imoto nie zobaczyła tej herezji co jest przede mną, bo to może zostawić nieodwracalny skutek na jej psychice! Stworzyłem ludzika z ziemi. Jest wystarczająco silny by ją ochronić! - Nee-san? Co się dzieje? - Imoto - Nic takiego! Muszę się tylko czymś zająć, nie przejmuj się! Zaraz do ciebie wrócę! - Ja Golem wziął ją na ręce i gdzieś poleciał … on w ogóle wie gdzie iść? [ A czy to ważne? ] Nie bardzo~~ Wystrzeliłem ponownie błyskawicę w tego zboczeńca, ale tym razem niczym mroczny imperator ciągle go nią atakowałem, a on zwijał się na ziemi niczym robak. Tak, taka powinna być reakcja! Nie jest jeszcze tak źle! [ Przyjrzyj się ] Przyjrzałem się i to co zobaczyłem wstrząsnęło mną, on wcale nie zwijał się z bólu, a przyjemności! Gdzie grafika na wzrok pogardy?! Jego ciało już prawie się rozpadło, więc przestałem, ale błyskawicznie się zaczął regenerować … pierdolisz! [ To jest najgorszy możliwy scenariusz! ] - To naprawdę było przyjemne! Ale tylko czymś takim nic mi nie zrobisz! - Zboczeniec Okej … inna taktyka! Stworzyłem robale i wsadziłem do jego ciała. Jest to specjalna odmiana robali, która zżera swoją ofiarę żywcem od środka. Jestem ciekawy jak to mu się spodoba! I niestety skutek podobny … Tarzał się po ziemi jakby dostał drgawek i piana mieszana z krwią mu leciała z ust, ale ciągle miał na twarzy ten obrzydliwy uśmieszek … GRAFIKA!!! Robale zaczęły umierać w jego ciele, a to przez to, że w jego ciele płynie trucizna i to całkiem trująca … Zrobimy to jeszcze inaczej! Zamroziłem go! Nic mu nie będzie dzięki jego regeneracji, ale nigdy się stąd nie wydostanie! HAHAHAHAH! Wygrałem! Kiedy już byłem w połowie drogi do Imoto zobaczyłem, że coś biegnie w moją stronę i tym czymś było to coś… Koniec żartów! - Możesz mnie atakować i dawać przyjemność ile tylko chcesz, ale im więcej zadasz mi bólu tym potężniejszy będę! Więc dalej! Możesz próbować!!! - … nie mam pojęcia jak go nazwać … Robal [ To tłumaczy czemu jest tak silny pomimo bycia zboczeńcem … ] Mam nadzieję, że jednak sobie odpuści … I jak możecie zgadnąć tak się nie stało! Nie ważne jakie by to nie były tortury, jemu to tylko sprawiało coraz większą rozkosz, a mnie przyprawiało o odruchy wymiotne! Jednak tym co przelało czarę goryczy było to co powiedział: - Jesteś naprawdę potężnym demonem! Postanowiłem! Oczyszczę cię za pomocą mojego nasienia!!! - Robal ZAKURWIĘ GO! [ JESZCZE NIE TERAZ!!!! ] *po 5h kłótni między mną, a głosem w głowie* Dobra! Skoro tak bardzo lubi jak się go zdominuję to znajdę dla niego odpowiedniego partnera! Jest to los, którego nie życzyłbym najgorszemu wrogowi, ale nie mam wyjścia! Najpierw stworzyłem oddzielną przestrzeń, a następnie go tam umieściłem. - Hahaha! Nie ważne co planujesz i tak nic na mnie nie zadziała! - TO COŚ Nie odpowiedziałem tylko stworzyłem dziesięć minotaurów i dziesięć wielkich małp i pewnie niektórzy z was już wiedzą co czeka TO COŚ. Nie muszę przypominać, że te stwory to bardzo napalone samce, prawda? Posłałem mu uśmiech pełen pogardy i powiedziałem: - Miłej zabawy z nowymi przyjaciółmi - Ja Nie patrzyłem tam więcej tylko natychmiast się stamtąd wyniosłem i ie mam zamiaru TEGO CZEGOŚ więcej widzieć na oczy! Absolutnie nie! Wróciłem do mojej słodkiej i niewinnej Imoto, i ruszyliśmy dalej zwiedzać, ale dlaczego mam przeczucie, że to jeszcze nie koniec? [ Nie miej takiego przeczucia! ] TAK!!!! Swoją drogą, czy to nie miała być retrospekcja? [CIIIIII, po co przypominasz? ] Ja nic nie mówiłem! Korekta by Misterium! Grafiki by Pawcio97(╥﹏╥)! Dziękuję wam za pomoc! Widzisz Pawcio?! Nie było się czego bać! Jeszcze
  47. 2 points
    Perspektywa Vix’a Ruszyliśmy za Entem, jak to sam się wyraził “na drugą stronę planety”. Ciekawe co miał na myśli? To jakaś konkretna nazwa miejsca czy faktycznie chodziło mu o drugą stronę globu? Alexis powiedziała, że to daleko, więc pewnie wie o co chodzi … ale w sumie nie chce mi się ich pytać, i tak się prędzej czy później dowiem, więc to jest mało ważne… Ważniejsze jest to bym dostał coś dobrego do jedzenia. Jego owoce są dobre, a w porównaniu do innych owoców, które jadłem to znajdują się prawie na samym szczycie, ale mówił, że to jest najlepsze co jest w stanie wyhodować tutaj, więc jak trafimy do lepszych rejonów to będzie smaczniejsze …. nie mogę się doczekać. -Drzewko, długo będziemy iść? - (Alexis) A czy to takie ważne? - Nie wiem. Może kilka miesięcy. Gdybym sam tam zmierzał to zajęłoby mi znacznie mniej czasu. - (Hazelwood) -Ech… Tak długo? Nie chce mi się tyle iść. - (Alexis) To jest według ciebie długo? Naprawdę? - A masz jakieś plany na przyszłość? Czy będziesz się sama tułała po świecie? - (Hazelwood) -Żadnych ciekawych planów nie mam~ - (Alexis) - No to nie marudź, tylko chodź. - (Hazelwood) Gdy to powiedział rozszedł się głośny trzask łamanego drewna, a Ent uderzył o ziemię z głośnym hukiem. Ech… tak bardzo spróchniał czy co? - Przeklęte stare drewno. - (Hazelwood) Zwalaj winę na drewno, zaniedbałeś się i tyle. - Muszę zrobić coś na szybko. Robienie nowego ciała zajmie zbyt dużo czasu. - (Hazelwood) I w tym momencie zaczął się jakby łączyć z ziemią za pomocą korzeni, a następnie zmniejszać swoją wielkość tak do trzech metrów. Gdy kokon, który stworzył rozpadł się, ujrzałem człekokształtną istotę wykonaną z drewna, o jelenich rogach i pnączach, które stanowiły jego głowę. W prawej ręce trzymał jakąś laske, a jego lewa dłoń świeciła złotem… Okej, tego jeszcze nie widziałem. Od kiedy Enty mogą coś takiego? -Masz rogi! Mogę cię nazywać rogaczek? - (Alexis) Rogaczek? Potężny Ent został rogaczkiem? ... - Nie. - (Hazelwood) -Czemu?! To takie słodkie przezwisko… - (Alexis) Idealnie do niego pasuje, idealnie. - A chcesz znowu latać? Tylko, że tym razem nikt nie będzie ciebie łapał. - (Hazelwood) Drażni go to? … Dobrze, oby tak dalej. -Hiiii! Przepraszam, nie będę cię tak nazywać!! Wybacz mi! Tylko mną nie rzucaj! - (Alexis) - Spokojnie jak cię wyrzuci, to cię złapię, tylko nazywaj go tak. - (Vix) - Wy małe… eh. Idziemy. - (Hazelwood) -Napewno mnie złapiesz? - (Alexis) Na jej pytanie użyłem wiatru i podniosłem ją do góry. Tak będziemy szybciej iść. Nie będzie narzekała, że jest zmęczona i szybciej będę mógł ją złapać …. same plusy. Ent ruszył utykając trochę na prawą nogę, i żeby sobie pomóc podtrzymywał się na lasce. I w taki oto sposób cały majestat potężnego Enta zniknął…. -Mogłeś chociaż ostrzec!!! - (Alexis ) Ale po co? Co by to zmieniło? - Dobra dobra - ~~ziew~~ - może zapamiętam - (Vix) Mała szansa… -Haa?! Może?! Masz zapamiętać! -(Alexis) ~~Ziew~~ - Ile ty masz lat Alexis?- (Hazelwood) … Jestem zaskoczony … on jest całkiem rozmowny. -W sierpniu skończyłam 16, a ty ile masz rogaczku? - (Alexis) - Teraz rozumiem twoje zachowanie. Ja ile mam lat? Hmm… dużo. Tak z 3000 lat by było, a może nawet już więcej. - (Hazelwood) 3000 lat, co? Nie powiem, pewnie jest najstarszą istotą na tej planecie, a na pewno jedną z najstarszych… -Staryś!!! - (Alexis) - 3000 lat, co? To nawet w porównaniu ze mną jesteś stary… Tytuł dziadka nie jest tylko na pokaz, co? - (Vix) - Haha. Jestem drugim najstarszym Entem, tylko Urus już nie podróżuje. - (Hazelwood) Byłem blisko… -Latający człowieczku, a tobie będzie pasować tytuł wnuczka!! - (Alexis) Wnuczka? - Wnuczka? Mam już ponad 600 lat, nie jestem tak młody, wiesz? - (Vix) - O co ja słyszę. Jesteś z ery świetności człowieka. - (Hazelwood) Tiaaaa Jak tak teraz na to spojrzeć, to jestem bardzo stary jak na człowieka… - Tak. Nie pamiętam tego za dobrze, ale różnica między tym co jest teraz, a tym jak się żyło 600 lat temu jest spora, bardzo spora… - (Vix) - Ja pamiętam, aż za dobrze tamte czasy. Te twoje i jeszcze wcześniejsze.- (Hazelwood) -Jesteście za starzy… Nie będziecie nic mówić o dawnych czasach, co nie…? -(Alexis) - Nie lubię wracać pamięcią do przeszłości. - (Hazelwood) -Uff.. Całe szczęście. - (Alexis) - Ja i tak mało z tego pamiętam - ~~ziew~~ - (Vix) - Wiecie ile my już tak idziemy? Chodzi czasowo. - (Hazelwood) Skąd takie nagłe pytanie? -Dokładnie nie wiem, ale wiem, że długo. - (Alexis) Pewnie tak... - Hmm… nie dobrze. - (Hazelwood) Niby czemu? - Niby czemu? - (Vix) - Powinniśmy wchodzić na teren goblinów. Nie chodzi o to, że stwarzają zagrożenie tylko będzie ich pełno i będą plątać się pod nogami by zdobyć Alexis. - (Hazelwood) Gobliny? … Aaaa te takie małe, zielone i denerwujące…. -Czemu mnie?! - (Alexis) - A co? Mają zapłodnić drzewo, lub faceta? - (Vix) -Z-zapłodnić?! Powiedz, że żartujesz! -(Alexis) - Będą się tobą zabawiać, aż nie zemdlejesz z wyczerpania. No możesz liczyć tak na 30 partnerów. Ha ha. - (Hazelwood) Zboczone drzewo… -Zabawiać?! Partnerów?! Proszę! Nie, błagam przestańcie!!! - (Alexis) Nie krzycz…. Użyłem wiatru, by nie słyszeć jej wrzasków …. Od razu lepiej… - Nie krzycz, bo ich tu zwabisz. Jesteś młoda, więc wypadało by nam ciebie ochronić. Chyba, że nie chcesz, ja uszanuję twoją decyzję. - (Hazelwood) Chyba coś mu odpowiedziała… Może coś ważnego? A nie ważne… Po kilku minutach się uspokoiła, i zrobiła obrażoną minę. Odwołałem wiatr, więc ponownie mogła wydawać z siebie dźwięki. - Hmm… powiedzcie mi jakie macie nastawienie do Potworów typu roślinnego. Bo inaczej ich nie da się nazwać. - (Hazelwood) Nastawienie? … - Kiedyś ich nienawidziłem, ale obecnie nie mam do nich nic konkretnego, po prostu nowy gatunek, który zabija i jest zabijanym. - (Vix) Tyle w temacie… - Aha. A ty nasza młoda towarzyszko? - (Hazelwood) Skoro wcześniej cię zaatakowała to raczej nie za dobre…. -Powiedzmy, że niezbyt przyjazne. -(Alexis) Jestem jasnowidzem…. - Jest jakaś roślina, która sprawiła ci problemy?. - (Hazelwood) A może być inne wytłumaczenie? -Może jest, może nie ma. Ale tobie chyba nic do tego, Encie. -(Alexis) Oczywiście to wcale nie daje nam jasnej odpowiedzi na zadane pytanie… - Ha ha. Układanka prawie skończona. - (Hazelwood) Tia, na to wychodzi. - Nie uważacie, że skoro mamy razem podróżować to nie lepiej sobie ufać? - (Hazelwood) Niby racja…. -Po co? Jak i tak po osiągnięciu celu się rozejdziemy. Wolę by nieznajomi za wiele mnie nie znali. - (Alexis) - Jesteś najmłodsza i chyba najbardziej sztywna, a to ja jestem drewniany, co nie Vix? - (Hazelwood) Racja… - Przyznaję ci rację, świat jest tak wielki, że szanse, że się jeszcze kiedyś spotkamy jeżeli się faktycznie rozdzielimy będą bardzo małe, wiesz? A nawet jeśli, to co z tego, że będziemy coś o tobie wiedzieć? On jest drzewem, a ja i tak pewnie o tym zapomnę… Ech … zmęczyłem się …. - (Vix) Ech… zmuszają mnie do takiego wysiłku … Ech … może by tak się przespać? - Niby racja, ale jednak nie do końca, a i ty jednak potrafisz mówić dłuższe zdania. - (Hazelwood) -Zmęczyłeś się?! Czym?! Poza tym zawsze się znajdzie powód dla którego można wykorzystać jakąkolwiek informacje o kimś. - (Alexis) Ale tak na chłopski rozum… czy jakakolwiek informacja o tobie jest na tyle cenna by nas zainteresować? Powinienem się o to zapytać, ale już się chyba wystarczająco wysiliłem… - Ah… te ludzkie zmartwienia. Myślisz, że jakakolwiek informacja o mnie może być wykorzystana przeciwko mnie? - (Hazelwood) Masz dobre owoce…. - Masz dobre owoce. Zapolują na ciebie, by je zjeść… Ech … za bardzo się zmęczyłem, chyba idę spać … - (Vix) -Oczywiście, że tak myślę. Nawet to czego nie lubisz można wykorzystać przeciw tobie. -(Alexis) - Vix niby myślisz, że dadzą radę? A ja nie lubię ludzi i co wykorzystasz to przeciwko mnie Alexis? - (Hazelwood) - Nie wiem … Nie chcę mi się nad tym zastanawiać … - ~~~~~~ziew~~~~~~ - (Vix) -A ktoś powiedział, że ja chcę to teraz wykorzystać? -(Alexis) - Właśnie się przyznałaś, że będziesz chciała to wykorzystać. - (Hazelwood) -Na razie nie chcę tego wykorzystać, ale nie wiadomo co się stanie w przyszłości. - (Alexis) - Powiem tobie jedną rzecz. To, że teraz żyjesz nie jest spowodowane tym, że jestem miły. Żyjesz tylko dlatego, że nie miałem towarzystwa od 100 lat i się trochę nudno zrobiło. A bo bym zapomniał, przy okazji dowiem się paru rzeczy o waszym rodzaju. - (Hazelwood) -Ale jak byś mnie zabił to miałbyś za towarzysza Vix’a, więc ja nie jestem potrzebna. A dowiedzieć o mojej RASIE możesz się od każdego przedstawiciela rasy nieludzkiej. - (Alexis) A ja jestem taką duszą towarzystwa, co nie? - Vix’a tak? Eh… kiedyś to zrozumiesz, może jeszcze podczas naszej podróży. A i czy widziałaś kogoś jeszcze w czarnym lesie kto był z twojego lub Vix’a rodzaju? - (Hazelwood) Mojego rodzaju… czy ja się jeszcze kwalifikuje jako człowiek? … nie chce mi się nad tym myśleć … -Nie za bardzo się rozglądałam jak biegałam, więc nie wiem czy ktoś był. -(Alexis) Coś czuję, że serio przysypiam … Za bardzo się dziś napracowałem … - Nie było. - (Hazelwood) -Jak znasz odpowiedź to po co pytasz? -(Alexis) - Bo jestem ciekaw twojej odpowiedzi. - (Hazelwood) -Skoro znasz odpowiedź to może rozbijemy obóz, bo zaczyna robić się ciemno, a ja chcę się wyspać. - (Alexis) - Możemy. Wybacz, ale zapomniałem, że musicie spać. To kiedy wy będziecie spali ja zrobię siebie swoje normalne ciało.- (Hazelwood) - Ja nie muszę spać, - ~~ziew~~ - ale lubię, a to jest różnica. - (Vix) I to bardzo ważna różnica, wiesz? -Vix…- (Alexis) Czego jeszcze chcesz? - Co znowu? - ~~ziew~~- (Vix) -Czy możesz odstawić mnie na ziemię?! - (Alexis) Aaaaa. Racja … Zapomniałem. Wyłączyłem swoją moc, która ją podtrzymywała, a ona zleciała na ziemię. -Auuu!! Moja pupa!! Mogłeś delikatnej! -(Alexis) - Bo zaraz sprawię, -~~ziew~~- że nie będziesz mogła wydać z siebie pisku, jak dalej mi będziesz przeszkadzać w drzemce. - (Vix) Dajcie mi się kimnąć… - Idźcie spać, bo jeszcze coś was usłyszy i przyjdzie, a mi się nie chce walczyć. - (Hazelwood) Popieram. -Dobrze…- (Alexis) - No to ja zaczynam tworzyć nowe ciało. - (Hazelwood) Z jego … nóg? zaczęły wychodzić korzenie, które wbiły się w ziemię … nie chce mi się już o tym myśleć … Dobranoc…. Korekta by Misterium
  48. 2 points
    Świat Valvran, zamieszkały przez niezliczone ilości ras. Każda z nich specjalizuje się w innej dziedzinie. Elfy mają żywot sięgający kilkuset lat oraz zwiększone możliwości magiczne, krasnoludy są najlepszymi rzemieślnikami, a w swej historii mają takie osiągnięcia jak wykucie czterech legendarnych mieczy. Następnie są Ludzie którzy mimo bycia jednym z najsłabszych gatunków władają największą ilością terytoriów. Razem z pozostałą dwójką oraz zwierzołakami specjalizującymi się w sile fizycznej władają kontynentem Rantore jednym z trzech głównych lądów tego świata. Razem z pozostałymi rasami stworzyły koalicję “Antaru” skierowaną przeciwko ich największemu wrogowi którym są demony mające pod swoją kontrolą północna część świata. Która jest pod kontrolą Najwyższe władcy demonów. Od setek lat wojna pomiędzy demonami a resztą świata trwała w najleprze, miliony istnień zginęła, miliony kobiet zgwałcono, miliony domów spalono. Lecz ostatecznie demony przegrały. A największy władca demonów został pokonany przez czterech wybrańców dzierżących cztery legendarne miecze. **************************************************************************************************** “HAHAHAHA nikt mnie nie pokona” W wielkiej komnacie w czarnym zamku, szaleńczy śmiech rozszedł się przez całe pomieszczenie, docierając do uszu wszystkich którzy się tam znajdowali. Na platformie, na ozdobnym tronie siedziała osoba ubrana w czarno, karmazynowy pancerz i hełm z którego wystawały rogi oraz czarna niczym mrok peleryna która zdawała się pochłaniać światło które na nią padało. Po drugiej stronie komnaty znajdowała się grupa ludzi wyekwipowanych w najleprze pancerze oraz broń, na czele ich stała czwórka nastolatków z olśniewającymi mieczami. “Władco demonów dzisiaj kończą się twoje rządy” Młodzieniec z krótkimi blond włosami który stał na czele przemówił, kierując swym mieczem w stronę władcy demonów. Który tak samo jak wcześniej tylko się zaśmiał. “Jak ktoś tak nędzny jak wy może mi grozić, za chwilę was nauczę pokory” parsknął, Kierując prawą dłoń przed siebie i patrząc arogancko na bohaterów, rozpoczął inkarnację “Enarus Magnatus” “Twoje niedoczekanie” Powiedział młodzieniec na czele. Zamykając oczy i skupiając całą swoją moc na mieczy. Dzierżąc świętą broń cała czwórka bohaterów rozpoczęła świętą pieśń zniszczenia “Antarno kalato daxaru” W komnacie zerwał się huragan, a niezliczona ilość magicznej energii zaczęła się zbierać o oby dwóch stronach barykady. Po chwili obydwie strony zakończyły inkarnację i dwoje zaklęć klasy Boga zostały skierowane w swoją stronę. Zderzenie się obydwu sił spowodowało zjawisko implozji. Która po chwili eksplodowała nieskończoną ilością mocy. Tworząc kolumnę światła i mroku sięgających coraz wyżej i wyżej. Cały świat mógł ujrzeć potyczkę mającą zakończyć odwieczną wojnę. Światło i mrok, dwa przeciwne żywioły. jedno jest kontra na drugie. Od wieków świat był podzielony na dwie połówki. Niczym jing i jang, moc która kontroluje świat. Po implozji nastała eksplozja która oprócz wielkiego filara przeciwnych świateł. Spowodowała fale uderzeniową mroku i światła która odrzuciła obydwie strony. Wielka moc ustała, wokół zapanowała cisza. Wszędzie było widać skutki tej destrukcyjnej siły. Po jednej stronie znajdował się wielki władca demonów który teraz był wbity w ścianę swojego zamku, zaś po drugiej stronie można ujrzeć ten sam widok, czterech bohaterów po kolei powbijanych w masywne ściany. W komnacie ostało się w sumie pięć osób, które teraz nie były w stanie nawet ruszyć palcem. *Khe khe Gratulacje bohaterowie udało się wam doprowadzić mnie do takiego stanu* Głuchą ciszę przerwał kaszel oraz słowa, którego autorem był władca demonów który teraz był w opłakanym stanie. Zbroja którą miał na sobie zaczęła się ulatniać, a z pod niej ukazała się śnieżno biała skóra która była cała pokryta świeżą krwią. Jedyna rzecz jaka się ostała była peleryna czarna która o dziwo nie odniosła żadnych obrażeń. Wydostając się z dziury w ścianie, władca demonów spadł na podłogę.Ten niegroźny upadek był dla niego torturą i fala bólu przeszyła jego ciało. Każda część jego ciała była zraniona, kilkanaście kości połamanych, a gdzie nie gdzie można było ujrzeć dziury w ciele. Z których sączyła się krew barwiąc podłoże na czerwony kolor. Władca demonów, resztkami sił owinął się swą szatą, zasłaniając swoje nagie ciało. Po drugiej zaś stronie nie ostał się nikt, waleczni bohaterowie którzy mieli ocalić świat, teraz znajdowali się w murach zamku, zalani swą krwią. Jedynie Blond włosy młodzieniec ledwo się trzymał, tylko dlatego że jeden z bohaterów rzucił na niego barierę, lecz tak samo jak jego przeciwnik, był cały pokiereszowany . Całe jego ciało miało wszelkie możliwe rany. Lecz mimo to nie miał zamiaru się poddać. Resztkami sił wydostał się z kamiennej ściany i podnosząc święte oręże z ziemi skierował się chwiejnym krokiem w stronę Władcy demonów który teraz starał się przeżyć w swym kokonie z czarnego płaszczu. Bohater brnął przed siebie, mijając różne przeszkody na jego drodze w końcu dotarł do swego celu. *Khe Khe.. Władco.... demonów khe khe… Dzisiaj...nastanie twój koniec” Kończąc wypowiedź bohater lekko się schylił i chwytając czarny płaszcz powoli zaczął go ściągać z władcy demonów. Na twarzy bohatera malował się szok i zdziwienie gdy z pod czarnego płaszcza, ujrzał twarz swego odwiecznego wroga który był… W centrum stolicy demonów. W środku czarnego pałacu należącego do Najwyższego władcy demonów znajdował się bohater który po krótkiej lecz destrukcyjnej walce stał na swym odwiecznym wrogiem Władcą demonów. Chwytając czarny płaszcz którym był owinięty jego przeciwnik, zaczął powoli go ściągnąć w celu dokończenia swego najważniejszego zadania. Po odkryciu prawdziwej tożsamości swego przeciwnika, bohater doznał szoku. Z pod płaszcza ukazała się owalna drobna twarz z krętymi rogami oraz szkarłatnymi długimi włosami, idealnie pasujących do śnieżnobiałej skóry która teraz była pokryta cała ranami. Wystarczyło jedno spojrzenie by każdy został zauroczony, Całość podkreślały Krwisto czerwone drobne usta oraz smukły nos. Koło którego znajdowały się zamknięte oczy z których leciał strumień łez. Ciągnąc dalej ujrzał smukły obojczyk oraz barki, wykute niczym z najlepszej jakości marmuru. Bohater zmieszany pociągnął z całej siły płaszcz i jego oczom ukazało się drobne ciało, całe pokryte ranami. Na klatce piersiowej widniały dwa pagórki które nieregularnie się podnosiły i opadały hipnotyzując każdego kto na nie spojrzy.Niżej zaś była wąska talia oraz krągle bioda przyozdobione w zgrabną parę nóg. Całość prezentowała się niczym nie skalany kwiat, zamknięty w świętym ogrodzie by nikt go nie naruszył. Zmieszany bohater lekko się cofnął i wydusił “Ty jesteś... dziewczyną ??” Lecz tak samo szybko jak doznał szoku, otrząsnął się i znów z gniewem na twarzy podniósł swój miecz w górę i jednym ruchem upuścił go celując w jej szyję. “??? co jest ??” zapytał sam siebie bohater gdy zauważył że jego miecz zatrzymał się w powietrzu i nie był wstanie nim ruszyć. Zdezorientowany młodzieniec próbował ruszyć swoim orężem chociaż o milimetr lecz jego wysiłki na nic się nie zdały. Po chwili uświadomił sobie że nie tylko miecz ale całe ciało nie chciało się go słuchać. Będąc w tym stanie bohater walczył z samym sobą, lecz nagle poczuł wszech ogarniający go chłód który rozchodził się o całym otoczeniu. Zerkając niżej ujrzał władcę demonów zwiniętego w kłębek i całego trzęsącego się. Bohater wpadł w wszechogarniająca panikę, nie wiedząc kompletnie co się dzieje *dum dum dum* Odgłos kroków rozszedł się po całej komnacie, młodzieniec wpadając w panikę zawołał “Kto tu do cholery jest??” Lecz nie otrzymał odpowiedzi, a odgłos kroków stawał się coraz głośniejszy, aż postać do której należały zatrzymała się za młodzieńcem. Który nie był wstanie się odwrócić. Nagle poczuł uderzenie w plecy i kątem oka dostrzegł czyjąś rękę w swym brzuchu, która po chwili została wyciągnięta. Bohater tracąc resztki sił opadł na ziemię, i kierując wzrok przed siebie dostrzegł postać w takim samym płaszczu jaki miał władca demonów, klęczącego nad nim i spoglądając mu głęboko w oczy przemówił głosem jak z koszmaru“Zrobiłeś coś czego nie powinieneś” Następnie poczuł lekkość na całym ciele, spowodowana lotem jego głowy w powietrzu. **************************************************************************************************** Tego dnia czworo bohaterów stoczyło walkę z władcą demonów. Cała czwórka zginęła, a oręża przez nich trzymane zniknęły razem z władcą demonów. Świat ogłosił to wydarzenie dniem zero gdyż mimo śmierci bohaterów, wojna została zakończona. Demony po stracie swego władcy i stolicy po której pozostał krater wielkości kilku kilometrów kwadratowych, ogłosili kapitulację, a koalicja Antaru rozpoczęła okupowania ziem demonów. Świat zaczął się stabilizować, a wszystkie rasy i królestwa żyły w spokoju. Przynajmniej tak trwało przez następne pięć lat. **************************************************************************************************** *BUUUUUUUUMMMMMMM* Ogromny wybuch rozległ się w centrum stolicy ludzi. Panika i chaos rozeszła się wokół i po chwili ogarnęła całe miasto. Wszyscy ludzie uciekali z epicentrum zdarzenia. “Mistrzuuu, znowu to zrobiłeś” te słowa zostały wypowiedziane przez dziewczynę ubraną w czarny płaszcz, która teraz uciekał przed grupą uzbrojonych po zęby strażników. Na przeciwko niej biegł chłopak tak samo ubrany, “Oj Milu nie przesadzaj, każdemu się może zdarzyć” odpowiedział jej beztrosko, biegnąc dalej przed siebie. *BUUMM* Nagle, kula ognia wybuch koło nich przerwał ich konwersację. Postać w czarnym odskoczyła od wybuchu i chwytając swą towarzyszkę wskoczył na dach najbliższego budynku, i kontynuował ucieczkę. Po chwili obydwoje znaleźli się nieopodal wewnętrznego muru miasta. “Trzymaj się mocno* Powiedział do dziewczyny, a następnie wybił się z budynku, niszcząc go doszczętnie. I niczym rakieta wystrzelił w powietrze, lecąc nad murem z akompaniamentem pisków swej towarzyszki. Będąc na wysokości chmur, chłopak w czarnym płaszczu zaczął recytować zaklęcie ”Anntaruss dalloren” Wielka chmura czarnego dymu zaczęła kumulować się przed nim, tworząc portal, z którego po chwili wyleciał czarny smok, na którym obydwoje wylądowali. “Znowu ty ?!?!” W powietrzu rozległ się mroczny głos, należący do bestii lecące po niebie. “Oj pysio nie denerwuj się tak, wiem że cieszysz się na mój widok” Powiedział przywoływacz smoka, z wielkim uśmiechem na twarzy, jednocześnie rozkładając się na smoku jak byłoby to jego łóżko. “Ile razy ci mówiłem żebyś tak do mnie nie mówił, chyba że chcesz sobie sam polatać” Odpowiedział, wściekły smok. “Dobra, mniejsza z tym leć do mojego zamku” Powiedział młodzieniec ignorując kompletnie swą bestie. Smok, znając doskonale jego zachowanie, odpuścił kontynuowanie dalszej konwersacji bo doskonale wiedział że do niczego to nie doprowadzi i tylko sam się będzie wkurwiał. **************************************************************************************************** “Znowu on” Słowa te zostały wypowiedziane przez kobietę ubraną w mundur wojskowy. Kierowała się ona korytarzem razem z kilkoma jej podwładnymi, którzy donieśli jej przed chwilą o wydarzeniach w mieście. Zdenerwowana kobieta była generałem złotej armii, najsilniejszej jednostce chodzącej po tym kontynencie. Jednym z jej największych osiągnięć był szturm na zamek władcy demonów z przed pięciu laty. Dzięki osiągnięciom jakie tam zdobyła, została awansowana do swej aktualnej rangi. Dzięki czemu stała się najmłodszym generałem w historii. Jeden z jej podwładnych który szedł za nią próbował się jakoś tłumaczyć“Ale pani generał, co mieliśmy zrobić, zanim tam dotarliśmy go już nie było” Powiedział rycerz, lecz został obrzucony jednym spojrzeniem i zamilkł. “Jesteście bandą niekompetentnych idiotów, za co wam płacą” Odpowiedziała kobieta z wściekłością w głosie. Gdy podwładni zauważyli że są coraz bliżej wejścia do sali narad, zatrzymali się przed wejściem, salutując kobiecie która pewnym krokiem wszedł do środka. W wielkiej sali był owalny stół przy którym zasiadło 11 ludzi, każdy z nich miał na tyle wpływów lub siły własnej albo militarnej że mógł uczestniczyć w naradach państwowych odbywających się w ów komnacie. Kobieta wchodząc do środka, obrzuciła tylko wściekłym spojrzeniem zebranych i z gracją usiadła na swym miejscu. “A cóż cię tak zdenerwowało, moja droga??” Powiedział mężczyzna siedzący przed nią na wspaniałym tronie. Był on ubrany w wykwintną szatę która idealnie ukazywała jego majestat jako władca. Z uśmiechem na ustach, wpatrywał się w zdenerwowana kobietę która, po opanowaniu się powiedziała” Dzisiaj w mieście miał miejsce drobny incydent, nic ważnego by się wasza wysokość musiał przejmować” “Oh mów nie krępuj się” Powiedział mężczyzna na tronie, a następnie dodał ”To nie może być tylko drobny incydent, jak jesteś taka wściekła” Kobieta doskonale wiedząc że dalsza próba utrzymania wydarzeń w tajemnicy nie ma sensu, więc wstała i opowiedział co się wydarzyło w mieście. “Hahaha” mężczyzna po usłyszeniu raportu zaśmiał się i powiedział “Znów odwiedził nasze miasto, mógł przynajmniej mnie odwiedzić. Irna nie przejmuj się tym zdarzeniem” Następnie wszyscy wzięli udział w dalszej głównej części narady dotyczącej różnych detali. ****************************************************************************************************
  49. 2 points
    Ogólnie to rozdział może sprawić wrażenie strasznie wybrakowanego, ponieważ przez dłuższy czas nie miałem pomysłu jak fabularnie poprowadzić novelkę do takiego momentu w którym mógłbym uzasadnienie usunąć RPG, a zarazem w miarę logicznie skończyć wątek Zakonu najwyższej Bogini, przez co pisałem max po 10-40 słów. Jednak teraz dzięki pomocy @Ragoon udało mi się już wszystko poskładać do kupy, przez co następny rozdział powinien być lepszej jakości. Byłbym też wdzięczny za wskazanie wszystkich fragmentów które wydają się nie logiczne i wszelkiego rodzaju błędów, bardzo by mi to pomogło poprawić ten rozdział. Nie przedłużając, życzę miłego czytania. Gdy skończyliśmy wiedziałem już jaki mam plan, po pierwsze musieliśmy odpocząć i dowiedzieć się o zmianach które w nas zaszły, a po drugie dowiedzieć się gdzie jest ostatni Wypaczeniec. Z tym jednak nie było najmniejszych problemów, gdyż wystarczyło wrócić na sam początek świątyni, gdzie aktualnie był nasz pseudo obóz. Niezwłocznie zacząłem wydawać rozkazy i ruszyliśmy do wyjścia. ‘Odpoczynek… Tak… tego teraz potrzebuję, jakby się zastanowić to właściwie nigdy nie przeżyłem żadnego szoku związanego z moją śmiercią i przeniesieniem do tego świata, a jedynie śmierć Ani wywarła na mnie jakieś emocje, jest to w jakiś sposób powiązane z moją utratą człowieczeństwa?’ Podczas gdy ja myślałem nad tym i kilkoma innymi tematami dotarliśmy do naszego celu, nasz zapas “jedzenia” nie był mały, a w najgorszym przypadku i tak samo do nas przychodzi, także nie muszę się o nic bać i mogę odpocząć… Odszedłem od grupy i zacząłem szukać sobie spokojnego miejsca, które znalazłem w pokoju za ołtarzem. Było to niewielkie podłużne, nie umeblowane pomieszczenie, którego prawdopodobnie kapłani używali do odpoczynku albo modłów, to się jednak dla mnie nie liczyło. Było tu cicho, to było najważniejsze. Usiadłem sobie na podłodze pod ścianą i na chwilę zmrużyłem oczy, po czym poczułem ostry ból w całym ciele, prawie jakby mnie wrzucono do kwasu, a moje ciało cały czas się regenerowało, w końcu nie wytrzymałem i zacząłem krzyczeć z bólu a do moich uszu dochodziły krzyki Krwawej, Faendala i reszty, chciałem żeby to się skończyło i jak zbawienie przyszło do mnie moje ukojenie, po raz kolejny straciłem przytomność. Nazajutrz obudziłem się w tym samym miejscu, cały obolały, na szczęście udało mi się odpocząć… O ile można to tak nazwać. Zacząłem starać sobie przypomnieć co się stało, a gdy przez myśl mi przeleciało wspomnienie o krzyku Krwawej to momentalnie wybiegłem z drzwiami do pokoju obok. Ujrzenie Krwawej która była cała i zdrowa momentalnie uspokoiło moje serce… Którego chyba nie mam. -Krwawa, Faendala! - Zawołałem z drugiego końca sali. -Panie! Czy… czy ty też tego doświadczyłeś?! Tego bólu palącego ciało i rozdzierającego duszę?! - Zapytał zaniepokojony Faendal. -Tak… to… co to było? - Zapytałem. -Żaden z nas nie wie, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. - Odpowiedział Faendal. -Ech… Wolałbym wiedzieć czym to było spowodowane, żeby uniknąć takich wydarzeń w trakcie walki… - Powiedziałem zniechęcony. -Potępiony… Jest coś jeszcze… - Wtrąciła Krwawa. -Hmm? Co się stało? - Odpowiedziałem. -Sam się przekonaj, wywołaj swój status… - Powiedziała Krwawa. ‘Nie może być! Jeżeli Bogowie znowu coś zrobili to…’ - Pomyślałem po czym w moich myślach przywołał się widok umierającej Ani, przez który moje nieistniejące serce zadrżało. ‘Nie dopuszczę do tego, nawet jeżeli musiałnym poświęcić własne ciało i spisać duszę na wieczne tortury. -Pomyślałem, po czym cicho powiedziałem -Status. Czekałem chwilę, jednak ku mojemu zdziwieniu nic się nie ukazało. Zaniepokojony spojrzałem na Krwawą, jednak ta tylko odwróciła wzrok, po czym spojrzałem się na Faendala który także nie mógł tego w żaden sposób wytłumaczyć i tylko skierował swoją głowę w dół. -W… więc co z naszymi umiejętnościami?! - Niekontrolowanie krzyknąłem. Jednak tym który odpowiedzi na owe pytanie nie udzielił mi ani Faendal, ani Krwawa. Odpowiedzi udzieliła mi stojący za mną Sakura u której boku stała Biała. -Nic się z nimi nie stało, tylko kontrolowanie i wywołanie ich działa nieco inaczej - Powiedziała. -Ech? Co masz na myśli? - Zapytałem. -Hmm… Jakby to powiedzieć… Umm… Wcześniej gdy chciałam porozmawiać z którymś z wilków wystarczyło że o nim pomyślałam i już byłam w stanie nawiązać połączenie… a teraz… Trochę trudno to opisać… Jednak spróbujcie sami, jestem pewna że też zrozumiecie! - Powiedziała zawstydzona Sakura. -Nawet jeżeli tak mówisz... to ja dalej nie jestem do tego przekonany… - Odpowiedziałem niepewnie. Przez chwilę między nami panowała cisza, która jednak została nagle przerwana przez nagły krzyk Faendala. -Uwa! Stój! Czekaj! Stoop! - Krzyknął. Szybko się rozejrzałem, jednak Faendala nie było już obok nas, nagle dotarł do nas kolejny jego krzyk, pochodził on z poza świątyni. Wszyscy się zerwaliśmy żeby zobaczyć co się stało, jednak obraz który nam się ukazał całkowicie różnił się od spodziewanego. Tuż po przejściu przez bramę świątyni ukazał nam się obraz Faendala skrępowanego zielonymi pnączami wyrastającymi z ziemi. (Driado, czy to ty?) -Faendal co ci się stało?! - Zawołałem, podbiegając do chłopaka, po czym ostrożnie rozciąłem krępujące go pnącza. -Ja… Wstyd mi to przyznać, ale tuż po usłyszeniu tego, że prawdopodobnie wciąż możemy używać naszych umiejętności natychmiast chciałem to przetestować, a tego efekt mogliście przed chwilą zobaczyć. - Powiedział zakłopotany Faendal. -Hmm, więc jednak nie jest tak źle jak nam się wydawało, jeżeli wiemy jak używać naszych umiejętności, to wciąż powinniśmy móc ich użyć, pozostaje tylko kwestia ich treningu, gorzej może być z nauką nowych umiejętności oraz z dostrzeżeniem naszego rozwoju. - Powiedziałem cicho. -Masz racje, jednak pozostaje też pytanie co się stało z poziomem. - Wtrącił Milczący. -Cóż, tego najpewniej nikt nie wie. - Odpowiedziałem zrezygnowany. -Jakby się zastanowić, to czy ten świat nie zbliża się do naszego świata? - Wtrąciła Krwawa. -Ech? W jakim sensie? - Zapytałem. -No wiesz, w naszym świecie też nie było żądnych poziomów, statusów ani ewolucji, każdy po prostu starał się być najlepszy w tym co lubiał, to wszystko. Z drugiej strony odkąd tu przybyliśmy nie robiliśmy nic poza zdobywaniem i rozwijaniem poziomów umiejętności, w ogóle nie zwracając uwagi na to jak nienaturalne to jest, tak właściwie to teraz jestem nawet trochę spokojniejsza. - Odpowiedziała Krwawa delikatnie się uśmiechając. -Co?! Źle się czujesz, czy co!? Od której do cholery strony jesteś spokojniejsza?! Może i dla ciebie to wszystko wydaje się dziwne, ale dla nas brak możliwości zobaczenia statusu jest cholernie nienaturalne i niepokojące! - Odkrzyknął wściekłe Faendal, przetrzymywany przez Sakurę. -Faendal uspokój się, wiem jak się czujesz, ale to nie czas na to! - Wtrąciła Sakura, zanim elf zdążył dodać kolejne zdanie. -Faendal, Sakura ma rację. Uspokój się do czasu aż nie dowiemy się co się stało. - Dodałem. -Dobra, tylko skończcie o tym gadać! - Odpowiedział naburmuszony. -Więc? Co teraz? Pozostał nam ostatni wypaczeniec, jesteśmy w stanie go pokonać? - Po chwili dodał elf. -Prawdę powiedziawszy nie, nie mamy w tym stanie najmniejszych szans na zwycięstwo, nawet z poprzednimi wypaczeńcami mielibyśmy teraz ciężko, jednak mimo wszystko musimy pójść do Yuny i powiedzieć jej, że musimy się na razie wycofać. - Podzieliłem się z resztą moimi przemyśleniami. -Dobra, no to ruszamy! - Krzyknęła podekscytowana Krwawa. Mam też prośbę dla tych którzy jeszcze czytają ten projekt, możecie mi powiedzieć czy coś się w nim zmieniło? Co wam się podoba, a czego w nim nie lubicie / ostatnio wam się nie spodobało? To także by mi bardzo w najbliższym czasie pomogło wrócić do formy. Jeszcze tylko krótka reklama, zapraszam (?) wszystkich do czytania mojego wspólnego projektu z użytkownikiem @Ragoon, pod tytułem "Odwieczny wróg", która jest utrzymana w klimatach Fantasy-RPG (W nim RPG nie zniknie xD)
  50. 1 point
    Ładne zakończenie tomu. Życzę przyjaznych wiatrów by się lepiej pisało. Czekam z niecierpliwością ^^